Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Beatrx napisał(a):
jak widać na tym wątku nie każdy:diabloti: no chyba, ze ktoś specjalnie robi z siebie idiotę:cool3:


noo...nie specjalnie:)))
co wiecej: niektorym sie wydaje, ze robia z wszystkich idiotow, a nie ze z siebie:)))

Posted

Vectra napisał(a):
Anusia , jest 13,30 ..... a na trzeźwo to z tobą ciężko pląsać :cool3:


:evil_lol:

bierz się za tą weselną wódę :razz:



btw fakty? Jakie te fakty są? Takie, że seterki stróżują a kierowcy pksu kocyki rozdają? No litości ;)

Posted

fakty są takie, że kolczatka nie powinna iść w parze z rowerem. oraz takie, że argument 'bo to dobek', to nie argument. no i faktem jest też to, że na ostatnich paru stronach, co rusz kolejna osoba stwierdzała to samo na temat Amber ;)

Posted

asiak_kasia napisał(a):
:evil_lol:

bierz się za tą weselną wódę :razz:



btw fakty? Jakie te fakty są? Takie, że seterki stróżują a kierowcy pksu kocyki rozdają? No litości ;)


no ladnym, grzecznym pieskom czasem rozdaja:)

Posted

[quote name='marmara_19']A siadac/lezec na komende potrafi? Ma jakis kocyk, ktory potraktuje jako swoje miejsce? Kaganiec na gebe- wymagane w pkp i autobusach, i wymusisz polozenie sie. Nie ma, ze boli.. Jak zna komende ale nie chce wykonac albo ja zrywa to w leb walnac.. Ja bym sobie nie pozwolila na takie zachowanie psa...

I jade pozniej gdzies pociagiem i ludzie maja "ale" po doswiadczeniach po podrozy z ww bokserkiem...

No ale moje psy sa jakies "dziwne" bo sa grzeczne. Nawet nowa 7 letnia sucz sie dostosowala...

Mozna psa uczyc, po dobroci. Ale u mnie czasami psy cos MUSZA nawet jesli nie chca. Sorry, takie zycie...

Zna komendę i ją wykonuje a starając się ją skupić na smaczku wydłużam czas spokojnego siedzenia wśród tylu ekscytujących ludzi i rzeczy. Mój pies też wiele "musi" ale nie wykonuje tego z obawy przed oberwaniem ode mnie. Odniosłam wrażenie jakbyś twierdziła, że pozwalam na wszystko rozbrykanemu pieseczkowi. Gdyby tak było to bym tu nie pisała o problemie. ;)

Nie wiem, czy serio pisałaś ale ja na pewno nie będę bić (7 miesięcznego) psa (tym bardziej po głowie) że zerwał komendę. Dla mnie takie zachowanie właściciela wobec psa jest niedopuszczalne. Od razu mi się to kojarzy z właścicielami co biją psy bo nie podeszły na zawołanie....

Jestem odpowiedzialnym właścicielem i jak do tej pory nikt nie miał "ale" (z wyjątkiem faceta, którego mój pies nawet końcówką ogona nie dotknął - widocznie nie podobało mu się że pies jedzie pociągiem).

Nie ciumkam pieseczkowi, nie rozczulam się i nie pozwalam na wszystko. Pies nie jest w stanie swoim zachowaniem wyprowadzić mnie z równowagi. Bo ja jego niechcianych zachowań nie biorę do siebie a znacznie bardziej się wyciszam i skupiam na egzekwowaniu posłuszeństwa. Jestem osobą bardzo zdeterminowaną by osiągnąć założone cele. Dlatego szukam rozwiązań bo obecne metody przynoszą skutek ale jak dla mnie zbyt wolno (aczkolwiek za każdym razem jak wsiadamy do pociągu to jest lepiej).

