Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted (edited)

My na dzielnicy mamy bezdomnego psa , od prawie 3 lat .
Pies jest średni taki może 15kg , ludzie go dokarmiają , schronisko próbowało go łapać już kilka razy ale on teren zna lepiej od wszystkich więc nie mają szans .
Więc pies od 3 lat rządzi na dzielni , nie daje obcym ludziom przejść z psami (swoim daje), ugryzł już kilka osób , pogryzł wiele psów a nikt nie jest w stanie go złapać .
Z moją suką żył w zgodzie , schodził jej z drogi i nie podchodził , sielanka skończyła się jak przywiozłam psa .
Co podchodził do nas to warczał nad moim,kładł głowe , pokazywał swoje więc zaczęłam go odganiać i takie podejście zdarzało się bardzo coraz rzadziej .
Jak mój pies miał już rok biegał luzem pod blokiem w kagańcu , było bardzo późno pewnie koło 1 i nie spodziewałam się nikogo to na pewno ale ten bezdomny pies nas wyczaił i podszedł .
Nie panikowałam , stwierdziłam że mój ma kaganiec i jak w końcu sobie tego nie wyjaśnią to będę do końca życia musiała na niego uważać i czekałam co sie wydarzy .
Tamten podszedł jak zawsze warcząc i położył głowe na moim, mój już prawie dorosły pies się nie dał i wgniótł psa kagańcem w śnieg , musiałam trochę interweniować bo był wysoki śnieg i bałam się żeby pies się nie poddusił .
Od tej pory (minęło 8 miesięcy) psy się ignorują , jak bezdomny nas widzi nawet nie warczy, ignoruje i żyjemy sobie spokojnie jak nigdy .
Czasami warto zostawić psy same sobie , oczywiście mając pewność że to nasz wygra .
Chiłki sąsiada też już nas nie atakują , raz pozwoliłam psu je pacnąć łapą (chciał się bawić) .


Skoro to nic takiego to dlaczego pieski nie mogą sie poustawiać tak żeby to twój był troszkę powgniatany przecież nic mu się nie stanie etc. a ustalą hierarchię a tak co można ustalać hierarchię tylko z psami które będą niżej....:-oto zdanie najbardziej mnie szokuje

oba te psy spotykamy na spacerach. pierwszy juz nie podbija, bo sie dyga, a suka jakos tak zawsze jest szybko zapinana na smycz. nagle okazalo sie, ze sie da.

no dziewczynki hierarchie ustawiły jak się należy i po problemie

Edited by PaulinaBemol
  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

My mamy co prawda kundle, w tym naszego agresywnego, zdziczałego kiedyś Filipa. Zrobiliśmy kiedyś podobnie, jak Gops, raz zawiozłam moje dwa psy na działkę TŻ, na której normalnie były jego psy - moi chłopcy przez weekend tam we dwóch biegali, obwąchiwali, poznali teren, poczuli się u siebie. W następny weekend też pojechali - w kagańcach. Psy TŻ też były w kagańcach, cała czwórka zostałą puszczona luzem na znanym sobie terenie, żeby się poznali. Owszem, były spięcia, psy chodziły na sztwyno, ale po kilku godzinach i naszych interwencjach, gdy robiło sie zbyt ostro, psy zasnęły koło siebie z ustaloną hierarchią. Do tej pory, choć jeden z psów TŻ, dominujący w stadzie samiec, już nie żyje, psy mogą przebywać spokojnie razem wszędzie, razem mieszkać, razem spać, jedzą z jednej miski.
Tak samo robiliśmy ze znajomymi psami na osiedlu. Jedynie obcego psa tak bym nie zaryzykowała, bo po pierwsze nie wiem, jak sie zachowa, po drugie nie mam jak założyć mu kagańca, a po trzecie nie wiem, czy jest szczepiony.

Dodam, ze psy są małe lub średnie, ale pozwalamy im się tak "ustawiać" również z dużym psem, jeśli zajdzie taka konieczność. Przynajmniej wreszcie możemy spokojnie spacerować, bo Filip nie rzuca się na wszystko, co się rusza. Odkrył, ze zwykle ląduje pod spodem, wgnieciony w glebę i mu się to nie opłaca

Posted

ja pod pewnymi względami, pod kontrolą,znając psy nie widzę jakiej tragedii (choć uniknięcie tego byłoby lepszym wyjściem) tylko... ten tekst o pewności wygrania naszego psa. Skoro uważa sie że to nic złego, nikomu krzywda się nie dzieje dlaczego to nasz pies ma być na pewno zawsze w tej uprzywilejowanej pozycji.

