sleepingbyday Posted December 10, 2010 Posted December 10, 2010 a mnie kurka wodna czeka wykluczenie społeczne. mam na tymczasie klasykę westewrnu - mały zajadały podbiegacz. i żeby to jeszcze ze strachu było. gdzie tam! zdzisiek jest przeznaczony do wielkich czynów bitewnych, kaganiec nie pomógł nawet ciut ciut, podszarpywany na szelkach może na nich wisieć nawet i dalej ujada. spuszczam go czasem w parku z dala od innych psów, ale wiadomo, zawsze coś sie nawinie, co wiecej lisio zdzisio jak co widzi, to leci na swoich wypustkach wojować. szkoleniowiec widział, niestety - ja cos źle robię. i jestem przekonana, że lisio zdzisio większośc życia pilnował obejścia i mu zostało, chłop zywemu nie przepuści, sądy sądami, asprawiedliwośc musi być po naszej stronie. każdy kawałek chodnika jets jego, gdziekolwiek by nie był. w domu oczywiście słodziak. aaa, ludzi tez capnął kilka razy. juz nie ma okazji, poprawiłam podejście, choć zapoznawać się z nim tzreba przez sztuczki ze smakami. po pół godzinie jest sprzedany i kocha wielce, ale najpierw chce człowieka zjeść. i kurcze blaszka co ja mam robić, zeby on przestał tak gardłowac na psy? boję się, ze wsiowe nawyki są u kilkulatka z charakterem za silne jak na moje umiejętności... kto go zaadoptuje takiego? oczywiście jest lepiej, niż na początku, przywołanie jakoś działa, kiedyś było zero, teraz całkiem całkiem, w domu uspokoję go jak zaczyna jazgotać, ale na dworzu to jest nędznie. no chyba, ze psa już dobrze zapoznał. był na szkoleniu i tam było całkiem dobrze, więc rzecz jest wykonalna. Quote
Pies Pustyni Posted December 10, 2010 Posted December 10, 2010 [quote name='Balbina12']O, ja też... Niestety, czeka mnie powoli praca z moim psem(kastracja jednak nie wyjdzie-choroba serca:-() i mam nadzieję ,że moje osiedle nie będzie mi tego utrudniać:angryy: [B]A narazie to czuję się jak jakiś schizofrenik oglądając się w prawo / lewo nerwowo poszukując psów na horyzoncie[/B]:razz: Dzisiaj spotkałam się z kolejnym debilem coś w stylu- idz dzeciaczku z ciągnącym labkiem...Idę z F. i zza rogu wylatuje wielki lab [B]może i z pozytywnymi zamiarami no ale cóż...Franek nie podzielał jego zdania.[/B]Wzięłam go na bok, mówię siad, siada.Labek jeszcze bardziej natrętnie go [B]obwąchuje[/B], Franek warczy. [B]Wrzeszę, przóbuję tego psa jakoś odgonić[/B], nie chce brać F. na ręce bo wiem,że będzie jeszcze gorzej.Labek Zaczął obwąchiwac F. po karku i tego było już małemu za dużo.. Rozwrzeszczał się, lab zaczął warczeć.Biorę go za szelaski do góry i [B]rycze na całe osiedle BIEEEEEERZ PSA[/B]!!!!!!!Nagle zza rogu wychodzi dzieciaczek ok 10 lat i spokojnym tonem Neruś,choć tu kochanie:evil_lol: Nosz nie wytrzymałam. [B]Mówię do bahora ,ze mógłby k... trzymać psa a on do mnie (znowu tym piskliwym denerwującym tonem[/B])oj, neruś jak ty to zrobiłeś ,ze ja go nie zauważyłem a ty tak:razz:Rece i nie tylko mi opadły. Biorę Franka, idę dalej a on za mną...Nagle puścił labka i do mnie- no pobawcie się:crazyeye:Stwierdziłam ,że nie ma co po miłemu i powiedziałam tylko ,że ma iść już z tym psem szukać szcześcia gdzie indziej.Spojrzał się na mnie i poszedł:mdleje:[/QUOTE] Przeciez Franek tylko wtedy nie lubi psow, kiedy dybia na jego zycie [quote name='Balbina12']Drogi psie pustyni! Proszę, przeczytaj ten post jeszcze raz a może uchwycisz jego sens. Nie napisałam,że mój pies rzuca się na wszystkie yorki i cziłki, [B]tylko na te które jazgotają. A w dokładnym tego słowa znaczeniu biegają w koło mojego psa i co chwilę wczepiają swoje małe aczkolwiek ostre ząbki w jego futro.