4Łapki Posted March 17, 2014 Posted March 17, 2014 Mój TZ panicznie bał się psów, bo gdy był dzieckiem pogryzł go biegający samopas ON-ek. Sama nie wiedziałam, co wyjdzie z pierwszego spotkania we trójkę, tzn. Viki, ja i on. A że w związku chciało mu się być z psiarą, to musiał jakoś strach przezwyciężyć i przyjąć mnie z dobrodziejstwem inwentarza... Nawet go po krzakach przegoniłam na pierwszym wspólnym spacerze, tak że mu buty się rozleciały, żeby sobie nie myślał ;) A wyszła z tego więź niesamowita. TZ wciąż ma dystans do obcych psów, ale taki zdrowy. Uczy się, ostatnio przez ponad dwa tygodnie opiekował się Viki, gdy nie mogłam zabrać jej ze sobą, a jeszcze nie tak dawno przeszedłby w popłochu na drugą stronę ulicy... I sam chce przygarnąć psa. Wsiąknął mi chłop zupełnie. Nie mówię, że każdy może w ten sposób leczyć ten lęk przed psami, ale jeden taki egzemplarz siedzi teraz koło mnie :) Quote
Pani Profesor Posted March 17, 2014 Posted March 17, 2014 4Łapki napisał(a): Nie mówię, że każdy może w ten sposób leczyć ten lęk przed psami, ale jeden taki egzemplarz siedzi teraz koło mnie :) ja się panicznie boję pająków i mam jedną skuteczną metodę leczenia lęku, miotacz ognia :diabloti: Quote
agutka Posted March 17, 2014 Posted March 17, 2014 Pani Profesor napisał(a):ja się panicznie boję pająków i mam jedną skuteczną metodę leczenia lęku, miotacz ognia :diabloti: nie łatwiej byłoby klapencjuszem ?:diabloti: ja zawsze biorę w szklaneczkę i na trawkę, mimo że nienawidzę pająków to i tak nie zabijam ;) Quote
WiedźmOla Posted March 17, 2014 Posted March 17, 2014 agutka napisał(a):nie łatwiej byłoby klapencjuszem ?:diabloti: ja zawsze biorę w szklaneczkę i na trawkę, mimo że nienawidzę pająków to i tak nie zabijam ;) A jakby z tej szklaneczki uciekł jakoś na rękę? Wolę miotacz ognia, ew. bazookę :razz: Przed chwilą myślałam, że umrę. Szłam z Bestiowatym i widzę dużego czarnego psa po drugiej stronie ulicy. Stał i się na nas gapił. Nie odwróciłam do niego nawet głowy. Udawałam, że go nie widzę. Bestia na szczęście go nie zauważył. Nikogo nie było, ciemno, stoi duży pies, patrzy...i nagle zaczął iśc w naszą stronę. Nie wyglądał jakby chciał zaatakować, bo zbliżał się całkiem...swobodnym chodem, ale cholera go wie. Tym bardziej, że mój pies jest durny i nie wiadomo co by z tego wyszło. Aaaaaa trzęsłam się jak galaretka :roll: Quote
Pani Profesor Posted March 17, 2014 Posted March 17, 2014 fu, ja ani kapciem, ani miotłą, ani niczym się tego nie pozbędę, nie podejdę na 10 metrów do pająka, nawet żeby utłuc - kiedyś w przypływie odwagi wessałam olbrzyma odkurzaczem, to mi wylazł z powrotem z rury jak odkurzałam kąty bez "stópki", samą rurą :placz: i nie pozostało mi nic innego, jak zaryczanej iść po sąsiada :diabloti: Quote
Dioranne Posted March 17, 2014 Posted March 17, 2014 Pff, pająki. Mi kiedyś tata wyganiał z pokoju nietoperza. :evil_lol: Quote
4Łapki Posted March 17, 2014 Posted March 17, 2014 Pani Profesor napisał(a):ja się panicznie boję pająków i mam jedną skuteczną metodę leczenia lęku, miotacz ognia :diabloti: Dobrze, że TZ na taki pomysł nie wpadł. Bo bym wpadła na dogo do działu prawnego z pytaniem "Poparzyłam dotkliwie własnego faceta, broniąc przed nim psa - o bosze, co mam robić?!" :diabloti: Pajączki są słodkie. Poza zasięgiem wzroku :D Jako małolata miałam podręcznik do origami z wieeelkim zdjęciem ptasznika. Godzinami się w niego wgapiałam :evil_lol: Quote
