4Łapki Posted June 12, 2014 Posted June 12, 2014 Dzisiaj poczułam się jak popychadło. Stoimy z Viki na chodniku, idzie babka z dwoma małymi psami. Pyta, czy mogę skrócić smycz, bo "jej mogą". Nie dokończyła, co mogą, ale za bardzo mnie to nie obchodzi, bo im jakoś smyczy nie skróciła, a Viki stała na tak krótkiej (żeby nie zawadzać przechodzącym obok), że skracając smycz podniosłabym ją w górę... Zawinęłam ją więc za moją nogę i liczę na to, że babka przejdzie. Ale nie, mam się przesunąć (co zrobiłam już wcześniej), najlepiej zejść z chodnika na ruchliwą ulicę :angryy: Słów komentarza mi brak po prostu... Quote
Maron86 Posted June 12, 2014 Posted June 12, 2014 Mama zawsze tak robiła, schodziła wszystkim z drogi, wszystkim ustępowała, z małymi gówienkami leźli na nią wiedząc że ustąpi... Jak zobaczyła że mi wszyscy ustępują :diabloti:, stwierdziła że tak jest wygodniej i lepiej. Zrobiła się taka jak ja 'pies drze mordę to Szaman go zeszmaci', teraz nagle ją omijają jak mnie. Osobiście uważam że nie ma co ustępować jeśli ktoś nie chce wykazać chociaż odrobinę chęci na to schodzenie mu z drogi nie zasługuje :eviltong:. Quote
omry Posted June 12, 2014 Posted June 12, 2014 Ja mam bardzo wesoło z tą panią, która tak bardzo nie lubi Iwana. Za każdym razem wysłuchuję, jak gada do tego swojego psa, jaki to Iwan jest nieobliczalny, groźny, bydle ogólnie i najbardziej oczywiście pragnie zabić ją i jej psa :roll: Nieważne, czy mijamy się na osiedlu, czy przechodzę pod jej balkonem, a jej pies ujada jak wściekły, zawsze obraża mi psa do swojego psa. Kilka dni temu jechaliśmy gdzieś z psami, samochód stał pod jej blokiem, a Kura postanowiła przed podróżą się wysrać. Ta kobieta oczywiście wybiegła na balkon i zaczęła mi na ambicje chyba wjeżdżać, że jestem strasznie niewychowana, że ludziom pod oknami psem sram. Wyciągam worek i tłumaczę, że ja po swoich psach sprzątam i odwróciłam się naiwnie myśląc, że urwę temat. To oczywiście nie ważne, czy sprzątam, czy nie, bo ludziom po oknami się nie sra. Pytam więc ile to jest to 'pod oknami', bo jak dla mnie to już pod oknami nie jest, a dla niej jest, to mamy problem. Tu się dowiedziałam, że jestem przemądrzałą gówniarą i że ludzie sobie nie życzą kup pod oknami. Pierwsze co mi przyszło do głowy i o czym oczywiście panią poinformowałam - moim zdaniem to raczej ciągłego ujadania jej psa, który darł mordę na moje psy przez całą naszą dyskusję, sobie nie życzą, a nie sprzątniętej kupy. Na koniec dowiedziałam się, że ona tego psa przecież ucisza i dodała smutnym głosem, że skoro uważam, że moje zachowanie jest w porządku, to jest to moja sprawa i poszła do domu :evil_lol: Quote
4Łapki Posted June 12, 2014 Posted June 12, 2014 Mi kazali psa podsadzić na parapet, gdy robiła kupę na trawniku. Sorry, ale wolę zbierać kupę z trawy, niż z chodnika. Moja sucz sra na chodniku tylko w ostateczności, gdy wszystko wybetnonowane, a ja mam wyrzuty sumienia, patrząc, jak się męczy z faktem, że sra na chodnik :roll: Maron86 napisał(a):Mama zawsze tak robiła, schodziła wszystkim z drogi, wszystkim ustępowała, z małymi gówienkami leźli na nią wiedząc że ustąpi... Jak zobaczyła że mi wszyscy ustępują :diabloti:, stwierdziła że tak jest wygodniej i lepiej. Zrobiła się taka jak ja 'pies drze mordę to Szaman go zeszmaci', teraz nagle ją omijają jak mnie. Osobiście uważam że nie ma co ustępować jeśli ktoś nie chce wykazać chociaż odrobinę chęci na to schodzenie mu z drogi nie zasługuje :eviltong:. Nie ustępuję wszystkim. Już sobie "wychowałyśmy" panią z dwoma jorkami, że ich nie podnosi na nasz widok i pretensji nie ma. Jak moja mama usłyszała, że "czemu ona musi podnosić psy, a nasz idzie", powiedziała jej po prostu, że wcale nie musi :diabloti: Viki małych