Merrick Posted February 4, 2011 Posted February 4, 2011 No i tak jak przewidywałam zaczęło się :roll: byłam dzisiaj na krótkim spacerku z Tamlinem i Baldurem, codziennie tak robię że na popołudniowy spacer biorę oba psiska, po kwadransie siostra zabiera szczeniaczka do domu a ja kontynuuję spacer z Tamim. Baldur jest jeszcze w okresie kwarantanny ale biorę go na te parę minut żeby się już teraz socjalizował ;). Tamlin z Baldurem szaleli sobie po trawce, Baldur był bardzooo głośny w trakcie zabawy :D ale wiem że małemu krzywda się nie dzieje. Nagle z za krzaków wyszła starsza babka, która zaczęła wyzywać mnie od debilek, przecież taki szczeniaczek nie może się bawić z dorosłym psem, przecież husky zagryzie tego malca, husky to są potwory :roll:. Tamlin usiadł, przechylił głowę ( chyba też nie mógł wyjść z podziwu nad głupotą kobiety ) i słuchał. Baldur położył się przy nogach Tamiego i zaczął go zachęcać do zabawy. Kobieta w krzyk, że jak tak można na coś takiego pozwolić. Popukałam się w łeb i poszłam, bo z takimi ludźmi nie ma co dyskutować :roll: A jakimTamlin jest ''bardzo niebezpiecznym psem,który zagraża Baldurowi'' widać na zdjęciu ;) Quote
vege* Posted February 4, 2011 Posted February 4, 2011 no faktycznie, potwór niesamowity :evil_lol: [SIZE="1"]ps. macie galerię? :oops: Quote
Merrick Posted February 4, 2011 Posted February 4, 2011 [quote name='vege*']no faktycznie, potwór niesamowity :evil_lol: [SIZE="1"]ps. macie galerię? :oops: Potwór przez duże P :evil_lol: Wczoraj założyłam galerię tu na dogomanii na stronie husky, zdjęć jest póki co mało i wiem że są w zbyt dużym formacie ale postaram się to zmienić ;) Quote
evel Posted February 5, 2011 Posted February 5, 2011 Matko :loveu: Jaki bury szczurek :loveu: A wyobraź sobie, co to będzie jak Baldur przerośnie Tamlina i się będą bawić :diabloti: Ja natomiast ostatnio się zdziwiłam lekko... Idę sobie z suką ostatnio, widzę, że idzie facet z biglem, przechodzę na drugą stronę ulicy, skupiam sukę na sobie, bo z biglami ma na pieńku, słyszę, że bigiel zaczyna dziamać a facet... popuszcza flexi O_o Przerzuciłam swoją sukę na drugą stronę i stanowczo warknęłam do faceta: Proszę zabrać* psa! O dziwo, poskutkowało, koleś z wielkim fochem zaczął zbierać flexi i dziamgającego bigla... Nie czaję. Jak idzie sobie pies, nieznany i mój pies zaczyna na niego ryczeć, to mam go puścić do tego psa? No bez jaj. *kiedyś prosiłam "proszę odwołać psa" ale ludzie zwykle nie wiedzieli o co mi chodzi :splat: Quote
Merrick Posted February 5, 2011 Posted February 5, 2011 evel napisał(a):Matko :loveu: Jaki bury szczurek :loveu: A wyobraź sobie, co to będzie jak Baldur przerośnie Tamlina i się będą bawić :diabloti: Czeka mnie wyklęcie i banicja :D Z takimi dwoma ''potworami'' po osiedlu ? ;D Chyba Już powinnam zacząć szukać nowego mieszkanka ;) Quote
