Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='bonsai_88']Pies pustyni aż jestem ciekawa jak ty byś sobie poradził z trudnym, poschroniskowym psiakiem i czy nadal byłbyś za radosnym puszczaniem wszystkich psiaków do siebie.
W sumie jakbyś trafił na takiego potwora jak moja suka to dość szybko ludzie w twojej okolicy nie mieliby co puszczać... Może nie uwierzysz, że problemy u psów poschroniskowych leczy się baardzo długo - na przykładzie mojej suki: wzięłam ją jak miała 8 miesięcy, a już 3 rok odkręcam jej psychikę. Niektórych jej zapędów nie odkręcę pewnie do końca życia [agresja do obcych mężczyzn], ale na szczęście jestem w stanie je kontrolować. Ludzie radośnie spuszczający do niej swoje kochane pieseczki czy nagle pochylający się i ją głaszczący mi w tym nie pomagają.

Tak sie dziwnie sklada, ze mialem dwie suki ( w tym samym czsie, ale nie byly wziete razem) ze schronu i jedna z nich byla "trudnym, poschroniskowym psem". Zachowywala sie jak totalny dzikus, nie znala zycia w mieszkaniu, a na dodatek polowala na wszystko co sie ruszalo, ale polowala na serio (a mialem w tym czasie w domu 2 koty). Dodam, ze byla wielkosci ON. Poradzilem sobie dosc szybko. I nie byly to jedyne poschroniskowe psy z jakimi mialem do czynienia, tak wiec wiem o czym mowie.
Dodam jeszcze, ze oczywiscie bardzo wiele zalezy od tego, jaki naprawde charakter psa kryje sie pod danym problemem, ale jesli to sie dostrzeze, to odpowiednim podejsciem moza wiele zdzialac.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='AngelsDream']Pies Pustyni Tylko się nie zdziw, jak ktoś Ci kiedyś zwierzę skopie, stłucze kijem albo po prostu przyjaźń się nie uda i będzie smutek i żal.


Słuszna uwaga.

Wczoraj wieczorem szłam sobie z psicą. Miałam ją na smyczy. Parę metrów dalej stała sobie jakaś dziewczyna z psem puszczonym luzem. W pewnym momencie ten pies rzucił się na mojego - biegł na wprost - do gardła. Nie pozwoliłam na konfrontację (mimo, że moja była dwa razy większa od agresorki), sprzedałam psisku kopa prosto w pysk. Było mi troche żal tamtego kudłacza, ale rozbawiło mnie najbardziej to, że smycz momentalnie się znalazła :) Paniusia nie powiedziała mi niestety ani słowa, a nie ukrywam, że na to liczyłam...

Powinna się cieszyć, że pies zarobił tylko kopniaka, bo moja suczka nie byłaby na pewno taka łaskawa (a zastrzegam, że agresywna nie jest - po prostupotrafi się bronić )

Posted

AngelsDream napisał(a):
Jeśli chcesz, żeby Twój pies podbiegał do innych, puszczaj go do nich, bez pytania, bez uprzedzenia i bez kontroli. Tylko się nie zdziw, jak ktoś Ci kiedyś zwierzę skopie, stłucze kijem albo po prostu przyjaźń się nie uda i będzie smutek i żal.

Ja swoich psów nie puszczam do obcych psów, których nie znam. Nie pozwalam też zastraszać innych psów, bo to wyrabia złe nawyki w obu stronach, a ja chcę, żeby moje psiaki miały jak najwięcej dobrych nawyków.

100% racji, wiadomo ze piesek moze nawiac i podleciec do kogos i nie trzeba odrazu reagowac agresja, ale 100% racji

Posted

Psie pustyni, składamy Ci hołd, żeś jest jedyny sprawiedliwy i umiejący. A teraz skończ off.