Motyleqq u nas jest trochę inaczej bo gdy ktoś pogłaska młodą to ona już się nakręca na zabawę z człowiekiem. Do tego lubi się bawić skacząc na kogoś.... Mimo, że od małego ja jej nigdy na to nie pozwalałam, ignorowałam, kończyłam zabawę itd... Wypleniłam już to zachowanie jak np trzymam zabawkę w ręce to siedzi. Z dala jak widzi ludzi i chce się witać to też wie, że musi usiąść. I często już robi to z automatu bez komendy. Ale ona straszliwie kocha obcych i właśnie staramy się nauczyć panowania nad sobą pannicy. Bo to jest problemem w pociągu. Gdyby ludzie jej tak nie ekscytowali to by leżała grzecznie.

Evel ja nie unikam pociągów bo minimum raz w tygodniu musimy wracać pociągami. Mi chodziło o unikanie niechcianego nakręcania się. Ja już kilkakrotnie podkreślałam, że to nie jest agresja a jedynie ekscytacja psa nad aktywnego. Z tym ostrzejszym równaj jest problem w pociągu bo nie mamy gdzie się przejść by to zastosować. W terenie to ją uspokaja ale pociągi często są zapchane. Sintra bawi się ze mną, aportuje, lubi zabawki i lubi smaczki ale w stanie nakręcenia to już jej nie interesuje. Aczkolwiek już powolutku widzę lekką zmianę, że ta właśnie wcześniej wspomniana kiełbaska ma na nią "dobry" wpływ. Zabawki w takim momencie przyspieszają położenie się młodej na podłodze i wierzganie do czego nie chcę właśnie dopuszczać.

Na szkolenie idziemy ale dopiero na wiosnę a do tego czasu pracujemy same. Trochę czasu spędziłam już na psiej tresurze więc sobie radzimy. Dziś np udało mi się ją słownie powstrzymać od podbiegnięcia do zachęcającego do zabawy psa. Więc postępy są.

Ale wolę poszukać różnych metod a nie tylko ślepo iść z zadartym nosem i uważać, że to co już potrafię jest najlepsze na świecie. I tak jak pisała Vectra szukam idealnych metod dopasowanych do mojego szaleńca - bo uważam że to jest najlepszy sposób na mojego psa. Nie idę jedną ścieżką bo widzę że w jednym problemie trzeba na smaczki a w innym przypadku muszę ostrzej.

Może na dalszą dyskusję lepiej iść na wątek oszołomka co by tu off topa takiego nie robić. ;)

Posted

już pisałam i powtarzać będę ... nadpobudliwy pies , musi mieć cykl nauczania stosowny , do jego pobudzania.
Metoda " w łeb " nie działa na każdego ... no chyba że umiemy wykonać awersję , bez podniesienia u siebie ciśnienia.
Moją Klementynę kręciło wszystko , zresztą do dziś ją kręci ... jak ktoś się emocjonuje :diabloti: i o to walczy swoim prostackim zachowaniem.
I mam ogromny ubaw , jak szmaci niejednego szkoleniowca z internetu.

Na jej przykładzie , zaczęłam wnikliwiej obserwować rodzaje podniet u braku kontroli w emocjach.
I tak powiem , że sporo psów doskonale kontroluje te szalone emocje .... znaczy pozbawia kontroli nas samych na nasze emocje.

7 miesięczny zwierzak , który jest rasy jakiej jest ... no trudno wymagać by na już , zaczął być flegmatycznym intelektualistą.
I tak nie do końca jest , że ktoś super , hiper ogarnął psa z emocjami w 2 lata ... psy też dorastają ;) i bywa że ich usposobienie ogarnia się samo.
Oczywiście nie można pozostawić idioty bez prób nauczania go kontroli nad sobą , bo to wróży duże kłopoty.

Różnica między 7 miesięczną Klementyną jak do mnie trafiła i obecnie mającą 7 lat , na pozór nie ma różnicy.
A serio jest ... tylko jej intelekt nabrał nieco dorosłości i lepiej umie rozpoznawać zabawki ;)

warto dodać , że zaraz anusia wyjmie ze 3 wyrazy z mojej wypowiedzi i będzie się pławić że jej dupa jest wyżej ...

