Voute Posted February 11, 2011 Posted February 11, 2011 Nas ostatnio na spacerze zapragnął poznać dorosły ONek. Wracam ze spanielem z parku, a tu pies do mnie dopada. Wpadłam w panikę, bo już raz spaniel był pogryziony. Na szczęście "posłuszny" pies reagował na uciekaj, a ja zwiałam czym prędzej do domu. Z resztą nie zamierzał atakować - przyszedł i obwąchał mojego psa. Mimo wszystko raczej nie życzę nikomu spotkania z owczarkiem niemieckim luzem, bez kagańca i właściciela. Nie to, że mam coś do tej rasy, bo w końcu sama też mam ONka, ale żeby puszczać tego psa luzem po ulicy. Przegięcie. Dobrze, że nie wzięłam wtedy swojego wilczura, bo 2 samce to mogłaby być mieszanka wybuchowa. Quote
Merrick Posted February 11, 2011 Posted February 11, 2011 Voute napisał(a):Nas ostatnio na spacerze zapragnął poznać dorosły ONek. Wracam ze spanielem z parku, a tu pies do mnie dopada. Wpadłam w panikę, bo już raz spaniel był pogryziony. Na szczęście "posłuszny" pies reagował na uciekaj, a ja zwiałam czym prędzej do domu. Z resztą nie zamierzał atakować - przyszedł i obwąchał mojego psa. Mimo wszystko raczej nie życzę nikomu spotkania z owczarkiem niemieckim luzem, bez kagańca i właściciela. Nie to, że mam coś do tej rasy, bo w końcu sama też mam ONka, ale żeby puszczać tego psa luzem po ulicy. Przegięcie. Dobrze, że nie wzięłam wtedy swojego wilczura, bo 2 samce to mogłaby być mieszanka wybuchowa. W pełni Cię rozumiem. Tamlin w szczenięctwie miał pecha dwa razy być pogryzionym przes onka, wielokrotnie też się na niego rzucały. Obecnie jest to rasa, której Tamlin nie toleruje. Sam się na onka nie rzuci, ale gdyby jakiś onek podbiegł, obojętnie w jakich zamiarach to Tamlin na 100 % pokaże zęby i zacznie warczeć. Nie toleruje żadnego owczarka niemieckiego, wyjątkiem są suki tej rasy. Inne rasy Tamlin albo kocha, albo ignoruje, albo go ciekawią. Czasem różnie to bywa z labradorami ale wiadomo że ich ''skoki na grzbiet'' drugiego psa często nie są tolerowane przez inne psy :roll: Quote
anorektyczna.nerka Posted February 11, 2011 Posted February 11, 2011 Przegięciem jest każda sytuacja kiedy podbiega do nas pies, który stanowi realne zagrożenie. Ja się spotkałam z okropnym chamstwem ze strony rodziców. Zawsze jak idę do szkoły mijam "moje osiedle" i tuż pod samą szkołą są domki jednorodzinne, na dwóch z nich są psy. Na jednym jakiś ttb, na drugim owczarek niemiecki. Dzieci zawsze, czy to odprowadzane przez rodziców czy idące same do szkoły drażnią te psy, a rodzice nie zwracają na to uwagi.. ba! Wręcz są święcie przekonani, że latorośl nie robi nic złego! Miesiąc temu zdarzył sie incydent, ttb się rzucił całym ciałem na bramkę i jakoś udało mu się wydostać.. na szczęście właściciel akurat był z drugiej strony podwórka, więc skończyło się tylko na siniakach i płaczu. Z owczarkiem jest sytuacja całkiem inna. Ten pies po prostu dostał *******ca. Jest strasznie rozhisteryzowany, szczeka na każdy poruszający się obiekt i zawsze jak idę tamtą drogą, to się modlę, aby nie wyskoczył.. dodam, że jest to jeszcze podrostek.. może mieć max 8 miesięcy. Z drugiej strony to głupota właściciela. Nie trzeba być Ateną, żeby się domyśleć, że dzieciarnia będzie drażnić psa. Przewalone jets tam mieszkać. Współczuję i psom i dzieciom, bo nie każde tłucze patykiem w ogrodzenie, ale każde przechodzące tamta drogą może zostać dotkliwie pogryzione. Quote
