Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Pies Pustyni napisał(a):
Juz kiedys z kims o tym dyskutowalem,ale powtorze - mijanie po luku jest sygnalem uspokajajacym pod warunkiem,ze sam pies chce to zrobic.
Pies idacy po luku dodaje do tego jeszcze inne sygnaly,np. weszy,odwraca lekko glowe,oblizuje sie,wtedy ten drugi odbiera wiadomosc. A takiego zachowania raczej nie uzyskasz od agresywnego psa prowadzonego na smyczy.

A skąd wiesz że mój pies właśnie nie węszy, nie zatrzymuje się przy krzaku i opuszcza głowę? Schodząc innemu psu z drogi ułatwiam mojej suce nabranie dystansu do psa ( w sensie odległości) na tyle dużego, żeby mogła myśleć jak ma sie zachować a nie od razu drzeć pysk. Odległość od psa ma bardzo duże znaczenie. Manewrowanie odległością od wyzwalacza agresji stosuje sie bardzo często, w naszym przypadku sprawdza się.
Idąc na wprost z psem przy nodze, na ściągniętej smyczy, nie daje sie nawet szansy na opuszczenie głowy czy powąchanie czegokolwiek.
Taki marsz jest wyzwaniem i zwykle kończy się awanturą.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Ja juz w ogole nic nie wiem. Najpierw piszesz,ze masz agresywnego psa,potem,ze jego agresja jest spowodowana nieustajacym bolem,a teraz wychodzi na to,ze Twoj pies nie jest agresywny,a jesli sie rzuca na inne,to tylko z powodu smyczy i bledow wychowawczych. Takie wnioski wyciagam z Twoich postow. Ale to ciagle nie na temat,wiec koncze.

Posted

[quote name='awaria'] A tak abstrahując - czy ktoś z was spotkał kiedyś naprawdę dobrze ułożonego jamnika? Albo chociaż takiego, który nie podbiega z rozdartą japą i nie próbuje podgryzać.
Tylko jeden którego znam.
Wracając do jamników to 90% tych które znam to takie zapasione przedłużacze.

Jakiś czas temu przechodziłam obok bloku gdzie ów chłopiec mieszka i słyszałam jego rozmowę z mamą (dzieciak stał z psem pod klatką, matka w oknie).
- Mamo, ja nie chcę wychodzić z Maxem, on mnie szarpie.
- To mu przyrżnij w dupę jak się nie słucha!
- Nie chce go bić (dziecko miało łzy w oczach).
- To niech Cię szarpie!
I zamknęła okno O_O


Biedny chłopak. Może spróbuj z nim pogadać przy najbliższej okazji, dać mu kilka wskazówek. Szkoda i dzieciaka i psa, bo jaktak dlaej pójdzie to faktycznie on go zacznie lać, a pies zapewne się jeszcze gorszy stanie.

Posted

Pies Pustyni napisał(a):
Ja juz w ogole nic nie wiem. Najpierw piszesz,ze masz agresywnego psa,potem,ze jego agresja jest spowodowana nieustajacym bolem,a teraz wychodzi na to,ze Twoj pies nie jest agresywny,a jesli sie rzuca na inne,to tylko z powodu smyczy i bledow wychowawczych. Takie wnioski wyciagam z Twoich postow. Ale to ciagle nie na temat,wiec koncze.

Yyyy nie wiem czy ja tak mącę, czy Ty, czy to ja nie umiem sie wyrazić jasno, czy Ty masz problem z czytaniem tekstu ze zrozumieniem.
Zgadza się bój pies cierpi, każdy ruch to dla niego bój, agresje wykazuje bez względu na to, czy na tej smyczy jest czy nie. Sednem sprawy u niej jest zachowanie odpowiedniej odległości od wyzwalacza agresji/ lęku. Pies kojarzy sie z bólem i oczywiście każdy problem jaki z psem mam to moja wielka wina. Wszystko to, to błędy wychowawcze które popełniam na każdym kroku, bo jestem ociemniała i niewyedukowana, nie mam zielonego pojęcia jak wychować własnego psa. W dodatku specjalnie ją skrzywiłam, bo mi sie nudziło. ;) Poza tym kocham wszystkie podbiegające pieski... Pałam do nich ogromną sympatią. To tyle ode mnie, nie potrafię dyskutować z kimś kto nie skupi sie na tym co czyta.

