Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Moi znajomi mają boksia.Któregoś razu "zaatakował" go jakiś malutki pies.Bokser mu nic nie zrobił, jedynie go łapką poobracał.Ktoś wezwał straż (chyba właścicielka małego), pani dostała mandacik, a znajomi pouczenie, że pies musi chodzić w kagańcu:niewiem:

Posted

WATACHA napisał(a):
Moi znajomi mają boksia.Któregoś razu "zaatakował" go jakiś malutki pies.Bokser mu nic nie zrobił, jedynie go łapką poobracał.Ktoś wezwał straż (chyba właścicielka małego), pani dostała mandacik, a znajomi pouczenie, że pies musi chodzić w kagańcu:niewiem:

<zbiera szczękę z podłogi> chyba mały pies powinien być w namordniku

Posted

a wiesz,że właśnie tego słucham?:cool3:I całkowicie oddaje charakter naszego pięknego kraju:razz:
Ostatnio tak się zastanawiałam odbiegając od tematu nad istotą polskiego chrześcijanina.Szłam , szłam i właśnie kończyła się msza.Chodnik zawalił się ludzmi przekroju 55-80 lat no, może kilka rodzin z małymi dziećmi ale mało.Tak się zaczęłam przyglądać...3/4 babć miało na sobie futerko, naturalne of course,a połowa lisa przewieszonego przez szyję.Franek na moje nieszczęście zaczął kupkać,ja już z workiem przygotowanym.Co robią chrześcijanie?Wyzywają mnie od gówniar co to po zapchlonym kundlu gówien nie sprzątają.I tak idę i się zastanawiam-mówię się tyle o miłości do wszelkiego stworzenia to dlaczego do cholery co drugi mocher paraduje z lisem na szyi???
Nie jestem chrześcijanką.Nie krytykują wierzących ale kurdę-wierzących a nie byle raz na tydzień wyperfumować się, wyjąć z szafy nie tykane w ciągu tygodnia futerko i dreptać do kościółka...bo to hipokryzja już jest...
ale...
to Polska!Mieszkam w Polsce!Mieszkam tu,tu tu!!!
przepraszam za małego off-a.Już się stąd wynoszę:eviltong:

Posted

Ja z "podziwem" słucham opowieści ludzi, którzy beztrosko puszczają swoje duże psy na małe (nawet bez smyczy, nawet agresywne), bo w konfrontacji ze "stróżami prawa" i tak właściciel dużego zawsze będzie winien.

Ja mam małe i duże psy więc potrafię się postawić w dwóch sytuacjach. Nie histeryzuje więc na widok małego podbiegacza, bo o ile nie skacze do gardła to może mojego dobermana najwyżej opluć. I nie reaguje też straszną agresją (raczej stoickim spokojem) na duże psy, które podbiegają i depczą mi jamniki. Wychodzę z psami na przemian więc raz mam sytuację taką, a raz taką, wszystkie odmiany chamstwa :evil_lol:

Ale wracając do tematu, że zawsze jest winien właściciel dużego... Ostatnio miałam sytuację z obustronną winą. Mój dobek bawił się ze swoją koleżanką w typie belga, psy były bez smyczy (są odwoływalne). Stoimy sobie z jej właścicielką na ścieżce prowadzącej dalej na pola - ogólnie nikt tam nie chodzi w innym celu niż spacer z psem, bo nie ma po co. Nagle zza zakrętu wychodzi facet z beaglem, też bez smyczy. Psy się zobaczyły i podbiegły przywitać. Facet nic nie mówi, więc stwierdziłyśmy, że wszystko jest OK. Psy zaczęły się bawić, niestety beagle nieco odstawał gabarytowo i pewnie też duchowo ;) od naszych dużych (ale przecież beagle nie są miniaturowe, raczej średnie, gdyby to był york, jamnik itp. to byśmy nawet nie pozwoliły się bawić) więc po pewnym czasie zabawa przerodziła się w "gońmy beagla" i dopiero w tym momencie facet wydarł ryja "panie uważają, że to jest zabawne, że one tak go gonią?", my nieco speszone, odwołałyśmy psy, przytrzymałyśmy aż facet sobie nie poszedł. Wina obopólna bo psy bez smyczy, ale przecież facet od razu mógł krzyknąć, że sobie nie życzy kontaktu z nami i zapiąć na smycz, wtedy od razu byśmy zrobiły to samo albo po prostu powiedzieć "no wystarczy już tej zabawy, idziemy" (ja zachowuje już spokój jak laby robią sobie chodnik z moich jamników, które są zawsze na smyczy i grzecznie proszę o zabranie, uprzejmość działa lepiej niż agresja... o ile właściciel jest w pobliżu ;) ) albo cokolwiek ale nie od razu z ryjem, bo psy się zaczęły ostrzej bawić, ale przecież nic się nie działo strasznego. Może jakiś przerost ego? Sama nie wiem :evil_lol: W każdym razie, wina nasza, bo mamy duże psy które nie potrafią uszanować małego.

