Fauka Posted October 30, 2010 Posted October 30, 2010 Moja mama ostatnio miała niemiłą sytuację wychodząc z naszym labem. Szła z nim rano, ona zaspana, pies zaspany (Lary nienawidzi wychodzić rano, woli dosypiać ze mną). Jakiś facet ma 2 yorki, jednego spuścił, nagle yorek zaczął na ulicy obskakiwać Larego i skakać mu do karku, mama przerażona bo nie wie co zrobi Lary, a Lary stał spokojnie jednak powoli zaczynął się jeżyć i tracić cierpliwość, mama krzyczy do faceta by zabrał psa a on na to "co pani, małego psiaka się boi?". Postraszyła go że przestanie krótko trzymać Larego i go puści a on na to "niech pani go puszcza". W końcu jednak zabrał psa... bezmyślność ludzi jest przerażająca, Lary waży 42 kg, jest spokojny ale do czasu, utrzymać wkurzonego bydlaka nie jest łatwo, a moja mama to drobna kobieta, pomaga wyprowadzać go tylko rano, kiedy nie ma ludzi... Quote
evel Posted October 30, 2010 Posted October 30, 2010 Fauka napisał(a):Moja mama ostatnio miała niemiłą sytuację wychodząc z naszym labem. Szła z nim rano, ona zaspana, pies zaspany (Lary nienawidzi wychodzić rano, woli dosypiać ze mną). Jakiś facet ma 2 yorki, jednego spuścił, nagle yorek zaczął na ulicy obskakiwać Larego i skakać mu do karku, mama przerażona bo nie wie co zrobi Lary, a Lary stał spokojnie jednak powoli zaczynął się jeżyć i tracić cierpliwość, mama krzyczy do faceta by zabrał psa a on na to "co pani, małego psiaka się boi?". Postraszyła go że przestanie krótko trzymać Larego i go puści a on na to "niech pani go puszcza". W końcu jednak zabrał psa... bezmyślność ludzi jest przerażająca, Lary waży 42 kg, jest spokojny ale do czasu, utrzymać wkurzonego bydlaka nie jest łatwo, a moja mama to drobna kobieta, pomaga wyprowadzać go tylko rano, kiedy nie ma ludzi... Tego nie rozumiem. Widać można mieć mózg w zadzie niezależnie od wielkości czy rasy swojego psa. W wypadku jak powyżej, najbardziej podnoszą mi ciśnienie ludzie, którzy chwalą swojego dzielnego szczurka, że się nie boi obskakiwać większego psa albo drzeć na niego ryja (tylko śmiesznie później jest, jak ten duży w końcu straci cierpliwość). Żeby nie było - sama mam małego psa, który ma skłonności do obszczekiwania dużych psów ze strachu, ale w życiu bym jej nie pochwaliła za to, że "taka dzielna" jest. Quote
WATACHA Posted October 30, 2010 Posted October 30, 2010 Dziś idę sobie z moim tymczasowym sznaucerkiem miniaturką, gdy nagle zza krzaka wybiega paroletni chłopiec z psem na ręku i szybciutko go stawia koło mojego.Po chwili pyta- "gryzie?". Trochę nie w tej kolejności, ale myślę że się jeszcze nauczy :).Dobrze że wybrał małego pieska. Quote
Talucha Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Ja dość często chodzę na spacer z moim psem i z przyjaciółką na pobliskie osiedle. Mieszka tam pani, którą 'pieszczotliwie' nazywamy Grandalką. W sumie nie wiem od czego wzięłyśmy tę nazwę ;d. Pani ta ma cocker spaniela, ja idę sobie z moim haszczakiem i widzę, że biegnie do nas pies, bez obroży, szelek, smyczy czy czegokolwiek. To było nasze drugie spotkanie z tym psem (oni dopiero się wprowadzali na to osiedle) i na początku nie poznałam, że to pies, którego Lasti nienawidzi od pierwszego spotkania. Moja przyjaciółka podeszła i chciała zatrzymać psa, bo mój jest agresywny od czasu kiedy inny pies go dość mocno pogryzł, ale cocker zaczął na nią warczeć, więc się odsunęła. Ja trzymam psa krótko a właściciela nie widać. Za chwilę zza bloku wyłania się pan psa, patrzy na nas dziwnym wzrokiem i