To może nie chamstwo psiarzy do psiarzy, ale brak mózgu. Wczoraj wracałam z poczty, naprzeciw mnie szła mamusia z córką, a do tego dwa psy, wielkości pinczera miniatury - jeden to był nieudany pinczerek, drugi chyba miał być chihuahua, ale też wyszedł nieudany. Oczywiście na flexi. Mamusia weszła do sklepu i zostawiła psy z córeczką, ok. 4-5 letnią, więc raczej wątpliwe, aby poradziła sobie z dwoma flexi w ręku. Oczywiście, dziecko po jednej stronie chodnika, psy po drugiej, tuż przy ulicy - dziecko nawet nie zwraca uwagi, wygląda za mamą. Mama wyszła, nie zareagowała, że ludzie muszą robić krok nad rozciągniętą flexi, a psy stoją prawie na ulicy, tylko poszła dalej. Córka biegnie za nią, oczywiscie ciągnąc psy. Na ich nieszczęście (znaczy się, mamusi i córusi) we flexi zaplątał się jakiś pan, który kilkoma nieoględnymi słowami określił, co myśli o inteligencji mamusi... Jak można być takim bezmózgiem?

Posted

W sumie zawsze czytając ten wątek, cieszyłam się, że ja jakoś mam spokój z takimi sytuacjami na spacerach. Dziś niestety trochę się rozczarowałam. Wracam z Dufflem z łąk, idziemy między blokami. Na małym skwerku spuściłam go, żeby jeszcze trochę poćwiczyć. No i ćwiczmy sobie, a z boku stoi facet z małym, cały czas przeraźliwie głośno szczekającym psem i się gapi. Zastanawiam się, o co mu chodzi, Duffla powoli zaczyna ten szczekacz irytować, bo on ma siedzieć na "siad-zostań", a tamten robi kółka wokół niego, drąc mordę. W końcu odzywa się szanowny właściciel, bardzo arogancko pytając, czy mogłabym w końcu zapiąć psa na smycz, bo on chce przejść. Odpowiadam, że przecież nic nie stoi na przeszkodzie, mój pies nie podejdzie, jest pod kontrolą. Zaczął się wydzierać, że to duży pies i powinien być na smyczy, wkurzyło mnie to, bo jego też był bez smyczy (ba! nawet bez obroży) i nie wyglądał na mistrza posłuszeństwa. Cóż, nie chciało mi się kłócić, zwróciłam tylko uwagę, że to jego pies szczeka na wszystko co się rusza i też powinien być na smyczy. W końcu, mamrocząc coś pod nosem, wszedł do bloku.
Humor za to poprawił mi widok rewelacyjnej amstaffki na łące, dziewczyna pięknie wykonywała rozmaite sztuczki i aportowała kija, a na dodatek miała na sobie szelki (w mojej okolicy standard to amstaff z wielką kolczatką). Naprawdę wspaniały widok, ciekawe, co powiedziałby pan szczekacza na "takiego" psa bez smyczy :diabloti:

Posted

dzisiaj mialam sytuacje taka
jestem z suka na polach widze z odleglosci 100m mezczyzne machajacego smycza..
wiec wolam suke moja ,zapinam na smycz
facet jest juz 50 m odemnie a ja nadal nie widze psa
wola do mnie "pies czy suka?" sobie mysle..jakis chyba dziwny bo moja suka na rozowej obrozy i na rozowej smyczy
wiec odpowiadam grzecznie -suka
a on "o kurw* moja tez"
nadal nie widze jego psa ..
nagle gdzies z trawy wyskakuje mi amstaf (swoja droga sliczny !sciete uszy rudzielec .. ) w rozowej obrozy ;D wystraszylam sie bo po jego odpowiedzi wywnioskowalam ze moze sie na nas rzucic czy podejsc
moja robi akcje jak widzi amstafa nie lubi ich ..
a amstafka stanela 15m przed nami zjezyla sie ,warknela i z taka wielka hmm duma? poszla za wlascielem
bylam w szoku , ale przyznam ze starsznie sie balam ze nas zatakuje

Posted

Ja miałam kiedyś problem ze stadkiem wzajemnej adoracji, sztuk chyba 8, plus właściciele w ogonie. Wiecznie robiłam awantury, bo to był w czasach Pucla, dalmatyńczyka z szajbą, który nie akceptował obcych psów. Te teksty właścicieli "ale one nic nie zrobią" i moje "ale on zrobi!" I łażenie za nami przez pół spaceru, żeby się psy zaprzyjaźniły. Wtedy nauczyłam się bluzgac...

