Greven Posted November 13, 2010 Posted November 13, 2010 Ja na pytanie "pies, czy suka?" odpowiadam z pozoru mało inteligentnie "GRYZIE" ... ale to w większości przypadków na szczęście działa ;) Chodzi mi oczywiście o sytuację, gdy idę z psem, którego nie chcę kontaktować z innymi psami (dla ich dobra). Quote
evel Posted November 13, 2010 Posted November 13, 2010 Greven napisał(a):Ja na pytanie "pies, czy suka?" odpowiadam z pozoru mało inteligentnie "GRYZIE" ... ale to w większości przypadków na szczęście działa ;) Chodzi mi oczywiście o sytuację, gdy idę z psem, którego nie chcę kontaktować z innymi psami (dla ich dobra). Chyba też tak zacznę... Wczoraj jednak wywarczałam "To złap swojego psa chociaż na chwilę i wypuść dopiero, jak będę daleko." :evil_lol: Quote
bonsai_88 Posted November 13, 2010 Posted November 13, 2010 Greven w mojej poprzedniej okolicy [niby mieszkam tylko 5 km dalej, ale na osiedlu domków - dużo mnie psów biega po ulicach] co najwyżej odpowiadali "ale mój nie" i radośnie puszczali pieska do Birmy :roll:. Swoją drogą aż mi się przypomniało... kiedyś pewien pan radośnie puścił do Birmy rodezjana [na szczęście w kagańcu]. Birma grzecznie siedziała mi przy nodze dopóki pies nie wleciał na nią z warkotem :mad:. W tym momencie moja wariatka się wkurzyła i skoczyła, na dodatek tak inteligentnie, że jej obroża spadła :angryy:. Ponieważ średnio spodobał mi się pomysł 2, jakby nie było dość sporych, psów mi się średnio spodobał to ryknęłam na Birmę z góry SIAD :angryy:. Ponieważ płuca mam całkiem mocne to OBA psy zareagowały automatycznie i siedziały naprzeciw siebie bez ruchu... I wyobraźnie sobie w tym momencie minę właściciela, który podchodząc niepewnym krokiem po własnego psa zdołał wykrztusić tylko "Ale on nie zna tej komendy..." :evil_lol:. Jeszcze lepsza była mina mojego kumpla stojącego obok, który Birmę pamięta z "początku" :evil_lol:. Quote
Migori Posted November 13, 2010 Posted November 13, 2010 W jaki sposób można JAŚNIEJ przekazać komunikat "Trzymaj swojego psa na smyczy kiedy nas mijasz" ??? Dzisiaj rano miałam powtórkę z rozrywki z czwartku. Pan z młodą labradorką na spacerze, jak nas zobaczyła wypaliła i dawaj nas obskakiwać, a pan gwizdał:mdleje: Złapałam ją za skórę i trzymałam! A pan gwizdał :diabloti: Usadziłam ją w siadzie i trzymam, a pan gwizdał :diabloti: Gdyby na sekunde przestał gwizdać usłyszałby że proszę aby sukę zabrał. Zasapałam się zdrowo, widząc że suka chce pobiec do właściciela puściłam ją, ale ona zrobiła kółko i wróciła do nas. Wykrzyczałam "wynochaaaa" i znowu ją za skórę złapałam. Co robił właściciel ? Gwizdał :mdleje: Czy da się dobitniej wyrazić żeby kundlisko pilnował ? Czy kolejny krok to kop z kalosza? Quote
malajka Posted November 20, 2010 Posted November 20, 2010 wczoraj myślałam że mnie cos trafi...jestem przyzwyczajona do sytuacji że na spacer chodze slalomem jak zauważe jakiegos puszczonego luzem bydlaka to zmieniam trase, jestem dość wygadana osobą ale dla własnego zdrowia i mojego psa staram sie unikać takich 'przygód'...wczoraj jednak stwierdziłam że mam dośc latania , chodniki są dostępne dla wszystkich i jeśli ktoś mieszka wsród innych ludzi to musi się dostostosować a nie spusci psa ze smyczy i czuje sie jak panisko na włościach. ide sobie prosto, z daleka widze już sredniej wielkośći psa z nosem w trawie, oczywista sprawa -bez smyczy skrociłam mojemu smycz