Voute Posted February 11, 2011 Posted February 11, 2011 My w tamtym roku latem miałyśmy makabryczną sytuację. Idę z psem na spacer w dobrze znaną okolicę. Domów kilka jest, reszta to głównie jakieś pola uprawne. Dobrze wiedziałam, że jest tam parę co najwyżej średnich psów pozamykanych w kojcach. Idziemy - ja, spaniel, koleżanka z labradorką. I nagle nawet nie widziałam skąd dopada się do mojego psa mieszaniec owczarka niemieckiego, trochę od niego mniejszy! Nie to, że stanął, popatrzył, wysłał jakiś sygnał coby pozwoliło mi się zorientować, że będzie atakował. Po prostu przybiegł tak szybko, że zobaczyłam go jak wbijał kły w mojego psa. Ugryzł kilkakrotnie. Kark, głowa, noga. Żadnych złamań, ale były rany do krwi. Próbowałam tego psa odpędzić, na marne. Byłam tak spanikowana, że jedyne co robiłam, to wrzeszczałam. Koleżanka z psem stała obok i próbowała odgonić tego psa, ale on był duży i silny. Potem jakiś facet go odgonił. Nie wiem jak, nie widziałam. Była w szoku, roztrzęsiona. Po chwili przyszło kilka kobiet, chyba usłyszały mój wrzask. Zadzwoniłam do rodziców, weterynarz, pies ma się dobrze, nie ma urazu psychicznego, psów się nie boi. Ale to co we mnie zostało jest nie do opisania. Nie jeżdżę ani nie chodzę tam. Podobno psa już nie ma... Nie wiem. Boję się tam iść. Po raz pierwszy w życiu zaczęłam bać się psa. Quote
Ejre Posted February 12, 2011 Posted February 12, 2011 Od pewnego czasu jestem w nieustannym szoku. Wcześniej, kiedy znajomi psiarze opowiadali mi co ich spotyka na spacerach, po prostu myślałam, że przesadzają. Jakiś czas temu z różnych względów "wyszłam z lasu". Wcześniej spacerowałam z psami właściwie jedynie po lasach, polach, nad jeziorem lub wyjeżdżałam gdzieś za miasto. No i się zaczęło, prawie na każdym spacerze nie w plener coś się musi przykrego przytrafić. Po osiedlu nie da się spacerować na spokojnie bo pewna kobieta chodzi z wiecznie puszczonym luzem przerośniętym owczarkiem, który atakuje inne samce, już pierwszego dnia naszych "cywilizacyjnych" spacerów się o tym przekonałam, kiedy przyatakował mojego psa. Kobieta chwyciła go w ostatniej chwili za ogon i w ten sposób zatrzymała jego atak, po czym zaczęła burczeć pod nosem, gdzie ja się z tym psem pcham. Od tej pory zawsze, idąc z psami słyszę jakieś obelgi z jej strony. Można sobie powiedzieć, że może wariatka czy coś ale ostatnio, jakoś w tamtym tygodniu byłam ze znajomą w parku. Ja z moim psem i ona z dwójką własnych, stanęłyśmy sobie na uboczu, żeby trochę poćwiczyć z psami. Nic nie poćwiczyłyśmy, bo co chwilę jakiś obcy pies podbiegał, na początku jakiś wyżeł tam i z powrotem chciał stratować szczeniaka koleżanki, przeczekałyśmy ale po chwili podbiegł labrador, najpierw myślałam, że się powąchają i sobie pójdzie, lecz się okazało że nie miał "dobrych zamiarów" co do mojego psa i zaczął warczeć. Właściciel gwizdał na niego chyba z kilometra, dopiero jak krzyknęłam "poszedł" i się wtedy zorientował że pana nie ma za plecami to odbiegł burcząc. Na koniec był jeszcze stary jak świat golden. Podszedł do mojego plecaka z zaczął wyjadać przysmaki, właścicielka patrzyła na to z uśmieszkiem, dopiero jak podbiegłam żeby zabrać plecak zaczęła przerażonym głosem go wołać, myślała pewnie, że chcemy mu zrobić krzywdę, czy coś w tym stylu. Tak więc na własnej skórze przekonałam się, że miasto to więkrza dzicz niż najgłębszy las. Pozdrawiam. Quote
