4Łapki Posted February 10, 2014 Posted February 10, 2014 Ja mam średniego psa (raczej z tych mniejszych, pod kolano), a i tak obawiam się kontaktów z mniejszymi ;) I nie chodzi mi o pogryzienia - łatwo takiemu maleństwu coś zrobić w zabawie. Mój chłopak wrócił do domu dzisiaj po niemiłej przygodzie. Gonili go jacyś narwańcy, z tych co wszędzie szukają zaczepki. Uratowała go... psia kupa, na której się poślizgnął i upadł pod zaparkowany samochód - oni polecieli dalej, bo tego nie zauważyli, a on z kupskiem na doopie wrócił do domu. Mówi, żebym przestała sprzątać kupy po psie, może komuś się przyda :lol: Quote
ulvhedinn Posted February 10, 2014 Posted February 10, 2014 Czasem doświadczony "maluch" potrafi użreć dużego we wrażliwe miejsce- nos, "piętę", genitalia itd ;) widziałam już hasiora z rozchlastanym lusterkiem nosa, który wrzeszczał jak zarzynany po tym, jak chciał powąchać mikruska. A na dokładkę takie małe wredne stworzonko często jest szybkie jak czort i zajadłe i wiele dużych psów jet pokonanych własnie szybkością i nieuchwytnością kurdupla. Może akurat rzadko to dotyczy yorczków i cziłałek trzymanych typowo- flexi, torebeczka i "ojojoj mój malutki". Ale warto pamiętać ze małe pieski (pinminy, yorki, cziłki też częściowo) generalnie do niedawna miały za zadanie tępienie gryzoni, więc i temperament musiał być ostry i zęby ;) Bywają duże psy, które naprawdę się bija jak (przepraszam za wyrażenie) stare baby ;) fakt, że nie są to raczej molosy.... Takim przykładem na poważną bójkę małych psów miałam kiedy trafił mi się pod opiekę Bilbo- psiak który został poszarpany na boksie małych staruszków- wielkość tak do 6 kg, wiek przeciętnie 12+, Bilbon ta sama wielkość, ale młody- miał olbrzymiego krwiaka na barku, poszarpaną łapę, na wpół odgryziony ogon i cały tyłek w wielkich dziurach..... o mało go nie zagryzły :( Quote
Maron86 Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 Mój jak dostał w nos od mojej starej wrednej suki to ... mało jej nie pożarł, jedynie zdążył drasnąć zębem ucho ... przeciął je na pół - krwi jak w jakieś ubojni się lało jemu z psyka/nosa jej z ucha. To były nasze początki z molosami to pierwsze co zrobiliśmy było rozdzielenie psów, a później 'telefon do przyjaciela' czyli szkoleniowca który zajmował się Szamanem. Spaniel ugryzł w ucho - wylądował w pysku złapany w pół przez około 8m-c Szamana, sznaucer średni ugryzł go w brzuch prawie w genitalia - skończył tak samo jak spaniel. Dobrze że mój pies jak już złapie i to coś w pysku mu się nie wyrywa to w sumie dalej nie wie co z tym zrobić i po jakimś czasie wypluwa. Tak więc nie każdy pies dziabnięty w nos będzie kwiczał i uciekał, inny się rozjuszy i właśnie tego typu mam doświadczenia. Ja w porównaniu do dużej większości właścicieli yorasów wiem że to są 'szczurołapy', a jak się zwróci takiemu uwagę że to pies pracujący to jest wielkie oburzenie bo to przecież piesek kanapowy :roll:. Tak jak by do nich nie docierało że w nazwie ma słowo 'terrier' :lol:. Jeśli chodzi zaś o warunki schroniskowe, tam się żądzą zupełnie inne zasady niż między psami 'domowymi'. Tam psy walczą o wszystko, od skrawka podłogi, jedzenie aż po chwilę ludziowej uwagi. Do dziś mam w pamięci samca dużego, młodziutkiego, radosnego który po trafieniu do boksów nocy nie przeżył ... został zagryziony :placz:. Najgorsze jest to że chcieliśmy go wziąć na DT, jednak to jajczasty samiec był, a nasz nie toleruje innych dorosłych samców (takie max do 4m-c toleruje, jak je 'pozna' to później też jest ok). Quote
