Yorkomanka Posted June 4, 2010 Posted June 4, 2010 Mój pies na smyczy stanowi integralną część mojej przestrzeni osobistej i nie życzę sobie, żeby cokolwiek bez pytania ją zakłócało. No niestety nie w każdej sytuacji taki napis ci pomoże:-( np jak pies jest bez właściciela Ostatnio pewien przesympatyczny kundelek który chciał się przecież tylko bawić (właściciel siedział sobie w domku przed telewizorkiem:angryy:) chciał przeskoczyć przez moją smycz i zahaczył się o nią łapą a w efekcie moim psem nieźle żuciło o ziemię:angryy: (upadł na plecki:-() dobrze że był w szelkach a nie obroży. Borówka16 ja też nie życzyła bym sobie żeby twój pies podbiegł do mojego, może nawet pozwoliła bym się pobawić ale po uzgodnieniu z właścicielem. Skąd mogę wiedzieć czy twój pies nawet jeśli będzie chciał się bawić nie jest chory czy coś i czy w ogóle jest twój bo np. nie widzę 2 smyczy w twoim ręku. Już kilka psów Podeptało mi Dusiaka i teraz się boi jak w jego stronę biegnie obcy pies. Pamiętasz co było jak do twojego Lakusia PODSZEDŁ ONek? Afera na pół polski Odie ma kolegę dobermana z którym czasem idziemy na spacer i czasem słyszymy fajne komentarze dot. psa mordercy i proszę go stąd zabrać bo on jest niebezpieczny a przecież cały czas jest na 5 m smyczy (bo ucieka):lol: Quote
karola&gacek Posted June 4, 2010 Posted June 4, 2010 Może nie ze strony psiarza, ale zupełny debilizm :shake: Idę pod blokiem na moim osiedlu widzę, że jakaś dziewczynka stojąca na chodniku rozmawia ze swoją babcią (która jest na 3 piętrze), nie wsłuchując się w rozmowe przechodzę koło nich spacerkiem i nagle 15cm od Gacka spadł but :shake: Może dla jakiegoś większego psa to nie było by zagrożenie, ale ten but był tylko troszkę od mojego psa mniejszy... Dobrze, też zrzucam klucze czy coś przez balkon drugiej osobie, no ale nie rzucam w obce osoby :razz: Jedynym plusem jest to, że Gacek nawet się nie przestraszył tego z czego jestem dumna. Quote
Nayantara Posted June 4, 2010 Posted June 4, 2010 Jak można butami przez okno rzucać? Kluczami jak Cię mogę, ale kto rzuca butami? o.O Nie mówiąc o tym, że zapewne widać było że idziesz i że jest obok Ciebie pies... WTF? Quote
Bogarka Posted June 4, 2010 Posted June 4, 2010 "karola&gacek napisał(a):przechodzę koło nich spacerkiem i nagle 15cm od Gacka spadł but To babcia ten but rzuciła? I na ciebie? Czy ktos ot tak wyrzucił bo mu niepotrzebny? Znajoma opowiadała kiedys ze ktos z okna w jej bloku wyrzucił...pralke :-o Quote
karola&gacek Posted June 4, 2010 Posted June 4, 2010 To babcia ten but rzuciła? I na ciebie? Tak, ta babcia but dla dziewczynki i w moją stronę. Quote
Nayantara Posted June 4, 2010 Posted June 4, 2010 To co dziewczynka bez butów wyszła? Nie ogarniam jak można butem przez okno rzucać xD Quote
Niebieska713 Posted June 4, 2010 Posted June 4, 2010 CarolineS napisał(a):To co dziewczynka bez butów wyszła? Nie ogarniam jak można butem przez okno rzucać xD To,to jeszcze nic...Niedawno obok mojej glowy,doslownie milimetry..przelaciala zrzucona szklana butelka...!!! Quote
Yorkomanka Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 To co dziewczynka bez butów wyszła? Nie ogarniam jak można butem przez okno rzucać xD Moja babcia wyszła kiedyś w jednym kapciu :lol: więc jej rzuciłam buta ale jeszcze lepiej było jak laski nie wzięła i mi się nie chciało do niej schodzić to spuściłam laskę na cienkiej białej nici o której nikt nie wiedział bo nie było jej widać :evil_lol: i się tak fajnie gapili:diabloti: Quote