[/B] No wybacz, ale nawet [B][U]ja- osoba dorosła[/U],[/B] zrównoważona tracę cierpliwość a co dopiero mój lękliwy pies. [B]Czy sądzisz,że w takim wypadku powinnam karac psa za to ,że się broni? Czy to niebyłby gwałt na jego naturę? Na bronienie się w sytuacji realnego zagrożenia:crazyeye:. Na koniec dodam tylko- pozwólmy być naszym psom być psami i tyle:razz:[/B][/QUOTE] Dlaczego nie dalas labradorowi byc psem, tym bardziej, ze nie mial zlych zamiarow tylko zgodnie z psia natura chcial obwachac drugiego psa? Nie dziw sie nastrojom Franka skoro Ty sama nie jestes zrownowazona i wrzeszczysz na inne psy i dzieci (komentarz dotyczacy glosu tego dziecka - ponizej krytyki; moze jeszcze ubranie mial nie takie?). Pies widzac takie reakcje nie bedzie raczej sie uspokajal. Quote
awaria Posted December 10, 2010 Posted December 10, 2010 Gdybym miała małego psa (a Franek, jak na yorka przystało, chyba do kolosów nie należy:] ) także nie pozwoliłabym na kontakt z OBCYM psem, puszczonym luzem, bez realnego nadzoru (wątpię, żeby 10 latek w jakikolwiek sposób nad nim panował). Nawet jeśli labrador miał jak najbardziej pokojowe zamiary to samą masą może wyrządzić małemu psu poważną krzywdę. Wiem jak moje psy bawią się labkami - nie są to subtelne igraszki :] Quote
Balbina. Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 Psie pustyni-chyba nie zrozumiałeś mojego postu...Pozwólmy psu być psem ale pod nadzorem.Nie muszę mieć ochoty na spotkanie z innych psem a Franek tym bardziej. Przykro mi, ale nie potrafię zachować spokoju gdy 40 kilowe psisko skacze po moim psie.Niestety.Być może jestem w Twoim mniemaniu niezrównoważona ale trudno, nie będę pozwalać aby obce psy witały się z moim gdy wiem,ze tego nie lubi.Może i miał pozytywne zamiary ale co z tego? Mój pies nie musi podzielać jego intencji, prawda?I właśnie o to mi chodziło-pies może być psem,może kogoś nie lubić ale powinny być zachowane podstawowe środki bezpieczeństwa takie jak np. SMYCZ. A co do dziecka-cóż, gdybym spokojnie mu powiedziała,że pieski się nie lubią to raczej byłabym skazana na towarzystwo rozweselonego laba do końca spaceru. Nie drę się na każdego napotkanego przechodnia ale jak widzę dziecko-oazę spokoju które patrzy jak jego pies skacze po innym no to wybacz ale nie będę prowadziła pedagogicznych rozmów.Ja się nie poczuwam winna ,ze zbluzgałam dziecko i psa- MAM prawo mieć agresywnego psa(pod nadzorem)i MAM prawo spokojnie z nim spacerować bez siłowania się z jazgoczącą pchłą co kawałek:diabloti: Quote
evel Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 Ha, a co ja miałam dzisiaj zrobić jak wyskoczyła na nas pod blokiem zjeżona jak szczota labradorzyca? Poniuniać do niej? :hmmmm: Jak się na nią wydarłam to dopiero sobie poszła (nie, wołanie jej pańci nie działało, dziwne, nie?) a zaraz później wydarłam się na właścicielkę - pytając, czy słyszała o takim urządzeniu jak smycz. Pani popatrzyła na mnie i poszła dalej a labka rzuciła się z jazgotem na jakiegoś faceta, biegając wokół niego i doskakując do niego raz na jakiś czas... Siekierę mam nosić w ręku na każdy spacer, żeby ludzie zaczęli myśleć? :roll: Quote