Wolałabym żeby nic mi psa nie wgniatało tak jak próbuje i jego zapędy w tej kwestii ograniczać. Zwłaszcza że jest małym upierdliwcem przesladowcą i muszę powiedzieć że potrafi mnie tym tak wkurzać, że porządniejsze wgniecenie by może go troche kultury nauczyło :p

Posted

PaulinaBemol napisał(a):
Skoro to nic takiego to dlaczego pieski nie mogą sie poustawiać tak żeby to twój był troszkę powgniatany przecież nic mu się nie stanie etc. a ustalą hierarchię a tak co można ustalać hierarchię tylko z psami które będą niżej....:-oto zdanie najbardziej mnie szokuje

TTB nie da się wgnieść w ziemie ani zdominować poprostu , nie wycofa się choćby szedł na niego kaukaz, gdyby pies był silniejszy gryzły by się.
Ja go nie puszczam z psami by sobie cokolwiek ustalili , puściłam raz bo miałam dość tego odganiania i wyszło nam to wszystkim na dobre.
Nie przewiduje innej takiej sytuacji , a za psy podbiegające nie jestem odpowiedzialna .
Znam swojego psa, znam jego zachowania i większość potencjalnych zadym jestem w stanie przewidzieć i psa odwołać .

Posted (edited)

A ja nie pozwalam żadnej mojej suce kozaczyć. No chyba że chodzi o wydarcie mordy na psiego namolnego adoratora- wtedy jak najbardziej. Rozumiem też warczenie, szczekanie, kłapanie zębami, o ile jest uzasadnione (bo np. młody labrador wyskoczył z krzaków i przebiegł po rudej).

Raz pozwoliłam mojej suce i suce mojej kuzynki na ustalanie sobie relacji i co? od tego czasu suki żarły się z byle powodu, bo jedna weszła do pokoju, bo druga leżała na fotelu, albo bo na podłodze leżała smycz. Przy każdej możliwej okazji jedna próbowała drugiej spuścić łomot. Dopiero jak postanowiłam ostro się wziąć za ustawianie ich relacji na nowo to nagle się okazało że można je obie naraz przytulać, karmić i że nie muszą się żreć o to, że jedna przeszła pierwsza przez drzwi albo furtkę.

Więc ja w to ustawianie sobie przez psy hierarchii poprzez zamiatanie innym gleby uwazam za przyzwalanie na chamstwo w wykonaniu własnego psa.

Ale każdy robi to co uważa za słuszne


Za to nieraz użyłam drugiej suki do pogonienia wkurzających ją i mnie psów. Ale tutaj nigdy nie dopuściłam do bezpośredniej konfrontacji, zwykle samo pokazanie przez nią zębów i groźny warkot wystarczał.

Edited by klaki91
Posted

gops napisał(a):
TTB nie da się wgnieść w ziemie ani zdominować poprostu , nie wycofa się choćby szedł na niego kaukaz, gdyby pies był silniejszy gryzły by się.
Ja go nie puszczam z psami by sobie cokolwiek ustalili , puściłam raz bo miałam dość tego odganiania i wyszło nam to wszystkim na dobre.
Nie przewiduje innej takiej sytuacji , a za psy podbiegające nie jestem odpowiedzialna .
Znam swojego psa, znam jego zachowania i większość potencjalnych zadym jestem w stanie przewidzieć i psa odwołać .


nie da sie?
u nas na dzielni jest taki jeden zajebisty kozak cane corso, ktory nie musi sie gryzc, a nawet nie za bardzo probuje-urzadza sobie sparing i zalatwia rzecz silowo. i raz jak bylismy razem z moimi dziewczynami to podbil amstaff.

jak slysze "wgnieciony w ziemie" to widze te scene. ten pies sam zaczal, ale doslownie BLAGAL O LITOSC.

Posted

Tak tak, bo pieski mają baaardzo wyraźne zasady savior vivru, mhm :) I bardzo wyraźne poczucie cudzego chamstwa...
Jeśli pies kozaczy agresywnie, jak mój, co wynika z jego trudnej przeszłości, nie mam oporów, by inny, znany mi i odwoływalny pies wytarł nim glebę. Mój pies ma wiedzieć, na co moze sobie pozwolić, a na co nie, bo kiedyś wystartuje na kogoś, kogo nie będę znała i zamiast wsmarować go w grunt, pies przerobi go na tatara. Odrobina uległości na stare lata mu nie zaszkodzi.