A zapomniałam dodać, prowadzam sukę na ogromnej kolczatce, stąd ta agresja smyczowa! To oczywiste jak 2+2=4!

Posted

Ciężko mi będzie nauczyć 7-8 latka jak ma pracować z dorosłym labem, który i mnie pewnie by ciągał na smyczy jak mu się żywnie podoba. Poza tym moje kompetencje i doświadczenie są dość nikłe - sama mam psa od 3 miesięcy. Czasami (rzadko) widuję psa z którymś z rodziców, więc jeśli będę bez mojego psicha, to podejdę i spróbuje pogadać. Aczkolwiek czarno widzę tę rozmowę po tym jak się mamusia do synka odnosiła;]

Posted

engelina_88 napisał(a):
Ja! Ja! Ja soptkałam! Moim poprzednim psem był jamnik, który generalnie z założenia miał wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu :D Kochany był strasznie, niestety za TM :(



Potwierdzam. Mój tak samo i też za TM :( A niech sobie szczekają :)

Posted

awaria napisał(a):
I tak wam nie wierzę ;)
Z dzisiaj przykład. Starsza Pani z jamniorem, pies oczywiście bez smyczy lezie środkiem chodnika, więc ja mojego skróciłam, żeby przypadkiem nie chciał się z jamnikiem przywitać. Minęliśmy się o dziwo spokojnie... i po 0.5 sek jamnik doszedł do wniosku, że przejście obojętnie obok większego psa jest niewyobrażalną hańbą, zawrócił i dziabnął Barona w tylną łapę;/
Już chciałam wydrzeć się na babcię, ale głupio jej się zrobiło, zaczęła przepraszać, że jej pies to tak zawsze na te duże reaguje. Więc tłumaczę, że mój to jeszcze szczenie i raczej się nie odgryzie, ale dorosły pies mógłby jej jamnikowi krzywdę zrobić bez problemu. I lepiej pieska na smyczy prowadzać jak atakuje inne psy, bo to bezpieczniejsze dla niego. Babcia tak tak oczywiście przepraszam raz jeszcze. Poszłam do domu, zostawiłam Barona, złażę do sklepu, a tam jamnior (znowu bez smyczy) piłuję się na ONka :)


Mam identyczną babcię z upasioną jamniczycą obok w bloku.Te same akcje,sto razy mówiłam babci o smyczy dla pieseczka,ale jak grochem o ścianę.Moja sucz raczej olewa małe wredoty,ale nadejdzie kiedyś dzień,że nie wyrobi i jamnik będzie bez główki.Bo ile razy może dać się gryźć w tyłek???

Posted

A propos jamników...ostatnio też mieliśmy wątpliwą przyjemność spotkać takie urocze zwierzątko :roll: idziemy po osiedlu, pies na smyczy przy nodze, z naprzeciwka zbliża się starsza pani z laską i jamnikiem na flexi. Schodzę nieco na bok, mój pies ignoruje jamnika całkowicie, jamnik niestety mojego psa nie. Zbliżając się, zaczyna warczeć, a przy mijaniu próbuje ugryźć. Babka w ostatniej chwili go odciągnęła i co powiedziała ? "Jak się będziesz tak zachowywał, to ci zaraz tą laską w łeb dam " :roll:
Cóż, bez komentarza...

Posted

CarolineS napisał(a):
To jest zdecydowanie chore, ona nie ogarnia, że jeżeli sytuacja tak wygląda to powinna coś z psem zrobić, wyszkolić?