omry Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 [quote name='Maron86']Dobrze że mój pies jak już złapie i to coś w pysku mu się nie wyrywa to w sumie dalej nie wie co z tym zrobić i po jakimś czasie wypluwa. [/QUOTE] Oj uwierz mi, że wie doskonale :evil_lol: Jest w typie mt? Molosy nie widzą sensu w pastwieniu się raczej, doskonale zdają sobie sprawę ze swoich możliwości i jeśli 'ofiara' nie ma szans, to po prostu ją trzymają, albo wręcz jej unikają. Iwan nigdy nie doznał żadnych obrażeń podczas bójki i chyba żaden pies też nie, ale nigdy nie miał szans by tak naprawdę walczyć, bo zawsze byliśmy blisko i panowaliśmy nad sytuacją. Avril też kilka razy się pożarła z jakimś psem, ale ona jest ogólnie bardzo pewna siebie i jak kiedyś biegła przy rowerze i dorwał ją trochę większy od niej pies to nie bałam się o nią, tylko stałam i opieprzałam faceta, który z początku ani myślał choćby spróbować kundla swojego zawołać. Szczerze to była aż zbyt pewna siebie do pewnego czasu, kiedy w ciemnościach kompletnych nagle dobiegły do niej dwa ONki i tak po prostu bez przywitania nawet zaczęły ją gonić co trochę wgniatając ją w ziemię, bo nie nadążała uciekać. Strasznie się wtedy bała, jeszcze Iwana z nami nie było to już w ogóle masakra. Teraz ONków się boi i jest bardzo ostrożna. Jakiś czas temu poznaliśmy świetną sukę ONka, jeszcze tak normalnego owczara nie widziałam, a Avril naprawdę się jej bała i nie zamierzała się nawet z nikim bawić. Jak mi jakiś burek przeora po ziemi młodego dc to chyba mu wszystkie kudły wyrwę ze złości. Quote
WiedźmOla Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 [quote name='Maron86'] (...) Ja w porównaniu do dużej większości właścicieli yorasów wiem że to są 'szczurołapy', a jak się zwróci takiemu uwagę że to pies pracujący to jest wielkie oburzenie bo to przecież piesek kanapowy :roll:. [B]Tak jak by do nich nie docierało że w nazwie ma słowo 'terrier'[/B] :lol:. (...) [/QUOTE] A co to terrier? Coś do terrarium? :cool3: Nie wiem co bym zrobiła gdyby mój pies na serio żarł się z jakimś innym. Jestem strasznie przewrażliwiona na jakieś akcje związane z psami. Kiedy mój się zacznie awanturować, a do niczego nie dochodzi, to i tak chodzę rozdygotana przez 15 min :roll: Quote
Pani Profesor Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 ja mam to samo :cool3: choć już teraz trochę mniej, ale jak się Patryk zetnie z innym psem, to dostaję białej gorączki... tak 'na poważnie' to było tylko raz, wielka parówa w typie corgi nas zaatakowała, pisałam już o tym - wylazła z nią z klatki dziewczynka kilkuletnia, bez smyczy, a my akurat wchodziliśmy, to była sekunda, nie zdążyłam nawet spróbować się wyminąć... suka bez ostrzeżenia wjechała w Pata, on oczywiście nie odpuścił no i to była jedna z akcji, o których piszecie "dużo wrzasku i futra" :D bo wyglądało bardzo groźnie, ale nic konkretnego się nie stało.. ale co się strachu najadłam, to moje :roll: Quote
