Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dla mnie to niestety jest chamstwo. Są różni ludzie, bojący się panicznie psów również, i naprawdę totalnym nieposzanowaniem innych ludzi (czyli chamstwem) jest puszczanie samopas bez opieki wielkiego psa. Skoro ja, na ogół nie bojąca się psów, miałabym ciarki idąc z psem i widząc maszerującego w naszą stronę obcego kaukaza, to co ma w takiej sytuacji powiedzieć np. moja 70-letnia babcia, która boi się nawet psów wielkości jamnika i nawet do moich znanych od x lat ma dystans? Tu nie chodzi tylko o to, czy ten pies zrobi komuś krzywdę, tylko o to, że ktoś może się go cholernie wystraszyć, a właściciel ma to w nosie, jest pępkiem świata i całe osiedle uważa za prywatny wybieg dla swojego czworonoga.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='Arwilla']Wieeeelu dogomaniaków powinno brać z Ciebie przykład...
Poczułam się jak w szkole podstawowej :lol:



[quote name='Olq']widzę w tym skrajny brak odpowiedzialności ale nie chamstwo...
Ja w tym widzę i brak odpowiedzialności i chamstwo, ale pozwalamy wątkowi chwilami odbiegać od ścisłego tematu i opisywane są także sytuacje ciekawe, albo zabawne. Nie wszystko pod linijkę musi tu dotyczyć chamstwa i tylko chamstwa. Zresztą jak widać na powyższym przykładzie, to co dla jednego jest chamstwem, dla innego może być przejawem nieodpowiedzialności, a np. dla właściciela Zuzi było po prostu wygodnym sposobem na wybieganie psa i nieubrudzenie sobie rąk smycza.

Możecie zajrzeć tutaj? Proszę...
http://www.proequo.pl/forum/viewtopic.php?id=3963

Posted

spotkałam dziś na skwerku panią która przechadzała się z większym yorkiem bez smyczy. mój chciał się bawić, ale tamten zastygł w bezruchu i pozę przybrał zamkniętą. pytam, czy to pies czy suka, pani że "pies, i że "mój to też pies" i zwraca się do swojego, żeby szedł "dalej, dalej". pytam, czy jest agresywny, ona że "tak", a po uwadze na temat smyczy rzekła, że na smyczy jest jeszcze bardziej agresywny. żenada, że ja z psem na smyczy muszę omijać psa puszczonego luzem. pies był totalnie nieodwoływalny, szedł za nami na sztywnych łapach i zbierał się na warczenie, a babsko stoi i sobie woła, ale tyłka nie ruszy.
ten pies nie był dla nas zagrożeniem, ale dziwi mnie ta beztroska właścicielki.

czekam, aż spotka psa bez smyczy, który łatwo da się sprowokować do walki :>

Posted

Olq napisał(a):
nie bardzo rozumiem. A co za różnica o której psa wypuszcza? Jak by była 10:00 to juz by była normalna? Skoro pies był nieagresywny i posłuszny to jakie w tym chamstwo?


Dla mnie różnica jest, bo ja tamtą drogą chodzę w piątki, niedziele i wtorki, więc jeżeli Zuzia jest wypuszczona , dajmy na to w środę i doprowadza innych do zawałów, to nie jest mój problem, gdyż w tej konkretnej sytuacji to mnie nie dotyczy, jak dla mnie to Zuzia może być wypuszczana o każdej porze dnia, bylebym tylko ja nie była w pobliżu. To sprawa właściciela, a myśl, że nagle zacznie wychodzić z psiakiem pozostaje w szufladzie z marzeniami ściętej głowy. Co nie zmienia faktu, że to nieodpowiedzialność z ich strony, bo jakiś czas temu jacyś ludzie stracili tam spaniela, który wpadł po koła samochodu...

Posted

Ja i tak nie rozumiem, bo oburzyłaś się, jak można wypuszczać psa o 7.00 rano. Teraz z Twojego postu wynika, ze jak można wypuszczać psa, kiedy TY tamtędy przechodzisz :razz:

Posted

Martens napisał(a):
Ja i tak nie rozumiem, bo oburzyłaś się, jak można wypuszczać psa o 7.00 rano. Teraz z Twojego postu wynika, ze jak można wypuszczać psa, kiedy TY tamtędy przechodzisz :razz:


Ja właściwie częściowo rozumiem koleżankę... Mam na osiedlu beznadziejny przypadek (dziecko + mała sznupka luzem, pyrgająca się do innych psów). Po prostu jak mam zamiar obok przejść to ryczę do dziecka, że ma zabrać psa, na co chłopiec najczęściej rzuca się szczupakiem na swoją sukę, bierze ją na ręce a jak jesteśmy daleko to wypuszcza. O obecności smyczy mogę sobie pomarzyć, bo rodzice chłopca mają w zadach to, że psy się prowadza na smyczach, bo Korcia nie musi...

