Karoola Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 Ja na szczęście nie mam problemu z małymi, podbiegającymi pieskami. Mieszkam na przeciwko parku, a Polacy, zdrowy i aktywny naród :loveu: do parku chodzą raz na ruski rok, ew. w święta takie jak dziś. Dlatego pod nosem mam wielki piękny, pusty park, psy latają jak chcą i nikt nie zwraca na nas uwagi. W święta w porze poobiadowej, jedynie gdy jest ładna pogoda (!), tłumy złażą się na spacer, wtedy ja sobie odpuszczam przeciskanie się między dzieciaczkami na rowerkach i mam spokój. Dzisiaj jednak poszłam z ciekawości z Emilem i stwierdzam: -same małe ozdóbki, jorki i mopsy, tylko jeden duży pies -tylko dwa psy były luzem, reszta grzecznie na smyczy -tylko jeden przejaw agresji, ale właścicielka zdawała sobie sprawę z krwiożerczych zapędów buldożka, trzymała go krótko i mówiła "no przestań, przestań"...:evil_lol: -reszta psów (jakieś 20) zupełnie normalna, całkiem grzeczna -wśród ludzi także nie zauważyłam specjalnego chamstwa czy kretynizmu Czyli całkiem spoko! Quote
maartaa_89 Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 Whisky1 napisał(a):..takie szybkie pytanie do właścicieli duzych ras a wiem że Was tu pełno:) : ile tak +/- wydajecie miesięcznie na swojego psiaka? Chodzi o psa 25-35kg, setera. Pytam o wydatki takie stałe:na karme, przysmaki i co tam jeszcze...Prosze nie ujmować w cenie zabiegu np zszywania łap czy operacji,przypadków losowych, choroby.. I też nie pisze o szczotkach, smyczasz, szamponach to co ma być w wyprawce:) Dziekuje za odpowiedzi w mojej sprawie:) Najlepiej zalożyć że worek 15 kg będzie starczał na miesiąc-półtora miesiąca. Teraz dużo zależy od karmy jaką psu chcesz fundować. Jeśli będzie karmiony BARFem to koszty niskie, ale dużo biegania, załatwiania mięcha i konieczność zbilansowania odpowiedniej diety ;) Jeśli worek z suchymi chrupkami to cena zależy od marki. Te droższe to koszt 200-300 zł. Przysmaków nie trzeba kupować, można zrobić samemu, ewentualnie skroić psu parówkę na cienkie plasterki albo stworzyć smakołyki z gotowanych kurzych wątróbek (bardzo tanie!) Ja kompletuję wyprawkę dla hovawarta, wagowo mniej więcej tyle samo co Twój planowany psiak no i póki co mam w planach miesięcznie przeznaczać na niego jakieś 200 zł. Zresztą gdzie nie poczytasz w różnych przekrojowych tematach choćby na forum goldenów czy labradorów to ludzie mówią że średnio na miesiąc wydają 150-200 zł. U mnie będzie więcej bo mam też bulteriera :) Pamiętaj o tym, że szczeniak to większy wydatek. Warto pomyśleć o odpowiednich suplementach na stawy a one wcale od tanich nie należą ;) Quote
Whisky1 Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 maartaa_89 napisał(a):Najlepiej zalożyć że worek 15 kg będzie starczał na miesiąc-półtora miesiąca. Teraz dużo zależy od karmy jaką psu chcesz fundować. Jeśli będzie karmiony BARFem to koszty niskie, ale dużo biegania, załatwiania mięcha i konieczność zbilansowania odpowiedniej diety ;) Jeśli worek z suchymi chrupkami to cena zależy od marki. Te droższe to koszt 200-300 zł. Przysmaków nie trzeba kupować, można zrobić samemu, ewentualnie skroić psu parówkę na cienkie plasterki albo stworzyć smakołyki z gotowanych kurzych wątróbek (bardzo tanie!) Ja kompletuję wyprawkę dla hovawarta, wagowo mniej więcej tyle samo co Twój planowany psiak no i póki co mam w planach miesięcznie przeznaczać na niego jakieś 200 zł. Zresztą gdzie nie poczytasz w różnych przekrojowych tematach choćby na forum goldenów czy labradorów to ludzie mówią że średnio na miesiąc wydają 150-200 zł. U mnie będzie więcej bo mam też bulteriera :) Pamiętaj o tym, że szczeniak to większy wydatek. Warto pomyśleć o odpowiednich suplementach na stawy a one wcale od tanich nie należą ;) dziękuje za odpowiedź:loveu: Quote
Pani Profesor Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 Karoola napisał(a):Ja na szczęście nie mam problemu z małymi, podbiegającymi pieskami. Mieszkam na przeciwko parku, a Polacy, zdrowy i aktywny naród :loveu: do parku chodzą raz na ruski rok, ew. w święta takie jak dziś. Dlatego pod nosem mam wielki piękny, pusty park, psy latają jak chcą i nikt nie zwraca na nas uwagi. W święta w porze poobiadowej, jedynie gdy jest ładna pogoda (!), tłumy złażą się na spacer, wtedy ja sobie odpuszczam przeciskanie się między dzieciaczkami na rowerkach i mam spokój. Dzisiaj jednak poszłam z ciekawości z Emilem i stwierdzam: -same małe ozdóbki, jorki i mopsy, tylko jeden duży pies -tylko dwa psy były luzem, reszta grzecznie na smyczy -tylko