i ide przed siebie oczywiście czai sie w naszą stronę i dawaj cała naprzód , tupnięcia na nic się zdały , dopiero ryk a'l a Aga Chylińska na niego skutecznie podziałał. i co?? rozglądam sie a tu na chodniku stoi buc ze smyczą w łapie!!myślałam że mnie coś trafi, bez kitu jak nygusowi nie chce sie ruszyc tyłka żeby wyjść dalej niż własny blok , to po cholere bierze psa?? Kolejna sytuacja to baba która ni z gruchy ni z pietruchy dowaliła się że psy cytuje "srają" (dośc oryginalne słownictwo jak na młoda matke, rozumiem że jak idzie z dzieckiem na spacer i zobaczy psa robiącego kupe to dziecku oznajmia :zobacz teraz piesek bedzie 'srał'), bo ona ostatnio wychodzac z dzieckiem wpednęła w taką niespodziewajkę, przede wszystkim to ja po swoim sprzatam, w odpowiedzi usłyszałam taak , każdy tak mówi...nie no rece opadaja na takie coś. to ja się jej pytam czy nie przeszkadza jej jak w parku matka idzie z dzieciakiem w krzaki bo małemu sie zachciało ale jakoś kupe nie wyrzuci do kosza bo przeciez samo się rozłoży, klatki wysmarowane i pobazgrane tez pewnie nie przeszkadzają a torby po chipsach i sterta smieci wyrzucana z reki prosto na chodnik tez pewnie nie...zero reakcji. Quote
Luna_Lab Posted November 21, 2010 Posted November 21, 2010 Greven napisał(a):No to sweetaśnie, ale pilnuj psa, żeby nie wybiegał luzem. A jak wybiegnie, podbiegnie... to po prostu przeproś, uśmiechnij się, zabierz psa. (sorki że teraz dopiero) wiesz, nie było go łatwo upilnować. Płot mojego sąsiada (NIE MÓJ TYLKO SĄSIADA!) nie był dla niego przeszkodą, wystarczyło małe hop i już był u sąsiada. Potem znów poszedł dołem przez płot na następne podwórko a od tamtego podwórka już na chodnik, bo tamci mieli otwartą brame. A on robił tak tylko wtedy gdy chciał biec za mną jak szłam np. do sklepu (4 domy dalej). No i weź tu takiego upilnuj (ja wiem: do domu, ale rodzice go wypuszczali -.-) Quote
LadyS Posted November 21, 2010 Posted November 21, 2010 Luna_Lab napisał(a):(sorki że teraz dopiero) wiesz, nie było go łatwo upilnować. Płot mojego sąsiada (NIE MÓJ TYLKO SĄSIADA!) nie był dla niego przeszkodą, wystarczyło małe hop i już był u sąsiada. Potem znów poszedł dołem przez płot na następne podwórko a od tamtego podwórka już na chodnik, bo tamci mieli otwartą brame. A on robił tak tylko wtedy gdy chciał biec za mną jak szłam np. do sklepu (4 domy dalej). No i weź tu takiego upilnuj (ja wiem: do domu, ale rodzice go wypuszczali -.-) Nie puszczać psa luzem, tylko na smyczy lub lince, ćwiczyć przywołanie, zabezpieczyć otoczenie i się głupio nie tłumaczyć. Bo potem będzie płacz, że psu coś sie stało. Quote
Luna_Lab Posted November 21, 2010 Posted November 21, 2010 malajka napisał(a): Kolejna sytuacja to baba która ni z gruchy ni z pietruchy dowaliła się że psy cytuje "srają" (dośc oryginalne słownictwo jak na młoda matke, rozumiem że jak idzie z dzieckiem na spacer i zobaczy psa robiącego kupe to dziecku oznajmia :zobacz teraz piesek bedzie 'srał') żal słów... malajka napisał(a): , bo ona ostatnio wychodzac z dzieckiem wpednęła w taką niespodziewajkę, dobrze jej tak :diabloti::diabloti::diabloti: malajka napisał(a): to ja się jej pytam czy nie przeszkadza jej jak w parku matka idzie z dzieciakiem w krzaki bo małemu sie zachciało ale jakoś kupe nie wyrzuci do kosza bo przeciez samo się rozłoży, klatki wysmarowane i pobazgrane tez pewnie nie przeszkadzają a torby po chipsach i sterta smieci wyrzucana z reki prosto na chodnik tez pewnie nie...zero reakcji. słusznie. Głupie babsko :shake: U mnie się nie zdarza zbyt wiele przygód. Kiedyś jak pies był na chodniku (na smyczy, bo za płotem ujadał) i nikomu nie wadził (był na tyle daleko że nie mógł nikogo dotknąć, nawet nie szczekał, siedział i nas "pilnował") podchodzi facet i do nas z wyrzutem że "jak nie zapniemy tego psa na łańcuch za płotem" to powiadomi odpowiednie władze. Jak mnie gościu wkur..