Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja zazwyczaj jeśli idę to z sunią, bo mały jest zbyt zakręcony na taką wycieczkę; mam ok 2 km pieszo więc sobie idziemy spacerkiem, idę do ojca na grób, jakieś 5-6 grobów od bramy, siadam na trochę odsapnąć i pomyśleć, zapalić świeczkę, i wychodzimy. Jeszcze nikt mi przez x lat nie zwrócił uwagi czy nie wydawał się zbulwersowany - ludzie raczej się uśmiechają, kiedy widzą, że pies grzecznie leży mi pod nogami. I wybaczcie, ale nadal nie wiem, co w tym złego i na pewno bym sie nie dała sponiewierać osobie, która próbowałaby mnie stamtąd wypędzić dla swojego widzimisię.
Mam wrażenie, że niektórzy mimo wyjaśnień nadal na hasło "pies na cmentarzu" widzą zwierza motającego się na smyczy, wskakującego na groby, lejącego i srającego gdzie popadnie, i ujadającego na innych odwiedzających czy inne kwiatki...

Nie porównywałabym tego do przyprowadzania psa do dentysty, bo to gabinet lekarski, gdzie nieraz przeprowadza się zabiegi grożące najzwyczajniej w świecie zakażeniem; tu nie ma dyskusji.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='zmierzchnica']Nie jestem katoliczką może, bliżej mi do ateizmu raczej, może dlatego nie rozumiem tego stwierdzenia o "braku szacunku do innych". Na cmentarz wchodzą też bezpańskie psy i koty, na groby załatwiają się ptaki i jest to zupełnie normalne. Cmentarz to miejsce jak każde inne, i jeżeli pies nie przeszkadza innym (szczekanie, załatwianie się), to co za różnica, czy tam jest czy nie?
[QUOTE]

Ja napisałam, że robię to przez szacunek dla innych, a nie o braku szacunku. I nie chodzi o zmarłych, ale o żywych. Ludzie mają różne podejście do psa na cmentarzu. Robię to przez szacunek dla osób, które dzień, dwa,... dni wcześniej pożegnały tam bliską osobę. Nie chciałabym aby widok psa na cmentarzu sprawiał im dodatkowy ból. Mój tato już nie żyje 8 lat. Mimo, że kocham psy i wiem że dobrze wychwany pies zachowa się lepiej niż nie jeden człowiek, to w pierwszym tygodniu po pogrzebie jakbym spotkała kogoś z psem w takim miescu, to dobiłoby mnie jeszcze bardziej. Ludzie pogrążeni w żałobie i bólu po stracie bliskiej osobie nie myślą racjonalnie. I idąc z psem przez cmentarz jaką masz pewność, że nie spotkasz kogoś, kto wczoraj pochował ojca, itp... Czy chciałabyś, aby Twój pies sprawił komuś ból.

Cóż takie jest moje zdanie - mimo że psy w moim życiu są bardzo ważne - to psom na cmentarzu mówię stanowcze nie.

Posted

wiecie że w Szwecji każdy pies musi przejść szkolenie? po prostu musi - tak jak u nas musi być szczepiony tak i u nich musi być wyszkolony - nie może szczekać, skakać na ludzi, atakować innych zwierząt, ganiać za ptakami i kotami - po prostu nie może bo są straszne kary.
Ostatnio słyszałam od jednej pani jakie to ona ma grzeczne pieski i w ogóle, że się słuchają że potrafią się zachować i w ogóle.. i podszedł mąż tej pani z dwiema bestiami na smyczy, skaczącymi, ujadającymi i łapiącymi za kostki, próbujące zjeść mojego psa i moje buty..
do póki ludzie będą uważać że ich pies drący ryja z balkonu czy skaczący na każdego jest grzeczny będę stanowczo na nie dla wprowadzania psów do sklepu, kościołów czy na cmentarz.
Nie mówię że wasze psy są właśnie tak "grzeczne" - ale ogólne pozwolenie na wprowadzanie psów w różne miejsca będzie kłopotliwe - bo jak wiemy idiotów w Polsce nie brakuje ;)

