marta9494 Posted May 8, 2010 Posted May 8, 2010 filodendron napisał(a):A mnie trudno zrozumieć, jak można pozwolić psu na towarzyszenie dwulatkowi, który już raz go uderzył i skopał (obojętnie dlaczego - czy dlatego, że niewychowany /wychowanie dwulatka - hmmm/, czy ma ADHD, czy inne zaburzenie neurologiczne, czy może pierwszy raz w życiu widział dużego psa, może nie rozumie, że żywe) - to proszenie się o kłopoty. Pies do innego pokoju, dziecko do innego, nawet jeśli goście/pies mają się obrazić. Żadnego dwulatka nie wychowa się w pięć minut (pomijam możliwości percepcji, które w tym wieku mogą być bardzo różne i trudne do ocenienia ad hoc), za to wystarczy jedno karcące chapnięcie nawet najlepiej wychowanego psa i nieszczęście gotowe.Wyobraź sobie,że mały był u nas ponad cztery godziny.Pierwszy raz ję zdzielił z zaskoczenia,potem juz pilnowałam.Ze trzy godziny mały sie bawił i na psa nie zwracał uwagi.Prawie cały czas byłam o 5 cm obok niego,bo faktycznie jest bardzo żywym dzieckiem i bałam się żeby się nie przewrócił,albo sobie czegoś nie zrobił.poza tym mój syn jak miał dwa lata,a też był i jest nadal żywym dzieciakiem,jak miał wytłumaczone raz,że psa się nie bije,nie ciągnie za ogon i nie wkłada palców do oczu i innych psich otworów jakos zrozumiał i nie miałam problemów typu dziecko -pies.Mały nie był sam nawet minuty i to nie ze względu na psa,tylko na to,ze jest bardzo żywiołowy.Myślałam,że po pierwszym tłumaczeniu zrozumiał,bo tak to wyglądało.Przechodził koło psa wyciągał rączkę,głaskał i rzucał psu piłkę.Dopiero później sobie na nią usiadł i coś oglądał(jaką zabawkę )Siedząc na niej nawet nie próbował jej poklepać,po czym wstał i znienacka ,ni z tego ,ni z owego bach!Nawet nie zdążyłam zareagować!A byłam pół metra od nich (niecałe)Drugi raz już oczywiście nie zdązył,bo go szybko zabrałam.Pierwszy raz mi się cos akiego zdarzyło,a dzieci i wiekszych i mniejszych przychodzi do mnie mnóstwo. Quote
marta9494 Posted May 8, 2010 Posted May 8, 2010 On powiedziane miał od razu stanowczo,że pieska to boli i będzie płakał.Ale wiedziałam,że oni tez maja psa i myślałam,że wie co i jak z psami.Sam na sam nie byli ani przez sekundę.Poprostu nie spodziewałam się ,że moze ją uderzyć,a co dopiero kopnąć.Przychodzi do mnie mnóstwo dzieci w róznym wieku i pierwszy raz coś takiego się stało.Pies i dzieciak nie latali swobodnie bez opieki.Ja latałam za dzieckiem,bo bałam sie,ze sobie coś zrobi,a suka z przyzwyczajenia,zawsze łazi za dziećmi i ich pilnuje.A jak dzidzia jeszcze nie chodzi,to się kładzie obok dziecka i leży.A ja za nim chodziłam i pilnowałam,bo ata razem z moim mężem coś grzebali w kompie i gadali sobie w drugim pokoju. Quote
karjo2 Posted May 8, 2010 Posted May 8, 2010 Z calej tej sytuacji Marty, dziecka i psa, pomijajac niestosownosc zachowania dziecka i jego opiekuna, nie rozumiem, dlaczego gospodyni bierze sie za wychowywanie obcego dziecka, zamiast wymagac tego od jego rodzicow, bedacych obok i obserwujacych sytuacje. Podobnie niedopuszczalne jest, moim zdaniem, zabawianie sie dziecka w deptanie, siadanie, przewalanie sie po psie, szczegolnie obcego dziecka, o niekoniecznie znanych (jak widac z opisu) reakcjach w stosunku do zwierzat, a takze przecenianie cierpliwosci zwierzecia. Quote