wiko. Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 Ja powiedziałam sobie dość..ile można się oganiać od atakujących,puszczonych luzem psiuńków.Kilka dni temu ide z moim onkiem parkiem,mój sobie wącha krzaczki a tu nagle dobiega małe kudłate i już prawie łapie za ogon(nie pierwszy raz już się tak zdarzyło-jak nie ogon to uda).Szczęście że miałam w ręce piłke na sznurku bo chwile wcześniej skończyliśmy nauko-zabawe,przydała się bardzo.Potraktowałam z niej agresora dość niedelikatnie.Właściciel dopiero wtedy zauważył swojego pupilka.Dobrze że byłam szybsza od mojego psa bo gdybym dopuściła do złapania za ogon mojego to znów poszłyby miesiące pracy z psem. Na większe psy nosze łańcuszek i jeśli zajdzie potrzeba nie zawaham się go użyć.Nie chce żeby do mojego psa podbiegały psy i mam do tego prawo,nie interesuje mnie że dany piesek chce się pobawić,powąchać czy co tam jeszcze..Kiedyś pozwalałam żeby podchodziły do mojego puszczone psy,zapewniana przez właścicieli że one miłe są,że nic nie zrobią..a one chwile szczeniaka powąchały i z zębami na niego.Teraz podbiegaczom mówie stanowcze NIE. Quote
Balbina. Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 [quote name='evel']Ha, a co ja miałam dzisiaj zrobić jak wyskoczyła na nas pod blokiem zjeżona jak szczota labradorzyca? Poniuniać do niej? :hmmmm: Jak się na nią wydarłam to dopiero sobie poszła (nie, wołanie jej pańci nie działało, dziwne, nie?) a zaraz później wydarłam się na właścicielkę - pytając, czy słyszała o takim urządzeniu jak smycz. Pani popatrzyła na mnie i poszła dalej a labka rzuciła się z jazgotem na jakiegoś faceta, biegając wokół niego i doskakując do niego raz na jakiś czas... Siekierę mam nosić w ręku na każdy spacer, żeby ludzie zaczęli myśleć? :roll:[/QUOTE] evel- pozwolić labradorowi być psem. Twoje emocje jej się udzielają musisz być spokojna-poprostu oaza spokoju i bez mrugnięcia patrzeć jak pies taranuje Twoją sukę...przepraszam za ironię no ale już nie mogę na posty psa pustyni...:razz: Quote
Pies Pustyni Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 [quote name='Balbina12']evel- pozwolić labradorowi być psem. Twoje emocje jej się udzielają musisz być spokojna-poprostu oaza spokoju i bez mrugnięcia patrzeć jak pies taranuje Twoją sukę...przepraszam za ironię no ale już nie mogę na posty psa pustyni...:razz: Widze, ze nie rozumiesz po co to pisalem (sama raz po raz zarzucajac mi, ze nie lapie sensu tego co piszesz). "Pije" do dyskusji o metodach, gdzie tak krytykowalas jedno, zachwalalas drugie i twierdzilas, ze swietnie radzisz sobie z psem. A jesli ten atakuje to "(...)tylko na te które jazgotają. A w dokładnym tego słowa znaczeniu biegają w koło mojego psa i co chwilę wczepiają swoje małe aczkolwiek ostre ząbki w jego futro. W ogole to odnosze wrazenie, ze wy chodzicie na spacery do jakiegos psiego piekla... Quote