Beatrx Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 małe psy też potrafią poważnie walczyć, tylko no cóż... inaczej wygląda walka w wydaniu 3 kg psów a inaczej w wydaniu takich 50kg. a i walka walce nierówna. Quote
evel Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 A ja nikomu nie życzę potyczki "na poważnie" - wtedy nie ma praktycznie żadnego wrzasku ani kłaków, a raczej jest wrzask jednostronny. Jak mi się pseudo-ASTka w sukę wgryzła to nigdy wcześniej ani nigdy później nie słyszałam (i mam nadzieję nie usłyszę) TAKIEGO skowytu mojej suki :roll: A takie potyczki, że kłak leci to nawet moje burki między sobą uskuteczniają od czasu do czasu - ostatnio Raven biegała z wystającymi z paszczy "wąsami", bo wygryzła trochę Hunterowi kryzę, dzień jak co dzień :evil_lol: A nie daj buk jak on ją trzaśnie łapą albo przygniecie do gleby to jest płacz i lament, jakby pasy darli z małego (niewinnego!) pieska. Większość psich potyczek to właśnie taki teatrzyk, kto komu głośniej wrzaśnie w ucho, kto kogo bardziej opluje i takie tam. Potyczka na serio wygląda zupełnie inaczej... Quote
ulvhedinn Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 No ja właśnie miałam (nie)szczęście mieć kilka naprawdę niebezpiecznych psów i to wcale a wcale nie jest zabawne. Szczególnie jak ty pilnujesz, oczy dookoła głowy, szkolisz, trzymasz na smyczy, a awantura wynika z winy innego właściciela..... A to "trzymanie" w ryju to norma u molosów, dużego "poważnego" agresora molos potraktuje zgoła odmiennie. Moja pierwsza benia, która miała na koncie m.in. spranie na kwaśnie jabłko pittbulla i prawie zagryzienie dobka (oba razy to tamten się rzucił, w tym dobek CELOWO poszczuty!!!!) jak złapała w ryj małego psiaka w typie bolończyka, który ją dziabnął (w mordzie jej się prawie cały zmieścił) to go tylko wyśliniła bezszkodowo... Tyle, że ja nie mówię o wrzeszczących podgryzaczach- wśród małych psów bywają takie wredne egzemplarze, które świetnie wiedzą JAK ugryźć i zwiać przed zębami. A chyba najśmieszniejsza poniekąd sytuacja dotycząca bójki jaka widziałam, to dawno temu widziałam jak się pobiły dwa niewielkie kundle, takie osiedlowe zakapiory, traktujące dobrą bijatykę chyba w kategoriach rozrywki. No, awantura na całego- za to na widok nadbiegających z wrzaskiem właścicieli psy się rozdzieliły, spojrzały po sobie w pełnym zrozumieniu i zwiały spory kawałek, po to, żeby spokojnie dokończyć porachunki.... :evil_lol: Quote
Maron86 Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 Yup jest w typie MT, przyznam z ręką na sercu że początki były ciężkie. W chwilach załamania powtarzałam sobie 'nigdy więcej MT', jednak jak trafiła do mnie suka MT stwierdziłam że mam do tych psów słabość. Następny również będzie MT tylko że tym razem szczeniak z hodowli, lub już dorosły stateczny pies z 'wiadomym' charakterem. Takie przeboje jak ja z moim młodym miałam jakoś nie zamierzam powtarzać :evil_lol:. Całkiem możliwe że zwyczajnie nie chciał się pastwić i trzymał sobie tak tego psa w pyski niczym zużytą ścierę... przy spanielu myślałam że go zabił jednym złapaniem, bo tamten nawet nie drgnął tylko zwisał jak zwłoki. Dość dziwny 'obraz' i takie kujące poczucie winy pomimo że mój pies był przy mnie na smyczy, a spaniel podbiegł :angryy:. Jak o ONkach pisałaś to sobie przypomniałam jak to na wakacjach moja 20kg suka wyskoczyła do