Arwilla Posted February 12, 2011 Posted February 12, 2011 Nie wiem czy to podchodzi pod chamstwo... Miałam niedawno akcję z gryzącymi się psami... Mieszkam na osiedlu domkowym, mamy w pobliżu sklepik... dwa domy od sklepiku mieszka sobie pseudo ON... pies ładny, w miarę zadbany, choć podwórkowy, tylko jak to "pies obronny" ma dość silnie rozwinięty instynkt terytorialny... Zawsze jak przechodzimy tamtędy, to chce ogrodzenie poprzegryzać... mój na szczęście niedziamgotliwy i niereagujący na takie akcje... Idę sobie ze znajomą do sklepu (na szczęście bez Gamonia) i przed nami jakieś 100m idzie babka z goldenem - tego psa też znam... Nagle z otwartej bramy wypada ten ON i zaczyna się jatka... :roll: Za psem wypada jakiś facet, próbuje go wołać, łapać się widać boi, ON atakuje goldena, goldenowi obrona zupełnie nie wychodzi, babka odciąga goldena, psy się szamoczą, w końcu kobita się przewraca, nad nią kotłujące się psy i facet, który woła i woła i woła... :angryy: Puściłam się biegiem, wlazłam między psy, tupnęłam nogą, wołałam jakieś "odejdź" i "zostaw"... ON spasował momentalnie, odszedł kawałek, podnoszę kobitę, patrzę jednym okiem, czy ON nie wraca, golden roztrzęsiony, baba w szoku, ubranie zniszczone, ręce jej się trzęsą, potłuczona, goldenowi z tyłka krew kapie... widzę, ze ON się znowu zbliża, ale już ostrożniej, krzyknęłam na niego, zapędziłam za ogrodzenie, facet zamknął furtkę i mówi do nas: "on nie gryzie..on łagodny... nic się nie stało"... :crazyeye: Mówię do niego: "jak nie gryzie, jak pogryzł psa, pani się przewróciła, dlaczego nie zabrał pan psa? Nawet pan nie próbował"... a bo on się go boi, to nie jego pies, tylko córki... i cały czas "nic się nie stało".... Zaprowadziłam kobitę do domu, oglądałyśmy ranę goldena - ale jak jemu opadły emocje, to zaczął na mnie warczeć, więc tym razem ja spasowałam... :diabloti: Kobita ciągle była roztrzęsiona... Później wzięła córkę i poszły do weta i po zaświadczenie o szczenieniu ONa... Z tego co wiem, rana goldena nie była głęboka... futra stracił sporo... Ja rozumiem, że to mógł być wypadek... facet nie domknął furtki, czy coś tam.... że nie jego pies... że nie umiał sobie z nim poradzić... itd..itd.... ale jak już się coś stanie, to czy tak trudno przyznać się do winy i PRZEPROSIĆ? A facet w kółko tylko "nic się nie stało"... i nawet się nie zainteresował, czy faktycznie nic się nie stało...:shake: Quote
anorektyczna.nerka Posted February 12, 2011 Posted February 12, 2011 No wiesz... pies żyje, babka żyje, więc nic się nie stało... A u nas właściciel agresorka, którzy omal nie rozerwał beagla znajomej na strzępy skarży się, że ja specjalnie zatrzymuję się z psem koło ich ogrodzenia, żeby mu psy denerwować.. dziwne, bo ostatnio utrzymywał że pies bega samopas... (jak moja mama to usłyszała to myślałam, że go zabije śmiechem.. ja i wypuszczanie psa samopas :D) Quote
Arwilla Posted February 12, 2011 Posted February 12, 2011 Mnie też kiedyś jeden facet powiedział, że mam nie chodzić po JEGO ulicy, bo mu się psy denerwują... :razz: W sumie, to się nie dziwię... jest właścicielem 5 rozdartych psiaków, które chyba świata nie widziały poza podwórkiem i które na każdy ruch w pobliżu posesji reagują przeraźliwym jazgotem... Sąsiedzi to chyba już z nim nie rozmawiają... Quote