ł. Nie dość że straszy dzieci (ja 12 lat, kuzyn 6, kuzynka 5) to jeszcze ten głupi uśmiech wlepił na gębe. A najgorsze jest to że nam zwrócił uwage a swojemu koledze który luzem spuścił DOGA NIEMIECKIEGO nic nie powiedział tylko się do niego uśmiechnął :angryy: Quote
Luna_Lab Posted November 21, 2010 Posted November 21, 2010 ladySwallow napisał(a):Nie puszczać psa luzem, tylko na smyczy lub lince, ćwiczyć przywołanie, zabezpieczyć otoczenie i się głupio nie tłumaczyć. Bo potem będzie płacz, że psu coś sie stało. Dzięki za rady ale psa i tak już nie ma ;( Poza tym on miał 7 lat robił swoje (wiem wiem "wymówka ) Zdechł 4 listopada na atak padaczki. Quote
Saththa Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 Luna_Lab napisał(a):Dzięki za rady ale psa i tak już nie ma ;( Poza tym on miał 7 lat robił swoje (wiem wiem "wymówka ) Zdechł 4 listopada na atak padaczki. No stary był w cholerę, że się tak wyrażę! Jak to się udało psa do takiego sędziwego wieku dotrzymać...?! I tutaj widać jak wiele dla Ciebie znaczył- zdechł- nawet jak umrze jakiś kryminalista, pedofil czy inny margines to mówi się, że umiera. A Ty na swojego przyjaciela- zdechł. No chyba, że nie był przyjacielem, ale co w takim razie robisz na forum dla miłośników psów/zwierząt ogółem? Quote
anorektyczna.nerka Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 Ja też kocham psy, koty i trochę gady, ale też zdarza mi się mówić "zdechł". Na ludzi, też często mówię, że zdychają, zależy... po prostu jakbym powiedziała, że pies mi umarł, to byto do mnie dotarło i bym się załamała chyba. Dlatego wybieram określenia zdechł/odszedł/padł. Quote
ambicioso Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 Ja tam najczęściej mówię "odszedł", takie najlepsze wg. mnie...;) Quote
Fauka Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 A mojego psa znowu zaatakował pies sąsiadów, na klatce schodowej jak był z moją mamą... już chyba 5 razy zwracaliśmy uwagę, tłumaczyliśmy. Wczoraj zeszłam z mamą, zarządałam książeczki zdrowia i powiedziałam, że zadwonię na policję bo w naszym województwie pies ma obowiązek chodzenia na smyczy. Kobieta która go wyprowadza zawsze bez smyszy (nader bezpieczeństwo i święty spokój ceni papieroska) oburzyła się i zaptała czy ma go zamknąć w klatce... mieli przynieść książeczkę. Minęła godzina przyszedł sąsiad, jej zięć - bez książeczki, podobno nie mogli znaleźć. Ja myślę że pies ma nieaktualne szczepienia, przepraszał, mówił że wie że to właściciele muszą myśleć za psa i są odpowiedzialni i obiecał że pogada z teściową. Mam nadzieję że to coś da, on psa na smyczy wyprowadza. Już raz im ten pies wpadł pod auto. Moja cierpliwość się skończyła, raz to psisko ugryzło na klatce moją babie, raz mnie kiedy zaatakowało moje psy, cudem nie spadłam z nimi ze schodów... Quote
