omry Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 W bloku obok mnie mieszka bardzo stara jamniczka. Naprawdę stara.. Ona już prawie nie chodzi. Co lepsza pogoda, to widzę ją, jak leży na boczku i wygrzewa się na słońcu. Czasem przyczłapie do mnie i do Toriki, to ją pogłaszczę. Bardzo fajna sunia i tak mi jej szkoda.. A do tego jamniczka, a ja uwielbiam jamniki. Ostatnio stała pod drzwiami od podwórka i obserwowała. Z naprzeciwka idzie taka pani, która też ma yorka, a Torika bardzo go lubi, więc się pocieszą do siebie zawsze, jak na siebie trafimy. No i ta jamniczka zaczęła człapać powolutku do Toffika, a jak ta babka zaczęła Toffikiem szarpać i wymachiwać nogami na tą jamniczkę, ta się przestraszyła i zaczęła uciekać. Ja się jej pytam, czemu to zrobiła, na to: Pewnie parcha ma jakiegoś, nie będzie mi psa dotykać', ja nic nie powiedziałam, jedynie miną dałam do zrozumienia, co o tym sądzę i pobiegłam za tą jamniczką. Wygłaskałam ją, żeby przestała o tym myśleć i z klatki wybiegł syn jej właścicielki prawdopodobnie, bo jej Pani taka bardzo stara już jest też i on się mnie pyta, czy to widziałam. No to mu mówię, że tak i że na takich ludzi nie ma rady. Bardzo byłam wściekła, ponieważ zawsze z tą babką gadałam i wydawała się być w porządku. Ale to widocznie tylko yoreczki mogą się bawić z jej pieseczkiem, bo inne to gorsze i pewnie parcha mają.. Quote
omry Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 A półtora roku temu w wakacje mój chłopak przyjechał do mnie i miał obdartą pięść. Nie chciał mi powiedzieć, co to, ale w końcu powiedział. On mieszka na wyjeździe z miasta, dalej już nie praktycznie nie ma, tylko długa droga i wioski. Ubierał kask i właśnie się do mnie wybierał. Wyjeżdża i zobaczył, jak czarną bullowatą ktoś wyrzucił z samochodu i odjechał. No to leci za tym Mercedesem i już prawie podjechał i żeby faceta zatrzymać zaczyna przyśpieszać, hamować i 'fakery' pokazywać, żeby faceta wkurzyć i żeby się zatrzymał, bo tak to mógłby sobie za nim jechać.. No to facet zjechał na bok, otwiera szybkę lekko i z sapami do Maćka. No to Maciek podchodzi do niego i zaczyna się drzeć, że ma wysiąść z samochodu i dopiero będą rozmawiać. Gościu nie chciał, no to co? Zaczął mu nawalać w samochód, już miał ciśnienie i tez pewnie nie panował nad sobą. Wtedy gościu wysiadł i ta bullcia właśnie dobiegła. No i tam wiecie: to nie nasz pies, odpier*** się gówniarzu' i zaczął Macka wyzywać. Ten nie wytrzymał i zaczął lać tego gościa. Bullcia zaczęła szczekać na Maćka i jakaś wieśniara wyskoczyła z samochodu wrzeszcząc, że oni zabiorą psa, ale ma ich zostawić. Wzięli tego psa, Maciek przyjechał do mnie. A ja co? Opieprzyłam go oczywiście, bo jakim to bezmózgiem trzeba być, żeby takim ludziom psa oddać z powrotem! Przecież na 100% pojechali dalej i tam tego psa wyrzucili.. To tak a` propos walenia po ryju ;) Quote
omry Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 zaba14 napisał(a):a co to parch ???? Jakiś grzyb (narośl w sensie) według mnie, ale o co tej babie chodziło to się domyślać można jedynie. Quote
Merrick Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 Ludzie są straszni. Tamlin owszem dostał jakieś 3 razy w życiu w dupę ale jednorazowo i gdy naprawdę sobie zasłużył. Jakieś pół roku temu około 23:00 gdy biegał po łące ze swoją ukochaną Blanką, poleciał za kotem. Biegł i biegł, ja go wołałam i nic. Pobiegłam za nim, przeleciał przez ulicę, sekundę później przejechało auto, ja byłam na skraju załamania nerwowego bo oczami wyobraźni widziałam go już martwego pod kołami. Dobiegł do przedszkola i próbował przeskoczyć płot ( na terenie przedszkola mieszkają koty ). Gdy widział że podchodzę uciekał i próbował z innej strony. Gdy udało mi się go złapać oberwał raz ale porządnie. Gdyby w końcu sam wrócił to bym tego oczywiście nie zrobiła. Wiadomo że jeśli pies nawet po godzinnym uciekaniu w końcu da się skusić i wróci, nie można go karać bo następnym razem tym bardziej nie będzie chciał wrócić. Tamlin jest jaki jest, obecnie zawszę mam ze sobą 10-metrową linkę i na niej go spuszczam ;). Quote