AngelsDream Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Tak, do piekła wybrukowanego ludzką głupotą, nieodpowiedzialnością i wiarą w to, że "on nic nie zrobi, on się tylko przywita". Wczoraj odwiedziła nas jedna z dogomaniaczek z innego miasta. Wyszliśmy po nią na przystanek, żeby się nie zgubiła. Baaja ubraliśmy bardzo zapobiegawczo, uznając, że tak po prostu jest lepiej - wobec cioci kaganiec okazał się zbędny, a potem trzeba było go zdjąć, żeby pies przeszedł przez park w jednym kawałku. Zaczęło się od łeścika, który próbował zjeść jorka, a gdy jorek został wzięty na ręce, łeścik skakał sobie po pani, która bezradnie stała i czekała na zbawienie. Łeścik zmienił target na nas. Zaczął wściekle szczekać, kłapiąc zębami. Baaj stał spokojnie, właściciel znalazł się nagle na moje: - Zdejmij mu kaganiec. Okazał się panem rozmawiającym przez telefon. Zgarnął psa ręką, przekazał córce, dziewczynce i skręcili w bok. Smyczy nie mieli, więc dziewczyna prawie czołgała się po śniegu. Dosłownie parę metrów później z bocznej alejki wypadła na nas spora suka. Naprawdę spora, bo wielkości Baaja. Baaj był na smyczy i w kagańcu, a suka nie wyglądała na przyjazną. Nasz pies CS-ował, ona spinała się, podczas gdy stojąca na końcu tej bocznej alejki matka z wózkiem usiłowała ją przywołać, bezskutecznie. Suka zaczęła się spinać mocniej, napierając na naszego psa. M. sprawnie zdjął Baajowi kaganiec, podał mi go do tyłu. Właścicielka suki zaczęła histeryzować, ale nie podeszła, bo przecież ma wózek, a w nim dziecko. Suka wyszczerzyła zęby, kłapnęła. Baaj odskoczył do tyłu. W tym momencie mój M. już nie wytrzymał. Psu kazał się wycofać za siebie i odsunął sukę nogą. W tym momencie właścicielka już prawie się wydzierała. Suka odpuściła, ale nie po to, żeby wrócić do pani, po prostu spostrzegła kolejne psy i pobiegła robić zamieszanie tam. Była agresywna, luzem, bez kagańca, w za luźnej kolczatce, sama podbiegała do innych psów. Ona odeszła, podbiegł szetland. Samiec. Baaj kocha szelciaki. I ten okazał się cudownie normalny. Chwała niebios. Panowie się powąchali, Baaj zachował się odpowiednio delikatnie, mogliśmy spokojnie odejść, nie bojąc się, że nastąpi atak na naszego psa odwróconego tyłem - przy niezrównoważonych psach to częsta opcja. Wtedy zauważyliśmy, że za panem z szetlandem podążała jeszcze sunia, która na widok Baaja sztywno zamarła. Ominęliśmy ją szerokim łukiem, żeby spokojnie mogła podreptać za swoim 'stadem'. Chwilę później na cały park rozległ się agresywny jazgot. Czarna suka wpadła między szetlandy, ale już nawet nie chciało się nam zawracać, robić czegokolwiek. Następnym razem Baaj po prostu będzie miał kamerkę na kagańcu i uświadomię właścicielkę, że to się nagrało i trafi na policję. Myślicie, że to koniec? Nie, oczywiście, że nie. Warszawa musiała się pokazać w pełnej krasie. Był więc niewielki pies, który mijał nas, dyndając na smyczy. Były dwa małe psy, któraś z ras ozdobnych, zostawione pod sklepem same. Jeden przywiązany, drugi luzem. Oba jazgotały, rzucały się z zębami do psa i nogawek. Innej drogi nie było, a obok sklepu był potrzebny gościowi bankomat. Widać, patrząc na wypowiedzi PP, powinnam fruwać ze swoim psem albo przepraszać innych, że idę chodnikiem. Baaj zachowywał się wzorowo, jak na takie sytuacje. Dopiero, kiedy musieliśmy wrócić między tymi psami, kłapnął na tego przywiązanego, próbując go uciszyć. I wcale się nie dziwię, bo jazgot był nieprzerwany i paskudny. Na deser był jeszcze sąsiad pod naszą klatką. Jego pies rzucił się z daleka na Baaja, ale został ładnie ściągnięty na smyczy. Szkoda, że usłyszał esej