Greven Posted May 8, 2010 Posted May 8, 2010 [quote name='maciek_axa']Wiem ze to co teraz napiszę wydaję się bardzo drastycznym rozwiązaniem, ale uważam że z takimi idiotami jakimi zdarzyło mi się spotkać na psich spacerach trzeba drastycznie! Polecam wszystkim pieprz w spray'u! Obawiam się, że nikogo tym nie zszokowałeś ;) [quote name='maciek_axa']Na mojej ulicy mieszka 3-letni mieszaniec (pitbull+amstaff !) Moja Mama ma 1.5 rocznego mieszańca pitbull + amstaff. Bez wykrzyknika ;) Uroczy niuniek. Mama nosi gaz, żeby go obronić... w razie czego. Quote
evel Posted May 8, 2010 Posted May 8, 2010 A ja jestem w szoku. Podbiegł dziś do nas lab, nie wgniótł Zu w ziemię, nie przytłamsił jej swoim (lekko licząc z 5 razy większym) cielskiem, tylko powąchał, po czym podlazł do mnie, niuchnął mnie, wyszczerzył zęby w głupkowatym uśmiechu i sobie poszedł :shock: :evil_lol: Quote
marta9494 Posted May 9, 2010 Posted May 9, 2010 karjo2 napisał(a):Z calej tej sytuacji Marty, dziecka i psa, pomijajac niestosownosc zachowania dziecka i jego opiekuna, nie rozumiem, dlaczego gospodyni bierze sie za wychowywanie obcego dziecka, zamiast wymagac tego od jego rodzicow, bedacych obok i obserwujacych sytuacje. Podobnie niedopuszczalne jest, moim zdaniem, zabawianie sie dziecka w deptanie, siadanie, przewalanie sie po psie, szczegolnie obcego dziecka, o niekoniecznie znanych (jak widac z opisu) reakcjach w stosunku do zwierzat, a takze przecenianie cierpliwosci zwierzecia.Tradycyjnie już karjo2 czytasz,czytasz i rozumiesz wszystko po swojemu.Po pierwsze nie wychowuję tego dziecka,tylko podczas pobytu jego ojca w drugim pokoju pilnowałam małego żeby sobie nie zrobił krzywdy.Dziecko nie deptało psa i nie przewalało sie po nim,przysiadło na niej i bawiło się autkiem.Moje zwierzę znam i nie przeceniam jego cierpliwości.Przez kilka godzin pobytu dziecka u mnie w domu taka sytuacja miała miejsce dwa razy,bo cały czas pilnowałam żeby mały nie zblizał sie do suki.Nie ze względu na to,ze ona może zrobić coś jemu,tylko nie chciałam żeby on zrobił coś jej.Mimo tego,że suka wazy 40 kg,a mały podejrzewam, że o conajmniej połowę mniej. Quote
maciek_axa Posted May 9, 2010 Posted May 9, 2010 Greven napisał(a):Obawiam się, że nikogo tym nie zszokowałeś ;) Gaz jest naprawdę najlepszą metodą obrony ;) Greven napisał(a):Moja Mama ma 1.5 rocznego mieszańca pitbull + amstaff. Bez wykrzyknika ;) Uroczy niuniek. Mama nosi gaz, żeby go obronić... w razie czego. Rozumiem, tylko tak jak napisałem... pies nie jest w ogóle socjalizowany z otoczeniem, i dlatego wykazuję taką agresję w stosunku do innych psów, jak i ludzi :eviltong: Dlatego, nie oznacza to ze każdy mieszaniec rasy agresywnej jest taki jak pies przedstawiony wyżej :) Quote
filodendron Posted May 9, 2010 Posted May 9, 2010 marta9494 napisał(a):Myślałam,że po pierwszym tłumaczeniu zrozumiał,bo tak to wyglądało.Przechodził koło psa wyciągał rączkę,głaskał i rzucał psu piłkę.Dopiero później sobie na nią usiadł i coś oglądał(jaką zabawkę )Siedząc na niej nawet nie próbował jej poklepać,po czym wstał i znienacka ,ni z tego ,ni z owego bach!Nawet nie zdążyłam zareagować!A byłam pół metra od nich (niecałe). To się zawsze dzieje tak szybko. Naprawdę. Wystarczy posiedzieć trochę na oddziale traumatologii dziecięcej, żeby się przekonać, że właśnie tak dochodzi do wypadków z psami. Każdy chirurg, który miał "przyjemność" zszywać pogryzione dzieciaki, słysząc "nawet nie zdążyłam zareagować" smętnie pokiwa głową, bo słyszał to już o tyle razy za dużo. Trzeba po prostu uważać aż do przejedzenia, dmuchać na zimne i nie liczyć na rozsądek od pieluchy zaszczepiony dziecku. Quote