evel Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 Hm. Zaczynam nieśmiało podejrzewać, że technika zdartej płyty ("Proszę zabrać psa, proszę zabrać psa, proszę zabrać psa" i tak miliard razy) chyba nie bardzo działa na betonowych umysłowo labradorofilów. Dzisiejszego pięknego poranka gdy tylko zobaczyłam pana z żółtym labem, który używa smyczy jako gustownego naszyjnika dla siebie, wiedziałam, że go nie złapie, toteż oddaliłam się w krzaki, celem ominięcia uroczej parki szerokim łukiem. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałam za sobą tętent łap i pana jęczącego "on nic nie zroooooobi". No pewka. Wrzasnęłam na psa (pracuję nad sobą, czyli nie był to soczysty bluzg a jedynie dynamiczne "IDŹ STĄD!"), w kierunku pana wywarczałam z zaciśniętymi zębami, że mnie to g... obchodzi, że on nic nie zrobi i sobie poszłam. Ach, jakże łatwo się irytuję. A tak serio: może powinnam sobie sprawić kij bejsbolowy i za trzecim "proszę zabrać psa" dodać "bo jak mu wyp... tym kijem to sobie go pan zeskrobiesz z trawy i zaniesiesz w woreczku do domu"? :hmmmm: To bardzo przykre, ale chyba chamstwo chamstwem trzeba zwalczać, bo inaczej się żyć nie da. Mam jeszcze inny patent w zanadrzu :diabloti: Jak zobaczymy panią Fionki to pobiegniemy ją przytulać i wrzeszczeć "pani! pani! jaka pani!", po czym spokojnie wytłumaczymy, że jej pies się identycznie zachowuje w stosunku do naszego i to nie jest dla niego komfortowe uczucie... Quote
Erica Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 A tam zaraz kij. Mi dziś rano wystarczyła ... psia kupa :diabloti: Byłam z Nincorem na 'psiej łąćzce', był tam też facet z małym dzieckim i takim małym kudłatym nie-wiadomo-czym. Szli prosto na nas i oczywiście za nic mają "Proszę nie podchodzić!". facet radośnie oznajmił, że jego Misia lubi duże psy i niech się przież pobawią :angryy: Zmienił zdanie jak zobaczył, że wyciagam woreczek i sprzątam qu, którą Ninka właśnie wyprodukowała. A jak sobie poszli, to dalej oglądał się przez ramię z miną -> :crazyeye: :evil_lol: A jak byłam z Hathor sprawdziłam metodę " Moja jest chora". Jeszcze nigdy nie widziałam tak szybka zabranego jolecka :cool3: Mam jeszcze inny patent w zanadrzu :diabloti: Jak zobaczymy panią Fionki to pobiegniemy ją przytulać i wrzeszczeć "pani! pani! jaka pani!", po czym spokojnie wytłumaczymy, że jej pies się identycznie zachowuje w stosunku do naszego i to nie jest dla niego komfortowe uczucie... Mnie się podoba :diabloti: Quote
Gusiak Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 Niedawno moje Mufsko bawiło się ze swoją psijaciółką. Biegały luzem. Nagle zjawiła się jakaś uśmiechnięta pani z haszczakiem i zadowolona puściła swojego psa. Moja była przerażona, piszczała, a reakcja miłej pani: „On nic nie zrobi, chce się tylko pobawić” :angryy: Mufa z podkulonym ogonem zaczęła uciekać z parku w stronę domu, a haszczak za nią. Po drodze była ulica, na szczęście nie było dużego ruchu. Od razu pobiegłam za nimi, a pani tylko stała i zamartwiała się, że to pies jej syna i co on jej zrobi jak wróci bez psa.:-o Mufę znalazłam dopiero szczekającą pod drzwiami. Jak można w ogóle puszczać nie swojego psa, nad którym nie ma się żadnej kontroli? :shake: Quote
badmasi Posted June 5, 2010 Posted June 5, 2010 A co zrobić jak pies atakuje a pan tego stwora bierze nogi za pas i radź sobie człowieku sam? Zaatakowała nas wilczasta suka, całkiem spora a pan jak to zobaczył to zamiast odciągnąć psa wziął nogi za pas. Suka jak spostrzegła, że nie ma wsparcia to odstąpiła ale zdążyła wyrwać kilka kłaków moim sukom (mnie też chciała ukąsić) a co najgorsze zmusiła je do obrony i naraziła na stres (efektem będzie pewno znowu niechęć do wilczastych). Dla mnie pies, który podbiega do człowieka z psami i atakuje to pies z dużym problemem i nie powinien być puszczany luzem i bez kagańca. Quote