psów unika, bo ani to się z nią pobawi, tak jak lubi, ani przyjemne jest to, gdy jazgoczą/próbują na nią wskakiwać. Wiesz, pies, którego trzeba bronić sprawił, że w ogóle mam odwagę się odezwać do innych ludzi. Jeszcze trochę, a będę pyskować jak zawodowiec :evil_lol: Dzisiaj wieczorem poszłam do babci. A że mieszkamy w niezbyt ciekawej okolicy, zapytała się mnie, czy się nie boję. Śmieję się, że Viki to mój ochroniarz, bo ludzie na sam widok człowieka z psem większym, niż "jork królewski" zaczynają się zachowywać :diabloti: Co z tego, że w razie zagrożenia, mój pieseł będzie pierwszym do ucieczki :diabloti: Quote
omry Posted June 12, 2014 Posted June 12, 2014 4Łapki napisał(a):Dzisiaj wieczorem poszłam do babci. A że mieszkamy w niezbyt ciekawej okolicy, zapytała się mnie, czy się nie boję. Śmieję się, że Viki to mój ochroniarz, bo ludzie na sam widok człowieka z psem większym, niż "jork królewski" zaczynają się zachowywać :diabloti: Co z tego, że w razie zagrożenia, mój pieseł będzie pierwszym do ucieczki :diabloti: Ja się nawet z samą Kurą czuje pewnie, choć to ledwo 8 kg, ale ona ma twardy charakter i wiem, że w razie co to hałasu narobi jak nikt i nawet za nogawkę złapie :evil_lol: A to jak najbardziej wystarczy. Na osiedlu ostatnio mają mnie za wariatkę, bo nie dość, że trzy psy w bloku, to jeszcze mam ptaka, kawkę konkretnie. Ona sobie zlatuje z balkonu kiedy chce, ale wrócić (póki co, mam nadzieję) jeszcze nie potrafi, więc ją zabieram do domu jak wracam z psami. Ona sobie często tak spaceruje z nami, siedzi mi na ramieniu, zlatuje, coś tam skubie, polata dookoła i znowu ląduje na mnie, ewentualnie na Iwanie. Wczoraj wieczorem jak codziennie praktycznie też jej szukałam, skubała sobie trawkę przy ławce, na której siedziały dwie starsze panie. Podeszłam, zawołałam, kawka na mnie usiadła, na co jedna z pań zaczęła wymachiwać laską i krzyczeć, że co ja nie słyszałam, jak to ptaki ludzi atakują :evil_lol: Quote
4Łapki Posted June 13, 2014 Posted June 13, 2014 Powiedziałaś jej, że kawka udomowiona? Podejrzewam, jaki szok przeżyła :lol: Z taką ekipą i jeszcze kawką na ramieniu to nikt Cię nie zaczepi :lol: Quote
Pani Profesor Posted June 13, 2014 Posted June 13, 2014 wręcz przeciwnie, ja bym nie ominęła bez zaczepienia osoby z tyloma psami i kawką na ramieniu :eviltong: Quote
omry Posted June 13, 2014 Posted June 13, 2014 Bardzo dużo osób nas zaczepia. Albo po prostu stoją i się patrzą kilka minut z pewnej odległości :evil_lol: Codziennie nawet kilku osobom opowiadam o tej kawce, ale sama pewnie byłabym zainteresowana, więc się im nie dziwię, że zaczepiają. A paniom na ławce opowiedziałam wszystko i bardzo się zachwycały. Mówiły, że nigdy czegoś takiego nie widziały i były w szoku, jaki ten ptaszek mądry i przywiązany do mnie :lol: Quote
Ejre Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 To co za chwilę opisze, to może nie jest chamstwo ale totalny brak wyobraźni, szczyt nieodpowiedzialności i sama nie wiem co jeszcze... Właśnie przed chwilą widziałam jak po placu zabaw spaceruje dziewczynka (ok 10 lat) z dwoma dorosłymi amstaffami z których jednego znam i wiem, że potrafi przyatakować, jeżeli nie spodoba mu się inny pies. Obydwa psy na smyczach automatycznych a w okolicy żadnego dorosłego. Byłam z moimi psami, więc się szybko ulotniłam (jeden z nich zawsze próbuje się rzucić na mojego). Niestety w domu chwilę zajęło mi znalezienie aparatu, więc kiedy wyszłam na balkon, żeby zrobić zdjęcie to już tej dziewczynki nie było. Quote
