Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

filodendron napisał(a):
Dajcie już spokój tym dzieciom. W miejscu publicznym właściciel ma być przy swoim psie i tyle.

Komendę zostań można sobie ćwiczyć na terenie ośrodka szkoleniowego albo w parku, a nie pod sklepem.

A kilkuletnie dziecko przy rodzicu...

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Merenwen napisał(a):
A kilkuletnie dziecko przy rodzicu...

Nie dziecko przy rodzicu tylko rodzic przy dziecku. Ale z niektórymi rodzicami to taka gadka, jak z psiarzami - można się opluć i nic. Co niczego nie usprawiedliwia i nie zmienia faktu, że rodzic przy dziecku, właściciel psa przy psie, bo i pies, i dziecko są nieobliczalne. Kłopot w tym, że pies ma zęby większe i sprawniejsze niż dziecko. No i jeszcze są paragrafy KK i KC.
Chyba, że się mylę - jak jakiś trzylatek pozostawiony bez opieki pod sklepem (może być na smyczy i bez kagańca) pogryzie przechodzącego obok psa tak, że trzeba go będzie zszywać, to dajcie znać.

Posted

Greven napisał(a):
Zza zakrętu wychodzi dziecko. Małe, może 2-letnie. Drepcze sobie pociesznie i w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest już dobre 20(!) metrów od zakrętu, przemieszcza się środkiem drogi... uliczka może i osiedlowa, ale samochody jeżdża, a i czasem jakiś rozpędzony idiota się trafi.

Dziecko oddala się od zakrętu, zza którego wyłania się... spasiony labiszon.

Bardzo dobrze mi znany labiszon. Już kilka razy interweniowałam w straży miejskiej, a jego właściciel śmieje się w twarz i nadal puszcza laba luzem. Przez niego zleciałam z roweru, bo doskoczył do suki mojej Mamy, która biegła przy rowerze i przygniótł ją do ziemi, zjeżone 40-50 kg samca. Przez niego nie można spokojnie pospacerować po osiedlu, bo do psów się sadzi, a suki ostro dominuje, zjeżony przez cały grzbiet. Wybiega na bardzo ruchliwą jezdnię. Wypuszcza się na okoliczne pola, gdzie każdej wiosny rodzą sarny. Rzuca się na koty. Jakie ma jeszcze rozrywki - tego nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć.

Na widok mojej Tangi, labrador dostał irokeza, długich łap, ogon wyprężony w górze i truchtem na nas. Tanga, jak na nią, spokojna. Odwracanie uwagi nie miało już żadnego sensu, "nie wolno, dobry pies" jeszcze jakoś trzymało Tangę w ryzach, zza nieszczęsnego zakrętu wyłonił się w tej chwili młody tatuś, rozejrzał za drepczącą córeczką i zaczyna niemrawo przywoływac psa. Do cholery, czy zdrowy, ok 30-letni mężczyna nie umie KRZYKNĄĆ?! Ostro przywołać psa do porządku?! Wydać stanowczego polecenia?! Na jego mamrotanie labiszon nawet uchem nie ruszył, za to próbował władować się na Tangę. Tanga odpowiedziała atakiem, trzymałam ją krótko. W końcu labrador dostał ode mnie kopniaka w pysk (trafić nie jest łatwo, gdy ma się 30 kg wkurzonego suczyska na smyczy), cofnął się, przywarował i... próbował mi się rzucić na nogę.

Pańcio, widząc że labeczek sadzi się nie tylko do psa, ale już i do człowieka, podleciał w końcu i odciągnął go za obrożę, wykrzykując przy tym (chyba nagle odzyskał głos, anemia mu przeszła), że mam panować nad swoim psem. Powiedziałam mu, co o nim myślę i żeby lepiej zajął się dzieckiem (które znikało właśnie w kolejnej osiedliowej uliczce) i ruszyłam w innym kierunku, ale spacer już miałam zepsuty, a Tanga bez sensu się nakręciła.


U mnie na osiedlu też jest taki labrador. Był na smyczy RAZ jak ktoś w reszcie odwiózł go do schroniska i "kochający" właściciele go z tamtąd odebrali. I znów biega luzem, atakuje psy, koty, ba nawet dzieciakom w zabawie przeszkadza szarpiąc im ubrania które położą sobie na trzepaku... A do właściciela nic nie dociera.