Nie, nie ogarnia. Tłumaczy ciągle, że pies juz stary (8 lat ma chyba), że dopiero niedawno zaczęła go szkolić (ale rezultaty są, więc o co kaman)? Poza tym jej rodzice są tacy trochę przewrażliwieni ;) Jak pójdzie bez swojego psa, tylko ze mną i moim do lasu, gdzieś 15-20 minut od jej domu, rodzice ją kontrolują. Nie może wejść ścieżką paredziesiąt metrów od drogi, żebym z psem poćwiczyła, porzucała frisbee (a raczej potoczyła ;) ), bo jeszcze ją porwą, zgwałcą i nie wiadomo co zrobią. Raz ze mną weszła, usłyszała na ulicy motor i bieegieeem, bo to mógł być jej tata... ;|


Ktoś pisał o labku i chłopcu. U mnie jest podobnie. 11 latek wychodzi z młodym (ale już dorosłym) labem. Pełen luz, psa sobie trzyma jedną ręką, w drugiej niesie zakupy albo coś. Jak tylko ich widzę, szybki skręt w jakąś uliczkę ;) Bo mój pies grzeczniutki nie jest, może sprowokować, a już nieraz widziałam, jak labek wywala tego chłopaka..


Ja znam fajne jamniki, jaa! Jednego spotkanego na ulicy, drugiego sąsiadów (co prawda dobrze wychowane nie są, ale japy też nie drą), no i psa Cockermaniaczki ;)

Posted

Pies Pustyni napisał(a):
Do takiej,zeby nie trzeba bylo lukiem omijac innych psow,ze prowadzac takiego psa na smyczy,nie musisz sie z nim silowac.
I ja nie pisalem do debila od asta,tylko do osoby interesujacej sie tematem i chcacej (tak mysle) zmienic zachowanie swojego psa.

Pies niestabilny psychicznie, ze złymi doświadczeniami lub chory to pies, który może zareagować nieprawidłowo na różne sytuacje. Chodzenie z dala od psów, w bezpiecznej odległości lub po łuku daje szansę na pokojową korektę. Można powiedzieć, że w przypadku niektórych psów dobrze działa zmęczenie psychiczne lub fizyczne (w przypadku psa cierpiącego ten wariant odpada) wtedy zmniejsza się reakcja na bodźce zewnętrzne.Nie zawsze jednak mamy czas aby zrealizować swój plan bo już za drzwiami klatki schodowej pojwia się nieoczekiwany gość.
Idealna sytuacja to taka kiedy to my wybieramy z jakim psem nasz się kontaktuje i w którym momencie. Z braku takich możliwości ja osobiście wolę się trzymać z dala od niektórych osobników. Bywa, że wydaje nam się, że to nasz jest agresorem bo szczeka, często jednak bywa, że nie dostrzegamy sygnałów przekazywanych przez obcego psa-stawianie uszu, wpatrywanie się. Bywa, że jego reakcja to odpowiedź na kondycję psychiczną naszego-lękliwość i inne oznaki słabości.
Jak sobie radzić? Każdy, kto zna swojego psa sam wie najlepiej. W przypadku psów lękliwych i chorych często zawodzą metody szkoleniowe i tradycyjna metoda dystansu okazuje się tą najlepszą. Korekta słowna czy siłowa (blokada) może się okazać niewystarczająca przy bardzo małym dystansie, szczególnie gdy obcy pies pokaże arsenał znaków ostrzegawczych lub najzwyczajniej w świecie zaatakuje.
Pies Pustyni-ja bardzo ciekawa jestem o jakich konkretnie metodach szkoleniowych myślisz.