Maron86 Posted March 17, 2014 Posted March 17, 2014 Akurat pająków to się teoretycznie nie boję, dlaczego teoretycznie? Myślę że jak bym spotkała takiego to bym 'w gacie narobiła': http://www.hoax-slayer.com/images/Sure-You-Want-To-Move-To-Florida.jpg Jeśli chodzi zaś o witanie przez psy nowych ludzi to mam problem tylko ze swoją siostrą i jej dzieciurami. Mój pies się szybko pobudza i jak mu coś ucieka z piskiem to zaczyna to gonić... 50+kg psa vs 7latek :diabloti:, jakoś siostrzenica jest mądrzejsza i normalnie do psów podchodzi. Nie chcę doprowadzać do spin, a i z siostrą raczej średnio zawsze się dogadywałam więc zabieram psy i idę do siebie. Zamykamy się z psami na patent i mam wyrąbane. Inni nie mają problemów ani z moimi psami, ani z psami na DT. Wiedzą że są psy i jest ok, a i czasem nawet ludzi wykorzystuje do sprawdzenia reakcji psa na DT :evil_lol: Quote
Klingos Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 Jeszcze apropo ataków - czytałem sobie przed chwilą raporty z ataków w Australii z dwóch ostatnich kwartałów 2013 roku, bo mi się Mentalista skończył i: Ogółem było 2620 ataków w ciągu 6 miesięcy. (Liczą się tutaj z podziałami na dorosłych, dzieci, psy, koty, zwierzęta hodowlane i inne zwierzęta). Przypadków śmiertelnych wśród ludzi - 0, wśród zwierząt - 1130. Tam jest top 20, ale dam top 5: 1. Staffordshire bull terrier - 313 2. Amstaff - 160 3. Owczarek niemiecki - 149 4. Australian cattle dog - 136 5. Mix ttb - 114 Co nie oznacza, że nie ma tam ras, które zwykłemu człowiekowi nie przyszłyby do głowy pokroju huskiego (75), laba (54) czy JRT (62). Tylko nikt tam nie oskarża psów ze względu na rasę. Wspomina się o tym, że właściciel uznał, iż jest to rodzinny pies, że właściciel nie zdecydował się na kastrację lub sterylizację, że w większej ilości przypadków ktoś nie mógł interweniować bo był niepełnosprawny w jakimś stopniu, że ofiary nie miały NIGDY kontaktów z psami, że właściciel ostrzegał przed agresywnym zachowaniem psa i tak dalej. I jak dla mnie wszędzie to tak powinno wyglądać. A nie tylko pusty nagłówek. ;-) Quote
Pani Profesor Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 Dioranne napisał(a):Pff, pająki. Mi kiedyś tata wyganiał z pokoju nietoperza. :evil_lol: ja się nie boję nietoperzy :D ani węży, ani jaszczurów żadnych, ani myszy, to tylko i wyłącznie chodzi o pająki (no dobra, i pajęczaki) i to jest irracjonalny strach, wiem, że mnie nie zeżre, po prostu... AAAAARGHT fu, nieważne, fu, fu, fu! Maron86 napisał(a):Akurat pająków to się teoretycznie nie boję, dlaczego teoretycznie? Myślę że jak bym spotkała takiego to bym 'w gacie narobiła': musiałaś to zdjęcie dodać, mu-sia-łaś...:roll: ...arachnofobia jest do dupy, a w ramach ciekawostki dodam, że w dużej mierze bierze się ona z lęków, jakie nasze mamy/ojcowie prezentowali nam do 18 m-ca życia :) jest taki ciekawy punkcik w mózgu, hipokamp, i to on odpowiada za większość naszych lęków w dorosłym życiu, czyli - inaczej mówiąc - jak moja mama darła się na widok pająka (a darła, dalej się drze :diabloti:) a ja, jako niemowlakowa tabula rasa się temu przyglądałam, to jest duża szansa, że to właśnie mama zafundowała mi obecne ataki paniki na widok tego...BLEEE, wiecie czego :roll: Quote