woła tego swojego psa. Wołał go i wołał, a pies nie słucha. Mógł podejść i go wziąć, widać było już że mój pies strasznie najeżony. Gdyby stała się temu psu krzywda to byłoby oczywiście z mojej winy, bo to mój pies by zaatakował. Takich nie miłych sytuacji jest bardzo dużo w moim przypadku. Najbardziej nienawidzę tego kiedy pies biega luzem 2km przed lub za swoim właścicielem i ci się psem nie interesują, mają wszystko gdzieś, a jak widzą mnie z psem to mówią, że ten ich nie jest agresywny i że chce się bawić. Ok, ale mój pies już nie jest taki milutki i nie ma najmniejszej ochoty na zabawę z ich psami, no chyba, że to zabawa na zasadzie: kto ma silniejsze ząbki i lepiej radzi sobie w walce ;/ Niech sobie puszczają te psy żeby się wybiegały ale niech są za te psy odpowiedzialni i niech je pilnują.... Quote
engelina_88 Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 To co mnie bardzo irytuje może ma mało wspólnego z chamstwem psiarzy i niepsiarzy, ale muszę się wyżalić :( Koło mojego domu zwykle jest taki spokój, że mogę spokojnie psicę wypuścić luzem przed dom na siku czy zabawę i np wypić sobie kawkę przed domem zanim Baja załatwi swoje sprawy. Koty wychodzą swobodnie, bez obaw, że coś może je rozjechać, bo ruch jest zabroniony. Jest tylko jeden minus: za naszym domem jest cmentarz... dziś jest tu istny szał. Ludzie robią sobie parking na placu, jakby mogli, to by mi do ogródka wjechali :( Koty pozamykane, pies też, chociaż lubi być na dworze. Martwię się o wolnożyjące, których tu nie brakuje. Pretensji nie mam, bo rozumiem, że ludzie chcą na cmentarz jakoś dojechać. Po prostu nie cierpię Wszystkich Świętych :/ Quote
zmierzchnica Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Engelina - nie martw się, znam ten ból - na moich terenach spacerowych albo jest cyrk (a potem pełno końskich odchodów), albo parking kiedy jest targ, albo jakieś skutery sprzedają i robią próbne przejażdżki dookoła, zaraz obok jest staw - i często są zawody wędkarskie, co oznacza pełno pijanych facetów, załatwiających swoje potrzeby w krzakach i namioty porozbijane byle gdzie... Najśmieszniejsze, że teren jest oznakowany tabliczką "teren spacerowy dla psów", więc moje jęki nie są nieuzasadnione. Nikt tym się zbytnio przejmuje :) Dlatego wtedy szukam innych miejsc, tylko wszędzie zwierzyna i psy muszą na smyczach albo taśmach być... Quote
Fauka Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Ja również nie rozumiem głupoty moich sąsiadów... wprowadzili się niedawno, mieszkają na 1 piętrze (ja na 3) i mają pudla, pudel strasznie agresywny, dominant. Mają okropny nawyk puszczania go bez smyczy, na podwórko, na klatce. Pierwszy raz pogryzł się z moimi psami w bramie, byli z nim na podwórku, ja wracałam ze spaceru, on dobiegł w bramę do nas i zaatakował, wyobraźcie sobie, trzymałam dwa psy na smyczy i nie mogłam utrzymać, a kobieta bała się go złapać bo mógł ugryźć. Teraz notorycznie im ucieka, dzieci wypuszczają, oni puszczają psa na klatce, atakuje nas na niej, sąsiedzi wyskakują słysząc szamotaninę, ja często omal nóg nie połamię na schodach, raz za nami wbiegł na 3 piętro. Mama robiła im wielokrotnie awanture, bez skutku. Efekt? mój Ajs jest tak zeschizowany na punkcie tego psa, że schodząc po klatce zaczął jazgotać i warczeć, atakować drzwi owych sąsiadów, trudno to zachowanie wyeliminować, nigdy nie robił tego a tu po 8 latach proszę... Quote