Merrick Posted February 6, 2011 Posted February 6, 2011 Ja nie wiem jak to jest...rok temu mam wrażenie nie miałam prawie żadnych problemów z innymi psiarzami a teraz niemal codziennie jest jakaś awantura :roll: Umówiłam się ze znajomą, która ma suczkę czechosłowackiego wilczaka na spacer w WPKiW, koło planetarium. Chciałam żeby Baldur poznał ''ciocię'', zabrałam też oczywiście Tamlina. To był hardcor :D W jednej ręce dwuletni husky, który próbował wyrwać mi rękę ( myśli że odkąd jest Baldur to wcześniejsze zasady go nie obowiązują ale się zdziwi ), a w drugiej 2,5 miesięczny wilczak, który non stop właził mi pod nogi :D Gdy doszliśmy w ustronne miejsce spotkania, puściłam oba psy z suczką, dorosłe psiury biegały a mały próbował nadążyć. Po około godzinie gdy już zbieraliśmy się do drogi powrotnej, zauważyłyśmy ze znajomą jakiegoś dziadka. Przed nim biegał west, Tamlin był zajęty zabawą z suczką ale postanowiłam go złapać bo zauważyłam że dziadek trzyma długi, gruby kij. Nie podpierał się na nim, był za duży do aportu więc od razu skojarzyłam że to typowy osobnik, który nosi kij w pogotowiu żeby sprać psa, który by do niego podbiegł. Tamlin i Astri spostrzegli westa i do niego podbiegli, Astri nie wykazała zainteresowania a Tamlin stanął metr od psa i przyglądał mu się, wiedziałam że to mu wystarczy i zaraz zacznie gonić za Astri. Ale west wpadł w histerię ( Tamlin dalej stał metr dalej i się nie zbliżał ). Poszłam po Tamlina, żeby nie stresować westa ale nim zdążyłam podejść dziadek rzucił się z kijem na Tamlina :angryy: Przyłożył mu parę razy po grzbiecie ale Tamlin jakoś się wywinął. Rzuciłam się w kierunku mojego psa, dziadek podniósł kij i chciał go spuścić prosto na głowę Tamiego. Wkur...am się na maxa i krzyczę że jeśli uderzy mi psa to mu nogi z d..y powyrywam :angryy:. Na szczęście dziadek pod nogami miał gołoledź i jak brał zamach to się poślizgnął i wyłożył jak długi na betonie. Dawno już trzymam Tamlina, który nie wie co takiego złego zrobił bo nawet nie dotknął westa, który stoi metr dalej i wciąż jazgoce :angryy: Dziadek krzyczy że mamy natychmiast wziąść psy na smyczę, przypomniałam mu że jego pies też jest luzem, a on na to że to jest mały pies i nikomu nie zrobi krzywdy, próbuję przekrzyczeć dziadka i mówię że westy mają zęby tak samo jak inne psy. Dziadek wstał, zwyzywał mnie od najgorszych, wyjął komórkę i grozi że wezwie straż miejską i zobaczę co oni mi zrobią, mówię że w takim razie niech wzywa :angryy: Ciekawe tylko że przed tą groźbą zapiął westa na smycz ( pewnie wmówiłby straży że jego pies był na smyczy a pies tej gów...ary rzucił się na bezbronne zwierzę :angryy: ). Kiedy poszedł, znajoma starała się mnie uspokoić, serce mi waliło, czerwona mgła przesłaniała umysł. Zazwyczaj jestem spokojna żeby pies nie wyczuł że jestem zdenerwowana ale jak wyobraziłam sobie że dziadek tym kijem mógł wybić mu ząb, wydłubać oko albo co gorsza trafić źle w kufę i go zabić to trzeźwe myślenie mnie opuściło :angryy: Tamlin nic temu westowi nie zrobił, nawt się nie zbliżył za bardzo a dziadek tak na wszelki wypadek postanowił go potraktować kijem :angryy: A co by było gdyby porządnie zdzielił Tamlina, jego by to porządnie zabolało i zaatakowałby wówczas dziadka ? Tamlin jest łagodnym psem i kocha wszystkich ludzi ale nigdy nie wiadomo jak pies się zachowa w sytuacji realnego zagrożenia ? :angryy: Quote