Posted

badmasi napisał(a):
Pies niestabilny psychicznie, ze złymi doświadczeniami lub chory to pies, który może zareagować nieprawidłowo na różne sytuacje. Chodzenie z dala od psów, w bezpiecznej odległości lub po łuku daje szansę na pokojową korektę. Można powiedzieć, że w przypadku niektórych psów dobrze działa zmęczenie psychiczne lub fizyczne (w przypadku psa cierpiącego ten wariant odpada) wtedy zmniejsza się reakcja na bodźce zewnętrzne.Nie zawsze jednak mamy czas aby zrealizować swój plan bo już za drzwiami klatki schodowej pojwia się nieoczekiwany gość.
Idealna sytuacja to taka kiedy to my wybieramy z jakim psem nasz się kontaktuje i w którym momencie. Z braku takich możliwości ja osobiście wolę się trzymać z dala od niektórych osobników. Bywa, że wydaje nam się, że to nasz jest agresorem bo szczeka, często jednak bywa, że nie dostrzegamy sygnałów przekazywanych przez obcego psa-stawianie uszu, wpatrywanie się. Bywa, że jego reakcja to odpowiedź na kondycję psychiczną naszego-lękliwość i inne oznaki słabości.
Jak sobie radzić? Każdy, kto zna swojego psa sam wie najlepiej. W przypadku psów lękliwych i chorych często zawodzą metody szkoleniowe i tradycyjna metoda dystansu okazuje się tą najlepszą. Korekta słowna czy siłowa (blokada) może się okazać niewystarczająca przy bardzo małym dystansie, szczególnie gdy obcy pies pokaże arsenał znaków ostrzegawczych lub najzwyczajniej w świecie zaatakuje.
Pies Pustyni-ja bardzo ciekawa jestem o jakich konkretnie metodach szkoleniowych myślisz.

Masz takie problemy ze swoim psem, czy po prostu znasz sie na rzeczy? Opisałaś to tak dokładnie, jakbyś też borykała się z podobnymi problemami, czytając Twoją wypowiedź przez chwilę poczułam się zrozumiana ...

Posted

Magda25 napisał(a):
Masz takie problemy ze swoim psem, czy po prostu znasz sie na rzeczy? Opisałaś to tak dokładnie, jakbyś też borykała się z podobnymi problemami, czytając Twoją wypowiedź przez chwilę poczułam się zrozumiana ...

Mam psa lękliwego-jako jedyny z miotu odziedziczył lękliwość po matce. Można powiedzieć, że dostałam go w prezencie. Ten pies miał zaganiać bydło (to collie) jednak w sforze psów całkowicie się nie sprawdził (był gnębiony). Chcąc nie chcąc wzięłam za niego odpowiedzialność, wielu rzeczy nauczyłam ale z lękliwością nie wygrałam i nie wygram (przejawia także agresję lękową w stosunku do dużych, dominujących psów). Bywają okresy lepsze i gorsze, pracujemy już cztery lata na wielu frontach a końca nie widać. Pies ma substytuty pracy i ciągłe szkolenie ale ideałem nie będzie i muszę się z tym pogodzić. Dlatego rozumiem wszystkich, którzy mają problemy z psami i zazdroszczę tym, którzy z nich wybrnęli.
Pies Pustyni ma jakieś cudowne sposoby na psy problemowe dlatego czekam z niecierpliwością na jego rady;) Może dzięki nim stanę się trochę mniej chamskim psiarzem i nie będę musiała nosić łańcucha w kieszeni (będzie mi lżej).

Posted

badmasi napisał(a):
Mam psa lękliwego-jako jedyny z miotu odziedziczył lękliwość po matce. Można powiedzieć, że dostałam go w prezencie. Ten pies miał zaganiać bydło (to collie) jednak w sforze psów całkowicie się nie sprawdził (był gnębiony). Chcąc nie chcąc wzięłam za niego odpowiedzialność, wielu rzeczy nauczyłam ale z lękliwością nie wygrałam i nie wygram (przejawia także agresję lękową w stosunku do dużych, dominujących psów). Bywają okresy lepsze i gorsze, pracujemy już cztery lata na wielu frontach a końca nie widać. Pies ma substytuty pracy i ciągłe szkolenie ale ideałem nie będzie i muszę się z tym pogodzić. Dlatego rozumiem wszystkich, którzy mają problemy z psami i zazdroszczę tym, którzy z nich wybrnęli.
Pies Pustyni ma jakieś cudowne sposoby na psy problemowe dlatego czekam z niecierpliwością na jego rady;) Może dzięki nim stanę się trochę mniej chamskim psiarzem i nie będę musiała nosić łańcucha w kieszeni (będzie mi lżej).