Litterka Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Nie ma to jak podniesienie ciśnienia z rana... Godzina 9. Idę z psem na "poranne siusiu". Pora kościołowa, pełno ludzi idzie, więc chociaż gdy idziemy wieczorem, albo gdy jest "bezludnie", bez smyczy, tym razem stwierdziłam, że jest tłum i Mikrze może coś głupiego wpaść do głowy. No to smycz i szelki. Idziemy sobie, mijamy ludzi. W pewnym momencie spotykam "dalszą sąsiadkę". Wraca ze swoim ASTem - nie powiem, zawsze zasmyczony i kontrolowany. Zobaczyła mnie i z tekstem: "Po co takiemu małemu psu smycz? Przecież nikomu nic nie zrobi". I w tym momencie Mikrze nie spodobał się przechodzień. Niestety, kiedy jej coś nie pasuje, po prostu się rzuca na ludzi. I to właśnie nastąpiło. Oczywiście, ściągnęłam ją do nogi, skarciłam słownie, przeprosiłam zaatakowaną panią. Sąsiadka dalej stoi. "Widzi pani, nieraz jej coś odbija". Na co sąsiadka: "Nawet jak ugryzie, to co z tego, mój to może by i kogoś uszkodził, ale to maleństwo?". Tak, Mikra waży 5,5 kg, ale ręce mi opadły razem ze szczęką... Quote
Sybel Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Mieszkam centralnie naprzeciwko jednego z większych cmentarzy. Opadają mi ręce, jak idę z psami na pobliskie łąki przerobione na jednodniowe parkingi, a jakieś baby za mną "w taki dzień pies sra tak przy ludziach?!" Oczywiście uprzejmie spytałam, czy pani zamierzać wstrzymywac do wtorku z okazji, że pamięta o bliskich, bo mnie szlag może i trafia, ale rzadko zdarza mi się zaniemówić :> Wczoraj wieczorem pojawił się za moimi nogami mikropsiak w obróżce. W ostatniej chwili złapałam Filipa pod pachę, bo by z niego zrobił dwa mikromikropsiaki. Felek gnojka pognał, ale włascicieli ani nie mijaliśmy, ani nie było w zasięgu wzroku... Quote
Greven Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Taką informację wywieszam na furtce zawsze, gdy spędzam akurat u Mamy dzisiejszy dzień, tzw. Halloween. Dźwięk dzwonka wciskanego kilka razy pod rząd i trzymanego do oporu przez małe paluszki podrywa na nogi wszystkie psy (dwa Mamy, dwa moje) i o ile uspokojenie ich po rozszczekaniu się zajmuje tylko chwilę, to małpie wrzaski pod furtką, wydawane przez gromadę dziecinek w wieku czasem nawet gimnazjalnym, którym nie chce się przebrać (często ograniczają się do naciągnięcia na głowę kaptura bluzy), czy jakoś zabawnie zagadać, tylko drą się "cukierki, albo psikus!!!", doprowadzają całe towarzystwo do szału, a 16-letniego kota Mamy do stanu przedzawałowego. Niestety, okazuje się, że dziecinki, mimo iż dawno wstąpiły w progi szkolne, cechują się daleko posuniętym analfabetyzmem (przecież nie mogę aniołeczków podejrzewać o złośliwość) i jedna na dwie grupy - a zwykle w halołinowy wieczór przewala się ich przez osiedle pięć, lub sześć - wdusi dzwonek przy furtce swymi lepkimi od cukiereczków paluszkami i żując łakocie, będzie dobijać się aż do momentu, gdy uciszę psy i stanę w drzwiach, mało sympatycznie pytając gromadę pociech, czy mają problemy z czytaniem, a może karteczki nie zauważyły... Na co zwykle odpowiada mi głupi chichot i dzieciny przypuszczają atak na furtkę sąsiadów, bądź też co bezczelniejsze próbują swych sił w sztuce negocjacji, rycząc "cukierki, albo psikus!!!". Quote
