hecia13 Posted July 27, 2010 Posted July 27, 2010 Martens napisał(a):Ja dreptałam zazwyczaj za wschodnim, w okolicach ulicy chodakowskiej i podobnych i tam tego zjawiska było sporo - aczkolwiek nie byłam tam od jakichś 3 lat, więc może trochę się zmieniło. A z tamtej strony to może i tak... Nie wiem, my grasujemy od frontu na pięknej łączce na ogół dość pustej. Wieczorkiem trochę piesków wychodzi, ale Marika jest spokojna i raczej nie zaczepia nikogo :lol: Quote
MaDi Posted July 27, 2010 Posted July 27, 2010 W końcu i ja spotkałam dziś yorka bez smycz i obroży, oczywiście leciał do nas ale jego pan zareagował z wielkimi pretensjami do swojego psa,że się nami zainteresował. Psina okazała się mądrzejsza od swojego pana i w ostatniej chwili się zatrzymała, a korciło ja strasznie:lol: Miał szczęście bo jeden z moich psów mógł by go złapać choć raczej nie zwraca uwagi na takie maluszki. Quote
vege* Posted July 28, 2010 Posted July 28, 2010 No i dziś znowu z chamstwem się spotkałam. Szłam sobie z Nuką, wyszłyśmy z cmentarza i od razu podbiegły do nas dwa pekińczyki i zaczęły ujadać. Właścicielka oczywiście śpiewka "one nie gryzą, one są spokojne, proszę się nie bać". Dobra na razie nic nie mówię, nie chciałam sobei humoru psuć. Nuka najpierw nie zwracała uwagi i na początku się przestraszyła, bo jeden z psów wleciał jej pod ogon. W końcu Niuniek się wkurzyła i dziabnęła psa w nos, a właścicielka "dobrze, dobrze niech wie, że tak do psów podlatywać nie można". Ja robię oczy jak 5 zł i gapię się głupio na babkę :-o W końcu sobie poszłam, ale później spojrzałam, czy któryś z pekińczyków nie leci za nami, okazało się, że nie, ale właścicielka chyba próbowała uderzyć jednego z nich laską, którą miała w ręku bo jakoś dziwnie nią machała. :shake: W doopie to już miałam, nic nie powiedziałam bo nie mogłam nic wymyślić na już ;p Quote
Migori Posted July 28, 2010 Posted July 28, 2010 Juliusz(ka) napisał(a):Bohaterem dziesiejszego wieczoru zostaje: T-O-T-A-L-N-Y BRAK WYOBRAŹNI. Podjeżdżam pod lasek. Wysiadam, szykuję sprzęt(spacer z treningiem). Widzę, że z lasku wychodzą młodzi ludzie z podrostkiem ON. Przeczekam. Przysiedli w samym wyjściu. Trudno, zbieramy się i będziemy myśleć jak się minąć. Ruszają jednak. ONek bez smyczy. Widzą nas - mój pies jeszcze w aucie, ale drzwi już otwarte + ja w drzwiach. Wyglądało, że pies mojego nie zauważy. Jednak zauważył. Trzeba się przywitać... ONek po kilku próbach odwołania, zostaje odłowiny jakiś metr(maksymalnie) od mojego auta. Ja przyduszona drzwiami, ale co tam! Pychol nie wystrzelił:multi:(kiedyś nie do pomyślenia przy JEGO aucie), więc do rękoczynów z mojej strony nie doszło. Mówię więc tylko do parki: 'Nie róbcie tak, szkoda psa.' A koleś do mnie 'Mojego, czy Twojego?' Jasna doopa. Ludzie to debile... Szczęście jednak, że się nam mijać nie przyszło, bo podrostek - dzięki wyobraźni właściciela - miałby 'fantastyczny' socjal:shake: Czy ten sympatyczny pieseczek miał może na imię Cywil ?? Właściciele z tych- "on chce sie tylko pobawić" :) Kocham takich ludzi. Quote
Juliusz(ka) Posted July 28, 2010 Posted July 28, 2010 Magda25 napisał(a):Czy ten sympatyczny pieseczek miał może na imię Cywil ?? Właściciele z tych- "on chce sie tylko pobawić" :) Kocham takich ludzi. Imię nie padło ;) Magicznych słów o witanku/bawionku/poznawanku nie było, bo ja całą sobą*dawałam jasno znać: NIE PODCHODZIĆ. Odwołanie się nie udało i dlatego uznałam, że warto ich na nas uczulić, tak na przyszłość. Naprawdę grzecznie, spokojnie uwagę zwróciłam. I tak źle... Quote