Posted

Franca, przegladnelam wasz watek.. Niby chcesz dobrze a nie wiesz jak to psu pokazac... Czasem trzeba psa " w leb walnac" zeby go skupic na sobie.

Proponuje spotkanie z dobrym szkoleniowcem... Takim, ktory potrafi walnac kolcami jak i klikac klikerem...

Bo czytajac wasz watek widac psa, ktory robi z wlasciciel co chce a wlascicielowi czasem sie wydaje, ze czegos wymaga od psa..

= piesek ma Cie w dooopie.

Nie jestem z tych co psy katuja.. Ale zastosowanie awersji czesto jest konieczne. Ale jak napisala Vectra- trzeba umiec sprzedac psu kopa zeby nie skojarzyl tego "buta" z noga wscieklego wlasciciela ;)


Widac tez duzy brak konsekwencji....

Szkolenie, dobry szkoleniowiec. Najlepiej osoba, ktora startuje z psem w zawodach. "sportowcy" czesto trenuja pieski i ich wlascicieli. Potrafia byc stanowcziy, konsekwentni jak i zastosowac w dobrym momencie awersje.


Ale ale.. nie wyobrazaj sobie, ze na pierwszym spotkaniu podczas nauki pies dostanie z kolcy.. Podczas nauki nawet nie mozesz sie zezloscic na pieska, krzyknac, szarpnac smyczka, naprezyc smyczki, czy tez pwoiedziec psu, ze cos zle zrobil- bo za to kolcami dostaniesz Ty od dobrego trenera ;)

Posted

walenie w łeb , to nie koniecznie oznacza - używanie przemocy fizycznej , w sensie wymachiwania rękami ;)
czasem po prostu warto psa zatrzymać rękoma , w miejscu ... i to miała Marmara na myśli.

Przytrzymanie ze stoickim spokojem , ale z tonem wzroku nie znającym sprzeciwu - działa cuda.
Grunt , to nie demonizować i nie ubarwiać , że awersja to przemoc.

Tym bardziej , że środowisko jak sama Franco piszesz , nie ułatwia Ci opowiadania psu , o co chodzi z tym olewaniem świata.
Kwestia inna , że taki piesek zaczarowany na smakołyk , wywołuje w opinii publicznej fale ekscytacji i chęci ciumciania.
Natomiast skarcenie psa , bez użycia dodam siły , przemocy , bólu i cierpienia - karci i durnych ludzi.

Posted

Vectra napisał(a):


Przytrzymanie ze stoickim spokojem , ale z tonem wzroku nie znającym sprzeciwu - działa cuda.
Grunt , to nie demonizować i nie ubarwiać , że awersja to przemoc.


no i wychodzi jednak na to, że nie jestem taka pozytywna :cool3:

Posted

motyleqq napisał(a):
no i wychodzi jednak na to, że nie jestem taka pozytywna :cool3:

problem z Tobą to jest taki ,że w skrajności popadasz i nie za bardzo chcesz czy umiesz , spojrzeć obiektywnie poza swoje ramki.

Teraz piszesz , że nie jesteś pozytywna .. a tam za chwile będziesz walczyć , że wolisz dłużej bez przymusu ... celowo używam słowa PRZYMUS , bo to słowo można ubrać w demony.

Posted

Jezu, ale niektórzy to już by dziewczynie kolce proponowali, bez przesady, korektę można zrobić i na szerokiej, parcianej obroży!

U mojego wariatuńcia sprawdzają się proporcje 90% tak niemodnych tu smaczków, zabawy i tiutiania do pieseczka, a 10% awersji w postaci szarpnięcia smyczą i unieruchomienia/uniemożliwienia wykonania danej czynności, albo jeśli do psa nic nie dociera to wycofanie się z sytuacji. Przy większości młodych, kochających wszystko psiaków, które te smaczki i tiutianie uwielbiają te 10% spokojnie wystarczy, żeby im pokazać, co się bardziej opłaca. Albo będzie po mojemu, z masą radości i nagrodami, albo nie będzie wcale, czyli będzie nudno.