evel Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 Mam nowych sąsiadów. Mają psa i kota, obydwa wypuszczane na dwór luzem... Kota już prawie moja sucz załatwiła, bo on się psów nie boi a ja go nie zauważyłam po ciemku :roll: Natomiast z psem (no cóż, szkaradnym miksem pekińczyka i yorka chyba) jak wychodzi pan domu, ma smycz i jest cacy. Natomiast jeśli wychodzi dziecko lub matka, to pies jest luzem. Pani, zagadnięta przez inną sąsiadkę na temat smyczy (naprawdę kulturalnie, druga sąsiadka pytała, czy się nie boją tak go puszczać, bo są różne psy przecież) wyrypiała: "A co to, z psem nie można wyjść?!"... Chyba muszę ją trochę postraszyć, żeby się nie czuła jak u siebie na wsi :roll: Quote
Greven Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 Luna_Lab napisał(a):Dzięki za rady ale psa i tak już nie ma Poza tym on miał 7 lat robił swoje (wiem wiem "wymówka ) To był starszy pies z ugruntowanymi nawykami, które trudno zmienić dziecku, szczególnie jeśli nie ma wsparcia ze strony rodziny, ale z nowym psem - bo chyba masz psa? - powinnaś położyć duży nacisk na posłuszeństwo i współpracę. Byłam u Mamy w odwiedzinach i widzę, że w okolicy nastąpiło parę zmian. Sąsiedzi mają sukę collie i zdażało im się wyprowadzać ją na smyczy. Teraz już im się nie zdaża. Suka lata samopas po ulicy. Generalnie nie jest kłopotliwa, psy i ludzi obszczekuje z daleka, tak z ok 10 metrów, ale to, że ona łazi luzem sprawia, że ja zza każdego zakrętu i zza każdego zaparkowanego auta muszę wychodzić ostrożnie idąc z moją Tangą, bo nie wiem, czy ona gdzieś tam nie stoi, albo nie leży. A naprawdę nie chciałabym konfrontacji "nosem w nos". Druga zmiana - kolejni sąsiedzi, którzy czasem zapomnieli zamknąć furtkę, gdy w ogrodzie jest ich nabuzowany, agresywny jak diabli golden, teraz zapominają o tym dość często. Średnio raz dziennie. O podchodach, żeby wyjść z psami, albo bezpiecznie z nimi wrócić, ewentualnie wracać drogą okrężną, nadkładając kilkaset metrów, nie chce mi się nawet pisać. Parę ulic dalej mieszka pani, co kiedyś miała czarnego, kudłatego burka. Burek egzystował albo zamknięty w ciasnym kojcu, gdzie dniami i nocami wył oraz szczekał, albo był wypuszczany, żeby się wybiegał. Jako, że w płocie dziur było sporo, to burek biegał po całej dzielnicy. Dożył w ten sposób dość sędziwego wieku, myślę że miał ponad 10 lat, gdy w końcu wpadł pod samochód, tak definitywnie i na amen. Bo wcześniej też wpadał, potem trochę kulał, parę dni, parę tygodni, ale zawsze udało mu się wylizać. W ramach pocieszenia pani sprawiła sobie słodkiego buldożka. Buldożek mieszka w domu i biega po posesji - gdyż okazało się, że dziury w płocie można było skutecznie załatać na przybycie sweet szczeniaczka. Buldożek ma obecnie ok roku i jego ulubionym zajęciem jest obszczekiwania przechodzących koło bramy psów. Nigdy nie wychodzi na spacery, nie ma zabawek (no chyba, że w domu), wszystkie krzaczki już podkopał, więc w sumie trudno mu się dziwić, że jest znudzony i szuka rozrywki. Niestety wczoraj sprawy zaszły trochę za daleko. Przechodziłam obok posesji z Tangą, buldożek obszczekał nas wściekle przez płot. Widziałam, że po podwórku i przy furtce kręci się paru facetów, ale na szczęście wszystko było pozamykane. Wracam po kilkunastu minutach, brama otwarta na oścież, a na drogę, prosto na nas, leci z ujadaniem zjeżony buldożek. Myślałam, że zacznie nas obiegać dookoła i szczekać, ale on rzucił się Tandze z zębami do pyska! Zszokowało mnie takie zachowanie, a zdążyłam