Posted (edited)

a_nusia ja znam takiego tose największym kozakom wystarczy jak spojrzy :evil_lol: choć i byli podobno tacy co próbowali.....

a ja chce żeby mojego pieska jakiś piesek szybko nauczył odrobiny dystansu :eviltong: i nie prześladowani psich kupli. Przyznaje kiepsko mi to idzie chyba muszę zmienić technikę...kuście a w końcu puszcze go i niech się dzieje wola nieba...

Edited by PaulinaBemol
Posted

a_niusia napisał(a):
nie da sie?
u nas na dzielni jest taki jeden zajebisty kozak cane corso, ktory nie musi sie gryzc, a nawet nie za bardzo probuje-urzadza sobie sparing i zalatwia rzecz silowo. i raz jak bylismy razem z moimi dziewczynami to podbil amstaff.

jak slysze "wgnieciony w ziemie" to widze te scene. ten pies sam zaczal, ale doslownie BLAGAL O LITOSC.

To co innego skoro amstaf sam dobiegł , dla mnie to by było chamstwo jakby mój pies sam podbiegł i jakiegoś psa zaatakował .
A gdyby jednak podbiegł to zapadłabym się pod ziemie i zabrała psa jak najszybciej przepraszając.
Poprostu do jakiegoś ttb pdbiega pies i się rzuca większość ttb oddaje a nie ucieka .

Posted

PaulinaBemol napisał(a):


a ja chce żeby mojego pieska jakiś piesek szybko nauczył odrobiny dystansu :eviltong: i nie prześladowani psich kupli. Przyznaje kiepsko mi to idzie chyba muszę zmienić technikę...kuście a w końcu puszcze go i niech się dzieje wola nieba...


I właśnie z taką cichutką nadzieją puszczałam Patryka do laba TŻ-ta... że może w labie odezwie się honor i nie pozwoli na te kopulowanie, warczenie, przeganianie...niestety, marzenia :roll: a mój pieseczek dalej nie dostał od nikogo sugestywnej 'uwagi', że powinien trochę zejść z tonu. Oczywiście nie jestem chora psychicznie i nie puszczę go na obcego agresora, wiedziałam, że lab to pipka, ale nadzieja, że go lekko sprowadzi na ziemię jako starszy pies na swoim terytorium była... była :D

Posted

[quote name='Sybel']Tak tak, bo pieski mają baaardzo wyraźne zasady savior vivru, mhm :) I bardzo wyraźne poczucie cudzego chamstwa...
Jeśli pies kozaczy agresywnie, jak mój, co wynika z jego trudnej przeszłości, nie mam oporów, by inny, znany mi i odwoływalny pies wytarł nim glebę. Mój pies ma wiedzieć, na co moze sobie pozwolić, a na co nie, bo kiedyś wystartuje na kogoś, kogo nie będę znała i zamiast wsmarować go w grunt, pies przerobi go na tatara. Odrobina uległości na stare lata mu nie zaszkodzi.

A ja nie szukam terapeutów w postaci innych psów tylko sama sie biorę za uświadomienie mojego psa że się nie kozaczy. I uwaga!- jest to wykonalne


[quote name='Pani Profesor']I właśnie z taką cichutką nadzieją puszczałam Patryka do laba TŻ-ta... że może w labie odezwie się honor i nie pozwoli na te kopulowanie, warczenie, przeganianie...niestety, marzenia a mój pieseczek dalej nie dostał od nikogo sugestywnej 'uwagi', że powinien trochę zejść z tonu. Oczywiście nie jestem chora psychicznie i nie puszczę go na obcego agresora, wiedziałam, że lab to pipka, ale nadzieja, że go lekko sprowadzi na ziemię jako starszy pies na swoim terytorium była... była

miałam taki epizod w wychowywaniu mojej suki i przyniosło więcej szkód niż pożytku ;)

Posted

Unbelievable napisał(a):
sory, ale ciotę masz a nie TTB jeżeli nie próbuje gryźć. Nawet mój border pierwsze co to startuje z zębami jak jej się coś nie spodoba.


To w przypadku ttb i molosów brzmi bardzo śmiesznie, serio :lol: Te psy są świadome swojej siły, przewagi i jeśli są zrównoważone zazwyczaj ignorują natręta ile się da. Reagują dopiero, kiedy naprawdę już muszą.

PaulinaBemol napisał(a):
Skoro uważa sie że to nic złego, nikomu krzywda się nie dzieje dlaczego to nasz pies ma być na pewno zawsze w tej uprzywilejowanej pozycji.