jeden przejaw agresji, ale właścicielka zdawała sobie sprawę z krwiożerczych zapędów buldożka, trzymała go krótko i mówiła "no przestań, przestań"...:evil_lol: -reszta psów (jakieś 20) zupełnie normalna, całkiem grzeczna -wśród ludzi także nie zauważyłam specjalnego chamstwa czy kretynizmu Czyli całkiem spoko! O co Wam chodzi z tym śmianiem się z "przestań, przestań"? :razz: bo już któraś osoba z kolei pisze o tym ironicznie. Ja tak psu mówię zawsze, tj. "nie wolno", kiedy zaczyna piłować na innego zwierza - staję między nimi, odchodzę na krótkiej i właśnie wydaję komendę, która u niego oznacza absolutne STOP cokolwiek robi. No i czasem tę komendę muszę powtórzyć z dwa razy, albo dziesięć :razz: to naprawdę wygląda komicznie?:D Quote
*Monia* Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 Pani Profesor napisał(a):O co Wam chodzi z tym śmianiem się z "przestań, przestań"? :razz: bo już któraś osoba z kolei pisze o tym ironicznie. Ja tak psu mówię zawsze, tj. "nie wolno", kiedy zaczyna piłować na innego zwierza - staję między nimi, odchodzę na krótkiej i właśnie wydaję komendę, która u niego oznacza absolutne STOP cokolwiek robi. No i czasem tę komendę muszę powtórzyć z dwa razy, albo dziesięć :razz: to naprawdę wygląda komicznie?:D Po co komendę na którą pies nie reaguje powtarzać 10 razy? Jakiś cel w tym jest? Chyba tylko taki żeby sobie pogadać i liczyć że pies w końcu się zastosuje, co uznane zostanie za wykonanie komendy i radocha że pies się posłuchał ;). To tak jak "siad, siad, siad", a później pies już na pojedyncze siad nie siada, bo wie że nie musi i jak mu się zachce to w końcu usiądzie. Quote
Pani Profesor Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 A jak, według Ciebie, mam egzekwować posłuszeństwo w kwestii omijania psów bez darcia japy? Mam psa krótko, na razie zdołał opanować komendy typu "puść" albo właśnie rzeczone "nie wolno", dlatego tej drugiej używam w kontekście szczekania na inne psy żeby załapał, że tego mu nie wolno i chcę aby przestał. Jeżeli nie zadziała za pierwszym razem, to mam przestać i patrzeć jak szczeka? Bo ewentualne odciąganie i tak wchodzi w grę, zawsze odchodzę, nie gapię się jak ciele i nie czekam na rozwój sytuacji. Dodam, że na większość komend reaguje za pierwszym razem (ociąga się tylko przy "do siebie", ale nie powtarzam tego w kółko tylko zachodzę mu drogę i czekam aż polezie jak ślimak na posłanie), ale jednak "nie wolno" przy szczekaniu póki co powtarzam, jak zajarzy nawet za trzecim-czwartym razem to uznaję to za mini-sukces, bo miesiąc temu darł japę jeszcze przez dobre 5min. po minięciu psa. Jakie widzisz rozwiązanie, jeśli powiem "nie wolno", a on dalej szczeka? Mam czekać na cud, aż zajarzy za 1 razem? (Próbowałam, a jakże! Wtedy mam wrażenie że moc komendy była absolutnie żadna, pewnie nawet jej nie usłyszał, bo tak strasznie ujadał). Oczywiście i tak odchodzę i robię tę samą procedurę co robiłabym, gdyby się posłuchał. Quote
maartaa_89 Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 Pani Profesor napisał(a):A jak, według Ciebie, mam egzekwować posłuszeństwo w kwestii omijania psów bez darcia japy? Mam psa krótko, na razie zdołał opanować komendy typu "puść" albo właśnie rzeczone "nie wolno", dlatego tej drugiej używam w kontekście szczekania na inne psy żeby załapał, że tego mu nie wolno i chcę aby przestał. Jeżeli nie zadziała za pierwszym razem, to mam przestać i patrzeć jak szczeka? Bo ewentualne odciąganie i tak wchodzi w grę, zawsze odchodzę, nie gapię się jak ciele i nie czekam na rozwój sytuacji. Dodam, że na większość komend reaguje za pierwszym razem (ociąga się tylko przy "do siebie", ale nie powtarzam tego w kółko tylko zachodzę mu drogę i czekam aż polezie jak ślimak na posłanie), ale jednak "nie wolno" przy szczekaniu póki co powtarzam, jak zajarzy nawet za trzecim-czwartym razem to uznaję to za mini-sukces, bo miesiąc temu darł japę jeszcze przez dobre 5min. po minięciu psa. Jakie widzisz rozwiązanie, jeśli powiem "nie wolno", a on dalej szczeka? Mam czekać na cud, aż zajarzy za 1 razem? (Próbowałam, a jakże! Wtedy mam wrażenie że moc komendy była absolutnie żadna, pewnie nawet jej nie usłyszał, bo tak strasznie ujadał). Oczywiście i tak odchodzę i robię tę samą procedurę co robiłabym, gdyby się posłuchał. Najszybciej działają w większości przypadków poprawnie zastosowane korekty. Tj korekta z głośnym ostrym FE, komenda "siad"/"równaj" (cokolwiek- chodzi o pokazanie zachowania zastępczego, tego czego od psa oczekujesz), pochwała gdy pies ją wykona (ale bez super zachwytu, wciskania smakołyków i innych) i odejście. Na darcie mordy do innego psa z kolei świetne jest zrobienie w tył zwrot i odejście z psem. Może sie drzeć, zapierać- jesli nie jest duży to bez problemu go przeciągniesz za sobą. No i lekka niewylewna pochwała gdy w końcu dołączy do nogi i przestanie robić szopkę. Jeśli ma to podłoże lękowe to warto pomyśleć o barowaniu. No i ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć do upadłego :) i nie zrażać się tym co ludzie mówią i piszą, to podstawa:) Quote