Posted

Ja nie wiem, czy bym chciała zeby po naszym osiedlu biegał luzem kaukaz bez własciciela. Szczególnie jesli podchodzi do innych psów. NAwet jak on sam nie jest agresywny ale drugi pies moze byc agresywny, i co z tego ze drugi jest na smyczy jak kaukaz luzem i nie ma go kto odwołac?
Tu mieszka jeden pan, co chodzi z dwoma psami i sam mówił ze nigdy im smyczy nie zakłada. One nie sa agresywne ale raz widziałam jak przechodził z nimi przez ulice. Nie wygladało to tak, ze psy sie zatrzymały przy ulicy poczekały na pana i na komende wyruszyła cała trójka tylko najpierw przeszedł jeden pies, po krótkiej przerwie drugi a potem była dłuzsza przerwa i własciciel. Nasza ulica nie jest ruchliwa, ale jezdza po niej samochody. I skad wie kiedy przyjedzie samochód i z której strony (to było przy skrzyzowaniu).

Posted

Ja bym nie chciała, by nawet pies wielkości chihuahua biegał mi luzem po osiedlu, o kaukazie nie wspominając. Nie życzę sobie kontaktów z psami o których nic nie wiem (nie wiem, co temu psu do głowy strzeli ani czy jest na coś chory). Ja mieszkam na wsi, łazi po ulicach pełno kundli podwórkowych, które muszę przeganiać na prawie każdym spacerze. Zwracanie uwagi nic nie daje, a bo przecież "pies sam ucieka, to co ja niby mam zrobić?!". Nienawidzę takich ludzi, co nie umieją psów na swojej posesji utrzymać. Staram się, by moje pupile nikomu nie przeszkadzały, ale inni się nie starają...

Posted

Ja to się w ogóle dziwię, że tacy ludzie nie mają za grosz wyobraźni, no chyba że nie zależy im na psach. Ja bałabym się zostawić psa gdziekolwiek, nawet jak bym mieszkała w środku lasu, nie wiem jak można puścić psa w środku osiedla, samopas, przecież taki pies bez nadzoru właściciela może pójść gdziekolwiek... Poza tym ktoś może go otruć, jakiś pies może go zagryźć, ktoś może go zabrać, uderzyć... Wszystko może się stać...

Posted

Idziemy sobie dzisiaj po łące, Jetsan wyjątkowo spokojny, nie szarpał do psów.
Widzę, idą ludzie, biega Onek... Podchodzimy bliżej, psiak podbiegł z chęcią zabawy, ale nagle odszedł. Właściciele coś tam się popytali o psa, Onka nie zapieli na smycz, nagle rzucił się z zębami na Jetsana, szybko go odciągnęli, ale może sam odpuścił, bo Jetsan za karczycho go chwycił, pies o wiele mniejszy i młodszy od Jetsana....
Zostałam przeproszona 2 razy, psa zapięli, coś tam pan mamrotał o psim psychologu, potem szli cały czas za nami i się Jetsanem zachwycali :lol:

Posted

Naklejka napisał(a):
Idziemy sobie dzisiaj po łące, Jetsan wyjątkowo spokojny, nie szarpał do psów.
Widzę, idą ludzie, biega Onek... Podchodzimy bliżej, psiak podbiegł z chęcią zabawy, ale nagle odszedł. Właściciele coś tam się popytali o psa, Onka nie zapieli na smycz, nagle rzucił się z zębami na Jetsana, szybko go odciągnęli, ale może sam odpuścił, bo Jetsan za karczycho go chwycił, pies o wiele mniejszy i młodszy od Jetsana....
Zostałam przeproszona 2 razy, psa zapięli, coś tam pan mamrotał o psim psychologu, potem szli cały czas za nami i się Jetsanem zachwycali :lol:



Wzorowo zachował sie Twoj pies, a wł. ONka również dobrze sie zachowli..przeprosili.... a to naprawde sukces...