Drugi pies to DONka, ma około dwóch lat, jest puszczana luzem w kagańcu- rzuca się na psy, na ludzi i non stop gdy jest na dworzu szczeka i "jęczy", a właściciel na zwrócenie uwagi by zapiął psa na smycz odppwiada" że przecież ma kaganiec". To nic że mój beagle mało na zawał nie schodzi, bo panicznie boi się obcych psów..:(

Posted

filodendron napisał(a):
Nie dziecko przy rodzicu tylko rodzic przy dziecku. Ale z niektórymi rodzicami to taka gadka, jak z psiarzami - można się opluć i nic. Co niczego nie usprawiedliwia i nie zmienia faktu, że rodzic przy dziecku, właściciel psa przy psie, bo i pies, i dziecko są nieobliczalne. Kłopot w tym, że pies ma zęby większe i sprawniejsze niż dziecko. No i jeszcze są paragrafy KK i KC.
Chyba, że się mylę - jak jakiś trzylatek pozostawiony bez opieki pod sklepem (może być na smyczy i bez kagańca) pogryzie przechodzącego obok psa tak, że trzeba go będzie zszywać, to dajcie znać.

Oj tam, od razu zszywać. Patyk w oku wystarczy. I nie musi być nawet pod sklepem. W końcu pogłaskany pies tak naprawdę rzadko kiedy poważnie dziecię atakuje, zazwyczaj tylko uszczypnie zębami.
Ja i tak twierdzę, że wystarczy trochę rozsądku (za równo ze strony psiarzy, jak i rodziców - tak jak rozradowany labek bez smyczy jest dla dzieci niebezpieczny, tak dzieciak z łopatką latającą na prawo i lewo jest niewskazany) i będzie o wiele mniej tragedii.

Posted

gops napisał(a):
ja kiedys opisywalam sytuacje jaka mnie spotkala po zostawieniu psa pod sklepem na smyczy
wracalam z suka z parku bylo bardzo cieplo wiec weszlam do sklepu psa na smyczy i ze spuszczonym kagancem na szyji
po jakis 1,5min stania w kolejce uszlyszalam szczek mojego psa, potem krzycz iw arczenie
wybieglam jak wariatka zobaczyc co sie dzieje
jak wyszlam widzizlam tylko uciekajacego chlopaka na oko 17lat
mezczyzna stojacy pod sklepem powiedzial mis ie co sie stalo
chlopak podszedl do mojego psa i chcial ja odpiac ze smyczy , nie wiem zcemu, czy chial ja ukrasc czy tylko pogonic dla zxabawy nie mam pojecia
ale sie pzreliczyl , moja suka zlapala go za reke i nie chciala puscic
jak puscila chlopak odrazu uciekl ale emzczyzna ten mowi ze mial krew na rece wiec pewnie niezle go pocharatala

co by bylo gdyby moja suka pozwolila sie odpiac? co by bylo jkaby on ja np postarszyl i wpadla pod samochod?
co by bylo jak by mi ja ukradl..
nie chce myslec co on chcial zrobic, mam nadzieje ze moja suka dala mu nauczke i nigdy wiecej tak nie zrobi


Dawno temu, kiedy chodziłam do przedszkola, pojechałam z rodzicami do supermarketu. Kiedy rodzice stali w kolejce ja wyszłam ze sklepu, bo na zewnątrz przywiązany był jamnikowaty szczeniak, a ja chciałam na niego popatrzeć. Obok stała grupa nastolatków, na oko mieli ponad 18 lat. Gadali, śmiali się i w pewnym momencie podeszli do szczeniaka i po prostu odwiązali smycz. Patrzyli z uciechą jak szczeniak po chwili przestraszony zaczyna uciekać - w kierunku ruchliwej ulicy, odgrodzonej od sklepu parkingiem i niewielkim skwerem z drzewami...
Poszłam opowiedzieć o tym rodzicom, ale byli zajęci i nie słuchali...

Posted

Merenwen napisał(a):
Oj tam, od razu zszywać. Patyk w oku wystarczy. I nie musi być nawet pod sklepem. W końcu pogłaskany pies tak naprawdę rzadko kiedy poważnie dziecię atakuje, zazwyczaj tylko uszczypnie zębami.
Ja i tak twierdzę, że wystarczy trochę rozsądku (za równo ze strony psiarzy, jak i rodziców - tak jak rozradowany labek bez smyczy jest dla dzieci niebezpieczny, tak dzieciak z łopatką latającą na prawo i lewo jest niewskazany) i będzie o wiele mniej tragedii.