Posted

sachma napisał(a):
ale ogólne pozwolenie na wprowadzanie psów w różne miejsca będzie kłopotliwe - bo jak wiemy idiotów w Polsce nie brakuje ;)

Też tak sądzę - na dzień dzisiejszy byłaby to kolejna sprawa, co do której teoria kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się praktyka ;) Może najpierw takie obowiązki jak w Szwecji - czyli szkolenie czy się chce, czy nie chce, a potem dopiero przywileje.
Mnie obecność psa na cmentarzu nie przeszkadza, jednak biorąc pod uwagę, że "po sąsiedzku" może być pochowana rodzina kogoś, kto uważa, że miejsce psa jest przy budzie, a cmentarz to ziemia poświęcona, to - choć nie zgadzam się z jego światopoglądem - trudno mi narażać kogoś na takie niemile widziane spotkanie przy grobach, bo wiem, że go to dotknie. Zdarzało mi się zabierać psa na cmentarz, na groby bliskich - ale późnym wieczorem/nocą. W dzień jakoś nie mam sumienia epatować zwierzakiem tych wszystkich zbolałych ludzi, bo nie wiem, co im w głowach siedzi. Inna sprawa, że na cmentarzu, na którym leżą moi bliscy, ponoć regularnie bywa malutki piesek (chyba jeszcze bywa, nie wiem). Opowiadał mi o nim grabarz - to psina nastoletniej dziewczyny, która zmarła ze trzy lata temu. Jej rodzina mieszka tuż obok cmentarza. Pies przekrada się przez ogrodzenie i podobno przychodzi 'posiedzieć' przy grobie. Jest płochliwy - jak próbowaliśmy podejść, to się ewakuował do domu. Pewnie przyzwyczaił się do częstych odwiedzić wraz z rodziną dziewczyny albo ma jakieś inne swoje powody, ale brzmi romantycznie, nie? Nawet pan grabarz mówił o psiaku z rozczuleniem :)

Posted

ja w niedzielę zostałam stratowana przez buldoga. pies na smyczy i w ogromnej kolczatce ciągał swojego słitaśnego pańcia gdzie mu się żywnie podobało. no i spodobało mu się pognać do mojej Tessi. właściciel zamiast nauczyć psa za szczeniaka normalnego chodzenia to widocznie miał to głęboko w 4 literach, pies ruszył na Tessi, mała się przestraszyła, schowała za mojego męża - pech chciał że na drodze stałam jeszcze ja - pies przetoczył się po moich nogach (na moje oko jakieś 30 kilo), zdarł mi smyczą skórę z nogi i nabił kilka sińców. a właściciel co? NIC! nawet nie podszedł tylko na odległość smyczy prosił psa żeby zostawił Tessi w spokoju. tak prosił i wygłaszał do niego "mowę" że przeszkadza. no taki cyrk to dawno widziałam. wściekłam się, zmieliłam parę przekleństw pod nosem, ale następnym razem nie będę się hamować i sobie ulżę :mad::mad: pies w sumie nie leciał z agresją i to mnie trochę "zastopowało" w chęci zrobienia miazgi z gościa. ale - leciał. powinien być nauczony że tak się nie robi. moja su ma 8 miesięcy i takich jaj nie odstawia!
staram się myśleć i od innych wymagam tego samego - nie wyobrażam sobie żeby moja mała ważąca 4 kilo była tratowana przez 30 kilowego psa :mad: bo mogłoby się to skończyć np uszkodzeniem kręgosłupa :mad:
czy naprawdę tak trudno jest myśleć??? :mad: :mad: :mad:

nie wiem czy miałabym podstawy zawiadamiania straży miejskiej, skoro pies był na smyczy? (chciałoby się powiedzieć i co z tego! :mad: )

Posted

nie wiem czy miałabym podstawy zawiadamiania straży miejskiej, skoro pies był na smyczy? (chciałoby się powiedzieć i co z tego! )


miałabyś bo wyżądził realne szkody a nawet uszkodzenie ciała ;) bo zdarta skóra to też uszkodzenie ciała.