Martens Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 [quote name='klaki91']Mój kolega nie ma żadnych złych wspomnień z psami ;) żaden go nie pogryzł, nie oszczekał, nic z tych rzeczy. Może jak był niemowlakiem to usłyszał szczekanie psa i to go tak wystraszyło? Nie ma pojęcia skąd mu się ten lęk wziął. A mimo to boi się jedynie dużych psów, małe lubi z wzajemnością. Swoją drogą to kto tu powątpiewa w czyjś strach? Już nie chce mi się cytować, ale padło stwierdzenie, że strach przed małym psem jest mniejszy niż przed dużym, a wcale niekoniecznie. Fobie są z definicji irracjonalne; jeśli ktoś ma fobię objawiającą się lękiem przed psami, to może być całkowicie wszystko jedno, czy to kaukaz, york, czy szczeniak; stracg i tak jest paraliżujący. I ja takie osoby rozumiem ;) Natomiast niekoniecznie rozumiem postawnych facetów, którzy psów się nie boją, dużych i o złej reputacji jak rottki też, natomiast na widok staffika merdającego ogonem i sięgającego im pod kolano nerwowo się odsuwają ;) [quote name='Ley']A co złego w tym ,że powiesz że czujesz się niepewnie? To już chyba zależy jak bardzo Tobie zależy na osobach odwiedzających, bo raz drugi kogoś "opieprzysz" i pokażesz że pies jest ważniejszy to zostaniesz sama z tym psem ;-) Mojego psa może się ludzie nie boją, ale jak ktoś do mnie przyjdzie i najnormalniej w świecie nie lubi psów, widzę że nie jest chętny na kontakty z nim to po prostu psa zabieram, odsyłam na miejsce czy tam biorę na kolana. (...) Po raz kolejny wałkujemy to samo: My kochamy swoje psy,ale nie każdy człowiek, czy to nasz znajomy czy obcy, musi je kochać i mieć ochotę na kontakt z nimi. btw. też nie chciałabym siedzieć z nogami przy mordzie pita. Mi raczej nie grozi zostanie sama jak palec z psami, i przypuszczam że podobnie gops, bo 99% moich znajomych moje psy uwielbia, i to nie oni mają problem z wejściem, bo się psów boją czy na nich skaczą, tylko ja mam problem z gośćmi, żeby nie rozwydrzali mi psów i nie uczyli ich małpich zachowań przy powitaniu ;) Tyle, że jest ogromna różnica między osobami, które muszą wejść do nas do domu, np. kontrola przewodów wentylacyjnych czy coś w tym stylu, czy osobami, które boją się psów i nie są przy tym chamskie, a takimi które przychodzą w gości, ogólnie lubią psy, ale na daną rasę fukają, oganiają się i wygłaszają złośliwe komentarze. Tych drugich naprawdę nie byłoby mi żal wypisać z grona znajomych ;) Skoro do moich psów-morderców mogła się przekonać babcia z fobią, która na ulicy boi się szczekającego yorka; jeśli ona może je głaskać, spokojnie oglądać przy nich tv czy rzucić im piłkę (a czytuje Fakt i SE :)), to ludzie ogólnie nie bojący się psów, po zapoznaniu moich w praktyce, ujrzeniu naocznie, że nie odgryzą nikomu ręki, też mogą się przekonać. A jak mimo naocznych obserwacji nadal będą mi wmawiać, że to mordercy i czekają, żeby mi w nocy przegryźć tętnicę, to ja chętnie się takich znajomych pozbędę ;) bo szkoda mi czasu na zakute pały, czy złośliwców. Miałam jednego takiego delikwenta - przyszedł na kawę z narzeczoną, Cycuś miał wtedy