Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

mordecai napisał(a):
Dla mnie chamstwo to jest to co robi sąsiadka z domu naprzeciwko. Sama nie weźmie psa ale wszystkie bezpańskie to dokarmia. Potem jedzie do pracy i ma w czterech literach to, że ta sfora bydlaków (sporo ich się nazbierało w tym 3 takie duże wilczurowate kundle) NON STOP siedzi/łazi/leży pod moim ogrodzeniem i nie mogę wyjść z psem bo tamte już pierwsze do bójki z zębami się pchają. Ze mną to ze mną, nie patrzę czy kłapią paszczą czy nie i warknę żeby spier****** nam z drogi. Nie powiem, że się nie boję bo już na paru ludzi się chyba rzuciły ale co mam zrobić. A jak Oz sam parę razy wyszedł (bo listonoszowi zawsze strasznie ciężko zamknąć za sobą bramkę) to największy bydlak oczywiście się na niego rzucił i przygwoździł do ziemi.

Ech... Ja rozumiem, że dobrze, że ktoś dokarmia bezdomne psy ale BEZ PRZESADY. Jak je tak lubi to niech sobie ogrodzi podwórko i tam je zamknie bo mnie już szlag jasny trafia ://////


Jeżeli psy biegają sobie luzem, posiadają oznaki zaniedbania czy porzucenia, to ja bym na Twoim miejscu dzwoniła na SM albo na policję, żeby je odłowili do najbliższego schroniska, jako, że zagrażają bezpieczeństwu i koniec.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

evel napisał(a):
Jeżeli psy biegają sobie luzem, posiadają oznaki zaniedbania czy porzucenia, to ja bym na Twoim miejscu dzwoniła na SM albo na policję, żeby je odłowili do najbliższego schroniska, jako, że zagrażają bezpieczeństwu i koniec.

ja bym dodała że na takie pieski można nosić gaz w kieszeni:)

Posted

Nie przesadzacie z tym gazem trochę? Rozumiem obrona przed agresorem, psem, którego właściciel nie jest w stanie mu dać rady, ale bezdomne pzy to chyba inna bajka. One zachowują się zgodnie z własną naturą a ich bezdomność jest ich problemem przy okazji uciążliwym dla otoczenia. Od tego są schroniska, TOZ, SM, czy inne organizacje. mordecai zgłosiłaś to gdzieś?

Posted

engelina_88 napisał(a):
Nie przesadzacie z tym gazem trochę? Rozumiem obrona przed agresorem, psem, którego właściciel nie jest w stanie mu dać rady, ale bezdomne pzy to chyba inna bajka. One zachowują się zgodnie z własną naturą a ich bezdomność jest ich problemem przy okazji uciążliwym dla otoczenia. Od tego są schroniska, TOZ, SM, czy inne organizacje. mordecai zgłosiłaś to gdzieś?


Ale co to ma do rzeczy? "Czyjegoś" można traktować gazem,ale jak atakuje nas bezdomny, to niech nas pogryzie, bo działa zgodnie z własną naturą?

Posted

evel napisał(a):
Jeżeli psy biegają sobie luzem, posiadają oznaki zaniedbania czy porzucenia, to ja bym na Twoim miejscu dzwoniła na SM albo na policję, żeby je odłowili do najbliższego schroniska, jako, że zagrażają bezpieczeństwu i koniec.


Podobna sytuacja była już jakiś niedawno u mnie na osiedlu. Sąsiadka (przewodnicząca rady osiedla) zwróciła się do rady miasta czy burmistrza, żeby coś z tym zrobili, to nawet nie dostała żadnej odpowiedzi. Psy są na 100% bezpańskie bo łażą tu od pół roku i nikt się nimi nie interesuje. Latają z nimi 2 psy sąsiadów ale akurat nie są groźne więc tak mnie nie drażnią (mimo, że uważam, że jak ma się psa to się go pilnuje: trzyma w mieszkaniu albo za ogrodzeniem. mi nawet przez myśl by nie przeszło, żeby mój tak biegał, mało tego , jak już go zabieram na spacer to często zakładam kaganiec bo wiem, że z nim to różnie bywa. i chociaż tyle mogliby zrobić kochani sąsiedzi: zakładać tym psom kagańce).