gops Posted February 6, 2011 Posted February 6, 2011 tak naprawde to TY pierwsza powinnas wezwac policje , ten dziadek moze kiedys zabic innego psa (zamiast haskiego moglby zaatkowac pudla) a najlepiej jakby ktos go nagral no ale wiem ze wtedy sie o tym nie mysli :roll: mam nadzieje ze Tamlin nie zacznie sie bac ludzi po takiej sytuacji , moja suka na 100% by rzucila sie na kogos kto ja atakuje , nie wiem co lepsze teraz napewno bd szybciej reagowac jak zobaczysz psa , zawsze tzreba byc szybszym niz pies , ja to rozumiem bo moja suka tez jesli chodzi bez smyczy( w parku ) to nie podchodzi do psow czasami jedynie stanie z boku i bd obserwowac mijjacego lub biegajacego psa czasami sie nawet zepnie i zjezy ale nigdy nie podbiegnie pierwsza i na jedno moje slowo wraca do mnie dobrze ze Twoj pies nie wykazal agresji do tego czlowieka bo wtedy niestety mogloby sie to skonczyc policja i mandatem dla was :roll: chociaz niesprawiedliwym ale takie mamy prawo Quote
awaria Posted February 6, 2011 Posted February 6, 2011 West dziadka pewnie nie raz nie dwa został zaatakowany/pogryziony przez inne psy i dlatego starszy pan wspomaga się kijem. Z jednej strony go rozumiem, a z drugiej - gdyby ktoś bez powodu uderzył mojego psa (za stanie i patrzenie) to by się polała krew... ludzka. Mógł przecież spróbować go przepłoszysz, tupnąć, krzyknąć, a nie od razu kijem przez plecy. Pracuj nad podbieganiem i odwoływaniem Tamlina i staraj się nie spotykać TAKICH ludzi ;) Quote
vege* Posted February 6, 2011 Posted February 6, 2011 awaria napisał(a):West dziadka pewnie nie raz nie dwa został zaatakowany/pogryziony przez inne psy i dlatego starszy pan wspomaga się kijem. ale jeśli na prawdę taka sytuacja się stała, to trudno było trzymać westa na smyczy tam gdzie są psy, a nie drugiego psa kijem bić? :/ Quote
Arwilla Posted February 6, 2011 Posted February 6, 2011 Merrick - miałam podobną sytuację, tyle, że dziadek miał mieczyk...:roll: Kiedyś już to na tym wątku opisywałam... Wina moja, bo pies podleciał, a nie powinien... chłop mnie zaskoczył, bo wylazł mi prosto na psa z krzaków... Przeprosiłam, a ten do mnie, że miałam szczęście, bo już dwa psy zabił... :-o Nawet pytałam tutaj, jakie są przepisy w Polsce dotyczące posiadania przy sobie takiej broni... Nie wiem, czy czasem Gops nie pisała mi, że nie wolno chodzić po ulicy z nożem dłuższym niż 30cm (ostrze)... A ten miał miecz, czy szablę... chyba domowym sposobem robioną... Quote
Madie Posted February 6, 2011 Posted February 6, 2011 Kurde kurde kurde:/ Moi sasiedzi przesadzili. 5 lat temu ich owczarek ugryzl mnie tak, ze zakleszczyl sobie zeby miedzy koscmi mojego łokcia. Po prostu mahalam mamie reka na pozegnanie do okna, mialam juz wsiadac dosamochodu kiedy poczulam straszliwy bol i pieczenie i psa wiszacego na mojej rece. Nie moge powiedziec, bo reackja byłanatychmiastowa, otworzyli psu pysk, zabrali go, przylecieli z ksiazeczka szczepien itd. Pies nigdy wczesniej agresywny nie byl, zawsze chodzacy przy nodze wlasciciela z gumowym kolkiem w pysku. Odpuscilismy. Poniewaz psu sie zmarlo jakos czas temu sasiedzi