Rzadko to nie znaczy nigdy a skutki karcących "uszczypnięć" można sobie obejrzeć na oddziale dziecięcej traumatologii. Jak się tam spędzi jakiś czas, to słowo "rzadko" nabiera nowych znaczeń. Trzeba pilnować i dzieci, i psów. Gdyby jakiś rodzic zostawił trzylatka przywiązanego pod sklepem, to niektórzy tutaj nie zostawiliby na nim suchej nitki.
To trochę taka filozofia Kalego - rodzic ma mieć oczy dookoła głowy niczym Światowid, ale psiarz może przywiązać do drzewa zwierzę o inteligencji porównywalnej z trzylatkiem i wielkimi zębami, a potem wejść do sklepu i zabrać swoje oczy ze sobą :)

Posted

A czy ktoś tutaj mówi, że może? No, dobra, sama czasem zostawiam psa przed sklepem, ale:

a) na nie więcej niż pół minuty;
b) na smyczy i w kagańcu;
c) nawet jak jestem już w sklepie, ciągle wyglądam, aż się ludzie ze mnie śmieją.

W ogóle wydaje mi się, że zarówno psiarzom, jak i rodzicom, a także większej części społeczeństwa, przydałoby się więcej wyobraźni. Na przykład dzisiaj: wyszłam z Mikrą na spacer dookoła bloku, tylko siusiu i koo, bo spacer na wybieganie będzie za chwilę;) Idziemy sobie, widzę, że Młoda ma ochotę koopnąć sobie. A tu pojawia się sąsiadka z innej klatki schodowej i ją woła. Mówię, że Mikra się boi, pies ma ogon pod d..., uszy stulone bardziej, niż ustawa przewiduje, ja proszę, żeby psa zostawiła, bo mi go tylko straszy, a ta nic. Woła, drze się, goni Mikrę... Na moje "Do widzenia, to my już sobie pójdziemy" z pretensją pyta: "A gdzie się spieszysz, no przecież mnie wszystkie psy lubią i nie pracujesz, więc masz czas". A teraz nie wiem, czy pies w ogóle będzie miał odwagę wyjść... Po prostu znowu kupa mojej roboty poszła w kosmos! Uczę psa, że ludzi nie trzeba łapać za nogawki ze strachu, nie trzeba się ich bać, że inne psy to nie wrogowie, że nie trzeba wiać, gdzie pieprz rośnie, pracuję nad tym ponad pół roku i jak widzę jakiś postęp, zawsze się ktoś albo namolny, albo z namolnym psem napatoczy. No ja nie mogę!!! Bierze mnie istna cholera i k**wica!!!:angryy::angryy::angryy:

Posted

U mnie z zostawianiem psa przed sklepem problemu nie ma,bo tam gdzie ja łażę z moją sunią(dużą)to jest mały sklepik i p.Krysia oraz kupujacy (przeważnie sąsiedzi)nic nie maja przeciwko,ze po fajki czy jakieś picie włażę z nią do sklepu.Trwa to zwykle 2 min i sunia grzecznie siada przy piecu kaflowym i czeka aż ja kupię.W Szwajcarii i Holandii często widuję psy w sklepach,a nawet restauracjach i tam nikt z tym problemu nie ma.

Posted

filodendron napisał(a):
Rzadko to nie znaczy nigdy a skutki karcących "uszczypnięć" można sobie obejrzeć na oddziale dziecięcej traumatologii. Jak się tam spędzi jakiś czas, to słowo "rzadko" nabiera nowych znaczeń. Trzeba pilnować i dzieci, i psów. Gdyby jakiś rodzic zostawił trzylatka przywiązanego pod sklepem, to niektórzy tutaj nie zostawiliby na nim suchej nitki.
To trochę taka filozofia Kalego - rodzic ma mieć oczy dookoła głowy niczym Światowid, ale psiarz może przywiązać do drzewa zwierzę o inteligencji porównywalnej z trzylatkiem i wielkimi zębami, a potem wejść do sklepu i zabrać swoje oczy ze sobą :)