Posted

Amber napisał(a):
Ja mam małe i duże psy więc potrafię się postawić w dwóch sytuacjach. Nie histeryzuje więc na widok małego podbiegacza, bo o ile nie skacze do gardła to może mojego dobermana najwyżej opluć. I nie reaguje też straszną agresją (raczej stoickim spokojem) na duże psy, które podbiegają i depczą mi jamniki. Wychodzę z psami na przemian więc raz mam sytuację taką, a raz taką, wszystkie odmiany chamstwa :evil_lol:


Też miałam małego psa (i to bardzo agresywnego - odebrany ludziom, którzy znęcali się nad nim) i tego większego co wcześniej opisałam. Więc również znam sprawę z obu stron. Ale zawsze starałam się nie uprzykrzać życia innym moim psem. Nawet jak dałabym sobie rękę uciąć, że "mój piesek nic nie zrobi" to nie puszczałam go bez zgody do obcych ludzi czy psów. Bo mogli sobie tego po prostu nie życzyć. A może ich pies miał problem z łapą i nie mógł jej przeciążać... Różnie bywa...

Mi szczególnie te małe jazgoty nie przeszkadzają. Ale jak paniusie (bo ich się zwykle zbierało kilka sztuk plus ich miniaturkowe yorczki w różowiutkich kubraczkach) stają bezczelnie pod blokiem na środku i tak wąskiego już chodnika i śmiały się jak ich psiaczki atakowały wszystkie psy i czasem ludzi.... (pominę sprawę, że te ich laleczki srały pod oknami i balkonami a nawet i na chodniku a one nic...). Nie dało się przejść samemu. A co dopiero z psem...

Niech sobie idą gdzieś dalej (bo terenu zielonego było tam spoooooro). Niech się tam psiaki bawią do woli.

Nie mam nic przeciwko małym psom ale wkurzają mnie psy totalnie nie ułożone wręcz rozbestwione a takie najczęściej występują w małych gabarytach (i niestety najczęściej to są yorki - tak jest u mnie na dawnym osiedlu). Bo po co go czegokolwiek uczyć skoro krzywdy nikomu nie zrobi. A taki wyskakujący do wszystkiego co się rusza to dla właścicielki takie pocieszne... Masakra ;/ Takie jest podejście właśnie tych Pań....

Aaa i zapomniałabym o pewnej starszej właścicielce Maltańczyka. Pies bardzo milutki. Właścicielka zresztą też. Z psiakiem spacerowała dosłownie godzinami. No ale było właśnie to "ale". Jak wychodziłam z bydlątkiem to oczywiście Pani leciała z psiakiem z drugiego końca łąki by pieski się pobawiły. Początkowo jak bydlątko dopiero rosło to nie miałam nic przeciwko bo się fantastycznie bawiły. Ale jak bydlątko miało te swoje 30 kg to bałam się już o tego małego maltańczyka. Bo bydlątko jak goniło maltańczyka i go doganiało to maltańczyk w zderzeniu z kolumbryną fikołkował jak formuła 1 podczas wypadku na torze. A jak z kolei bydlątko chciało się bawić w skakanie po sobie (tak jak robią to zwykle boksery) to maltańczyk się taki plaskaty robił i nieco ubrudzony jak błotko było. Pani to jakoś nie przeszkadzało ale bałam się że bydlątko kiedyś za mocno przygniecie maltana... Więc z czasem jak tylko Panią i psiaka widziałam to czym prędzej odchodziłam by się nie natknąć. Z czasem to przed wyjściem na spacer patrzyłam za okno czy jej nie ma....

Ta Pani lubiła mojego byczka a że miał bardzo łagodne usposobienie to bardzo chciała by jej psiak się bawił z moim...