Posted

kto uważa, że miejsce psa jest przy budzie, a cmentarz to ziemia poświęcona, to - choć nie zgadzam się z jego światopoglądem - trudno mi narażać kogoś na takie niemile widziane spotkanie przy grobach, bo wiem, że go to dotknie.


Myslalem,ze to raczej muzulmanie maja taki stosunek do psow,a "nasi" powinni je raczej szanowac.Sw.Rocha chyba nie znaja ;).

A o tym piesku z cmentarza to piekne jest,bez wzgledu na to,czy to prawda,czy grabarz koloryzuje...

Posted

to raczej prawda bo i ja miałam taką sytuację, gdy byłam malutka miałam psa Puszka był z nami przez 16 lat, no ale dobra nie o tym mam pisać. No i jak byłam malutka, zmarł mój dziadek, a Puszek był z nim bardzo zżyty. Któregoś dnia Puszek uciekł na spacerze wujkowi (synowi dziadka), wujek poszedł za nim, co się okazało Puszek od razu pobiegł na grób dziadka chociaż nie widział, gdzie pochowano dziadka. Często tam chodził jak chodziliśmy z nim na spacery.

A druga moja historia też jest wg mnie wzruszająca. Na działce miałam jeszcze rok temu dwa psy Maxa i Toffika. 3 maja Max zdechł, więc zakopaliśmy go na działce z tyłu pod drzewkiem. Toffik był znajdą i z Maxem był chyba ok 2-3 lat odkąd go tata znalazł i przywiózł na działkę, oboje zżyli się ze sobą bardzo, razem spali, razem jedli, razem się bawili i bronili siebie nawzajem. Toffik też nie wiedział gdzie mój tata zakopał Maxa. Po może ok 2h pojechaliśmy do domu. Tata jedzie na działkę do rpacy na drugi dzień, patrzy Toffika nie ma, woła go woła, a Toffik nic, poszedł sprawdzić z tyłu działki czy może jest i był. Spał w miejscu gdzie jest zakopany Max.:-(

sorry za offa

Posted

sachma napisał(a):
wiecie że w Szwecji każdy pies musi przejść szkolenie? po prostu musi - tak jak u nas musi być szczepiony tak i u nich musi być wyszkolony - nie może szczekać, skakać na ludzi, atakować innych zwierząt, ganiać za ptakami i kotami - po prostu nie może bo są straszne kary.
)


Ale jak to wygląda w praktyce? I kto sprawdza czy pies faktycznie nie pobiegnie za kotem czy ptakiem?

Jakoś sobie nie wyobrażam tego sprawdzania - policja czy straż miejska nosi kota pod pachą i puzcza go przed psem i patrzy co ten zrobi na jego widok? :)

I co jak ktoś ma psa od niedawna i dopiero go uczy wszystkiego a tego się nie da zrobić w kilka dni?

Posted

Ciotka mieszka w Szwecji - tam sąsiedzi najzwyczajniej w świecie donoszą ;) jeśli pies szczeka, to dzwonią na straż, jeśli pies na kogoś skoczy to straż, rutynowo są sprawdzane szczepienia i szkolenie - tak jak u nas straż miejska ma prawo sprawdzić czy pies ma szczepienie przeciw wściekliźnie, tam ma prawo sprawdzić czy masz zaświadczenie ze szkolenia.
Jak pies na kogoś skoczysz to płacisz mandat, nie ważne ile pies ma ;) i to mi się strasznie podoba, bo jak ktoś głupi i psa nie pilnuje to niech płaci, a nie że mnie jakiś szczenior wyświni, ale przecież TO TYLKO SZCZENIAK, a ty głupi przechodniu zapindalaj do domu żeby się przebrać i zdążyć tam gdzie się spieszyłeś, ale nie dotarłeś bo spotkałeś słitaśnego szczeniaka który sprawił że twoje białe spodnie stały się brązowe.. u nas niby też tak jest, że odpowiadasz materialnie za szkody, tylko że u nas straż miejska zakłada blokady na koła i ustawia fotoradary a tam przybywa na zgłoszenie i ściga nieodpowiedzialnych właścicieli ;)
ale Szwecja to temat rzeka - tam wykrywalność większa i ścigają bardziej, tam na prawdę strach jechać nawet 10km szybciej niż pozwalają, bo kary są straszne a patrol zawsze się gdzieś znajdzie..

