Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Co do kotow to kiedyś byłam świadkiem sytuacji, że dziewczyna w powszechnej opinii uważana za jakąś nawiedzoną, jeżeli chodzi o zwierzaki(swego czasu też mi się zdarzało ją zbrechtać na wychodzenie z kotem na flexi) wyszła sobie z tym kociakiem na spacer przed blok i jakiś babsztyl zaczął szczuć jej kota psem.... oczywiście Mruczuś się zjeżył i tak podrapał burka, że ze skowytem uciekał, a jakże inteligenta pani opieprzyła ją za to tak, że całe osiedle słyszało. Nie wiem co Wam przeszkadzają koty które się stroszą i fukają albo uciekają na drzewo. Mnie bardziej irytuje bydle ważące blisko 50kg które rzuca się do gardła mojemu psu.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='HelloKally']Co do kotow to kiedyś byłam świadkiem sytuacji, że dziewczyna w powszechnej opinii uważana za jakąś nawiedzoną, jeżeli chodzi o zwierzaki(swego czasu też mi się zdarzało ją zbrechtać na wychodzenie z kotem na flexi) wyszła sobie z tym kociakiem na spacer przed blok i jakiś babsztyl zaczął szczuć jej kota psem.... oczywiście Mruczuś się zjeżył i tak podrapał burka, że ze skowytem uciekał, a jakże inteligenta pani opieprzyła ją za to tak, że całe osiedle słyszało. Nie wiem co Wam przeszkadzają koty które się stroszą i fukają albo uciekają na drzewo. Mnie bardziej irytuje bydle ważące blisko 50kg które rzuca się do gardła mojemu psu.[/QUOTE]

A cóż takiego jest w wychodzeniu z kotem na flexi? Niektóre koty są większe od części psów :evil_lol: Natomiast na pewno mogą wyrządzić mniejszą krzywdę niż puszczony luzem, agresywny burek. I można je doskonale wykorzystać przy nauce zobojętniania psa na kotki ;)

Posted

[quote name='ladySwallow']No to czas wprowadzić je w życie tak, aby koty nie ucierpiały, zamiast pomstować na forum...[/QUOTE]
No właśnie.

Jak komuś przeszkadza, że kotów jest za dużo, to niech pomoże zmniejszyć ich populację w humanitarny sposób (odławianie na sterylki, eutanazja ślepych miotów), albo poprosi o pomoc lokalną organizację pro-zwierzęcą. Jak komuś przeszkadza, że koty chodzą po podwórku (w sumie to nie wiem, co miałyby robić... fruwać, pływać?), to niech monituje do właścicieli kotów - o ile to są koty domowe, a nie wolnożyjące. Bo wolnożyjący kot ma swoje prawa, a jednym z nich jest prawo do bytowania przy skupiskach ludzkich. A my, ludzie, mamy wobec kota pewne obowiązki - jednym z nich jest nienarażanie go na niebezpieczeństwo. Karmieniem i sterylkam zwykle zajmuje się "ktoś inny", czyli twz. karmicielka.

Jak komuś przeszkadza biegający luzem, niedopilnowany pies, to też nie ma co bezradnie rozkładać rąk, tylko trzeba porozmawiać - nieraz dość ostro - z właścicielem, a gdy to zawiedzie, dzwonić do straży miejskiej. Po osiedlu u mojej babci latają luzem psy - często duże, często łączące się w sfory. Po dzielnicy u mojej Mamy też latają psy - też akurat duże, a kilka z nich jest agresywna w stosunku do innych zwierząt. Ponadto jeden pies notorycznie zakłóca ciszę nocną. Oszaleć można od tego szczekania. I tu i tam ludzie narzekają, ale jak zapytam, czy rozmawiali z właścicielem, czy dzwonili do SM, to słyszę, że nie, bo "no ale jak to", "dajmy spokój" i nagle okazuje się, że WCALE IM TO NIE PRZESZKADZA. To przeszkadza, czy nie? Po prostu najłatwiej narzekać i nie dać nic od siebie, żeby zmienić sytuację.

