zmierzchnica Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 [quote name='Jara']Mogę być pańcią z wyższych sfer ołł jeee albo osobą nienormalną :cool1: Sorry, ale dobro mojego psa jest dla mnie najważniejsze, a nie cudzych psów czy obcych ludzi. I nie narażam siebie ani swojego psa na niekomfortowe spotkania z innymi psami, kiedy widzę, że mój pies jest spięty i niekoniecznie ma chęć na interakcje. A jak ktoś po raz trzeci nie rozumie "proszę zawołać swojego psa" no to już nie moja sprawa, plan b sprawia, że ludzie biegiem lecą po swojego psa. Staram się ludziom nie przeszkadzać swoim istnieniem i tego samego pragnę od innych ludzi czy to z psem czy bez. To bardzo ciekawe, że jesteście tak bardzo tolerancyjne wobec innych psów. Szkoda, że nie jesteście tak wyrozumiałe wobec ludzi i nie potraficie uszanować, że nie każdy kocha, lubi psy i nie każdy nie czuje przed nimi lęku.[/QUOTE] Szanuję - moje psy nie podchodzą ani do innych psów ani do innych ludzi bez mojego pozwolenia. A w pociągu są bez kagańca, jeżeli mam dużo miejsca i mogą się nie kontaktować z ludźmi. Zazwyczaj się dosiada jakiś fajny psiarz i nawiązuje się ciekawa rozmowa :) Nie zdarzyło mi się jechać tak zatłoczonym pociągiem, żeby pies musiał się z kimkolwiek kontaktować. A w zatłoczonym tramwaju miał kaganiec. I po krzyku. Napisałaś, że TY nie lubisz, jak podbiega do CIEBIE pies, a nie że do Ciebie i Twojego psa, to różnica. Ja jak jestem bez psów to w ogóle nie mam problemów z nikim i niczym ;) A obce psiaki lubię wygłaskać czy uraczyć smakołykiem (zawsze mam pełne kieszenie), jeżeli tego chcą one i ich właściciele. Jak jestem z moimi psami, nawet całą czwórką, to nie dostaję piany, bo nas yorczek obszczekuje luzem - po prostu czekam aż właściciel zabierze. Nie lubię dzieci, które nachalnie głaskają psy i chcą ich dotykać, ale już takie które KONIECZNIE muszą przejść pomiędzy psami, mimo że mogą naokoło - jakoś mnie nie ruszają, moich psów też nie. No ale to kwestia pracy, po długim wychowaniu mam fajne psy i się nie obawiam głupich akcji. Quote
dog193 Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 [quote name='omry']Pytanko. Absolutnie nie złośliwe. Rozumiem, że mówisz o sytuacji, kiedy ktoś wyraźnie prosi o zapięcie psa?[/QUOTE] Niedaleko mnie jest taka rodzina, z tatuśkiem na czele. Pies wielkości Jupika, tylko spasiony. Kiedyś nawet pisałam o tej suce, Sara się nazywa. Mamuśka i tatuś zawsze wyprowadzają ją bez smyczy (i zawsze trzymają smycz razem z obrożą w ręce, nie mam pojęcia po co), pies wylatuje z klatki jak okrągły pocisk, z warkotem rzucając się na inne pieski (Jupi to tam akurat traktuje jak zabawę, poza tym nauczyłam się, że na nią wystarczy tupnąć i odpuszcza), gdy dzieci wyprowadzają, to pies ciągnie i charczy jak lokomotywa. Jak mi się na Jupika rzuciła rok temu, babka sobie spacerkiem szła i ładnie zapytałam, czy może łaskawie pieska zabrać (oparła się na młodym łapami i złapała za kark warcząc przy tym, psy się kręciły, więc nie potrafiłam nic zrobić, a jeszcze nie miałam wypracowanych metod :D) to stwierdziła, że przecież to mój się rzucił i mój warczy :diabloti:, pisałam tu o tej sytuacji. W każdym razie niedawno bawię się z małym frisbee, podchodzi do mnie tatusiek z Sarunią i mi mówi: "wypie*dalaj!" :diabloti: Myślałam, że go śmiechem zabiję, racja, to było pod jego blokiem, ale akurat mam to tak głęboko gdzieś, że głębiej się nie da, z racji tego, że on spaceruje ze swoim bądź co bądź agresywnym pieseczkiem bez smyczy, kagańca, a nawet obroży po całej okolicy, nie sprząta za nim, a mnie będzie strażą miejską straszyć (najpierw mówił coś o straży pożarnej, ale się zreflektował :diabloti:), no way ;) Coś się naprodukował, ja gościa totalnie olałam, ale naraz znowu słyszę warkot, Sarcia oczywiście się rzuciła, gość na to "zagryź go" :lol: Ale tym razem tupnęłam, ryknęłam "KU*WA!" i Sara spieprzyła z podkulonym ogonem. To tak napisałam, żeby przedstawić obraz tatuśka :diabloti: Otóż ostatnio znowu przechodzę tamtędy, drzwi się otwierają, wylatuje Sarunia, za nią tatusiek, ja już przygotowana do odparcia ataku, ale poszli w drugą stronę. Bawię się z małym i po jakimś czasie słyszę charakterystyczny, przepity głos: "spie*rdalaj stąd, bo ci przypie*dolę zaraz". Odwracam się i co widzę? Sara skacze po jakimś gościu (w