Litterka Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 Może nie o chamstwie psiarza, ale nie wiem, gdzie pasuje, a mam potrzebę się podzielić. Przebywam w GB. Dzisiaj po pracy odpoczywałam w domu, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam, za drzwiami stała, jak mi się wydawało, bardzo miła pani. Odezwała się do mnie po angielsku w te słowa: - Dzień, dobry, jestem z lokalnego stowarzyszenia pomocy głuchym, prowadzimy akcję pomocy. - Dziękuję, nie jestem zainteresowana. - Ale dlaczego, jak to? Skąd pani jest? - Z Polski. Przeszłyśmy na język ojczysty. - No tak, ale czemu pani tak agresywnie nie jest zainteresowana? - Pomagam kiedy mogę i kiedy chcę, sama wybieram sobie cel pomocy. - I co? Często się pani budzi z potrzebą pomagania głuchym? - Nie pomagam głuchym, pomagam psom w potrzebie, w Polsce, bo zwierzęta się o pomoc nie upomną. - Ale jak to? Głusi też potrzebują pomocy. Oni też proszą o pomoc. (Już jednak się zdenerwowałam, bo nie interesują mnie czcze dyskusje) - No tak, ale zwierzęta nie wołają. - A, skoro pani tak sobie myśli, to proszę bardzo, może sobie pani tak myśleć, do widzenia! I z wielkim fochem wreszcie zostawiła mnie w spokoju... Ufff... Quote
Pani Profesor Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 standardowy argument pieniaczy, taki z cyklu "hrrrr psom pomaga a dzieci głodujo, hrrr ludziom by pomogła a nie psom", uwielbiam to. przy takich akcjach ZAWSZE odpowiadam - a komu ty pomagasz? jakim dzieciom, co ci zawdzięczają? jakiej fundacji? co sprytniejsi pitolą o fundacji tvn, bo innej organizacji nie kojarzą nawet z nazwy... nigdy w życiu NIKT mi nie odpowiedział, że robi coś charytatywnie (poza tym durnym argumentem "sms o treści pomagam" - ehe, jasne) edit - a nie, sorry, znajomej mama (naprawdę okropna kobieta) odpowiedziała, że daje ubrania "do caritasu", żebyście zobaczyli jej święte oburzenie jak w skrócie przedstawiłam jej, jak funkcjonują te kontenery... uwielbiam, jak ktoś rozlicza mnie z moich pieniędzy i poucza, na co powinnam przeznaczać nadwyżki, samemu będąc dusigroszem :loveu: Quote
Litterka Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 Pani Profesor, właśnie o to mi chodzi. A nawet jeśli nikomu nie pomagam, to co jej do tego? To jest moja wola i mój portfel. A co do ciuchów z Caritasu... Szkoda gadać. Chociaż co do tej pomocy - ta pani jednak, jak by nie patrzeć, pomagała czynem, aktywnie zbierając pieniądze. A że nie tolerowała odmowy, to już inna sprawa. Quote
Maron86 Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 Eeee ja z głuchoniemym miałam lepszą akcję. Jak nie muszę nie biorę portfela ze sobą bo po co. Poszłam z mamą do bidry, mama wzięła ze sobą 'aż' 10zł na swój nałóg (słodycze :evil_lol:). Podchodzi do nas facet z jakąś kartką i stuka długopisem, czytam o co mu chodzi. Było to zbieranie podpisów pod jakimś stowarzyszeniem głucho-niemych, wszystko cacy zabieram się za podpisanie... aż nagle patrze co trzeba wypełnić: imię, nazwisko, nr i seria dowodu, pesel (?!)... darowizna. Mówię mu że nie mam kasy przy sobie, a ten mi puka że mam podpisać. Szlag mnie lekki trafił, ale tłumaczę mu że nie wzięłam pieniędzy. Trwało to kilka dobrych minut, w końcu się zdenerwował, wyrwał mi długopis, przełknął 'kur**' i sobie poszedł :lol:. Tak wyraźnie przeklnął że jestem w 100% pewna że to jakaś ściema była, no i po co komu pesel, może od razu skan dowodu i zgoda na kredyt. Ja ogólnie omijam wszystkie organizacje nieważne czy zwierzęce czy ludzkie, wystarczył mi widok jak niektóre 'pracują'... Quote
Pani Profesor Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 Maron, błagam, to numer stary jak świat, jeszcze za dzieciaka pamiętam, jak w pociągach czy gdzieś w nadmorskich kurortach chodzili tacy "głuchoniemi", kładli kartkę i jak zrobili obchód,to wracali z powrotem po te kartki i darowizny... są nawet organizowane - uwaga - wyjazdy zagraniczne przez jakieś "firmy", jest parę instrukcji w necie jak dobrze udawać głuchoniemego + uniknąć odpowiedzialności karnej w razie zdemaskowania. to samo z wpadającym do sklepiku/kiosku roztrzęsionym facetem, którego dziecko przed chwilą "zostało potrącone" a on nie ma na taksę żeby dojechać do szpitala - staaaare, aczkolwiek kumpel pracujący w trafice pół roku temu się nabrał. metoda "na psiarza" jest już znana z dogo, ale na żywo się jeszcze z tym nie spotkałam ;) Quote