Posted

[quote name='ladySwallow']A cóż takiego jest w wychodzeniu z kotem na flexi? [/QUOTE]

Też właśnie nie wiem; u mnie dziewczynka wyprowadza na szelkach na trawnik królika miniaturkę - i jakoś nikt się z niej nie nabija, nawet małe dzieci :razz:

Posted

Jak się nad tym logicznie zastanowić to raczej nie ma nic śmiesznego w takim wychodzeniu i pewnie sama będę tak wychodzić jak w końcu pojadę do tego schroniska, ale no... chodzenie z kotem na smyczy jest takie jakby trochę niedorzeczne, koty wolą chodzić tam gdzie one chcą a nie nawiedzona szóstoklasistka czy starsza pani. Pomimo tych niedorzeczności z dwojga złego wolę mieć kota na smyczy i żeby żył sobie, a nie mieć kota który zasmakował wolności i znalazł się wgnieciony w asfalt.

Posted

[quote name='Martens']Też właśnie nie wiem; u mnie dziewczynka wyprowadza na szelkach na trawnik królika miniaturkę - i jakoś nikt się z niej nie nabija, nawet małe dzieci :razz:[/QUOTE]

Jak mieszkałam na poprzednim mieszkaniu, to dziewczyna z bloku obok wyprowadzała na spacery dwie fretki ;) Słodziutkie istotki.

[quote name='HelloKally']Jak się nad tym logicznie zastanowić to raczej nie ma nic śmiesznego w takim wychodzeniu i pewnie sama będę tak wychodzić jak w końcu pojadę do tego schroniska, ale no... chodzenie z kotem na smyczy jest takie jakby trochę niedorzeczne, koty wolą chodzić tam gdzie one chcą a nie nawiedzona szóstoklasistka czy starsza pani. Pomimo tych niedorzeczności z dwojga złego wolę mieć kota na smyczy i żeby żył sobie, a nie mieć kota który zasmakował wolności i znalazł się wgnieciony w asfalt.[/QUOTE]

Chodzenie z kotem na smyczy nie jest niedorzeczne, tylko świadczy o odpowiedzialności właściciela, który np. miał kota wychodzącego, a teraz mieszka w bloku i nie chcąc kotu ograniczyć wolności, wyprowadza go na smyczy. Ta "nawiedzona szóstoklasistka czy starsza pani" jest więc bardziej odpowiedzialna, niż część właścicieli psów :roll: Niektóre koty nie wychodzą wcale i nie narzekają, np. moja kotka.

Posted

Kot na smyczy to raczej dowód odpowiedzialnosci opiekuna, który woli wychodzić z ulubieńcem w bezpieczny sposób, zamiast wypuszczać go luzem, tym samym narażając na śmierć lub kalectwo. I nie widze w tym nic smiesznego, czy niewłasciwego.

Natomiast koty wolnożyjące są zwierzętami pozostającymi pod ochrona prawną. Są to zwierzęta nie-domowe, a dzięki ich obecnosci w miastach populacja gryzoni pozostaje na opanowanym poziomie.
Teraz jest zima, apeluję- w miarę mozliwości- jeśli macie w okolicy takie koty, zostawiajcie uchylone okienka do piwnic, dokarmiajcie koty, czasem wystarczy wynosić 1- 2 razy dziennie miseczkę z podgrzana wodą, żeby ułatwić im przetrwanie mrozów!!!!

Jeżeli koty rozmnażają się w sposób niekontrolowany, to trzeba je strerylizować. Wiele miast daje talony na bezpłatne sterylizacje kotów wolnożyjących. Jeśli nie macie sami możliwości tego zrobić, zwróćcie sie o pomoc do np TOZu, poszukajcie lokalnych karmicielek.
Kiedy są maluchy (w większości wypadków nie da się znaleźć slepego miotu, kotki widzimy jak już wyjdą z mamą) zawsze mozna takie malce spróbować złapać, oswoić i oddać do adopcji, a mamę złapać na sterylkę.