postawić Tangę dęba na szelkach (żeby nie mogła sięgnąć buldożka) i zastawiałam przed atakami tego cholerstwa, które próbowało gryźć jej odsłonięty brzuch i łapy. Krzyknęłam, żeby ktoś zabrał psa i po chwili - w takiej sytuacji wierzcie mi, że to była baaaardzo długa chwila, choć pewnie trwała kilka sekund - na ulicę wyszedł jakiś facet. Zaczął wołać buldożka po imieniu. Zgadnijcie, czy to coś dało. On woła, buldożek atakuje, a ja ratuję buldożkowi życie, trzymając w górze na szelkach 30 kilo pitbulla. W końcu warknęłam, że zaraz puszczę psa, na co facet... podleciał, zaczął tupać i... rzucać w buldożka żwirem. W końcu - tymi dziwnymi, acz o dziwo skutecznymi metodami - zapędził cholerstwo za bramę. Czy przeprosił, zapytał czy wszystko ok? Ależ skąd... Trzęsłam się jeszcze przez kilka minut po powrocie do domu. Quote
filodendron Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 Fauka napisał(a):A mojego psa znowu zaatakował pies sąsiadów, na klatce schodowej jak był z moją mamą... już chyba 5 razy zwracaliśmy uwagę, tłumaczyliśmy. Wczoraj zeszłam z mamą, zarządałam książeczki zdrowia i powiedziałam, że zadwonię na policję bo w naszym województwie pies ma obowiązek chodzenia na smyczy. Kobieta która go wyprowadza zawsze bez smyszy (nader bezpieczeństwo i święty spokój ceni papieroska) oburzyła się i zaptała czy ma go zamknąć w klatce... mieli przynieść książeczkę. Minęła godzina przyszedł sąsiad, jej zięć - bez książeczki, podobno nie mogli znaleźć. Ja myślę że pies ma nieaktualne szczepienia, przepraszał, mówił że wie że to właściciele muszą myśleć za psa i są odpowiedzialni i obiecał że pogada z teściową. Mam nadzieję że to coś da, on psa na smyczy wyprowadza. Już raz im ten pies wpadł pod auto. Moja cierpliwość się skończyła, raz to psisko ugryzło na klatce moją babie, raz mnie kiedy zaatakowało moje psy, cudem nie spadłam z nimi ze schodów... Żądaj okazania tej książeczki. Na to są paragrafy. Za brak szczepień grozi grzywna a nawet areszt. http://www.glogow.policja.gov.pl/www/index.cgi?strona=kom_op_880&numer=17 Quote
Fauka Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 filodendron tym razem dam spokój, moje psy są całe, sąsiad naprawdę bardzo przepraszał. Może teraz przestraszeni pójdą doszczepić psa. Wiem że jestem na prawie, moje psy chodzą na smyczy, mają aaktualne szczepienia. Ale to ostatnia sytuacja na którą przymknęłam oko. Quote
ambicioso Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 evl napisał(a):Mam nowych sąsiadów. Mają psa i kota, obydwa wypuszczane na dwór luzem... Kota już prawie moja sucz załatwiła, bo on się psów nie boi a ja go nie zauważyłam po ciemku :roll: Natomiast z psem (no cóż, szkaradnym miksem pekińczyka i yorka chyba) jak wychodzi pan domu, ma smycz i jest cacy. Natomiast jeśli wychodzi dziecko lub matka, to pies jest luzem. Pani, zagadnięta przez inną sąsiadkę na temat smyczy (naprawdę kulturalnie, druga sąsiadka pytała, czy się nie boją tak go puszczać, bo są różne psy przecież) wyrypiała: "A co to, z psem nie można wyjść?!"... Chyba muszę ją trochę postraszyć, żeby się nie czuła jak u siebie na wsi :roll: Brawo dla sąsiadów...:D Quote