postanowili sobie kupic Bernenczyka. Na poczatku dbali o niego, kursy itd, potem ojciec rodziny zmarl i dzieci zaczely psem sie zajmowac. I dzisiaj dzwoni do mnie zaplakany brat, ze nasza suka ma pdgryziona polowe ogona chyba a on jest poturbowany i podrapany. Wkurza mnie to. Brat szedl z nasza suka, co prawda bez smyczy ale ona zawsze chodzi przy nodze. Z bramy od sasiadow wybiegl bernenczyk i chcial sie chyba przywitac z moim bratem, bo napadl na niego lapami i go przewrocil w pedzie. Brat upadl na twarz probowal sie podniesc ale nic z tego bo pies zaczal go drapac lapami i gryzc po glowie! Ponoc delikatnie tzn zadne slady nie zostaly ale wiadomo to strach, na co nasza suka - Tula (20) kg zaczela szczekac gryzc psa, nie wiem moj brat mowil ze odciagala. I jej sie udalo, ale Benek polecial za nia i klapnac ja za ogon. Potem lala sie tylko krew i wybieg wlasciciel i wzial psa na smycz. Skutkiem tego jest pies bez 1/4 ogona z rana i poturbowany brat. Dodam ze wcale nie ulomek bo 185 wzr i 90 kg zywej wagi. Watpie zeby sie przewrocil gdyby mial szanse przygotwac sie na "powitanie" bernenczyka. Oboje jednak sie zastanawialismy jakby z tego np nasza mama wyszla ktora nie ejst juz mloda i ma 160 wrostu.. sprawa oczywscie zgloszona policji...a sasiedzi zamkneli sie w domu i nawet przepraszam nikt nie uslyszal. Quote
awaria Posted February 6, 2011 Posted February 6, 2011 vege* napisał(a):ale jeśli na prawdę taka sytuacja się stała, to trudno było trzymać westa na smyczy tam gdzie są psy, a nie drugiego psa kijem bić? :/ Tylko to Tamlin podleciał, więc nawet gdyby west był na smyczy to i tak niczego by nie zmieniło ;) Poza tym napisałam, że wg mnie powinien spróbować najpierw psa przepłoszyć, a nie od razu bić... Quote
Vesper Posted February 6, 2011 Posted February 6, 2011 Marteczka- jest jedna metoda na rozdzielenie walczących psów-tylko do tego potrzebne są 2 osoby: każda łapie swojego za tylnie nogi i odciąga... niby brzmi banalnie-ale w praktyce to jest najbezpieczniejsze-n-i lepsze niż wkładanie rąk pomiędzzy gryżące się psy. jak nie ma drugiego człowieka też można w ten sposób próbować rozdzielić psy-ale jest to ryzykowne. w każdym razie działa-nawet rottkę rodziców kiedyś tak odciągnęłam od menela który ją drażnił zza płotu Quote
Merrick Posted February 7, 2011 Posted February 7, 2011 No właśnie. Rozumiem że dziadek miał się prawo przestraszyć, Tamlin jest dużo większy od westa. Problem polega na tym że Tamlin stał na tyle duży kawałek od tamtego psa, że dziadek musiał widzieć że westowi nic się nie dzieje, że mój pies go nawt nie dotyka. Widział też mnie jak szłam w kierunku Tamlina. Rozumiem gdyby krzyknął do mnie że mam zabrać psa albo nawet gdyby spróbował przepłoszyć go krzykiem. Ale on od razu rzucił się z kijem :angryy: . Nie jestem idealna, mnie też zdarzyło się popełnić błąd. Gdy Tamlin był młodszy raz czy dwa była sytuacja że podbiegł do innego psa i się ze sobą starły. Zawszę wtedy przepraszałam, jeśli to mój pies zaczął, prosiłam żeby właściciel sprawdził czy drugiemu psu nic się nie stało ( nigdy nie doszło ''krwi'' ). Zazwyczaj