Teraz, jeśli mam do wybiegania 4-5 psów, pakuję je do auta i jedziemy na działkę, gdzie spokojnie mogą szaleć nie stanowiąc zagrożenia. Zauważyłam, że one się właśnie wzajemnie nakręcają, a do tego uczą się od siebie złych zachowań. Nigdy nie puszczamy całej watahy w miejscu, w którym mogły by kogoś zaczepić. Jesli idziemy przez wieś, to luzem idą te spokojne, a na smyczy te, które mogły by sprowokować awanturę.

Nie każdego psa po przejściach da się idealnie ułożyc, nie zawsze da się wymazać złe nawyki. Można oczywiście łagodziś charakter psa, ale nigdy nie spotkałam się z "cudownym uzdrowieniem" w 100%, zawsze jest jakiś zapalnik.

Posted

Hm. Czyli, hipotetycznie, powinnam pozwolić swojej suce skręcić kark maltańczykowi, który w ogóle (!!!) nie ma smyczy a jako bonus ma swoją panią daleko i głęboko pod ogonem i podbiega do wszystkich psów i je gwałci? :hmmmm:

Dobra, teraz praktyczna zagadka dla bywalców wątku.

Miejsce akcji: wieś, straży miejskiej, wiejskiej, gminnej czy jakiejkolwiek innej - niet.

Bigielek. Suczka. Tak no może półroczna, może ośmiomiesięczna, na oko. Ulubione zajęcia: wymykanie się z ogrodu (bez ogrodzenia - sic!) i zwiedzanie okolicy. Bieganie za rowerzystami. Bieganie za ludźmi. Szaleńcze pogonie i taranowanie innych psów. Na razie szczęśliwie się mijamy. Moja suka jej nienawidzi, bo to jest typ, którego Zu nie może znieść - wesoły obskakiwacz i obśliniacz, niereagujący na coraz bardziej wyraźne sygnały ostrzegawcze drugiego psa, z podszczypywaniem zębami włącznie.

Psina biega całymi dniami a jej ulubioną rozrywką jest dopadanie innych psów i ciągnięcie ich za rozmaite części ciała, ku wzrastającej w szaleńczym tempie irytacji obiektu ciąganego przez narwaną gówniarę. Myślę, że jednak w końcu się spotkamy face-to-face, bo aż takiego farta nie mamy (zakładając, że szczenię w czasie swoich radosnych eskapad nie zostanie wkrótce pasztetem na pobliskiej drodze szybkiego ruchu).

Mam więc do wyboru albo brać swojego psa na ręce i wiać, albo sprzedać bigielce porządnego kopa zanim poturbuje mi sukę... Na właścicieli bym za bardzo nie liczyła, pańcia tego uroczego stworzenia kiedyś, jak popatrzyłam na nią wymownie, wyznała mi z chichotem, że głupiutki piesek się jeszcze nie nauczył, że nie wolno wychodzić samemu za betonową podmurówkę ogrodzenia :splat:

Może ktoś chce bigla? :diabloti:

Posted

Zainwestowała bym w sznurek i regularnie wiązała bym ją pod płotem tych ludzi z kartą typu "następnym razem będzie bez głowy" :P

Biedny pies, marnuje się :|

Uprowadź i upchnij u biglofanów.

Posted

Ostatnio były dwie 'milutkie' sytuacje:
Jakaś starsza pani wchodzi na swoje podwórko, wita się z psem i przemawia do niego "no coo? Chcesz wyjść, chceesz? Dobrze, pójdziesz, tylko ten piesek przejdzie. No zobacz, jaki ładny piesek!". No dobra, pominęłam fakt, że puszcza samopas agresywnego (bo miałam okazję już go poznać) psa, przyspieszyłam kroku i miałam nadzieję, że da mi chociaż kawałek odejść. Ale niee, no bo po co.. Doszłam tylko do końca płotu i już otwiera bramę. Pies oczywiście leci do Jaskiera, babka tam pokrzyczała na niego, ale miał ją w dupie, więc poszła do domu.

