Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

nie wiem, ile znacie psow mysliwskich pracujacych i naprawde posiadojacych wyszkolenie potwierdzone dyplomem z konkursow. ja troche znam. i wiem, ze nawet takim psom zdarza sie pogonic sarne, jesli spotaja ja w lowisku, bo pies to nie maszyna. stad tez bardzo, bardzo wiele psow na polowanie chadza w teletaktach, bo po prostu emocje sa tak duze, ze bez obrozy eletrycznej ciezo czasem sie przez nie przebic.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='a_niusia']nie wiem, ile znacie psow mysliwskich pracujacych i naprawde posiadojacych wyszkolenie potwierdzone dyplomem z konkursow. ja troche znam. i wiem, ze nawet takim psom zdarza sie pogonic sarne, jesli spotaja ja w lowisku, bo pies to nie maszyna. stad tez bardzo, bardzo wiele psow na polowanie chadza w teletaktach, bo po prostu emocje sa tak duze, ze bez obrozy eletrycznej ciezo czasem sie przez nie przebic.

Myślę, że to właściwie wyczerpuje temat

Posted

Na litość boską Parysek, jeśli chcesz, żeby Twój pies pracował to z nim pracuj. Bo takie latanie za gołębiami to g** nie praca :roll: Z resztą sam pisałeś X postów wcześniej, że ptaki roznoszą choroby. Sto razy Twój pies gołębia nie złapie, a za sto pierwszym złapie i co wtedy? ;)

Posted (edited)

[quote name='maartaa_89']
Może dlatego psy myśliwych są posłuszne- bo pozwala im się robić to do czego zostały stworzone. I uczy się je samokontroli i wykorzystywania tego instynktu w odpowiedni sposób, a nie na zasadzie "o ja cie! tędy kicał zając, a tu szła sarna, chwila a tam czuje dzika!"->dzida
[/QUOTE]

Jestem przekonana, że tak jest :)

Ja myśliwych znam kilku, mimo że mnie temat zupełnie nie jara, jednak ze względu na rasę, którą się interesuję co jakiś czas sobie z nimi na temat psów myśliwskich rozmawiam. No i jak kiedyś zapytałam, jak długo psy noszą OE, to mi powiedziano dość enigmatycznie, że dopóki potrzebują ;) Jasne, że pies to nie maszyna, wyszkolony też nie, dlatego też się zdarza, że psy na polowaniach się gubią (a młode stażem teriery z dzika trzeba ściągać). Jednak generalnie są posłuszne i odwoływalne.

Edited by dog193
Guest Parysek
Posted

[quote name='WiedźmOla']Na litość boską Parysek, jeśli chcesz, żeby Twój pies pracował to z nim pracuj. Bo takie latanie za gołębiami to g** nie praca :roll: Z resztą sam pisałeś X postów wcześniej, że ptaki roznoszą choroby. Sto razy Twój pies gołębia nie złapie, a za sto pierwszym złapie i co wtedy? ;)[/QUOTE]
Ten post kolejny raz utwierdza mnie w tym że jeśli ktoś chce się przyczepić to przeczyta tylko to co chcę przeczytać i się doczepi. Jesteś 3 i ostatnią osobą której będę pisał, bo chyba masz klapki na oczach razem z ailema i ewee. Gdy jest -15 stopni tak jak wczoraj to nic złego wyjść wieczorem do parku na 30 minut i pozwolić im się bawić we własnym gronie lub ze swoim stadem psów a że pogonią ptaki w zabawie to nie znaczy że jest to do cholery ich jedyna rozrywka bo tak jak pisałem, park jest dla mnie wyjściem awaryjnym właśnie w takie bardzo mroźne dni jak wczoraj czy w sobote. Więc znów napiszę ale nie wiem gdzie wyczytałaś że to ich jedyna rozrywka? no wskaż mi Mojego posta, gdzie tak piszę to Ci zwrócę honor ! Gdzie napisałem że ganianie gołębi to praca ??!! właśnie w takie mroźne dni mają luz i mogą sobie pobiegać swobodnie właśnie po tym parku bo tam jest zawsze ktoś z psem !