marta9494 Posted May 9, 2010 Posted May 9, 2010 [quote name='filodendron']To się zawsze dzieje tak szybko. Naprawdę. Wystarczy posiedzieć trochę na oddziale traumatologii dziecięcej, żeby się przekonać, że właśnie tak dochodzi do wypadków z psami. Każdy chirurg, który miał "przyjemność" zszywać pogryzione dzieciaki, słysząc "nawet nie zdążyłam zareagować" smętnie pokiwa głową, bo słyszał to już o tyle razy za dużo. Trzeba po prostu uważać aż do przejedzenia, dmuchać na zimne i nie liczyć na rozsądek od pieluchy zaszczepiony dziecku.Zgadzam sie z tobą w 100%,bo sama własnie miałam przykład,że mogę nie zdążyć zareagować.Z tym,że moja suka naprawdę jest przyzwyczajona do dzieci,do tego ,że ją miętolą,przytulają sie do niej i pokładają sie na niej.Mój syn jak ogląda bajki,to leży sobie na niej,albo ona na nim,to samo jest z innymi dziećmi.Ale do tej pory żadne dziecko jej nie uderzyło.I nieważne jest to,że mały nie miał na tyle siły żeby jej zrobić krzywdę,ona bardzo sie zdziwiła jak on ją zdzielił.Popatrzyła takim wzrokiem,że aż mi się jej szkoda zrobiło.Dopiero po chwili zwiała.Jak lezy z nami w łóżku to sama sie wpycha,żeby na niej położyć chociaż głowę,albo nogę.Bawiąc sie z dziećmi nie raz sie o nią dziecko potknęło,czy na nią wpadło.Ona to traktuje jako zabawę.Nigdy nawet nie warkneła na nikogo.Ani na dziecko ,ani na dorosłego.Gonitwy po całym domu,zabawy z piłką ,czy zabawkami ze sznurka,to dla niej normalka.Nie bałam sie ,ze ona zrobi coś dziecku,tylko nie chciałam żeby dziecko znów ją uderzyło.Jeśli juz ma dość zabawy np.z moim synem poprostu sobie idzie.Ale to się zdarza naprawdę rzadko,bo ona może się bawić godzinami i najczęściej to dzieci padają,a ona sie bierze za kota,albo zaczyna zabawę z drugą suką.Do której też ma taką cierpliwość,ze aż się wierzyć nie chce,tu np.leży sobie z moim synem. Quote
marta9494 Posted May 9, 2010 Posted May 9, 2010 A tu z całkiem obcym dzieckiem,dam linka ,bo nie umiem zmniejszć zdjęć http://i43.tinypic.com/rhop49.jpg http://pl.tinypic.com/r/dlnoef/5 A tu z drugą suką http://i41.tinypic.com/wld3rb.jpg Także ona jest przyzwyczajona do tego ,że ciągle ma coś na grzbiecie.Na pewno nie pozwoliłabym zeby jakieś dziecko sie do niej zblizało,gdybym nie była pewna,ze jej to odpowiada. Quote
Diora Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 maciek_axa napisał(a):Gaz jest naprawdę najlepszą metodą obrony ;) Zależy od psa ;) Moja sunia (będąc szczeniakiem ) wyjęła mi z kieszeni kurtki gaz pieprzowy i rozgryzła opakowanie. Zero negatywnej reakcji. Sama frajda... A ja się prawie udusiłam. Kręciło mnie w nosie i drapało w gardle przez kolejny tydzień jak wiązałam buty (podłoga oczywiście dokładnie myta, ale i tak było czuć). A pies się tam kładł jeszcze... Marta, zdjęcia super :D Quote
Merenwen Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 Jej, świetna sunia! Jakby się na Chapsi coś położyło (to chyba miniaturowa chihuahua by musiała być... ^^'), to niechybnie by to zrzuciła jak natrętną muchę :D. Quote