Chyba wiem co czujesz...Piszę chyba, bo każdy czuje coś innego. Problemy mamy bardzo podobne - pies z agresją lękową. Z tym sie trudno walczy, bardzo trudno pracuje, a efektów czasem nie widać żadnych. Jeden uchachany husky biegnący do nas na wprost i wpychający nos pod ogon, może zniweczyć kilka tygodni mojej pracy, ale jak to Juliusz(ka) napisała "mój pies jest agresywny i to ja mam problem" ;)
Niestety, ale nie zrozumie mnie nikt, to z psem problemów nie ma żadnych, albo takie typowe jak "nie wraca na przywołanie" - co jest oznaką lenistwa właściciela, a nie problemów psa.
Często dobijają mnie ludzie, którzy marudzą ile to ruchu potrzebuje ich pies, że muszą z nim biegać/spacerować/ ćwiczyć... Nóż w kieszeni mi sie otwiera bo to nie jest żaden problem, a po prostu podstawowa potrzeba psa.

Pies Pustyni może i ma cudowne sposoby, ale pewnie wie, że do każdego psa trzeba znaleźć osobny klucz - nie ma uniwersalnej metody na pracę z agresją.

Mnie chamstwa nauczyli inni ludzie, normalnie taka nie byłam... Z brakiem wyobraźni nie wygram niestety.

Posted

Teraz w czasie wakacji nad morzem (bez psów) łaziłam dużo po Pomorzu i zazdrościłam psów, które bawiły się w duzym stadzie, nie rzucały się na siebie. Może kiedyś trafi mi się jeszcze taki fajny, towarzyski pies, chociaż nie ma się co czarować - mam niebywały talent do wzbudzania sympatii u psów zdziczałych, zwichrowanych (złośliwi pewnie powiedzą, że swój do swego). A ze ja się z miejsca w takich psach zakochuję i od razu postanawiam zmienić je, o ile to tylko mozliwe...

Fakt, ze każdy agresor ma hopla na innym punkcie, nie wiem, jak można właśnie generalizować, że WSZYSTKIE psy reaguja tak samo, wysyłają takie same sygnały. Znam takiego, którego ciało mówi "chodź, pobawimy się", a pies jednocześnie warczy. To zbija z tropu i psy w jego obecności głupieją - poza tymi, które go znają i wiedzą, że Ami sam nie wie, czego chce i lepiej go podpuszczac łapiąc za ogon w nogi.

Staram się nie byc chamska wobec innych psiarzy, ale rozwaliła mnie kiedyś taka sytuacja (a raczej szereg sytuacji):
Miałam dalmatyńczyka, baaaardzo szurnietego, więc wiadomo, spacer wężykiem. W wiezowcu obok mnie mieszka baba, która ma (miała? dawno nie widziałam) pinczera, sukę, wredną małpę, która iles tam razy uwiesiła mi sie na nogawce, zawsze z japą leciała na wszystkie psy. Kiedys wyskoczyła na mnie z Puclem i drze mordę, ja Pucla wycofuję, usiłuje skupic na czymś innym, w końcu nie wytrzymałam i wrzeszczę "prosze ją zabrać!". A co baba na to? "Ale ona nic nie zrobi...." Patrzę na suke, która jest wielkości łba mojego psa, patrzę na babę, chwila na zrozumienie, co ona powiedziała, po czym" To znaczy, że chce pani miec psa przerobionego na mielone?" Wtedy zabrała. Kilka tygodni później widziałam tą suke z łapą w gipsie - rzuciła się na zaprzyjaźniona amstaffkę, dziewczynkę starszą, łagodną, po przejściach, ale na wszelki wypadek zawsze w kagańcu. Jak pinczer zaczął się rzucać amstaffce na pysk, to ta tylko rabnęła małą kagańcem... No i łapa w gipsie. Ostatnio znowu, mama szła z Filipem, tamta się rzuciła na Filipa, mama prosiła, żeby baba psa zabrała. Tamta, że "nic nie zrobi". W takim razie mama lekko popuściła smycz. Filip NIGDY nie gryzie, tylko tłamsi soba, nie jest duży, suce krzywdy nie zrobił, ale wiecie? Po tym pierwszy raz widziałam ją na smyczy. Ostatnio chyba ktoś tego psa zagryzł...
Teraz tak, ta kobita narobiła psu krzywdy na maksa, bo mały, to musi nadrobic szczekaniem. Doprowadzała do tego, że cięzka praca nad uspokojeniem psów moich i innych mieszkańców osiedla spalała na panewce. Jej pies miał ileś tam obrażeń spowodowanych swoja agresją - kiedy grzyła ludzi po kostkach, niektórzy traktowali ją butem. To ja nakręcało jeszcze bardziej - wiadomo, agresja rodzi agresję i tworzy sie taka chora spirala. Jak dla mnie horror, ale co w takiej sytuacji zrobić? Iść na wprost ze swoim psem niczym posąg pewności siebie? Ja unikałam jak mogłam, ale jak ona lezie przez pół spaceru 50 metrów za nami, a to małe drące mordę coś tuz za nami, można cholery dostać.