Posted

"po prostu emocje sa tak duze, ze bez obrozy eletrycznej ciezo czasem sie przez nie przebic."


Nie widzę nic złego w używaniu dobrej klasy obroży elektrycznej, zwłaszcza przy psach z dużymi popędami. Często byłoby to wręcz wskazane.

Rzecz w tym, że trochę właścicieli (nawet jak widać z tej tu dyskusji) nie widzi z kolei niczego złego w pozwalaniu psu na niekontrolowane gonienie innych zwierząt (jakiegokolwiek gatunku, whatever).

Posted

[quote name='Parysek']No dokładnie, te porównanie są po prostu bez sensu. Ja również nie napisałem czy ganiają one wtedy gdy same się zerwą, czy może będę kazał psu podjąć trop a gdy je namierzy to rozgonić. Heh Ale najwidoczniej ewee i ailema zarzucają mi że jedyną rozrywką Moich psów jest ganianie gołębi w parku, chociaż nigdzie nic takiego nie napisałem. Gdy jest -15 stopni tak jak wczoraj to nic złego wyjść wieczorem do parku na 30 minut i pozwolić im się bawić we własnym gronie lub ze swoim stadem psów. Ciekawy jestem jakie ewee i ailema rozrywki zapewnia swojemu psu. Bo z ostatniego postu wynika że jedyną rozrywką Twojego psa jest puszczenie go i niech lata - tak wynika z Twojego rozumowania, jeżeli chodzi o rozrywkę jaką zapewniam swoim psom. Czyli idąc Twoim tokiem rozumowania też mogę stwierdzić że to jedyna rozrywka Twojego psa. Ciekawa hipokryzja :D

Ja napisałam tylko czego mój pies nie może robić więc sory sam napisałeś że to twojego psa bawi a tym bardziej te gołębie itp ...mnie nie interesuje dco robisz z swoim psem tylko irytuje mnie to że pozwalasz mu gonić ,płoszyć ptaki .....

Posted

Dla mnie to zasadnicza różnica płoszenie ptakow czy polowanie na nie. Taką istotną różnicę zaobserwowałam na przykładzie "moich" bażantów, moich psów i wyżła kolegi. W moim ogrodzie mieszkają bażanty, łażą po podwórku, wydziobują sobie owoce z krzewów, które spaecjalnie zostawiamy dla ptaków. Moje psy raz na jakiś czas pogonią zbyt krzykliwy egzemplarz - szczególnie samce panoszą się na wiosnę obstawiając świerki. Nigdy żaden bażant nie został upolowany choć to ptaki niezbyt szybkie i latają tak sobie a wręcz z roku na rok powiększa się populacja w ogrodzie. Po pogonieniu ptaszydło wraca a więc w zadzie ma moje psy. Wystarczyło, że mój kolega przyjechał z wyżłem i w ciągu kilku minut wyżeł pojawił się z bażantem w pysku. Tak samo moje psy szczekają na wiewiórki, które nic sobie z tego szczekania nie robią a wręcz "grają psom na nosie" i zrzucają na nie łupiny lub całe orzechy. Przychodzi do nas też wyjatkowo wredna, czarna kura sąsiada. Przykleiła się do mojej collie i łazi za nią. Suka czasami nie wytrzyma i wygoni kurę za płot. Serio, gdyby chciała ją pożreć to by nie miała większego problemu bo kura i niezbyt szybka a i chodzi krok w krok za psem. Pod bramę przychodzi też stado saren. Latem miały młode. Jako, że pod bramą mamy strumyk to przychodzą się napić. Moje psy mają też dostęp do strumienia więc teoretycznie mogłyby polować na sarny a tego nie robią. Młode zostało w końcu upolowane ale nie przez moje psy a owczarki niemieckie sąsiada, który mieszka dwa km. od naszego domu. Zimą dokarmiamy ptaki. Przylatują sikory, mazurki, dzwońce, trznadle, dzięcioły a ostatnio także zimorodek. Ptaki nic sobie nie robią z obecności psów choć część karmy sypiemy na taras. Kolejny przykład to wrony siwe i gawrony. Jak idę z psami na Pola Mokotowskie i rozlożymy się gdzieś na polance to natychmiast pojawia się stado żebrzących ptaków. Wyczaiły, że człowiek plus pies to duże prawdopodobieństwo pojawienia się nagród w postaci kiełbasy. Podłażą blisko i konkurują z psami o nagrody. Wypłoszone za sekundę stoją znowu i przestępują z nogi na nogę. Podchodzą do nóg i pies jakby chciał to by capnął. Nie wszystkie psy mają instyknt polowania, głupie szczekanie i ganianie nie jest równoznaczne z polowaniem.