Dioranne Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 Właśnie wróciłam ze spacerku, którego o mało co nie przypłaciłam zawałem... Idę naszą podstawową trasą, mijam SkatePlazę. Widzę, że na jej terenie kręci się rodzina z goldenem, który nie jest zapięty. Mówię sobie, że będzie OK., bo Nico zazwyczaj na psy (które nie atakują, dziamgają itp.) olewa, przechodzi obok. Ewentualnie spojrzy, warknie i do widzenia. Przechodzimy obok nich, są od nas gdzieś 10 metrów. I wtedy widzę, jak facet od goldena wskazuje palcem na nas, coś mówi, a pies zaczyna na nas szarżować. Zatrzymuje się tak 4 metry przed nami, facet go odwołuje i każe warować. Gdy golden zaczął na nas szarżować to automatycznie Nico na ręce, bo bałam się, że w niego wpadnie i nie będzie wesoło. Odłożyłam go, gdy pies był przy właścicielu i poszliśmy dalej. Potem słyszę, jak facet krzyczy do nas: "on nic nie zrobi" (taka popularna kwestia...), mama odpowiedziała mu tylko "dobrze" z uśmiechem na twarzy. A ja ledwo powstrzymałam się od odpowiedzi, "ale mój zrobi"... I teraz zastanawiam się po cholerę facet taką scenkę odstawia. Żeby pokazać jakiego ma grzecznego i usłuchanego psa czy co? Jak to mówi pewna stronka na facebooku: Idiots. Idiots everywhere. :roll: Quote
Karoola Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 Pani Profesor napisał(a):O co Wam chodzi z tym śmianiem się z "przestań, przestań"? :razz: bo już któraś osoba z kolei pisze o tym ironicznie. Ja tak psu mówię zawsze, tj. "nie wolno", kiedy zaczyna piłować na innego zwierza - staję między nimi, odchodzę na krótkiej i właśnie wydaję komendę, która u niego oznacza absolutne STOP cokolwiek robi. No i czasem tę komendę muszę powtórzyć z dwa razy, albo dziesięć :razz: to naprawdę wygląda komicznie?:D Co innego powiedzieć głośno, pewnym głosem "przestań", a potem ew. zrobić to, o czym pisały dziewczyny, a co innego prosić go o grzeczne zachowanie i powtarzać w kółko to samo. Bo to wygląda komicznie: pies ma swoją właścicielkę głęboko w dupie, nie słyszy jej i nie zwraca na nią uwagi, a ona "przestań, przestań, przestań no...". Zupełnie bez sensu. Quote
Pani Profesor Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 maartaa_89 napisał(a):Najszybciej działają w większości przypadków poprawnie zastosowane korekty. Tj korekta z głośnym ostrym FE, komenda "siad"/"równaj" (cokolwiek- chodzi o pokazanie zachowania zastępczego, tego czego od psa oczekujesz), pochwała gdy pies ją wykona (ale bez super zachwytu, wciskania smakołyków i innych) i odejście. Na darcie mordy do innego psa z kolei świetne jest zrobienie w tył zwrot i odejście z psem. Może sie drzeć, zapierać- jesli nie jest duży to bez problemu go przeciągniesz za sobą. No i lekka niewylewna pochwała gdy w końcu dołączy do nogi i przestanie robić szopkę. Jeśli ma to podłoże lękowe to warto pomyśleć o barowaniu. No i ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć do upadłego :) i nie zrażać się tym co ludzie mówią i piszą, to podstawa:) U mojego psa dokładnie takie działanie nie daje NIC:placz:dlatego rozważam wizytę behawiorysty, bo ani FE, ani siad nie działa NIJAK (jak się najeży, to nawet go nie interesuje kawał mięcha, za który dałby się normalnie zabić - zależy to od stopnia nienawiści do psa z naprzeciwka, jeśli tylko BRRRRR pod nosem, to jak najbardziej - gorzej, jak się rozjuszy na szczekacza - wtedy mogę sobie te mięso wsadzić wiadomo gdzie :shake:). A odnośnie odejścia w drugą stronę to tak dokładnie robię, ale wg. mnie to nie daje zupełnie NIC na przyszłość, stąd te moje powtarzane "nie wolno", bo - mimo że idiotyczne - to widzę MALUTKĄ poprawę. To dorosły pies ze schroniska, dopiero zaczynam z nim pracę :) ale co nie co już umie. Gorzej, że mój TŻ go tak nauczył, że na hasło "spokój" pies zaczyna burczeć pod nosem :shake: i od razu się rozgląda. Kiedy nadchodził pies z naprzeciwka, to TŻ od razu ściągał psa i mówił ostrzegawczo "spokój". Efekt był odwrotny, mam wrażenie, że maluch to odebrał jako zachętę do patrolowania i ewentualnego ataku, bo ma silny instynkt łowiecki (przedwczoraj uśmiercił ropuchę wielkości melona :shake:). Ale dzięki za rady! Kończę offtop ;) Quote