Nie wpadajmy znowu w skrajności. Ile z tych skutków - jak mówisz - było spowodowane przez psa zostawionego na minutę przed sklepem? Zgodzę się, że jak wiemy, że pies łatwo się denerwuje, może się zerwać, albo chociaż kogoś wystraszyć kłapaniem zębów, to lepiej go nie zostawiać samego nawet na minutę, ale i tak nie widzę nic złego w zostawieniu przywiązanego, względnie wychowanego psa z komendą "zostań" przed osiedlowym sklepikiem.
Fakt, nie zostawiliby na nim suchej nitki, ale to dlatego, że dzieci traktuje się inaczej w ogóle. W końcu dziecko to człowiek, a jeśli człowiekowi dzieje się krzywda, to ludzie o tym mówią. Bo to swój. Psiarzy jest zdecydowanie mniej, bo nie ma obowiązku lubienia psów. Poza tym nie ma też zakazu wprowadzania dzieci do sklepu...
Zauważ, że trzyletnie dziecko jest malutkie i same sobie może zrobić krzywdę zupełnie przypadkiem, dlatego tak czy siak trzeba je pilnować, czy pies jest, czy go nie ma. Pies przed sklepem nie dość, że ma ograniczone smyczą pole manewru, to jeszcze nie potraktuje gryzienia jako zabawy. Za to dziecko może sobie nie zdawać sprawy, że coś psa boli. No i ostatecznie nie słyszałam o zakazie zostawiania psów przed sklepem, siłą dedukcji jeśli nie ma zakazu, to jest to dozwolone, więc rodzic musi liczyć się z tym, że zwierzaki pod sklepem są, mają prawo tam być i prawdopodobnie będą jeszcze długo. Nie ugryzą, dopóki nikt ich nie zaczepi. Chyba nikt nie ma problemu z niedotykaniem psa? ;)

Posted

To ja napiszę o chamstwie, bo tego mam dziś pod dostatkiem.

Właśnie wróciłam ze spaceru z piekła rodem i tak mi się zamarzyły dwie rzeczy:
1. Żeby tak mieszkać w społeczeństwie ludzi myślących i kulturalnych, którzy nie zaczynają "rozmowy" z przypadkowo napotkanych człowiekiem od 'ty głupia gówniaro/idiotko/wariatko/głupia ci*o etc' i nie dybią na moment jakby tu komuś dokopać.
Drugie moje marzenie, skoro spełnienie pierwszego jest niemożliwe, opiewało na wyprowadzkę na kompletne odludzie ( takie z kawałkiem własnego lasu :cool3:) i ogrodzenie się 10m murem od reszty świata.
Ah, pomarzyć sobie można :diabloti:

Zaczęło się już przy samym wejściu do niby-lasku ( teren kiedyś przeznaczony pod park miejski, obecnie zarośnięty). Wchodząc w alejkę widzieliśmy ( ja, mój brat i nasze 2 suczki) kobietę w wieku emerytalnym ze spanielem, wychodzącą z lasku na osiedle domków jednorodzinnych ( ja odetchnęłam, że wychodzi i nie będzie problemu z mijaniem się w tym błocie-do kostek). Kilkanaście metrów dalej zorientowaliśmy się, że babka jednak zawróciła i dzie za nami ( w butach na obcasie), spaniel rzuca się na smyczy i coś tam sobie pod nosem burczy.
Pech chciał, musieliśmy się zatrzymać - Hathor zapiszczała, usiadła i zaczęła gryźć tylną łapę - kawałek szkła wbił się jej między poduszki. Kiedy się schyliłam, żeby to jakoś delikatnie wyjąć, usłyszałam kanonadę spaniela - teraz już z odległości ok 3m i Hathor zaczęła się wyrywać do ucieczki ( ona boi się obcych psów, zwłaszcza tych mniejszych). Mój brat poprosił kobietę, żeby się odsunęła, bo straszy nam psy a my nie możemy teraz odejść. A ona na to, że nie będą jej tu głupie bachory ( ładne mi z nas bachory 23 i 32letnie :evil_lol:) z 2 kundlami warunków dyktować i dalej idzie w naszą stronę. Wtedy ja ją poprosiłam, żeby się z psem odsunęła i poczekała moment, w odpowiezi zostałam zwyzywana od idiotek/kretynek i wyżej wspomnianych innych. Zanim zdążyliśmy się jakoś odsunąć ( Hathor dalej z kawałkiem szkła w łapie) spaniel próbował się na nas rzucić ( dawno już nie miałam obcych psich zębów tak blisko mojej twarzy), w odpowiedzi na to Nina przygniotła go do ziemii, a Hathor pociągnęła mnie w krzaki, tarzając nas obie w błocie :roll:
Dodam jeszcze tylko, że kiedy się oddalaliśmy baba dalej stała, wyzywała nas ( wszystkich 4) różnymi barwnymi epitetami i groziła, że nam te "agresywne" ( a jakże) kundle powystrzela. Eh, jak tu nie kochać bliźnich :angryy:

A w drodze powrotnej też nie było pięknie...
Kilkanaście metrów przed wejściem na nasze osiedle jest domek jednorodzinny nieogrodzony. Nieogrodzony bo właściciele owo ogrodzenie remontują - tak mniej więcej od czerwca '09. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to że po ogrodzie lata sobie mały podbiegający ( najczęściej z dzikiem jazgotem pies). No i niestety pies wyskoczył za rogu i pędem leci do Hatki. Na szczęscie tamten pies na ostre "poszedł" zrobił odwrót. Z tym, że Hatka znowu dostała trzęsiawki...
Jakieś 4m dalej zobaczyliśmy, że z naprzeciwka idzie dziewczyna w małym, czarnym psem. My się zatrzymaliśmy, posadziliśmy psy i chcieliśmy przejść przez ulicę. Dziołcha albo nie zrozumiała naszych zamiarów, albo miała wszystko w głebokim poważaniu i wepchała się między nas machając łapami i marudząc o "przejściu" i ciągnąc swojego psa tak, że pzednie łapy miał w powietrzu.
Grrrr, jak tu się nie wk... zirytować....

Posted

Merenwen napisał(a):
Nie wpadajmy znowu w skrajności. Ile z tych skutków - jak mówisz - było spowodowane przez psa zostawionego na minutę przed sklepem?

Nie wiem, czy w minutę może dojść do wypadku. Może tak, może nie. Raczej tak. Nie ważne ile - ważne, że może się zdarzyć i że się zdarzyło - na przykład w Łęcznej. A całkiem niedawno zastrzelono asta - podobno uciekł przez balkon, zaatakował przywiązanego pod sklepem psa a potem jego właścicielkę, która usiłowała go bronić. Zdarza się.
Merenwen napisał(a):
Pies przed sklepem nie dość, że ma ograniczone smyczą pole manewru

No właśnie - jest przywiązany, nie może uciec. Jakby co, to może tylko gryźć

Merenwen napisał(a):
No i ostatecznie nie słyszałam o zakazie zostawiania psów przed sklepem, siłą dedukcji jeśli nie ma zakazu, to jest to dozwolone, więc rodzic musi liczyć się z tym, że zwierzaki pod sklepem są, mają prawo tam być i prawdopodobnie będą jeszcze długo. Nie ugryzą, dopóki nikt ich nie zaczepi. Chyba nikt nie ma problemu z niedotykaniem psa? ;)

Zakazu jako takiego chyba nie ma, choć nie wiem, czy nie jest to łamanie zapisu ustawy "Art. 9a. 1. Posiadacz psa jest obowiązany do zapewnienia nadzoru nad psem. Nadzór nad psem polega na kontroli jego zachowania w celu zapewnienia bezpieczeństwa osób lub zwierząt." O ile ta poprawka weszła w życie :roll:

Posted

filodendron napisał(a):
Nie wiem, czy w minutę może dojść do wypadku. Może tak, może nie. Raczej tak. Nie ważne ile - ważne, że może się zdarzyć i że się zdarzyło - na przykład w Łęcznej. A całkiem niedawno zastrzelono asta - podobno uciekł przez balkon, zaatakował przywiązanego pod sklepem psa a potem jego właścicielkę, która usiłowała go bronić. Zdarza się.