sadzącej się suki ONka i 'ujeżdżała ją' wczepiona łapami w boki i zębami w kark. Tamci nagle przestali sukę puszczać samopas (to była agroturystyka gdzie goście mogą normalnie czuć się jak u siebie, tylko niektórzy goście nie potrafili uszanować innych gości i czuli się najważniejsi :shake:) i unikać naszej suki która chodziła na smyczy od samego początku. Tamta faktycznie kwiczała jak zarzynana, a że nasza była przywiązana na szelkach do płota to w końcu linka się skończyła i ją 'zerwało' z ONki po czym pluła futrem. Wydaje mi się że tamta suka nigdy się na serio nie żarła stąd wielkie przerażenie gdy inna suka ją dorwała. Ogólnie to serio u swoich psów nigdy nie widziałam żeby tłukły się dla popisu, najpierw wysyłają sobie masę CS ostrzegawczych i już w tym momencie gdy któryś pies się nie wycofa wiadomo że trzeba wkroczyć i psy rozdzielić zanim zaczną się tłuc. Zazwyczaj (w moim własnym stadzie) starczy że ja odwołam Szamana, a matka tego 2giego 'przekupując'. Futro to leci gdy się bawią, lub za mocno zębami w zabawie chwycą wtedy jest lekki pisk i znów się bawią i jest happy. Ogólnie to może takie psy mi się zwyczajnie trafiły, ale jak sięgam pamięcią to tylko jedna suka robiła dużo hałasu i się 'burzyła' jaka to ona nie jest wielka (jakieś 15-16kg kurdupel 46cm w kłębie). Zazwyczaj jak któryś z moich już wnerwiony jej postawą fuknął (krótkie ciche 'wrrr') to zwiewała pod stół i był spokój :evil_lol:. Jednak jeśli chodzi o obce psy, cóż jeśli mój wysyła CS i 'przeciwnik' ma to gdzieś... Ja osobiście nie odciągam swojego psa, nie zmieniam trasy, stoję i czekam co dalej - zwyczajnie mój pies potrafi się ostro nakręcić, a nie jest psem który odpuści. Quote
ailema Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 Moja waży tak ok 8-9 kg i jak nas atakuje suka onka z myjni i zawsze tak wyskoczy że ja ją zauważam w ostatniej chwili i doskonale wiem że moja psica nie ma największych szans z nią więc chowam ją za siebie a Łajka broni się szczerzy kły ale więcej robi hałasu i widać że panikuje a najlepsze to jest to że patrzy na mnie abym odgoniła onka jak to zrobię bo innego wyjścia nie mam to później się dosłownie cieszy . Jak byłam mała chodził facet z owczarkiem niemieckim i szczuł nimi dzieci .Mieliśmy takiego bezdomnego 6 kg kundelka (Miśka )który spał na klatce w bloku i od każdego dostawał jedzenie .On uwielbiał dzieciaki i często z nami siedział na ławce .Podszedł ten facet wydał psu komendę "bierz je " (zaraz przed ławką ściągał mu smycz ) .Misiek w naszej samo obronie uwiesił się onkowi u szyi jednak nie miał z nim szans pamiętam że strasznie go pogryzł ..... Quote
dog193 Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 Jak ja uwielbiam gryzące się pieski :loveu: Tylko właśnie takie na zasadzie popisówki - dużo pierza, jeszcze więcej hałasu ;) Wtedy jeśli nie zdążę złapać mojego psa, to mam murowane, że będę go ściągać z jakiegoś awanturnika :roll: Bo on sam od siebie bójki nie zacznie nigdy (bronienie piłki to jedyny wyjątek, ale to też najczęściej straszy), zaatakowany odpuszcza, ale kiedy gdzieś słychać, jak psy się leją, to mu się oczka zapalają i tylko mi miga taka biała strzała :roll: Kilka razy już go z psa musiałam ściągać... Quote
