Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Golson ale przecież nie chodzi o sytuacje, w których kontrolujesz dziecko, bo takie sytuacje zawsze dają pozytywne efekty w socjalizacji psa. Chodzi o sytuację, w której krzykiem pokazujesz psu, że dana sytuacja jest niedobra. Tak się tylko zastanawiam, czy czasem nie lepszym wyjściem byłoby spokojne zatrzymanie dzieciaka (bez podnoszenia głosu) i jeśli dalej wyrażałoby chęć zapoznania się z psem, doprowadzenie do tegoż spotkania. Lepsze dla Twojego psa i pewnie też dla dzieciaka ;)
Oczywiście, że w takich sytuacjach reaguje się impulsywnie, więc niczego Ci nie zarzucam :) bo być może zrobiłbym identycznie.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Dlatego też na kontakty z wrzeszczącymi/piszczącymi obcymi dzieci chcącymi natychmiast złapać szczeniaczka jest najzwyczajniej w świecie za wcześnie dlatego też póki co na takie niekontrolowane spotkania nie pozwalam.

na takie spotkania to nigdy nie ma odpowiedniego czasu bo one nie powinny mieć miejsca nigdy. ja dzieciakom tłumaczę co wolno co nie. Inna sprawa że matko naprawdę macie takie sytuacje?:crazyeye:ja o nich tylko słyszę nigdy nie widziałam i strasznie mnie to dziwi bo mój młodszy brat zawsze chodził do klas integracyjnych większość jego kolegów ma stwierdzona nadpobudliwość i owszem biegają wszędzie ich pelno etc. ale nie latają machając łapami, próbując łapać obce psy krzycząc jeszcze przy tym. A w przypadku jednego z nich rodzice zwalają jego zachowanie na ADHD zamiast ogarniać....no jakoś nadal, możę wykonywać jakieś gwałtowne ruchy, wpada w skrajne nastroje łatwo etc.
To co opisujesz to jakiś kosmos ale tu czytam o różnych dziwnych rzeczach

Posted

Trzeba brać pod uwagę, że psy mogą w ogóle nie reagować negatywnie na jakiś okrzyk podniesionym głosem wydawany przez właściciela, który to okrzyk nie jest komendą, ale bardzo źle reagować na podbiegnięcie dziecka ;) Ja się wydarłam na dziecko, bo wiem, że mój pies miał kompletnie w tyle, że ja sobie śpiewam, pokrzykuję do kogoś, etc. dopóki nie jest to komenda do niego skierowana. Dla lękliwego psa podniesiony głos właściciela (nie mówię o nienawistnych okrzykach jak w dżungli) też może być mniejszym stresem niż nadbiegający krzyczący obcy człowiek. I tak jak pisałam, nie zawsze jest miejsce i czas na inne rozwiązania, kiedy masz 3... 2... 1... i dziecko już na psie.

Posted

PaulinaBemol napisał(a):
na takie spotkania to nigdy nie ma odpowiedniego czasu bo one nie powinny mieć miejsca nigdy. ja dzieciakom tłumaczę co wolno co nie. Inna sprawa że matko naprawdę macie takie sytuacje?:crazyeye:ja o nich tylko słyszę nigdy nie widziałam i strasznie mnie to dziwi bo mój młodszy brat zawsze chodził do klas integracyjnych większość jego kolegów ma stwierdzona nadpobudliwość i owszem biegają wszędzie ich pelno etc. ale nie latają machając łapami, próbując łapać obce psy krzycząc jeszcze przy tym. A w przypadku jednego z nich rodzice zwalają jego zachowanie na ADHD zamiast ogarniać....no jakoś nadal, możę wykonywać jakieś gwałtowne ruchy, wpada w skrajne nastroje łatwo etc.
To co opisujesz to jakiś kosmos ale tu czytam o różnych dziwnych rzeczach


Widać mam takie szczęście. W restauracji biegające i ganiające się między stolikami nie jest trudno spotkać. Rodzice przeświadczeni o tym, że "dziecko ma prawo się wyszumieć" zazwyczaj wielce oburzeni są gdy ktokolwiek im zwróci uwagę. To nie jest kwestia nadpobudliwości - bo jak wczesniej już pisałem - takie dzieci również potrafią się zachować i nawiązać normalną relację - to kwestia wychowania.