Posted

Ja jakąś godzinkę temu też spotkałam się z wielkim duchem mojej psiny. Chamstwa a tym nie ma, ale muszę się pochwalić:)
Jak już wcześniej wspominałam, moja sunia (w typie yorka) jakiś czas temu atakowała ludzi i od tamtej pory ma zakaz zbliżania się do obcych ludzi i psów. Teraz już nie wykazuje nikim zainteresowania, gdyż wie, że i tak jej nie pozwolę szczekać ani podejść. Chodzi więc spokojnie. No to wracamy ze spacerku i nagle zaczęła lecieć na nas wielka suczka. Mieszaniec, ale miała w sobie coś bullowatego. Była w kagańcu, ale bez smyczy, a jej pan leżał pod samochodem i coś naprawiał. No i ona tak na nas biegnie, ze wściekłością. Mnie zamurowało, gdyż pamiętam takie szczekanie i ten bieg, kilka lat temu biegł na mnie i psa rodziny pewien ast, a później pogryzł Filipa.
Suńka była trochę daleko, na początku Torika nic. Gdy suczka była od nas jakieś 5 metrów Torika wyleciała przede mnie, stanęła na tylnych łapkach i wydobyła z siebie bulgot, jak jeszcze nigdy wcześniej. Dziwny był ten bulgot, bo to pies mały a do tego już stary, ale jeszcze nigdy takiego czegoś od niej nie słyszałam. A ta suczka się zatrzymała. Normalnie się zatrzymała jakieś pół metra przed Toriką, z dwie sekundy stała i szczekała, po czym się wróciła. Właściciel się obudził dopiero, gdy pies już wracał, ale fakt, wszystko działo się bardzo szybko, tylko trochę zdążyłam ściągnąć Torice smycz.
Dobrze, że pies miał kaganiec, ale nawet w takim kagańcu mógłby zrobić mojej Tori krzywdę. I mnie, oczywiście.
Jednak okazało się, że Tori jest wielka duchem i jak trzeba, to stanie w mojej obronie, choć faktycznie, pierwszy raz od jedenastu jej lat musiała mnie bronić.

Posted

stają bezczelnie pod blokiem na środku i tak wąskiego już chodnika i śmiały się jak ich psiaczki atakowały wszystkie psy i czasem ludzi....


Ja mam podobny problem ale z matkami z dziećmi ;). Mieszkam na nowym osiedlu gdzie dzieciaków jest masa i ulubionym zajęciem ich matek jest stanie właśnie na wąskim chodniku i taranowanie przejścia wózkami. Jak idę z psami to muszę się przeciskać bokiem. Kiedy wyprowadzam jamniki to dzieciaki oczywiście pchają się z łapami zachęcane przez super rozważne matki "o patrz jakie jamniczki ładne", kiedy moja młodsza suka nienawidzi dzieci i reaguje szczekaniem (dlatego też zawsze chodzi na smyczy), wtedy oczywiście kobieta prawie wyrywa dziecku rękę z barku. Jak idę z dobermanem (który ma wszystko gdzieś) to reakcja jest oczywiście wiadomo jaka... ale też nikt mi z drogi nie schodzi, tylko matki kamienieją trzymając dziecko za rękę i... co? Może uważają, że mam zawrócić i iść na około osiedla bo one tam stoją? Doprawdy niezrozumiałe to dla mnie.

Posted

kendo-lee napisał(a):

zaba14 ile ma twoja sunia?

moja ma 17 miesięcy ;)

u mnie w IRL to norma że ludzie się nie przesuwają z drogi :[ w wąskim sklepie dostaje szału jak widze niewychowane dzieci i bezmózgowe matki :/ powiesz przepraszam to łaskawie ruszy sie milimetr... :[ one mają na wszystkooo czas, a ja jakoś nie mam ochoty chodzić po sklepie 30 minut i gadać z każdym co chwile... na kawe niech się umawiają ..

Posted

A najbardziej zabawne zawsze było to jak wysiadałam z windy z psem (tym dużym) a do windy w tym samym czasie wpychała się zanim zdążyłam wyjść babka albo z psem małym agresorkiem albo z dzieckiem i jeszcze do mnie wyskakiwała z awanturą, że prowokuję psa by ją lub tego z kim szła (dzieciaczek lub pies) zaatakował... :angryy:

Tiaaa nie miałam co robić tylko jeździć windą całymi dniami i czatować na tą kobietę i własnego mega łagodnego psa uczyć agresji....