przyjaznych zamiarach, ale jednak skacze), gość prosi tatuśka o zapięcie psa na smycz, no a tatusiek oczywiście ma tylko jedną odpowiedź (patrz wyżej) :evil_lol: Prawie się tam pobili, ale kobitka która była z tym gościem coś tam go odciągnęła, jednak on miał pełne prawo żądać od tatuśka, żeby swojego psa wziął i trzymał na smyczy. No ale ta rodzina to jest totalne chamstwo i patologia, szkoda gadać ;) Ja tylko czekałam, aż tatusiek mnie zacznie inaczej straszyć, albo rękę na mnie podniesie, ooooj, wtedy by była inna rozmowa ;) Gość w zasadzie też mógł po straż miejską zadzwonić, ja bym jeszcze potwierdziła jako świadek i może wreszcie tatusiek by się zastanowił nad sobą :D Quote
a_niusia Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 moj tata kiedys poszedl ze mna i moim bratem do parku, kiedy to nagle na nieogrodzony plac zabaw wbil skundlony lekko jamniczek-taki sporo mniejszy i z innym futerkiem i zaczal podbiegac do kazdego dzieciaka i na niego jazgotac. w koncu podbil do mojego braciszka, ktory mial 3 lata i nigdy nie byl w takiej sytuacji, a moj tatus, ktory nie boi sie zadnych zwierzat powiedzial spokojnie "nie boj sie, synu" po czym wzial tego pieska za fraki i zaniosl go zdziwionej wlascicielce i powiedzial, ze maja to zabierac. wlascicielka byla ze swoim chlopakiem, ktory tez powiedzial do mojego taty jak wyzej opisany tatusiek, ale moj stary jest czlowiekiem bardzo roslym i niczego sie nie boi tylko podatkow, wiec spojrzal z gory, wstchnal i powiedzial "no to dawaj!". wiec zabrali jamniczka i sobie poszli. spytalam mojego starego, co by bylo, gdyby ten pies go ugryzl, ale zaczal sie smiac i powiedzial "tylko by sprobowal":))) Quote
omry Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 Nie trafiłam chyba nigdy na takich ludzi i mam nadzieję, że nie trafię. Szczęście, że preferuję moloski, przynajmniej nikt swoich na moje szczuł nie będzie :eviltong: Quote
a_niusia Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 na mojego uroczego pieska kiedys jakis swirus poszczul swojego kundelka z sieczka we lbie, ktory sie na wszystkich rzuca, a wazy gora 5 kg i dziada to strasznie bawi. jak do ronki doleciala to ta ja tak przegonila po parku, ze az biedna wsciekla sunia prawie dostala zawalu serca i na koncu jeszcze wypolerowala nia troche trawnik. ale tylko troche, bo koles sie zdygal i zaczal wolac "zabierz, zabierz, bo mi ja zagryzie". i teraz ten pies nigdy juz nie podchodzi do moich. Quote
dog193 Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 Jupi to akurat jest taki, że on się ze wszystkiego cieszy, zdenerwować go nie jest łatwo, nie psom w każdym razie :lol: On sam lubi nawalanki, więc im bardziej pies się wpienia, tym lepszy mój pies ma fun :D Nie lubi tylko, jak któryś zabiera jego piłeczki, piłeczki to świętość ;) Więc Sarcia to tam mnie akurat mało podnieca, ale będę czuła dziką satysfakcję, jeśli kiedyś pan strażnik da tatuśkowi odpowiedni mandat :D Quote
a_niusia Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 [quote name='dog193']Jupi to akurat jest taki, że on się ze wszystkiego cieszy, zdenerwować go nie jest łatwo, nie psom w każdym razie :lol: On sam lubi nawalanki, więc im bardziej pies się wpienia, tym lepszy mój pies ma fun :D Nie lubi tylko, jak któryś zabiera jego piłeczki, piłeczki to świętość ;) Więc Sarcia to tam mnie akurat mało podnieca, ale będę czuła dziką satysfakcję, jeśli kiedyś pan strażnik da tatuśkowi odpowiedni mandat :D[/QUOTE] Ronka od czasu przygody z ta suczka to wprost uwielbia male, agresywne pieseczki. normalnie oczka jej sie az swieca ze szczescia i merda na nie ogonkiem. ostatnio wyprul na nia taki, ale byl na flexi, wiec byla rozczarowana dlugoscia pogoni-tylko 8 metrow... ja sie tym juz teraz nie przejmuje i czasem ja wolam, to zawsze przylazi, a czasem udaje, ze to nie moj pies jak jakis z tych pieskow mnie bardzo wkurza. Quote