filodendron Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 A ja mam gdzieś schowane, w jakimś albumie, zdjęcia mojego dziecka, jak się bawi z pieskiem i tegoż pieska, jak liże pysk mojego konia i różne takie fajne foty, bo to był super zsocjalizowany psiak - biegał po stajni i ujeżdżalni, fajny do ludzi, do koni, kotów i innych psów. Żadnych zastrzeżeń do niego nie miałam. Ładnych parę lat tak biegał. Do czasu, aż jednemu chłopczykowi zmiażdżył twarz tak, że ponoć potrzebne były dwie operacje plastyczne. To był amstaf, więc można to sobie tłumaczyć, jak komu wygodnie - albo że jednak rasa nie teges do dzieci, albo że na dzieci trzeba uważać niezależnie od rasy. Zwłaszcza cudze dzieci. Dzieci miewają przedziwne pomysły a zachowania agresywne są jednak częścią naturalnych zachowań każdego psa - gdzieś tam sobie tkwią w zanadrzu. Nie twierdzę, że suka Marty byłaby do tego zdolna - tak sobie napisałam ku przestrodze. Zdarzają się rzeczy, których przewidzieć po prostu się nie da. Quote
evel Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 Wyszłam z szoku :angryy: Ja pier... :angryy: Jestem tak wściekła, że nie wiem... Zaatakował nas przed chwilą "labrador" :angryy: Żeby było ciekawiej, PIES labrador :angryy: Szłyśmy z siostrą z Zu, nagle zza zakrętu wypada para labów - biszkoptowa suka i czarny pies - myślę sobie - o, fajnie... Suka podbiega do nas, zjeżona, wącha Zu - jest ok, odchodzi... Pięć sekund później dobiega pies i jak nie pieprznie Zu zębami :angryy: Niewiele myśląc, złapałam tego spaślaka za fałdy na grzbiecie i uszczypałam go tak, że mnie boli dłoń :roll: Zastanawiam się, co było nie tak - może ja się nie znam, ale Zu pokazywała "nie podchodź, boję się!" - ogon wciśnięty pod brzuch, na ugiętych łapach... Co prawda właściciele szybko zabrali laby i spytali, czy wszystko w porządku... Tak, w porządku, oprócz tego, że teraz suka jak widzi JAKIEGOKOLWIEK czarnego dużego psa jak labrador rozpłaszcza się na ziemi i się trzęsie jak galareta :angryy: Dwa miesiące naszej pracy poszły się j* :wallbash: Quote
Merenwen Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 Łoj, to teraz wszystko zaczynacie od nowa? :shake: No, trochę masakra... Quote
Patyś_ Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 Yh, u nas tez wstręt do czarnych dużych psów trwa nadal. Ludzie nie rozumieją, że ich "spokojny" biegający luzem pies, może doprowadzić do tego, że inny kudłacz będzie przeżywał każde wyjście na spacer, jak karę :( Quote
evel Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 Najgorzej jest mieć niewielkiego, strachliwego psa, który takie zajście przeżywa później bardzo długo :( Zu była strasznie gryziona, po strzyżeniu widać, że ma mnóstwo miejsc z "inną" sierścią, taką, jaka odrasta po urazach mechanicznych :( Każda taka jazda powoduje, że cofamy się do punktu wyjścia, w którym jakikolwiek inny pies jest dla Zuzanki wrogiem i trzeba go odstraszać i atakować zanim on - w jej mniemaniu - zaatakuje ją :shake: Quote
nikusiovatamiłośniczka:) Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 evl napisał(a):Wyszłam z szoku :angryy: Ja pier... :angryy: Jestem tak wściekła, że nie wiem... Zaatakował nas przed chwilą "labrador" :angryy: Żeby było ciekawiej, PIES labrador :angryy: Szłyśmy z siostrą z Zu, nagle zza zakrętu wypada para labów - biszkoptowa suka i czarny pies - myślę sobie - o, fajnie... Suka podbiega do nas, zjeżona, wącha Zu - jest ok, odchodzi... Pięć sekund później dobiega pies i jak nie pieprznie Zu zębami :angryy: Niewiele myśląc, złapałam tego spaślaka za fałdy na grzbiecie i uszczypałam go tak, że mnie boli dłoń :roll: Zastanawiam się, co było nie tak - może ja się nie znam, ale Zu pokazywała "nie podchodź, boję się!" - ogon wciśnięty pod brzuch, na ugiętych łapach... Co prawda właściciele szybko zabrali laby i spytali, czy wszystko w porządku... Tak, w porządku, oprócz tego, że teraz suka jak widzi JAKIEGOKOLWIEK czarnego dużego psa jak labrador rozpłaszcza się na ziemi i się trzęsie jak galareta :angryy: Dwa miesiące naszej pracy poszły się j* :wallbash: Współczuję :niedowia: Więcej :niewiem: co powiedzieć ... U mnie jest tak ..że jak idę z psem na spacer to kurde zawsze psy od razu łazić ! .. dobrze że taktownie Nika jest po tej operacji "wysterylizacji" ... to taktownie ma to w d*pie . Ale najgorzej to jest kotem .. to już całkiem masakra :-x Quote