Posted

Ja się przyznaję, mój jamnik nie był jakoś super szkolony, ani socjalizowany w gruncie rzeczy to 16 lat temu na dobrą sprawę nie znałam nawet takiego słowa a wychowaniem psa zajmował się ojciec (miałam 8 lat) Pies był na spacerach zawsze na smyczy dopiero po dojściu na miejsce docelowe był spuszczany ze smyczy pod warunkiem, że w pobliżu żadnego psa nie było. Jeśli tylko był to albo pies był na smyczy albo po prostu szliśmy gdzieś indziej. Nie zaczepiał, w bloku sąsiedzi mieli psa to przejść obok siebie nie mogli bo właścicielka tamtego rękę wyrywaną miała bo jej pies się tak szarpał. A my z Tamim po prostu szliśmy a on zazwyczaj nawet spojrzeniem nie zaszczycał tego szczekacza. I ja się neistety spotkałam z tym, że właściciele dużych agresywnych psów bez problemu pozwolili swoim psom podchodzić do mojego o czym resztą wcześniej tutaj pisałam.

Wiadomo są ludzie i ludzie. Moja babcia wychodząc z rzeczonym jamnikiem tez zawsze miała go na smyczy :)

  • 2 weeks later...
Posted

Dzisiaj na porannym spacerze zaczał biec w nasza strone jamnik, samiec, wygladał juz na dorosłego. Zaczełam odchodzic z Hadarem odwracajac mu uwage, a jamnik zaczał nas gonic. Zawołałam do włascicielki zeby go odwołała, ale pies juz nas dogonił, i na niego krzyknełam zeby poszedł sobie, nie tyle do psa, tylko zeby pani usłyszała, ze nie chcie zeby jej pies do nas podchodził. Hadar sie zaczał nim interesowac, musiałam go odciagnac. Pani zaczeła wołac psa i isc za nami a jamnik sie jej nie słuchał tylko za nami szedł. Na szczescie Hadar jak mu wydałam komende i potem za jej wykonanie nagrodziłam to przestał sie jamnikiem interesowac. Moze odcagniecie nie było najlepszym rozwiazaniem ale juz wole to niz bójke. Nie wiem czy by sie pogryzły czy nie, i nie wiem, z jakim zamiarem biegł do nas jamnik, wiec wolałam tak zrobic. Jamnik jest duzo mniejszy niz chart polski.

Posted

A mnie do szału doprowadza osoba, którą spotykam na spacerach i która powtarza wszystko co mówię do mojego psa... Ja psa wołam, ona też, ja mówię - nie rusz, ona też, ja mówię - dobra sunia, ona też. Zwróciłam jej ostatnio uwagę, bardzo grzecznie, na razie jest spokój, zobaczymy jak długo...

Guest papillonek
Posted

a gdzie Bogarka tu było chamstwo ja tak nie uważam :)

Posted

Bogarka napisał(a):
Ja tez juz nioe raz widziałam kłaki na wybiegu, i raz chyba nawet na chodniku. Ludzie nie chca szczotkowac w mieszkaniu zeby sie mieszkanie nie zakłaczyło

Jak ja tego nie znoszę :/ Też mam takich empatycznych zdolnych inaczej na osiedlu, którzy upiększają krajobraz. Człowiek ma psa nieliniejącego a wraca ze spaceru z kłakami na portkach. A jak jest sucho i wietrznie to i we włosach można je potem znaleźć.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...