Guest Parysek
Posted (edited)

[quote name='ailema']Ja napisałam tylko czego mój pies nie może robić więc sory sam napisałeś że to twojego psa bawi a tym bardziej te gołębie itp ...mnie nie interesuje dco robisz z swoim psem tylko irytuje mnie to że pozwalasz mu gonić ,płoszyć ptaki .....[/QUOTE]
Opisywałaś sytuację gdzie Twój pies biega a gdy zobaczył sanki to go przypiełaś - Czyli idąc Twoim tokiem rozumowania mogę stwierdzić że jedyną rozrywką Twojego psa jest latanie sobie po prostu, gapienie się w sanki i to że z nim nie pracujesz. Tak samo jak Ty napisałaś (nie wiem skąd w ogóle to wyczytałaś) że jedyną rozrywką Mojego psa jest ganianie ptaków bo to hipokryzja. Tak samo Ty nie napisałaś że to jedyna rozrywka jej a ni ja. Napisałem tylko że gania ptaki to się mnie czepiłaś że jedyną jego rozrywką jest ploszenie ptactwa. Widzisz podobieńtwo? nie ładnie tak wkładać w usta komuś słów, których nigdy nie wypowiedział/napisał. Ja setny raz napiszę że ptaki nic sobie z tego nie robią bo wracają zaraz na miejsce żerowania. Dobrym przykładem jest chociażby Krakowski rynek. Gdzie konie, samochody, ludzie, dzieci, psy się pojawiają nagminnie i jakoś kupę ptactwa można tam zaobserwować. Kolejny przykład to chociażby Zamość. Najgłupszym przykładem podanym tutaj jest to że ganianie ptaków jest be bo dostaną zawału :D ciekaw jestem czy tak każdy z tych 3 osób które mają mnie za zło powszechne tak omijają ptaszki śpiesząc się, żeby ich nie przegonić czasem :D No po prostu komendia się tutaj zrobiła. Działa w polsce coś takiego jak BirdSystem i to system który ma na celu zapewnienie ptakom bezpieczeństwa, pokarmu ale przede wszystkim dba o wygląd miasta, elewację budynków i przedstawiciele tego systemu mówią otwarcie o chorobach, pasożytach i o dokarmianiu ptaków przez ludzi, którzy nawet nie wiedzą że robię im krzywdę taką "dobrodusznością" Mówią oni również o tragicznym wyglądzie budynków miejskich, placów zabaw etc. można tutaj wymieniać w nieskończoność ale po co? skoro po Tym poście i tak Ci samo napiszą że jestem be, bo to, bo tam to, bo siamto. Nie ma co się produkować bo to jak grochem o ścianę... Będę robił ze swoimi psami co uważam i tyle i jestem takiego zdania jak to napisałem na początku. Ptaki mają być dokarmianie w miejscach do tego przeznaczonych, niedostępnych dla ludzi, dzieci czy też psów lub w karmnikach ! Bo po coś te karmniki zostały wymyślone. Poza tym bezdomne psy czy koty też zostały nie raz przeze mnie dokarmiane tamtej zimy ale pod Moim nadzorem bo zszedłem za 15 minut i sprawdziłem czy jest zjedzone, jeżeli odszedł i nie jadł to brałem i wyrzucałem do śmietnika a nie ludzie wyrzucą i niech leży, gnije i zadowoleni... I w poważaniu mają czy się ktoś tym zatruje, czy dziecko się przewróci na tym idąc, czy jadąc na rowerku.