Ciekawe jakbym go miała uczyć w tej windzie? Demonstrować mu jak wygląda atak i sama na czworakach rzucać się na kobietę lub dzieciaka lub jej psa? :diabloti:

Posted

Ja ostatnio mam "szczęście" do obszczekiwaczy... Przedwczoraj idę rano z Baryłem do bankomatu, przechodzę przy bloku. Pod klatką stoi jakaś wytapetowana laska, obok bez smyczy jamnikopodobne coś - gapi się na nas spięte. Laska się drze "chodź tu!" chociaż pies metr od niej i nawet nie ruszył się z miejsca. Mijam klatkę, słyszę bardziej zirytowane "chodź tu" i nagle słyszę ujadanie tuż za plecami, a Barył zaczyna się motać. Zatrzymałam się, pies przestał nas napastować tylko stoi i dalej się drze. Stoję i gapię się na laskę, czekam aż ruszy tyłek i zabierze psa. Oczywiście nawet nie drgnęła tylko dalej wołała psa z zerowym efektem. Pies sam zrezygnował i poszedł na trawnik. Nie chciało mi się już użerać.

Wczoraj wieczorem idę do sklepu, bez psa. Idę przy tym samym bloku, z klatki wypada york i drze się na wszystko dookoła. Po prostu biega w kółko i się drze. Docieram do niego, pies chowa się do klatki (o dziwo, mimo pogody drzwi otwarte i podparte nóżką, pewnie dla pieska), a kiedy go mijam, biegnie za mną i się na mnie drze... I tak przez całą długość bloku, a potem dobre 30 m za blokiem, kiedy zaczął mi ujadać prawie chuchając mi na pięty. Szlag mnie trafił, wzięłam garść śniegu i sypnęłam w yorecka - wystraszył się i zaczął ujadać z bezpieczniejszej odległości. I nagle magicznym sposobem znalazła się jego właścicielka, jakaś nastolatka z worem śmieci w rękach. Oczywiście też nie ruszyła się po psa, tylko stała i go wołała, można się domyślić z jakim skutkiem...

Później na spacerze z Bucem, może nie chamstwo, ale takie... dziwne. Wracamy już do domu, Bucuś na smyczy, idzie babka z yoreckiem, na smyczy. Na nasz widok panicznie bierze psa na ręce (yorecek zaczyna warczeć na Buca), a babka na głos komentuje "Chodź, bo cię pogryzie! Taki glut! CHAPS!". Idzie po przeciwnej stronie alejki i gada do psa, nadal na rękach "chaps! chaps! chaps!". Patrzyłam na nią jak na czuba, ale się nie zraziła. Buc przez całe zajście nawet nie burknął, nawet na yorka nie spojrzał, za to york wtórował babie wściekłym warczeniem. No ale to przecież ja mam potwora mordercę, na pewno yorecka potarza, wypatroszy, pożre, zabije :evil_lol:

Posted

Dzisiaj miałam dziwno-śmieszną sytuację. Wracałam z młodym ze spaceru, pies dumnie niesie patyk w pysku i równie dumnie niesie dwa ogromne gluty zwisające z fafli (tak się kończą ekscytujące zabawy na śniegu ;) ) Szliśmy chodnikiem, na którym odbywało się akurat zbiorowe odśnieżanie, jeden z odśnieżających spojrzał na Barona, zaczął szczekać, wyć ?! i krzyczeć "Śliniek, k**wa, cho no tutej!" :D Baron pomerdał ogonem, olał ciekawostkę przyrodniczą, idziemy dalej i za plecami słyszę "O jaaaa, głupi śliniek!"