No właśnie - jest przywiązany, nie może uciec. Jakby co, to może tylko gryźć

Oczywiście, że może się zdarzyć. Na zwykłym spacerze też może się zdarzyć. Co nie znaczy, że mamy zrezygnować ze spacerów. Wystarczy nie podchodzić do czekającego psa.
A to, że piesek uciekł przez balkon i pogryzł innego - to akurat wina właścicieli asta, bo skoro daje rade wyjść na dwór przez balkon, to nie powinien być na niego wypuszczany. Albo inaczej zabezpieczyć balkon.

Posted

Merenwen napisał(a):
Ale coś się psu stało?...


Niestety, nie mam pojęcia. Szybko zniknął mi z oczu.

A co do chamstwa psiarzy, to szczęśliwym trafem raczej się z nim nie spotykamy ;) .

Posted

jak tak czytam wasze przygody to aż cieszę się że mieszkam za granicą :D fakt psy podbiegające się zdarzają ale nie przeszkadza mi to bo moja suka nie jest szczególnie zainteresowana zabawą z obcymi psami jeśli mam patyk w ręku :) nie zdarzyło mi się również aby obce dziecko podbiegło i zaczeło głaskać psa, a co mnie cieszy tutaj matki nie reagują na "agresywną rasę" paniką tylko słysze "Zobacz jaki ładny piesek" ;) uff... a trochę reakcji się obawiałam :D

Posted

Zaba ja mieszkam w Polsce i też mam miło wszyscy reaguja łądny piesek ale słodki i grzeczny Ruda sotaje przed sklepem i jest najczęściej pilnowana :)

Posted

Merenwen napisał(a):
Oczywiście, że może się zdarzyć. Na zwykłym spacerze też może się zdarzyć. Co nie znaczy, że mamy zrezygnować ze spacerów. Wystarczy nie podchodzić do czekającego psa.
A to, że piesek uciekł przez balkon i pogryzł innego - to akurat wina właścicieli asta, bo skoro daje rade wyjść na dwór przez balkon, to nie powinien być na niego wypuszczany. Albo inaczej zabezpieczyć balkon.

Ze spacerów zrezygnować nie można. Z zostawiania psa pod sklepem - owszem. Jakby mojego psa poszarpał ten ast, to fakt, że winni byli jego właściciele, byłby mało pocieszający, zważywszy, że gdy doszło do ataku zarówno agresor, jak i ofiara były bez opieki.

Posted

Tak jak pisałam wcześniej - generalnie można nie zostawiać psa pod sklepem, ale czasem po prostu trzeba po coś wejść dosłownie na parę sekund i tak po prawdzie więcej zamieszania narobimy, kombinując jak uniknąć zostawienia psa, niż gdybyśmy mieli wejść, kupić i wyjść. Ja moją sunię zostawiałam nieraz przed sklepikiem osiedlowym i jeszcze nic nikomu się nie stało, wszyscy ją znają, siedzi sobie cichutko i czeka, aż wyjdę. Naprawdę żadnych tragedii nie było i nikt nawet pretensji nie miał. Pies też nie ucierpiał pod żadnym względem. Dlatego sądzę, że odrobinkę przesadzasz - jasne, bezpieczeństwo jest ważne, ale nie hoduję w domu wilkołaka tylko psa, który - owszem - ugryźć może, ale robi to tylko wtedy, gdy da się mu mocny powód (moja jeszcze nikogo nie ugryzła, ogranicza się do demonstracji zębów ;)).
Tak, ale to uciekinier był agresywny i zrobił krzywdę psu, który nic złego nie robił. A jak amstaff potrafi wyskoczyć z balkonu, to kiedyś może mu coś do głowy strzelić i wtedy będzie już za późno na zabezpieczanie go. Nawet gdyby przy ofierze był opiekun, to śmiem twierdzić, że nie na wiele by się zdała jego opieka.
"...byłby mało pocieszający..." - mówisz? A co by było wystarczająco pocieszające?

Posted

[FONT=MS Shell Dlg 2]Ja miałam dziwaczna sytuacje nie wiem czy mogę ja nazwać chamska ale dziwna na pewno !