Migori Posted July 28, 2010 Posted July 28, 2010 Juliusz(ka) napisał(a):Imię nie padło ;) Magicznych słów o witanku/bawionku/poznawanku nie było, bo ja całą sobą*dawałam jasno znać: NIE PODCHODZIĆ. Odwołanie się nie udało i dlatego uznałam, że warto ich na nas uczulić, tak na przyszłość. Naprawdę grzecznie, spokojnie uwagę zwróciłam. I tak źle... Pewnie że źle, bo powinnaś buzię wydrzeć inaczej nie dociera. Dziś, właśnie Panu do Cywilka tłumaczyłam, że moja suka ma chore stawy i nie chcę żeby ten 60kg pies po niej skakał. Pan tłumaczył mi natomiast (kiedy ja Cywilka trzymałam za obrożę) że Cywilek przecież tego nie rozumie, że chce sie tylko bawić.... Litości, czy ludzie na prawdę są tacy ograniczeni czy tylko udają ? Quote
evel Posted July 28, 2010 Posted July 28, 2010 Juliusz(ka) napisał(a):Naprawdę grzecznie, spokojnie uwagę zwróciłam. I tak źle... I zdaje się, że to jest właśnie clou - na niektórych należy wydrzeć się z daleka i najlepiej udawać niepoczytalnego wariata, bo inaczej nie dociera :roll: Quote
badmasi Posted July 28, 2010 Posted July 28, 2010 Wczoraj spotkałam się z koleżanką. Ona nie ma psów nie miała też urlopu dlatego ostatnie dwa tygodnie gdy nie było mnie w Warszawie spędziła na spacerach po Polach Mokotowskich. Spytałam się czy nie drażni jej ta swołocz, która anektuje Pola dla siebie i swojego chamstwa. Powiedziała, że i owszem a szczególnie psiarze. Obie doszłyśmy do wniosku, że ostatnio bardzo modne stały się wyrzutnie do piłek dla psów. Rozchachani właściciele nadziwają piłkę na to cudo i pierdut w spacerowiczów, inne psy, na kocyki itd. Tuż przed wyjazdem miałam do czynienia z dwoma takimi zajściami gdy z dużej odległości piłka pierdyknęła w mojego psa, tuż za nią pojawiał sie rotek lub labek i zamiast na piłkę rzucał się na moją sukę. Potem podbiegał właściciel i walił w swojego psa ową wyrzutnią aby odhaczył się od mojego psa. Nie ma to jak dobra zabawa. Po powrocie do miasta długo nie odwiedzę Pól Mokotowskich, poczekam aż zrobi się zimno i wszystkich zabawowiczów unieruchomi jesienny program w TV. Quote
malajka Posted July 28, 2010 Posted July 28, 2010 ja kategorycznie nie pozwalam obcym psom na podchodzenie do mojego, mówie stanowczo i konkretnie i mam gdzieś kto co sobie pomyśli. te psy , które znam nie ma problemu moga podejść i się przywitać , choć zawsze obserwuje ich reakcje między sobą. największy problem jest z psami, które są puszczane luzem a gdzieś z daleka "mądry'" właściciel z dala krzycze żeby zabierał psa. Quote
Diora Posted July 29, 2010 Posted July 29, 2010 Ja na szczęście nie mam tego typu problemów. Moja psica chodzi na smyczy, ale pozwalam jej na kontakt z innymi psami, nawet tymi nieznanymi lub puszczonymi "luzem". Ostatnio nawet moja suczka poznała nową koleżankę - śmiałyśmy się z jej panią, bo przez długi czas omijałyśmy się specjalnie szerokim łukiem. Jak przypadkiem na siebie wpadłyśmy, psy się niepewnie obwąchały i polubiły :) Jestem pewna, że gdyby każda z nas skróciła smycz i odciągała swojego psa, to awantua międzyfutrzakowa murowana... Quote
malajka Posted July 29, 2010 Posted July 29, 2010 no widzisz co człowiek to inne zdanie, moja ma grono swoich futrzków zazwyczaj jej gabarytów i z nimi się bawi .Stronie od dużych psów , bo w straciu z nimi moja ma małe szanse obrony, wiec nie bede jej narażać. takie jest moje zdanie ty masz inne i luz. Quote