marta9494 Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 U mnie np.psy nie reagują aż tak histerycznie na dzwonek do drzwi,mało tego ogólnie wiadomo,że psy nie lubią listonoszy i mundurowych...moje chyba są upośledzone:)Mieszkam dosłownie prawie vis a vis cmetarza.Dzisiaj był szał pał...No i pani policjantka zadzwoniła i wlazła do domu,pytając o miejsce do parkowania(że niby nasze auto za blisko trawnika czy coś tam)Więc ja jej tłumaczę,że my tu mieszkamy i nie jesteśmy wizytatorami cmentarza.Zawsze tu parkujemy.Moje psy oczywiście jakby mogły,to by ją zalizały...Aż mi było wstyd!!Zero obszczekiwania,nie mówię,że myślałam,że zaczną szczekać...ale przynajmniej jakieś warknięcie jak na filmach...Doopa z tego wyszłaPolicjantka zachwycona,psy wniebowzięte,ja wkurzona!Na szczęście na hasło-"nie skaczemy"sunie trochę się opanowały:)Ale i tak one są tak upierdliwe,że nawet babka co spisuje wodę zawsze jak przychodzi ,to pyta-"A gdzie dziewczyny???"I bądź tu ludziu mądry!!!Inni się spalają żeby ich psy były trochę bardziej tolerancyjne,a moje to serio dwie dupy wołowe!To już kot jest groźniejszy:) Quote
Greven Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 U mnie psy też nie reagują histerycznie na dzwonek, dwa z czterech się oszczekają, ale są do uciszenia. Dwa pozostałe raczej nie wydają dźwięków. Chyba, że... no właśnie... chyba, że gromada dzieci napier* dzwonkiem raz za razem i wyje pod furtką, jak stado opętańców, albo sześciu młodzieńców (na oko 14-15 lat) najpierw próbuje wyrwać zamkniętą na klucz furtkę, potem kopie w zaparkowany obok samochód, a na koniec obrzuca dom jajkami, nadjedzonymi pączkami i innymi fragmentami słodyczy. To ostatnie to był zwyczajny akt wandalizmu, kto ma dom, niech sobie wyobrazi zmywanie jajek z elewacji. Mam porysowany lakier na samochodzie i oberwane lusterko. Nie było cukierków, był psikus. Na szczęście kolejne halołin przetrwane, uff. Quote
evel Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 Hm. Co prawda to nie dotyczy psiarzy, ale komuś się urwały dwie krowy, byk i koza i sobie wesoło kicają w okolicy. Ciekawe jak z psem wyjdę, ona się śmiertelnie boi tych krów w statyce, a jak sobie biegają to już w ogóle odlot :roll: Quote
MaDi Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 evl napisał(a):Hm. Co prawda to nie dotyczy psiarzy, ale komuś się urwały dwie krowy, byk i koza i sobie wesoło kicają w okolicy. Ciekawe jak z psem wyjdę, ona się śmiertelnie boi tych krów w statyce, a jak sobie biegają to już w ogóle odlot :roll: Gdzie Ty je znalazłaś(ew.one Ciebie:evil_lol:)?W tamtym roku ganiał mnie i TZta podczas spaceru podrośnięty źrebak, bardzo spodobał mu się nasz pies. To wielkie zagrożenie,a tak duże zwierze jest bardzo niebezpieczne. Quote
evel Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 MaDi napisał(a):Gdzie Ty je znalazłaś(ew.one Ciebie:evil_lol:)?W tamtym roku ganiał mnie i TZta podczas spaceru podrośnięty źrebak, bardzo spodobał mu się nasz pies. To wielkie zagrożenie,a tak duże zwierze jest bardzo niebezpieczne. Poszłam wypuścić psa na balkon i zobaczyłam, że całe stadko sobie maszeruje do lasu, przechodząc między blokami... Jeszcze krowy jak krowy, gorzej z bykiem chyba. Quote
Saite Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 Krowa też na rogi wziąć potrafi, jak jej się dany obiekt nie spodoba. Niezłe masz evl atrakcje z tymi rogatymi zwierzątkami. Quote
bonsai_88 Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 MaDi napisał(a):Gdzie Ty je znalazłaś(ew.one Ciebie:evil_lol:)?W tamtym roku ganiał mnie i TZta podczas spaceru podrośnięty źrebak, bardzo spodobał mu się nasz pies. To wielkie zagrożenie,a tak duże zwierze jest bardzo niebezpieczne. Oj, nawet bardzo niebezpieczne potrafią być takie zwierzaki... jak mnie kiedyś klaczka kucyka [wielkości na oko doga niemieckiego] kopnęła to cała stajnia słyszała co o niej myślę, a siniak parę tygodni schodził. Cóż, dziewczynce nie spodobał się pomysł wyczyszczenia kopyt, a ja musiałam to zrobić. Za to wkurzona czymś krowa może człowiekowi bardzo dużą krzywdę zrobić :/. Quote