xxxx52 Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 (edited) [quote name='Kirinna']uwielbiam psy naprawdę, i to wszystkie bez względu na rozmiar rase itd, ale nie życze sobie żeby obcy pies bez smyczy na mnie skakał, szczekać sobie moze, mnie to nie przeszkadza ale ktoś moze się przestraszyć nie sądzisz? co do wyprania ubrania, zdarzyło mi się sytuacja ze szłam na przystanek w eleganckich ciuchach bo zakończenie ostatniej klasy lic i akurat młody jakiś 8 mieś. bernardyn biegał, zwiał zza bramy, podbiegł się tylko przywitać i co? byłam cała w glutach, moze było by to śmieszne gdybym była ubrana jak na spacer z psem, ale akurat no przepraszam moja wina, nie właściciela psa, nie miałąm czasu wrócić do domu, zeby sie przebrać i nie miałąm nic na zmiane :multi: wie Twoje tłumaczenie że mozna wyprać jest lekko żałosne:)[/QUOTE] ja pisalam o sobie ,bo mnie nie przeszkadzaja lapki psie na spodniach ,ale nie zezwalam na skakanie miom psom na innych ludzi,chociaz slysze ,ze to nic od ludzi ,ale nie wiem czy kazdy by sobie tego zyczyl ,bo wiem ze nie kazdy lubi psy wiec ich akceptuje.Mieszkam na wsi wiec z ludzi znam i wiem ktory sasiad nie przepada za psem ktoremu wszystko jedno czy pies wskoczy na glowe i pobrodzi. generalnie jak ide do sklepow z psem to nie zezwalam na dotykanie mojego psa mowiac przepraszam ale" moj pies uznaje tylko jednego pana" i sprawa glaskania na smierc sie konczy .Pies jest psem i nie wiadomo co mu moze czasami do glowy przyjsc tym bardziej ze nie wszystkie psy sa moje nie zezwalam tez na ciagle szczekania zza plotem bo za duzo u nas jest psow i jakby sie rozczekaly mialabym moze nieprzyjemnosci ze sasiadmi.stad jak ktorys zacznie szczekac zza plotem ,natychmiast go odwoluje do domu.tak kazdy robi wiec mamy spokoj i cisze ,szczegolnie noca. natomiast jak jade do miast to widze tylko opiekunow ktorzy prowadza psy na smyczach ,ale psy nie maja kagancow.Psow nie wolno spuszczac ,sa specjalne zamkniete tereny dla psow zeby sie wybiegaly Edited July 29, 2013 by xxxx52 Quote
omry Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 Nie lubię mieć małych psów. Nawet w tę sobotę Avril wylądowała w pysku suki w typie asta, gdyby nie była akurat w szelkach byłoby ciężej, a tak po prostu podniosłam ją w górę, obok byli właściciele i suka odpuściła. Tak samo nie lubię małych samochodów, lubię za to bezpieczeństwo, dlatego jeżdżę potężnym Mietkiem i preferuję moloski. Tylko los mi zrobił takiego psikusa i mam Tekilę, o którą boję się codziennie. Ją jakby coś złapało to raczej nie byłoby co zbierać. Szczęście w nieszczęściu z posiadania takiego psa, że większość psów traktuje ją jak szczeniaka albo niewiadomoco :evil_lol: Quote
xxxx52 Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 omry-czy nie jest karalne mandatem jak pies typu ast , jak powyzej napisalas nie nosza kagancow? Quote
Kyu Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 [quote name='ulvhedinn']ŻA to jestem piekielnie ciekawa, bo sama szukam kagańca na chi i jedyne co znalazłam to kretyńska tuba z filcu ...... Absolutnie nie do przyjęcia na dłuższe założenie. To nie chodzi o rozmiar całego psa, tylko kufy, chi mają bardzo malutką, krótką i wąską, "zerówka" metalowa/plastikowa wchodzi Żubciowi na głowę, chociaż na niewiele większą Pi, która ma długi dziób jest ok..... znalazłam takie ;) Quote
omry Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 [quote name='xxxx52']omry-czy nie jest karalne mandatem jak pies typu ast , jak powyzej napisalas nie nosza kagancow?[/QUOTE] Nie jest. Karalne jest za to jak psy w typie rottków nie noszą, a mój nie nosi :eviltong: A tak poważnie znam właścicieli, pies nas nie zaatakował, suki po prostu nie przypadły sobie do gustu, no zdarza się, to zwierzęta. Quote
zmierzchnica Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 [quote name='Martens']Jak się lubi psy, to można sobie być tolerancyjnym. Też nie robię afery każdemu, kogo młody psiak do mnie podbiegnie w przyjaznych zamiarach czy tam mały kundelek obdziamga mnie z bezpiecznej odległości. Ale już dla osoby, która się psów boi, podbieganie obcego psa czy ujadanie jest naprawdę stresującym przeżyciem. Takie osoby zwykle nie potrafią odróżnić lękowego obszczekiwania od prawdziwego ataku, czy też półrocznego szczyla od dorosłego psa - i nie mają żadnego obowiązku tego wiedzieć/potrafić. Mają normalnie i bezstresowo funkcjonować wśród ludzi, którzy psy lubią i posiadają. Problem w tym, że psiarze strasznie ochoczo chcą egzekwować swoje prawa i przywileje dla psów, a z szanowaniem otoczenia, które piesków nie musi wcale kochać, już tak wesoło nie jest. I nie mówię tu o przestrzeganiu jakichś absurdalnych przepisów, wg których nawet szczeniak yorka powinien