maartaa_89 Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 Pani Profesor napisał(a):U mojego psa dokładnie takie działanie nie daje NIC:placz:dlatego rozważam wizytę behawiorysty, bo ani FE, ani siad nie działa NIJAK (jak się najeży, to nawet go nie interesuje kawał mięcha, za który dałby się normalnie zabić - zależy to od stopnia nienawiści do psa z naprzeciwka, jeśli tylko BRRRRR pod nosem, to jak najbardziej - gorzej, jak się rozjuszy na szczekacza - wtedy mogę sobie te mięso wsadzić wiadomo gdzie :shake:). A odnośnie odejścia w drugą stronę to tak dokładnie robię, ale wg. mnie to nie daje zupełnie NIC na przyszłość, stąd te moje powtarzane "nie wolno", bo - mimo że idiotyczne - to widzę MALUTKĄ poprawę. To dorosły pies ze schroniska, dopiero zaczynam z nim pracę :) ale co nie co już umie. Gorzej, że mój TŻ go tak nauczył, że na hasło "spokój" pies zaczyna burczeć pod nosem :shake: i od razu się rozgląda. Kiedy nadchodził pies z naprzeciwka, to TŻ od razu ściągał psa i mówił ostrzegawczo "spokój". Efekt był odwrotny, mam wrażenie, że maluch to odebrał jako zachętę do patrolowania i ewentualnego ataku, bo ma silny instynkt łowiecki (przedwczoraj uśmiercił ropuchę wielkości melona :shake:). Ale dzięki za rady! Kończę offtop ;) Nie daje rezultatu bo raz że nie masz żadnej więzi z psem, dwa- robisz to na bank niepoprawnie ;) zrobienie korekty (odpowiedniej, w odpowiednim momencie) wcale nie jest proste- to musi ktoś pokazać. Do tego trzeba ocenić czy korekty wykonywać na szelkach, czy na obroży czy też może sięgnąć po łańcuszek/kolczatkę. Równoczesnie trzeba stosować mase pochwal odpowiedniego, pożądanego zachowania i tłuc z psem posłuszeństwo w każdej sytuacji. Zaczynając nawet od zwykłego "siad" przed otworzeniem drzwi od domu bez możliwości podniesienia przez psa tyłka dopóki to ty na to nie pozwolisz. Jeśli pies nie ma opanowanych komend w prostych sytuacjach (siad gdy wyrzucasz śmieci, siad gdy ubierasz buty, siad przed wejsciem do samochodu, siad na progu spowalniajacym, na ulicy, na zwalonym drzewie, na murkach i innych przedmiotach- cokolwiek wymyślisz) to tym bardziej nie będzie wykonywał poleceń przy zetknięciu z innym psem. Do tego każdą metodę trzeba stosować dłuższy czas- miesiąc, dwa, czasami pół roku żeby zobaczyć efekty. Na pewno nie będzie ich od razu ;) macie najprawdopodobniej psa z agresją smyczową sądząc po opisie, wzmocnioną zachowaniem Twojego TŻ ;) i najprawdopodobniej też Twoim. Bo wiadomo, łapie się jednak tą wewnętrzną spinę gdy pies znowu widzi już innego psa i zaczyna burczeć i kozaczyć. Quote
Pani Profesor Posted August 15, 2013 Posted August 15, 2013 maartaa_89 napisał(a):Nie daje rezultatu bo raz że nie masz żadnej więzi z psem, dwa- robisz to na bank niepoprawnie ;) zrobienie korekty (odpowiedniej, w odpowiednim momencie) wcale nie jest proste- to musi ktoś pokazać. Do tego trzeba ocenić czy korekty wykonywać na szelkach, czy na obroży czy też może sięgnąć po łańcuszek/kolczatkę. Równoczesnie trzeba stosować mase pochwal odpowiedniego, pożądanego zachowania i tłuc z psem posłuszeństwo w każdej sytuacji. Zaczynając nawet od zwykłego "siad" przed otworzeniem drzwi od domu bez możliwości podniesienia przez psa tyłka dopóki to ty na to nie pozwolisz. Jeśli pies nie ma opanowanych komend w prostych sytuacjach (siad gdy wyrzucasz śmieci, siad gdy ubierasz buty, siad przed wejsciem do samochodu, siad na progu spowalniajacym, na ulicy, na zwalonym drzewie, na murkach i innych przedmiotach- cokolwiek wymyślisz) to tym bardziej nie będzie wykonywał poleceń przy zetknięciu z innym psem. Do tego każdą metodę trzeba stosować dłuższy czas- miesiąc, dwa, czasami pół roku żeby zobaczyć efekty. Na pewno nie będzie ich od razu ;) macie najprawdopodobniej psa z agresją smyczową sądząc po opisie, wzmocnioną zachowaniem Twojego TŻ ;) i najprawdopodobniej też Twoim. Bo wiadomo, łapie się jednak tą wewnętrzną spinę gdy pies znowu widzi już innego psa i zaczyna burczeć i kozaczyć. Więź już jakaś tam malutka się pojawiła :) ale rzeczywiście behawiorysta jest potrzebny, zanim zepsujemy psa. Z agresją smyczową się zgodzę - nie jestem jednak zwolenniczką durnych pomysłów typu "nasz pies nie dogaduje się z dobermanką kolegi, bo jest na smyczy - spuśćmy go!" - bo uważam to za ryzykowne, TŻ nie. O dziwo, spuszczony zachowuje się inaczej...w przeciągu