Druga sytuacja: Czekam z Jaskierem na koleżankę (przed sklepem). Już taka zadowolona jestem, bo dużo ludzi przechodziło, a ja ćwiczyłam z psem i na nikogo nie szczeknął. Aż tu nagle przychodzi jakiś żul z psem pokroju owczarka (oczywiście bez smyczy, no bo po co ona komu), no i do mojego leci (tzn. pies, nie żul). Facet najpierw się głupio gapił, jak mój próbuje uciec, bo się boi, a potem wypalił "on nic nie zrobi. Ale tamten może" (czyli moje 4,5kg miałoby zrobić krzywdę na oko 30-40kilogramowemu psu?). A potem jeszcze dodał "Noo, bo to jest suczka. I zdaje się w cieczce", juz myślę, co za idiota, sukę w cieczce puszcza luzem, potem będzie szczeniaki topił. ale się nie odezwałam. W końcu gość powrzeszczał na swojego psa "ani mi się waż!", potupał i wlazł do sklepu, zostawiając mnie z głupkowatą miną. I jak się potem okazało - jego pies wcale nie był suką. Więc co? Jaskier ma cieczkę?! Fajnie wiedzieć...


Ale jestem na siebie cholernie zła.. Bo w obu przypadkach nie odezwałam się ani słowem, a powinnam tych ludzi zjechać. Ech, gdybym na spacerach umiała tak pyskować, jak w szkole.. ;) Nie no, poważnie.. Muszę się nauczyć zwracać ludziom uwagę, bo to nie są pierwsze przypadki, jak takich spotykam, i na pewno nie ostatnie..

Posted

A ja ostatnio czuje się jak bym mieszkała w utopii :) Żadnych podbiegaczy na ulicach. Większość ludzi łapie swoje psy gdy jesteśmy w parku lub sa na tyle wychowane że są przy właścicielu... Normalnie raj... Dziewczyny moje tak skupione na mnie lub na swojej zabawie że mają pod ogonem inne psy wiec mi to pasuje :D

Posted

Okamia - ja też tak ostatnio się czułam...:razz: do środy, kiedy to kilka razy wpadł na moje suki biegający samopas doberman z kolczatką na szyi (szczekał, wpadał między nie, zawracał, robił koło i znowu to samo :roll:), kiedy wracałam wlazła prosto na mnie dziewczyna z średnim kundlem, mimo że miałam suki na siadzie, przepinałam smycze, więc mogła użyć mózgu i mnie ominąć (byłam z boku ścieżki) - ale byłam na tyle miła, że ją przed tym dobkiem ostrzegłam, zignorowała to i poszła prosto tam, gdzie on latał. Cóż - jej problem. A ostatnią cegiełkę dołożył pijany koleś z dwoma napakowanymi pseudoamstafkami, które szarpały nim jak szmatą i usiłowały na serio dorwać moje suki, a on wrzeszczał na nie, ciągnął, leciał w drugą stronę, ledwo je utrzymując... Brr, odechciało mi się wychodzić do parku w okolicach 18-19 :roll:

Też tak macie - albo nic, zupełnie, wszyscy mili i fajni, a jak się zdarzy gorszy dzień, to po prostu wszyscy nagle tracą mózgi i na ulicach same agresywne i niewychowane psy? :roll:

Posted

Przykre jest,że są osoby, które sądzą iż kaganiec wystarczy agresywnemu psu.
Miałam okazje przeżyć atak amstaffa w metalowym kagańcu, mój 40kg. pies miał wiele szczęścia,bo bronił go 20 kg. kolega, gdyby nie on agresor zatłukłby mojego psa.
Psina wywróciła się i momentalnie stał się łatwym celem, a pani nie widziała problemu "przecież ma kaganiec". Pies dusił się i nie mógł się podnieść, dobrze,że mój kompletnie nie wychowany drugi pies nie toleruje obcych psów i atakował agresora.
Cóż od tej pory jego agresja do zwierząt tylko se pogłębiła, ale to nie moja wina, ciągle mamy takie atrakcje,ponad miesiąc temu niemal identyczna akcja, zmienił się tylko napastnik- bernardyn bez kagańca i właściciela, nikomu nie życzę znalezienia się w takiej sytuacji, kopałam, darłam się i szarpałam z trzema psami. I co? I nic znalazł się właściciel i uciekł z psem zanim przyjechała policja.
Zresztą chyba już tu o tym pisałam.
Najłagodniejszy pies na osiedlu stał się workiem treningowym dla psów, on po prostu nigdy i nikomu nie pokazał zębów, a "niewychowany agresywny kundel", którego nie ułożyłam aby nie ruszał psów dwukrotnie uratował życie.

Posted

MaDi napisał(a):
Przykre jest,że są osoby, które sądzą iż kaganiec wystarczy agresywnemu psu.
Miałam okazje przeżyć atak amstaffa w metalowym kagańcu, mój 40kg. pies miał wiele szczęścia,bo bronił go 20 kg. kolega, gdyby nie on agresor zatłukłby mojego psa.
Psina wywróciła się i momentalnie stał się łatwym celem, a pani nie widziała problemu "przecież ma kaganiec". Pies dusił się i nie mógł się podnieść, dobrze,że mój kompletnie nie wychowany drugi pies nie toleruje obcych psów i atakował agresora.
Cóż od tej pory jego agresja do zwierząt tylko se pogłębiła, ale to nie moja wina, ciągle mamy takie atrakcje,ponad miesiąc temu niemal identyczna akcja, zmienił się tylko napastnik- bernardyn bez kagańca i właściciela, nikomu nie życzę znalezienia się w takiej sytuacji, kopałam, darłam się i szarpałam z trzema psami. I co? I nic znalazł się właściciel i uciekł z psem zanim przyjechała policja.
Zresztą chyba już tu o tym pisałam.
Najłagodniejszy pies na osiedlu stał się workiem treningowym dla psów, on po prostu nigdy i nikomu nie pokazał zębów, a "niewychowany agresywny kundel", którego nie ułożyłam aby nie ruszał psów dwukrotnie uratował życie.

moja suke w parku rowniez zatakowal amstaf w kagancu metalowym , to bylo z 4 miesiace temu opowiadalam na tym watku
moja suka 17kg tez zakagancowana nie miala szans na dodatek moja na smyczy
gdyby nie moje kopanie i walenia w psa pilka kauczokowa kolezanki (pomagala jak mogla z odleglosci bo sama miala psa na smyczy) pewnie tez by ja zatlukl
tak ja poobijal ze miala spuchniecia na calym ciele i ja bolalo dobre 2tyg

i mam nauczke jak widze duzego psa nawet w kagancu a bez smyczy to uciekam poporstu , boje sie wiem ze ten kaganiec czesto daje za malo

Guest Elżbieta481
Posted

A ja uważam,że można uszanowac to,że właściciel psa nie życzy sobie kontaktów tego swojego psa z innym.Wystarczyłoby zrozumiec,że pies biegający luzem nie jest jedynym psem na danym
ternie.
E/W

Posted

Szłam dzisiaj z moimi psami na spacer (2 husky na smyczy i kundel luzem) i nagle zobaczyłam jak zza zakrętu biegnie w moją stronę ON i tak się przenikliwie patrzył że myślałam, że chce nas zjeść. Za ONkiem jakieś 50m dalej szły 2 panie z wózkiem z dzieckiem i jak już w końcu zobaczyły jaka jest sytuacja to leniwie zaczęły psa wołać, ale oczywiście pies miał je gdzieś i tak stał jakieś 3m ode mnie. Moja Lucy w przeciwieństwie do tego ONka dała się odwołać bez problemu. Ja trzymałam swoje psy za obrożę, ale jeszcze metr by ten pies podszedł i bym ich nie utrzymała. Jak już właścicielka była blisko to mówiłam czy może zawołać psa to stwierdziła, że przecież widzę, że wołanie nie pomaga. Oczywiście odpowiedziałam jej, ze jak jej pies nie słucha to niech go trzyma na smyczy to usłyszałam stałą gadkę, że jej jest łagodny i chciał się tylko pobawić. Tylko, że moje psy nie lubią obcych psów i nie mają zamiaru się bawić i jak pies stoi 3 metry ode mnie to jestem w stanie je utrzymać, ale jak podejdzie na odległość metra to mogę mieć problem.