wychodzić na dwór na smyczy i w kagańcu, ale o zwykłym szacunku i pomyślunku, że ktoś może tego psa bać. I taką sytuacją jest dla mnie komunikacja miejska - zwłaszcza, kiedy jest w niej tłok, i jedziemy nią 15 minut, a nie kilka godzin. Ja w miejskiej komunikacji zakładam psu kaganiec ZAWSZE (chyba, że to 2-miesięczny szczeniak na kolanach albo w transporterku). Pociąg czy PKS, kiedy jadę minimum 2 godziny - kaganiec/halti zawsze jest przy wsiadaniu; zdejmuję dopiero w przedziale po zapytaniu czy nikt nie ma nic przeciwko (nigdy nikt nie miał ;)) albo w pksie, kiedy ulokuję się na swoim siedzeniu i psa mam między sobą a oknem. Wszyscy tak zawzięcie piszą, że przecież ktoś z pasażerów może się upomnieć, żeby założyć psu kaganiec. Kpicie sobie? O czym są setki stron tego wątku? O chamstwie psiarzy :D Jak według Was reaguje przeciętna osoba na uwagi o smyczy i kagańcu na spacerze? Przecież w kółko o tym piszecie :evil_lol: że są głupie teksty, że piesek nie gryzie, że chce się bawić, albo jaranie głupa, albo wręcz wiącha w stylu, że jak się nie podoba, to macie tam nie chodzić. I myślicie, że jakiej reakcji spodziewają się po Was współpasażerowie w komunikacji? Dziwicie się, że nic nie mówią, tylko krzywo patrzą, albo od razu robią aferę? Bo ja nie. Samo za siebie mówi zdumienie ludzi w pociągu, kiedy PYTAM, czy mogę zdjąć kaganiec. Ludzie są w szoku, że jakiegoś psiarza obchodzi ich zdanie, jak zabezpieczony ma być pies, z którym jadą, żeby czuli się komfortowo. Przykre, ale daje do myślenia, czemu jest coraz więcej antypsich przepisów w miastach, i coraz ostrzejsze reakcje na wypadki z udziałem psów (patrz wielka afera w Irlandii o akitę). Ludzie po prostu wiedzą, że większość psiarzy ma głęboko w d*pie resztę społeczeństwa (w tym o ironio innych psiarzy) i ich komfort/bezpieczeństwo w miejscach publicznych.[/QUOTE] Niestety, najwięcej kiepskich sytuacji jest spowodowana przez ludzi, których ciężko nazwać "psiarzami", a raczej to są po prostu "posiadacze psów". Myślę, że kogokolwiek z was bym spotkała z psami, to minęlibyśmy się bezproblemowo. Zwykle problemem są ludzie, którzy wzięli psa dla dziecka, mają psa bo go znaleźli czy przygarnęli przypadkiem albo kupili w typie rasy, bo sąsiad miał... Podobna sprawa z tą akitą, jak przeczytałam, że babka wzięła akitę, bo oglądała film o Hachiko, to wiedziałam, że ta historia nie mogła się skończyć dobrze :roll: Ostatnio takie poważniejsze problemu z psami miałam, gdy spotkałam babkę z wózkiem, zajętą gadaniem z koleżanką, a jej pies wielkości ONka podbiegł do mojej czwórki i nijak nie dało się go odgonić. Potem staruszka z yorkiem, który rzuca się na każdego większego psa. I tak dalej... Przypadkowi właściciele, którzy nijak swoich psów nie wychowują. W sumie na dogo zawsze drzemy ze sobą koty (:diabloti:), ale chyba wszyscy tu są zgodni, że pies ma nie przeszkadzać innym i ma być ogarnięty. Problem w tym, że ludzie naprawdę o tym nie myślą. Puszczają swoje psy luzem, jak te podbiegają, to nawet nie wpadną na to, że to komuś przeszkadza. Suka-wróg moich psów należy do faceta, który nie umie nikogo ominąć łukiem i potrafi wleźć w stado psów z rzucającym się z furią psem, bo... tak. Tej suki nie znoszą wszystkie psy w okolicy, właśnie dlatego, że facet idzie z nią na wprost i nigdy nikomu nie zejdzie z drogi, nawet jeżeli np akurat pies się załatwia i nie ma jak przed nimi uciec. Przy czym facet nie jest złośliwy - po prostu tak robi, jak go spotkała u weta to był ok w rozmowie. Nie wpadł na to, że sam generuje problem, pewnie uważa inne psy za dzikie ;) Dlatego wydaje mi się, że problemem u nas jest raczej brak edukacji, złe traktowanie psów (jak dzieci - nauczy się sam, podrośnie i mu przejdzie, on nie jest groźny). Może gdyby był wymóg szkolenia choćby podstawowego, gdyby właściciel otrzymywał broszurkę u weta o podstawowych zachowaniach psa, a w szkołach była edukacja nie tylko o tym, jak chronić się przed psem, ale też o obowiązkach właściciela psa i zachowaniu zwierząt, to coś by się zmieniło. U nas naprawdę nadal sport kynologiczny to coś dziwnego dla ludzi, którzy się nudzą, ćwiczenia z psem to nienormalna rzecz, a jak pies umie siad to jest łaaał i jaki on grzeczny. Mieszkam w małym mieście i jestem jedną z kilku osób, których psy coś potrafią, a mijam codziennie z