Niech mi ktoś wytłumaczy jak to działa: gdy dzieciak nie słucha się opiekunów i wbiega na ulicę pod samochód to wszyscy zwracają uwagę na to, że matka/ojciec nie potrafi się nim zająć, nikt nie ma najmniejszych pretensji, że któryś z kierowców hamował z piskiem i przeraźliwie trąbił. Gdy to samo dziecko biegnie do psa, który może zrobić mu krzywdę lub ono psu to wszyscy mają pretensje do opiekuna psa, że "krzyczał na dziecko", jak on śmie i przecież "dziecku wolno, bo dzieci są wszędzie, były i będą"...

Posted

bo stojąc kolo psa masz większe pole do popisu jeśli chodzi o wyjście z sytuacji. Tak jak ustaliliśmy zależy jako to konkretnie wyglada.

Co do restauracji zgadza się. Ostatnio jak byłam w górach w knajpie spotkała się 4 dzieci i w pewnym momencie faktycznie zaczęły przeginać. Ale wszystko pobiła mamusia jednego z nich bo dzieciak się jakoś nie integrował a ona zobaczyła że mamy szczeniaka pod stołem i padło "zobacz piesek idz się pobawić" i uwaga dziecko przyszło i widząc nasze miny zapytało, za co zostało pochwalone no i wspomniane że mamusia powinna wziąć przykład z dziecka i najpierw zapytać. Może dlatego nie mam problemów z dziećmi na spacerze z nimi idzie się jakoś dogadać gorzej z niereformowanymi dorosłymi.

Posted

PaulinaBemol napisał(a):
bo stojąc kolo psa masz większe pole do popisu jeśli chodzi o wyjście z sytuacji. Tak jak ustaliliśmy zależy jako to konkretnie wyglada.


I tutaj pozwolę sobie na odmienne spojrzenie. Nad samochodem mam zdecydowanie większe pole do popisu bowiem "słucha się mnie" bezwarunkowo. Jedyne co mnie ogranicza to prawa fizyki. W przypadku jakiegokolwiek żywego stworzenia, czy to pies, czy to koń, czy to inny człowiek nigdy nie mam i mieć nie będę 100% pewności co do zachowania w konkretnej sytuacji. Może być zaskoczony, może się zagapić , ujrzeć w ostatniej chwili i wystraszyć... ile razy my sami w, wydawało by się, przewidywalnych sytuacjach robiliśmy sobie niespodziankę nieprzewidywalnym i zupełnie irracjonalnym zachowaniem czy reakcją - dlatego też skąd przeświadczenie, że w przypadku psa mamy większą kontrolę?

Posted

PaulinaBemol napisał(a):
mi raczej chodzi o możliwości niedoprowadzenia do kontaktu a nie zapanowanie nad psem jak już do kontaktu dojdzie


Dziwna logika, w której odpowiedzialność za dziecko i jego zachowanie ceduje się na obcą osobę.

Posted

Golson napisał(a):

Niech mi ktoś wytłumaczy jak to działa: gdy dzieciak nie słucha się opiekunów i wbiega na ulicę pod samochód to wszyscy zwracają uwagę na to, że matka/ojciec nie potrafi się nim zająć, nikt nie ma najmniejszych pretensji, że któryś z kierowców hamował z piskiem i przeraźliwie trąbił. Gdy to samo dziecko biegnie do psa, który może zrobić mu krzywdę lub ono psu to wszyscy mają pretensje do opiekuna psa, że "krzyczał na dziecko", jak on śmie i przecież "dziecku wolno, bo dzieci są wszędzie, były i będą"...

Bo dziecko w konfrontacji z samochodem jest bez szans i to jest dla wszystkich oczywista oczywistość. Nie jest nią natomiast przeświadczenie (przynajmnej do czasu, aż ma się przyjemność lektury tego wątku), że ktoś w miejscu publicznym i ogólnie dostępnym może być z psem, który stanowi realne zagrożenie dla ludzi. Przeciwnie, większość osób nieobeznanych z psami zakłada, że psy są albo bezpieczne, albo w kagańcu. Część obeznanych również. (Mam wciąż na myśli to podbieganie, nie wkładanie psu palca do oka, no i sytuację hipotetyczną, bo przecież Ty nie chroniłeś dziecka przed psem, tylko psa przed dzieckiem.)
A oczekiwanie, że każda matka z dzieckiem łyknęła wiedzy kynologicznej i wie, na czym polega socjalizacja szczylka, że w ogóle coś takiego istnieje, jest - i jeszcze długo będzie - po prostu naiwne. Nie ma szans, żeby całkiem wyeliminować takie losowe zdarzenia, każdemu może się przytrafić, ale twierdzenie, że "plagą" są biegające nieuwiązane dzieci, moim zdaniem świadczy o frustracji i problemach z psem - nawiązuję do tego zacytowanego na początku postu. Zresztą jeśli założyć, że ten wątek jest wypadkową poziomu statystycznego nerwa właścicieli i poziomu wychowania i socjalu psów, to ogólnie robi się troszkę smutno...