Ja ostatnio ide z chartami na smyczy ( nie spuszczam ich na terenie nie ogrodzonym) widze buldoga co biega luzem. Wiec zatrzymuje sie, by wł. zareagował na psa ( a widział, ze ide z chartami, co sa o niebo wieksze od buldoga) Co zrobił wł. nie zdąrzył złapać psa, bo pies juz podbiegł do nas...Ja w tym momencie szybko skróciłam linki.... moje psy szarzuja.... buldog sie zatrzymał, zawahał sie... przestraszył sie warkotu moich psów.... Facet szybko podbiegł, zapiął psa i przeprosił.....

Posted

Naklejka napisał(a):
Idziemy sobie dzisiaj po łące, Jetsan wyjątkowo spokojny, nie szarpał do psów.
Widzę, idą ludzie, biega Onek... Podchodzimy bliżej, psiak podbiegł z chęcią zabawy, ale nagle odszedł. Właściciele coś tam się popytali o psa, Onka nie zapieli na smycz, nagle rzucił się z zębami na Jetsana, szybko go odciągnęli, ale może sam odpuścił, bo Jetsan za karczycho go chwycił, pies o wiele mniejszy i młodszy od Jetsana....
Zostałam przeproszona 2 razy, psa zapięli, coś tam pan mamrotał o psim psychologu, potem szli cały czas za nami i się Jetsanem zachwycali :lol:


Haha, wiesz, być może doszli do wniosku, że lepiej wykorzystać energię z trzymania smyczy na przeprosiny, odciąganie psa i zachwalanie twojego ... Ja najczęściej to słyszę z przeprosinami komentarz "Zobacz, jaki jesteś brzydki, a ten piesek jaki grzeczny!" :D

Posted

Przeżyłam szok :D

Jesteśmy z Zu na wyjeździe obecnie, na jednym z najbardziej zapsionych osiedli w mieście. Byłyśmy na boisku ze znajomą spanielką, dziewczyny się bawiły (no dobra, Zu latała z pierwszą prędkością kosmiczną a spanielka sobie truchtała, bo to stateczna dama jest już) i widzę, że krąży dookoła nas pan z jakimś wieeelkim psiskiem. W pewnym momencie pan podszedł i spytał, czy pieski się pobawią (a mnie wszystko opadło ze zdumienia, nawet nie zdążyłam panu pogratulować postawy), więc mówię, że moja nie i odeszłam na bok, zaś spanielka postanowiła się zapoznać z "konikiem" ale uznała, że jednak jest za duży na zabawę ;) więc pan się grzecznie oddalił. W ogóle pies był chyba młodym CTR, był ogromny! Nawet mi go szkoda, bo pewnie z mało którym psem się może pobawić (do naszych jęczał jak syrena okrętowa i piszczał przeraźliwie - na zmianę), zwłaszcza, że teraz moda na miniatury... Ale zachowanie pana na piątkę z plusem ;)

Posted

Jetsan też poszkodowany, bo albo pies się boi, albo jest agresywny....
Młody nie reaguje na agresywne psy, nie podchodzi do nich..... Trochę był zdziwiony tym atakiem, aż się cały obślinił..... feee
Właściciele psa nas zaczepili jeszcze przed atakiem onka, coś tam się popytali i takie tam....
Dobrze, że młodemu kagańca nie założyłam, ze smyczy go nie spuszczam bo się boję, że jakiś niezrównoważony pies go zaatakuje.... :shake:
Szczeniaczek, ale bronić się umie:diabloti:

Posted

Mam małego CAVALIERA ( wiadomo przylepy niesamowite) ostatnio na spacerku spodkaliśmy Panią (Paniusie z biednym Yorkiem) . Mój Fidż był ze smyczy spuszczony i oczywiście kiedy widzi człowieka to biegnie do niego na oślep i skacze po nogach....
Oczywiście Panią widział z daleka i kiedy chciałam małego wziąc na smycz ten już był w połowie drogi do Pani.... podbiegł i oczywiście brudnymi małymi łapkami pobródził białe spodnie {Paniusi z Yorkiem która wszczeła alarm żebym to BYDLE zabrała ( bydle ma 4 miesiące i sięga do połowy łydki ) ...
"Bydle" zabrałam i przeprosiłam po czym odwróciłam się i idę dalej ... Słyszę za plecami parę obelg na siebie i małego... Odwróciłam się i powiedziałam że JUŻ PRZEPROSIŁAM ale to Pani nie wystarczyło usiadła na ławce puściła Yorka który narobił swoim piskliwym szczekaniem tyle rabanu że całe śródmieście napewno wstało na nogi co gorsza podbiegł sryl do mjego fidża i zaczął podgryzać mu łapy:/ Wzięłam pierdołe i odniosłam Paniusi ... Czy w dzisiejszych czasach słowo PRZEPRASZAM JUŻ NIC NIE ZNACZY???