pięćdziesiąt psów lekko. Mam wrażenie, że w Polsce psiarze dzielą się na pasjonatów (szkolą, uczą, ćwiczą sporty, czytają i edukują się, spotykają się na spacerach, starają się o socjalizację i dobór dobrej rasy i tak dalej) i ignorantów (puszczają psy luzem bez nadzoru, traktują je jak dzieci, nie dociera do nich, że pies to drapieżnik, nie znają zupełnie zachowań psów). Brakuje ludzi, którzy kupując psa do kochania, uczą go podstawowych rzeczy, socjalizują - i tyle. Zauważcie, jak przychodzi ktoś na dogo i pisze "pies ucieka, nie słucha mnie, bawi się z psami i nie wraca", a ktoś odpisuje - no to ćwicz z nim posłuszeństwo, jakiś sport, róbcie coś razem, naucz go komend - to ta osoba znika. Za dużo wysiłku i w ogóle o co chodzi... Dlatego w Polsce Millan jest popularny, nie trzeba się wysilać, tylko mieć dobrą energię i zdominować psa :roll: Tylko zakazy nic nie zmienią, a edukacja i pokazywanie w tv tego, co można z psem robić... Quote
Szura Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 [quote name='xxxx52']omry-czy nie jest karalne mandatem jak pies typu ast , jak powyzej napisalas nie nosza kagancow?[/QUOTE] Weź Ty się sama najlepiej ukarz mandatem. :roll: Ja za to jestem w pozytywnym szoku - dwa dni z rzędu na Polach Mokotowskich, i nie było żadnych nieprzyjemnych psiarzy. :) Quote
Dioranne Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 My po krótkim wypadzie nad Bałtyk. Oprócz drobnego incydentu ze spuszczonymi cziłkami zero nerwów. ;) Quote
xxxx52 Posted July 29, 2013 Posted July 29, 2013 [quote name='Szura']Weź Ty się sama najlepiej ukarz mandatem. :roll: Ja za to jestem w pozytywnym szoku - dwa dni z rzędu na Polach Mokotowskich, i nie było żadnych nieprzyjemnych psiarzy. :)[/QUOTE] oczekujemy po psach dobrych manier jak sami mamy uszczerbki w dobym wychowaniu?HmmUderzac sie mandatem czy to jest zdrowe? Quote
Jara Posted July 30, 2013 Posted July 30, 2013 (edited) [quote name='xxxx52']omry-czy nie jest karalne mandatem jak pies typu ast , jak powyzej napisalas nie nosza kagancow?[/QUOTE] A z jakiej racji przepraszam bardzo? Przepisów nie znasz? Obowiązaek chodzenia na smyczy i noszenia kagańców mają psy z listy ras agresywnych. Po pierwsze amstaffa na niej nie ma, a po drugie sorry, ale pies w typie amstaffa jest kundlem, a nie amstaffem, więc tak naprawdę podchodzą pod to psy z rodowodem. Kolejna sprawa, że policja ani straż miejska nie potrafi odróżnić rottka od dobermana, amstaffa od bulteriera, nie mówiąc już o tym, że kiedyś przywalili się do mnie za 3 miesiecznego szczeniaka (bulla), spuszczonego ze smyczy, w pustym parku o 23 :) Powiedział mi prosto, że on nie wie, bo nie odróżnia czy to szczeniak czy dorosły pies. Co innego, że każde miasto mają swoją uchwałę rady miasta nt wyprowadzania psów i prawie wszystkie miasta maja tam punkt, że psy z listy ras + psy zachowujace sie agresywnie. Edited July 30, 2013 by Jara Quote
maxishine. Posted July 30, 2013 Posted July 30, 2013 Wiecie co? Niektórzy ludzie po prostu nie powinni mieć psa i tyle. odkąd zamieszkałam w Złotoryi mam konflikt z babą która ma yorka, jej pies cały czas rzuca sie na moje psy. Najpierw miałam Figę, później doszła Juna, a w tego roku w lutym przyjechała do nas z Wawy Kena. Tak jak już napisałam, Suzi (ten york) cały czas rzuca się na nasze psy, ostatnio szłam z Figa na trening frisbee, i miałam swoją sunię na smyczy, a tamten pies jak zwykle nie na smyczy. Rzuciła się na moją, puściłam smycz (mam już dosyć tych awantur) i zaczęły się gryźć. Figa jest wielkości hmm spaniela, także... Baba do mnie że mam zabrać psa, że mój pies jest agresywny, że powinnam zakładać mu kaganiec i tak dalej... Ale czekajcie..czy to mój pies rzucił się pierwszy? :crazyeye: A co do spuszczania psa, to ja spuszczam kundelka-Figę, jest posłuszna, ma tylko lęk przed innymi psami. No i młodą sunię huskiego spuszczam, Kenę. Natomiast Juna, też husky (a w zasadzie obie sunie są w typie huskiego, przygarnięte) nie jest spuszczana, gdyż ucieka. Ludzi nieraz sie czepiają że mam trzy psy, że męczę haszczaki, i że mam za dużo psów. Zimą jest chyba najgorzej, przyczepiam całą trójkę do sań i heja na zakupy lub nad zalew pościgać się. Ludzie tępią nas że męczymy psy, i że sami mamy przyczepić się do sań. Albo jak jest -20 stopni to wypuszczamy haszczaki na balkon (mieszkam w bloku) bo mieszkanie jest ogrzewane i jest im za gorąco. A ludzie łapią za telefon i dzwonią na policję, że znęcamy się nad psami, bo wypuszczamy je na balkon w taki mróz. W końcu mama kazała jednemu z nich przeczytać w internecie o syberianach, i od tej pory jak ktoś dzwoni zimą, to oni pytają się jaki adres, i mówią że te psy tak maja i że mogą siedzieć na balkonie. :D Co do kagańca, swoim psom rzadko zakładam. Quote