taka osoba była podenerwowana ale ponieważ byłam uprzejma i się kajałam ( bo miałam powód ), kończyło się sympatycznym stwierdzeniem ''że to w końcu dwa duże psy''. Takie sytuacje zdarzyły się raz czy dwa, Tamlin to mój pierwszy pies więc uczyłam ( i nadal się uczę ) na błędach. Obecnie Tamlin już nie podbiega do innych psów wogóle albo staje właśnie metr dalej i po prostu obserwuje ( dużo czasu poświęciłam aby tak było ). Gdy do mnie i Tamiego podbiega obcy pies, obojętnie duży, średni czy mały, zawszę najpierw szukam wzrokiem właściciela, patrzę jak się zachowuje ( czy odwołuje psa, czy po niego idzie itp. ). Jeśli pies staje przed nami, zatrzymuję się i czekam, jeśli obcy pies zaczyna warczeć i szczerzyć kły, wołam do właściciela żeby zabrał psa ( spokojnym głosem żeby nie denerwować psów ), i staram się czymś zająć Tamlina. Ja sama dwa razy w życiu kopnęłam psa ( zresztą tego samego ). Ale miałam ewidentny powód. Właścicielka jest zazwyczaj kilometr od psa, często wogóle jej nie widać. Za pierwszym razem ten pies rzucił się na Tamlina, mimo moich prób odnalezienia wzrokiem właścicielki nie było jej w pobliżu a kundel w pewnym momencie ugryzł Tamiego w łapę. Tamlin zaskowyczał więc chcąc nie chcąc kopnęłam psa, dosyć lekko ale poskutkowało. Za drugim razem ( o czym pisałam już w tym wątku ) kundel rzucił się ale nie na Tamiego tylko na mnie. Ugryzł mnie w nogę ( miałam ją szytą :angryy: ), wówczas też kopnęłam z całej siły psa w dupę. Było to jednak uzasadnione : właściciela brak albo nie reaguje, pies gryzie do krwi mnie lub mojego psa...:angryy: Quote
filodendron Posted February 7, 2011 Posted February 7, 2011 Madie napisał(a): sprawa oczywscie zgloszona policji...a sasiedzi zamkneli sie w domu i nawet przepraszam nikt nie uslyszal. Liczcie się z tym, że będziecie musieli przyjąć mandat za prowadzenie psa bez smyczy. Ale nie odpuszczajcie - te wałęsające się i "witające się" (jasna chole**) nieodwoływalne psy - to jest jakiś polski koszmar. Sfotografujcie każdy siniak i każde zadrapanie i weźcie od weta opis obrażeń suki. Quote
zaba14 Posted February 7, 2011 Posted February 7, 2011 awaria napisał(a):Tylko to Tamlin podleciał, więc nawet gdyby west był na smyczy to i tak niczego by nie zmieniło ;) Poza tym napisałam, że wg mnie powinien spróbować najpierw psa przepłoszyć, a nie od razu bić... ale pies nie podbiegł centralnie do drugiego a obserwował z daleka.. ja osobiscie nie mam nic do podbiegających psów, nie chce się kłócić z ludźmi nie każdy musi mieć super wychowanego psa (!) najważniejsze , aby pies nie gryzł, jeśli nie jest agresywny to nawet mogą się bawić jeśli chcą, ja sobie poczekam pogadam z właścicielem a jak ten pójdzie to dalej moge psu rzucać piłkę czy coś ... raz mi się tylko zdarzyło krzyknąć do faceta który miał luzem bardzo agresywnego labradora który zaatakował mi psa, facet stał i się gapił a ja obawiałam się że lab zje mi szczeniaka :[ Quote