badmasi Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 [quote name='evel']A ja nikomu nie życzę potyczki "na poważnie" - wtedy nie ma praktycznie żadnego wrzasku ani kłaków, a raczej jest wrzask jednostronny. Jak mi się pseudo-ASTka w sukę wgryzła to nigdy wcześniej ani nigdy później nie słyszałam (i mam nadzieję nie usłyszę) TAKIEGO skowytu mojej suki :roll: [/QUOTE] Tak, ja właśnie miałam takie dwie przygody w życiu z astem i rotem. Moje psy (szetland zaliczył asta a collie rota)nawet nie wydawały żadnych dźwięków. Symptomatyczne było to, że po zajściu były całe w swoim moczu i kale oraz całkowicie "wyłączone". Collie miała gorzej bo resztę dnia leżała na podłodze i miała takie jakby drgawki, szetland był tylko osowiały. Quote
Maron86 Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 Teraz jak już nabrałam doświadczenia, a przy Szamanie nie można spocząć na laurach i wciąż trzeba się dokształcać, to widzę ogromne różnice w zachowaniach molos-duży pies.Kilka molosów miałam też na DT ze schroniska i faktycznie pomimo że to były obce mi psy, widziałam kiedy się szykują do bójki i jakoś zawsze wiedziałam że co by się nie działo nie mogą się chwycić bo dojdzie do rozlewu krwi. Mam wrażenie że to są właśnie 'blaski i cienie' danych ras/grupy psów. Jak tak sięgam pamięcią (a przyznam że wiele sytuacji pozapominałam) to mój: małe psy w pysk i czeka, husky'ego wgniótł w ziemię gdy nic nie dały CS'y, a z CC ewidentnie było widać że chcą się bić na serio bez odpuszczenia (samiec CC prowadzony przez jakąś kobietę w niedalekiej okolicy, pies lekko stuknięty jak mój jednak kobieta też nad nim panuje więc nie mam żadnych obaw). Co do mniejszych psów to kiedyś, kiedyś jak byłam jeszcze głupim dzieciakiem (teraz jestem głupim dorosłym :diabloti:), do koleżanki przyjechały 2 teriery szkockie (jeden biały - myślałam że to west) , drugi czarny. Kolega zaś miał sporego agresywnego pseudo ONka, postrach innych psów. Gdy ten ONek wyskoczył do terierów to zaczęła się bójka, gdy ten doskakiwał do czarnego to biały gryzł go po dupie, gdy znów chciał zjeść białego to czarny go podgryzał. Ogólnie teriery nic nie zrobiły jeśli chodzi o 'fizyczny aspekt', tyle że futro powyrywały, jednak ONek też im nic nie zrobił. Później ONek omijał je szeeeroookim łukiem i udawał że nie widzi :evil_lol:. Szczute psy to i nas też jakieś przekleństwo, zawsze się zastanawiam czy ten 'właściciel' ma naprawdę aż tak nawalone w tej głowie :roll:. U nas była swego czasu moda na asty/pity (ogólnie 'te psy z wielką mordą'), na 10 psów można było jednego spokojnie minąć - reszta szczuta od szczeniaka. Dziś jak się idzie z psem to zostały z tej chmary asto-pitowej kilka sztuk psów, doszły może 2 'nowe'. Ogólnie to nie były szczujące dzieciaki, tylko dorośli faceci gdzie niby powinni mieć olej w głowie :angryy:. Quote
PaulinaBemol Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 Szczuć dzieci...w ogóle szczuć...gdzie wy mieszkacie. Zostaje na moim zadupiu nigdzie się nie wynoszę. Koło mojego domu jest kilka bloków i tam jakiś rok temu był koleś który kupił sobie dobermana i miał takie dziwne zapędy. Pewnego dnia przestałam widywać dobka (w sumie to mi ulżyło) później sie dowiedziałam, że jego sąsiadka odwdzięczyła się mu za szczucie pieskiem i jego ciągłe ujadanie (psiak był młody i mega znudzony) szczując na właściciela swoich dwóch synów... Jej argumenty okazały się mocniejsze :evil_lol: od tamtej pory brak pomyleńców. Quote