Vailet Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 Ta, ja kiedys zbieralam w tesco jakies ryze, makarony i inne produkty na schronisko (byla taka akcja), to kilka osob podchodzilo i mowilo ze to jedzenie lepiej ludziom dac, ze bezdomni głodują, ze jestesmy glupie itp:loveu: Quote
4Łapki Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 Szczerze, wsparłam kilka razy ludzkie fundacje. Do tej pory jedna prześladuje mnie listownie... Super, że piszą o swojej działalności, ale ja przelałam kasę na konkretną osobę, w konkretnym przypadku :roll: Kilka razy przypominali mi, że mogę sobie odliczyć darowiznę od podatku, jakby raz nie wystarczył... A psy, czy w ogóle zwierzęta, nie mają takiej ochrony prawnej, jak ludzie. Mój ojciec w razie gdyby stała mu się zarówno pierdoła, jak i ciężka choroba/śmierć, ma ubezpieczenie, a mój pies... zachoruje i będę płacić ciężkie pieniądze. Wolę więc wesprzeć zwierzęta, które tego potrzebują. Quote
zmierzchnica Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 Ja staram się działać w organizacji, ale to jest orka po ugorze :shake: Najgorsze, że nawet jeśli chcesz coś zrobić i masz jakąś wizję, to szybko zostaniesz sprowadzona do parteru. Organizacje (znam prozwierzęce, ale pewnie inne też) jak miód osy przyciągają ludzi niestablinych, nie mogących zrealizować się zawodowo i towarzysko.. Także przychodzą "prezesi" i "szefowie", mający nadzieję, że będą zarządzać innymi. Przychodzą "żądni opowieści", którzy nic nie robią, ale wszystko chcą wiedzieć (najlepiej kto z kim i za co) itd. Osoby nieraz zgorzkniałe, pełne złości i goryczy, które pod pretekstem pomocy zwierzętom chcą się wyżywać na ludziach. Mogłabym esej psychologiczny napisać na ten temat! :evil_lol: Z drugiej strony, słucham takich opowieści "negatywnych" o organizacjach i myślę o tych godzinach ganiania za psami, robienia interwencji, szukania domu, nocy spędzonej na ogłaszaniu psów, długich godzin u weterynarzy... I jakoś mi przykro, że tego się nie docenia, że uważa się, że organizacja to na pewno defrauduje kasę, nic nie robi, tylko na facebooku ogłasza swoje sukcesy ;) Teraz mam takie zgłoszenie, babka z odległego miasta nagabuje, że pies jest - ludzie się wyprowadzili, starego psa zostawili samego na posesji, sąsiedzi karmią. Akurat ta gmina ma umowę ze schronem-umieralnią. No to piszę kobiecinie - albo zgłaszamy to do gminy i oni zabiorą psa do umieralni, gdzie uśpią go albo zginie, albo wspomagamy sąsiadów karmą i robimy ogłoszenia, szukamy domu. Więc tak: do schroniska bee, nie można tego robić psu. Ale sąsiedzi nie chcą się angażować, bo "się boją" (nie dostałam odpowiedzi na pytanie: czego, skoro właściciele wyjechali?). Wydźwięk jest prosty: zabierzcie tego psa. Ale gdzie? Nie mamy schroniska, nie mamy DT, pies jest stary i zdziczały, więc nie pójdzie szybko do domu, a sąsiedzi nie chcą nawet dać nr telefonu. Jestem w kropce, bo chcę pomóc, ale każda oferowana pomoc jest beee :roll: I taka pani na pewno będzie opowiadać, jak to jej organizacja nie chciała pomóc... A teraz nowa sprawa: znowu "psy sezonowe". Zostawione w polu, czasem przy budzie, czasem nie, mają "odganiać dziki". Dotarcie do rolnika, do którego należy pole, to jakaś makabra jest :shake: Teraz mam takiego jednego, czarny podpalany misiek, nawet znam numer geodezyjny działki, ale co dalej z tym robić to nie wiem... Można by tego psa po prostu zabrać i już, ale wtedy sobie wezmą następnego i przytroczą do tej budy :roll: Także łatwo nie jest nigdy, a każdy kij ma dwa końce :roll: Quote