pół godziny próby ataku na dobermankę przerodziły się w zabawę...no ale przecież nie będę go wypuszczać na inne psy na spacerze licząc, że najpierw kłapnie, burknie (w tym czasie właściciel mnie zabije), a potem się polubią. A wewnętrzną spinę łapię na samą myśl, to fakt :shake: szczególnie jeśli na 99% wiem, że pies mnie nie posłucha. Długi to temat, bo za smakołyki nauczyłam go obracać się w powietrzu jak baletnica, umie dawać obie łapy, czołgać się, warować, zostawać, skakać do ręki, aportuje konkretne rzeczy z domu, "hop", "hende hoch" :D i inne durne cyrkowe sztuczki, jeśli widzi smakołyk, to robi na zawołanie - czasem mu się pomylą, ale ogólnie nie trzeba powtarzać, wszystko super. Na spacerze...niech się pani cmoknie pod ogonem :shake: i właśnie dlatego umówię behawiorystę,bo widocznie wiem, jak nauczyć sztuczek, a na spacerze robię wszystko na opak. Aha - coś jeszcze. Odnośnie tych komend w dziwnych sytuacjach, to też to przerabiałam - wejdź na murek, usiądź. Przed drzwiami siada, jak wyciągam smycz z szafy - siada, i to tak ostentacyjnie, nie trzeba mu mówić. Do domu wchodzi ostatni (teoria dominacji u TŻ bardzo silna :shake:), ja przestałam to egzekwować po tygodniu nauki bo uznałam za durne i niepotrzebne, ale pies jakimś cudem zajarzył i każdego wpuszcza przed sobą - nawet ostentacyjnie zatrzymuje się na klatce schodowej, aż go wszyscy miną. To wszystko jednak jest marzeniem, kiedy na horyzoncie pojawia się inny pies :D Quote
Mapi Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 Ja mam dwuletniego jajecznego dużego samca, który niestety burczy czasami na inne pieseczki. Zdaje sobie sprawę, że bardziej burczy przy mnie i na krótkiej smyczy, ale niestety nie spuszczę go z niej w przypadku mniejszych od niego piesków, które na jego warkot odpowiadają tym samym, bo nie chcę uczyć psa rozwiązywania konfliktów zębami. Poza tym nie chcę lecieć po takiej akcji do weta i nie chcę, żeby innymi musieli robić to samo. Mam natomiast na osiedlu psy, które się z moim nie lubią, obchodzą się na sztywnych łapach, ale bez smyczy raczej się unikają i nie ma żadnych ataków. Uważam, że każdy pies, nie ważne czy wyjątkowo łagodny, czy mniej łagodny ma być pod kontrolą, najlepiej smyczową. Nie znoszę ludzi, którzy za wszelką cenę uważają, że wszystkie pieski powinny się kochać, bawić razem i spuśćmy je ze smyczy będzie super. Mam na osiedlu foksika, który nie jest agresywny do innych psów, ale na zaczepki odpowiada zębami, w końcu to terier. Niestety jego pan, smycz nosi w ręku, a jego piesek uwielbia oddalać się od pana, poza zasięg jego wzroku. Cóż, mój pies wyjątkowo źle reaguje na foksiki, bo jakiś czas temu miał spinkę z jednym takim o piłeczkę i teraz warczy na foksy okrutnie, więc mamy problem. Pan foksa, pomimo zwrócenia mu uwagi, żeby miał psa pod kontrolą, niestety tego nie robi, a ja mam problem, bo foks podchodzi bardzo blisko do mojego warczącego psa i mam obawy, co z tego kiedyś może wyjść. Co prawda mój Diego jest dość karnym pieskiem, więc siedzi na tyłku jak mu wydam taką komendę, ale dalej warczy. Foksik czasem podchodzi bliżej i już raz zarobił ode mnie kopa, a jego pan delikatny opieprz. Ale niektórzy ludzie się niereformowalni. Quote
Martens Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 Tak czułam, że w przypadku wczorajszego ogólnonarodowego święta spokojne wybieganie psów będzie trudne, zwłaszcza że do swoich terenów spacerowych muszę dotrzeć przez park, albo zalew, albo rzekę, albo osiedle, a w taki dzień będą tam tłumy, więc przezornie wybiegałam psy przedwczoraj późną nocą w parku, a wczoraj wychodziłam tylko na wc :) Niestety koło 19 na ostatnim sikaniu z Bucem wypatrzyłam na horyzoncie ludzików z sąsiedniego bloku z niedużą kundlicą, która kilka razy uznawała za bardzo zabawne podkradanie się do moich psów z mega grożącą mową ciała (co zazwyczaj prowokowało Buca i musiałam go usadzać) - właściciele smyczy nie używają (o ile mają) i zwykle dopiero jak suka była z 2 metry od nas, odkrywali co się dzieje i ją odwoływali. Wczoraj mieli chyba świątecznych gości, i w skład tych gości wchodził, tam dara dam, czarny labrador :) i już wiadomo co było dalej :evil_lol: Labek, na oko z 8-10 miesięcy, ganiał z kundlicą po trawniku, smyczy brak (może to rodzinne, jakaś alergia właścicieli, nie wiem). Byłam trawnik dalej, zaczęłam się pospiesznie oddalać w stronę krzaków, co by się zakamuflować - niestety ludziki uznały za stosowne udać się na spacer w tą samą stronę co ja, a labrador gdy tylko nas ujrzał, pogalopował