aussie&husky Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 [quote name='ulvhedinn']Czasem doświadczony "maluch" potrafi użreć dużego we wrażliwe miejsce- nos, "piętę", genitalia itd ;) widziałam już hasiora z rozchlastanym lusterkiem nosa, który wrzeszczał jak zarzynany po tym, jak chciał powąchać mikruska. [/QUOTE] Coś mi to przypomina...Jakoś stosunkowo dawno temu (3-4 lata, jak nie lepiej-a pamiętam jak dziś) podczas wyjścia z moimi haszczakami na łąkę zdarzyła mi się następująca sytuacja. Idę sobie spokojnie, psy na smyczach węszą, buszują po krzakach etc. Kątem oka zobaczyłam, że jakiś yoreczek bez smyczy leci w naszym kierunku. Odległość spora, myślałam, że ma przyjazne zamiary (no bo przecież w przeciwnym razie właścicielka by go odwołała-o ja naiwna....) aż tu nagle ten brzdąc mi wyskakuje z jazgotem i z zębami do moich, a właścicielka w krzyk, że czemu nie odbiegłam rączym truchtem i jakim prawem ja w ogóle jeszcze jestem na tej łące, skoro ją widziałam :evil_lol:. Hasiory ledwo się zorientowały, że to coś małego im się plącze pod nogami, a toto je chlast po nosach. Dobrze, że zdusiły w sobie mordercze instynkty, mogły by joreczka załatwić bardzo szybko :evil_lol:. Na szczęście nie miały na to ochoty :evil_lol: . Quote
zmierzchnica Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 W sumie te najgorsze psy atakują w zupełnej ciszy, miałam tak.. Amstafka wyleciała zza rogu, zobaczyła mojego psa i ruszyła bezgłośnie prosto do gardła Frotkowi. Na szczęście było cholernie ślisko, zdołałam ją jakoś odepchnąć, straciła równowagę. Właściciel dobiegł i ją skopał po brzuchu, a potem wrzasnął na mnie (!) "SORY!!!". Brzmiało to tak, jakby chciał mi powiedzieć wyp...j :diabloti: Biedna suka, ale w tamtym momencie mi nie było jej żal. I ostatnio dwa razy ta sama suka - w typie wyżła węgierskiego. Pierwszy raz podleciała do moich psów z drugą suką, weimarką, która jest spoko. Nie wiedziałam jaka jest ruda, ale skoro była luzem i bez kagańca, a weimarka jest ok, pozwoliłam psom się przywitać. Ruda bezgłośnie rzuciła się do gardła Hery, gdyby nie moje kopniaki, byłoby ostro. Drugim razem podleciała, stała długo i mierzyła moje psy wzrokiem. Cisza zupełna. Nagle zryw i wybrała jedynego psa na smyczy - Chibi. Też do gardła, moja mama się wydarła - suka nic, właściciel ją jakoś złapał, też dostała od nas kilka kopniaków, inaczej się nie dało. Przepraszał nas za każdym razem, ale kurna chata, gdyby mój pies chciał zabić innego to bym go nie puszczała bez kagańca albo miałabym oczy w doopie :roll: Fakt, że już nie chodzi tam gdzie my i suki luzem nie widuję. Teraz taka cicha nie jest, dostaje piany na nasz widok, chociaż za każdym razem to ona prowokowała burdę. Myślałam, szczerze mówiąc, że wyżły są bardziej zrównoważone, ale to kolejny agresywny, jakiego znam... Quote