Martens Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 Merrick napisał(a):Gdy udało mi się go złapać oberwał raz ale porządnie. Gdyby w końcu sam wrócił to bym tego oczywiście nie zrobiła. Wiadomo że jeśli pies nawet po godzinnym uciekaniu w końcu da się skusić i wróci, nie można go karać bo następnym razem tym bardziej nie będzie chciał wrócić. Szczerze? To bez różnicy. Potem się zapomnisz i będziesz chciała podejść do psa, żeby wziąć na smycz, a on ci zwieje. Tudzież generalnie wyrobi sobie odruch, żeby na spacerze trzymać się na bezpieczny dystans, szczególnie jak zawołasz go poirytowanym głosem. Między "jak przyjdę to dostanę w tyłek" a "jak dam się złapać to dostanę w tyłek" naprawdę nie ma dla psa wielkiej różnicy, jedno łatwo przenosi się na drugie, i zamiast wyrabiać odruch trzymania się blisko, uczy, że z właścicielem nigdy nic nie wiadomo i czasem lepiej na niego uważać, bo można po tyłku dostać. Rozumiem nerwy, itp. ale to nie znaczy, że przylanie psu po złapaniu jest ok i nie wpływa potem negatywnie na pracę z nim. A jeśli chodzi o parch, to tak potocznie nazywa się jakąś chorobę skóry u lisów, bodaj świerzb? Quote
evel Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 Martens napisał(a): Rozumiem nerwy, itp. ale to nie znaczy, że przylanie psu po złapaniu jest ok i nie wpływa potem negatywnie na pracę z nim. Dlatego ja zawsze po "przewinieniu" (typu: mamo, lecę wtłuc tamtemu psu, nie? no, to pa! - i leci menda!) sadzam psa na karnego jeżyka na tyle minut ile ma lat, żeby go nie zabić w afekcie :evil_lol: Quote
Martens Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 Ja już straciłam wszystkie nerwy 11 lat temu na ucieczkach Baryły ;) Teraz byłam na to wyczulona i z małym robiłam wszystko, żeby się pilnował, słuchał, przychodził, etc. i jeszcze odpukać! nie miałam sytuacji, żeby mi gdzieś wyrwał i nie wrócił po moim ryknięciu max po kilku sekundach - a ma półtora roku, więc "wiek ucieczek" mam nadzieję za nami ;) Quote
Ewa&Duffel Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 Byłam dziś z Dufflem w parku na pływaniu, rzucałam mu aport do wody, wszystko pięknie, pogoda idealna, pies szczęśliwy, ale oczywiście za długo nie mogło to potrwać...Po kilkunastu minutach przyczepił się do nas psiak w typie foksteriera, tylko mniejszy nieco, i oczywiście bardzo się zainteresował zabawką. Nie było mi to na rękę, Duffel broni swoich zabawek, więc parę razy na psa naszczekał i go pogonił, ale tamten się nie przejął w ogóle. Rozglądam się za właścicielem, ale ani widu, ani słychu... Postanowiłam psa zignorować, myśląc, że może wtedy się odczepi, no i rzeczywiście po chwili poleciał do innego psa. Rzucam więc z powrotem Dufflowi zabawkę, przyniósl i wypuścił na chwilę z pyska trzepiac sie, oczywiście akurat wtedy tamten foksterier podleciał i zabrał ją. No i rozpoczęła się trwająca dość długo próba odebrania zabawki, jakąś zwyczajną piłkę bym darowała, ale to był akurat kupiony specjalnie do wody kong wubba, Duffel go uwielbia, więc musiałam odzyskać. Wabiłam psa na różne sposoby, ale latal z tą zabawką w pysku mając mnie w głębokim poważaniu. W końcu na szczęscie zobaczył jakiegoś beagla, stanął w bezruchu i udało mi sie wyjąc mu konga z pyska. Potem napotkana pani z sunią jrt powiedziała, że pańcia tego foksteriera przychodzi z nim na "spacer", pies lata po całym parku samopas, zaczepia inne psy i kradnie zabawki, a pańcia w tym czasie siedzi na kawce...:shake: Quote
vege* Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 evel napisał(a):Dlatego ja zawsze po "przewinieniu" (typu: mamo, lecę wtłuc tamtemu psu, nie? no, to pa! - i leci menda!) sadzam psa na karnego jeżyka na tyle minut ile ma lat, żeby go nie zabić w afekcie :evil_lol: Mi też ostatnio (ale to RAZ JEDYNY) Nuka mi zwiała za jakieś krzaczory i jej nie widziałam no to wreście jak ją złapałam to krzyknęłam tylko na nią i zapięłam na smycz, co oznaczało dla niej koniec spaceru i zabawy, do dziś nie ucieka mi, tylko się ładnie słucha, ale dla bezpieczeństwa puszczam ją na razie z linką i uczę dalej, żeby reagowała na moje wołanie w 100% :-) Quote