Maron86 Posted June 16, 2014 Posted June 16, 2014 Pani Profesor albo nigdy nie trafiłam na takich patałachów albo u nas za małe zadupie i by nie przeszło :eviltong:... zmierzchnica ja wszystko rozumiem. Zdaję sobie sprawę że kij ma dwa końce, że jedne organizacje pomagają przy czym inne wolą zbierać kasę. Pech chce że jeśli ktoś trafi na tą drugą 'wersję organizacji' to jasny szlag go trafia, a najgorzej jak trafi jeszcze raz w podobne bagno wtedy to już niema zmiłuj. Swoje opinie opieramy na swoich własnych przeżyciach, na przeżyciach bliskich ludzi, znajomych, rodziny itp... Ja znam organizację od strony: nie mamy miejsca (bo pies brzydki, mały - jednak na psa w typie rasy większego miejsce było tego samego dnia), weź se sam do domu, w dupie mamy bezdomne psy (przy czym jeśli ktoś 'ważny' zgłosi to jest wielki esej o znieczulicy ludzi, nie ważne że TEN pies był im zgłaszany przez jakąś mało istotną osobę), dajcie fanty na bazarek, dajcie kasy na leczenie, dajcie kasy na samochód (tu im nie wypaliło, chyba ludzie mają ich powoli dość), dajcie DT (przy czym wszystko trzeba 'wyrywać z gardła', a o zdjęciach czy ogłoszeniach można zapomnieć....). Zgłoszenia interwencyjne? Jakie zgłoszenia, jeśli o psa to mają gdzieś, jeśli o kota to lecą niczym po redbull :angryy:, rozmnażanie co cieczkę psów guzik ich obchodzi bo to 'pańskie psy', wykupywanie psów z nowego schroniska (czyste, zadbane, szkoleniowiec pomaga przy psach, są wybiegi, osobne boksy). Oj mogłabym pisać całą noc i nie wiem czy by mi czasu nie zabrakło :roll: Sama osobiście wkopałam przyjaciela w bycie DT dla ich kota, do dziś żałuję że takich problemów mu ściągnęłam na głowę. On za to pomimo czasu i chęci nie odważy się nigdy więcej wziąć zwierzaka na DT. Żarcie, żwir dostawał jak się zgłosił, cała reszta? Ogłoszenia nie bo niema zdjęć, zdjęć nie bo nie mają czasu ale te jego są be, fe i w ogóle. Kot chorował na chroniczne sraczki? Co z tego żaden wet chyba że chce sam zapłacić, przecież można dać smektę (którą sam miał kupić). Sterylka? Jaka sterylka, to dobiero nowy właściciel no chyba że sam opłaci i nie ważne że ma 2 kocie samce. Na koniec wielka awantura że jak to przecież się godził... Byłam przy tej rozmowie, kot miał mieć: żarcie, żwir, weta, sterylkę przed rują, zdjęcia, ogłoszenia - to wszystko mieli oni zapewnić. I to jest tylko jedna z wielu historii :lol: jednak ta mnie najbardziej wytrąciła z równowagi, może dlatego że ja namówiłam przyjaciela. Jak później mając do czynienia z takimi akcjami człowiek ma ufać organizacją... Quote
Lilth Posted June 17, 2014 Posted June 17, 2014 10 latka z dwoma dorosłymi amstaffami? oO Sama mam sukę asta, czasem moja młodsza siostra (lat 13), wychodzi z nią ale tylko i wyłącznie pod moją opieką i w kagańcu.. bo tak jak tamtemu psu, mojej suce czasem się coś nie spodoba i robi się nieciekawie. Głupotka ludzka nie zna granic, tylko czy u nas jest to jakoś uregulowane prawnie (jak np. we Włoszech o ile dobrze pamiętam), że dana osoba nie może wyprowadzić danego psa? Quote
Maron86 Posted June 17, 2014 Posted June 17, 2014 Nie. Masz psa jakiego chcesz i robisz z nim co chcesz, a jak zdarzy się że psy zagryzą innego psa to dostajesz mandat i tyle :roll: Quote