omry Posted February 7, 2011 Posted February 7, 2011 Wzięliśmy dzisiaj Iwanka na kilkugodzinny spacer. Chodziliśmy długo po wszystkich parkach, co chwilę wydłużając i skracając smycz, a gdy nikogo nie było to puszczałam go luzem. Iwan to rottweiler, ja rozumiem, że ludzie mogą się bać, ale mieliśmy dziś kilka nieprzyjemnych sytuacji. Park, idzie facet z owczarkiem niemieckim. Pomyślałam, że fajnie, Iwan wreszcie będzie mógł obwąchać psa swoich rozmiarów, może się nawet pobawią. Facet jak nas zobaczył, to omało po drzewach nie skakał, żeby nas tylko ominąć. I taka oto rozmowa: Mój chłopak: Agresywny jest? Facet: Nie. Ja: Iwan jest kochany, nic mu nie zrobi. Facet: Pff, haha, to coś miałoby coś zrobić Rokiemu? Mój chłopak: Nie, nie zrobi nic, bo jest wytresowany. Facet: Mój pies to by go jednym uściskiem pyska zabił. Owczarki niemieckie mają najsilniejsze szczęki na świecie! Ja: Widzę, że pan niesamowicie douczony jest.. Facet: Co powiedziałaś? Ja: Że pan się myli. Poza tym to pan najwyraźniej ma psa do straszenia. Mój chłopak: Współczuję pana psu. Poszliśmy. My mamy to do siebie, że zawsze ze stoickim spokojem, raczej wyprowadzić nas się z równowagii nie da. Po drodze wiele kundelków z babciami, babcie bardzo fajne, pozwalają się obwąchać, pocieszyć, ale na razie Iwan poznaje inne psy tylko ze smyczy, może w piątek uda się spotkać jakiegoś odpowiedniego psiaka i będą mogły się pobawić. Idziemy dalej, mała suńka w typie rottka, może z 3-4 miesiące. Iwan oczarowany, suńka się wyrywa do Iwana, bawić się chce, a facet jak ją pociągnął i pod nosem: ''Zoja! Zostaw tego kundla brzydkiego, (uwaga) to mógłby być Twój tata!'' z takim strasznie gburliwym tonem. Zaniemówiłam, nie mam pojęcia o co chodzi takim ludziom. Idziemy dalej i.. jakaś 13-sto letnia dziewczyna idzie z psem. My akurat usiedliśmy na ławce, daliśmy się napić Iwanowi i odpoczywamy trochę. Jakiś biało-brązowy kundelek do kolana. Fajny, sympatyczny, nie bał się, chciał się bawić. Iwan oczywiście też, piszczy i się na niego gapi. (Tu muszę stwierdzić, że Iwan dziwnie się patrzy na psy. To znaczy, jakiś człowiek mógłby odnieść wrażenie, że on chce się gryźć i dopiero, gdy przychodzi pisk i jęzor na wierzchu, uszy do góry, to ludzie podchodzą). No i się gapi, a ta dziewczyna panika! Jak zaczęła krzyczeć, żeby wracał, że nie wolno do bestii, że go zje, żebyśmy zabrali tego psa.. No to mój chłopak do niej, że niech się obwąchają, że Iwan wszystkie psy kocha. Ona na to z takim oburzeniem: ''Chyba sobie żarty robisz!''. Pociągnęła psa i poszła.. Jak już wracaliśmy, to szła jakaś pani z córką i z kundelkiem pod kolano. Pies niepewny, ale chce obwąchać Iwana. Pytam się, czy mogą się obwąchać, bo Iwan chce się bawić, a ona mi na to: ''Trochę jest za duży na zabawę..''. Weź tu psu wytłumacz, że nie może się z żadymi psami bawić, bo trochę za bardzo mu się urosło.. Szkoda mi go, bo mu brakuje kogoś do zabawy, ale co.. Nie licząc ludzi, którzy dosłownie chodzi po drzewach i bagnach, żeby tylko jak najdalej od Iwana, to było kilka osób, którzy po zapewnieniu, że Iwan nie jest groźny byli spokojni. Jedna pani nawet powiedziała, że Iwankowi się dobrze z oczu patrzy :) Quote