prosto na nas, totalnie olewając wołanie właściciela :) czarne 30 kilo przegalopowało po Bucu z dziką radością dokładnie 3 razy, zanim odbiegło z powrotem do kolesia, który krzyczał, że piesek nie gryzie. Super, ich piesek nie gryzie, za to Buc prawie dostał wylewu z wkurwienia. Dziś miałam pierwsze efekty, nawarczał na zarośniętego yorka na smyczy, który mijał nas z odległości kilku metrów - a nigdy nie miał nic do yorków, nie sadził się prawie nigdy do małych albo zasmyczonych psów, ba mieliśmy już takie postępy, że na bieganiu w lesie nawet nie zareagował, kiedy tuż obok nas biegał luzem spory ONek. Nie wiem, jak zapobiegać takim sytuacjom - nie wychodzić z domu między 23 a 5, a psa nauczyć robić na podkłady? Wyrywać sobie ręce, jedną korygując wściekłego samca staffika, a drugą próbując złapać i utrzymać wyrywające się do mojego cudze psisko? Walić gazem bez ostrzeżenia każde bydlę, które na nas biegnie? Żal mi było tego psa, bo widziałam, że to ciapowaty wielki szczeniak - ale teraz chyba bardziej wk*rwia mnie fakt, że mój pies spina się dziś na spacerze na widok dosłownie wszystkiego, co ma 4 łapy, chyba gorzej niż kiedykolwiek w życiu, bo idiotom nie chciało się wziąć w środku osiedla dużego psa na smycz, a ów duży pies, jak wszystkie spotykane przez nas laby, wykazywał wrażliwość na sygnały drugiego psa podobną jak betonowy kloc. Jak sytuacja dziś się powtórzy, to pewnie jednak laba spacyfikuję, trudno... Quote
evel Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 Pani Profesor, ja bym radziła jednak nie behawiorystę, a szkoleniowca, trenera, najlepiej sprawdzonego i z doświadczeniem - z behawiorystami to różnie bywa, bo u nas w PL taki tytuł można mieć nawet po weekendowym kursie, albo po kursie korespondencyjnym. Quote
gops Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 A ja się zastanawiam gdzie mają mózg właściciele psów którzy pozwalają swojemu psu na flexi podbiegać pod mój płot i patrzą śmiejąc się jak psy próbują się złapać przez brame (w 1 wekend naliczyłam 4 razy , a nie zawsze byłam na zewnątrz więc pewnie było ich więcej) . Ostatnio podeszłam i spytałam czy mam otworzyć furtke skoro to takie śmieszne ale szybciutko uciekli . Co jest w tym śmiesznego ? mój pies wrócił raz z rozwalonym pyskiem . A ja się potem dziwie że nie przepada za psami na spacerach . Quote
rika Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 My mamy problem z shih tzu i ich właścicielkami :angryy: dwa różne psy różnych właścicieli- oba 3letnie i jednakowo walnięte... Oczywiście smyczy chyba nigdy nie widziały. Za każdym razem kiedy któregoś mijamy, ten rzuca się na D i go gryzie- tak po prostu- podbiega i pac zębami bez ostrzeżenia. A jeszcze rok temu wszystkie się razem bawiły bez problemu. Jedna właścicielka szybko zabiera swojego, a druga zawsze mówi: 'weź mu trzepnij' :shake: przecież nie będę małego kundla, obcego w dodatku bić, chociaż cierpliwość mi się kończy, a D to taka ciapa, że się nie odwinie... Rozwiązaliśmy za to problem z jamniko-czymś :cool3: Dzień jak co dzień: Idziemy pobiegać do parku, wracamy wokół tej zapyziałej dziury, babsko siedzi na ławce, jamniko-coś biega luzem i wrzeszczy na każdego i wszystko, co się zbliży. Standardowo wyskakuje z wrzaskiem do D, babsko siedzi, 'paczy' i 'paczy' i nic, no to grzecznie mówię, żeby jamniko-coś zabrała- zero reakcji. Myślę sobie: 'może nie słyszy, czy coś'... Jamniko-coś dalej drze pałę, więc luzuję D i celowo mówię: 'bierz go' (spokojnie, nie zna tej komendy), D podbiega, jamniko-coś ucieka z piskiem, babsko z pretensjami do mnie- okazało się, że nie jest głucha :diabloti: Jednak od tamtej pory jamniko-coś jest zawsze na smyczy :cool3: Quote
Martens Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 gops napisał(a):A ja się zastanawiam gdzie mają mózg właściciele psów którzy pozwalają swojemu psu na flexi podbiegać pod mój płot i patrzą śmiejąc się jak psy próbują się złapać przez brame (w 1 wekend naliczyłam 4 razy , a nie zawsze byłam na zewnątrz więc pewnie było ich więcej) . Ostatnio podeszłam i spytałam czy mam otworzyć furtke skoro to takie śmieszne ale szybciutko uciekli . Co jest w tym śmiesznego ? mój pies wrócił raz z rozwalonym pyskiem . A ja się potem dziwie że nie przepada za psami na spacerach . Znam problem w sumie z obu stron - na szczęście działkę mam przy odludnej drodze, gdzie stoją 3 domy na krzyż i do tego mam dość długi podjazd do bramy. Niemniej jednak zdarza się, że ktoś chodzi tamtędy nad rzekę z psem luzem, pies podbiega mi do