Posted

Jakby mi pies, którego towarzystwa sobie nie życzę pobrudził mi biale spodnie też pewnie przepraszam by mnie nie satysfakcjonowało... Inna sprawa jakbym miała ciuchy "spacerowe". Więc się nie dzie kobiecie, zwłaszcza że nabroiłaś, bo pies był bez smyczy...

Posted

A u nas znów wróciła sprawa tego przeklętego Kilera ( seter angielski ), którego nie cierpię jak mało jakiego psa. Ponieważ parokrotnie były sytuację gdy ten pies pogryzł innego przez pewien czas był trzymany na smyczy i wyprowadzany przez ojca rodziny. Minęło trochę czasu i z psem znów wychodzi 12-letni chłopiec, który nad psem nie panuje ( zresztą reszta rodziny też nie, mają tylko więcej siły żeby go w razie czego spacyfikować ). Ostatnio wracałam z wieczornego spaceru alejką prowadzącą do mojego bloku gdy nagle zobaczyłam parę metrów od nas luzem biegającego psa. W ciemnościach przypominał trochę ukochaną Tamlina Blankę więc się nawet ucieszyłam. Ale tamten pies stanął w miejscu i na nas spoglądał. Tamlin olał go ( co utwierdziło mnie w przekonaniu że to jednak nie Blanka ). Z za krzaka wyszedł chłopiec, zobaczył Tamlina i syknął ''znów ten pier...y husky ( przypominam że chłopak ma 12 lat ). Wszyscy na osiedlu wiedzą że Kiler pogryzł parę psów i wszyscy wiedzą że w swoim psim umyśle wydał wyrok śmierci na Tamlina. Ilekroć się spotykają ludzie chcą dzwonić po straż, gdyż Kilerowi dosłownie piana toczy się z pyska, pies staje dęba i próbuje walczyć z właścicielem żeby go puścił. Tamlin już nawet na tego psa nie spogląda, tylko zawszę wtedy wącha trawę. Wracając do wieczornego spaceru...pies wyrwał w naszą stronę z rykiem i obnażonymi kłami, chłopiec rzucił się pędem żeby go złapać, ja gorączkowo myślałam co zrobić żeby ratować mojego psa. Kiler jest większy, oczywiście Tami by się bronił ale i tak mógłby zostać ranny. Kiler skoczył i wylądował na grzbiecie Tamlina, kłami dobrał mu się do szyi, Tami zaczął warczeć i się wyrywać po czym zaskomlał gdyż musiało go zaboleć. Chwyciłam Kilera za obroże i próbowałam zrzucić. Chłopak podbiegł, jakimś sposobem zabrał psa i uciekł. A ja krzyczałam zanim tak że chyba całe osiedle zbudziłam. Wiem że to głupie ale straciłam panowanie nad sobą. Wróciłam do domu zła i roztrzęsiona. Obmacałam Tamiego, na karku, między futrem była krew, na szczęście rana była niewielka. Jutro idę do tych ludzi bo wiem gdzie mieszkają i powiem co o tym myślę. Jak jeszcze raz zobaczę tego psa z dwunastolatkiem, bez smyczy, bez kagańca to nie ręczę za siebie.

