Martens Posted October 20, 2010 Posted October 20, 2010 Dokładnie - z tym, że policja może nie zdążyć przyjechać, więc najlepiej od razu robić zdjęcia (teraz ciężko o komórkę bez aparatu) i przekazać policji. Quote
anorektyczna.nerka Posted October 20, 2010 Posted October 20, 2010 Jak dla mnie facet ma coś z banią. Gratuluję cierpliwości, bo chyba bym go na Twoim miejscu skopała. Btw. Wczoraj wylazłam z psem na spacerek i poszłam z kolegą i jego jamnikiem... oczywiście szli sobie państwo z rasowcami a kundel bez smycyz, bo wstyd... on i kundel złapał za ucho jamszora Dominika. Oczywiście D. wywalił taką lute temu psu, że Szanowna Paniusia się oburzyła że D kopie psa., a on" A co to Cie obchodzi? O jest <cenzura> bezdomny. Ma szczęście, że jeszcze żyje. ". Dzisiaj rano znowu wyszliśmy na spacer i znowu ich spotkaliśmy. Dobrze, że spojrzenie nie morduje :D. Ten kundel wreszcie na smyczy i ja nie musiałam się martwić, o jego zdrowie w przypadku konfrontacji z Benym. Quote
hecia13 Posted October 20, 2010 Posted October 20, 2010 Martens napisał(a):Dokładnie - z tym, że policja może nie zdążyć przyjechać, więc najlepiej od razu robić zdjęcia (teraz ciężko o komórkę bez aparatu) i przekazać policji. Niestety nie miałam telefonu przy sobie, ale teraz będę nosić... Quote
awaria Posted October 20, 2010 Posted October 20, 2010 Niedaleko mojego osiedla jest świetne, wielkie, pole, które od kilku lat stoi odłogiem. Przychodzi tam masa psiarzy, psy biegają luzem, bawią się, kopią dołki, hasają po trawie - ogólnie eldorado. Nie ma tam przypadkowych przechodniów, czasami jacyś nordic walkarzy się trafią ;) Dzisiaj wyszłam tam z psami, łazimy sobie już dobrą godzinkę, zmierzamy pomału do domu i nagle podjeżdża do nas facet, opuszcza szybę, wyciąga telefon i zaczyna nagrywać O_o Pytam się w czym problem, na co Pan stwierdza, że jestem na jego prywatnym terenie, i on mnie właśnie nagrywa i przekaże nagranie policji. I, że to jest ostrzeżenie z jego strony i lepiej, żebym potraktowała to poważnie. Powiedziałam Panu, że nie wyrażam zgody na nagrywanie mnie i, że nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Zapięłam psy i poszłam w swoją stronę, a ten dziad jechał za mną, dopóki nie skręciłam tak, że samochodem nie mógł już wjechać ;/ Nie muszę mówić, że było to średnio miłe spotkanie. I tak się zastanawiam. Pole nie jest w żadnym miejscu ogrodzone, nie ma nawet najmniejszej tabliczki z informacją, że jest to teren prywatny, czy też, że obowiązuje zakaz wstępu. Odkąd pamiętam jest ono używane głównie przez psiarzy. Jak należy traktować taki kawał ziemi teoretycznie niczyjej? Quote
Greven Posted October 20, 2010 Posted October 20, 2010 awaria napisał(a): Jak należy traktować taki kawał ziemi teoretycznie niczyjej? W Polsce nie ma ziemi niczyjej - nawet teoretycznie ;) Jeśli chcesz to sprawdzić, powinnaś dowiedzieć się w gminie, do kogo należy działka. Bo jeśli do gminy, miasta, czy np. ANRu, to do czasu ogrodzenia i "otabliczkowania" możesz tam swobodnie wchodzić z psem - urzędasy raczej się nie upomną o tę własność i nikt nie będzie kontrolował, kto się po działce kręci (= wybiegane, szczęśliwe psy). Ale jeśli jest to faktycznie własność osoby prywatnej, to nie wypada wchodzić na teren, a właściciel może wyciągnąć konsekwencje. Quote