bramy i zwierzaki na siebie poburczą, ale na to działa chyba tylko pilnowanie i odwoływanie psa od bramy... Przecież nie będę stała cały dzień z kijem na podjeździe... Jakiś czas temu mieliśmy odwrotny dym; idę z Cycem przez osiedle domków jednorodzinnych i w pewnym momencie między prętami w bramie jakiś wku*wiony pekińczyk wysadził na chodnik cały łeb z szyją, i próbował użreć Cyca... Cyc akurat był wtedy na sledach i nie interesowało go nic poza ciągnięciem naprzód, on zresztą na psy za płotem nie reaguje - to ja musiałam odciągnąć go na bok, żeby pekińczył nie dziabnął go w ucho :roll: W sumie to i tak pikuś, na tej samej trasie był kiedyś mix onka, ktory wysadzał łeb przez bramę na pół chodnika i próbował łapać ludzi za nogi :D kiedyś mało zawału przez niego nie dostałam ;) Quote
Pani Profesor Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 evel napisał(a):Pani Profesor, ja bym radziła jednak nie behawiorystę, a szkoleniowca, trenera, najlepiej sprawdzonego i z doświadczeniem - z behawiorystami to różnie bywa, bo u nas w PL taki tytuł można mieć nawet po weekendowym kursie, albo po kursie korespondencyjnym. Wiem, że to nie ten temat :oops: ale macie kogoś sprawdzonego w Krakowie? Na razie i tak jestem spłukana więc szkolenie poszłoby na wrzesień. Quote
Pani Profesor Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 Martens napisał(a): Nie wiem, jak zapobiegać takim sytuacjom - nie wychodzić z domu między 23 a 5, a psa nauczyć robić na podkłady? A widzisz, u mnie to jedyne godziny, w których mogę puszczać psa bez smyczy po osiedlu - jak coś wyskoczy, to ewentualnie jeż albo kot, kotów chyba mój pies nigdy nie widział z bliska, bo tylko stroszy uszy i się gapi, nie ujada, nie gania, trochę jakby się bał. Gorzej z żabą, parę dni temu musiałam wynieść taką ogromną z poderżniętym gardłem i wywalić w krzaki :placz: Quote
Pani Profesor Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 Martens napisał(a):Znam problem w sumie z obu stron - na szczęście działkę mam przy odludnej drodze, gdzie stoją 3 domy na krzyż i do tego mam dość długi podjazd do bramy. Niemniej jednak zdarza się, że ktoś chodzi tamtędy nad rzekę z psem luzem, pies podbiega mi do bramy i zwierzaki na siebie poburczą, ale na to działa chyba tylko pilnowanie i odwoływanie psa od bramy... Przecież nie będę stała cały dzień z kijem na podjeździe... Jakiś czas temu mieliśmy odwrotny dym; idę z Cycem przez osiedle domków jednorodzinnych i w pewnym momencie między prętami w bramie jakiś wku*wiony pekińczyk wysadził na chodnik cały łeb z szyją, i próbował użreć Cyca... Cyc akurat był wtedy na sledach i nie interesowało go nic poza ciągnięciem naprzód, on zresztą na psy za płotem nie reaguje - to ja musiałam odciągnąć go na bok, żeby pekińczył nie dziabnął go w ucho :roll: W sumie to i tak pikuś, na tej samej trasie był kiedyś mix onka, ktory wysadzał łeb przez bramę na pół chodnika i próbował łapać ludzi za nogi :D kiedyś mało zawału przez niego nie dostałam ;) U mojego TŻ-ta w domu rodzinnym jest masakra - trzeba przejść przez osiedle domków,ok. 15 budynków, prawdziwa ścieżka zdrowia - z każdego płotu ujada pies. Jest bokser, ON-ek, są mixy - absolutnie KAŻDY drze ryja, a mój pies dostaje takiego kociokwiku, że w końcu nie ujada na żadnego, bo nie wie, w ktorą stronę zacząć :shake: zawsze mam miękkie nogi jak tam lazę,bo obstawiam, który pierwszy wyskoczy zza lichego płotu... Quote
ailema Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 Martens napisał(a):Znam problem w sumie z obu stron - na szczęście działkę mam przy odludnej drodze, gdzie stoją 3 domy na krzyż i do tego mam dość długi podjazd do bramy. Niemniej jednak zdarza się, że ktoś chodzi tamtędy nad rzekę z psem luzem, pies podbiega mi do bramy i zwierzaki na siebie poburczą, ale na to działa chyba tylko pilnowanie i odwoływanie psa od bramy... Przecież nie będę stała cały dzień z kijem na podjeździe... Jakiś czas temu mieliśmy odwrotny dym; idę z Cycem przez osiedle domków jednorodzinnych i w pewnym momencie między prętami w bramie jakiś wku*wiony pekińczyk wysadził na chodnik cały łeb z szyją, i próbował użreć Cyca... Cyc akurat był wtedy na sledach i nie interesowało go nic poza ciągnięciem naprzód, on zresztą na psy za płotem nie reaguje - to ja musiałam odciągnąć go na bok, żeby pekińczył nie dziabnął go w ucho :roll: W sumie to i tak pikuś, na tej samej trasie był kiedyś mix onka, ktory wysadzał łeb przez bramę na pół chodnika i próbował łapać ludzi za nogi :D kiedyś mało zawału przez niego nie dostałam ;) Też to znam kiedyś pies przez szczeble w płocie chwycił moją za tyłek .Choć czasem jestem zmuszona przechodzić koło mix onka, który jak nas widzi to próbuje przeskoczyć ogrodzenie .Na szczęście jest za wysokie ,ale już raz opluł mi twarz a innym razem zasypał całe oczy piachem i musiałam swoją sucz prowadzić z zamkniętymi oczami ,aby dalej doprowadzić się do porządku . Quote