xxxx52 Posted July 30, 2013 Posted July 30, 2013 [quote name='Jara']A z jakiej racji przepraszam bardzo? Przepisów nie znasz? Obowiązaek chodzenia na smyczy i noszenia kagańców mają psy z listy ras agresywnych. Po pierwsze amstaffa na niej nie ma, a po drugie sorry, ale pies w typie amstaffa jest kundlem, a nie amstaffem, więc tak naprawdę podchodzą pod to psy z rodowodem. Kolejna sprawa, że policja ani straż miejska nie potrafi odróżnić rottka od dobermana, amstaffa od bulteriera, nie mówiąc już o tym, że kiedyś przywalili się do mnie za 3 miesiecznego szczeniaka (bulla), spuszczonego ze smyczy, w pustym parku o 23 :) Powiedział mi prosto, że on nie wie, bo nie odróżnia czy to szczeniak czy dorosły pies. Co innego, że każde miasto mają swoją uchwałę rady miasta nt wyprowadzania psów i prawie wszystkie miasta maja tam punkt, że psy z listy ras + psy zachowujace sie agresywnie.[/QUOTE] przepraszam przepisow polskich nie zanm dokladnie ,ale mozna wyjasnic bardziej milo no nie?nie kazdy mieszka w Polsce piszac na dogomani .Przepisy sa rozne w roznych krajach np.u nas psy ras tzw niebezpiecznych i np rotki musza chodzic w kagancach ale jezeli maja zdany egzamin sprawdzajacy jego" socjalnosc"to moga chodzic bez kaganca .Pies tej rasy chodzacy bez kaganca w miescie bez zezwolenia plac imandat(oczywiscie opiekun) sa u nas regiony ktore beda wprowadzac obowiazkowe kursy tzw prawo jazdy dla psow nie zaleznie od rasy czy wielkosci.mysle ze to tylko chodzi o kase Quote
xxxx52 Posted July 30, 2013 Posted July 30, 2013 [quote name='Yuki_']Wiecie co? Niektórzy ludzie po prostu nie powinni mieć psa i tyle. odkąd zamieszkałam w Złotoryi mam konflikt z babą która ma yorka, jej pies cały czas rzuca sie na moje psy. Najpierw miałam Figę, później doszła Juna, a w tego roku w lutym przyjechała do nas z Wawy Kena. Tak jak już napisałam, Suzi (ten york) cały czas rzuca się na nasze psy, ostatnio szłam z Figa na trening frisbee, i miałam swoją sunię na smyczy, a tamten pies jak zwykle nie na smyczy. Rzuciła się na moją, puściłam smycz (mam już dosyć tych awantur) i zaczęły się gryźć. Figa jest wielkości hmm spaniela, także... Baba do mnie że mam zabrać psa, że mój pies jest agresywny, że powinnam zakładać mu kaganiec i tak dalej... Ale czekajcie..czy to mój pies rzucił się pierwszy? :crazyeye: A co do spuszczania psa, to ja spuszczam kundelka-Figę, jest posłuszna, ma tylko lęk przed innymi psami. No i młodą sunię huskiego spuszczam, Kenę. Natomiast Juna, też husky (a w zasadzie obie sunie są w typie huskiego, przygarnięte) nie jest spuszczana, gdyż ucieka. Ludzi nieraz sie czepiają że mam trzy psy, że męczę haszczaki, i że mam za dużo psów. Zimą jest chyba najgorzej, przyczepiam całą trójkę do sań i heja na zakupy lub nad zalew pościgać się. Ludzie tępią nas że męczymy psy, i że sami mamy przyczepić się do sań. Albo jak jest -20 stopni to wypuszczamy haszczaki na balkon (mieszkam w bloku) bo mieszkanie jest ogrzewane i jest im za gorąco. A ludzie łapią za telefon i dzwonią na policję, że znęcamy się nad psami, bo wypuszczamy je na balkon w taki mróz. W końcu mama kazała jednemu z nich przeczytać w internecie o syberianach, i od tej pory jak ktoś dzwoni zimą, to oni pytają się jaki adres, i mówią że te psy tak maja i że mogą siedzieć na balkonie. :D Co do kagańca, swoim psom rzadko zakładam.[/QUOTE] wiesz od dziecka powinni w przedszkolach ,szkolach uczyc jak postepuje sie ze zwierzetami, psami ,a pod choinke powinni dorosli dostac ksiazke jak psy sie wychowuje i cos o rasach.wina ponisza media ze za malo sie mowi o psach ,ich potrzebach wymaganiach i obowiazkach Quote
maxishine. Posted July 30, 2013 Posted July 30, 2013 Ale wiesz, co? York to nie jest pies z grupy psów do towarzystwa, tylko terrierów, ale ona nie zdaje sobie sprawy z tego, i wiesz na początku sunia jest fajna, ale później zaczyna się jazgot, a na moje psy rzuca się z szczekiem, i to donośnym. Moja Juna ma jej dosyć, i zaczyna odwzajemniać się. Quote