ewtos Posted October 20, 2010 Posted October 20, 2010 Facet jest niepoważny, skoro teren jest nieoznaczony, nieogrodzony i korzysta z niego tyle osób to nie widzę problemu. Skąd masz wiedzieć,że np. kupił te ziemie ? Następnym razem poradziłabym mu żeby je oznaczył i wtedy sprawa będzie jasna. Przed spacerem ja też nie chodzę do Starostwa Powiatu po mapy zagospodarowania gruntów w okolicy. Quote
AngelsDream Posted October 20, 2010 Posted October 20, 2010 Kiedy rozpisałam tabelki z ćwiczeniami dla naszych psów, zapisałam też podstawową zasadę: ludzi mieć gdzieś. Tylko mniej grzecznie. Mam dość luzem podbiegających psów, które omijają Baaja i rzucają się na Celara. Dość świetnych suczek, które dyndają na Baajowym ogonie, bo to przecież pies i się nie odgryzie. Zwłaszcza na spacerach indywidualnych osiedlowi geniusze mają ze mną ciężko. Z Baajem wprawdzie raczej chadzam łukami, ale z Celarem... No cóż, odgoniłam dziś od niego yorka. I nie, nie dlatego, że był szaleńczo agresywny, ale dlatego, iż podchodził do Celara od tyłu, czego mój pies nie lubi, przysparza mu to dużo stresu, a właściciel yorka nawet go nie próbował wołać. Ocknął się, jak jego pies był otupany i wystraszony i wyleciał do mnie z TAKĄ mordą: - Czemu pani straszy mojego psa?! - Czemu ten pies jest bez smyczy? - Moja odpowiedź. - Mamrotanie Pana o niewiadomej treści. - Nie życzę sobie, żeby cudze psy bez pozwolenia podchodziły do mojego - odparłam spokojnie i odeszłam z psem wpatrzonym we mnie... Pan się oburzył: - A co zje go, czy co? Coś tam się jeszcze produkował, między innymi nieudolnie odwoływał swojego psa. Zrobiłam się mniej histeryczna, dużo spokojniejsza w kontakcie ja - moje psy. Za to cudze przestały mnie w ogóle obchodzić. Nie mam czasu myśleć za kogoś. - Quote
Martens Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 Awaria, jeżeli ów teren prywatny jest nieogrodzony i nawet nieoznaczony, to facet może pocałować cię w tyłek, bo wejście na taki teren nie jest zabronione. Z forum prawnego: "Przestępstwo naruszenia miru domowego jest określone w art. 193 kodeksu karnego. Przewiduje on, że „Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.” Przepis ten jednoznacznie przewiduje, że teren musi być ogrodzony. Zatem wkroczenie na cudzy teren, który w żaden sposób nie był ogrodzony nie stanowi przestępstwa. Właściciel nie ma obowiązku grodzenia terenu lub też stawiania tabliczek „teren prywatny”, jednak brak ogrodzenia powoduje, że właściciel nie może powoływać się na art. 193 kk w przypadku wtargnięcia innej osoby." Problemy mogą być jedynie z powodu puszczania psów bez smyczy, jeśli nie pozwalają na to Wasze przepisy (choć tu nie jestem pewna z kolei, czy teren prywatny podlega pod takowe przepisy, ale chyba tak), tudzież nie posprzątania po psie odchodów. Quote
awaria Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 Dziękuję za odpowiedzi i podpowiedzi ;) Sprawdziłam do kogo teren należy - jest to pewna spółka z o.o. Pole w żaden sposób nie jest przez właścicieli/zarząd użytkowane, stoi odlogiem - więc nie widzę powodu, żeby osiedlowe psy nie mogły z niego korzystać:cool3: Po psach zawsze sprzątam, a puszczając je luzem biorę pod uwagę, że mogę dostać mandat:oops: Quote