Posted

engelina_88 napisał(a):
Nie przesadzacie z tym gazem trochę? Rozumiem obrona przed agresorem, psem, którego właściciel nie jest w stanie mu dać rady, ale bezdomne pzy to chyba inna bajka. One zachowują się zgodnie z własną naturą a ich bezdomność jest ich problemem przy okazji uciążliwym dla otoczenia. Od tego są schroniska, TOZ, SM, czy inne organizacje. mordecai zgłosiłaś to gdzieś?


Gdybym nie mogła wyjść z domu to bym nie wychodziła przed bramę i nie prosiła słodkich piesków, żeby się oddaliły tylko bym podjęła środki większego kalibru, bo to chore, że żeby wyjść z własnym psem, trzeba chyłkiem uciekać z domu, nie? :razz:

Posted

engelina_88 napisał(a):
Nie przesadzacie z tym gazem trochę? Rozumiem obrona przed agresorem, psem, którego właściciel nie jest w stanie mu dać rady, ale bezdomne pzy to chyba inna bajka. One zachowują się zgodnie z własną naturą a ich bezdomność jest ich problemem przy okazji uciążliwym dla otoczenia. Od tego są schroniska, TOZ, SM, czy inne organizacje. mordecai zgłosiłaś to gdzieś?


moja mama gadała ze znajomym bo pracuje w radzie miasta i powiedział, że się tym zajmie ale na razie nie widać efektów.
póki co nie potraktowałam żadnego psa gazem ani kijem bo rozumiem, że taka ich natura, że bronią swojego terytorium (które wcale nie jest ich).

mimo wszystko uważam, że mniejsza krzywda się stanie gdyby parę razy dostały gazem i omijały nas z daleka niż jak w końcu rzucą się i zagryzą mi drugiego psa (tak, nie wiem które dokładniej ale rozszarpały mojego poprzedniego psa, nie miał żadnych szans bo był mniej więcej wzrostu jamnika) albo rzucą się na mnie.

Posted

evel napisał(a):
Gdybym nie mogła wyjść z domu to bym nie wychodziła przed bramę i nie prosiła słodkich piesków, żeby się oddaliły tylko bym podjęła środki większego kalibru, bo to chore, że żeby wyjść z własnym psem, trzeba chyłkiem uciekać z domu, nie? :razz:


Czy gaz w kieszeni będzie rozwiązaniem? Wydaje mi się, ze jak już to raczej doraźnym. Strach by nadal ci towarzyszył przy każdym spacerze. Jeśli wiadomo, ze to są psy bezpańskie to chyba lepiej zawiadomić kogo tam trzeba i umieścić je tam, gdzie nie będą musiały ani żebrac o jedzenie ani narażać się na krzywdę ze strony ludzi.

ladySwallow napisał(a):
Ale co to ma do rzeczy? "Czyjegoś" można traktować gazem,ale jak atakuje nas bezdomny, to niech nas pogryzie, bo działa zgodnie z własną naturą?

Nie, nie. Nie tak. W przypadku psa czyjegoś nie ma za bardzo wyjścia- bo jeśli nie zareaguje właściciel, to nie zareaguje nikt, chyba, że po fakcie. Ale przynajmniej jest do kogo mieć pretensje. Poza tym nie masz za bardzo wpływu na to czy spotkasz na spacerze jakiegoś agresora czy nie. Jak przyjdzie co do czego, to i tak nie zastanawiasz się czy pies, który cię atakuje jest sam czy z opiekunem. Chodziło mi o element zaskoczenia, ktorego brakuje w tym konkretnym przypadku. W przypadku mordecai chyba lepiej zadziałać profilaktycznie, niż na każdym spacerze traktować psy gazem, czy w inny sposób z nimi walczyć. Wtedy w ogóle nikomu nie musi dziać się krzywda (przynajmniej ta fizyczna).

mordecai, nie mówię, ze masz się narażać, absolutnie. Ale może jest w twoim mieście schronisko, albo gdzieś niedaleko, albo SM, albo przedstawicielstwo tozu, albo w ostateczności policja. Rada miasta raczej się tym nie zajmie.

Posted

ktoś...kiedyś...coś tam...
trzeba zadzwonić do SM albo na Policję.można też do okolicznego schroniska,że jest horda bezpańskich psów zagrażających mieszkańcom i ich zwierzętom,w takie zgłoszenie najlepiej wpleść strach o małe dzieci.
wy się czujecie zagrożone i jakiś krewny królika ma to załatwić?