Bogarka Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 [quote name='"evl"']usłyszałam za sobą tętent łap i pana jęczącego "on nic nie zroooooobi". Ludziom nie przychodzi do głowy ze drugi pies moze ich psu cos zrobic. Zmienił zdanie jak zobaczył, że wyciagam woreczek i sprzątam qu, którą Ninka właśnie wyprodukowała Myslał ze rzucisz w niego ta kupa? Quote
filodendron Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 Bogarka napisał(a):Ludziom nie przychodzi do głowy ze drugi pies moze ich psu cos zrobic. Czasem chyba kompletnie nic nie przychodzi im do głowy. Idę sobie z psem na krótkiej smyczy, przy nodze. Z przeciwka człapie pani z luzem biegającym jorczkiem. Jorczek biegiem do nas, pani leniwie pyta "pies czy suka?". Odpowiadam - "pies". W tym momencie jorczek oczywiście jest już przy nas, pysk, doopka, pysk, doopka - myślę - nie jest źle. A pani - wcale nie przyspieszając kroku - oj, to niedobrze, bo ten mój to taki niedobry jest... No i oczywiście jorczek po zakończeniu pyskowo doopkowego rytuału wystartował z zębami - "no widzi pani, taki niedobry...". No moja wina, kurczę, bo z psem szłam a nie z suką. Ręce opadają. Quote
Greven Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 evl napisał(a):Jak zobaczymy panią Fionki to pobiegniemy ją przytulać i wrzeszczeć "pani! pani! jaka pani!" Poległam :lol: Kilka dni temu w poczekalni u weterynarza byłam świadkiem prawdziwego chamstwa. Starsi państwo (na oko po siedemdziesiątce) czekali na zabieg ze swoją małą sunią - też staruszką. Smutni i zestresowani, bo ich suczka miała mieć amputowaną całą przednią łapę. Pani mimo to wdawała się w sympatyczne rozmowy z ludźmi z poczekalni, opowiadała też o dogu niemieckim, którego z mężem mieli wcześniej - oczywiście jaki to on był mądry i dobrze ułożony ;) w co nietrudno uwierzyć, patrząc na ich obecną suczkę, siedzącą spokojnie między nimi na ławce. Po pewnym czasie do poczekalni zajrzała kobieta z wielkim, rozszczekanym i rozlatanym goldenem. Poczekalnia pełna ludzi, na zewnątrz ładna pogoda, można tam poczekać, ale nie - musiała się jeszcze wcisnąć. Goldasek oczywiście z każdym się wita, pysk ośliniony, ludzie się odsuwają bo chyba nikt nie ma ochoty mieć gluta na spodniach. Łbem znokautował jamnika, który nie zdążył się schować pod ławkę, zawadził transporter z kotam i prawie zwalił go na podłogę i prze w naszym kierunku. Trzymam Tangę ręką za pysk i proszę kobietę, żeby nie podchodziła, bo mój pies jest agresywny i świeżo po pogryzieniu. Na co ona ściągnęła go co prawda, ale do mnie z pretensją, że jak pies jest agresywny, to mam go trzymać w kagańcu. Więc powtarzam, że jest po pogryzieniu, cała morda pokaleczona (co zresztą widać było bardzo dokładnie) i nie założę kagańca, bo ją będzie bolało. Zresztą niezaczepiana nie rzuci się na jej psa. Na to usłyszałam, że w takim razie mam sobie iść poczekać w samochodzie. Na to odezwały się dwie osoby, w tym starsza pani, mówiąc, że siedzę tu z psem od dawna, jakoś nikt nie czuje się zagrożony, a dopiero jej pojawienie się narobiło zamieszania. Faktycznie, kilka psów się rozszczekało, koty fukały w transporterach, o które obijał się ogon, bądź pysk goldena, jakiś chłopak wyszedł, bo golden namolnie pakował mordę do kartonu, który trzymał na kolanach (miał potrąconego gołębia). Kobieta pomamrotała coś, pomamrotała i w końcu usiadła w rogu poczekalni, trochę skracając psu smycz. Mimo to on ciągle próbował dostać się do suczki tych starszych państwa. Suczka się bała, a starsza pani odsuwała coraz