Posted

No zaraz ale chyba w Szwecji psy nie rodzą się razem z tymi zaświadczeniami? :) Przecież wychowanie to proces trwający wiele czasu, praktycznie do końca życia psa, nie da się załatwić tego w ten sposób jak z zastrzykiem na wściekliznę (poniedziałek zastrzyk, wtorek papierek od szkoleniowca i już po wszystkim). To co piszesz wydaje mi się utopią a po namyśle stwierdzam, że nie chciałbym mieszkać w kraju gdzie normy są oparte na donosicielstwie i wzywaniu co chwila straży tylko dlatego, że pies na kogoś zaszczekał...

Posted

nie zaszczekał a szczeka ;) a ja bym chciała żyć w kraju gdzie pies mi pod oknem nie ujada cały boży dzień, ale żyje w Polsce i psy sąsiadów (po jednej stronie ON, po drugiej stronie golden) potrafią wydrzeć ryje o 3 w nocy.. ON robi to pod moim oknem.. w nocy nie mogę okna otworzyć bo zaraz rozdziawia gębę.. sąsiedzi mają to w d.. "bo to przecież psy! a psy szczekają." a straż gminna też wiele zrobić nie chce (nie podlegamy pod miejską..)
Jasne że psy się nie rodzą z zaświadczeniami, ale ze szczylem po kwarantannie idziesz na szkolenie - i o to chodzi.. i tak być powinno.. a nie że my z Leonem idziemy do przedszkola i uczymy się tego czego szczenie powinno się uczyć w czasie kwarantanny (siad, stój, leżeć, zostań.. chociaż my nie dotrwaliśmy do zostań, bo się nam po prostu nudziło w kółko na każdych zajęciach uczyć się siad stój leżeć.. )

Posted

Ciekawe jak w tej Szwecji radzą sobie z psami szczekliwymi z natury, gdzie szczekanie niemalże wpisane jest we wzorzec ze względu na jego wartość użytkową pielęgnowaną przez setki lat. Może tak jak w USA?

Posted

nie wiem jak jest w USA.
Wiem że ciotka szuka psa do miasta, do domku jednorodzinnego i właśnie opowiadała o sporych wymaganiach - chciała onka który niedługo ma przejść na emeryture, ale bydlaczek szczekliwy strasznie, a ona nie chce mieć kłopotów.. i właśnie opowiadała jak to u nich funkcjonuje, ale tam świadomość społeczna większa, tam już nawet o mandaty nie chodzi, ale to WSTYD mieć niewychowanego i szczekliwego psa..

Posted

Do tej pory na terenie całych Stanów Zjednoczonych można było poddać swojego pupila kontrowersyjnemu zabiegowi, który w większości krajów na świecie jest zabroniony. Tzw. debarking ma na celu uciszenie psa lub kota poprzez podcięcie lub całkowite usunięcie strun głosowych. W jego następstwie okaleczone zwierzę wydaje jedynie cichy, przytłumiony dźwięk.


żródło :http://wyborcza.pl/1,76842,8164146,Tam_psy_moga_szczekac.html

Posted

Szczerze? po tym co przechodzę od 24h nie miałabym nic przeciwko - suka sąsiadów dostała jakieś cholery.. drze ryja od wczoraj.. robi sobie przerwę na obiad drzemkę i siku i dalej.. od godziny drze ryja i nie wiem do tej pory na co - darła ryja o 20, 23, 2, 4, 5... przynajmniej wtedy wydarła się tak że mnie budziła :) drze ryja też teraz :) i darła w ciągu dnia kiedy sobie na balkonie magisterkę pisałam :) drze ryja tak że nie mogę myśli zebrać, bo suka staje pod naszym płotem i drze ryja, bo drugi płot to już oszczekiwać nie trzeba.. powiedziałam sąsiadce żeby ją uspokoiła bo to już przechodzi wszystkie normy - co zrobiła? zamknęła ją w kojcu, więc suka zaczęła nie tylko szczekać, ale wręcz ujadać! a jak ją spuściła to znów pod płot i darcie ryja w moje okna - TAK! jestem za tym bestialskim zabiegiem jeśli dzięki temu będę miała spokój, bo to nie jest normalne jak pies szczeka na ptaki, drzewo czy otwierane okno.