evel Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 AngelsDream napisał(a):Zrobiłam się mniej histeryczna, dużo spokojniejsza w kontakcie ja - moje psy. Za to cudze przestały mnie w ogóle obchodzić. Nie mam czasu myśleć za kogoś. Aleś niedobra, nie kohaż fsyzstkih piezkuf :shake: Quote
Migori Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 Jak już jesteśmy w tym temacie... a widzę że same mądre głowy, to prosiłabym o odpowiedź. Mieszkam w Poznaniu, bardzo często chodzę do tzw Lasku Marcelińskiego, mam do niego 10min piechotą. Latem przy wejściu do lasu, obok ścieżki pojawiła się tabliczka "teren prywatny", z czasem wokół ścieżki pojawiły się drewniane paliki wysokości 40cm, powbijane tak, żeby nie udało się zaparkować przy wejściu do lasu (ja od zawsze zostawiam tam samochód i nie tylko ja), odgradzały dojście do lasu. Teraz sie zastanawiam o co chodzi, co jest tym terenem prywatnym ? Jak mam wejść do lasu? Żeby wejść muszę przejść przez owy "teren prywatny". Czy to w ogóle zgodne z prawem? Sama mogę sobie taką tabliczkę postawić... Z czasem ludzie usunęli część tych palików drewnianych, to zaczęły sie pojawiać takie pręty metalowe, wbetonowane w podłoże. Quote
Martens Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 Według tego co zacytowałam wyżej, jeśli ów "teren prywatny" nie jest ogrodzony to masz prawo na nim przebywać. Nie wiem, czy są jakieś dodatkowe regulacje przy samym oznakowaniu bez ogrodzenia czy też takie paliki można za ogrodzenie uznać (ale wątpię). W sumie fajny temat na dział "Prawo" ;) bo pewnie większość z nas na spacerach z psami łazi ciągle po jakichś "terenach prywatnych"... Quote
AngelsDream Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 evl napisał(a):Aleś niedobra, nie kohaż fsyzstkih piezkuf :shake: Tak i moje są dla mnie ważniejsze, straszne, nie? Dodam, że wczoraj w pupę Baaja weszła suczka, zaczęła po nim skakać. Baaj się odkręcił, przywitał, na komendę odszedł, ale Celar już ujadał, bo stał z boku i obcy pies, a on nie może... Uciszyłam go spokojnie, pan nie widział problemu w tym, co zrobił, mimo że Baaj miał opatrunek na łapie i takie 'powitanki' mogły spowodować otwarcie rany. Inna rzecz, że w nocy nie ma się oczu w plecach i nie widać, że ktoś wskakuje Ci na tył, bo pewnie byśmy przyspieszyli, no ale suczeńka koniecznie musiała podejść. Wzdych. Quote
Ewa&Duffel Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 awaria napisał(a):Dziękuję za odpowiedzi i podpowiedzi ;) Sprawdziłam do kogo teren należy - jest to pewna spółka z o.o. Pole w żaden sposób nie jest przez właścicieli/zarząd użytkowane, stoi odlogiem - więc nie widzę powodu, żeby osiedlowe psy nie mogły z niego korzystać:cool3: Po psach zawsze sprzątam, a puszczając je luzem biorę pod uwagę, że mogę dostać mandat:oops: Taki mały OT, ale czy masz może na myśli pole naprzeciwko cmentarza bródnowskiego, przy św. Wincentego ? Quote
Ewa&Duffel Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 Oj, to kiepsko...my też tam często chodzimy, na szczęscie jeszcze nigdy nam się nie zdarzyła żadna nieprzyjemna sytuacja. Ale kiedyś były tam organizowane spotkania z labowego forum i też podjechał do nich jakiś facet samochodem i kazał sie wynosić, mowiac, ze to jego teren... Ale tak w ogole, to przecież tamtędy chodzą też ludzie bez psów, chociażby po to, by dojść od przystanku do bloku. I co, im też by zwrócił uwagę ?... Quote