na temat tego, że jest głupi, zamiast jasnych wskazówek, co ma, a czego nie ma robić. Oto zwykły dzień. Oto ludzie. Oto ich psy. I mój wilczak, który nie jest kuloodporny i też może zostać pogryziony, który mimo setki takich doświadczeń nadal próbuje CS-ować i ucinać konflikty, z którego jestem za wczoraj dumna. I cieszę się, że Celarek został wtedy w domu. Takie spacery dla niego to jeszcze za dużo, a znając życie, ludzie nie zabieraliby od niego psów, rzadko zabierają, chyba że widzą Baaja i to, że zdejmujemy mu kaganiec albo rozpinamy smycz na dłuższą. Smutne, smutna ludzka bezmyślność. Quote
Saththa Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 AngelsDream: O matulo :O to rzeczywiście jakieś spacery w psim piekle są. Tylu nierozważnych i nieusłuchanych, niewychowanych psów w jednym miejscu i to podczas jednego spaceru :O Ąz mi słów brak, to jest jakiś koniec świata po prostu... Quote
Martens Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Kiedy czytam takie posty jak AngelsDream, jestem przeszczęśliwa, że nie mieszkam w W-wie tylko na zadupiu... Quote
Balbina. Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Pies Pustyni napisał(a):W ogole to odnosze wrazenie, ze wy chodzicie na spacery do jakiegos psiego piekla... Tak, takie piekiełko jest w Bydgoszczy-zapraszam. Nic nie poradze na to ,że mieszkam tu, a nie gdzie indziej i jak widać nie tylko ja mam takie problemy z przechodniami i ich psami ale też np. AngelsDream. Quote
hecia13 Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 AngelsDream, gdzie ty mieszkasz? Żebym tam przypadkiem kiedyś nie trafiła... Bo u mnie jest duuużo spokojniej :) Quote
evel Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Niedziela, popołudnie, niezbyt zimno i park połączone razem dają jak widać mieszankę wybuchową ;) Obserwując Baaja w kolejnych sytuacjach byłam pod ogromnym wrażeniem, bo mój pies (ten, nad którym się znęcam, rzecz jasna :cool3: ) co najmniej połowę z tych psów próbowałby rozgnieść na miazgę :roll: Quote
zaba14 Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Czytając historie Miśki i kota, zastanawiam się czy wy wszyscy jesteście w stanie w 100% zaufać swoim psom? Mój nie zaatakuje, nie podbiegnie, nie ucieknie, mój pies to ideał !! też mam wrażenie jak gops że tutaj wszyscy mają psy idealne... ktoś powie mój pies nie goni kotów, jest taki mądry, bo nie ma takiego zapędu, ciekawe co by zrobił gdyby owy piesek miał zaped, czy wtedy też byłby taki mądry? czy potrafiłby opanować swojego psa w 100% ?? nawet jesli pies ma zapęd do pogoni za kotem czy ptakiem to takie przypadki bardzo rzadko kończą się śmiercią "ofiary" bo jaki kot da się złapać? od mojego wszystkie spieprzają.. jakieś dziwne ;) ptaki też odlatują .. na sam widok mnie i psa zwierzaki uciekają.. ciekawe kto z was opanowałby psa w 100% gdyby kot pojawił się nagle, od to 2sekundy.. albo pogoni albo nie pogoni .. oj później piesek do końca życia w kagańcu i na smyczy .. nie można przesadzać w ani jedną stronę, zdarzyła się przykra sytuacja i trzeba mieć na nią uwagę, pracować nad psem, ale i tak nie można mu zaufać w 100% .. Też miałam fajną sytuacje, kiedy to do mnie i do psa podszedł facet i kopnał mi suke, chciałam się dowiedzieć jak to się ma w prawie irlandzkim to się dowiedziałam że mój pies ma chodzić w kagańcu, a na faceta nawet nie nawarczał... ani nie ugryzł.. i ja mam klatkować psa bo ktoś ma popieprzone w głowie? sprawę załatwiłam inaczej, teraz facet nas omija.. Quote