Posted

Shiny napisał(a):
Mam małego CAVALIERA ( wiadomo przylepy niesamowite) ostatnio na spacerku spodkaliśmy Panią (Paniusie z biednym Yorkiem) . Mój Fidż był ze smyczy spuszczony i oczywiście kiedy widzi człowieka to biegnie do niego na oślep i skacze po nogach....
Oczywiście Panią widział z daleka i kiedy chciałam małego wziąc na smycz ten już był w połowie drogi do Pani.... podbiegł i oczywiście brudnymi małymi łapkami pobródził białe spodnie {Paniusi z Yorkiem która wszczeła alarm żebym to BYDLE zabrała ( bydle ma 4 miesiące i sięga do połowy łydki ) ...
"Bydle" zabrałam i przeprosiłam po czym odwróciłam się i idę dalej ... Słyszę za plecami parę obelg na siebie i małego... Odwróciłam się i powiedziałam że JUŻ PRZEPROSIŁAM ale to Pani nie wystarczyło usiadła na ławce puściła Yorka który narobił swoim piskliwym szczekaniem tyle rabanu że całe śródmieście napewno wstało na nogi co gorsza podbiegł sryl do mjego fidża i zaczął podgryzać mu łapy:/ Wzięłam pierdołe i odniosłam Paniusi ... Czy w dzisiejszych czasach słowo PRZEPRASZAM JUŻ NIC NIE ZNACZY???

Mnie by przepraszam nie wystarczyło, jakby mi czyjś pies - radośnie biegający luzem, mimo że nie odwołalny - upaprał spodnie. Przespacerowałabym się do Twoich rodziców i poprosiła o zwrot pieniędzy za czyszczenie ubrania.

Posted

Merrick napisał(a):
A u nas znów wróciła sprawa tego przeklętego Kilera ( seter angielski ), którego nie cierpię jak mało jakiego psa. Ponieważ parokrotnie były sytuację gdy ten pies pogryzł innego przez pewien czas był trzymany na smyczy i wyprowadzany przez ojca rodziny. Minęło trochę czasu i z psem znów wychodzi 12-letni chłopiec, który nad psem nie panuje ( zresztą reszta rodziny też nie, mają tylko więcej siły żeby go w razie czego spacyfikować ). Ostatnio wracałam z wieczornego spaceru alejką prowadzącą do mojego bloku gdy nagle zobaczyłam parę metrów od nas luzem biegającego psa. W ciemnościach przypominał trochę ukochaną Tamlina Blankę więc się nawet ucieszyłam. Ale tamten pies stanął w miejscu i na nas spoglądał. Tamlin olał go ( co utwierdziło mnie w przekonaniu że to jednak nie Blanka ). Z za krzaka wyszedł chłopiec, zobaczył Tamlina i syknął ''znów ten pier...y husky ( przypominam że chłopak ma 12 lat ). Wszyscy na osiedlu wiedzą że Kiler pogryzł parę psów i wszyscy wiedzą że w swoim psim umyśle wydał wyrok śmierci na Tamlina. Ilekroć się spotykają ludzie chcą dzwonić po straż, gdyż Kilerowi dosłownie piana toczy się z pyska, pies staje dęba i próbuje walczyć z właścicielem żeby go puścił. Tamlin już nawet na tego psa nie spogląda, tylko zawszę wtedy wącha trawę. Wracając do wieczornego spaceru...pies wyrwał w naszą stronę z rykiem i obnażonymi kłami, chłopiec rzucił się pędem żeby go złapać, ja gorączkowo myślałam co zrobić żeby ratować mojego psa. Kiler jest większy, oczywiście Tami by się bronił ale i tak mógłby zostać ranny. Kiler skoczył i wylądował na grzbiecie Tamlina, kłami dobrał mu się do szyi, Tami zaczął warczeć i się wyrywać po czym zaskomlał gdyż musiało go zaboleć. Chwyciłam Kilera za obroże i próbowałam zrzucić. Chłopak podbiegł, jakimś sposobem zabrał psa i uciekł. A ja krzyczałam zanim tak że chyba całe osiedle zbudziłam. Wiem że to głupie ale straciłam panowanie nad sobą. Wróciłam do domu zła i roztrzęsiona. Obmacałam Tamiego, na karku, między futrem była krew, na szczęście rana była niewielka. Jutro idę do tych ludzi bo wiem gdzie mieszkają i powiem co o tym myślę. Jak jeszcze raz zobaczę tego psa z dwunastolatkiem, bez smyczy, bez kagańca to nie ręczę za siebie.


Idź. Tacy ludzie powinni mieć co najwyżej yorki i małe pudelki, kto kupuje setera dla dziecka... Pewnego dnia chłopcu stanie się krzywda i może wtedy coś dotrze do takich ludzi, ale zapewne wtedy najbardziej ucierpi pies... Nie mogę nigdy pojąć, po co ktoś bierze do bloków, do towarzystwa, tak dużego psa. Raczej miłośników rasy tam trudno dostrzec. Jak nie pomoże ja bym to jakoś udokumentowała i wezwała SM, bo pewnego dnia pies przy okazji capnie i właściciela...