awaria Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 My tam jesteśmy praktycznie codziennie od lipca i pierwszy raz nas ten przemiły Pan zaczepił :cool3: Kilkoro znajomych, którzy chodzą tam od dłuższego czasu też mieli przyjemność go spotkać. Zobaczymy jak to będzie, szkoda by było stracić takie fajne spacerowisko :( Quote
Martens Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 Ależ mi tępy babsztyl podniósł ciśnienie!!!! Poszłam z koleżanką i z Baryłą do apteki, wracamy, kumpela poszła, my przechodzimy przez jedno z najruchliwszych skrzyżowań w moim mieście, wchodzimy na chodnik a tam z ujadaniem wyskakuje na nas mała biało-czarna suczka - oczywiście z ryjem do Baryła. Motam się z psami, z torebką i z siatą z apteki, wreszcie rozdarłam się czyj do ch*** jest ten pies??? Cisza i pustka. Odciągnęłam Baryłę siłą i idę dalej, mijam blok zza którego wyskoczyła na nas suńka - a tam przed drzwiami jakaś sylwetka. Coś mnie tknęło, podeszłam, a tam baba. Pytam czy to jej pies. Tak... Nosz k***a!!! Opieprzyłam babę od góry do doły, w międzyczasie jej pieseczek przybiegł i od nowa zaczął dolatywać do Baryły. Szczęście baby, że nic nie pyskowała, tylko anemicznie zaczęła wołać pieska i próbować go złapać oczywiście z zerowym rezultatem. Powiedziałam, że jeśli jeszcze raz będzie taka sytuacja, to będzie zbierać psa z chodnika, bo albo pozwolę mojej suce go chwycić albo sama zasadzę mu buta. Może baba wreszcie pomyśli - chociaż sądząc po jej braku reakcji na całe zajście, chyba szczególnie jej na tym psie nie zależy. Ale w głowie mi się nie mieści, co za chamka - cała szarpanina z psami miała miejsce kilkanaście metrów od niej, za rogiem, słyszała jak jej pies na kogoś ujada, slyszała że jakiś większy warczy i że ktoś klnie czyj jest ten pies - i nawet nie wyjrzała ani go nie zawołała... Pewnie planowała udawać, że jej tam nie ma, ale miała pecha :p Przypomniało mi się później, że już kilka razy, kiedy szłam tamtędy z TZtem, ta suka sterczała sama na chodniku przy skrzyżowaniu, ujadała i próbowała łapać za kostki :roll: widać to normalna praktyka wyprowadzania psa u tej pani. Quote
Guest Elżbieta481 Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 Zaczynam mieć alergię na dzieci-co jest u diabła?Sytuacja z dnia dzisiejszego: wychodzę z Guciem.Pies jest w kagańcu,na smyczy,idzie przy nodze.Nagle przed nim ląduje chłopak na deskorolce i próbuje wjechać na łapy.Idziemy dalej,Zapomniałam już o wyrostku i nagle z jakimś podskokiem na tej deskorolce ląduje przed psem,zaczyna skakać wokół niego,pies zaczyna warczeć.Mówię mu co myślę o straszeniu psa-wylatuje mamunia,że synuś ma prawo..Każdy ma prawo-tylko pies nie? Wracamy,wchodzimy na klatkę-schodzi chłopiec lat ok.8..Na widok Gucia zaczyna machać rękami,wierzga nogami..Ja nie rozumiem-pies jest na smyczy w kagańcu.Pilnuję go przecież!Mówię do chłopca,,idż normalnie,nie wchodż na ściany-denerwujesz psa,,Uciekł z piskiem..No przecież Gucio nic nie robi..Jest wielkości średniej,jest zawsze dopilnowany.. Czasam brakuje sił..Czasem mam wrażenie,że dzieci są straszone psami.No mój jest pod opieką,ale kiedyś trafią na psa będącego samopas i jak będzie tak krzyczał,piszczał,wierzgał to naprawdę dojdzie do tragedii.Czemu chce wejśc w ścianę? Elżbieta Quote