Amanecida Posted July 30, 2013 Posted July 30, 2013 [quote name='omry']Pytanko. Absolutnie nie złośliwe. Rozumiem, że mówisz o sytuacji, kiedy ktoś wyraźnie prosi o zapięcie psa? Też, ale również o takiej, przykładowo, że właściciel ma psa który zaczepia wszystkich dookoła, albo wszystkie psy, a i tak prowadza je luzem i ma w nosie ;) To mnie szczególnie wkurza tuż przed blokiem, kawałeczek dalej są łączki (dosłownie 200 metrów, więc dojść tam to nie kłopot; albo jak ktoś pragnie samotności :D można przejść z 500 metrów i są dwie duże puste w większości przypadków łąki; jeśli ktoś bardzo pragnie samotności, jest łąka do której trzeba się przebić przez trochę zarośniętą już drogę, ale za to zawsze pusta, raz spotkaliśmy tam sarnę tylko ;), bardzo duża, w miarę równa, czysta i przystrzyżona, psy mogą latać), nie ma tam samochodów, tam można psa spokojnie puścić, nie ma problemu. Ale i tak ciągle się muszę szarpać z cudzymi psami podlatującymi do moich zaraz po wyjściu z klatki. Ja mam psa, którego, powiedzmy, resocjalizuję, trafił do mnie już dorosły i dość "ukształtowany", między innymi z problemem ciągnięcia na smyczy i bardzo silnego szarpania (ze względu na to poprzedni właściciele go oddali bo jego pani miała chorą rękę i bała się z psem chodzić, bo mógłby ją uszkodzić bardziej przy szarpnięciu, a jego pan na co dzień mieszka za granicą więc to na nią spadała opieka). Pies jest duży, silny, nawet mnie ze zdrowymi rękami czasem ciężko jest go utrzymać. Udało mi się z nim jak dotąd osiągnąć tyle, że prawie nie ciągnie, zmieniłam mu dławik na normalną obrożę, inne psy mija raczej obojętnie jeśli one jego też mijają (to postęp, bo kiedyś ciągnął jak dziki do prawie każdego psa)... Ale gdy pies podlatuje, skacze, on to odbiera jak zaproszenie do zabawy. A jest towarzyski i bawi się chętnie, zero agresji, nigdy nie wykazał skłonności do zaatakowania innego psa. Jeśli uzna, że się teraz bawimy, zaczyna mi szarpać, ciężko mi go opanować zwłaszcza, że mam jeszcze drugiego psa na smyczy. Są też ludzie, którzy puszczają swoje psy luzem a zupełnie nie mogą ich odwołać, koło bloku jest ulica, psy wylatują pod samochody Jest jedna pani, która ma coś podobnego do goldena, jej pies kocha aportować, no to pani mu piłeczkę rzuca. Jak już jej się znudzi, psa zostawia luzem, a sama stoi i gada przez telefon :) W ogóle nie patrząc co robi jej pies (a on na przykład skacze po mnie - nie jest agresywny, ale jest spory, skacze po mnie i po moich psach, które mi się plączą itp) Rozbroił mnie też pan, który swojego pieska, który do nas się rzucił na smyczy, po prostu spuścił :D Widać nie chciało mu się z nim szarpać, olał fakt, że ja usiłuję przejść i nie zamierzam się zatrzymywać "żeby pieski się pobawiły". Nie mówiąc o tym, że szalone zabawy mojego resocjalizowanego psa mogłyby mu uszkodzić to jego niewielkie coś ;) Inny sąsiad, jakiś młodociany dres, ma suczkę, która agresywnie rzuca się nawet na szczeniaki (rzuca się z daleka, kiedy pies do niej nie podchodzi), ale też jej na smycz nie bierze, tylko najwyżej z wyrzutem mówi "Sonia...!" jaki się rzuci z zębami. Mamy też po sąsiedzku nadaktywne cocker spaniela, czarnego i ogolonego na zero, i suczkę mix z husky, które nie mają problemu z tym, by wylecieć na ulicę widząc moje psy, albo rzucić się do nas biegiem z drugiego końca trawnika. Raz się zdarzyło, że właściciel miał pretensje, że jego pies do mnie podbiegł :D Nie jest chyba problemem takiego psa zabrać kawałek dalej na tą łąkę i tam go puścić, niech tam sobie biega, jak tam puszczam swoje psy to nie mam nic przeciwko gdy jakiś podejdzie, pobawi się. Tam nie ma ulicy, więc się nie boję, że stadko zaraz wleci pod samochód. [quote name='zmierzchnica']Podobna sprawa z tą akitą, jak przeczytałam, że babka wzięła akitę, bo oglądała film o Hachiko, to wiedziałam, że ta historia nie mogła się skończyć dobrze :roll: Hyhy, też mnie rozbroił ten fragment. Ktoś powinien powiedzieć tej pani, że "to tylko film" odnosi się też do psów w filmach przedstawianych ;) Puszczają swoje psy luzem, jak te podbiegają, to nawet nie wpadną na to, że to komuś przeszkadza. Suka-wróg moich psów należy do faceta, który nie umie nikogo ominąć łukiem i