Edited by Parysek
Posted

Mój pies ma ok 10 lat od 4 lat jest ze mną .Gdybym z nią nie pracowała to nadal by się bała wszystkich i wszystkiego ...np deszczu ...ja nigdzie nie napisałam że jedyną rozrywką twojego psa jest gonienie ptaków ...tylko doczepiłam się do zdania że jemu i gołębiom to sprawia frajdę ..ja zdania nie zmienię dla mnie gonienie przez psa jakiegokolwiek zwierzęcia ptaka kota itp jest nie na miejscu i tyle .

Posted

"Nie wszystkie psy mają instyknt polowania, głupie szczekanie i ganianie nie jest równoznaczne z polowaniem."


W przypadku wolno żyjących kotów niestety takie "niewinne zabawy psiaków" kończą się bardzo często okaleczeniami albo wręcz śmiercią gonionego zwierzęcia. Generalnie - nie pozwalałabym akurat na takie psie zabawy. Ot i wszystko.

Posted

Tak, niestety- i już nie raz ratowałam koty, czy ptaki dotkliwie pogryzione przez psa. Zwierzak moze nie byc w stanie uciec, może akurat jest ranny, osłabiony, na wiosnę pojawiają się młode kocięta, podlotki ptaków. W mieście żyje bardzo duzo zwierzat, nie tylko gołębie, także drobne ptaki- wróble, szpaki, kosy, ale i wrony, gawrony, kawki, kaczki, łabędzie, pustułki, drozdy, w zimie nawet kormorany, czy czaple, niekiedy ptaki mniej popularne jak np dzięcioły, kowaliki..... Drobne zwierzęta- np jeże i większe- u nas w parku Wschodnim można spotkać sarny czy bobry.
Dziabnięty zwierzak będzie długo cierpiał, o ile nie padnie w skutek infekcji rany..

A poza tym może dobrze byłoby uświadomić sobie, że nie tylko fizyczne okaleczenie, ale także stres jest dla gonionych zwierząt szkodliwy. W przypadku ptaków- tak, może się skończyć śmiercią !! To nie jest stricte zawał, ale tak, czy siak, szczególnie małe ptaki sa narażone na śmierć na skutek stresu. Sarny czy inne jeleniowate gonione dłużej często padają po dłuższym czasie na skutek toksycznego rozpadu mięśni i postępującej niewydolności nerek. Dla kotów stres jest bardzo szkodliwy, szczególnie przyczynia się do chorób nerek, na które te zwierzaki są mocno narażone.
Do tego, szczególnie w zimie- zwierzęta dzikie walczą o przetrwanie, każda niepotrzebnie wydatkowana porcja energii może się przyczynić do tego, że nie dotrwają do wiosny....
Wykopany późna jesienią czy zima ze swojej kryjówki, wybudzony jeż nie przeżyje- nie znajdzie na czas nowej kryjówki i zamarznie, lub nie wystarczy mu naruszonych wybudzeniem zapasów energetycznych i nie obudzi się na wiosnę.
Spłoszone zwierzę może porzucić swoje młode, które zginą z głodu.

Naprawdę tak trudno popatrzeć troszkę dalej niż "ja i mój pies" i zrozumieć, że dla nas to "niewinna psia zabawa", a dla gonionego zwierzaka walka o Życie? Że nie musi pies zagryźć ofiary, żeby się przyczynić do jej śmierci? Że kurcze, ptak, kot, zając- też czują strach, ból?

Posted

Polecam wszystkim lekturę książki "Porozumienie ze zwierzęciem" Żabińskiego - tak tak, tego przedwojennego dyrektora warszawskiego ZOO.

Jest w niej świetnie wyjaśnione zjawisko, które tu przywołujecie: fakt, że zwierzak odlatuje / odbiega kawałek i przysiada lub wręcz wraca.
Nie świadczy to o "niepoważnym" stosunku do całej sprawy (że ofiara wie, że to tylko taka sobie niewinna zabawa więc i nie ucieka daleko).
Chodzi o mechanizm zwany ładnie "dystansem ucieczki".