Posted

Chcemy tego czy nie, akceptujemy czy nie to szczekanie jest psim narzędziem komunikacji, sprawia że pies jest szczęśliwy i ma poczucie że dobrze spełnia swoją rolę stróża. U niektórych ras cechę tą wzmacniano ze względu na wartość użytkową-to co budowano tak długo niezwykle trudno wyeliminować ot tak (szczególnie u psów pasterskich, stróżujących). Pies to nie motor, który można albo odpalić albo wyłączyć. Oduczanie szczekania jest procesem długotrwałym i niełatwym. Wątpię aby jakiekolwiek szkolenie na placyku wyeliminowało szczekanie u psa. Moje psy milkną na komendę lub klaśnięcie ale czasami pozwalam im się wyszczekać do woli, niech wiedzą że żyją!

Posted

To nie tak do końca, psy to nie dzieci. Ludzie stworzyli rasy, pewne cechy wzmacniali, pewne osłabiali a teraz życzą sobie aby tak "pstryk" i wyłączyć. Niektóre z psów nie szczekają tylko wyją jak np. malamuty i co teraz z tym wyciem? To "wilcza" cecha malamuta, coś co czyni go psem danej rasy, tak jak owczarek jako niezłomny stróż ma zakodowane w genach szczekanie. Nie twierdzę, że szczekliwości nie można osłabić ale całkowicie wyeliminować się nie da. My możemy tu sobie dywagować ale ja jako posiadaczka dwóch owczarków i mająca visavis dwa owczarki niemieckie wiem, że zmuszenie tych diabłów do siedzenia cicho jest całkowitą niemożnością (mówię tu o moim letnim domu na wsi). Co innego w mieście, nie pozwalam ujadać co nie znaczy że się to nie zdarza. Przy zostrzonym, bardzo restrykcyjnym prawie wolałabym nie mieć psa niż poddać go zbiegowi podcinania strun głosowych.

Posted

Nie pozostaje nic innego, jak dobieranie rasy i osobnika do miejsca zamieszkania i tu jest problem ze świadomością ludzi. Może to, jak z naszym przyszłym psem będzie się czuło otoczenie powinno stanowić ostateczne kryterium wyboru. Ale czy ludzie w ogóle się nad tym zastanawiają? Wątpliwe.

Sachma, pies szczeka i tyle. Warto jednak zadbać, by było to kontrolowalne. Tak jak pisała badmasi, niech się pies wybrzęczy gdzieś, gdzie nie jest to tak uciążliwe, a w domu niech będzie w stanie na komendę, sygnał się wyciszyć. Tak samo dzieci się muszą wyszaleć, a nastolatkom potrzeba spotkań, imprez. Grunt, by nie przeginały z decybelami i atrakcjami ogarniającymi swym zasięgiem także sąsiadów.

Posted

sachma napisał(a):
miałabyś bo wyżądził realne szkody a nawet uszkodzenie ciała ;) bo zdarta skóra to też uszkodzenie ciała.

następnym razem go postraszę strażą ;) wypadki się zdarzają, jakby podszedł i powiedział zwykłe głupie przepraszam to by nie było sprawy. naprawdę czasem dochodzę do wniosku że nikt tak nie potrafi napsuć krwi zapsionemu jak drugi zapsiony.