zmierzchnica Posted June 17, 2014 Posted June 17, 2014 Maron86 napisał(a):Pani Profesor albo nigdy nie trafiłam na takich patałachów albo u nas za małe zadupie i by nie przeszło :eviltong:... zmierzchnica ja wszystko rozumiem. Zdaję sobie sprawę że kij ma dwa końce, że jedne organizacje pomagają przy czym inne wolą zbierać kasę. Pech chce że jeśli ktoś trafi na tą drugą 'wersję organizacji' to jasny szlag go trafia, a najgorzej jak trafi jeszcze raz w podobne bagno wtedy to już niema zmiłuj. Swoje opinie opieramy na swoich własnych przeżyciach, na przeżyciach bliskich ludzi, znajomych, rodziny itp... Ja znam organizację od strony: nie mamy miejsca (bo pies brzydki, mały - jednak na psa w typie rasy większego miejsce było tego samego dnia), weź se sam do domu, w dupie mamy bezdomne psy (przy czym jeśli ktoś 'ważny' zgłosi to jest wielki esej o znieczulicy ludzi, nie ważne że TEN pies był im zgłaszany przez jakąś mało istotną osobę), dajcie fanty na bazarek, dajcie kasy na leczenie, dajcie kasy na samochód (tu im nie wypaliło, chyba ludzie mają ich powoli dość), dajcie DT (przy czym wszystko trzeba 'wyrywać z gardła', a o zdjęciach czy ogłoszeniach można zapomnieć....). Zgłoszenia interwencyjne? Jakie zgłoszenia, jeśli o psa to mają gdzieś, jeśli o kota to lecą niczym po redbull :angryy:, rozmnażanie co cieczkę psów guzik ich obchodzi bo to 'pańskie psy', wykupywanie psów z nowego schroniska (czyste, zadbane, szkoleniowiec pomaga przy psach, są wybiegi, osobne boksy). Oj mogłabym pisać całą noc i nie wiem czy by mi czasu nie zabrakło :roll: Sama osobiście wkopałam przyjaciela w bycie DT dla ich kota, do dziś żałuję że takich problemów mu ściągnęłam na głowę. On za to pomimo czasu i chęci nie odważy się nigdy więcej wziąć zwierzaka na DT. Żarcie, żwir dostawał jak się zgłosił, cała reszta? Ogłoszenia nie bo niema zdjęć, zdjęć nie bo nie mają czasu ale te jego są be, fe i w ogóle. Kot chorował na chroniczne sraczki? Co z tego żaden wet chyba że chce sam zapłacić, przecież można dać smektę (którą sam miał kupić). Sterylka? Jaka sterylka, to dobiero nowy właściciel no chyba że sam opłaci i nie ważne że ma 2 kocie samce. Na koniec wielka awantura że jak to przecież się godził... Byłam przy tej rozmowie, kot miał mieć: żarcie, żwir, weta, sterylkę przed rują, zdjęcia, ogłoszenia - to wszystko mieli oni zapewnić. I to jest tylko jedna z wielu historii :lol: jednak ta mnie najbardziej wytrąciła z równowagi, może dlatego że ja namówiłam przyjaciela. Jak później mając do czynienia z takimi akcjami człowiek ma ufać organizacją... No tak, rozumiem Twój punkt widzenia i jak najbardziej się zgadzam :) Moja znajoma też była DT dla kota w ramach jakiejś organizacji, potem właściciel z mieszkania ją wywalił i musiała kota oddać do innego DT - ojjj co się nasłuchała... Może lepiej by było, żeby wywaliła kota na ulicę i powiedziała, że uciekł/zdechł? :diabloti: Z tym, że czasem się o DT nie można doprosić, a czasem się znajduje od razu to też różnie bywa - czasem ktoś z wolontariuszy albo znajomych wolontariuszy nie chce być DT, ale zobaczy tego określonego psa i go bierze do siebie mimo przeciwności. Ja tak mam, bo ogólnie DT nie jestem, ale bywają bardzo określone sytuacje, gdzie pies trafia do mnie (i się męczę z 5 psami). Faktycznie, także na DT szybciej pójdą ładne i w typie rasy psy, a brzydsze i starsze idą do schronu, co mnie akurat denerwuje :shake: Z pseudorasowymi to w ogóle jest jakaś zabawna sprawa, zastój w domach, 8 psów kundli do adopcji i kilka miesięcy zero chętnych... Nagle znajdujemy psa w typie goldena/beagle/shih tzu - pomyśleć, ile ludzi nagle na gwałt potrzebuje psa :evil_lol: A jak proponujemy te kundelkowe - e, no wie pani, jednak nie mam warunków...:diabloti: Może dlatego organizacje chętniej na DT biorą w typie ras, bo wiadomo, że takie psy są 2 tygodnie i od razu fruną do domu. My mamy takie psy, które są na DT i przez pół roku tylko ze względu na przeciętną urodę... I np. ja na coś takiego się nie piszę, bo przez 6 miesięcy nie dam rady z tak wielkim stadem