Amber Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 [QUOTE]W sumie te najgorsze psy atakują w zupełnej ciszy, miałam tak..[/QUOTE] Bo tak robią zazwyczaj psy, które naprawdę chcą zrobić innemu psu krzywdę i to jest najbardziej niebezpieczne. Dlatego mnie podbiegaczo/szczekacze irytują straszliwie, ale tak naprawdę, to nie są psy, które są gotowe do ataku - tylko obszczekują ze strachu, a nie realnej agresji. Jak się tupnie to odskakują z jadaczką. ONkopodobne są w tym mistrzami. Natomiast "killer" nie będzie się bawił w podchody, on podbiega i się rzuca z miejsca. Całe szczęście to jest rzadziej spotykany typ, ale może też dlatego, że w przeciwieństwie do strachliwych "agresorków", takie pieski robią realne kuku i łatwiej wtedy się właściciel uczy, że ma przy boku odbezpieczony granat. Natomiast podbiegaczek nikomu nic nie robi (oprócz ogłuchnięcia i zawałów serca, jak np. wyskakuje z ciemnych krzaków wprost na ciebie z jadaczką ;) ) więc nie ma sensu się starać np. o zapięcie na smycz. Quote
Pani Profesor Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 a ja dziś miałam sytuację z cyklu "wiara w psiarzy przywrócona" :loveu: idę na spacer w 'moje' rewiry, idzie pani z boksiem, boksio taki typowy, ciapowaty, no ale Pat się jeży z daleka, odwracam uwagę piłką - udało się. idziemy dalej - znowu mijamy boksia, odchodzę w krzaki, czekam, aż sobie pójdzie... ...ale to taki teren, że nie sposób się nie spotkać, idąc w tę samą stronę - boksio luzem, mój Pat skupiony na piłce, ale co jakiś czas się odwraca i stroszy, robię co mogę, żeby nie dopuścić do eskalacji agresji, ale boksio jest luzem, zbliża się w naszą stronę... wyraźnie miło nastawiony, choć dla mnie to żadna pociecha, bo zaraz podleci a Pat nie wytrzyma i cała nauka w dupę... babeczka zobaczyła, że daję psu komendy, odwracam uwagę piłką i na czas naszego mijania, zapięła boksia na smycz :loveu: tylko odeszliśmy (Pat 1 raz od dawna wytrzymał tak ładnie bliskie minięcie), a ona znowu spuściła boksera, więc to był ewidentnie ukłon w kierunku "nie marnotrawienia czyjejś pracy", w tym wypadku mojej. nie wydaje mi się, że to był przypadek, więc jeśli jest pani na dogo, to pozdrawiam serdecznie :D Quote
Dioranne Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 W poniedziałek znów znalazłam się w sytuacji z gatunku "spokojnie, on nie ugryzie". Byłam z Młodym, koleżanką i jej suczką na spacerze, zapuściliśmy się w inną dzielnicę miasta. Już wracaliśmy do domu - oba psy na flexi rozciągniętej na pięć metrów, oba pod pełną kontrolą. Na chodniku, przed nami stał jakiś facet z taczką, ale był dość daleko, więc nie skracałam Młodemu smyczy. W ogóle nie zwróciłam uwagi czy brama od jego podwórka jest otwarta czy też nie. W pewnym momencie z podwórka wyleciał na nas pies, trochę to do chi było podobne. Z jazgotem oczywiście. Początkowo wyglądał na takiego co tylko obszczeka, a potem sobie pójdzie, ale zaczął coraz odważniej zbliżać się do naszych psów. Jak już był bardzo blisko to wzięłam Młodego na ręce. Jak jest sam to do innych psów jest najczęściej przyjazny, ale gdy idzie z suczką to różnie jego reakcje wyglądają. Wolałam po prostu nie ryzykować. I wtedy pan oczywiście słynny tekst: [I]spokojnie, on nie ugryzie. [/I]Czy ludzie serio są tak tępi, że ich pies nie ugryzie, ale mój już może? :roll: Ogólnie nie spodziewałam się przy tej drodze (prowadzi ona do ronda, które z kolei należy do drogi A5 bardzo mocno uczęszczanej) akcji z psem wylatującym z podwórka - facet po prostu się popisał. Quote