evel Posted July 29, 2010 Posted July 29, 2010 A ja bym chciała mieć wybór, z jakimi psami zapoznam mojego psa, a z jakimi nie. A niektórzy tego wyboru nie dają :roll: Dzisiaj wieczorem zaatakowała nas puszczona luzem suka w typie JRT, podbiegła po cichu, wgryzła się w zuzowy tyłek (na szczęście trafiła w kudły) i zwiała. W sumie to nie jej wina, bo jest znudzonym psem, którego jedyną rozrywką jest bieganie po ulicy. Ale żeby było ciekawiej, jej właścicielem jest policjant. Szkoda, że pod wpływem emocji człowiek nie myśli, tylko jak najszybciej chce odejść, bo właściwie chyba powinnam do pana się wybrać z wizytą i poinformować go grzecznie, że za każdym następnym razem dzwonię na policję. Trudno, będę dzwonić bez uprzedzenia :roll: Quote
Litterka Posted July 29, 2010 Posted July 29, 2010 Obawiam się, że niewiele wskórasz... Już oni na kolegów nie doniosą... :( Quote
evel Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 [quote name='Litterka']Obawiam się, że niewiele wskórasz... Już oni na kolegów nie doniosą... :( Choćbym miała rozmawiać z komendantem, wójtem czy proboszczem, to zrobię wszystko, żeby koleś coś zrobił ze swoją suką, bo głupio mi ją kopać czy walić jej gazem po gałach, a niestety tylko tak mogę obronić swojego psa :roll: Tupanie i krzyki nie pomagają, bo suka jedna omija nas i kąsa psa :mad: Za to dzisiaj na osłodę, na przystanku spotkałam mądrą mamę z dzieckiem może 1,5-rocznym :) Młody pokazał na psa i zaczął się chichrać, że "łała" i podchodzić, to powiedziałam, że może lepiej nie, bo suka nie przepada za dziećmi* - mama zwinęła synka za fraki i mógł sobie stać obok i podziwiać "łałę", ale bez podchodzenia ;) Ale i tak najlepsza była sytuacja w środku miasta, kiedy zaszarżował na nas przerośnięty ONek, a co z tego, że na smyczy i w kagańcu, skoro właścicielka nie mogła go utrzymać i szła prosto na nas ciągnięta przez swojego psa :roll: Ciekawa jestem, jak by się skończyło, gdyby trafiła na drugiego tak milutkiego pieseczka z równie bezradną pańcią... *normalnie pozwoliłabym, żeby dziecko rzuciło psu karmę, ale Zu zdarza się puścić pawia w samochodzie a właśnie czekałyśmy na autobus ;) Quote
Migori Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Czy ja mówiłam że kocham pieseczki na flexi ? Nie? to mówię, kocham pieseczki na flexi, mało tego uwielbiam duże pieseczki dla flexi w poczekalni u weterynarza... jakby tego było mało kocham krzykliwe i piskliwe panie owych dużych pieseczków na flexi w poczekalni u weterynarza.... Boshhh Miałam dziś okazję widzieć to zjawisko i zastanawiałam się gdzie uciekać, bo owy pieseczek robił co chciał, jak chciał i co tam jeszcze... nie muszę mówić że jego pańcia była przeszczęśliwa z zachowania pupilka... normalnie sama zacznę brać leki zanim pójdziemy z suczą do weta. Quote
Litterka Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Magda25 napisał(a):Czy ja mówiłam że kocham pieseczki na flexi ? Nie? to mówię, kocham pieseczki na flexi, mało tego uwielbiam duże pieseczki dla flexi w poczekalni u weterynarza... jakby tego było mało kocham krzykliwe i piskliwe panie owych dużych pieseczków na flexi w poczekalni u weterynarza.... Boshhh Miałam dziś okazję widzieć to zjawisko i zastanawiałam się gdzie uciekać, bo owy pieseczek robił co chciał, jak chciał i co tam jeszcze... nie muszę mówić że jego pańcia była przeszczęśliwa z zachowania pupilka... normalnie sama zacznę brać leki zanim pójdziemy z suczą do weta. Kontynuuj, zaczyna się ciekawie...:diabloti: Quote