evel Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 Greven, współczuję sytuacji. Ja pewnie bym w końcu nie wytrzymała i puściła psa, ale co by to dało, jakby zabił buldożka... pewnie nic by się nie zmieniło oprócz nowego nabytku :roll: Ja ostatnio musiałam odganiać zdesperowanego sznupa średnio-olbrzymiego (jak to z pseudo), bo pańcia nie używa smyczy ani obroży. Ona sobie chodzi z małym dzieckiem za rękę a sznup, goły i wesoły, sobie lata po całym osiedlu. Czy w takiej sytuacji mogę mu walnąć gazem, jak pańcia się nim nie przejmuje za bardzo? Może się przejmie jak do niej wróci zapluty? Dlaczego to ja mam się użerać z 30kilowym, obcym psem? Quote
Greven Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 evl napisał(a):Czy w takiej sytuacji mogę mu walnąć gazem, jak pańcia się nim nie przejmuje za bardzo? Może się przejmie jak do niej wróci zapluty? Dlaczego to ja mam się użerać z 30kilowym, obcym psem? Jeśli "tylko" podlatuje, to chyba gaz jest zbyt radykalnym rozwiązaniem, ale jeśli wchodzi w bezpośredni kontakt z Tobą, lub Twoim psem i czujesz się przez to zagrożona, to ja bym się na Twoim miejscu chyba nie wahała. Jasne, że można odstraszać, odganiać, rzucać łańcuchem, ale np. w przypadku spacerów z moimi sukami unikam tego typu metod, bo wtedy moje zachowanie pokazuje im, że rzeczywiście są powody, by się nakręcać. A tego nie chcę, bo Tanga będzie dążyć do ataku, a Łapa wystraszy się. Gaz jest dyskretnym sposobem radzenia sobie z agresorem, aczkolwiek dla agresora bardzo przykrym, dlatego zawsze trzeba mieć pewność, że faktycznie były podstawy do jego użycia. Quote
evel Posted November 22, 2010 Posted November 22, 2010 No właśnie się zastanawiam, bo jest napastliwo-upierdliwy. Jak go wystraszę tupaniem czy wydrę się na niego, to sobie idzie wąchać siuśki na trawniku obok a za chwilę znowu skacze po mojej suce, która się okropnie stresuje w takich sytuacjach (no i w sumie się nie dziwię, sznaucer jest od niej ze trzy razy większy), oplątuje mnie smyczą, wiesza się na szelkach, a w jej sytuacji zdrowotnej to jest bardzo niewskazane. Mimo wszystko nie chciałabym mu robić krzywdy, ale jak mam mieć normalnego psa, jak co jakiś czas zaliczamy takie akcje? :( Quote
Sybel Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 Ja bym walnęla raz i drugi gazem w nos - niech sie pies nauczy, że spotkanie z Tobą to niemiłe przezycie, skojarzy Cię z dyskomfortem i się może odwali. Tylko celuj delikatnie, nie tak na full w mordę, a w czubek nosa :) Quote
anka_szklanka Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 Evl a próbowałaś porządnie opierdzielić właścicielke? Postrasz Strażą Miejską, oni lubią przywalić mandacik :) Po co traktować gazem psa skoro to nie jego wina... Psiknij włascicielke :D Quote
anorektyczna.nerka Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 A ja od tej pory nie będę chodziła z gazem tylko z NOŻEM. Jajko mnie obchodzi, że to nie jest wina psa. NIE BĘDĘ SAMA rozdzielać dwóch psów w tym boksera, którego morda mogłaby mi przebić tętnicę. Trzeba być na prawdę inteligenetem żeby puszczać psa luzem o 19, kiedy ludzie wypełzają z domu. No ale dupy się nie chce ruszyć, niech się piesek sam wyprowadzi i niech zatopi ząbki w cudzym psie. Właściciel na pewno się nie obrazi. Od tej pory robię kurs na rzeźnika. Jakby było mało kundel podarł mi moją nowiutką kurtkę. Quote
gops Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 ja od dawna nie ruszam sie z domu bez malego dezodoranru ,dlawika i soli w kieszeni :) czuje sie jak jakis bandzior ale to wszystko tylko po to zeby bronic wlasnego psa Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.