Nie zawsze. Iwan miał starcie z 10 kg większym malamutem i prawie z psem w typie mastiffa tybetańskiego, tylko trochę mniejszym, na oko 50 kg, czyli też 10 kg więcej od Iwana (w sensie Iwan już na niego szedł w obronie Tori, ale kundel spieprzył).
Jak jechałam z Avril rowerem i zaatakował nas kilka kg większy od Avril i do tego kudłaty pies też nie reagowałam, tylko opierdzielałam gościa, Avril sobie radziła (nie gryzły się, Avril skutecznie się broniła), dopóki gościu w końcu nieudolnie psa złapał.
Trochę inna sytuacja, ale wczoraj Tekila została dwa razy wbita w ziemię przez psa dwadzieścia parę kilo, Tekila ma półtora. Nic jej się na szczęscie nie stało, wstała i pobiegła wystraszona do mojego TŻ, więc afery nie było. Chodzi mi o to, że to nie jest tak, że jak moje pieski mają przewagę to super spoko, a jak coś im się dzieje to tragedia.

Posted

Szura napisał(a):
Kocha wszystko i wszystkich, włącznie z agresorami, dopóki go nie udziabią w tyłek, wtedy szczeka oburzony, no bo jak to tak. :loveu:


Lenny przestał taki być jak podrósł ;)

Z tym "o ile nasz wygra", może być różnie. W zeszłym roku pojechaliśmy na domek. W lesie stoją sobie 3 domki ogrodzone siatką - w sumie zawsze byliśmy tam sami - jeden domek jest wynajmowany, drugi to własność mojego kolegi a trzeci stoi odłogiem ładnych parę lat - nikt tam nie przyjeżdża) Tym razem był mój Lenny (9kg pudel), lab mojego kuzyna (jakieś 45kg) i w domku wynajmowanym pies i suka goldenów (oba po około 35kg).
Szkoda nam było trzymać psy na smyczy - ani tamtym ludziom ani nam to nie pasowało, bo skoro teren ogrodzony, psy w miarę wychowane to co tam ;) a niech się ustawiają. lab kuzyna od razu się dogadał z tamtym samcem, dał się zdominować, wywalił się kołami do góry i było ok, z suką w ogóle nie było kłopotów bo ona do wszystkich się wywalała kołami.. ale mój Lenny.. no cóż.. myślałam, że będzie wgniatany w ziemię, a on nie dość że laba kuzyna sterroryzował tak, że ten się bał podejść do miski (jak byli szczylami to lab zawsze wyjadał z Lennego miski.. teraz już tak dobrze nie miał..) to jeszcze postanowił, że się nie da i mimo próśb i gróźb tamtego samca nadal uważał że to on rządzi.. był przy tym na tyle pewny siebie, że nawet symulowane ataki nie robiły na nim wrażenia.. raz się spięły i to wystarczyło, Lenny został królem wioski :P i to on wgniatał w ziemię goldena, ponad 3 razy cięższego od siebie psa..

Lenny chodził na trójmiejskie spacery TTB - nigdy nic mu się nie stało i powiem szczerze - bardziej ufam TTB niż innym psom, może właśnie dlatego że to psy pewne siebie i nie atakują bezsensu, tylko kiedy nie mają innego wyjścia - nie raz widziałam też starcia TTB na tych spacerach i był to lajcik w porównaniu do niektórych scysji mojego pudla z labem kuzyna (oczywiście mój pies zawsze wygrywa, bo lab to cipa straszna..) Mimo wszystko wychodzę z założenia, że jak będzie gorąco to Lenny spierniczy, bo jest szybki i zwrotny i jeśli chcę żeby psy razem biegały to nie widzę innego wyjścia jak dać im się ustawić - nie pozwalam jednak na to z psami obcymi, bez opiekunów lub na zwykłych spacerach, gdzie mój jest na smyczy i po prostu gdzieś sobie idziemy - tam nie widzę potrzeby żeby mój pies się zaprzyjaźniał z jakimś innym.

Posted

motyleqq napisał(a):
a ja uważam, że to bardzo dobrze jak pies nie startuje z zębami ;) i z tego należy się cieszyć, a nie z sytuacji odwrotnej

Też tak uważam. Zazwyczaj startują z zębami psy lękliwe. Moja collie to wlaśnie taka histeria, na wszelki wypadek woli "kłapnąć" zanim inny pies to zrobi.