psów. Chociaż starego i połamanego paskudnika Maksia wzięłam na DT i po 2 miesiącach dom znalazł, co było dla mnie szokiem :evil_lol: Do psów rozmnażanych co cieczkę nie da się przyczepić, jeżeli szczyle są rozdawane (albo oficjalnie rozdawane, a pod stołem - kasa :roll:) - można zaproponować sterylkę, opłacić sterylkę, namawiać. Ale jeśli właściciel macha ręką i nie chce to nic się nie da zrobić :shake: Tutaj nasze prawo kuleje. Ech, temat rzeka. Fakt, że ja jak biorę psa na DT to się nawet nie spodziewam jakiejś wielkiej pomocy. Często zawiezienie do nowego domu opłacam sama, obróżkę i karmę mam od swoich psów lub kupuję, ogłoszenia robię sama. Jak byliśmy TOZem to mieliśmy kilka tysięcy zł na rok, więc nawet nie próbowałam walczyć o zwrot kosztów, było wiadomo, że przyjdą ważniejsze wydatki: operacje, leczenie, sterylki, karma itd... Ale to już jest kwestia małych organizacji, zrzeszających mniej niż 10 osób, te dobrze dofinansowane powinny lepiej dbać o swoich wolontariuszy. Quote
Maron86 Posted June 17, 2014 Posted June 17, 2014 To prawda ten temat to temat rzeka ;-) odniosę się do tego: Do psów rozmnażanych co cieczkę nie da się przyczepić, jeżeli szczyle są rozdawane (albo oficjalnie rozdawane, a pod stołem - kasa :roll:) - można zaproponować sterylkę, opłacić sterylkę, namawiać. Ale jeśli właściciel macha ręką i nie chce to nic się nie da zrobić :shake: Tutaj nasze prawo kuleje. W wypadkach o których piszę to właściciel miał gdzieś że jego kundle na podwórku się mnożą, że szczeniaki zdychają, albo dorastają i się znów mnożą również 'inbreedem' :shake:... Ich to nie obchodzi i koniec, nieważne ile razy się to zgłasza i jak nachalnie. Jeśli chodzi zaś o DT u mnie to ze schroniska biorę psy za darmo, dostaję karmę dla psiaka, mam zapewnionego weta, ogłoszeniami też zajmują się wolontariusze dzięki czemu ja mogę się w pełni skupić na psie i jego problemach ;-). Za to od osób prywatnych nie mam odwagi wziąć bez podpisania umowy cywilno-prawnej która chroni zarówno psa jak i nas, biorę wyłącznie na hotel. Wiadomo smycze, obroże itp są nasze, jak psom karma nie pasuje to się dobiera pod psa (w 99% trafiają do nas wychudzone/zagłodzone psy), jak jest problem którego nie potrafimy sobie poradzić to pies trafia do szkoleniowca. Doskonale rozumiem że ktoś nie chce wziąć psa na DT nie wiedząc ile będzie siedział, ale to akurat wszystko jest zależne od losu. Czasem śliczne rasowe psy 'kiszą' w hotelikach, a brzydki jak noc pies idzie od ręki. Ja np mam teraz na DT sunię z super uległym charakterem, nie wiadomo do końca do kogo powinna trafić, ale i tak o nią niema żadnego telefonu. Sunia prawie 6-tyg u nas już jest, wakacji też nie możemy zaplanować bo jak skoro nie wiadomo ile psiula jest nas. No i stety, niestety mamy trochę swojego zwierzyńca do zabrania (Szaman, Magia, Jeanne, świniak morski, papuga trafi do brata pod opiekę :diabloti:) do tego żareło dla psów, cały psi sprzęt, zabawki psie, no i nasze ciuchy :eviltong:. Więc tak, czasem jest problemem bycie DT i czasem życie było by o niebo łatwiejsze, jednak ten widok psa po jakimś czasie wyciąganie z problemów - bezcenne, widok psa po jakimś czasie z nowym właścicielem - bezcenne i wyciska łzy :loveu:. Quote