Posted

Przed chwilą miałam przyjemność spotkać joreczka Koreczka, huraaa...
Byłam na spacerze z moim gnojkiem ;), koleżanką i jej ONkiem. W pewnym momencie drugą stroną ulicy idzie jolecek bez smyczy, pańcia 10 metrów dalej. Jolecek chce przejśc do naszych psów, więc babka od razu mówi "nie nie nie, od jest łagodny", na co ja jej odpowiedziałam "taaa, ale mój nie..", ale to olała, pies podbiegł do Jaskiera, a ta "uff, dobrze, że do tego małego". Nie rozumiem ludzi, skoro się boi o psa, to po co go puszcza? Po chwili zaczęła psa łaskawie wołać "Kooooreeeeek! Koooreeek, chodź, idzieeemy! KOREK! Korek, samochód!" oo tak, zrozumiał na pewno... A odchodząc gadała (a raczej piszczała) do psa "coo, wilczura chciałeś atakować?" :mdleje:

Posted

może nie chamstwo ale dziwna sytuacja. Napadało trochę śniegu, raczej czysto na ulicach więc wzięłam moich chłopaków na dłuższy spacer. Duś szedł sobie bez smyczy Urwis ze względu na to że jest agresywny w stosunku do samców i boi się prawie wszystkiego na 5m flexi (i ja tu nic nie zmienię bo to nie mój pies, nie przebywam z nim na co dzień). Jesteśmy na boisku, już mamy wracać do domu. Nagle leci jak torpeda przerośnięty wyblakły bigiel, ok. nie zwrócił na nas uwagi. Duś się nim bardzo zainteresował. Powiedziałam nie wolno i idziemy dalej. Po chwili jednak bigielek się nami zainteresował, na szczęście podbiegł do Dusiaka nie do Urwisa. Myślę niech się powąchają ale zaraz się rozmyśliłam bo bigiel dostał jeża na grzbiecie. Wiedziałam że już teraz Dusiaka nie odwołam (przynajmniej z daleka) wzięłam Urwisa na ręce i przypięłam D na smycz i idziemy. Właścicielka postanowiła swoje bydlątko odwołać z wiadomym skutkiem:diabloti: w końcu jakoś się jej udało i musiała mi się poskarżyć że biegus jej nie słucha i że tylko męża słucha. Aż się samo cisnęło na usta to czemu spuszcza pani ze smyczy psa nad którym pani nie panuje? Ale że nie chciałam już się kłócić (tym bardziej że Urwis był gotowy pieseczka dopaść i mnie drapał) to po prostu sobie poszłam

Posted

A to my też się podzielimy pewną historyjką. Byłyśmy z Suri (bokserka, lat +/- 5) na spacerze w parku w ten weekend. Zwykle chodzimy na łąki, ale tym razem odwiedziłyśmy naszych znajomych psich i ludzkich. Kiedy już wracałyśmy Suri niosła w pysku, a raczej ciągnęła po ziemi gigantyczny patyk. Chyba śmiało mogę powiedzieć średnie drzewko, tyle że już zeschłe. Nagle nie wiadomo skąd podbiega do nas mały york. Bez smyczy, bez obroży, ot golutki jak go stworzono. Suri na lince szła i szamotała się z tym badylem. Mały zaczął na nią szczekać, aż go od ziemi odrywało. Sur jak zawsze skłonna do zabaw chciała się odwrócić i tym samym trąciła nieco małego swoją "zabawką". W tym samym momencie na ścieżkę wyszedł właściciel pieska. Krzyk i raban taki zrobił, że aż mnie zmroziło. Powiedział, że mnie do sądku poda i że mam tu stać bo on teraz na policje zadzwoni, że mój pies jest nieokiełznany i stanowi zagrożenie! Najlepszy był jednak tekst w stylu: "Gówniarzu cholerny, matka Cię nie nauczyła?!". Bardzo to było miłe, że tak młodo wyglądam, chociaż pierwszy raz w życiu taki komplement otrzymałam :P Troszkę się Pan zdziwił, kiedy się odezwałam, niestety głos mnie zdradza, dawno już pożegnałam naście lat.

Uprzejmie poinformowałam właściciela yorka, że nie ma problemu może dzwonić na policję, na pewno bardzo się ucieszą, że będą mogli mu mandat wlepić, za bark smyczy. Pan spojrzał na mnie spode łba, rzucił kilka soczystych epitetów i poszedł w swoją stronę.