niecałe 3 miesiące i namiętnie próbował ciągnąć przybyłą damę za skarpetki ;) ona się śmiała, a koleś całkiem poważnie pouczał całe towarzystwo, łącznie ze mną, że laska nie powinna mu dawać tak robić, bo on ją zapamięta i jak urośnie, a ona znów przyjdzie, to się na nią rzuci i zagryzie :diabloti: powiedziałam coś, że chyba drabinę by musiał sobie do tego zagryzania przystawić; myślałam, że rozładuję napięcie, ale dostałam wywód o tym co się stanie, jak ten szczeniaczek ją zadrapie i poczuje krew :roll: można się domyślić, że więcej nie przyszli, skoro mam teraz 2 takie potwory, i to dorosłe - i nikt nie płacze z tego powodu... Żeby było śmieszniej, koleś kilka lat miał na podwórku mix kaukaza z bernardynem, który zagryzł sąsiadce małego kundelka; ilekroć byłam u niego, miałam duszę na ramieniu, bo dorosły samiec, na oko z 50 kilo, nie spuszczał ze mnie wzroku (i nie był to wzrok "pobawmy się") - ale słyszałam tylko, eee, spoko, Cezar nic nie zrobi :roll: Sorry, w tym kontekście uprzedzenia kolesia do szczeniaka staffika są po prostu śmieszne. [quote name='Klingos'] Ogółem było 2620 ataków w ciągu 6 miesięcy. (Liczą się tutaj z podziałami na dorosłych, dzieci, psy, koty, zwierzęta hodowlane i inne zwierzęta). Przypadków śmiertelnych wśród ludzi - 0, wśród zwierząt - 1130. Tam jest top 20, ale dam top 5: 1. Staffordshire bull terrier - 313 Staffiki są w Australii bardzo popularną rasą :) prawie tak jak w ojczyźnie rasy, czyli UK. Jest tam wyszczególnione, ile z tych przypadków to ludzie, ile zwierzęta, itd? Albo możesz dać link? Bo w zagryzanie przez staffiki małych zwierząt domowym czy dzikich jestem w stanie jak najbardziej uwierzyć... Tu krew terriera mocno daje o sobie znać, i bardzo wiele staffików, szczególnie nieprzyzwyczajonych do zwierząt domowych, spotkanego na spacerze królika czy inne małe uciekające zwierzę bez wahania zakatrupi. Quote
ailema Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 jesli chodzi o pajaki i inne robaki to od dziecka wszystko bralam na rece i do tej pory mi to zostalo kazdy pies w nie wlascicwych rekach moze stac sie potencjalnym agresorem Quote
Martens Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 agutka napisał(a):a amstaffy w Australii nie są zakazane? Zakazane na pewno nie są - może są jakieś obostrzenia odnośnie posiadania lub wwozu. Z innej beczki i trochę bardziej na temat - po raz enty spotkałam dziś na spacerze pseudoyorka (pseudo, bo jak wyprany z vanischem; kolory rozjaśnione prawie do białego) na samotnym spacerku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pies sobie tak biega samopas z przyczepioną do szelek smyczą - praktycznie za każdym razem kiedy go widzę. Do dziś nie kumam tego zjawiska - czy oni puszczają psa ze smyczą, żeby łatwiej go złapać, ale i tak ucieka? Czy wyrywa im się z rąk ze smyczą co drugi dzień - ale to chyba 5-latkowi albo babci z Parkinsonem... Czy po prostu wypuszczają go samopas, a smycz to taki nie wiem, talizman? :evil_lol: Of course piesek zawzięcie próbował (jak za każdym razem) wsadzić Cycusiowi nos w odbyt - i nadal żyje, nawet próby uśmiercenia go ze strony morderczego Cycusia nie było (mimo że Cycuś to pies, który generalnie obcych psów unika, a niektórych wręcz nie znosi) :evil_lol: Quote