Tylko zakładam, bo takie znam boksery, że to nie jest pies wrażliwy na karcenie i korekta smyczą nie zrujnuje mu psychiki. ;)

Posted

Vectra napisał(a):
problem z Tobą to jest taki ,że w skrajności popadasz i nie za bardzo chcesz czy umiesz , spojrzeć obiektywnie poza swoje ramki.

Teraz piszesz , że nie jesteś pozytywna .. a tam za chwile będziesz walczyć , że wolisz dłużej bez przymusu ... celowo używam słowa PRZYMUS , bo to słowo można ubrać w demony.


nie, napisałam tak, bo wiele osób myśli, że pozytywna oznacza wieczne ciumkanie do psów :) a tak nie jest.

i tak, wolę dłużej, ale bez takiej awersji, jak kolczatka czy co tam innego. przytrzymanie psa w miejscu też można nazwać awersją, ale dla mnie to po prostu uniemożliwienie zrobienia czegoś i tyle. i owszem, robię tak ;)

Szura, ja uniemożliwienie czy wycofanie się z sytuacji nie uważam za awersję. i nie tylko ja, zawodowi szkoleniowcy 'pozytywni' również

Posted

Szura, ja uniemożliwienie czy wycofanie się z sytuacji nie uważam za awersję. i nie tylko ja, zawodowi szkoleniowcy 'pozytywni' również


Ja też nie, nie rozdzieliłam dostatecznie awersji-korekty od reszty. :) No ale tiutianie, piłki i smaczki to nie są, dlatego dałam w tej mniej radosnej części. ;)

Posted

Ja nie rozumiem jednego: dlaczego jak tylko ktoś się w tym wątku przyznaje,że daje sobie radę z psem pozytywnie,to jest zazwyczaj wyśmiewany (ew.dowiaduje się,że żadna jego w tym zasługa bo prostu ma łatwego psa)? Czy naprawdę tylko ja uważam,że to nie wstyd,a raczej zaszczyt,że ktoś 100% pozytywnie daje sobie radę z psem? Takim ludziom powinno się gratulować,a w tym wątku są wyśmiewani lub bagatelizowani.To jest rąbnięte.

Posted

Szura napisał(a):
Jezu, ale niektórzy to już by dziewczynie kolce proponowali, bez przesady, korektę można zrobić i na szerokiej, parcianej obroży!

U mojego wariatuńcia sprawdzają się proporcje 90% tak niemodnych tu smaczków, zabawy i tiutiania do pieseczka, a 10% awersji w postaci szarpnięcia smyczą i unieruchomienia/uniemożliwienia wykonania danej czynności, albo jeśli do psa nic nie dociera to wycofanie się z sytuacji. Przy większości młodych, kochających wszystko psiaków, które te smaczki i tiutianie uwielbiają te 10% spokojnie wystarczy, żeby im pokazać, co się bardziej opłaca. Albo będzie po mojemu, z masą radości i nagrodami, albo nie będzie wcale, czyli będzie nudno.

Tylko zakładam, bo takie znam boksery, że to nie jest pies wrażliwy na karcenie i korekta smyczą nie zrujnuje mu psychiki. ;)



Mój kochany pieseczek jest myśliwym i przebiegłą mendą, a jedyne - podkreślam - JEDYNE, co w jakikolwiek sposób na niego działa, to właśnie smaki. Byłam z nim teraz na długaśnym szwędaniu po lesie i skałkach i uwierzcie - na motyw "wracaj tu i nie ganiaj w kółko jak debil, bo cię zapnę i skarcę" nie przyszedłby nijak :cool3: za to na słodziachne CIUCIUCIU, CHODŹ TU, CO JA MAM i dźwięk rozpinanego zamka saszetki - przyleciał ze zwieszonym jęzorem. a biegał z haszczakiem po krzaczorach, czyli odwołałam go od czegoś, co kocha najbardziej.