Posted

Gdy obce dziecko chwyciło mi psa za ogon i zaczęło go za niego ciągnąć to stanowczo odpowiedziałam aby puścił bo pieska to boli .Gdy podeszłam do matki owego malucha to powiedziałam dosadnie co o tym myślę .
Jednak gdy 8 letni syn znajomej pomimo moich próśb aby nie dokuczał psu i gdy go złapałam że specjalnie kopnął Łajkę która w samo obronie chciała go użreć .Po odwołaniu psa .Podeszłam do bachora i go postraszyłam że jeszcze tak raz robi to mu nogi z tyłka powyrywam i dopiero to pomogło .

U mnie w mieście na co dzień widzę bezmyślność matek zazwyczaj dzieciaki biegną do mojego czy obcego psa a te stoją i nie reagują .Kiedyś szła wycieczka 3 latków z przedszkola obeszły Łajkę i zaczęły piszczeć pies się mega wystraszył .Dzieciaki prosiłam o przepuszczenie mnie przedszkolankom to się wtedy mocno oberwało

Posted (edited)

Do wiedzy, że obcy pies, do którego znienacka podbiega krzyczące dziecko, może zareagować nerwowo, nie są potrzebne studia z dziedziny behawioru zwierzęcego, tylko elementarna wiedza o życiu, na poziomie podobnym do tej, że jak wybiegnie się znienacka na ulicę, to może pacnąć nas samochód.
Jak również nie wiem, jak trzeba być odrealnionym i naiwnym, żeby wierzyć, że wszystkie psy chodzące po Polsce bez kagańców są tak bezpieczne dla dzieci, że można sobie podbiegać z wrzaskiem i je obmacywać.
Nie wiem, mnie od najwcześniejszych lat uczono, że przy obcym psie się nawet nie przebiega (!), tylko zwalnia, żeby nie sprowokować go do ataku; uczono też, że obcych piesków się nie obmacuje, jak chce się mieć paluszki. I nie uważam, żeby osoby, które mi to mówiły, były paranoikami; dopiero po lekturze kilku postów tutaj zakiełkowała mi taka myśl, że przecież normą powinno być pozwalanie mi na to wszystko, bo pieski to albo pluszowe misie, albo wszyscy ich właściciele są tak odpowiedzialni, że w razie najmniejszych wątpliwości zakuwają je w kagańce. I to takie z amortyzacją z gąbki, żeby dziecka nie bolało, jak pies mu tym kagańcem przydzwoni.

I nie przekonuje mnie nadal twierdzenie, że z samochodami jest inaczej... Niektórzy piszą tu o samochodach jak o dzikich bestiach z gór, które rozpędzone mkną przez miasta bez niczyjej kontroli :diabloti: i jedyny ratunek to pilnować dziecka. Tymczasem na kierowcy też spoczywa masa obowiązków, m. in. dostosowanie prędkości do warunków, miejsca jazdy, branie pod uwagę ryzyka, że inni użytkownicy ulic zachowają się nieprzewidywalnie, czy złamią przepisy. W porównaniu do panowania nad maszyną, właściciel psa ma dalece mniejsze możliwości przewidzenia jego reakcji czy kontroli ruchu każdej jego części ciała z osobna. I mimo to na kierowców nie zwala się winy za wypadki z udziałem auta tak często, jak przy niemiłym wypadku z udziałem psa. Dla mnie sprawa jest prosta, jak da się upilnować dziecko przed rozjechaniem przez auto, to da się i przed dzikimi szarżami do obcych psów.

Edited by Martens
Posted

filodendron napisał(a):
Bo dziecko w konfrontacji z samochodem jest bez szans i to jest dla wszystkich oczywista oczywistość. Nie jest nią natomiast przeświadczenie (przynajmnej do czasu, aż ma się przyjemność lektury tego wątku), że ktoś w miejscu publicznym i ogólnie dostępnym może być z psem, który stanowi realne zagrożenie dla ludzi.