Greven Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 [quote name='zaba14']Czytając historie Miśki i kota, zastanawiam się czy wy wszyscy jesteście w stanie w 100% zaufać swoim psom? Mój nie zaatakuje, nie podbiegnie, nie ucieknie, mój pies to ideał !! też mam wrażenie jak gops że tutaj wszyscy mają psy idealne... ktoś powie mój pies nie goni kotów, jest taki mądry, bo nie ma takiego zapędu, ciekawe co by zrobił gdyby owy piesek miał zaped, czy wtedy też byłby taki mądry? czy potrafiłby opanować swojego psa w 100% ?? nawet jesli pies ma zapęd do pogoni za kotem czy ptakiem to takie przypadki bardzo rzadko kończą się śmiercią "ofiary" bo jaki kot da się złapać? Głupi, no a jaki inny? Za młody, by zdążył nauczyć się ostrożności. Chory czy osłabiony, który nie ma dość siły, by szybko uciekać. Niedowidzący, który nie zauważył psa, albo błędnie ocenił odległość. Oswojony i przyzwyczajony do psów, który został wyrzucony, lub właściciel uszczęśliwia go wypuszczaniem na dwór. Myślę, że tyle przykładów wystarczy. Mnie nie chodzi o to, że gops miała "wpadkę" z kotem, ale o to, jakie ma do sprawy podejście. I jeszcze o to, że wg niektórych kot to tylko kot. No bo co innego by było, gdyby to był pies. A kot ma sobie radzić. Ma nie podchodzić, ma uciekać, a najlepiej jakby go w ogóle nie było, a kysz! Żaden z moich psów pozostających pod moją opieką, NIGDY nie skrzywdził kota. Quote
Mona Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Czytając historie Miśki i kota, zastanawiam się czy wy wszyscy jesteście w stanie w 100% zaufać swoim psom? Mój nie zaatakuje, nie podbiegnie, nie ucieknie, mój pies to ideał !! też mam wrażenie jak gops że tutaj wszyscy mają psy idealne... ktoś powie mój pies nie goni kotów, jest taki mądry, bo nie ma takiego zapędu, ciekawe co by zrobił gdyby owy piesek miał zaped, czy wtedy też byłby taki mądry? czy potrafiłby opanować swojego psa w 100% ?? nawet jesli pies ma zapęd do pogoni za kotem czy ptakiem to takie przypadki bardzo rzadko kończą się śmiercią "ofiary" bo jaki kot da się złapać? od mojego wszystkie spieprzają.. jakieś dziwne ;) ptaki też odlatują .. na sam widok mnie i psa zwierzaki uciekają.. ciekawe kto z was opanowałby psa w 100% gdyby kot pojawił się nagle, od to 2sekundy.. albo pogoni albo nie pogoni .. oj później piesek do końca życia w kagańcu i na smyczy .. nie można przesadzać w ani jedną stronę, zdarzyła się przykra sytuacja i trzeba mieć na nią uwagę, pracować nad psem, ale i tak nie można mu zaufać w 100% ..Tak sobie poczytuję ten wątek i dopowiem swoje 3 grosze ;) Miałam suczkę(tą z podpisu). Mój tata od szczeniaka na spacery brał ją bez smyczy(albo brał smycz ale pies szedł luzem).Bo Wikusia się słucha,bo idzie przy nodze,bo nie pobiegnie w siną dal i bla bla bla. Dopowiem że mieszkałam wtedy w centrum Krakowa. Tak było do momentu kiedy moi rodzice razem nie poszli na spacer.Zabrali z sobą Wikę. Mama wstąpiła do sklepu,ojciec czekał na nią po drugiej stronie ulicy.Takiej fakt niezbyt ruchliwej,w dodatku niedziela więc auto raz na godzinę przejeżdżało. Suka bez smyczy oczywiście. Ojciec się zagapił i wystarczył moment jak suka wypruła z kopyta do mamy wychodzącej ze sklepu.Przez jezdnię.Pech chciał że akurat jechał samochód... Pisk,huk i pies pod autem :shake: Dostała zderzakiem,ale na szczęście nic poważnego się nie stało. Ojciec już NIGDY nie puścił ani jej,ani żadnej z moich dwóch obecnych dziewczyn luzem bez smyczy. Niestety na niektórych ludzi tylko takie coś działa :-( Quote