Kiłi Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 MaDi napisał(a):To wielkie zagrożenie,a tak duże zwierze jest bardzo niebezpieczne. Gdy byłyśmy kiedyś na spacerze na terenie mojej siostry, jej psa zaatakował psychiczny koń. Dziwnie łaził za nami, a gdy nas już dopadł (ukrywałyśmy się przed nim pomiędzy przyczepami) stanął dęba i zaczął tratować Magnusa, skakał po nim jak po trampolinie, całe szczęście pies wyszedł z tego tylko z opuchliną, a było groźnie bo na dowidzenia koń kopnął go jeszcze w głowe. A gospodarz jeszcze kur**, że koń się chciał pobawić... Od tej pory moja suka, która stała troche dalej nienawidzi koni i próbuje je gryźć po nosach... Quote
MaDi Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 evl napisał(a):Poszłam wypuścić psa na balkon i zobaczyłam, że całe stadko sobie maszeruje do lasu, przechodząc między blokami... Jeszcze krowy jak krowy, gorzej z bykiem chyba. Lepiej to zgłoś SM lub policji bo mogą wiele krzywdy narobić, zapewniam Was, że widok konia czy krowy potrąconego lub zaczepionego o jakieś ogrodzenie jest straszny. Quote
Ana04 Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 [FONT=MS Shell Dlg 2]Właśnie wróciłam ze spaceru. Jak ja uwielbiam właścicieli yorczków :loveu: Szłam sobie przez park i idzie jakaś kobieta z dwojgiem małych dzieci i yorczkiem, oczywiście bez smyczy :loveu: Pies podlatuje mojej suce pod nogi, drze ryja. Aza średnio przepada za innymi psami, nie mówiąc już o takich, które do niej podbiegają, zaczyna warczeć, szarpie się. Kobieta psa oczywiście nie mogła odwołać, zresztą nawet się nie starała, powiedziała tylko 'Chodź tu, no chodź' i stała patrząc się ze śmiechem. W końcu się wydarłam czy z łaski swojej mogłaby wziąć tego psa, a ona z oburzeniem, że 'to nie jest pies tylko YORK' [!!], podeszła i podniosła psa w górę za obrożę, tak że mu prawie oczy na wierzch wyszły. Jeszcze nie spotkałam normalnego właściciela takiego psa ;) Albo biorą je na ręce i zaczynają uciekać, albo właśnie pozwalają się im po wszystkim drzeć. [/FONT] Quote
bonsai_88 Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 Ana zapraszam do Krakowa pod budynek wydziały Biologii i Hodowli Zwierząt [Uniwersytet Rolniczy] zaraz obok AGH ;). Za budynkiem jej dość spory trawnik, na którym czasami widuję jedynych normalnych właścicieli yorka, jakich udało mi się poznać osobiście :). Psiak zazwyczaj jest całkowicie zajęty bieganiem za piłkami, a jak raz podleciał do mojej suki [akurat wyszłyśmy nagle prosto na JEGO piłeczkę] to został w ciągu sekundy odwołany... jeszcze się właściciel pytał, czy aby Birmie się nic nie stało :lol:. W wypadku tego psa jedyne ustępstwo dla "yorkowatości" na jakie zgodzili się właściciele to praktyczne ubranko jak jest chłodno ;). A tak to żadnego noszenia na rękach [nogi ma, niech nimi przebiera] czy podlatywania do innych psów bez pytania :cool3:. Quote
Ana04 Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 Nie powiedziałam, że takich nie ma. Zazdroszczę, gdyby nie większość właścicieli to yorki mogłyby być nawet całkiem sympatycznymi psami, no ale. ;) Quote
bonsai_88 Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 Toteż podaję namiary gdzie szukać :D. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.