Posted

Nie wiem, czy ta historia tu pasuje.... jak nie, to przepraszam....
Dzwonił do mnie dziś brat.... był z tatą na targu. Jakiś facet siedział z boku targowiska, obok siebie miał dość spore dwie torby. Widząc zainteresowanie brata (muszę nadmienić że jest on w 2 gim, wygląda na mojego rówieśnika - 19 lat) powiedział, że ma "piękne jorczki na sprzedaż, idealne dla dziewczyny na prezent". Brat - z ciekawości - "a za ile?". Facio do niego - to zależy - czy chce jorka z rodowodem, czy bez... bez rodo dawał ponoć za 30 złotych:angryy:. A "z tym niepotrzebnym papierem" za 4 stówy :shake:. Braciszek zrobił mu wykład nt. tego, źe jak go jeszcze raz tu zobaczy, to dzwoni na policje za znęcanie się nad zwierzętami (facet miał w dwóch torbach, bez picia, około 10 szczeniąt). Po bluzgach faceta poszedł na posterunek (będący 20 m od targowiska - z okna było widać faceta ze szczeniakami). Policja wyszła i .... pouczyła faceta że jeśli jeszcze raz zobaczą go w tym miejscu, to wlepią mu mandat za "handel w miejscu niedozwolonym". :mad: I kochaj tu Polskę za bezprawie...

Posted

[quote name='ewunian']Nie wiem, czy ta historia tu pasuje.... jak nie, to przepraszam....
Dzwonił do mnie dziś brat.... był z tatą na targu. Jakiś facet siedział z boku targowiska, obok siebie miał dość spore dwie torby. Widząc zainteresowanie brata (muszę nadmienić że jest on w 2 gim, wygląda na mojego rówieśnika - 19 lat) powiedział, że ma "piękne jorczki na sprzedaż, idealne dla dziewczyny na prezent". Brat - z ciekawości - "a za ile?". Facio do niego - to zależy - czy chce jorka z rodowodem, czy bez... bez rodo dawał ponoć za 30 złotych:angryy:. A "z tym niepotrzebnym papierem" za 4 stówy :shake:. Braciszek zrobił mu wykład nt. tego, źe jak go jeszcze raz tu zobaczy, to dzwoni na policje za znęcanie się nad zwierzętami (facet miał w dwóch torbach, bez picia, około 10 szczeniąt). Po bluzgach faceta poszedł na posterunek (będący 20 m od targowiska - z okna było widać faceta ze szczeniakami). Policja wyszła i .... pouczyła faceta że jeśli jeszcze raz zobaczą go w tym miejscu, to wlepią mu mandat za "handel w miejscu niedozwolonym". :mad: I kochaj tu Polskę za bezprawie...
brat mógł powiedzieć "to poproszę z rodowodem", ciekawe, co by facet odpowiedział :lol:

Posted

zaba14 napisał(a):
moja ma 17 miesięcy ;)

u mnie w IRL to norma że ludzie się nie przesuwają z drogi :[ w wąskim sklepie dostaje szału jak widze niewychowane dzieci i bezmózgowe matki :/ powiesz przepraszam to łaskawie ruszy sie milimetr... :[ one mają na wszystkooo czas, a ja jakoś nie mam ochoty chodzić po sklepie 30 minut i gadać z każdym co chwile... na kawe niech się umawiają ..



Mojej w tym wieku też się odmieniło :)przestała kochać wszystkie pieski i teraz kocha nieliczne.Ciekawe jak twojemu maleństwu się pozmienia:)

Posted

mnie do szału doprowadza starsza babka na moim osiedlu:angryy:Chodzi sobie na spacerki z kundelkiem coś do kolana.Kundelek smyczy na oczy nie widział,podlatuje do wszystkich psów w tym do mojego.Jako,ze pani nad psem kontroli nie ma żadnej zaczyna mnie to irytować.Sytuacja sprzed tygodnia
idę z francem.Nagle z tyłu pojawia się ten pies.Odciągam Franka i szybkim krokiem odchodzę.Znowu pojawia się pssiur i ja znowu robię to samo.Wkońcu nie wytrzymałam i mówię
-proszę wziąć tego psa na smycz
Pani-a co Ci on przeszkadza
-przeszkadza mi i to bardzo.Nie mam ochoty spędzić kolejnej części spacery z pani psem więc proszę go wziąć
Nie powiedziała nic,psa na smycz nie wzięła:cool3:Czyli coś w stylu-rozmowa ze ścianą:razz:
Sytuacja z dzisiaj
idę z Frankiem i koleżanką.Zza rogu widzę babę wymachującą smyczą i psa.Idę z Frankiem,pies podlatuje.Zirytowana uderzyłam butem o chodnik,próbując go przepędzić(psu NIC nie zrobiłam) na co pani
-proszę tak mojemu psu nie robić!
wkurzyłam się nie na żarty więc stanęłam i mówię
-proszę pani,ja nie mam ochoty spacerować w towarzystwie tego psa.Poza tym nie wiem czy pani wie ale na osiedlu trzyma się psy na smyczy więc jedyne co mogę zrobić to zadzwonić na straż miejską skoro pani coś ciągle nie pasuje
Stanęła,patrzy się i idzie dalej.OBIECUJĘ ,ze następnym razem dzwonię na sm.Dosyć przyczepiających się do mnie kundli i plujących się właścicieli.