gops Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Greven napisał(a): Mnie nie chodzi o to, że gops miała "wpadkę" z kotem, ale o to, jakie ma do sprawy podejście. I jeszcze o to, że wg niektórych kot to tylko kot. No bo co innego by było, gdyby to był pies. A kot ma sobie radzić. Ma nie podchodzić, ma uciekać, a najlepiej jakby go w ogóle nie było, a kysz! Żaden z moich psów pozostających pod moją opieką, NIGDY nie skrzywdził kota. jakie mam podejscie? mam plakac codzinnie w poduszke nad kotem , i wyzywac suke za kazdym razem jak sobie przypomne? to nie byl przyjemny widok ani przezycie zaufaj , ale z perspektywy czasu nauczylam sie o tym mowic swobodnie bez prawie zadnch emocji Quote
AngelsDream Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 [quote name='hecia13']AngelsDream, gdzie ty mieszkasz? Żebym tam przypadkiem kiedyś nie trafiła... Bo u mnie jest duuużo spokojniej :) Park Bródnowski polecam w takim razie omijać, bo w tym oto się działy opisane przeze mnie sceny. evel, chciałam Ci pokazać Baaja w codziennej wersji, bez popisów, nie sądziłam, że 'pokaz' będzie tak barwny. Quote
Ewa&Duffel Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 A my często spacerujemy w parku bródnowskim i większych problemów nie mamy, jak pies agresywny to zazwyczaj na smyczy, a te, co podbiegają, chcą się tylko obwąchać lub pobawić. Chyba naprawdę macie wyjątkowego pecha :shake: Quote
evel Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Ewa&Duffel napisał(a):A my często spacerujemy w parku bródnowskim i większych problemów nie mamy, jak pies agresywny to zazwyczaj na smyczy, a te, co podbiegają, chcą się tylko obwąchać lub pobawić. Chyba naprawdę macie wyjątkowego pecha :shake: Moim skromnym zdaniem dużo zależy od tego, jakiego ma się psa i jak się reaguje na konkretne sytuacje. Wilczaki ogólnie są raczej specyficzne, Baaj w większości przypadków po prostu próbował uspokajać te psy, które na niego szarżowały a i tak nie do końca wyszło, bo np. z tą duża suką naprawdę było niefajnie. Podziwiam opanowanie jego przewodników, bo gdybym ja tam szła z Zu i napadłaby na nią trzy razy większa, agresywna suka, to bym babie chyba łeb urwała i wsadziła do wózka :roll: Jak, do diabła, można wychodzić na spacer z wózkiem z dzieckiem (co oznacza niejakie uziemienie, a co najmniej ograniczenie swobody i panowania nad psem w tym konkretnym przypadku) i dużym, agresywnym psem luzem, nad którym nie sprawuje się żadnej kontroli (co oznacza porażenie mózgowe właścicielki, ewentualnie przemieszczenie mózgu do zadu zamiast głowy)? To słitaśnie, że suka pilnowała wózka z zawartością, ale żeby leciała z zębami i pióropuszem na grzbiecie do każdego psa, który się pojawi w pobliżu? Quote