Posted

evl napisał(a):
Może ktoś chce bigla?

Obawiam się, że za parę miesięcy może ruszyć na dogo akcja szukania domów dla gromady szczeniaków z matki beagle. No chyba, że do tego czasu geny same się wyeliminują z puli na wspominanej przez Ciebie szosie.

Jeśli myślałam do niedawna, że nie spotka mnie nic bardziej niebezpiecznego, niż bachor rzucający deskorolką w biegnącego obok roweru psa, to się pomyliłam. Dziś spotkała mnie pani z małym kundlem i pani z potężnym goldenem. Kundel był bez smyczy i rzucił się na Niuńka, który truchtał przy rowerze (na szczęście truchtał, a nie jechaliśmy szybciej, bo mogłoby się to dla mnie źle skończyć), a podniecony golden zaczął rwać na smyczy... na co pańcia po prostu go puściła.

W związku z tym w jednej chwili szarpałam się na ulicy z rowerem i wystraszonym psem (usiłował schować się za mną), który mimo że TTB, nie ma w sobie agresji i spanikował, gdy te dwa go obskoczyły, ujadając i szczypiąc. Jak mi się udało wyplądać z roweru i rzucić go na ziemię, to - widząc, że kundel nakręca aferę - sprzedałam mu dwa celne kopy w nos. Odskoczył ze skowytem, ale nie dał za wygraną. A wtedy... rzucił się na niego podniecony golden i zaczął miotać nim jak lalką po całym chodniku, a potem po jezdni. Na co dopiero baby podniosły wrzask, jedna darła się na mnie ("sadystko!!!!!!!!!!! zadzwonię na policję, psa kopnęłaś!!!!!"), a druga na kotłujące się psy ("zostaw go, zostaw go ZOOOOOSTAW GOOOO COOO TY ROBISZ MAAAAAAAAAX!!!!!! niech ktoś coś zrobi, gryzą się!!!"), stojąc od nich jakieś 5 metrów i nie próbując nawet przerwać bójki.

W tym czasie ja uspokoiłam Niuńka, podniosłam rower i zadzwoniłam na straż miejską :diabloti:

Posted

AngelsDream napisał(a):
Z jakim efektem?

Przyjęli wezwanie i wiem, że byliby szybko, bo w pobliżu jest cmentarz i z powodu narastającego ruchu kręci się dużo patroli, ale gdy baby zorientowały się, co robię, to uciekły. Kundel wyrwał się goldenowi i zwiał w osiedlowe uliczki, a właścicielka chwyciła goldena i w długą. Tamta druga poleciała za swoim kundlem. Nie znam ich kompletnie nawet z widzenia, nie wiem gdzie mieszkają i nie chciało mi się żadnej z nich gonić, w związku z czym zadzwoniłam ponownie na straż i odwołałam wezwanie.

Posted

Greven napisał(a):
Przyjęli wezwanie i wiem, że byliby szybko, bo w pobliżu jest cmentarz i z powodu narastającego ruchu kręci się dużo patroli, ale gdy baby zorientowały się, co robię, to uciekły. Kundel wyrwał się goldenowi i zwiał w osiedlowe uliczki, a właścicielka chwyciła goldena i w długą. Tamta druga poleciała za swoim kundlem. Nie znam ich kompletnie nawet z widzenia, nie wiem gdzie mieszkają i nie chciało mi się żadnej z nich gonić, w związku z czym zadzwoniłam ponownie na straż i odwołałam wezwanie.


Rozumiem, byłam tylko ciekawa, czy do Pań coś dotarło. Najwyraźniej jednak tak.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...