Niestety - każde zwierzę stanowi realne zagrożenie dla ludzi. Wszystko jest kwestią okoliczności i "determinacji" natręta. Głupotą rodziców jest sytuacja, w której nie starają się tego dziecku wytłumaczyć. Z tego co zauważyłem to był tu ostatnio jakiś spike co w tym duchu wychowywał swojego psa - pies może podbiec do każdego innego, a jak spotka się z wrogością to znaczy, że z tamtym jest coś nie tak. Różnica pomiędzy Tobą, a nim polega w zasadzie, jak widzę, wyłącznie na tym, że Ty w ten sposób podchodzisz do wychowania dzieci.

filodendron napisał(a):
A oczekiwanie, że każda matka z dzieckiem łyknęła wiedzy kynologicznej i wie, na czym polega socjalizacja szczylka, że w ogóle coś takiego istnieje, jest - i jeszcze długo będzie - po prostu naiwne.


Naiwne jest oczekiwanie, że każdy dostosuje się "do dzieci". Dziecko w przestrzeni publicznej powinno być pod opieką osoby dorosłej. Opieka nie polega na puszczeniu samopas. Jeżeli dziecko podbiegnie i będzie kopało samochód to na niego krzyknę, jeżeli będzie próbowało nastraszyć psa to zrobię to również. Nie chce mi się wychowywać cudzych dzieci. Skoro mój pies nie stresuje Twojego dziecka to dlaczego pozwalasz na to by dziecko stresowało psa?

filodendron napisał(a):
twierdzenie, że "plagą" są biegające nieuwiązane dzieci, moim zdaniem świadczy o frustracji i problemach z psem - nawiązuję do tego zacytowanego na początku postu.


Wskaż go to palcem, w kórym miejscu pisałem o tej "pladze" bo nieumiejętność czytania ze zrozumieniem w Twoim wykonaniu robi się powoli irytująca. Zauważyłem problem, który istnieje, nie jest wyimaginowany i w moim przekonaniu nawet jeżeli zdarza się coś podobnego raz w tygodniu to jest to o ten raz za dużo.

Posted

Gdzie Wy widzicie te "plagi bachorów"? :crazyeye: Atakują, zapędzają w kąt, nie dają żyć, pchają się z łapami, piszczą....:shake: Niesamowite. Niektóre są o taaakie wieeeelkie, mają może z 5 lat. :diabloti: Coś strasznego! Golson, powinieneś był w obronie szczeniaczka zawalić dzieciakowi / vel bachorowi z kopa. Z wyskoku i z półobrotu.:diabloti: A Ty tylko krzyknąłeś. :shake: Nie przejmuj się. I tak jesteś moim bohaterem. :loveu: A co śmiał biec w twoją stronę. Bejsbolem go! Bezczelny, rozwydrzony, bezstresowo wychowywany bachor. Wybić wszystko ustrojstwo, bo plaga jakich mało. :roll:

A potem się dziwmy, że nikt nie lubi pieseczków. :evil_lol: Ciekawe dlaczego? :lol:


A propo dzieci i psów. Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją nie do opanowania.
Mam pieska. Małego, ślicznego, w czerwonej obróżce. Słodkiego. :loveu: Błyszczącego. :-) Pikanterii dodaje fakt, że mieszkam koło przedszkola. Często na spacerach widuję/mijam małe dzieci. W różnych ilościach (pies oczywiście przy dzieciach jest na smyczy). Często słyszę miłe komentarze. Bardzo rzadko dorosły straszy "uważaj, bo Cie ugryzie". Kilka razy padło zapytanie o możliwość pogłaskania. Dziecko zapytało. Dzieci, biegnących na mnie w "misji samobójczej" (z rozwianym włosem, piskiem i wyciągniętymi rączkami) do psa nie widziałam. Ani z tym psem, ani z poprzednim. A dobrych naście lat psy mam. Nie wiem co robię nie tak? :shake::placz:Może powinnam mieć słodkiego BIAŁEGO pieska?
Codziennie chodzę zaprowadzać swoje dziecko do przedszkola. W szatni (bo za zgodą pani Dyrektor wchodzę zimą z psem na ręku do środka) jest mnóstwo dzieci. Naprawdę dużo. I nigdy, przenigdy, żadne dziecko nie rzuciło się na mojego psa. To przedszkole z oddziałami integracyjnymi. Dzieci są różne. I naprawdę maluchy zachowują się wspaniale. :multi: Nigdy nie czułam się zagrożona z powodu ..... dziecka. :cool1:

Posted

N&N napisał(a):
Gdzie Wy widzicie te "plagi bachorów"? :crazyeye: Atakują, zapędzają w kąt, nie dają żyć, pchają się z łapami, piszczą....:shake: Niesamowite. Niektóre są o taaakie wieeeelkie, mają może z 5 lat. :diabloti: Coś strasznego! Golson, powinieneś był w obronie szczeniaczka zawalić dzieciakowi / vel bachorowi z kopa. Z wyskoku i z półobrotu.:diabloti: A Ty tylko krzyknąłeś. :shake: Nie przejmuj się. I tak jesteś moim bohaterem. :loveu: A co śmiał biec w twoją stronę. Bejsbolem go! Bezczelny, rozwydrzony, bezstresowo wychowywany bachor. Wybić wszystko ustrojstwo, bo plaga jakich mało. :roll:

A potem się dziwmy, że nikt nie lubi pieseczków. :evil_lol: Ciekawe dlaczego? :lol:


To napięcie, stpniowanie emocji, ilość emotek... Urzekająca 'histeria'... :sg168:

Sama ją wymyśliłaś czy ktoś Ci pomagał?

Posted

No, koło mnie zdarzają się... dzieci, które biegną z piskiem, żeby pieska wystraszyć i pogonić, zabawa taka. Widziałam też, jak czteroletni chłopczyk kopnął chorego gołębie, bo nie uciekał.

Posted (edited)

Cieszę się, że Ci się podoba. :-) To może teraz odniesiesz się do drugiej części posta?

Golson, jak wymagamy kultury od kogoś, to miło byłoby samemu ją zachować. :-) Ot, tak, dla przyzwoitości.
Wyzywając czyjeś dzieci musisz się liczyć z tym, że i o Tobie ktoś wyrazi się niecenzuralnie. Są słowa gorsze niż "bachor". :evil_lol:
Za zachowanie dziecka odpowiada rodzic. :-) Proponowałabym z nim rozmawiać/wrzeszczeć na niego/, a nie na malucha. Nawet jak wyskakuje z zaskoczenia z wejścia do sklepu oddalonego o kilka metrów.

Na mnie nie napadają krwiożercze dzieci z mordem w oczach. Nie wiem, może to kwestia za mało słodkiego pieseczka? Albo mojej groźnie wyglądającej, niewysokiej i szczupłej sylwetki? Widocznie tym wzbudzam w maluchach respekt. :eviltong:

Edited by N&N
Posted

Golson napisał(a):
Dziwna logika, w której odpowiedzialność za dziecko i jego zachowanie ceduje się na obcą osobę.

nie bierzesz odpowiedzialności za dziecko tylko za swojego psa. to w Twojej kwestii jest sprawienie, aby Twój pies nie stanowił zagrożenia dla otoczenia, ot chociażby dla biegających i piszczących dzieci. oczywiście, ze dziecko nie powinno lecieć do psa z rękami, przebiegać koło niego, piszczeć, pchać się na psa, przejeżdżać rowerem, ale... takie rzeczy się zdarzają. i mając tę wiedzę tak musisz pokierować swoim psem, żeby nikomu nie zrobił krzywdy.
już pomijając dzieci, ale osoba dorosła, spokojnie przechodząca może np. poślizgnąć się i upaść tuż koło Twojego psa albo może być chora na padaczkę i dostać ataku tuż obok. to sytuacja niecodzienna, pies może się przestraszyć, ale nie ma prawa takiej osoby zaatakować.

a już pomijając w ogóle wszystko inne, całe wychowanie poprzedniego pokolenia nie pozwalające na bieganie koło psów, to jak powinno być, kto powinien za kogo być odpowiedzialny, kto kogo wychowywać, kto jeździć samochodem to różnica jest taka, że nikt nie zabije dziecka za podbiegnięcie do psa, ale jak ten pies ugryzie to może zostać zabity. trzeba to też brać pod uwagę i chronić swoje zwierzątko, a nie patrzeć na to, kto powinien dziecka pilnować.