Posted

Wkoło nas zbyt dużo bezpańskich psów się nie kręci.Raczej zwiewające do suk podczas cieczki(sąsiad ma dwie)i krew mnie zalewa,bo już czwarty dzień Fula,która ma cieczkę lata dzień i noc po dworze!!!Już dwa razy zabierałam p.Wiesiowi reklamówkę ze szczeniakami:(,bo lazł potopić do rzeki!Już 100 razy tłumaczyłam,ze lepiej wysterylizować,albo pilnować(z kotką było to samo,póki auto jej nie zabiło)Już mi ręce i cycki opadły :(Dla mnie pan Wiesio to też obraz chamstwa psiarzy:(Acha!Miałam napisać o tym gazie i przez Wieesłaawa się zapomniałam.Więc ja raczej nie traktuję psów kręcących się koło naszego domu gazem,bo jeszcze nie trafiłam na te złośliwe,rzucajace się na moje gadziny ,bydlaki.Raczej wolę wziąć na trochę do domu,dac ogłoszenie,ze taki,a taki jest na tej i na tej ulicy i jak się właściciel nie znajdzie,to idzie do schronu.Już kilka razy miałam taką sytuację i tylko dwa razy musiałam szukać psom domu.We wszystkich innych przypadkach własciciele się znajdowali.Może ja jestem jakaś nawiedzona,ale nie traktuję kazdego psa,którego nie znam jak potencjalnego,wściekłego atakanta,który tylko czycha,żeby zeżreć moje sunie.

Posted

Ja absolutnie nigdy nic nie miałam do takich bezdomnych psów, nawet agresywnych, które kręcą się po osiedlu bo rozumiem, że one są wszędzie. Wszędzie są bezdomne psy i trzeba ten fakt zaakceptować. Ale teraz jest inna sytuacja bo one nie kręcą się tu i tam tylko non stop pod moim domem. Kiedy nie wyjdę to one po prostu są. Jak zostawia się otwartą bramę bo się człowiek spieszy (pies zostaje w domu lub na łańcuchu) to też włażą, srają, wyżerają jedzenie z budy itp. Policja nie załatwi sprawy, SM najwyżej jak już będzie musiało to przyjedzie i się rozejrzy.
Nie wiem jak u Was ale u mnie jest coś takiego, że miasto ma podpisaną umowę z jakimś schroniskiem ileś tam miast dalej (bo w najbliższej okolicy nie ma), które wyłapuje te psy ale najpierw trzeba wysłać konkretne pismo do miasta, gdzie, który pies itp. Problem w tym, że często na te pisma nie dostaje się nawet odpowiedzi.

Nie robię z tego wielkiej afery, po prostu opisałam to tu bo uważam, że to pewien przejaw chamstwa ze strony sąsiadki miłośniczki bezdomnych psów.

Posted

U nas jest jeszcze gorzej, bo psy właścicieli mają, i owszem, ale płotu już nie :angryy: I podwórkiem dla psa jest cała wieś :mad: Psy gonią rowerzystów, szczekają, rzucają się na wszystko, właściciele mówią, że psy nie są ich, a SM, że nie ma sprzętu, żeby łapać psy agresywne :mad: I oczywiście wszyscy informują, że do schroniska odwozić ich nie mogą, bo nie mają podpisanej umowy z miastem... :shake:

Posted

mordecai napisał(a):
Jak zostawia się otwartą bramę bo się człowiek spieszy (pies zostaje w domu lub na łańcuchu) to też włażą, srają, wyżerają jedzenie z budy itp.


Macie psa na łańcuchu? W XXI wieku? :roll: No i jak zostawiacie bramę otwartą to gratuluję serdecznie. Bo to znaczy, że można se wchodzić, skoro otwarte, przynajmniej w oczach psa :razz: Po to jest brama, furtka, aby zamykać, no litości...

Posted

evel napisał(a):
Macie psa na łańcuchu? W XXI wieku? :roll: No i jak zostawiacie bramę otwartą to gratuluję serdecznie. Bo to znaczy, że można se wchodzić, skoro otwarte, przynajmniej w oczach psa :razz: Po to jest brama, furtka, aby zamykać, no litości...