Bardzo, bardzo polecam lekturę publikacji pana Żabińskiego. Nie dość, że rozsądnie napisane, to takim potoczystym, fajnym językiem. No, klasa. :lol:

Posted

Przyznam z góry że nie czytałam wszystkiego (za dużo już tego jest :P ).
Mam do was pytanie, co robicie gdy ktoś na was perfidnie idzie gdy wy spokojnie stoicie w miejscu ze szczekającym psem wielkości 1/10 waszego psa?
Czy potulnie schodzicie z drogi takim małym szczekaczom wychodząc z założenia że wasz pies może zabić samym pacnięciem łapy, czy też stoicie i czekacie co będzie dalej, a może sami ruszacie w ich stronę?

Posted

W takim wypadku szacuję odległoć i długość smyczy i popuszczam na tyle, żeby zabrakło kilku centymetrów.... nagle znika pewność siebie, następuje skok godny pantery niezaleznie czy w błoto czy drzewo i stek inwektyw w moją stronę skwitowany "ja panu/pani też życzę miłego dnia".
Trudno. Może to i mało fajne ale skoro widzę dziamacza spienionego i sadzam swojego psa i czekam spokojnie na ogarnięcie czy choćby próbę ogarnięcia dziamacza z drugiej strony a to nie następuje... przestaję mieć wyrzuty sumienia.

Guest Parysek
Posted (edited)

[quote name='isabelle301']W takim wypadku szacuję odległoć i długość smyczy i popuszczam na tyle, żeby zabrakło kilku centymetrów.... nagle znika pewność siebie, następuje skok godny pantery niezaleznie czy w błoto czy drzewo i stek inwektyw w moją stronę skwitowany "ja panu/pani też życzę miłego dnia".
Trudno. Może to i mało fajne ale skoro widzę dziamacza spienionego i sadzam swojego psa i czekam spokojnie na ogarnięcie czy choćby próbę ogarnięcia dziamacza z drugiej strony a to nie następuje... przestaję mieć wyrzuty sumienia.[/QUOTE]
Dokładnie. Robię tak samo, skracając smyczkę żeby tam te do 50cm zostało, szczerze mówiąc na oko cięzko określić dystans ile tam cm jest między nimi. Jednak ważną rzeczą jest np. gdy jesteśmy na spacerze z Naszym pieskiem i na widok innego psa z właścicielem, nie należy skracać nerwowo smyczy bez konieczności, ponieważ piesek kojarzy sobie sytuację czyli takie nerwowe skracanie smyczy jako okoliczność po której coś się będzie działo i nie potrzebnie się nakręca. Już nie pamiętam w której książce to czytałem. Należy tylko skracać tą smycz w razie potrzeby, nigdy gdy piesek jest dosyć daleko od nas :) Nie raz widziałem taką nerwową reakcję jak szedłem ze swoimi dwoma, bardzo mnie to dziwi ponieważ w takich sytuacjach dystans był zwykle dosyć duży. Jeżeli nie ma takiej potrzeby to ich nie koryguję.

Edited by Parysek
Posted

Parysek - nie do końca mnie zrozumiałeś - ja nie skracam smyczy bo mój pies nie chodzi na smyczy. Natomiast gdy widzę że idzie na nas jazgacz to odwołuję, przypinam na smycz i każę usiąść i poczekać. Brutus za dużo waży zeby się z nim szarpać. I w razie gdy nie ma reakcji z drugiej strony to wtedy smycz wydłużam a psu pozwalam się ruszyć. Sytuacja odwrotna. Nie skracam tylko popuszczam.

Posted

A ja ostatnio czuję się jak chamka na spacerach. Mój Bundy zaczął bronic Borę przed wszystkimi psami. Szczeka jak głupi i najchętniej pobiegłby i zaczął bójkę. A wypierdek waży 6 kilogramów. Bora boi się wielu rzeczy i jak ten głupek zaszczeka to ona już przestraszona.
Oczywiście nie pozwalam mu i najczęściej udaje się go uciszyć. Ale on lubi udawać głuchego i nierozumiejącego po polsku.