Balbina. Posted February 12, 2011 Posted February 12, 2011 Ależ moj pies nie rzuca się na ludzi z kłami-robi to dopiero kiedy ma jako alternatywę palce w oczach. Kagańca mu nie zalożę bo jest przewidywalny-jak nikt go agresywnie nie tyka to jest spokojny a jak babcia czy dzieciaczek MUSI zobaczyć jak wygląda pies z paluszkami w uszach/oczach/nosie to proszę bardzo-mi szkoda już kasy na cholinex po 10 minutowym wydzieraniu się na babcie które nasiłę muszą yorecka poprzytulać.Jak ktoś nie rozumie to jedyne co to mogę zadzwonić po sm-jak babcia będzie musiała wyskrobać z ręciny 100zł grzywny na szczucie psa to się odechce. Koffane dzieciaczki z mojego osiedla doprowadziły do tego,ze mój pies dzisiaj widząc dwójkę podrosków skulił się i z ogonem pod tyłkiem zaczął panicznie uciekać w krzaki.:multi:Jestem zachwycona. Quote
anorektyczna.nerka Posted February 12, 2011 Posted February 12, 2011 Masz za mało charyzmy :D A tak na serio, to nie wierzę, że nie da się w porę odwołać dzieciaka czy babci. która chce molestować psa. wierz mi, często wystarczy samo spojrzenie w oczy + zwięzła wypowiedź i delikwent odchodzi spacyfikowany. A krzykiem to nic nie osiągniesz. Z ludźmi trzeba jak z psem - spokojnie. To tak jak z obrażaniem innych = do tego nie jets potrzebny wysoki ton głosu i przekleństwa. Quote
omry Posted February 13, 2011 Posted February 13, 2011 HelloKally ma rację. Jakbym zaczęła się wydzierać na te bydło, co mi na psa szczeka, to nie dość, że psu by się udzieliło, to jeszcze bydło by miało większą frajdę. Na spokojnie tekst typu: 'dobrze się czujesz?', 'Torika, ustąp głąbowi', czy 'ja to mam los, zawsze na jakiegoś debila trafię' powodują, że bydło nie wie, co powiedzieć i speszone odchodzi. Quote
awaria Posted February 14, 2011 Posted February 14, 2011 Balbina12, próba głaskania to nie jest szczucie, więc nikt mandatu nie będzie płacił ;) To tak samo jakby np. ktoś powiedział ci, że masz ładny płaszcz, a ty byś wezwała policję i sugerowała, że to groźby karalne ;) Poza tym bez przesady, york nie jest w Polsce już zwierzęciem egzotycznym i ciężko mi uwierzyć, że non stop ktoś pcha mu paluchy do oczu/uszu czy nosa i przez to jest lękliwy i agresywny. Mi przy dwójce szczeniaków tylko raz zdarzyło się, że kobieta zrobiła z moim psem coś co mi się nie podobalo - wzięła jego przednie łapy i położyła na kolanach swojego dziecka w wózku (opisywałam to chyba tutaj kiedyś nawet). Ah, i epizod z petardami przed sylwestrem, ale dzięki bogu obyło się bez echa. W reszcie przypadków zawsze udawało mi się w porę zareagować. Jeśli Twój pies reaguje agresją to może faktycznie warto z nim popracować, Franek jest młodym psem, więc i szanse na poprawę są duże. Quote
Okamia Posted February 14, 2011 Posted February 14, 2011 Nasza sielanka właśnie się skończyła... Byliśmy z TZetem w parku z sukami. Kell jak zawsze na lince obwąchuje sobie krzaczki itp razem z tzetem, Nela ze mną bawi się frisbee. Z daleka widzę idzie baba i koleś z 2 psami, czymś ala berneńczyk i jakiś mały kundel. Tz chwycił Kell bliżej siebie i dalej idą niuchając. Nella skupiona na mnie i dyskach gdy patrzę a nagle w stronę K. leci to bernenisko oczywiście. Nell w tym momencie zainteresowała się kto chce wlecieć na jej stado. Oczywiście koleś z tekstem że on nic nie zrobi... Biorąc pod uwagę zachowanie moich suk z których jedna nie życzy sobie kontaktów z napastliwymi samcami a druga jej w tym wtóruje z zaciętością ttb to raczej mnie to g. obchodzi co powiedziałam właścicielowi brytana. Pan chyba nowy w okolicy jest i jeszcze nie załapał że jak będzie tak pieska puszczał do wszystkiego to niedługo go straci. Quote