Posted

A ja mam odwrotnie, wiem że jak mój pies się zaweźmie i postanowi już jakiegoś dominować to nie patrzę jakie ma szanse z innym psem tylko chronię i jego i tego drugiego psa bez względu na to ile waży. Lary potrafi próbować psa zmusić do pokazania brzucha, dosłownie potrafi wskoczyć psu na kark przednimi łapami i próbować go powalić, nigdy nie odpuszcza jeśli uzna że tak trzeba. Jeżeli trafi na drugiego takiego jak on to doskonale wiem jak to się skończy i wolę tego uniknąć dlatego skutecznie oduczułam go takich zachowań. Nie wolno mu i tyle, nauczył się psy które go drażnią ignorować, unikać i nie wchodzić z nimi w żadne relacje a jeśli zaczyna to każę mu odejść.
Nie mogę sobie pozwolić na to by z każdym nowo spotkanym psem ustalał w ten sposób relacje, to może być niebezpieczne. Wolę jak podejdzie i albo zacznie się bawić albo wycofa.

Posted

Fauka napisał(a):
A ja mam odwrotnie, wiem że jak mój pies się zaweźmie i postanowi już jakiegoś dominować to nie patrzę jakie ma szanse z innym psem tylko chronię i jego i tego drugiego psa bez względu na to ile waży. Lary potrafi próbować psa zmusić do pokazania brzucha, dosłownie potrafi wskoczyć psu na kark przednimi łapami i próbować go powalić, nigdy nie odpuszcza jeśli uzna że tak trzeba. Jeżeli trafi na drugiego takiego jak on to doskonale wiem jak to się skończy i wolę tego uniknąć dlatego skutecznie oduczułam go takich zachowań. Nie wolno mu i tyle, nauczył się psy które go drażnią ignorować, unikać i nie wchodzić z nimi w żadne relacje a jeśli zaczyna to każę mu odejść.
Nie mogę sobie pozwolić na to by z każdym nowo spotkanym psem ustalał w ten sposób relacje, to może być niebezpieczne. Wolę jak podejdzie i albo zacznie się bawić albo wycofa.

Ja też nie pozwalam na włażenie na obce psy. Collie choć cykor to ma takie pieski na których by sobie pokopulowała i zazwyczaj tą chęć wyraża takim głupim, cichym skamleniem. W domu suki czasem się ustawiają ale szetland czasami traci cierpliwość do kloca ładującego się na plecy i zaczyna warczeć wtedy wiem, że starą trzeba przepędzić bo kłaki mogą polecieć. Dlatego też cięzko stwierdzić jak dominowany pies się zachowa. Może mu się to nie spodobać i jatka gotowa.

Posted

[quote name='gops']
Czasami warto zostawić psy same sobie , oczywiście mając pewność że to nasz wygra .


W mojej opinii to też ryzykowne, bo musimy znać tego drugiego psa i ocenić, jak to wszystko wyjdzie. Z małymi psami różnie może być. Myślę, że ma też znaczenie płeć psów - o ile z samcami ustalanie hierarchii może mieć jakiś sens, o tyle suki miewają tendencje do robienia regularnych zadym o byle co i to nie tylko moja opinia. Także nawet jeśli znamy swojego psa i mamy co do niego pewność, że zachowa się tak czy siak to drugi pies może być niewiadomą.

Moja suka ma nierówno pod sufitem i zwykle jej nie pozwalam na żadne akcje (w wyjątkowych przypadkach pozamiatała jakimś maltańczykiem gwałcicielem czy odgoniła z warkotem sukę bigla, która chyba z pół roku się prosiła o porządny wpieprz - ale to raczej sytuacje podbramkowe, gdzie wiem, że moja prośba o odwołanie kopulującego albo drącego pałę pieska spełznie na niczym), w związku z tym nie chciałabym też, żeby jakiś pies ją 'ustawiał', bo nie widzę takiej potrzeby - co innego, gdyby psy miały razem mieszkać choćby dłuższą chwilę, co innego jak znam właściciela i wiem, że pies jest pod jego kontrolą. Zu miała raz spinkę o żarcie z młodą borderką i mimo tego, że ani przedtem ani potem nie widziałam mojej suki tak wkurw..., to wszystko odbyło się bez bezpośredniego użycia zębów - młodsza odpuściła. Zu nie pozwoli sobie, żeby jakiś pies na nią właził czy kładł na niej łapy, kłapie zębami i odstrasza, bo jest przewrażliwiona na swoim punkcie i nie cierpi fizycznego kontaktu z innymi psami, a ja nie widzę takiej potrzeby serio, bo jestem w stanie mojego psa słownie powtrzymać przed interakcją z innym psem.