Karilka Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 Ta.. Labradory i ich własciciele.. Przybiegł lab, mój po treningu, nie miał ochoty sie z kimkolwiek znajomić a to to tak po prostu pach mu noch w dupsko, pach mu nos w norde, pach pod podwozie.. No ja cholery dostałam. Mówiłam "zostaw" i mój pies nie reagował agresywnie - liczyłam na to, ze własciciel zachowa sie rozsądnie, kiedy poprosze aby zabrał psa. Niestety. Własciciel wesoło powiedział "niech go ugryzie! Moze nauczy sie wreszcie nie podbiegania do psów!" .. poprosiłam jeszcze raz, żeby zabrał.. Niestety - poszedł dalej. Ok. Pies dostał komendę "wolny", wyluzowałam smycz i jakze uroczy labrador dostał dwa razy w kark po czym spitolił za odpowiedzialnym panem. Quote
Greven Posted May 11, 2010 Posted May 11, 2010 Zza zakrętu wychodzi dziecko. Małe, może 2-letnie. Drepcze sobie pociesznie i w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest już dobre 20(!) metrów od zakrętu, przemieszcza się środkiem drogi... uliczka może i osiedlowa, ale samochody jeżdża, a i czasem jakiś rozpędzony idiota się trafi. Dziecko oddala się od zakrętu, zza którego wyłania się... spasiony labiszon. Bardzo dobrze mi znany labiszon. Już kilka razy interweniowałam w straży miejskiej, a jego właściciel śmieje się w twarz i nadal puszcza laba luzem. Przez niego zleciałam z roweru, bo doskoczył do suki mojej Mamy, która biegła przy rowerze i przygniótł ją do ziemi, zjeżone 40-50 kg samca. Przez niego nie można spokojnie pospacerować po osiedlu, bo do psów się sadzi, a suki ostro dominuje, zjeżony przez cały grzbiet. Wybiega na bardzo ruchliwą jezdnię. Wypuszcza się na okoliczne pola, gdzie każdej wiosny rodzą sarny. Rzuca się na koty. Jakie ma jeszcze rozrywki - tego nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Na widok mojej Tangi, labrador dostał irokeza, długich łap, ogon wyprężony w górze i truchtem na nas. Tanga, jak na nią, spokojna. Odwracanie uwagi nie miało już żadnego sensu, "nie wolno, dobry pies" jeszcze jakoś trzymało Tangę w ryzach, zza nieszczęsnego zakrętu wyłonił się w tej chwili młody tatuś, rozejrzał za drepczącą córeczką i zaczyna niemrawo przywoływac psa. Do cholery, czy zdrowy, ok 30-letni mężczyna nie umie KRZYKNĄĆ?! Ostro przywołać psa do porządku?! Wydać stanowczego polecenia?! Na jego mamrotanie labiszon nawet uchem nie ruszył, za to próbował władować się na Tangę. Tanga odpowiedziała atakiem, trzymałam ją krótko. W końcu labrador dostał ode mnie kopniaka w pysk (trafić nie jest łatwo, gdy ma się 30 kg wkurzonego suczyska na smyczy), cofnął się, przywarował i... próbował mi się rzucić na nogę. Pańcio, widząc że labeczek sadzi się nie tylko do psa, ale już i do człowieka, podleciał w końcu i odciągnął go za obrożę, wykrzykując przy tym (chyba nagle odzyskał głos, anemia mu przeszła), że mam panować nad swoim psem. Powiedziałam mu, co o nim myślę i żeby lepiej zajął się dzieckiem (które znikało właśnie w kolejnej osiedliowej uliczce) i ruszyłam w innym kierunku, ale spacer już miałam zepsuty, a Tanga bez sensu się nakręciła. Quote