zaba14 Posted February 14, 2011 Posted February 14, 2011 Okamia a my dziś podobną sytuacje mieliśmy z tym że przyczepił się do nas jack russel terrier, upierdliwy jak cholera :[ :[ suka na początku się z nim ganiała, właściciel daleko, woła psa ale co z tego skoro pies ma go głęboko gdzieś? w końcu pies przeją piłkę mojej suki i ta już się wkurzyła, jak odebrała piłkę to na psa już warczała, zabrałam piłkę, pies non stop podbiegał, sucz juz się wkurzała i szczypała psiaka przy każdej jego próbie podejścia. Troche mnie to wkurzyło, bo musiałam iść w strone faceta, dopiero wtedy zaczął iść w naszą stronę, i .. oczywiście psa i tak nie umiał złapać, ja swoją przytrzymałam za obroże, więc ona tym bardziej strzeżyła zęby, na co koleś się śmiał... jego psa sama musiałam złapać, bo on nie był w stanie :/ a ja odciągając swoją sukę musiałam sięgać po kurdupla :[ aaa... sytuacja jednak pokazała mi że suka mi dojrzewa i pokazuje jakie ma zdanie ;) Quote
kendo-lee Posted February 14, 2011 Posted February 14, 2011 Upierdliwe russelki,bardzo je lubię.Mam w okolicy dziadka z dwoma takimi potworami.Już kilka razy go spotkałam w pobliżu mojej uliczki.Małe potwory na smyczach zawsze się rzucały na Kendo z zębami,a dziadek ledwo nad nimi panował.Dwa dni temu wyleźli mi w trójkę zza narożnika więc nie będę skakać z psicą na ulicę bo oni idą całym chodnikiem.Skróciłam ją trochę,nie za mocno,bo na napiętej smyczy spina się i szykuje do zadymy.Oczywiście małe diabły rozdarły paszcze,zęby na wierzchu a dziadek przez nie wleczony śmiało popyla w moją stronę.Kendo spokojna,idziemy a tu mały diabeł myk dziadkowi z obróżki i z prędkością światła capnął Kendo za łopatkę,moja psica lekko się zdziwiła,strząsnęła paskuda,chwyciła za kołnierz i pacnęła nim o chodnik(zawsze tak robi z psami,które ją atakują,chwyta i paca o glebę,nie uszkadzając przy tym).Dziadek dostał spazmów ,nie mógł złapać tej cholery a druga mu się wyrywała.Jak już opanował sytuację powiedział mi,że z takim psem się po ulicy nie chodzi i mam go zabrać bo pozabija jego pieseczki,odpowiedziałam,że moja grzecznie szła i to jego atakują.Usłyszałam,że jego mogą bo są małe i nie lubią dużych psów,poza tym nic im nie zrobią.To się ubawiłam,powiedziałam mu że ma zabierać te pokemony bo się zezłoszczę i zadzwonię po SM,a na następny raz już z daleka będę sobie kręcić filmik przyrodniczy z russelkami w roli głównej a potem pokaże panom strażnikom,a mandacik sporo kosztuje.Więc dziadek zasuwał do domku w podskokach.Ciekawe kiedy znowu na niego wlezę. zaba14 ile ma twoja sunia? Quote
WATACHA Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 Co do russelków potwierdzam.Wczoraj szłam sobie z moimi psami, nagle zza rogu wychodzi pan z terrierkiem, bez smyczy.Ściągnęłam swoje do siebie i idę dalej.Piesek oczywiście zaczął biec w naszą stronę, nie reagując na wołanie pana.Skończyło się na tym, że ów terrierek został "przekopany" przez mojego psa.Psy bez smyczy, niereagujący na właściciela to temat rzeka... Nie minęło 5 minut, gdy widzę, a na środku chodnika stoi pies (taki troczkę w typie kaukaza).Owszem w kagańcu, ale bez smyczy, a pana ani widu, ani słychu.Wyraźnie zainteresowany moimi psami.Już mam wizję dwóch szamoczących się dużych samców, ja gdzieś tam przewrócona leżę i mój mały Leoś podeptany.Na szczęście pies nie był agresywny podszedł na 2 metry i się patrzył.Ale co ja się nadenerwowałam to moje :) Quote