Migori Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Hahaha na prawdę chcesz to czytać :) ? Więc uwaga zaczynam... Nakreślę sytuację... 9 rano, Klinika, Poznań, ruch ogromny, w poczekalni ok. 7 psów, duża spokojna suka laba, buldożek, moja sucz, jamnica na kolanach swojego pana, duży samiec laba, wyżeł i suka doga... wchodzi szczebiocząca paniusia z rozlatanym goldenem na flexi i jak to golden ma w oczach "witaaaać bawić się skakać lizać" i zaczął latać jak porąbany po poczekalni do każdego psa, paniusia uszczęśliwiona "ojej no przywitaj się, no tak, jaki kochany piesek, a to suczka czy piesek..." podeszła do recepcji - rejestruje psa, a pies lata na tej 8 metrowej flexi. Pani uradowana po pachy. Moją sukę zauważył na samym końcu, podszedł, wepchnął nos pod jej ogon i na dzień dobry dostał ode mnie w pysk... pies zszokowany :) pani chyba bardziej :). To chyba był sygnał, dla właścicielki że ma go mieć przy sobie, bo zawołała go do nogi. Niestety nie wysiedział długo, bo wyrwał do wchodzącego małego sznaucerka i zaczęła sie szamotanina i pisk. Moja suka wyrwała z pyskiem do goldena, bo dość miała takiego zachowania i sie zaczęło hahaha jazgot na całą poczekalnie, wszystkie psy ujadają a było tak miło i spokojnie zanim ten goldenek przyszedł... Dlaczego ludzie uważają poczekalnię za miejsce spotkań i socjalizacji ? Quote
evel Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Magda25 napisał(a): Dlaczego ludzie uważają poczekalnię za miejsce spotkań i socjalizacji ? Pewnie z tego samego powodu, z którego uważają, że każde miejsce na świecie jest dobre do socjalizacji :diabloti: Quote
Litterka Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Taaa... Uwielbiam przykłady głupoty ludzkiej... Bo przecież nie psiej:D Quote
Migori Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Pies niczemu winny... ale dorosła kobieta mózg chyba ma, potrafi skojarzyć że na małej przestrzeni, gdzie znajduje sie tyle psów, tyle ludzi, biegający lekarze, dzwoniące telefony akurat latający golden nie jest nikomu do szczęścia potrzebny. Quote
sachma Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Czy ja mówiłam że kocham pieseczki na flexi ? Nie? to mówię, kocham pieseczki na flexi, mało tego uwielbiam duże pieseczki dla flexi w poczekalni u weterynarza... tia.. skąd ja to znam? ostatnio byłam u weta ze szczurem (niestety nie udało się go uratować :( ) zabrałam Lennego, bo zabieram go gdzie mogę.. Lenny siedział grzecznie pod krzesłem, na smyczy i pilnował szczura - bo szczury pilnować trzeba, tak jakby chciały się za daleko oddalić.. w gabinecie ktoś był, więc żeby nie robić rabanu usiadłam w rogu poczekalni, która jest maleńka - ale tak żeby było daleko od drzwi od gabinetu i od drzwi wyjściowych.. Nagle słyszę krzyk jakiegoś starszego pana "tam jest pies!" - no kurcze.. rzeczywiście - poczekalnia u weta - na 100% nie przychodzą tam psy.. nagle przez uchylone drzwi wylatuje coś ala onek - ale o wiele większy, z 50kg, na flexi.. a za nim leci dziadek.. smycz nie wytrzymała.. a raczej mechanizm nie wytrzymał i pies poleciał pod moje nogi.. zdążyłam tylko plecakiem, nogami i prawie całą sobą zasłonić Lennego, a Lenny biedny, położył się na transporterze (ratował szczura! wcale a wcale się nie bał.. wyszczerzył kły i zasłaniał transporterek..) oczywiście pan nic.. zero odwoływania psa, zaczął zwijać smyczkę.. w tym czasie ja zdążyłam na psa na warczeć i odgonić.. a dziadek dalej zwija smycz.. pies próbuje dostać się do Lennego od każdej możliwej strony, a dziadek nic.. dalej zwija smycz.. pies dostał po łbie (no bo co miałam niby zrobić jak mi prawie pod krzesło właził..) dopiero wtedy uratowała nas wetka, która słyszała moje krzyki żeby