Posted

Shiny napisał(a):
Mam małego CAVALIERA ( wiadomo przylepy niesamowite) ostatnio na spacerku spodkaliśmy Panią (Paniusie z biednym Yorkiem) . Mój Fidż był ze smyczy spuszczony i oczywiście kiedy widzi człowieka to biegnie do niego na oślep i skacze po nogach....
Oczywiście Panią widział z daleka i kiedy chciałam małego wziąc na smycz ten już był w połowie drogi do Pani.... podbiegł i oczywiście brudnymi małymi łapkami pobródził białe spodnie {Paniusi z Yorkiem która wszczeła alarm żebym to BYDLE zabrała ( bydle ma 4 miesiące i sięga do połowy łydki ) ...
"Bydle" zabrałam i przeprosiłam po czym odwróciłam się i idę dalej ... Słyszę za plecami parę obelg na siebie i małego... Odwróciłam się i powiedziałam że JUŻ PRZEPROSIŁAM ale to Pani nie wystarczyło usiadła na ławce puściła Yorka który narobił swoim piskliwym szczekaniem tyle rabanu że całe śródmieście napewno wstało na nogi co gorsza podbiegł sryl do mjego fidża i zaczął podgryzać mu łapy:/ Wzięłam pierdołe i odniosłam Paniusi ... Czy w dzisiejszych czasach słowo PRZEPRASZAM JUŻ NIC NIE ZNACZY???


Ja nie pozwoliłabym 4-mies. psu na takie zachowania, uczysz go uciekania, a pewnego dnia pobiegnie do agresywnego psa i będziesz tego bardzo żałować. Reakcja paniusi w sumie prawidłowa, że była złośliwa, to już niestety miała powody.

Posted

skaczący pies po ludziach to problem i tutaj nie dziwie się że babka tak a nie inaczej zaaragowała.. podam Ci inny przykład
mam stafika więc ludzie różnie reagują, też młoda bo ma 16 miesięcy teraz już może nie ale wcześniej też biegała do ludzi i po nich skakala, gdyby zrobiła tak tobie, ucieszyłabyś się? powątpiewam, unikałam z nią miejsc zaludnionych przez ludzi, ale nie do takiego stopnia aby nie miala z nimi kontaktu ;) zwyczajnie w świecie, gdy nadchodził człowiek psa zapinałam na smycz i czekałam aż przejdzie, nie każdy musi lubić psy, a tym bardziej skaczące.. ;) ja na swoją znalazłam sposób, gdy jest spuszczona ze smyczy to wtedy się z nią bawie, a gdy ma zajęcie nikt inny ją nie interesuje, ot tak zwykly spacerek odbywa się tylko i wyłacznie na smyczy...

Posted

Merrick od razu zgloś to SM, dostaną 200zł mandatu i tak za każdym razem, albo nauczą się psa prowadzać, albo się go pozbędą- mnie to byłoby bez różnicy bo ważniejszy dla mnie jest mój pies i święty spokój.. poza tym jak ludzie mogą puścić takiego gówniarza z psem i to w dodatku bez kagańca... :[

Posted

a ja wczoraj wracajac z parku spotkalam znajomego labradora...
jakies pol roku temu dzwonilam na schronisko zeby go zabrali bo biega od kilku dni po ulicy , zabrali go ale najwidoczniej na krotko wlasciele odebrali , potem widzialam go jeszcze raz ale na smyczy , a wczoraj znowu biegal w najlepsze po ulicach , odprowadzil mnie do domu kilka ulic dalej ..zastanawialam sie czy jak zadzwonie znowu na schronisko to sie wlasciele czegos naucza? ale chyba nie skoro robia ciagle to samo
nie zadzwonilam ale jak go spotkam dzisiaj to chyba to zrobie .
problemu by nie bylo gdyby pies byl grzeczny i nie podchodzil , a on podbiega skacze na psy , probuje je gwalcic , agresywny nie jest ale nie jest przyjemne wyciaganie wlasnego psa spod 40kg laba i szarpanie sie z wlasnym psem ktory probuje sie bronic
gdybym wiedziala gdzie dokladnie mieszka to bym go odprowadizla albo zadzownila na policje moze mandat by cos dal

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...