Sybel Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 Martens, ja na osiedlu mam taką kobitkę, która chodzi z kundelkiem do kolan, baaardzo spokojnym, który to kundelek też zawsze ciągnie za szelkami smycz. Kobita go zostawia tak pod sklepem - pies "przywiązany" do płyty chodnikowej, tak z nim chodzi po terenach zielonych, a moja wyobraźnia mnoży ciekaw zjawiska czepiające się uchwytu smyczy. Po co to robi? Nie mam bladego pojęcia... Quote
filodendron Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 To jest po prostu sposób na SM - "na smyczy, na smyczy, tylko akurat się wyrwał" Quote
agutka Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 u nas chodzi babcia ok 70-80 lat z młodym ,wielkim berneńczykiem na szelkach... za każdym razem leci w naszą stronę wyrwany z rąk ;) a że mój białas lubi najpierw podgryźć a później pomyśleć to pies traci za każdym razem kilka czarnych kłaków a następnie zabiera się do kopulacji mojej sterylizowanej suczki ;) Quote
gops Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 U nas chodził dziadek (k. 70 lat) z laseczką widać sam ma problemy z chodzeniem a prowadził na smyczy wielkiego samca CAO który nazywa/nazywał się Kacperek ... Piesek jak widział inne pieski chciał je zjeść , dziadek ten nie wiem jakim cudem go utrzymywał , fakt że pies zawsze był w kagańcu ale raczej to wielkiej różnicy nie robiło bo na oko 80kg pies w metalowym kagańcu też może zabić . Od jakiegoś roku ani dziadka ani psa nie widuje , więc obstawiam że coś się stało z jednym lub drugim . Ba kiedyś ten piesek zerwał smycz i podbiegł zjeść moją suke ... skakał wkoło nas i walił łapami , dziadek dobiegł złapał Kacperka i nie usłyszałam nawet przepraszam . (pies był uwiązany na smyczy do barierki przy ogródku , a facet był w ogródku) Cieszę się że już go nie ma ... Quote
Martens Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 filodendron napisał(a):To jest po prostu sposób na SM - "na smyczy, na smyczy, tylko akurat się wyrwał" Tyle, że u nas nie ma SM, a policja never się nie zainteresowała bez konkretnego zgłoszenia psem bez smyczy, choćby to był mastif, a nie york ;) więc zagadka mojego vanish yorka nadal nierozwiązana :evil_lol: Quote
Klingos Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 [quote name='Martens']Staffiki są w Australii bardzo popularną rasą :) prawie tak jak w ojczyźnie rasy, czyli UK. Jest tam wyszczególnione, ile z tych przypadków to ludzie, ile zwierzęta, itd? Albo możesz dać link? Bo w zagryzanie przez staffiki małych zwierząt domowym czy dzikich jestem w stanie jak najbardziej uwierzyć... Tu krew terriera mocno daje o sobie znać, i bardzo wiele staffików, szczególnie nieprzyzwyczajonych do zwierząt domowych, spotkanego na spacerze królika czy inne małe uciekające zwierzę bez wahania zakatrupi. Staffy są wszędzie popularne, z tym, że gdzie indziej staffordshire, gdzie indziej pity, których np. w AU jest niewiele, a gdzie indziej znów asty. Aczkolwiek - http://www.dlg.nsw.gov.au/dlg/dlghome/dlg_generalindex.asp?sectionid=1&areaindex=DAIDATA&documenttype=8&mi=9&ml=10 Jest tam od 2005 do 2013. Z tym, że polecam NSW raporty, bo Councilowskie są podzielone tylko na obszary bez szerszych danych. Quote