Posted

U mnie akcja sprzed kilku dni.
Dwa bloki dalej facet ma "ratlerka na sterydach", coś między mini a średnim pinczerem, na dłuuugich nogach.
Kiedyś już obszczekał Baryłę, facet urządzał koło nas mało skuteczną corridę, zmierzyłam go tylko wzrokiem.
Z tydzień temu szliśmy z TZ, pies na nas ujadał, podłaził do kostek, faceta nigdzie w pobliżu.
W niedzielę po prostu zalała mnie krew! Idę ze sklepu (bez psa nawet), stoi facet z tym stworem, oczywiście smyczy brak. Pies podbiegł do mnie, na pierwszy rzut oka przyjaźnie, myślałam, że obwącha mi nogawki i pójdzie. Ku mojemu zaskoczeniu, kiedy był już przy mnie, znienacka rozdarł paszczę na pół osiedla i wyskoczył mi z zębami do ręki :-o
Oj, facetowi uszy spuchły :diabloti: Oczywiście znowu się go dowołać ani złapać nie mógł... Na koniec stwierdziłam, że następnym razem zasadzę psu solidnego kopa, a facet do mnie "no to trzeba go kopnąć jak podlatuje..." :crazyeye:
Czy on sobie jaja robi? Psiarze mają sobie puszczać zwierzaki po osiedlu, a ludzie chcący przejść mają przedzierać się jak przez dzicz i kopać to co rzuca się z zębami? Paranoja po prostu... Jak jeszcze raz zobaczę psa bez smyczy to zgłaszam to do dzielnicowego i tyle, skoro do faceta ciągłe potyczki z przechodniami ani zwracanie uwagi nijak nie trafiają... Nie mam ochoty mieć podartych ciuchów czy dziurawej łydki.

Posted

Ja dziś złamałam swoją zasadę nie puszczania swojego cielaka na mniejsze psy, ale tylko dlatego, że widziałam, iż właścicielka i tak ma to gdzieś co się dzieje z jej psiuńciami. Nie złamałam za to zasady, że nie będę specjalnie zmieniać trasy swojego spaceru, tylko dlatego, że trafiam na drodze "trudniejsze przypadki"... Niech się inni martwią. Otóż idę sobie ze swoim dobermanem i widzę dwójkę dzieci zjeżdżających na sankach, mamusię/babcię rozmawiającą przez komórkę, a obok 3 psy. Jeden sięgający do łydki i dwa mikrusy wielkości jamnika... Psy "radośnie" obszczekiwały wszystko co szło po drodze obok, paniusia była odwrócona plecami do psów i kompletnie jej nie interesowało co robią. Droga jest długa więc zanim do nich doszłam stwierdziłam, że nie mam zamiaru stać się "ofiarą" trzech podbiegaczy, więc puściłam swoje ciele luzem. Mój dobek w podskokach "na wiewióra" dobiegł do piesków... jazgot nie do opisania :evil_lol: dopiero wtedy pani się odwróciła (prawdopodobnie hałas uniemożliwił jej rozmowę przez komórkę ;) ) i zaczęła "zbierać swoją gromadkę" krzycząc "Miki, Miki chodź tu" i wykonując dziwne ruchy jedną ręką (bo przecież w drugiej miała telefon!) mające chyba skutkować złapaniem psów za obroże, których nie miały :diabloti: Mój dobek lubi psie towarzystwo, ale 1. jest odwoływany a 2. stwierdził, że takie towarzystwo to nie dla niego, więc po prostu minęliśmy ten sajgon i poszliśmy sobie dalej. Jeden kajtek biegł za nami jeszcze dobrą chwilkę, ale pani już tego nie widziała, wróciła do przerwanej rozmowy :eviltong:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...