4Łapki Posted June 17, 2014 Posted June 17, 2014 Co do brania ładniejszych psów w typie rasy, byłam świadkiem w schronie, gdy ludzie wydzwaniali na tel. interwencyjny i przyjeżdżali (w ciągu podpisywania naszej umowy adopcyjnej jakieś 3 sztuki), by wziąć shih tzu, który był na kwarantannie. Pracownicy tłumaczyli, że jeszcze nie, jeszcze tydzień trzeba poczekać - ale ja chcę psa! A w boksach tyle ślicznot siedzi, jednak to kundle (a ten shih tzu taaaki rasowy, z książeczką zdrowia, psze pani :diabloti:). Więc rozumiem te kalkulacje organizacji/fundacji. Bierzemy wszystkie i psy nam zalegają. Bierzemy hodliwe to ludziska będą się zabijać, by dostać tego psa. Tylko rodzi się pytanie, kto w takiej sytuacji ma faktycznie pomagać? Przytoczę jeszcze inną sytuację. Kończyłam wtedy podstawówkę. Dowiedziałyśmy się o kotach z pobliskich działek. Były systematycznie podtruwane przez prezesa. Miała nam pomóc kobieta, która zajmuje się pomaganiem (wzięliśmy od niej starszą kotkę). Zgarnęłam koleżanki i poszłyśmy na umówione spotkanie, nie pojawiła się. Później powiedziała, że w schronie tylko je uśpią, jeśli je tam zawieziemy. Wyłapaliśmy więc sami kociaki, jednego przygarnęłam ja, niestety odszedł, bo na ratunek było za późno. Na przygarnięcie trzech pozostałych zgodziła się mama koleżanki. Tamte przeżyły jeszcze kilka miesięcy, trafiły jednak z deszczu pod rynnę. Niestety w życiu koleżanki pojawił się ojczym, który wprowadził "nowe porządki" :angryy: - pierwszym z nich było pozbycie się kotów. Zostały utopione w Odrze pod nieobecność innych domowników... :-( Boli mnie to do tej pory. Wtedy po raz pierwszy moje myślenie o ludziach i wiara w nich zostały po prostu zdeptane. Quote
zmierzchnica Posted June 17, 2014 Posted June 17, 2014 Ja już chyba w ogóle nie wierzę w ludzi... U mnie naiwność i optymizm wobec naszego gatunku zabiło ostatecznie dogo. Nie miałam wcześniej pojęcia o skali problemów z psami, o tym, jak są traktowane itd. A potem tu weszłam, bo miałam problemy wychowawcze z Luką... Tydzień nie umiałam się pozbierać :roll: Z czasem powinnam się uodpornić, ale to jakoś nie następuje... Byłam dzisiaj u tego psa z pola. Wzięłam go na spacer, przeszliśmy się po domach, no kurdę nie da się dowiedzieć, czyje to pole, bo jest wynajęte. Nie wiadomo czyj jest pies, dziś nikt nie przyjechał go nakarmić. Jak go zostawiliśmy, to tak płakał za nami :placz: Wzięłabym go po prostu, ukradła i tyle, ale nie ma DT dla niego... I tak kwitnie teraz sam, w tą noc, na tym pieprzonym polu :-( No i tak wygląda moja sesja, zamiast zakuwać do egzaminów - siedzę i rozmyślam, jak pomóc psu, do kogo się odezwać, co zrobić, kiedy już jestem całkiem bezsilna. Problem w tym, że jak dotrzemy do właściciela tego psa, to wcale może nie być lepiej - będzie chciał się pozbyć problemu, to psa do lasu wyrzuci. Bo rolnicy biorą nieraz psy tylko na czas upraw, a potem albo je wywalają albo zabijają...:shake: Dlatego jak słyszę o takiej akcji, o jakiej piszesz z tym shih tzu, 4Łapki, to mi się odechciewa... Jak ktoś wybrzydza, że musi być rasowy, musi być kudłaty, albo w kropki, ale ten to nie, bo ma uszka klapnięte, a ja chcę ze stojącymi... Słyszysz to i myślisz o tych konających psach, które nie mają szczęścia, bo nie mają łatek albo ogonek nie taki :shake: Quote
4Łapki Posted June 17, 2014 Posted June 17, 2014 Wiesz, my nagrywaliśmy przez dogo adopcję psa dla mojego chłopa. A tu nam nagle sytuacja finansowa się posypała. Do tej pory nie możemy się podnieść, oszczędności na psa poszły. Psa nie wzięliśmy, bo wiemy, że dwóch nie utrzymamy z mojej pensji, a jego obecna praca niepewna... Tylko Bogu dziękować, że zwolnili go w trakcie dogrywania spotkania, bo sobie tego nie wyobrażam :shake: Wracając do tematu, my też w schronie wybrzydzałyśmy, tak myślę... Wzięłyśmy ją na piękne oczy, ujęła mnie po prostu. Wolontariuszka mówiła o problemach, które pewnie odrzucały innych, w końcu od szczeniora do okresu młodzieńczego była w schronie. A wystarczyło psa wyciągnąć z tej pieprzonej klatki! Pokazać, że nie musi walczyć o uwagę, pełną michę... Ja myślę, że Viki bez tej łaty przy ogonie wyglądałaby ładniej. I co? Miałam iść dalej, bo mi łata nie pasuje do butów? :shake: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.