I przede wszystkim- to naszym, właścicieli psów- obowiązkiem jest niedopuszczenie do agresywnej konfrontacji naszego psa i kotów wolnożyjących!!!!!!
ABSOLUTNIE NIEDOPUSZCZALNE (i karalne) jest to, że pies goni dla zabawy, czy wręcz zagryza koty.

One tu żyją, nie mają innego miejsca do życia, chronią nas przed szczurami- uszanujmy je, pomóżmy przetrwać......

Posted

Witam wszystkich. Do tej pory byłam biernym podglądaczem tematu. Nie zdarzyło się nic co było by warte opisania.Aż do niedzieli. Mam roczna Akitę, nie jest agresywny ale nie lubi jak jakiś inny zwierz pokażnych romiarów naciera na niego od tyłu. Spacerowaliśmy po parku, pieso jeszcze na smyczy szliśmy na bezludne łąki, żeby mógł poszaleć w śniegu. Nagle słysze jak biegnie coś za nami. Malamut bez smyczy obroży i oczywiscie bez własciciela Pokojowo nastawiony nie był już widze ,ze za chwile moze nie być przyjemnie...Odciągnełam mojego i starałam sie odejśc ale niestety malamut upartypcha sie z łapami na mojego. W miedzyczasie zza krzaków wyłania sie łaskawie własciciel krokiem wolniejszym od zólwia i krzyczy "" Może Pani poczekać? " Wiec mu odkrzyknełam Ze ja może i owszem ale psy niekonieczniecznie " Ledwo to powiedziałąm i zaczeło sie ! okazało sie,ze pan potrafi biegać bo znalazł sie obok w ciagu paru sekund, nie było łatwo rozdzielić psy.Całe szczeście żadnemu krzywda sie stała.A pan co bez słowa złapał psa za kark i poszedł w swoja strone !! smyczy ani obroży nie widziałam.Generalnie szkoda słow bo wracajac widziałąm tego psa dalej biegajacego a pana z puszeczka piwa beztrosko podpierajcego drzewko

Posted

A, widzę, że pan reprezentuje mój "ulubiony" typ - wychodzę z psem, żeby nachlać się piwska. Znamy takiego, znamy, ma sukę ze schroniska w typie ONka, która nosi kolczatkę jak na mamuta a i tak jak atakuje jakiegoś psa to pan ledwo może ją odciągnąć... Zwykle stoi sobie przywiązana do drzewa jak pańcio sobie "rozmawia" z koleżkami.

Posted

Nienawidzę mojej sąsiadki:angryy:
Stoję sobie w drzwiach i gadam ze znajomym, Loco jak zwykle w takiej sytuacji stoi między moimi nogami i czai co się na klatce dzieje. Z mieszkania naprzeciwko wychodzi sąsiadka i przechodząc obok schyla się i próbuje dać Loco kości. No kurde ile ja się już nagadałam, że żadnych cholernych kości nie pozwolę mojemu psu jeść a ta głupia debilka znów to samo:angryy: Następnym razem jej te kości chyba do gardła wepchnę i niech się udusi kretynka:angryy:

Posted

Nawrzeszcz na nią na całą klatkę, że co sobie wyobraża, że nie dociera po polsku, że twój pies to nie śmietniczka na odpadki...? Może jak zrobisz jej wstyd przed sąsiadami to się troche pohamuje? Wiem, że to chamskie wyjście i sąsiadka pewnie się obrazi, ale lepsze to niż jak twojemu psu stanie się krzywda... Swoją drogą ja nie rozumiem jak można karmić cudze psy, sama miałam taki ewenement w bloku, do którego nic nie docierało. Rozumiem karmienie bezpańskich, rozumiem że ktoś ma taką mentalność, że myśli że to dobrze jak da pieskowi sąsiada, ale skoro mówi się takiej osobie raz i drugi, że sobie tego nie życzymy, to czemu u licha to zazwyczaj nie dociera...?