Posted

Dla mnie problem dzieci istnieje i to nie tylko względem ich stosunku do psów. Bardzo zmieniły się ostatnio modele wychowywania dzieci, wnioski wysnuwam nie tylko na podstawie obserwacji obcych dzieci ale także tych wśród rodziny i znajomych. Dzieciom dużo więcej wolno - stają sie świętymi krowami uzbrojonymi w tablety i smartfony bądź dziećmi "natury" którym pozwala się na wszystko bo nie można zaburzać naturalnych etapów rozwoju i korygować "dzikich" zachowań. To wszystko sprawia, że zaczynam czuć głęboką niechęć do dzieci dla których dorosły to jedynie podnóżek i obiekt na którym można wymóc kolejne zachcianki.
Ja nie widzę problemu w zwracaniu uwagi obcym dzieciom. Nie będę się niuńkać jak widzę głupie zachowania, próby przywalenia psu lub zachowania destrukcyjne gdzie ktoś z pieskiem staje się chwilową atrakcją dla dziecka a zarazem chwilą wytchnienia dla rodzica. Tak samo zwrócę uwagę jak dzieciak będzie kopał nogą w krzesło na którym siedzę, niszczył moje rzeczy, odzywał się niegrzecznie czy właził do przebieralni w której ja aktualnie stoję bez spodni. Jeśli rodzic jest niewydolny wychowawczo to nie będę zaprzątać sobie głowy skargami kierowanymi w jego stronę a uwaga zostanie w trybie natychmiastowym zwrócona jego dziecięciu.

Posted

badmasi napisał(a):
Dla mnie problem dzieci istnieje i to nie tylko względem ich stosunku do psów. Bardzo zmieniły się ostatnio modele wychowywania dzieci, wnioski wysnuwam nie tylko na podstawie obserwacji obcych dzieci ale także tych wśród rodziny i znajomych. Dzieciom dużo więcej wolno - stają sie świętymi krowami uzbrojonymi w tablety i smartfony bądź dziećmi "natury" którym pozwala się na wszystko bo nie można zaburzać naturalnych etapów rozwoju i korygować "dzikich" zachowań. To wszystko sprawia, że zaczynam czuć głęboką niechęć do dzieci dla których dorosły to jedynie podnóżek i obiekt na którym można wymóc kolejne zachcianki.
Ja nie widzę problemu w zwracaniu uwagi obcym dzieciom. Nie będę się niuńkać jak widzę głupie zachowania, próby przywalenia psu lub zachowania destrukcyjne gdzie ktoś z pieskiem staje się chwilową atrakcją dla dziecka a zarazem chwilą wytchnienia dla rodzica. Tak samo zwrócę uwagę jak dzieciak będzie kopał nogą w krzesło na którym siedzę, niszczył moje rzeczy, odzywał się niegrzecznie czy właził do przebieralni w której ja aktualnie stoję bez spodni. Jeśli rodzic jest niewydolny wychowawczo to nie będę zaprzątać sobie głowy skargami kierowanymi w jego stronę a uwaga zostanie w trybie natychmiastowym zwrócona jego dziecięciu.

Jasne że tak. Tylko że między zwrócenie uwagi a darciem się jak dla mnie jest przepaść. Bo mam wrażenie ze dla niektórych to jest wybór albo pozwolić gnębić psa albo wydrzeć się. I nic między

Posted

PaulinaBemol napisał(a):
Jasne że tak. Tylko że między zwrócenie uwagi a darciem się jak dla mnie jest przepaść. Bo mam wrażenie ze dla niektórych to jest wybór albo pozwolić gnębić psa albo wydrzeć się. I nic między

Zgadzam się - jeśli jest czas i szansa na negocjacje. Bywają jednak sytuacje, fakt że nie częste że nie ma czasu na wygłoszenie formułki grzecznościowej bo zanim wydukasz "przepraszam drogie dziecko...." to owo dziecko już będzie wisiało na psie. Prosty komunikat niekoniecznie wypowiedziany szeptem zadziała szybciej i skuteczniej.

Posted

Śmieszy mnie narzekanie na obecne dzieci czy młodzież. Że niewychowane, rozpuszczone, że "bachory". Przepraszam bardzo ale kto nowe pokolenia wychowuje jak nie my sami? Jak myślicie skąd się biorą te nowe modele wychowania, skąd się bierze wpływ mediów, kto to wszystko kształtuje i tworzy? Starsze pokolenia- te które potem najgłośniej się drą, że młodzież dzisiaj jest be i fe!