Yorkomanka Posted February 7, 2011 Posted February 7, 2011 omry szkoda że mieszkasz daleko od nas:-( chodziliśmy kiedyś na spacerki z troszkę przerośniętym dobkiem Borysem ale od dłuższego czasu już go nie widuję:-( Quote
Balbina. Posted February 7, 2011 Posted February 7, 2011 czy to jest normalne,że ktos robi mi zdjęcia i kręcifilmy jak bawię się z moim psem?Bo dziś przy boisku ustawił się chłopak i zaczął robić mi zdjęcie,potem Frankowi.Stanęłam i spytałam się co robi to mi powiedział,że mu się tak Franek podoba...Rozumiem ale chyba wypada spytać o zgodę...No ale cóż...widok latającego w powietrzy yorka który da się zabić za durny pomarańczowy krążek nie jest popularne na naszym osiedlu....Co zrobić...:razz: Quote
ewtos Posted February 7, 2011 Posted February 7, 2011 Balbina12 napisał(a):............Co zrobić...:razz: Dobrze pilnować yorka . Quote
Balbina. Posted February 7, 2011 Posted February 7, 2011 a wiesz ,że o tym nie pomyślałam....Franek chodzi na smyczy,nie zostawiam go nigdzie samego.Wieczorem też wokół bloku...Kurcze ale mi czarnych mysli napędziłaś... ;) Quote
ewtos Posted February 8, 2011 Posted February 8, 2011 Balbina12 napisał(a):a wiesz ,że o tym nie pomyślałam....Franek chodzi na smyczy,nie zostawiam go nigdzie samego.Wieczorem też wokół bloku...Kurcze ale mi czarnych mysli napędziłaś... ;) Nie miałam takich zamiarów:lol:, ale od razu sobie przypomniałam jak byłam na festiwalu psów w Elblągu i robiłam fotki . Potem wstawiłam swojego faworyta na dogo i odezwała się właścicielka. Napisała,że mnie pamięta bo zawsze obserwuje osoby,które zwracają uwagę na jej pupila, fotografują psa. Miała cudnego kundelka wziętego ze schronu. Yorki są najbardziej "chodliwą" rasą , więc bez lęku ale pilnuj Franka.:lol: Quote
caliowa Posted February 8, 2011 Posted February 8, 2011 omry, a ja za to rozumiem panią z kundelkiem przed kolano. Rottki to jednak kawał psiska i może czasem nieumyślnie wyrządzić krzywdę takiemu maluchowi. Co do dużych psów w Stargardzie -na letnim jest, a może i była;) grupa psiarzy z dość dużymi psami. Ludzie bardzo ogarnięci, psy w większości też dobrze wychowane. Quote
omry Posted February 8, 2011 Posted February 8, 2011 Pies był przed kolano, ale nie kruchutki, dobrze zbudowany.. Nie przesadzajmy, maluszki się bawią z wielkoludami i nic im się nie dzieje. Na letnim? Szczerze nie widziałam nigdy, tam nawet nie ma gdzie iść z psem przecież :) Quote
Naklejka Posted February 8, 2011 Posted February 8, 2011 omry, ja mam tak samo, część psów boi się Jetsana, a część jest na siłę odciągana przez właścicieli. Kolejna cześć jest agresywna. Jetsan jest nieufny, ludzie tego nie rozumieją, że on potrzebuje czasu na zapoznanie się z psami i ludźmi, tym bardziej, że zaatakował go owczarek, który przecież chciał się bawić:shake: Ostatnio biegała labka bez smyczy i obroży, ja na krótkiej smyczy miałam Jetsana i zaczęli się bawić, ała.... Potem facet się spytał czy psiaki razem pobiegają, no ale ja nie miałam nic do żarcia do psa, bałam się, że nie wróci.... Więc facet poszedł z labką dalej. Jetsan ma swoich kolegów i koleżanki, shih tzu, husky, basset griffon, labrador... :p Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.