Posted

Ja bym poprosiła swojego weta o opieczętowaną "firmową" karteluszkę, na której stałoby, że podanie kości psu grozi perforacją przewodu pokarmowego i koszt operacji wynosi wtedy tyle a tyle - i wręczyć pani z pytaniem, czy jest gotowa ów koszt ponieść w razie czego.
(Współczuję sytuacji. Ja jestem w lepszej - mam takiego pana, który mi psa froliciem częstuje - no muuusi, inaczej chyba pęknie - już machnęłam ręką, trudno - od paru froliców psu nic nie będzie)

Posted

u nas sprzątaczka próbowała mojego psa słodyczami karmić. I to tak bezczelnie. Mówię jej, że nie daję psu słodyczy, a ona i tak rękę z tym do psa wyciąga. Musiałam psu drogę zastawić, a na nią krzyknąć. Na szczęście już nie próbuje tak robić.

Posted

Ja podobnie miałam z jaka rodzina co chcieli dac naszemu psu kosci pneumatyczne. A jak mówiłam ze takich kosci sie nie powonno psu dawac to powiedzieli ze ich pies tez jadł i nic mu nie było.

Posted

Dzisiaj, jakieś 30 cm ode mnie, zawisł na smyczy żądny mordu ON ;/ Dawno się tak nie wystraszyłam. Wyszłam z boksiem na szybkie siku, weszliśmy na skwerek, za dość gęste krzaki, a tam pancio z ON. Onek jak nas zobaczył zaczął drzeć ryja i biec w naszą stronę, był na flexi. Stanęłam między nim a moim psem, pancio próbował chwycić wysuwającą się flexi bez większego powodzenia. Pies dosłownie zawisł przede mną, mogłam mu obejrzeć migdałki. Flexi miała dzięki bogu tylko 10 a nie 10,5 metra. Wdałabym się w dyskusję gdyby nie to, że granica między mną a zapienionym onkiem była... dość płynna ;]
I tu pojawia się pytanie: Jakim trzeba być idiotą/bezmózgiem/skończonym kretynem, żeby wyprowadzać agresywnego psa na zepsutej ku**a flexi?!

Posted

[quote name='awaria']
I tu pojawia się pytanie: Jakim trzeba być idiotą/bezmózgiem/skończonym kretynem, żeby wyprowadzać agresywnego psa na zepsutej ku**a flexi?![/QUOTE]
Może się zepsuła akurat w tym momencie :D Tak bywa z flexi - jak w tym powiedzeniu o wilku - nosiła flexi razy kilka, ponieśli i flexi ;)
A może panu paluszki zadymiły?
Pytanie powinno brzmieć - jakim trzeba być optymistą, żeby wyprowadzać agresywnego psa na flexi tak w ogólności?

Posted

Średnio raz w tygodniu jestem świadkiem sytuacji, w których ludzie nie panują nad psem na flexi, bo nie potrafią obsługiwać flexi. A to wcale nie takie trudne wbrew pozorom. Moja sąsiadka ma siedemdziesiątkę, całe życie mieszkała w miasteczku, a potem na wsi i chociaż bardzo lubi zwierzęta, to ma głęboko zakorzenione, że jak pies przy domu to tylko na łańcuchu. Kilka miesięcy temu dałam jej flexi, bo wpadła na pomysł wyprowadzania swoich podwórzowych psów na spacer na łańcuchach i żal było patrzeć, jak się męczą - i ona i psy. Obserwowałam jej początki z daleka, ale szybko doszła do ładu z "guziczkami" i teraz codziennie spaceruje z psem na flexi. Pies ma ruch, ona jest zadowolona... można, jak się chce, nawet metodą prób i błędów, byle skutecznie.

Posted

Na chamstwo reaguję stanowczością i często też chamstwem - po ichniemu jakoś lepiej trafia. Ale teraz średnio sobie mogę pozwolić, w sobotę adoptowałam lękliwego psiaka i nie mogę się drzeć ani frustrować. Nie chcę, żeby zaczął się bać jeszcze bardziej/być agresywny w stosunku do mnie/innych psów/innych ludzi.