Idę z moja samoyedka chodnikiem widzę przed sklepem trzy kobiety jedna sie odwraca i wskazuje na mnie gdy byłam już blisko wszystkie wskoczyły do sklepu i moim oczom ukazał sie wielki pies który był przypięty do słupka. No to pomyślałam sobie ze idę dalej i jakby co to ominę go łukiem. Oczywiście mój pies musiał się przywitac, pozwoliłam jej na to kontrolując sytuacje. Stałam tam chwile patrząc jak psy sie wąchają itp. Nagle patrze jedna z trzech bab wychyla głowę ze sklepu zobaczyła ze wszystko gra przyszła spytała się o rasę mojego psa i wyraziła swoje zdumienie ze jej pies jest TAKI SPOKOJNY bo on raczej nie przepada i takie tam. Ogólnie byłam zdziwiona bo to wychodzi ze ona miała obawy ze jej pies może zaatakować?!

[FONT=MS Shell Dlg 2]Inna sytuacja

idę polną droga, byłam z dwoma psami, siostrą i kuzynką. Psy biegają sobie, bawią się itp W pewnym momencie zauważyłam pan z psem na smyczy no to złapałam moje żeby nie było afery jak podbiegną. I stwierdziłam z reszta towarzystwa ze idziemy ścieżką która mało kto chodzi. I co widzę ze facet idzie za nami no to idziemy jakieś 30 min drogi dalej on nadal za nami. wkurzyłam się trochę bo nie mogłam puścić psiaków ze smyczy. Nagle odwracam się i widzę ze facet odpina smycz swojego psa! ten pies zamiast biec przed siebie zawraca i biegnie jak szalony spowrotem do domu...Facet ze smyczą idzie nadal za nami w którymś momencie wyprzedził nas i szedł jeszcze jakąś chwile odwracając sie co jakiś czas.W końcu się zatrzymał i schował się za drzewem po chwili wylazł z wielka gałęzią! i zawrócił w nasza stronę.... Mijając nas gapił się na nas i na psy gdy nas wyprzedził ciągle się odwracał...
Po dwóch dniach spotkałam go na spacerze z zona i ta zona spytała się czy moje psy są rasowe!! bo widzi jak chodzę na spacery. Czy powinnam się czuć zaniepokojona!

Zastanawiam sie czy nie nosic broni. mam w domu magnum na kulki solidne i gdy się strzela jest porządny huk bardzo realistycznie to wszystko wygląda. Brat uważa ze wystarczy jak wyciągnę bron z torebki żeby wystraszyc intruzów. Ogolnie jest spore zainteresowanie moimi psami szczegolnie samoyedem[/FONT]


[/FONT]

Posted

Merenwen napisał(a):

"...byłby mało pocieszający..." - mówisz? A co by było wystarczająco pocieszające?

Świadomość, że zrobiłam wszystko, żeby takiej sytuacji uniknąć i w niczym nie zawiniłam. Zostawienie psa pod sklepem - moim zdaniem - nie mieści się w tej kategorii.

Astowi już nic do głowy nie strzeli, bo raz strzeliło - dosłownie. No ale to już całkiem inny temat.

Posted

[FONT=MS Shell Dlg 2]Idę z moja samoyedka chodnikiem widzę przed sklepem trzy kobiety jedna sie odwraca i wskazuje na mnie gdy byłam już blisko wszystkie wskoczyły do sklepu i moim oczom ukazał sie wielki pies który był przypięty do słupka. No to pomyślałam sobie ze idę dalej i jakby co to ominę go łukiem. Oczywiście mój pies musiał się przywitac, pozwoliłam jej na to kontrolując sytuacje. Stałam tam chwile patrząc jak psy sie wąchają itp. Nagle patrze jedna z trzech bab wychyla głowę ze sklepu zobaczyła ze wszystko gra przyszła spytała się o rasę mojego psa i wyraziła swoje zdumienie ze jej pies jest TAKI SPOKOJNY bo on raczej nie przepada i takie tam. Ogólnie byłam zdziwiona bo to wychodzi ze ona miała obawy ze jej pies może zaatakować?![/FONT]

Czemu one wskoczyły do sklepu jak cie zobaczyły? Włascicielka sie boi swojego psa?

Posted

[quote name='Bogarka']Czemu one wskoczyły do sklepu jak cie zobaczyły? Włascicielka sie boi swojego psa?

[FONT=MS Shell Dlg 2]Na to wychodzi, bo zanim wyszła ze sklepu najpierw wystawiła głowę sprawdzając czy wszystko gra!! a dopiero po chwili wylazła "w całości"

Przyznała się ze jest zdumiona zachowaniem swojego psa, bo on raczej spokojny nie jest i awanturnik![/FONT]

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...