Posted

To nie chamstwo tylko moze niezbyt madry pomysł. Wczoraj byłam z Hadarem na wyspie Małgorzaty. Zeszłam z mostu weszłam w jedna alejke. Zobaczyłam za soba jakies dziewczynki z pieskiem troche wiekszym niz jamnik ale pomyslałam, pójde szybciej. Przeszlismy sie kawałek nagle usłyszałam za soba:
-Stój, stój, stój!
Spojrzałam do tyłu. Dziewczynka która trzymała psa w tej samej chwili sie przewróciła. Okazało sie ze na nogach miała wrotki a nie buty. I jej kolezanka tez. A pies był na smyczy. Uwolniony zaczał isc w kierunku Hadara. To był samiec. Powiedziałam zeby go odwołały i poszłam w innym kierunku. Pózniej jeszcze ze dwa razy je zobaczyłam ale je ominelismy.

Posted

dzisiaj smigająć srodkiem miasta zobaczyłam jakiegoś dzieciaka -taki flimon na ok.12-13 lat stoi, pies zaczął go ciągnąć na smyczy więc znalazł świetne rozwiązanie: zamachnął sie na psa i zaczął go bić tą smyczą !!!!
jak było za mało to poprawił jeszcze pięściami!!!
bez kitu , stałam jak wryta...
biegne do flimona i pytam sie: pęknąć cie w łeb tą smyczą???!może ja się na tobie wyżyje jak na worku do boxu?!! flimon wielce zdziwiony...
oczywiści watpie żeby cokolwiek zrozumiał , no bo przeciez to jego własność, jego worek,przedmiot który nie ma uczuć i nie powie że go boli, widocznie tak jego spaczony mózg odbiera psa.

Posted

normalnie czytam ten watek jak mieszanke horroru, kryminalu i sensacji. Z lekka nutka dramatu. Tu gdzie mieszkam rzadko spotykam sie z pelnowymiarowym chamstwem. Za to nagminnie spotykam sie z ogromnym zainteresowaniem w stosunku do moich psow. Sadie jest urocza, puchate policzki, jasny sliniak pod broda, farfocle za uszami. Kazdy dzieciak rwie sie ja glaskac. Z bogiem sprawa bo ona do ludzi ma anielska cierpliwosc i mozna by ja w kostke pokroic a ona by sie jak glupia cieszyla. Ale Luka ma rozlegla strefe prywatna i nie zawacha sie nawrzeszczec na nachalnego czlowieka.
Sytuacja: ide sobie wczoraj ze spaceru z psami, one grzecznie przy nodze, jedno po jednej drugie po drugiej skupione na itensywnym marszu. Z naprzeciwka widze matke z dzieckiem w wozku i drugim na takim jezdzcym glosnym talatajstwie. Odsunelam sie lekko na druga strone drogi bo mysle sobie "ten wozek potrzebuje miejsca" ale marszu nie przerwalam bo nie bylo powodow. Nagle ten maly dzieciak zsiada z tej swojej plastykowej maszynki i z otwartymi ramionami idzie objac Luke. Zatrzymalam sie i mowie do matki ze te psy maja po 42 zeby a dzieciak tylko 10 palcy a i tych moze juz dlugo nie miec i ja bym prosila zeby niebezpieczne istoty trzymac na smyczy tak jak moje psy. A ta z oburzona mina cos do tego dzieciaka zawolala i smierdziel sobie poszedl. Nie mam nic przeciwko dzieciom i tak dlugo jak tylko Sadie jest obiektem ich zainteresowan tak dlugo jest dobrze. Mam szalony pomysl zeby zajecia z bechawiorystyki psow odbywaly sie w podstawowkach na zasadzie porad jak sie zachowywac a jak sie nie zachowywac w stosunku do psow.

Posted

"Vion" napisał(a):
Mam szalony pomysl zeby zajecia z bechawiorystyki psow odbywaly sie w podstawowkach na zasadzie porad jak sie zachowywac a jak sie nie zachowywac w stosunku do psow.

Mi juz to tez przyszło do głowy w przedszkolu i moze w złobku u starszych dzieci tez by trzeba. Dorosli tez bardzo czesto nie wiedza jak sie do psa podchodzi

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...