Jako że jest maleńki i widać, że mocno niepewny, większość póki co rozumie, czemu proszę o np. odwołanie dużego czy nachalnego psa. Ale wczoraj się przekonałam, że to nadal za mało. Psiarzom jeszcze do tego nie wolno ufać... ;]

ONek biegał luzem, więc stanęłam mocno na uboczu, żeby właścicielka z psem mogła spokojnie przejść. Miła pani rzuciła "proszę się nie bać i iść, nie pozwolę mu podejść, odwołam w razie czego!" No i naiwna poszłam... Pies oczywiście podleciał, na szczęście widzałam, że zabawowo, więc tylko postawą ciała i głosem go lekko, spokojnie przyhamowałam, niemniej skończyłam z maleństwem panikującym na napiętej smyczy i panią krzyczącą "Maksio! Maksio, co Ty robisz, to mały piesek, zostaw go! Przepraszam, on się zazwyczaj słucha! MAKSIO!"

Już tylko rzuciłam, że jak pies się 'zazwyczaj' słucha, to powinien być na smyczy (szczególnie na osiedlu!), bo dla niej to jest jeden nieposłuszny incydent, a dla nas być może tygodnie odkręcania... Ech...

Posted

[quote name='gops']...
a niektore sa tak "glupie" ze podchodza pod pysk mojego psa ktory dostaje szalu jak je widzi (nie uczylam jej tego !) jednego zdazyla zlapac i niestety zginal a byla na smyczy[/QUOTE]

Nie są po prostu nauczone, a nie głupie.
Raczej trzeba zainwestować w kaganiec dla psa, bo widać, ze nie słucha kompletnie właściciela.
Twój pies jest dużo mniejszy od Ciebie. komenda siad, naprowadź dodatkowo ręką - i siedzi, dopóki nie odwołasz. Jak nie, dalej korygujesz ręką.
Nie wyobrażam sobie, żeby mój pies po odwołaniu nie wrócił natychmiast do mnie. Nie wyobrażam sobie, że na komendę puść nie puści.
Ale to trzeba popracować - czego życzę. :evil_lol:
Twój pies jest dużo mniejszy od Ciebie. komenda siad, naprowadź dodatkowo ręką - i siedzi, dopóki nie odwołasz. Jak nie, dalej korygujesz ręką.

Posted

[quote name='DagaK']Nie są po prostu nauczone, a nie głupie.
Raczej trzeba zainwestować w kaganiec dla psa, bo widać, ze nie słucha kompletnie właściciela.
Twój pies jest dużo mniejszy od Ciebie. komenda siad, naprowadź dodatkowo ręką - i siedzi, dopóki nie odwołasz. Jak nie, dalej korygujesz ręką.
Nie wyobrażam sobie, żeby mój pies po odwołaniu nie wrócił natychmiast do mnie. Nie wyobrażam sobie, że na komendę puść nie puści.
Ale to trzeba popracować - czego życzę. :evil_lol:
Twój pies jest dużo mniejszy od Ciebie. komenda siad, naprowadź dodatkowo ręką - i siedzi, dopóki nie odwołasz. Jak nie, dalej korygujesz ręką.[/QUOTE]

A myślisz, że gops nie pracuje ze swoim psem? Bo ja bym chciała, żeby każdy tak "nie pracował" z psem, jak ona :roll: A kaganiec nie zawsze załatwia sprawę, moja suka potrafi tak przywalić w kagańcu, że i tak robi siniaki, więc - o ironio - mniejsza krzywdę zrobiłaby bez kagańca niż w nim, bo w kagańcu wali na oślep.

I wyobraź sobie, że są psy, które na widok kota dostają takiego szału, że nie da się tego załatwić ot tak. Zwłaszcza jak kot-samobójca idzie w stronę psa :roll: Uprzedzam pytanie - tak, pracuję ze swoim psem, nie tylko nad kotami, ale kot sąsiadów, który za nami biega (sic!) doprowadza ją do pasji, więc jak go zobaczę z daleka to po prostu się ulatniamy ;)

Posted

[quote name='evel']A myślisz, że gops nie pracuje ze swoim psem? Bo ja bym chciała, żeby każdy tak "nie pracował" z psem, jak ona :roll: A kaganiec nie zawsze załatwia sprawę, moja suka potrafi tak przywalić w kagańcu, że i tak robi siniaki, więc - o ironio - mniejsza krzywdę zrobiłaby bez kagańca niż w nim, bo w kagańcu wali na oślep.