Guest Parysek
Posted

[quote name='isabelle301']Parysek - nie do końca mnie zrozumiałeś - ja nie skracam smyczy bo mój pies nie chodzi na smyczy. Natomiast gdy widzę że idzie na nas jazgacz to odwołuję, przypinam na smycz i każę usiąść i poczekać. Brutus za dużo waży zeby się z nim szarpać. I w razie gdy nie ma reakcji z drugiej strony to wtedy smycz wydłużam a psu pozwalam się ruszyć. Sytuacja odwrotna. Nie skracam tylko popuszczam.[/QUOTE] Nie nie, ja nie mowię że skracasz ale napisałem że robię tak jak Ty i dopisałem taką ciekawostkę małą którą wyczytałem w ostatniej książce :)

Posted

Ja jestem i tą stroną z 'małym szczekaczem' i tą stroną z większym psem, do którego startuje mały i jazgotliwy wypierdek... w obu przypadkach jestem na przegranej pozycji, bo nad moim psem jest ciężko zapanować, tzn. nie fizycznie, bo z tym sobie radzę (to tylko 13kg), ale zapanować 'emocjonalnie', czyli go nie nakręcić, nie spiąć, nie podenerwować.

w obu przypadkach dostaję k*@#%@#cy, jeśli druga strona nie skraca swojego psa, podczas kiedy mój potrafi już z daleka ujadać. trzeba być ślepym/nienormalnym, żeby nie widzieć, że pies NIE NADAJE SIĘ do kontaktu - jakkolwiek to zabrzmi, to ja wyznaczam, kiedy można spróbować się 'przywitać', jeśli widzę, że memu psu nic nie odbija i jest łagodnie nastawiony.

druga strona nie ma nic do gadania w takich kwestiach, bo Pat jest nieprzewidywalny (ostatnio biegał w sforze 20 psów kilka godzin i był mega przyjacielski, a wczoraj chciał zamordować szczeniaka maltańczyka). jeśli ktoś nie skraca psa na moje "proszę nie podchodzić" to i tak nie mogę poluzować, żeby przegonił intruza :roll: bo mi się zwyczajnie demoralizuje, pozwalam mu wtedy na eskalację agresji i cała zabawa w "omiń spokojnie" stracona...

Posted

[quote name='Berek']W przypadku wolno żyjących kotów niestety takie "niewinne zabawy psiaków" kończą się bardzo często okaleczeniami albo wręcz śmiercią gonionego zwierzęcia. Generalnie - nie pozwalałabym akurat na takie psie zabawy. Ot i wszystko.[/QUOTE]
Od 9 lat oprócz mieszkania w Warszawie mam dom na wsi. Po ogrodzie wałęsają mi się tabuny kotów dzikich czy kotów sąsiada, żaden tego spaceru nie przypłacił życiem. Bywa, że w efekcie obszczekania wylądują na drzewie i miałczą no i to ja muszę na to drzewo włazić i delikwenta zdejmować co nie przeszkadza cwaniakowi za kilka sekund znowu znaleźć się w ogrodzie. Śmiem twierdzić, że przychodzą nie tylko na miskę ale głównie na ptaszki - szczególnie wiosną bo w belkach chałupy ptaki zakładają gniazda. Mój kot nie poluje na ptaki (skupił się na myszach) i chwała mu za to ale te trupki, które rano zbieram w ogrodzie to w końcu czyjaś robota. Biorąc pod uwagę, że moje zwierzęta śpią w domu to raczej robota kuny lub zdziczałych kotków.
Ja tam nie mogę odpowiadać za wszystkie psy świata ale moje nie mają instynktów morderczych. Nawet to "pogonienie" nie ma w sobie znamion zawziętości. Bywa, że w polu psy znajdą zranionego ptaka a raz nawet namierzyły malutkiego kociaka. Wtedy biegną do mnie i pokazują znalezisko a nie pożerają delikwenta.
Co do miejskich ptaków to raczej mordują się one międzygatunkowo. Te rozdziobane gołębie to robota srok i wron a nie piesków. Trzeba też sobie zdawać sprawę z tego, że w mieście oprócz psów żyje też sporo innych drapieżników. Na Polach Mokotowskich są np. lisy