Dokładnie - bez przesady... Nie oczekujmy, że jak zostawiamy bramę na oścież i coś znika to wina złego świata, a nie nasza :razz:

Posted

Evel... mam psa na łańcuchu (nie martw się - wystarczająco długim) w XXIw. ponieważ czasami zachodzi taka potrzeba, że muszę wyskoczyć na parę godzin bez psa a w domu zostaje np. ojciec, który go nie znosi i którego pies nie słucha lub najzwyczajniej w świecie jest ładna pogoda więc czemu nie. Zostaje na łańcuchu a nie luzem bo pod moją nieobecność lubi sobie poniszczyć różne rzeczy ze zwykłej szczenięcej ciekawości a i jak wspominałam listonosz bramki nie zamyka więc zostawienie go luzem to raczej kiepski pomysł. Nie widzę problemu w tym, żeby raz na 2 dni został na te 2-3 godziny przy budzie. Krzywda mu się tam nie dzieje. Na ogół i tak sobie śpi, gryzie kość albo podrzuca patyki czy coś w tym stylu.

Przepraszam, że trochę długie to wyszło i niekonieczne na temat wątku ale nie chcę wyjść na jakąś osobę, która bierze psa, przywiązuje go do budy i pogoda czy nie pogoda ten pies siedzi tam sam dniami i nocami bo wcale tak nie jest.

Wracając do tematu...
Ja jako właściciel psa staram się pilnować, żeby mój pies nie wbiegał na cudze podwórka, nie sikał komuś na wycieraczkę, nie skakał po ludziach, nie warczał na dzieci itp. Po prostu sądzę, że to jest zasrany obowiązek właściciela żeby pilnować swoich zwierząt. Już nawet nie chodzi o bezdomne bo nie ma kto ich pilnować.

Mieszkam na osiedlu na którym praktycznie każdy ma psa. I niektórzy sąsiedzi trzymają je normalnie za ogrodzeniem (nawet nie wiem jak niektóre wyglądają) a niektórzy (zdecydowana większość) je nazwą i puszczają "wolno". Parę razy w miesiącu usłyszę jak taki "właściciel" swojego woła i tyle. Biegają w samopas, robią co chcą, rozmnażają się ze sobą nawzajem itp.
Uważam, że mimo wszystko to nie na miejscu, i że jednak jest to przejaw chamstwa i braku odpowiedzialności ze strony ludzi, którzy są właścicielami tych psów.

Posted

Nikt ani nic mnie nie przekona, że psu łańcuchowemu nie dzieje się krzywda, bo dzieje się. Z jego psychiką oraz z kręgami szyjnymi, wystarczy, że pies np. wyrywa się, obszczekując listonosza. Może nie widać tego na pierwszy rzut oka... Można zrobić psu choćby kojec na czas Twojej nieobecności.

Posted

evel napisał(a):
Nikt ani nic mnie nie przekona, że psu łańcuchowemu nie dzieje się krzywda, bo dzieje się. Z jego psychiką oraz z kręgami szyjnymi, wystarczy, że pies np. wyrywa się, obszczekując listonosza. Może nie widać tego na pierwszy rzut oka... Można zrobić psu choćby kojec na czas Twojej nieobecności.


Zgadzam się. Kwestie zdrowotne, problemy ze stawami, tchawicą, wyjdą po czasie...
A psychika - cóż. Był cały wątek na ten temat - trzymanie psa na łańcuchu niestety sprzyja rozwojowi agresji.
Dodatkowo piszesz, że ktoś nie domyka furtki, a w okolicy są wchodzące na Waszą posesję agresywne psy, które już nie raz zaatakowały Twojego. I nie boisz się go tak zostawiać? Jak na podwórko wpadnie Wam kilka psów, Twój na łańcuchu nie będzie miał szans...
A wystarczyłoby po prostu postawić kojec...

Posted

Nie wydaje mi się, żebym mogła całkowicie się z Tobą zgodzić. Rozumiem, że chodzi Ci o dobro psa ale z tego co widzę (pewnie też się z tym nie zgodzisz, bo masz już prawdopodobnie własne wyobrażenie na temat sytuacji ale cóż) to nie dzieje mu się ani wielka krzywda fizyczna ani psychiczna.