dalej, aż w końcu poprosiła - naprawdę grzecznie - żeby zabrać od niej goldena, bo to jest duży, obcy pies i ona czuje się niekomfortowo, gdy wącha ją i jej sukę i na dodatek na nie szczeka. A na to ten babsztyl zlośliwym tonem "wszystkich tu pani uracza nudnymi historiami o swoim dogu, a boi się pani innego dużego psa? to jest golden, czy pani nie widzi, że to jest golden?! goldeny to najłagodniejsze psy! on nic nie zrobi. a pitbulla (tu wskazuje na Tangę) to się pani nie boi, co? bo pewnie pani wcale nie wie, że to pitbull. agresywny pitbull bez kagańca, wyrwie się i zagryzie tego pani psa!".... We mnie aż się zagotowało, widać było że sprawiła starszej pani naprawdę dużą przykrość i już otwierałam usta, żeby babsztylowi coś równie sympatycznie odpowiedzieć, gdy otworzyły się drzwi od gabinetu i do poczekalni wypadł labrador. Za labradorem długo, długo nic, a na końcu smyczy kilkuletni chłopiec, bez szans na utrzymanie tak silnego psa, za chłopcem rozwrzeszczana dziewczynka, a na końcu mamusia niemrawo mamrocząca "no weź go trzymaj, no co ty robisz". Labiszon w celach zabawowych z impetem na goldena, a łagodny golden na niego z zębiskami :diabloti: Zaczęła się kotłowanina, żółte futro fruwało, ludzie siedzący najbliżej drzwi ewakuowali się na zewnątrz, reszta próbowała opanować swoje psy - część próbowała się w panice wyrwać i uciekać, a kilka (w tym moja Tanga) miało ochotę dołączyć się do milutkich retriverków :diabloti: Dzieci wrzeszczą w panice, właścicielka labradora drze się na właścicielkę goldena, która szarpie bezmyślnie za smycz swojego psa, kotłowanina i zamieszanie na maksa. Z gabinetów wybiegli lekarze i rozdzielili psy. Rodzina z labradorem wyleciała na zewnątrz, a paniusia z goldenem zarządała, żeby natychmiast i poza kolejką przyjąć jej psa, bo na pewno jest ciężko ranny. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy zniknęła w gabinecie i nikt nawet się nie burzył, że poza kolejnością. No i przez to wszystko nie miałam okazji, żeby jej powiedzieć, co o chamskiej odzywce do starszej pani myślę, ale może jeszcze kiedyś na siebie trafimy... Quote
gops Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 teraz to nawet strach do weterynarza isc ;/ nie ma to jak kochajace wszystko labki i goldenki :) Quote
Ewa&Duffel Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 Po prostu uwielbiam takich właścicieli, wystawiają potem fajną opinię innym posiadaczom tej rasy :angryy: Mój pies, chociaż golden, nie ma problemów z posłuszeństwem i nie próbuje obdarzać całego świata swoją miłością :roll: Ale niektórzy wrzucają wszystkich do jednego worka przez paru bezmyślnych właścicieli,o co zresztą nawet trudno mieć pretensję, czytając ten wątek... Quote
badmasi Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 Ja nie mam nic przeciwko rasie-mój dobry znajomy ma goldena i jest to wspaniały pies, bardzo spokojny i kulturalny. Jest niesłychanie łagodny i kocha wszystko tyle, że miłością bardzo dyskretną. Jedyny jego grzech to łakomstwo. Drugi mój znajomy ma sukę goldena i jest tak cudna, że na jej cześć jeden z moich diabłów dostał jej imię. Labki i goldki to psy, szczególnie jako młodzież niesłychanie energetyczne więc jeśli nie mają odpowiedniej dawki ruchu to cóż...same sobie organizują czas. Ja po wczorajszym wypadku z pogryzieniem mojej collie musiałam zafundować jej dawkę szkolenia na podbiegacze bo znowu zaczęła mi się ciskać. Nie ma to jak sprawdzone pod tym względem Pola Mokotowskie. Tym razem przodowały boksery i wilczaste kundelki, labki zajmowały się pracą z właścicielami. Podziwiałam ich energię, gdy moje psy padły to tamte ciągle w ruchu. Quote