Litterka Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 W ogóle nie rozumiem puszczania psów samopas: rozumiem wyjście z psem późno w nocy bez smyczy, na siusiu i kupkę, ale zostawienie psa na pastwę losu? Nie, dziękuję! Quote
vege* Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 Litterka napisał(a):W ogóle nie rozumiem puszczania psów samopas: rozumiem wyjście z psem późno w nocy bez smyczy, na siusiu i kupkę, ale zostawienie psa na pastwę losu? Nie, dziękuję! też tego nie rozumiem, na szczęście u mnie takich przypadków nie ma, tzn u mnie na osiedlu :-) Quote
evel Posted March 28, 2011 Posted March 28, 2011 Zu wraca, ale wiecie, jak coś przyuważy to mam jakieś 3 do 5 sekund na reakcję ;) Niemniej jednak w ciągu roku były tylko dwie poważniejsze wpadki, czyli chyba jest dla nas jakaś nadzieja ;) Quote
Yorkomanka Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 Przypomniało mi się o pewnej sytuacji, nie chamskiej ale o bicie piesa chodzi ;) pewnego pięknego dnia rzucałam mojemu D piłkę, w pewnym momencie D zauważył 2 wielkie psiska w tym jednego dobrze sobie znanego nieco przerośniętego dobka Borysa 2 to sunia w typie Doga, do tamtego dnia mi nie znana, nie wiedziałam jak zareaguje. mówię do dusiaka STÓJ a ta menda biegnie w stronę psów, no ta ja biegnę za nim chociaż wiem że już go nie złapię dre się STÓJ a ta głucha menda sobie biegnie:angryy:. Jakie słowa z moich padały pod adresem tej mendy nawet nie napiszę;) (zwykle po powtórzeniu stój z pewnym słowem zaczynającym się na literę K działało) no i diabelstwo dobieglo do swojego celu z rozmachaną merdałką, dogowata sunia nie była zbyt delikatna więc jej pan żeby małemu cholerstwu krzywdy nie zrobiła wziął go na ręce. Jak już dotarłam do nich, zanim podał mi psiaka powiedział "tylko go nie bij" i tak nie miałam takiego zamiaru;) Pamiętam jeszcze inną sytuację jak byliśmy na spacerku z ww Borysem i przyszedł jeszcze inny facet z z trochę mniejszym dobkiem chyba Bumer mu na imię było :roll: no i Bumer podszedł się przywitać z zasmyczowanym Boryskiem ale w pewnym momencie coś mu odbiło i się do niego rzucił z zębiskami:mad:. Jego pan jak już go ściągnął z Borysa dosyć długo bił go smyczą, pan Boryska mówił żeby już przestał , że już mu starczy ale go to nie obchodziło:roll: Borys aż się schował za swojego pana:shake: Quote
motyleqq Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 to co powiem nie było chamstwem, ogólnie pani była całkiem miła i nasze pieski się pobawiły, ale powiedziała coś bardzo zabawnego. spytała jaki kolor podniebienia ma mój pies, mówię że nie mam pojęcia, a ona 'jak pies ma czarne, to znaczy, że będzie zły' :D Quote
ewunian Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 motyleqq napisał(a):spytała jaki kolor podniebienia ma mój pies, mówię że nie mam pojęcia, a ona 'jak pies ma czarne, to znaczy, że będzie zły' :D Jakbym widziała ludzi u mnie na wsi.... szczeniaki u kogoś? - pierwsze "właścicieli" znajdują właśnie te z czarnym podniebieniem - a potem widzę je uwiązane na krótkich łańcuchach i widujących opiekunów "od święta" Jaskrawy przykład - z rok temu suka, kundlica "sąsiada sąsiada" zaszła w ciążę z niewiadomego pochodzenia psem. 4 szczeniaki - małe kudłate czarne, średnie gładkowłose ciemnobiszkoptowe, duże łaciate i duże onkowate. Dwa pierwsze właśnie miały czarne podniebienia. Na wsi "monituję" los trzech - pierwsze na łańcuchu - bo "agresywne, szczekliwe no i to podniebienie - istny diabeł, a przy okazji mały to i mało zeżre", ostatnie - łańcuch "duże, cyganów do chałupy nie dopuści, swoich nie tyka,", łaciate - ciasny kojec i wypuszczanie na posesję po nocy "w dzień się jakoś domu upilnuje, ale w nocy".... mam nadzieję, że chociaż "biszkopta" spotkał choć trochę lepszy los niż rodzeństwo.... Quote