[quote name='Sybel']Tak tak, bo pieski mają baaardzo wyraźne zasady savior vivru, mhm :) I bardzo wyraźne poczucie cudzego chamstwa...
Jeśli pies kozaczy agresywnie, jak mój, co wynika z jego trudnej przeszłości, nie mam oporów, by inny, znany mi i odwoływalny pies wytarł nim glebę. Mój pies ma wiedzieć, na co moze sobie pozwolić, a na co nie, bo kiedyś wystartuje na kogoś, kogo nie będę znała i zamiast wsmarować go w grunt, pies przerobi go na tatara. Odrobina uległości na stare lata mu nie zaszkodzi.

To Twoim zadaniem jest uświadomienie mu, jak powinien się zachować, a nie reszty świata. I o ile to się odbywa w gronie znajomych psów za przyzwoleniem wszystkich stron to spoko, ale czasem ludzie mają idiotyczne pomysły, żeby się pieski 'dotarły', pieski, które nigdy nie powinny mieć zostawionej "wolnej ręki" w tym temacie.

Zapominacie o jednym - psowate bardzo lubią się bawić w gnojenie słabszych jednostek. I o ile mamy jakieś zrównoważone stado to spoko, ale jak czasem widzę na łączce, jak pieski sobie robią pojazd po "najsłabszym ogniwie" a właściciele stoją i plotkują to mi szkoda psa zwyczajnie. A szlag mnie trafiał jak wychodziłam z akitem i prosząc o odwołanie psa słyszałam, że najwyżej niech podbiegaczowi zgryzie dupę, to się nauczy. No, jak mózg będzie odłączony od reszty pieska, bo rzeczony piesek będzie miał odgryzioną głowę to się nauczy jak cholera - a ci obcy ludzie przecież nie wiedzieli, czy rudy jest agresywny, czy gryzie czy co, więc ryzykowali zdrowiem (i może życiem?) swojego psa ze względu na własną porażkę wychowawczą. A akit jak widział pieska to skamlał sobie pod nosem, niestety nie miało to żadnego wymiaru pozytywnego. A on też "tylko" wgniatał psa w glebę, ale ja sensu w tym nie widziałam, więc raczej unikałam takich ustawek.

Posted

Psa którego nie jest się w stanie odwołać od "ustawiania" się nie puszcza , mój ma od małego jedno hasło na które reaguje bo na to kładłam nacisk i przerywa daną czynność na słowo " starczy" obojętnie czy je suche w misce , czy pije wode ,czy bawi się zabawką czy wgniata innego psa w ziemie . Wiem też że nie jestem w stanie odwołać mojego psa od prawdziwej walki więc jak tylko widzę że będzie dym odwołuje go i odchodzę ,zdarza się to bardzo rzadko ponieważ nie puszczam mojego psa z obcymi by się pobawił (ma swoich psich kumpli i z nimi biega).
To co nam się zdarzyło do tej pory to zawsze był podbiegacz który na dzień dobry wgryzał się w mojego psa a mój się tylko bronił .

Racja źle napisałam z tym wygraniem , ja znałam tego psa wiedziałam czego się mogę spodziewać jednak w przypadku innego mogłoby to być ryzykowne .

Posted

evel napisał(a):
Zapominacie o jednym - psowate bardzo lubią się bawić w gnojenie słabszych jednostek. I o ile mamy jakieś zrównoważone stado to spoko, ale jak czasem widzę na łączce, jak pieski sobie robią pojazd po "najsłabszym ogniwie" a właściciele stoją i plotkują to mi szkoda psa zwyczajnie.


Niedawno miałam taką sytuację. Staliśmy sobie dużą grupą i doszedł facet z małym labkiem, dosłownie wszystkie psy na nim się uwiesiły, warczały, wgniatały go w ziemię łącznie z moim psem. Niestety byłam jedyną osobą która odwołała swojego psa, Lary dosyć mocno chciał młodym wytrzeć podłogę ale na szczęście wystarczyło jedno słowo by dał sobie spokój. Psy lubią podbudować sobie ego na słabszych, taka natura.

Posted

omry ja się z Toba zgodzę, że molos nie leci na dzien dobry z zebami, tylko stara się rozwiązać sprawę inaczej. Natomiast druga kwestia jest taka, że jak agresor nie odpuszcza nawet przy wgniataniu psa w ziemie, to molosek robi kuku bardzo skutecznie. Takie psy wiedzą, że są duże i silne i potrafią z tego korzystać. Dlatego ja w zyciu bym swojemu psu nie pozwoliła na samodzielne załatwianie takich spraw. Od tego jestem ja. To ja podejmuje takie decyzje i nawet jeżeli pies jest super mega zrównoważony, to i tak moja w tym głowa, żeby sobie z podbiegaczem poradzić.
Mój pies ma mi w pełni ufac i wiedziec, że ja jestem od tego, żeby o niego zadbać, a nie na odwrót. U molosów, które najczesciej były psami do obrony, pozwalanie na takie samodzielne akcje to dość prosta i krótka droga do agresji.