Najogólniej jak się da:
1. Łańcuch to nie jest gruby, ciężki łańcuch. Jest jednocześnie bardzo lekki ale i mocny. I przede wszystkim bardzo długi.
2. Pies nie ma odruchu wyrywania się, nawet jak szczeka. A jeżeli nawet by się wyrywał to tak samo ciągnie na smyczy jak zauważy coś interesującego, co nie znaczy, że smycz jest zła.
3. Nie wiem, jaka mu się dzieje krzywda psychiczna po godzinnej drzemce na podwórku (podczas której przychodzi jeszcze kochająca go babcia z ciepłym jedzonkiem).
4. Buda to nie jest jego "drugi dom" tylko stoi dla jego wygody w razie deszczu, gradu czy czego tam jeszcze.

Naprawdę widzę duży problem w trzymaniu psa na dwumetrowym łańcuchu puszczając go raz dziennie na góra trzygodzinny spacer w samopas i uważam, że takiemu psu to działa na zdrowie psychiczne jak i fizyczne. Oz cały czas spędza ze mną, razem chodzimy na spacery, bawimy się, uczymy sztuczek, praktycznie całymi dniami siedzi ze mną, chodzi ze mną na zakupy, śpi też ze mną. Nie rzucam go w kąt jak zabawki. Po prostu raz na jakiś czas jest taka potrzeba, żeby został tam i on całkowicie to akceptuje. Nie piszczy ani nie wyrywa się spod budy, nie traktuje tego jako kary, zostawiam go merdającego ogonem, od razu zabiera się za gryzienie kości, nie odprowadza mnie smutnym wzrokiem ani nic w tym stylu.

Martenks: Jak napisałam: Czasami zostaje w budzie, czasami w domu. Jeżeli brama jest otwarta to ją zamykam albo zostawiam psa w domu. Listonosz przychodzi z rana jak jestem w domu i widzę przez okno czy zamknął czy nie. Oz zostaje w takich godzinach, w których poza babcią nikt nie przychodzi.

Jeśli chodzi o kojec... Po pierwsze jestem studentką i nie stać mnie na kojec (sama też nie zbuduję) a po drugie nie wyobrażam sobie zostawić psa w jakiejś niedużej klatce 2 na 2 metry, w której zaraz wydepcze trawę i będzie się babrał w tym błocie, które zaraz się z tego zrobi. Po trzecie mogę jeszcze dodać, że naprawdę nie zostaje ani tak często ani na aż tak długo, żeby wymagało to stawiania mu kojca.

Totalnie nie rozumiem tych lekkich ale jednak ataków na mnie bo naprawdę nie uważam się za kata i nie wydaje mi się, żeby mój pies miał ze mną jakieś złe życie. Z mało istotniej rzeczy o której wspomniałam ("Jak zostawia się otwartą bramę bo się człowiek spieszy (pies zostaje w domu lub na łańcuchu)") , tylko po to, żeby nie było, że zostawiam otwartą drogę ucieczki psu, zrobiło się coś na skalę np. przemocy fizycznej w formie kary za nieposłuszeństwo (której dla jasności również nigdy nie stosowałam i nie zamierzam).

Posted

Witaj mordecai :)

Mam psa który w przeszłości kilka lat stał na łańcuchu. Z doświadczenia Ci powiem że łańcuch szkodzi i to bardzo. Mój pies ma coś z tchawicą, gdy tylko szarpnie się na smyczy zaczyna kaszleć. Z tego powodu musiałam kupić mu szelki. Odkąd pies jest u mnie nocuje w mieszkaniu. Nigdy więcej łańcucha :)

Łańcuch nie zaszkodzi od razu ale licz się z poważnymi konsekwencjami po kilku latach. Wiadomo że nie dasz rady zbudować kojca z dnia na dzień, ale powoli myśl o tym i odkładaj kasę.

Posted

Łańcuch szkodzi, jeśli pies jest na nim stale lub przez większą część dnia. Zgadzam się. Ale jeśli jest to rzeczywiście przywiązanie na chwilę, dla bezpieczeństwa, to nie przesadzajmy. Przecież idąc z psem na smyczy on również się szarpie. Przecież chyba każdemu zdarzyło się gdzieś przywiązać psa. To tak samo.

Posted

Litterka napisał(a):
Łańcuch szkodzi, jeśli pies jest na nim stale lub przez większą część dnia. Zgadzam się. Ale jeśli jest to rzeczywiście przywiązanie na chwilę, dla bezpieczeństwa, to nie przesadzajmy. Przecież idąc z psem na smyczy on również się szarpie. Przecież chyba każdemu zdarzyło się gdzieś przywiązać psa. To tak samo.