Maron86 Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 [quote name='rosa']Dioranne możesz mnie zabić, ale jak pies na rozciągniętej na 5 metrów flixi może być pod pełną kontrolą? Przepraszam, ale nieraz widzę jak właściciele nie kontrolują psów na flexi rozciągniętej na 2 metry a co dopiero 5 :razz:[/QUOTE] Wtrącę się jednak nie mogę się powstrzymać. Ja swojego samca nie mogę czasem (ma takie dni jeszcze) kontrolować na zwykłej smyczy, coś mu się w tej pustej mózgownicy przestawia i ustawia na tryb 'obrona przed wszystkim co się rusza'. Za to moja suka i na 8m flexi jest pod kontrolą, wystarczy 'stój' albo 'ej' jest jeszcze 'do mnie' no i 'noga' - suka się słucha bez żadnych problemów i naprawdę jest pod kontrolą. Tak więc to chyba zależy również od psa, jego charakteru. Nie powiem że wychowania bo oba psy szkoliłam od podstaw, a mimo tego są zupełnie różne od siebie. Szaman potrafi być istnym diabłem wcielonym :diabloti: (gdzie szkoliłam go od młodszego wieku oraz intensywniej + przykładałam większą wagę nad jego zachowaniem), natomiast Magia to istna oaza spokoju i posłuszeństwa :loveu: (chociaż nie cierpi pijusów i ich akurat oszczekuje). Quote
umberto_eco Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 [quote name='rosa']Dioranne możesz mnie zabić, ale jak pies na rozciągniętej na 5 metrów flixi może być pod pełną kontrolą? Przepraszam, ale nieraz widzę jak właściciele nie kontrolują psów na flexi rozciągniętej na 2 metry a co dopiero 5 :razz:[/QUOTE] Może być jak najbardziej ;) Quote
umberto_eco Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 [quote name='rosa']No tak flexi mi się negatywnie kojarzy, bo samych oszołomów spotykam, którzy nie potrafią takiego czegoś obsługiwać. Dzisiaj jeden piesek się na moją zołzę rzucił, bo jakoś musiał emocje rozładować (siedział dość długo pod sklepem i na pańcię czekał). Pani jakoś nie spieszyła się żeby flexi zablokować i ściągnąć psa. Powiedziała tylko z uśmiechem "ale ty groźny jesteś". Gdybym mogła to bym ją wzrokiem zabiła, niestety tylko wycedziłam "bardzo śmieszne" i pańcia z pieskiem zniknęła. Jestem magikiem :diabloti:. Edit Teraz sobie pomyślałam, że ja nad zołzą mam pełną kontrolę nawet bez smyczy więc przepraszam i zwracam honor :oops:.[/QUOTE] Bo prawda jest taka, że 3/4 osób które mają psa na flexi nad nim nie panują a flexi służy do "wybiegania" psiego frustrata Ja jak widzę zbliżającą się osobę z psem na flexi to od razu schodzę jej z drogi :D Quote
evel Posted February 13, 2014 Posted February 13, 2014 [quote name='umberto_eco']Bo prawda jest taka, że 3/4 osób które mają psa na flexi nad nim nie panują a flexi służy do "wybiegania" psiego frustrata Ja jak widzę zbliżającą się osobę z psem na flexi to od razu schodzę jej z drogi :D[/QUOTE] Dokładnie. Ale z drugiej strony już wolę, żeby sobie szedł piesek na flexi niż żeby podbijał do nas luzem ;) Quote
WiedźmOla Posted February 13, 2014 Posted February 13, 2014 Dzisiaj szłam obok warzywniaka przy którym siedział przywiązany jamnik. Oczywiście zobaczył mojego psa, zaczął jazgotać i tak dalej. Mój pies nie miał zamiaru być dłużny i w ryk na jajnika. Akurat wyszła z warzywniaka jego właścicielka. Ja huknęłam na Bestiowatego, żeby zluzował, a ta baba do swojego "oj już już". :roll: Bezstresowe wychowanie się kłania :razz: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.