Miałam agresora, i to nie takiego, który próbował poszarpac, tylko takiego który chciał zabić. Wiec wiem jak wyglada koniec tej dróżki. I serio, nie pojmuje dlaczego pies ma radzić sobie sam? Co to ma mu dac? O ile psy które ze sobą mieszkają na co dzień, muszą jakies tam ustawianki sobie uskutecznić, o tyle i tak jak widze, ze któreś przegina wkraczam ja. Ponieważ MOJE słowo jest najwazniejsze i nie ma od tego odwołania. I to ja pieski informuje, które jest wazne lub mniej ważne. One muszą się z tym pogodzić i koniec.

Najzwyczajniej w swiecie nie rozumiem celu takiego pozwalania na ustawianie się. I pomimo tego, że mam teraz uległą i kochająca cały świat sukę, nie funduje jej spotkań z psami, które ją próbują dominować. Pola kocha pieseczki i nawet te, które mają jakies wąty do niej, umie "zrozumiec" i potrafi koegzystować, nie byc nachalna, czy próbować się bawić i taka ma być. Ma kochać pieski i ludzi, a nie żyć w strachu przed kolejną próbą dominacji czy ustawienia.

I jak dla mnie rola właściciela polega na tym żeby zapewnić swojemu psu najbardziej komfortowe warunki życia jakie tylko może, a co za tym idzie to nie piesek ma się martwić o swoje bezpieczeństwo i "pozycje" tylko ja.

I broń boże to żaden atak czy cuś omry-po prostu odniosłam się do tej częsci o molosach, reszta to już ogólnikowo pisana(żeby nie było, ze znowu robię syf na dogo :eviltong:),
tylko ja zwyczajnie nie kumam po co to wszystko? Na podbiegaczy są inne sposoby (chociazby gaz, czy kop), a moj piesek ma byc happy go lucky i tyle. Chyba, że kogoś "jara" jak jego pieski innym pomiatają i fundują mu łomot.

Posted

Fauka napisał(a):
Niedawno miałam taką sytuację. Staliśmy sobie dużą grupą i doszedł facet z małym labkiem, dosłownie wszystkie psy na nim się uwiesiły, warczały, wgniatały go w ziemię łącznie z moim psem. Niestety byłam jedyną osobą która odwołała swojego psa, Lary dosyć mocno chciał młodym wytrzeć podłogę ale na szczęście wystarczyło jedno słowo by dał sobie spokój. Psy lubią podbudować sobie ego na słabszych, taka natura.


moja młodsza też miała tendencję do gnojenia słabszych psów, w okresie gdy była bardzo niepewna siebie. Jest psem dominującym ale kompletnie pozbawionym pewności siebie.


zresztą ja jej nie pozwalam nawet zbyt mocno obwąchiwać innego psa gdy widzę że ten drugi czuje się niekomfortowo


a sytuacji w której psy się docierają w nawet znanym mi stadzie nie toleruję i nie mam zamiaru tolerować. Psy się nie muszą żreć żeby ustalić sobie hierarchię, nie muszą drugim wycierać podłogi, gwałcić najsłabsze ogniwo- choć ja moje zdanie opieram na sukach a nie na samcach.
U mnie stadko złożone z 3 suk miało wieczne spięcia gdy zostały puszczone same sobie żeby "ustalić hierarchię". Tak sobie tą hierarchie ustaliły że zapanowała ostra nienawiść między dwiema a trzecia obrywała "przy okazji". Może z samcami byłoby inaczej

Posted

jak dla mnie to pies ma pelne prawo pokazac innemu, ze sobie czgos nie zyczy, ze nie wolno mu zagladac w gacie czy pod sukienke, obskakiwac go itd. i to nie ma nic wspolnego z "ustawianiem sie" ani gnojeniem innych. moja najstarsza suka niezbyt lubi inne psy. sa takie, z ktorymi sie super bawi, ale od wiekszosci oczekuje, ze zostawia ja w spokoju. i mimo to, ze rozdziera morde, a nie daj boze jakis gowniarz osmieli sie przypadkowo w nia wpasc:)))

a jakos bez problemu funkcjonuje w duzych grupach spacerowych, dogaduje sie z innymi psami z poza swojego stada mieszkajac z nimi w jednym mieszkaniu np. na wakacjach itd.