motyleqq Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 kurczę, ale czemu ludzie wierzą w takie rzeczy? wydawać by się mogło, że średniowiecze dawno za nami ;) a ta pani mówiła, że miała już kilka psów, to czy nie powinna wiedzieć, że wiele zależy od wychowania? natomiast wiejskich psów nie znoszę. tzn wiem, że to, jakie są, to wina właściciela, ale byłyśmy na wsi i Etna nawet spacerować nie chciała, bo wszystkie szczekały. a mój sąsiad(tzn moich rodziców, właśnie na wsi) trzyma psa w typie onka non stop na łańcuchu przy budzie, wcale ani go nie wyprowadza, ani nie spuszcza, a w rezultacie pies ciągle szczeka. bez powodu, ot tak. Quote
ewunian Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 a co ty jakieś fanaberie wygadujesz -psy na wsi na smyczach prowadzić? No kto to widział! Paniusia się znalazła! (to bez uszczypliwości, z żartem, zaczerpnięte od stałego repertuaru z moich rodzinnych, sielsko-wiejskich stron).... "kto na wsi psy na spacer wyprowadza", "pies jest od pilnowania, nie od bawienia", "wieś to nie miasto"... co do głównego wątku - historia trochę nie na temat. Cieszyłam się, jak sąsiad kupił sobie (pal licho, że za flaszkę od wiejskiego pijaczyny) szczeniaka - bida uratowana od utopienia. Ale - druga, smutniejsza strona medalu - pies miał być docelowo pokojowym ratlerkiem, z którym pokazać się można. Urosło z niego dokolanowe wzrostem cyt. za sąsiadem "ścierwo na łańcuchu"... Quote
motyleqq Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 ewunian napisał(a):a co ty jakieś fanaberie wygadujesz -psy na wsi na smyczach prowadzić? No kto to widział! Paniusia się znalazła! (to bez uszczypliwości, z żartem, zaczerpnięte od stałego repertuaru z moich rodzinnych, sielsko-wiejskich stron).... "kto na wsi psy na spacer wyprowadza", "pies jest od pilnowania, nie od bawienia", "wieś to nie miasto"... taak.. ciekawe ile osób było zaskoczonych tym, że szłam z Etną na smyczy ;) ale ok, nie chcą, to niech nie wyprowadzają, ale chociaż niech pies po podwórku pobiega! ehh... raz widziałam mojego sąsiada próbującego wyprowadzić Maksa(ten z łańcucha), wyglądało to tak-facet ciągnięty przez psa przez całe podwórko. Quote
sabusia Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 moze nie zbyt na temat ale napisze otóz kilkakrotnie idąć z moimi sukami w liczbie 3 lub 2 na spacer bez kaganca stare babki sie czepialy i darły ,,dlaczego te psy bez kaganca sa? a gdy juz wlozylam kagance i szlam z nimi to zas mlode dziewczyny smialy sie i dogadywaly: dlaczego takie słodkie pieski ma pani w kagancach? oszalec mozna.................... Quote
motyleqq Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 ale nie rozumiem, czemu w ogóle reagujesz w ten sposób na takie teksty. to, czy zakładasz kaganiec, to Twoja decyzja, zależna od psa i przepisów w Twoim mieście, a nie nieznanych Ci ludzi, których pewnie więcej nie spotkasz;) Quote
sabusia Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 ech.............z tego co u nas wiem to wystarczy jezeli pies jest na smyczy nie musi byc w kagancu no chyba ze jest szczegolnie agresywny,,,,,,,,,,,,,,,,, Quote
Sybel Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 Ja bym olała cudze zdanie. Jak ktoś komentuje moje psy, to albo spotyka się ze ścianą milczenia, albo z prostym "bo tak". Nie ich sprawa. Quote
motyleqq Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 no więc prowadzaj je na smyczy po prostu, a ludzi ignoruj :) oszczędzi Ci to nerwów :) Quote
anka11 Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 hehe ostatnio moja mama wyszła z Weną, zza rogu akurat wyszła jakaś pani z małym pieskiem. Wena jak zwykle zaczęła szczekać, a ta babka, że taki duży pies w kagańcu musi chodzić, że pozwie ją do sądu + zaczęła wyzywać mamę. Oczywiście to nic, że właśnie jej piesek zrobił goowno pod moim balkonem :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.