Anna&Tosia Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 To wkurzające że ludzie biorą sobie do domu psa o którego rasie kompletnie nic niewiedzą, psują jedynie opinie o rasie, a przede wszystkim krzywdzą zwierzaka nie zapewniając mu właściwych warunków, zaniedbując wychowanie „ bo to przecież jest rasa ,która sama od urodzenia wszystko umie”. Quote
nikusiovatamiłośniczka:) Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 Zgadzam się z Anną&Tosią a potem się dziwią że pies jest w złym stanie zaniedbanym.To wina człowieka :angryy: Jak ja nie lubię takich ludzie co psują opinie o goldenach ..:angryy: Brak słów :angryy: Quote
gops Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 w miare sie uspkoilam to napisze co nas dzisiaj spotkalo poszlam z moja suka i kolezanka ze swoja suka do parku moja bywa agresywna wiec szla ciagle w kagancu , wszystko bylo fajnie przywitala sie z labkiem , z wyzlem bez agresji ,ale jak wiadomo szczescie nie moze trfac za dlugo ..;/ nagle patrzymy a na nas z 200m biegnie jakis duzy czarny pies nie wiemy w jakiej intencji wiec ja suke na smycze kolezanka to samo jak byl juz 50m od nas to okazalo sie ze to czarny duzy amstaf w kagancu metalowym.. moja suka juz warczy ,oczywiscie ten pies ominal suke mojej kolezanki i rzucil sie na moja moja w kagancu i na smyczy ma tylko 17kg pies mial dobre 35 , walil moja kagancem wszedzie! po glowie, po plecach , moja piszcala , bronila sie ale nie miala najmeijszych szans kopnelam tego psa w glowe z calej sily to na chwile odskoczyl ale znowu atakowal , wlascielka nie mogla zlapac skakala naokolo i probwala wkoncu ja go zlapalm za ogon, dostalam kaganiec w reke bo chcial mnie ugryzc dodam ze mam wielkeigo siniaka i starsznie mnie boli ;/ zapiela swojego psa , nie omieszkalam jej nawyzywac , ona burknelo tylko cicho "sorry" i uciekla chcialam zadzwonic po straz miejska ale najwazniejszy byl dla mnie w tamtej chwili moj pies, myslalam ze tamtem jej cos polamal..oni zdazyli uciec suka na sczescie cala ale mocno obita ;/ i znowu zacznie sie wszystko od poczatku .. co by bylo jakby amstaf nie mial kaganca? nie bylo by mojej suki najprawdopodniej ..byl tak agresywny..moja tez bywa ale w takiej furi psa nie widzialam wczesniej mam nauczke , nigdy wiecej nie pojde z suka do parku Quote
*kleo* Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 Historia z lecznicy podniosła mi ciśnienie... Z parku też. Aż się boję, że kiedyś i my trafimy na tak agresywnego psa, tylko wtedy wystarczyłyby pewnie dwa ciosy kagańcem i byłoby po moich dziewczynach... Co do psucia opinii rasie przez bezmyślnych właścicieli - moje suki też cierpią przez to, że większość ludzi zapomina, że yorka choć mała to przecież terrier, a nie zabawka :shake: A u nas nadal święty spokój, już od tygodnia, czyli od czasu, kiedy wyjechałyśmy. Aż mi się nie chce do domu wracać, spacery tutaj to czysta przyjemność bez niepotrzebnych nerwów :p Wczoraj tylko jeden pan był niezadowolony, że moja suka owarczała jego psa, ale wyszedł zza krzaków tuż za jej zadem i Gracja po prostu się przestraszyła, ale została natychmiast uciszona i odwołana. Tylko pan był zbulwersowany, że "takie małe, a warczy", ale na tym się skończyło. Quote
filodendron Posted June 6, 2010 Posted June 6, 2010 gops napisał(a):dostalam kaganiec w reke bo chcial mnie ugryzc dodam ze mam wielkeigo siniaka i starsznie mnie boli ;/ Znasz tą babę choć z widzenia? Trzeba zrobić zdjęcie krwiakowi, pójść do lekarza - niech opisze obrażenia i grzywna dla kobity! Jessssu :shake: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.