Posted

Ja mam właśnie dylemat z tymi jazgotami...
Mój samiec jest nadaktywny więc każdy jazgoczący wypierdek go mocno denerwuję. W sytuacjach gdy stoję sobie, a pies sika na drzewo - wyskakuje jazgot. Wtedy mam mocny dylemat. Czekać aż jazgot podejdzie i 'pech było nie podchodzić', a może leźć na taką klępę niech zauważy że mój pies też nie zamierza się z jej burkiem szczekaczem przyjaźnić, no jest jeszcze wyjście omijania... Za każdym razem się zastanawiam jaką opcję wybrać.
Zauważyłam natomiast że im częściej 'ustępuję' schodzę na bok na trawę z moim psem, albo zmieniam drogę tym bezczelniej się na nas ludzie pchają. Strasznie mnie to denerwuje! Dziś miałam akcję że baba na flexi 5m zostawiła centralnie przed drzwiami klatki swoje 2 szczekacze (wie że my tam mieszkamy bo co rano jest to samo, bo nie można wziąć psy krótko, albo przejść centralnie chodnikiem obok), czekałam w klatce z dobre 5minut aż łaskawie je weźmie i ... nic! Jak zobaczyłam że mój pies dłużej nie utrzyma sików i wylazłam na nie (teleportować się jeszcze nie nauczyłam...) to nagle się babsko ocknęło i zaczęło ściągać smycz. OFC Szamanowi brakowało może 5-10cm żeby je łapą sobie przyciągnąć :roll:...
Dodam że ja wyszłam z psami samiec w typie mastifa tybetańskiego, suka w typie mastifa pirenejskiego - babsko miało w typie sznaucera średniego i shih tzu.
Zastanawiam się dlaczego to właściciel dużego psa musi uświadamiać tego od małego jazgota, jak twój pies ma coś z głową to nie podchodź. Dla mnie to prosta filozofia i staram się nią kierować w życiu, ze starszą suką wszystkich omijamy bo jest 'walnięta na łeb'.

Posted

obcym psom staram się z drogi schodzić, w końcu im dalej odejdę tym ich jazgot jest cichszy i aż tak w uszy nie świdruje:diabloti: ale jak to byłby jazgot, którego mijam codziennie i właściciel jazgota pozwala sobie na coraz więcej widząc, ze ustępuje drogi to w końcu bym się wkurzyła i w ogóle z drogi nie zeszła. wyznaję zasadę, ze trzeba być miłym, ale też nie dać sobie wejść na głowę, bo ludzie to zaraz wykorzystają.

Posted

Pogryzienie od podziobania jeszcze odróżnię..... i niestety już mi zdarzało interweniować, kiedy czyjś pies "bawił się" ptaszkiem, jeżem. Przy czym sama też muszę pilnować Kry- bo ma bardzo wielką ochotę potraktować jeża jak namiastkę kolczastej piłeczki.... może by i nic nie zrobiła, ale nie pozwolę mojemu psu narażać innego zwierzaka nawet jeśli nie na obrażenia to na niepotrzebny stres.



Tak dla przykładu:
http://www.youtube.com/watch?v=qpDr6Ayx3BQ


"Kaczka została dotkliwie pogryziona przez psa. Pies był na spacerze. Pies był pod opieką człowieka. Kaczka nie przeżyła i z pewnością długo i mocno cierpiała. " - źródło Ekostraż


"Dzisiejszego jeża pies na spacerze wygrzebał z zimowej kryjówki. I tak zostało. Znalazła go kilka godzin później inna osoba. Wyraźne fizycznie wygrzebanego. Nawet ze śladami łap psa w ziemi. Czy przeżyje? Możemy tylko robić co w naszej mocy i trzymać kciuki. Na razie jeż jest zszokowany, nie je i nie pije. Ma niedowagę." - źródło Ekostraż


"Tego łabędzia z kolei nie tak dawno temu, na prywatnej posesji "zgniótł" pies w typie bernardyna. Łabędź nie przeżył." - źródło Ekostraż


"Jeż pogryziony przez psa w Lewinie Brzeskim"- źródło Jeże.org

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...