kropi124 Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 U mnie jest amstaffka, która ma drewniany płot. I kiedys wyrwała jeden taki i się rzuciła na moją Kropcię :( Moja miała rozwaloną wargę, kaganiec, ucho a tamta nic. A właściciele mi na to ze nie spodziewli sie takiej reakcji. Nosz kurna ciekawe, kilka razy ich pies się rzucił na moja sunię! I nie umieją nawet płotu normalnego zrobić! Niektórzy ludzie dbają tylko o wizerunek swój i swojego terenu. Quote
zmierzchnica Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 Moim zdaniem zasada powinna być prosta, jeżeli chodzi o ogrodzenia i kulturę: pies na swoim terenie nie powinien móc pyska zza ogrodzenia wystawić w żaden sposób, jeśli są duże szpary między szczeblami to się siatką zabezpiecza. Nie tylko drugi pies może oberwać, ale też jakieś dziecko czy nawet dorosły - jeżeli cała głowa psa wyłazi przez szparę to żaden problem dla psa kogoś chwycić... Druga strona to osoby idące z psem chodnikiem, które nie powinny pozwalać psu podchodzić tuż pod bramę. Nie dość, że to się może skończyć rozerwanym nosem i pyskiem, to jeszcze ten za ogrodzeniem takiego wroga, który śmiał przekroczyć teren i zaatakować psa u siebie, zapamięta bardzo dobrze i będzie go nie znosił :roll: Wszystkie psy, które są nielubiane przez moje, to właśnie zwierzaki, które były szczute przez właścicieli na moje przez siatkę lub po prostu pozwalano na burdę. Moje psy nigdy nie są na podwórku same, zawsze ktoś jest z nimi, ale jeśli jestem z tyłu ogrodu a ktoś radośnie napuszcza yorczka przez płot, to trudno mi zareagować, szczególnie, że mam stado. Dwoję się i troję, żeby problemów i darcia się nie było, ale kochani ludzie z bloku obok lubią wystawiać moją cierpliwość na próbę. Jest w moim mieście taka dzielnica, gdzie drze się WSZYSTKO. To jest koło 50 domów z ogródkami, gdzie w każdym ogrodzie jest co najmniej jeden pies, do 5 maksymalnie. Szłam ostatnio z psami tamtędy to myślałam, że zwariuję. Wszystkie psy w ogrodzeniach dostały szału, a ludzie wylegli na podwórka, zobaczyć czemu, oczywiście nie próbując uciszyć swoich zwierząt. Dla mnie to nie do pomyślenia :shake: Moje psy za darcie się przy płocie od razu dostają burę i do domu, jak któremuś się we łbie zakręci za bardzo i nie posłucha, to łapię za kark i wnoszę. Tylko, że ja sobie wychowywać psy mogę, a przechodnie i tak robią swoje, drażniąc psy przez płot. Quote
Martens Posted August 16, 2013 Posted August 16, 2013 Ja w ogóle nie rozumiem, jak ludzie wytrzymują z psem, który pyszczy na każdego przechodnia... Rozumiem, że akurat nikogo nie ma na podwórku czy coś, ale milion razy jest taki obrazek - ja z psami idę obok ogrodzenia, jeden lub więcej psów dostaje wścieklizny za płotem, ryczą, plują, sypią piachem, a na ogródku kilka metrów dalej rodzinka przy grillu, w milczeniu i zadumie obserwują ten spektakl :razz: Nikt psa nie zawoła, tylko siedzą i się gapią. Dla mnie to zagadka, bo mnie dziamganie moich psów zwyczajnie denerwuje i jak mi robią wielki raban pod bramą, bo ktoś tam sobie szedł, to lecą na 10 min do domku na karny jeżyk :evil_lol: Zresztą miałam kiedyś sytuację, gdzie brama była otwarta, ja bez psów, ale z babcią, która psów się boi (była pogryziona kilka razy), i do pięt zaczął jej dolatywać z jazgotem i zębami skoksowany ratlerek. Cała rodzina, chyba z 6 osób - stoją w ogrodzie i w milczeniu się gapią. Zasadziłam psu kopa, uciekł z powrotem na podwórko, a babka, chyba właścicielka psa, bezbrzeżnie oburzona "No jak tak można..." :roll: zmierzchnica napisał(a): Jest w moim mieście taka dzielnica, gdzie drze się WSZYSTKO. To jest koło 50 domów z ogródkami, gdzie w każdym ogrodzie jest co najmniej jeden pies, do 5 maksymalnie. Szłam ostatnio z psami tamtędy to myślałam, że zwariuję. Wszystkie psy w ogrodzeniach dostały szału, a ludzie wylegli na podwórka, zobaczyć czemu, oczywiście nie próbując uciszyć swoich zwierząt. Brzmi jak moja droga na działkę :D Po półtora km mam problemy ze słuchem ;) Na szczęście psy mi się uodporniły na ten jazgot i nie reagują kompletnie na psa za ogrodzeniem. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.