vege* Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 Ja też ostatnio myślałam, że zawału dostanę. Była ładna słoneczna pogoda, cieplutko na dworze, tak miło, że aż chce się wyjść, no to wzięłam Nukę i idę się przejść z nią na łąki. Idę tak sobie idę, aż tu nagle podbiega do nas piękny brązowy, kopiowany doberman. Każę Nuce siedzieć cicho, na szczęście siedziała cicho (myślałam, że jednak nie wytrzyma i zacznie szczekać po ostatnim pogryzieniu przez większego od niej psa), na szczęście był i właściciel i właścicielka i psa odwołali od razu, pies tylko jeszcze ze 2 razy biegał koło mnie, ale było widać, że chce się bawić i jest nie agresywny :-) Jednak czasami mozna spotkać normalnych właścicieli dobków :-) Quote
Okamia Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 zaba14 napisał(a):Okamia a my dziś podobną sytuacje mieliśmy z tym że przyczepił się do nas jack russel terrier, upierdliwy jak cholera :[ :[ suka na początku się z nim ganiała, właściciel daleko, woła psa ale co z tego skoro pies ma go głęboko gdzieś? w końcu pies przeją piłkę mojej suki i ta już się wkurzyła, jak odebrała piłkę to na psa już warczała, zabrałam piłkę, pies non stop podbiegał, sucz juz się wkurzała i szczypała psiaka przy każdej jego próbie podejścia. Troche mnie to wkurzyło, bo musiałam iść w strone faceta, dopiero wtedy zaczął iść w naszą stronę, i .. oczywiście psa i tak nie umiał złapać, ja swoją przytrzymałam za obroże, więc ona tym bardziej strzeżyła zęby, na co koleś się śmiał... jego psa sama musiałam złapać, bo on nie był w stanie :/ a ja odciągając swoją sukę musiałam sięgać po kurdupla :[ aaa... sytuacja jednak pokazała mi że suka mi dojrzewa i pokazuje jakie ma zdanie ;) Na małe pindki mam patenty inne zresztą większość nas omija po pierwszym spotkaniu z Ke która uwielbia bawić się w polowanie na szczury na małych psach :diabloti: Ale gdy biegnie do nas duży nieznany pies gdy jestem z dwoma sukami to jednak pietra można dostać zwłaszcza że wiem, że gdyby Kell wyskoczyła z zębami na niego to Nell automatycznie z całą frajdą i funem by jej w tym pomogła :roll: co raczej nie jest przyjemne do odpracowywania z jej zaciętością i siłą mixa ttb :shake: Najgorsze jest to że tak długo było pięknie i spokojnie... A właściciel oczywiście swoim spokojem i niezrozumieniem że może być nie chcianym intruzem mnie dobił :angryy: Quote
awaria Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 Moje przygody z JRT są (jak do tej pory) bardzo pozytywne. Moje futra mają kilkoro takich niewielkich znajomych, z którymi szaleją jak z równymi sobie wagą i wzrostem :) Są to, oprócz buldożków, jedyne małe psy, którym pozwalam na tak swawolne harce z moimi bez żadnych obaw o ich kruchość i delikatność. Quote
Franca81 Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 Jeszcze jak miałam psa. Bydlątko (z 30 kg miał) mieszaniec boksera z jakimś astem lub czymś w tym stylu mordującym. :diabloti: Wyszłam na spacer na lince. Nagle wyskoczył york ze szczeneczką na mojego. A mój jak na mordercę wypada zaczął merdać ogonem i chciał się bawić mimo że ten "łagodniusi" yorczek chciał go zjeść bez popitki... Psa trzymałam na krótko przy nodze. Zwracam uwagę paniusi by zabrała swojego upierdliwca jazgoczącego i szpanującego średnio już białymi kłami. A ona się śmieje mi prosto w twarz. Więc się wkurzyłam (bo to nie pierwsza taka sytuacja z nią ale zawsze wcześniej mój pies był na krótkiej zwykłej smyczy). Odblokowałam linkę (docelowo miała 5 metrów). Mina pańci bezcenna. :evil_lol::diabloti: Zaczęła się drzeć, że mój