Co nie zmienia faktu, że kojec byłby lepszy, szczególnie, że domownicy "nie mają czasu" zamknąć za sobą bramy.

Posted

[quote name='mordecai']Ja absolutnie nigdy nic nie miałam do takich bezdomnych psów, nawet agresywnych, które kręcą się po osiedlu bo rozumiem, że one są wszędzie. Wszędzie są bezdomne psy i trzeba ten fakt zaakceptować. Ale teraz jest inna sytuacja bo one nie kręcą się tu i tam tylko non stop pod moim domem. Kiedy nie wyjdę to one po prostu są. Jak zostawia się otwartą bramę bo się człowiek spieszy (pies zostaje w domu lub na łańcuchu) to też włażą, srają, wyżerają jedzenie z budy itp. Policja nie załatwi sprawy, SM najwyżej jak już będzie musiało to przyjedzie i się rozejrzy.
Nie wiem jak u Was ale u mnie jest coś takiego, że miasto ma podpisaną umowę z jakimś schroniskiem ileś tam miast dalej (bo w najbliższej okolicy nie ma), które wyłapuje te psy ale najpierw trzeba wysłać konkretne pismo do miasta, gdzie, który pies itp. Problem w tym, że często na te pisma nie dostaje się nawet odpowiedzi.

Nie robię z tego wielkiej afery, po prostu opisałam to tu bo uważam, że to pewien przejaw chamstwa ze strony sąsiadki miłośniczki bezdomnych psów.

[quote name='Litterka']Jak na razie rozmówca mówi o tym, że to listonosz nie zamyka bramki. Także domownicy to inna bajka chyba tym razem.

No chyba nie tylko.

Posted

Ja pie***** (wybaczcie)... to jest mój ostatni post na ten temat bo myślę, że nie ma sensu kontynuować off topu. Tym bardziej, że niektórzy dopowiadają sobie fakty lub je przekręcają, wyolbrzymiają niektóre rzeczy i popadają w pewnego rodzaju skrajności (kojarzy mi się z nadopiekuńczością rodziców). Rozumiem, że pod sklepem też nie nie można przywiązać psa na 5-10 minut.

Tak w ogóle to rozumiem, że chodzi o to jedno zdanie które padło ("Jak zostawia się otwartą bramę bo się człowiek spieszy (pies zostaje w domu lub na łańcuchu")?
Nie widzę, żeby było tu napisane ani, że ta brama zostaje codziennie, czy 3 razy w miesiącu...
Po prostu chyba takie rzeczy się zdarzają każdemu. (Jak wyjeżdża się do sklepu na 15-20min to nie widzę sensu w wysiadaniu i zamykaniu/otwieraniu bramy bo zaraz wracam LUB Jak dajmy na to ojciec się spieszy do pracy i nie zamknie, zamknę dopiero ja jak wstanę i będę wychodziła z psem na siku po nocy.)

Ech... Dobra. Analizując dalej... Powtarzam chyba już 2 czy 3 raz: To przykłady tego, że pies nie zostaje wtedy na dworze, że nie ucieka przez tą bramę i nie szlaja się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim. Równie dobrze jest w tym czasie ze mną poza domem na spacerze, ze znajomymi, w domu czy właśnie na dworze stoi buda więc tak mi się napisało bo rzeczywiście zdarza się że tam czasem musi zostać na jakiś czas ale na pewno nie na pół dnia i nie dzień w dzień.

I jeżeli nie widzę, żeby jakoś to na niego wpływało, żeby był bardziej agresywny czy chory, czy jakkolwiek zmieniło by się jego zachowanie wobec czegokolwiek to nie rozumiem, dlaczego ludzie gdzieś z drugiego końca Polski, którzy nigdy na oczy nie widzieli chociażby jednego dnia z życia tego psa zaczynają mi wmawiać jakieś wyimaginowane sytuacje, wyolbrzymiają fakty... Nie mam zamiaru z tego robić żadnej wielkiej dramy ale uważam, że to jest również pewnego rodzaju "chamstwo innych psiarzy" tak nawiązując na koniec mojej wypowiedzi do tematu. Koniec. Kropka.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...