aussie&husky napisał(a):
Ja nie rozumiem jednego: dlaczego jak tylko ktoś się w tym wątku przyznaje,że daje sobie radę z psem pozytywnie,to jest zazwyczaj wyśmiewany (ew.dowiaduje się,że żadna jego w tym zasługa bo prostu ma łatwego psa)? Czy naprawdę tylko ja uważam,że to nie wstyd,a raczej zaszczyt,że ktoś 100% pozytywnie daje sobie radę z psem? Takim ludziom powinno się gratulować,a w tym wątku są wyśmiewani lub bagatelizowani.To jest rąbnięte.


mi akurat NIKT nie powie, że mam łatwego psa - łatwy to jest lab TŻ-ta (tylko tyle, że nieświadom swojej masy), a mój gnojek to parszywiec, łupowy łowca, stróż - ale przy okazji inteligentny. mimo to - awersyjne metody, nawet jeśli PRÓBOWAŁAM je stosować (bo zaraz ktoś mi powie, że moje karcenie na smyczy to pieprzenie się, a nie metody awersyjne) to one NIGDY, podkreślam - N I G D Y nic nie dały. pies wygrzebuje skarby ze śmietnika (no, eko-śmietnika, 'komunalny' zabezpieczony) przy każdej okazji i jak tylko wejde do domu, to wiem, że nabroił - lezie z ogonem między nogami, przeprasza, ja go zbesztam, zwyzywam od najgorszych mend i każę iść won do siebie.

i co to daje?

N I C, po prostu ostatnio lepiej zakitrał kawałek kartonu po mleku z nadzieją, że się nie zorientuję :loveu:


za to kiedy wywalałam na jego oczach te śmieci na ziemię i odchodziłam, a on ich nie trącał poza ewentualnym niuchem, to dostawał żwacza - i tego dnia mogłam te śmieci tak zostawić, a jedyną konsekwencją byłoby to, że TŻ mnie wy*******i z domu za syfiarstwo :loveu:

Posted

Pani Profesor napisał(a):
Mój kochany pieseczek jest myśliwym i przebiegłą mendą, a jedyne - podkreślam - JEDYNE, co w jakikolwiek sposób na niego działa, to właśnie smaki. Byłam z nim teraz na długaśnym szwędaniu po lesie i skałkach i uwierzcie - na motyw "wracaj tu i nie ganiaj w kółko jak debil, bo cię zapnę i skarcę" nie przyszedłby nijak :cool3: za to na słodziachne CIUCIUCIU, CHODŹ TU, CO JA MAM i dźwięk rozpinanego zamka saszetki - przyleciał ze zwieszonym jęzorem. a biegał z haszczakiem po krzaczorach, czyli odwołałam go od czegoś, co kocha najbardziej.


Nie znam NIKOGO (nikogo, kto choć trochę siedzi w temacie, a nie pana Zdziska z dołu, który wie wszystko), awersyjnego czy nie, kto uczyłby psa przywołania karceniem, a nie pozytywnym wzmocnieniem, więc też radzę trochę poszerzyć horyzonty ;)

Posted

Pani Profesor napisał(a):
mi akurat NIKT nie powie, że mam łatwego psa - łatwy to jest lab TŻ-ta (tylko tyle, że nieświadom swojej masy), a mój gnojek to parszywiec, łupowy łowca, stróż - ale przy okazji inteligentny. mimo to - awersyjne metody, nawet jeśli PRÓBOWAŁAM je stosować (bo zaraz ktoś mi powie, że moje karcenie na smyczy to pieprzenie się, a nie metody awersyjne) to one NIGDY, podkreślam - N I G D Y nic nie dały. pies wygrzebuje skarby ze śmietnika (no, eko-śmietnika, 'komunalny' zabezpieczony) przy każdej okazji i jak tylko wejde do domu, to wiem, że nabroił - lezie z ogonem między nogami, przeprasza, ja go zbesztam, zwyzywam od najgorszych mend i każę iść won do siebie.