Martens Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 Klingos napisał(a):Staffy są wszędzie popularne, z tym, że gdzie indziej staffordshire, gdzie indziej pity, których np. w AU jest niewiele, a gdzie indziej znów asty. Niby tak, ale między tymi rasami są spore różnice - dopóki nie miałam staffika, myślałam, że to taki ast w miniaturce, a to zupełnie inny pies, bardziej pobudliwy i aktywny, bardziej wpatrzony w człowieka, jeszcze mniej skłonny do obrony niż ast, za to z silniejszymi instynktami typowymi dla "zwykłych" terierów, szczególnie łowieckimi. Od miłośników wiem, że pity są jeszcze inne, trudniejsze i od staffików, i od astów, właściwie taki mix asta i staffika w wersji hard. U nas prawie wszystkie staffy na ulicy to asty i ich mixy, natomiast prawdziwe pitbulle to rzadkość (masa idiotów nazywa pitbullami amstaffy bez papierów - chyba dlatego że to groźniej brzmi), staffiki są bardziej znane od niedawna, ale nadal nie są to psy często widywane na ulicy. Dzieki za link ;) Quote
sleepingbyday Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 martens, takie? http://sprzedajemy.pl/pitbull-szczeniaki,9528187 Quote
Merrick Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 My mieliśmy przez dłuższy czas spokój, ale to nigdy nie trwa wiecznie :shake: Tydzień temu podczas nocnego spaceru z psami, gdy chłopaki bawiły się ze sobą na linkach, doszło do stresującej sytuacji. Zauważułam, że Baldur nagle napiął linkę i w tym samym momencie z górki zbiegły wściekle ujadając 2 małe psy, bez smyczy, jeden nawet bez obroży, a właścicielka oczywiście z 30 metrów dalej. Zaparłam się i trzymałam swoje psy, ale tamte podbiegły niecały metr od nas i dalej jazgotały. Tamlin ma to gdzieś, gorzej z Baldurem. Chłopak akceptuje inne psy jeśli zachowują się spokojnie, ale jeżeli coś biega mu dosłownie pod nosem i szczeka, to czuje się w obowiązku bronić. Zaczęłam krzyczeć do oddalonej kobiety, żeby odwołała psy. Jaka była reakcja ? Oczywiście najpierw zerowa, po chwili zaczęła wołać psy do siebie, ale miały to w głębokim poszanowaniu. Po około 5 minutach kiedy jeden z psów znalazł się centymetry od pyska Baldura, jeszcze raz krzyknęłam, że albo zabierze psy, albo nie ręczę za to co się stanie. W pewnym momencie jeden zbliżył się za bardzo i Baldurowi udało się wciągnąć go pod siebie. Kiedy nastąpił jazgot, nagle okazło się, że kobieta jednak może podbiec zamiast stać. Psu udało się w pewnym momencie wydostać i w popłochu uciekł gdzie pieprz rośnie (znalazł się następnego dnia). Kobieta wpadła w furię i kazała mi dać sobie dowód albo dzwoni na straż miejską. Nie dałam jej go oczywiście i odparłam, żeby zadzwoniła, chętnie poczekam. W każdym razie w wyniku zdarzenia, jej pies miał otarte oko i ranę kąsaną na grzbiecie. Już od tygodnia się z nią wykłócam. Dlaczego ? Ponieważ według niej tylko ja jestem winna, i tylko ja powinnam ponieść koszt jej weterynarza. Moim zdaniem możemy się podzielić. Jej psy były bez nadzoru, bez smyczy i obroży, w dodatku niedowoływane. Gdyby było inaczej nie doszłoby do całego zdarzenia. Z tego samego powodu nie wezwała straży, przecież oczywiste, że miała by 2 mandaty. Kobieta straszy mnie, że jest prawnikiem...cóż w takim razie świadomie łamie prawo. Jej wytłumaczenie ''to są małe, łagodne psy, w dodatku ze schroniska'' = to znaczy, że mogą latać samopas. Na moje stwierdzenie, że zasady dotyczą wszystkie psy, nie tylko te duże, stwierdziała, że jestem bezczelna i arogancka. Gdy pokazałam jej rany na łapach Baldura (oczywiście małe, choć głębokie), wyśmiała mnie, jej pies przecież tylko się bronił :angryy: Quote