I wyobraź sobie, że są psy, które na widok kota dostają takiego szału, że nie da się tego załatwić ot tak. Zwłaszcza jak kot-samobójca idzie w stronę psa :roll: Uprzedzam pytanie - tak, pracuję ze swoim psem, nie tylko nad kotami, ale kot sąsiadów, który za nami biega (sic!) doprowadza ją do pasji, więc jak go zobaczę z daleka to po prostu się ulatniamy ;)[/QUOTE]

Wierzę, ze pracuje. Jeśli jednak zabił kotka, to coś nie tak z tą pracą. Nie rozumiem, kaganiec to takie zło? Są [B]maszery[/B] na mniejsze pieski. I chyba lepiej, żeby przywaliła kagańcem w kota, niz go zabiła, nie uważasz?
Wiem,że są takie psy, które dostają szału widząc kota. Ale wiem też, że można nauczyć obojętnosci - lub posłuszeństwa :razz:

Posted

[quote name='DagaK']
Twój pies jest dużo mniejszy od Ciebie. komenda siad, naprowadź dodatkowo ręką - i siedzi, dopóki nie odwołasz. Jak nie, dalej korygujesz ręką.[/QUOTE]

Z takimi metodami bym polemizowała :roll: bo są o wiele bardziej rozwijające sposoby na naukę siadania niż pchanie ręką tyłka na ziemię. Tylko trzeba chcieć popracować :evil_lol:
I niestety nie każdy pies to maszynka - są psy po przejściach, psy zepsute przez poprzednich właścicieli czy przez nich szczute, czy o tak silnym instynkcie łowieckim, że w momencie kiedy kot dosłownie wchodzi im w zęby, to i kaganiec wiele nie pomoże, bo kagańcem też można krzywdę zrobić. Normalne, że każdy stara się jak może i staje na głowie, żeby nikomu i niczemu nie stała się krzywda ze strony ich psa, ale są sytuacje (nieliczne) kiedy za wiele nie można poradzić. Przykładowo jeżeli pies gania gołębie na mojej prywatnej ogrodzonej posesji to mam z nim wychodzić przed dom tylko na smyczy? Owszem, mogę się starać, żeby nie stała im się krzywda, ale coś złego kiedyś wreszcie może się zdarzyć i nie będę czuła się winna.

Posted

[quote name='DagaK']Wierzę, ze pracuje. Jeśli jednak zabił kotka, to coś nie tak z tą pracą. Nie rozumiem, kaganiec to takie zło?[/QUOTE]

Myślisz że pies, szczególnie większy, nie da rady zabić kota kagańcem?!
Albo że psa lata szczutego na koty wystarczy puknąć ręką w pupę żeby usiadł i będzie ok, nawet jeśli kot przejdzie 10 cm przed jego pyskiem? :razz:
Nie każdy pies daje się też ułożyć w jeden dzień - a wychodzić z nim trzeba. I starać się można, ale jeśli na zewnątrz wychodzą nie pilnowane niczyje koty, które wchodzą psu dosłownie pod pysk to mimo najszczerszych chęci i starań może się w końcu kiedyś nie udać.
Popracuj najpierw z trudnym psem i dopiero tak złośliwie komentuj czyjś wypadek przy pracy, bo wychować owczarka, jedną z najłatwiejszych do ułożenia ras i krytykować innych na forum to akurat każdy idiota potrafi.

Posted

[quote name='Martens']Z takimi metodami bym polemizowała :roll: bo są o wiele bardziej rozwijające sposoby na naukę siadania niż pchanie ręką tyłka na ziemię. Tylko trzeba chcieć popracować :evil_lol:
.[/QUOTE]

Ależ ja nie mówię o pchaniu ręką do ziemi! Korekta - dotyk ręką (fakt, czasem bardziej stanowczy, wymagający) czyni cuda.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...