Borze, masz łupowego psa, tak strasznie współczuje, to taka straszna i trudna cecha :placz: Mam wrażenie że ty jednak nie wiesz o czym piszesz ;)

Posted

dog193 napisał(a):
Nie znam NIKOGO (nikogo, kto choć trochę siedzi w temacie, a nie pana Zdziska z dołu, który wie wszystko), awersyjnego czy nie, kto uczyłby psa przywołania karceniem, a nie pozytywnym wzmocnieniem, więc też radzę trochę poszerzyć horyzonty ;)


to był skrót myślowy, przecież nie chodziło mi o to, że wołam psa i kiedy przyjdzie - to karcę, bo to debilizm w czystej formie. więcej pies nie wróci.

miałam na myśli to, że niektórzy idą po psa albo go gonią, zapinają na smycz i "kara, od teraz nie biegasz,skoro na chrupka nie przyszedłeś".

i to na moim też testowałam - nie zdało egzaminu NIGDY. musiało to po prostu trochę potrwać, zanim nauczyłam go 'odgłosów jedzenia', czyli słów, które mu się nieodłącznie kojarzą z żarciem - teraz przychodzi, bo ma pewność, że coś dla niego mam.

Posted

Pani Profesor napisał(a):
to był skrót myślowy, przecież nie chodziło mi o to, że wołam psa i kiedy przyjdzie - to karcę, bo to debilizm w czystej formie. więcej pies nie wróci.

miałam na myśli to, że niektórzy idą po psa albo go gonią, zapinają na smycz i "kara, od teraz nie biegasz". i to na moim też testowałam - nie zdało egzaminu NIGDY.

Ale piszesz to w opozycji do tych, którzy stosują awersję. Ludzie znający się na rzeczy tak nie robią.
Każdy mądry szkoleniowiec powie ci, jak nauczyć psa przywołania. I nie będzie to rada "biegaj za psem, złap go i za karę zapnij na smycz". Pozytywnych wzmocnień nie stosują tylko pozytywni szkoleniowcy.

Posted

Pani Profesor napisał(a):
to był skrót myślowy, przecież nie chodziło mi o to, że wołam psa i kiedy przyjdzie - to karcę, bo to debilizm w czystej formie. więcej pies nie wróci.

miałam na myśli to, że niektórzy idą po psa albo go gonią, zapinają na smycz i "kara, od teraz nie biegasz,skoro na chrupka nie przyszedłeś".

i to na moim też testowałam - nie zdało egzaminu NIGDY. musiało to po prostu trochę potrwać, zanim nauczyłam go 'odgłosów jedzenia', czyli słów, które mu się nieodłącznie kojarzą z żarciem - teraz przychodzi, bo ma pewność, że coś dla niego mam.


ale nie piszesz o awersji tylko o zupełnie czymś innym ;)

ja jestem zwolenniczką mieszania metod pozytywnych i awersyjnych czy też mówiąc prościej- uważam że najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Poprawnie użyta kolczatka to świetne narzędzie w przypadku psów u których stosowanie kolców jest konieczne. Bo nie zapominajmy że korekty można też psu dawać na zwykłej obroży, szelkach czy łańcuszku ;)

Niemniej gdy jedno zachowanie skarcimy natychmiast powinniśmy pokazać psu zachowanie zastępcze i bardzo wylewnie chwalić każdą mile widzianą reakcję.

Posted

ok, może mój błąd, ale jak wg. Was wygląda metoda przywoływania psa, jeżeli smaczki ma koło ogona, albo jest wyjątkowo krnąbrny i nieposłuszny? nie istnieje coś takiego jak awersyjna metoda 'oduczania uciekania', bo nie chce użyć słowa 'przywoływania'?

Posted

dog193 napisał(a):
Ale piszesz to w opozycji do tych, którzy stosują awersję. Ludzie znający się na rzeczy tak nie robią.
Każdy mądry szkoleniowiec powie ci, jak nauczyć psa przywołania. I nie będzie to rada "biegaj za psem, złap go i za karę zapnij na smycz". Pozytywnych wzmocnień nie stosują tylko pozytywni szkoleniowcy.

a co mi powie?:evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...