omry Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 Ja bym stwierdziła, że zapłacę jej za weta, ale pod warunkiem, że zgłosimy się razem na SM i zapłaci mandat za dwa agresywne psy bez smyczy. Jak nie to do widzenia i koniec tematu. Byłabym zadowolona :lol: Quote
a_niusia Posted March 18, 2014 Posted March 18, 2014 Merrick napisał(a):My mieliśmy przez dłuższy czas spokój, ale to nigdy nie trwa wiecznie :shake: Tydzień temu podczas nocnego spaceru z psami, gdy chłopaki bawiły się ze sobą na linkach, doszło do stresującej sytuacji. Zauważułam, że Baldur nagle napiął linkę i w tym samym momencie z górki zbiegły wściekle ujadając 2 małe psy, bez smyczy, jeden nawet bez obroży, a właścicielka oczywiście z 30 metrów dalej. Zaparłam się i trzymałam swoje psy, ale tamte podbiegły niecały metr od nas i dalej jazgotały. Tamlin ma to gdzieś, gorzej z Baldurem. Chłopak akceptuje inne psy jeśli zachowują się spokojnie, ale jeżeli coś biega mu dosłownie pod nosem i szczeka, to czuje się w obowiązku bronić. Zaczęłam krzyczeć do oddalonej kobiety, żeby odwołała psy. Jaka była reakcja ? Oczywiście najpierw zerowa, po chwili zaczęła wołać psy do siebie, ale miały to w głębokim poszanowaniu. Po około 5 minutach kiedy jeden z psów znalazł się centymetry od pyska Baldura, jeszcze raz krzyknęłam, że albo zabierze psy, albo nie ręczę za to co się stanie. W pewnym momencie jeden zbliżył się za bardzo i Baldurowi udało się wciągnąć go pod siebie. Kiedy nastąpił jazgot, nagle okazło się, że kobieta jednak może podbiec zamiast stać. Psu udało się w pewnym momencie wydostać i w popłochu uciekł gdzie pieprz rośnie (znalazł się następnego dnia). Kobieta wpadła w furię i kazała mi dać sobie dowód albo dzwoni na straż miejską. Nie dałam jej go oczywiście i odparłam, żeby zadzwoniła, chętnie poczekam. W każdym razie w wyniku zdarzenia, jej pies miał otarte oko i ranę kąsaną na grzbiecie. Już od tygodnia się z nią wykłócam. Dlaczego ? Ponieważ według niej tylko ja jestem winna, i tylko ja powinnam ponieść koszt jej weterynarza. Moim zdaniem możemy się podzielić. Jej psy były bez nadzoru, bez smyczy i obroży, w dodatku niedowoływane. Gdyby było inaczej nie doszłoby do całego zdarzenia. Z tego samego powodu nie wezwała straży, przecież oczywiste, że miała by 2 mandaty. Kobieta straszy mnie, że jest prawnikiem...cóż w takim razie świadomie łamie prawo. Jej wytłumaczenie ''to są małe, łagodne psy, w dodatku ze schroniska'' = to znaczy, że mogą latać samopas. Na moje stwierdzenie, że zasady dotyczą wszystkie psy, nie tylko te duże, stwierdziała, że jestem bezczelna i arogancka. Gdy pokazałam jej rany na łapach Baldura (oczywiście małe, choć głębokie), wyśmiała mnie, jej pies przecież tylko się bronił :angryy: jesli masz takie problemy, to powinnas przemyslec kaganiec. serio. podbiegacze beda zawsze, a tobi nie bedzie milo, gdy baldur kogos skasuje. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.