zabrał to bydle.. i złapała psa za obrożę i odciągnęła.. ja wolałam raczej nie wstawać bo byłam jedyną barierą między tym psem a Lennym i szczurem.. transporter delikatny wystarczy że takie bydle by na niego stanęło i szczur był by zmiażdżony.. tego samego dnia byłam kolejny raz u weta.. (pogorszyło się a nie miałam sterydu w domu :/ ) tym razem później.. znów z psem.. siedzimy sobie grzecznie.. siedzi jeszcze jedna pani z psem (york! bardzo grzeczny, nie szczekliwy i posłuszny! i nawet na smyczy!) i pan z kotem - sielanka, cisza spokój.. i wchodzi pani ze spanielem tybetańskim.. i się zaczęło, na flexi bo jakże inaczej.. suka zaczyna latać skakać na ludzi, oszczekiwać psy.. Lenny jako jedyny był na podłodze.. pod krzesłem, zajęty oglądaniem szczura.. więc zauważony był na końcu.. suka leci na niego - pani nic.. zatrzymała się na mojej nodze, pani nic, proszę żeby zabrała psa, oczywiście co słyszę "ona chce się tylko przywitać!" uwielbiam.. pan z kotem ją wyprosił.. w sumie mu się nie dziwie, kot bez transportera zaczął się w niego ze strachu wpinać pazurami.. dopiero wtedy pani zabrała sucz na kolana i uwaga! trzymała ją za pysk, bo psisko zaczęło ją gryźć ze złości.. Quote
emue Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Siedzą dziś babcie na ławeczce. 3. Między nimi oczywiście JORECZEK. Jedna stoi podpiera się laską. Podchodzi jej kundelek wzrostu średniego. Grzecznie w kagańcu. Widać, że z kundelka staruszek, bo posiwiały tu i ówdzie poza tym tępo żółwie miał. I podchodzi do tego joreczka, wącha go wącha, co raz bliżej coraz bliżej... Aż tu nagle JEBS (przepraszam inaczej tego się nie da opisać) go po głowie tą laską ! I jeszcze raz ! I jeszcze raz! A babcie się cieszą i wykrzykują : " NIE WOLNO RUSZAĆ ! TO JORECZEK JEST ! ON TAKI MALUTKI ! ONA SIĘ BOI ! BO TY TAKI DUUUUŻY JESTEŚ !" Pies rzeczywiście przeogromny. Wielkości spanielka. Ech.. Quote
MaDi Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 My spotkaliśmy dzisiaj pańcie fruwającą za swoim wyżłem, który też chodzi na smyczy i w kagańcu tylko co z tego? Mam niezły ubaw jak ją pies na spacery wyprowadza, tylko aby to się kiedyś źle nie skończyło. Quote
MaDi Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Magda25 napisał(a):Czy ja mówiłam że kocham pieseczki na flexi ? Nie? to mówię, kocham pieseczki na flexi, mało tego uwielbiam duże pieseczki dla flexi w poczekalni u weterynarza... jakby tego było mało kocham krzykliwe i piskliwe panie owych dużych pieseczków na flexi w poczekalni u weterynarza.... Boshhh Miałam dziś okazję widzieć to zjawisko i zastanawiałam się gdzie uciekać, bo owy pieseczek robił co chciał, jak chciał i co tam jeszcze... nie muszę mówić że jego pańcia była przeszczęśliwa z zachowania pupilka... normalnie sama zacznę brać leki zanim pójdziemy z suczą do weta. Jaki zalicza się do dużych? "Mały" wazy 40 kg i chodzi na flexi, muszę przyznać,że nigdy nikogo nie niepokoił, a smycz jak do tej pory jest niezawodna. Dla nieodpowiedzialnych ludzi nawet flexi nie jest potrzebna.:evil_lol: Quote
Migori Posted July 30, 2010 Posted July 30, 2010 Moja suka także chodzi na flexi, zalicza się do tych większych psów, waży 30kg, ale na litość boską dlaczego ludzie używają flexi w poczekalni u weterynarza? tego nie potrafię zrozumieć? Co to jest park, wybieg czy co? żeby pies miał do dyspozycji 8m smyczy? poza tym flexi trzeba umieć sie obsługiwać i pamiętać że ma coś takiego jak guziczek blokady rozwijania linki i go używać!!! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.