potrafi wleźć w stado psów z rzucającym się z furią psem, bo... tak. Tej suki nie znoszą wszystkie psy w okolicy, właśnie dlatego, że facet idzie z nią na wprost i nigdy nikomu nie zejdzie z drogi, nawet jeżeli np akurat pies się załatwia i nie ma jak przed nimi uciec. Przy czym facet nie jest złośliwy - po prostu tak robi, jak go spotkała u weta to był ok w rozmowie. Nie wpadł na to, że sam generuje problem, pewnie uważa inne psy za dzikie ;) A no właśnie, to ten typ który mnie wkurza ;) Może gdyby był wymóg szkolenia choćby podstawowego, gdyby właściciel otrzymywał broszurkę u weta o podstawowych zachowaniach psa, a w szkołach była edukacja nie tylko o tym, jak chronić się przed psem, ale też o obowiązkach właściciela psa i zachowaniu zwierząt, to coś by się zmieniło. W podręcznikach podstawówkowych jest czasem o zwierzętach domowych, o obowiązkach, ale mam wrażenie, że szkolenie psów jest nadal marginalizowane. Ale może idzie ku lepszemu ;) Mam wrażenie, że w Polsce psiarze dzielą się na pasjonatów (szkolą, uczą, ćwiczą sporty, czytają i edukują się, spotykają się na spacerach, starają się o socjalizację i dobór dobrej rasy i tak dalej) i ignorantów (puszczają psy luzem bez nadzoru, traktują je jak dzieci, nie dociera do nich, że pies to drapieżnik, nie znają zupełnie zachowań psów). Brakuje ludzi, którzy kupując psa do kochania, uczą go podstawowych rzeczy, socjalizują - i tyle. Hehe, ja staram się być tak pośrodku ;) Chociaż wrodzony perfekcjonizm mnie popycha do czytania, wymyślania, że może frisbee, może agility? Może o b arfie warto pomyśleć... Może na szkolenie zapisać oba kundle (to to bym chyba nawet zrobiła, ale z kasą jest średnio i mnie nie stać by wydać na raz kilkaset zl na samo szkolenie dla 2 psów ;)) Quote
omry Posted July 30, 2013 Posted July 30, 2013 [quote name='Jara']a po drugie sorry, ale pies w typie amstaffa jest kundlem, a nie amstaffem, więc tak naprawdę podchodzą pod to psy z rodowodem. [/QUOTE] Ja mam u siebie zapis również o psach w typie tych z listy, kiedyś jakaś dogomaniaczka mi go przytoczyła :razz: [quote name='Amanecida']Też, ale również o takiej, przykładowo, że właściciel ma psa który zaczepia wszystkich dookoła, albo wszystkie psy, a i tak prowadza je luzem i ma w nosie ;) [/QUOTE] A no to się zgadzam. Ja ogólnie jakoś wyjątkowo ustępliwa nie jestem, ale moje psy mają zakaz podbijania do obcych (swoją drogą mają akurat takie charaktery, że ludzi unikają), no i jak ktoś poprosi to oczywiście, że psa zapnę, nigdy nie miałam z tym problemu. Miałam jednak też takie sytuacje, gdzie ktoś nie prosił, tylko z mordą do mnie. Wtedy grzecznie mówię temu komuś, żeby się zamknął i nie darł ryja tylko poprosił i psa oczywiście nie zapinam, wtedy mam kompletnie gdzieś, że ktoś się boi i że jestem niewychowaną chamką :eviltong: Quote
Amanecida Posted July 30, 2013 Posted July 30, 2013 Z takimi bojącymi się osobami to różnie bywa, ja jestem ostrożna bo miałam taką sytuację, że spotkałam panią na ulicy, pani mnie poprosiła czy nie mogłabym z nią przejść koło psa, który siedział sobie na chodniku. Pies nic nie robił, siedział tylko, ale kobieta była taka spanikowana, że ledwo mówiła, a jak z nią szłam, to podskakiwała na każde drgnięcie psa. Powiedziała mi później, że tak się boi bardzo bo sama ma psa, jakiegoś małego, a większy rzucił się na niego, pogryzł dotkliwie, a gdy ona swojego złapała na ręce, pies pogryzł też ją po nogach. Nie wiem, nie chcę nikogo narażać na takie lęki, choć oczywiście nikt nie powinien od razu wrzeszczeć, wystarczy powiedzieć normalnie jak człowiek, spytać czy mogę psa zapiąć. Jak widzę, że ktoś chyba się stresuje moimi psami luzem, sama łapię większego. Drugiego raczej nikt się nie boi bo nie jest wielki i na dodatek wygląda słodko ;) Quote
ailema Posted July 30, 2013 Posted July 30, 2013 Ja się nie bałam dużych psów póki pies w typie doga niemieckiego nie rzucił mi się na twarz .Na szczęście skończyło się na wbitym jednym kle .Uratował mnie mój refleks i okulary .Ale panika pozostała .Wiec ja osobiście nie przejdę koło dużego psa puszczonego luzem .Bo wiem że pies może wyczuć że się go boję .Co innego jak idę z moim psem wtedy nie czuję strachu bo wiem że muszę ją "obronić" jednak wszędzie mojej psicy nie mogę brać Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.