Posted

asiak_kasia napisał(a):
omry ja się z Toba zgodzę, że molos nie leci na dzien dobry z zebami, tylko stara się rozwiązać sprawę inaczej. Natomiast druga kwestia jest taka, że jak agresor nie odpuszcza nawet przy wgniataniu psa w ziemie, to molosek robi kuku bardzo skutecznie. Takie psy wiedzą, że są duże i silne i potrafią z tego korzystać. Dlatego ja w zyciu bym swojemu psu nie pozwoliła na samodzielne załatwianie takich spraw. Od tego jestem ja. To ja podejmuje takie decyzje i nawet jeżeli pies jest super mega zrównoważony, to i tak moja w tym głowa, żeby sobie z podbiegaczem poradzić.
Mój pies ma mi w pełni ufac i wiedziec, że ja jestem od tego, żeby o niego zadbać, a nie na odwrót. U molosów, które najczesciej były psami do obrony, pozwalanie na takie samodzielne akcje to dość prosta i krótka droga do agresji.

Miałam agresora, i to nie takiego, który próbował poszarpac, tylko takiego który chciał zabić. Wiec wiem jak wyglada koniec tej dróżki. I serio, nie pojmuje dlaczego pies ma radzić sobie sam? Co to ma mu dac? O ile psy które ze sobą mieszkają na co dzień, muszą jakies tam ustawianki sobie uskutecznić, o tyle i tak jak widze, ze któreś przegina wkraczam ja. Ponieważ MOJE słowo jest najwazniejsze i nie ma od tego odwołania. I to ja pieski informuje, które jest wazne lub mniej ważne. One muszą się z tym pogodzić i koniec.

Najzwyczajniej w swiecie nie rozumiem celu takiego pozwalania na ustawianie się. I pomimo tego, że mam teraz uległą i kochająca cały świat sukę, nie funduje jej spotkań z psami, które ją próbują dominować. Pola kocha pieseczki i nawet te, które mają jakies wąty do niej, umie "zrozumiec" i potrafi koegzystować, nie byc nachalna, czy próbować się bawić i taka ma być. Ma kochać pieski i ludzi, a nie żyć w strachu przed kolejną próbą dominacji czy ustawienia.

I jak dla mnie rola właściciela polega na tym żeby zapewnić swojemu psu najbardziej komfortowe warunki życia jakie tylko może, a co za tym idzie to nie piesek ma się martwić o swoje bezpieczeństwo i "pozycje" tylko ja.

I broń boże to żaden atak czy cuś omry-po prostu odniosłam się do tej częsci o molosach, reszta to już ogólnikowo pisana(żeby nie było, ze znowu robię syf na dogo :eviltong:),
tylko ja zwyczajnie nie kumam po co to wszystko? Na podbiegaczy są inne sposoby (chociazby gaz, czy kop), a moj piesek ma byc happy go lucky i tyle. Chyba, że kogoś "jara" jak jego pieski innym pomiatają i fundują mu łomot.


Chyba po prostu nieprecyzyjnie się wyraziłam, bo to nie jest tak, że moje psy się ustawiają ze wszystkimi pieskami a ja im przyklaskuję. Po prostu mieliśmy kilka sytuacji, gdzie Iwan musiał użyć zębów. Były to zawsze ataki na serio, gdzie Iwan broniąc dziewczyn, nas i siebie przekierowywał atak agresora na siebie, a w tym samym momencie my łapiemy agresora, Iwan dostaje komendę i koniec zabawy. Nie chciałabym, żeby agresor zamiast na Iwanie skupił się na dużo mniejszych dziewczynach.
Ja nie piszę o sytuacjach, gdzie podbiega, obszczekuje i 'niby atakuje' nas jakiś pies, bo moje psy ani my nie mamy z czymś takim problemu, radzimy sobie świetnie i nie rozpamiętujemy. Piszę o realnym ataku, gdzie zdrowie małych jest zagrożone.
Nawet w środę z Adą (Lucky) byłyśmy na spacerze i suki się ścierały ze sobą o zabawkę (tu przesadzała Avril) czy żarcie (tu Mini) i stwierdziłyśmy, że to są kumpele, bawią się ze sobą nie pierwszy raz, mają się dogadywać ładnie i takiego czegoś tolerować nie będziemy, więc suki dostały opieprz solidny i się skończyło. Na psim wybiegu też sobie nie wyobrażam, by psy się ustawiały, spoko spięcie może się zdarzyć, ale jakieś latanie i ustawianie sobie piesków nie jest u mnie akceptowane, a może tak to wcześniej brzmiało.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...