Darcie ryja na dziecko nie pomoże. No może krótkofalowo. Ale jednocześnie nauczy dziecko że darcie ryja to nic złego. A stąd już prosta droga do tego aby dziecko samo zaczęło drzec ryja. I to z kolei prowadzi do jeszcze większego darcia ryja u tych co nigdy niby młodzi nie byli, nie robili nic głupiego, ba nawet nie zetknęli się z bulwersującymi zachowaniami ze strony swoich rówieśników. Błędne koło innymi słowy.


I zgadzam się z jednym- jak ma się problem to się idzie do rodziców. Ja osobiście jestem pozbawiona szacunku do dorosłych osób, które wykorzystują swoją wyższość do gnojenia dziecka, nawet jeśli to dziecko wcześniej coś im zrobiło. Rozumiem zwrócenie uwagi typu "nie bij psa, bo go to boli i może ugryźć". Rozumiem złapanie dziecięcej rączki wędrującej w kierunku psa. Ale darcie mordy?

Hitem jest dla mnie tłumaczenie właścicieli psów negatywnego zachowania swoich zwierzaków tym, ze "dziecko koło psa przebiegło", "dziecko koło psa przejechało na rowerku", "dziecko koło psa zaczęło szurać butami". Psa trzeba umieć wychować tak, żeby ignorował pewne zachowania. A jeśli nie umie się go tego nauczyć to należy zaopatrzyć się w odpowiednie środki zapewniające nad nim kontrolę. Dziecko to dziecko, nie wymagajcie żeby zachowywało się jak robocik, doskonale wiedziało jak należy odnosić się do psa do tego stopnia że musiałoby np. rezygnować z kopania piłki na podwórku bo akurat obok może przechodzić pani X z psem, którego drażni to że piłka przeleci koło niego.

Ja na przykład nie wiem jak się należy zachowywać w obecności koni i gdyby konie łaziły po ulicy i coś w moim zachowaniu wywołało ich negatywną reakcję to autentycznie bym wybuchła smiechem gdyby ktoś mi zarzucił, że powinnam była wiedzieć, że tak nie należy robić.

To że my mamy psy nie oznacza, że reszta społeczeństwa ma się do nas dostosowywać, uczyć psiej mowy ciała, przewidywać że pies może zrobić to czy siamto.
Wydaje mi się że niejeden psiarz uważa się za nie wiadomo jak empatycznego człowieka a w rzeczywistości jest egoistą wpatrzonym tylko w koniec nosa swojego sierściucha.

Posted

N&N napisał(a):
Wyzywając czyjeś dzieci musisz się liczyć z tym, że i o Tobie ktoś wyrazi się niecenzuralnie. Są słowa gorsze niż "bachor". :evil_lol:


Nie wyzywam niczyich dzieci. Stwierdzam fakt. Niewychowane dziecko to zwyczajny bachor i tyle w temacie.

N&N napisał(a):
Za zachowanie dziecka odpowiada rodzic. :-) Proponowałabym z nim rozmawiać/wrzeszczeć na niego/, a nie na malucha.


Następnym razem czy to w sytuacji gdy dziecko biegnie pod samochód czy też w kierunku jakiegokolwiek psa zwrócę się w stylu "Szanowna Pani, czy zechciała by Pani poświęcić kilka sekund gdyż Pani dziecko właśnie wbie... o przepraszam, już nie wbiega, właśnie odjechało na masce tamtego pojazdu..."

N&N napisał(a):
Nawet jak wyskakuje z zaskoczenia z wejścia do sklepu oddalonego o kilka metrów.


Czytanie ze zrozumieniem się kłania. Ewentualnie wizyta u okulisty/optometrysty. Optometrystke masz niedaleko, w poniedziałki i środy w izabeli przyjmuje, może zorganizować Ci jakąś zniżkę na zachętę?

N&N napisał(a):
Na mnie nie napadają krwiożercze dzieci z mordem w oczach. Nie wiem, może to kwestia za mało słodkiego pieseczka? Albo mojej groźnie wyglądającej, niewysokiej i szczupłej sylwetki? Widocznie tym wzbudzam w maluchach respekt. :eviltong:


Z tym "słodkim pieseczkiem" to jakiś kompleksik? :evil_lol: Powtarzasz to co chwilę...

Posted

maartaa_89 napisał(a):

Darcie ryja na dziecko nie pomoże. No może krótkofalowo.

No przecież o tą właśnie krótkofalowość chodzi, nikt nie zamierza wychowywać cudzych dzieci. To jest obliczone na szybki efekt.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...