AngelsDream Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Ja tego parku nie lubię, nie zawsze jest tam tak źle, ale ilość osób, które mają wszystko w poważaniu jednak odstrasza. Domyślam się, że część psów podchodzi do Baaja, bo to właśnie Baaj - duże, pewne siebie psisko, które czujnie patrzy, ale nie widzę żadnego usprawiedliwienia dla takiego zachowania. Zwłaszcza w przypadku matki z dzieckiem i tą suką. Tak jak napisała evel, nad psem trzeba panować, przede wszystkim. Inna sprawa, że moje psy nie bawią się z innymi, więc nie szukam spacerów pod tytułem - kto pobiega z moim wilczakiem, a w większości przypadków takie właśnie obserwowałam w tym parku. Baaj jest do psów nastawiony pokojowo, do samca szetlanda wyraźnie i czysto się cieszył, pomimo tego, że chwilę wcześniej był atakowany i do szelciaków nie miałam nic, w zasadzie najbardziej uderzyła mnie sytuacja właśnie z suką, a potem dwa małe jazgoto-kłapacze pod sklepem. Quote
Abrakadabra Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Ewa&Duffel napisał(a):A my często spacerujemy w parku bródnowskim i większych problemów nie mamy, jak pies agresywny to zazwyczaj na smyczy, a te, co podbiegają, chcą się tylko obwąchać lub pobawić. Chyba naprawdę macie wyjątkowego pecha :shake: To nie pech... :lol: Quote
Ewa&Duffel Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Abrakadabra napisał(a):To nie pech... :lol: Nie rozumiem... Wydaje mi się, że ogólnie w parkach najwięcej jest spacerowiczów z psami, którzy mają wszystko w głębokim poważaniu. Prawda jest taka, że jednak w parku trzeba najbardziej psa kontrolować, bo a to ludzie, a to psy, a to dzieci. Ja chodzę tam z psem od czasu do czasu, po pierwsze żeby miał okazję trochę się pobawić z innymi (jest bardzo towarzyski, a na naszych łąkach brak odpowiednich psów do zabawy), a po drugie żeby trochę pospacerował i poćwiczył w rozproszeniach, a nie tylko na pustej łące. Ale zawsze muszę mieć tam oczy dookoła głowy, dlatego kiedy mam ochotę na luźniejszy spacer zabieram psa na pole albo do lasu. Quote
zaba14 Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Greven napisał(a):Głupi, no a jaki inny? Za młody, by zdążył nauczyć się ostrożności. Chory czy osłabiony, który nie ma dość siły, by szybko uciekać. Niedowidzący, który nie zauważył psa, albo błędnie ocenił odległość. Oswojony i przyzwyczajony do psów, który został wyrzucony, lub właściciel uszczęśliwia go wypuszczaniem na dwór. Myślę, że tyle przykładów wystarczy. Mnie nie chodzi o to, że gops miała "wpadkę" z kotem, ale o to, jakie ma do sprawy podejście. I jeszcze o to, że wg niektórych kot to tylko kot. No bo co innego by było, gdyby to był pies. A kot ma sobie radzić. Ma nie podchodzić, ma uciekać, a najlepiej jakby go w ogóle nie było, a kysz! Żaden z moich psów pozostających pod moją opieką, NIGDY nie skrzywdził kota. No tak a takie koty spotykamy codziennie na każdym spacerze z psem, jest ich cała plaga ... i gops szczególnie na nie poluje coby urozmaicić suce życie .. :o opanujcie się .. ja niestety pod domem mam od cholery kotów i nie darze ich sympatią, chyba nie muszę, w lato czuć ich zapach już z daleka jak się przechodzi, rozmnażają się na potęgę, i co chwile widać nowe, nie ich wina, ale to nie znaczy że mam je lubić bo są puchate .. moja suka chętnie by za nimi poganiała, ale jej nie puszczam bo obawiam się że prędzej ona by dostała po mordzie niż kotek ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.