hecia13 Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 Martens napisał(a):(...) Ale w głowie mi się nie mieści, co za chamka - cała szarpanina z psami miała miejsce kilkanaście metrów od niej, za rogiem, słyszała jak jej pies na kogoś ujada, slyszała że jakiś większy warczy i że ktoś klnie czyj jest ten pies - i nawet nie wyjrzała ani go nie zawołała...(...) Pewnie nie zwraca uwagi, bo przyzwyczajona, że pies jazgocze na wszystko co się rusza :P Quote
Martens Posted October 22, 2010 Posted October 22, 2010 hecia13 napisał(a):Pewnie nie zwraca uwagi, bo przyzwyczajona, że pies jazgocze na wszystko co się rusza :P No mi się takie zachowanie w głowie nie mieści :niewiem: Nie wyobrażam sobie, że mój pies biega za blokiem, słyszę jego ujadanie, odgłosy szarpaniny z większym psem i czyjeś bluzgi i... stoję dalej przed klatką i kontempluję gwiazdy... :mdleje: Quote
filodendron Posted October 22, 2010 Posted October 22, 2010 Wszędzie latają psy bez opieki i jazgoczą nie tylko na inne psy ale i na dzieci. U mnie na osiedlu kobita wypuszcza agresywnego spaniela, który potrafi wpaść do piaskownicy i rozpędzić z niej dzieci. No to potem dzieci boją się i machają rękami na widok innego psa, mimo że jest pilnowany. Psiarze sami sobie robią gębę nawzajem. Quote
Martens Posted October 22, 2010 Posted October 22, 2010 Suka tej baby na okrągło jest wypuszczana i nie biega po łączce za blokiem od strony klatek, tylko przed blokiem przy ruchliwej ulicy i skrzyżowaniu, gdzie ciągle przechodzą dzieci i młodzież - dosłownie obok jest liceum, a 200 m dalej podstawówka i gimnazjum, z których chyba z połowa dzieci przechodzi koło tego bloku wracając na osiedle. A pies jazgocze i dolatuje do każdego kto mu się nie spodoba, nie tylko kiedy ktoś idzie z psem. Ktoś pewnie w końcu sprzeda mu kopa albo pies wpadnie pod samochód, i baba się doigra - szkoda tylko psa :roll: Quote
Diora Posted October 22, 2010 Posted October 22, 2010 A mnie wczoraj rano zirytowała pewna kobieta... Poszłam z psicą na poranny spacer, przed pracą. Widzę, że z przeciwka idzie babeczka z psem, więc specjalnie skręciłam w boczną alejkę. Ona oczywiście za mną :roll: Ja w prawo - ona w prawo, ja w lewo - ona to samo :cool3: Wlecze się za mną... Wszystko pięknie, ładnie, tylko mojemu sierściuchowi już nie załatwianie w głowie, tylko tamten piesek. Zatrzymałam się i czekałam na nią żeby jej powiedzieć parę słów, ale chyba zobaczyła moją minę i sama zwróciła :) Czy tak ciężko jest się domyślić, że można nie mieć ochoty lub czasu na socjalizowanie psów o 7 rano? Quote
WATACHA Posted October 22, 2010 Posted October 22, 2010 Diora napisał(a):A mnie wczoraj rano zirytowała pewna kobieta... Poszłam z psicą na poranny spacer, przed pracą. Widzę, że z przeciwka idzie babeczka z psem, więc specjalnie skręciłam w boczną alejkę. Ona oczywiście za mną :roll: Ja w prawo - ona w prawo, ja w lewo - ona to samo :cool3: Wlecze się za mną... Wszystko pięknie, ładnie, tylko mojemu sierściuchowi już nie załatwianie w głowie, tylko tamten piesek. Zatrzymałam się i czekałam na nią żeby jej powiedzieć parę słów, ale chyba zobaczyła moją minę i sama zwróciła :) Czy tak ciężko jest się domyślić, że można nie mieć ochoty lub czasu na socjalizowanie psów o 7 rano? Może PRZYPADKIEM szła w tę sama stronę ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.