zje jej psiuńcia. Więc jej bezczelnie mówię żeby sobie zabierała swojego yorka jak chce go mieć żywego. Bo to ona nie ma swojego psa pod kontrolą a ja mam. Paniusia oczywiście nie wiedziała, że mój "morderca" to zalizać może kogoś na śmierć bo z zębów korzystał tyko jak jadł karmę lub bawił się zabawką. Nie cierpię takich ludzi. Mam na nich alergię i straszliwie źle trawię... I jak mi jakiś taki delikwent podskakiwał to zawsze puszczałam mojego psa na długą linkę. Psiak był (już za TM) mimo wyglądu mordercy bardzo kochanym psem. Agresji zero. Ale nigdy nie pozwalałam mu by podbiegał do innych psów (chyba, że je znałam i wiedziałam że właściciele się na to zgadzają). Dlatego miałam spokój z podbiegającymi dzieciakami. :diabloti: Ale bywało, że dzieciaki chciały pieska pogłaskać ale zawsze rodzice pytali czy można go pogłaskać. I zawsze wtedy wyrażałam zgodę. Quote
megi82 Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 ja często spotykam się z sytuacją,że ktoś chce aby jego pies pobawił się z moją Luna-a ona najzwyczajniej w świecie nie akceptuje innych psów i bywa nerwowa-wiem,że to moja wina,ale zawsze otwarcie mówię o tym-jednak nie każdy to rozumie...bo niby jak mały pies=shih tzu może być agresywny do innych psów?W takich sytuajcach ręce opadają Quote
evel Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 megi82 napisał(a):bo niby jak mały pies=shih tzu może być agresywny do innych psów?W takich sytuajcach ręce opadają Ano niestety. Między innymi dlatego mój pies dzisiaj próbował poważnie uszkodzić małego bigla (biegającego luzem... w kolczatce!!!), bo przecież bigiel chciał się tylko pobawić. Nie, nie zamierzam swojego psa porywać na ręce za każdym razem, jak widzę coś żywego na horyzoncie, bo ktoś ma wodę zamiast mózgu. Zastanawia mnie kwestia prawna... Mój pies na osiedlu jest zawsze na smyczy, hipotetyczny podbiegacz oczywiście bez, podbiega, załóżmy, że jednak za którymś razem dzieje mu się krzywda... i co? Quote
megi82 Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 evel napisał(a):Ano niestety. Między innymi dlatego mój pies dzisiaj próbował poważnie uszkodzić małego bigla (biegającego luzem... w kolczatce!!!), bo przecież bigiel chciał się tylko pobawić. Nie, nie zamierzam swojego psa porywać na ręce za każdym razem, jak widzę coś żywego na horyzoncie, bo ktoś ma wodę zamiast mózgu. Zastanawia mnie kwestia prawna... Mój pies na osiedlu jest zawsze na smyczy, hipotetyczny podbiegacz oczywiście bez, podbiega, załóżmy, że jednak za którymś razem dzieje mu się krzywda... i co? no właśnie -ciekawe pytanie...pies na smyczy,podbiega inny,prowokuje i zostaje poszkodowany...jak to prawnie wygląda? Quote
vege* Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 też jestem bardzo ciekawa, bo zazwyczaj właściciele małych psów uważają, że im psom wszystko wolno bo są małe i krzywdy nikomu nie zrobią :/ ale jak w końcu małemu pieskowi coś się stanie to wtedy "wina leży" po stronie właściciela większego psa :/ Quote
evel Posted February 15, 2011 Posted February 15, 2011 vege* napisał(a):też jestem bardzo ciekawa, bo zazwyczaj właściciele małych psów uważają, że im psom wszystko wolno bo są małe i krzywdy nikomu nie zrobią :/ ale jak w końcu małemu pieskowi coś się stanie to wtedy "wina leży" po stronie właściciela większego psa :/ Ale zaraz zaraz, mój pies nie jest wielki ciałem, a jedynie duchem :evil_lol: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.