engelina_88 Posted May 12, 2010 Posted May 12, 2010 Ja pierdziu takiego tatuśka to nic tylko lać! Najpierw za dziecko, potem lać znowu za psa, a potem jeszcze w odwrotnej kolejności! Quote
badmasi Posted May 12, 2010 Posted May 12, 2010 Ja mialam wczoraj po raz kolejny do czynienia z nerwową matką. Zaczynam się powoli zastanawiać czy mój szetland wygląda groźnie, niebezpiecznie...Idę chodnikiem, obok przystanek. Stoi matka z dwójką dzieci mniej więcej 3-letnich. Szetland idzie przy nodze nie zwraca uwagi na dzieci. Nagle matka kieruje w moją stronę groźne, oburzone spojrzenie, przygarnia dzieci do siebie wpychając je niemalże na ulicę. Dzieci na widok psa zaczynają piszczeć ze strachu chowając się za matkę. Mój pies przechodzi spokojnie, nawet na dzieci nie patrzy, nie reaguje na piski (ma perfekcyjnie wyuczone chodzenie przy nodze z kontaktem wzrokowym), no i zmęczony upałem marzy tylko o misce z wodą. Ja nie podejmję wyzwania wzrokowego, odchodzac czuję jeszcze na plecach złe spojrzenie i słyszę oburzone prychanie. Zastanawiam się dlaczego ludzie tak reagują, co nimi kieruje, dlaczego uczą swoje dzieci tak panicznego lęku przed psem w końcu spokojnym i na smyczy? Odniosłam wrażenie, że ta kobieta wymagała abym wyniosła się z chodnika, na którym ona stoi, wskoczyła w krzaki... Evl- w ostatnim odcinku "zaklinacza psów" Cesar powiedział interesującą rzecz-niektóre psy mają tendencję do atakowania innych okazujących strach, strach wyzwala agresję. Zastanowiło mnie to, bo odnoszę wrażenie, że właśnie pewno dlatego strachliwy pies ujada aby ukryć lękliwość która może stać się przyczyną ataku. Być może dlatego na niektóre psy nasz strachliwiec będzie ujadał podskórnie czując, że za podkulony ogon może mu się oberwać. Tylko problem-jak ujada to się broni przed atakiem, jak pozwalamy na ujadanie to może stac się przewrażliwiony, jak nie ujada to może oberwać i co dalej...? Najlepiej sprawić aby przestał się bać ale to już nie takie proste. Quote
evel Posted May 12, 2010 Posted May 12, 2010 badmasi napisał(a): Evl- w ostatnim odcinku "zaklinacza psów" Cesar powiedział interesującą rzecz-niektóre psy mają tendencję do atakowania innych okazujących strach, strach wyzwala agresję. Zastanowiło mnie to, bo odnoszę wrażenie, że właśnie pewno dlatego strachliwy pies ujada aby ukryć lękliwość która może stać się przyczyną ataku. Być może dlatego na niektóre psy nasz strachliwiec będzie ujadał podskórnie czując, że za podkulony ogon może mu się oberwać. Tylko problem-jak ujada to się broni przed atakiem, jak pozwalamy na ujadanie to może stac się przewrażliwiony, jak nie ujada to może oberwać i co dalej...? Najlepiej sprawić aby przestał się bać ale to już nie takie proste. To ja już nie wiem co mam robić z Zu :roll:, ale jak ten pies nas jeszcze raz napadnie to podejmę odpowiednie kroki - agresywnego psa wyprowadza się w kagańcu, nawet jak jest pseudo-labem :angryy: Quote
nikusiovatamiłośniczka:) Posted May 12, 2010 Posted May 12, 2010 badmasi napisał(a):Ja mialam wczoraj po raz kolejny do czynienia z nerwową matką. Zaczynam się powoli zastanawiać czy mój szetland wygląda groźnie, niebezpiecznie...Idę chodnikiem, obok przystanek. Stoi matka z dwójką dzieci mniej więcej 3-letnich. Szetland idzie przy nodze nie zwraca uwagi na dzieci. Nagle matka kieruje w moją stronę groźne, oburzone spojrzenie, przygarnia dzieci do siebie wpychając je niemalże na ulicę. Dzieci na widok psa zaczynają piszczeć ze strachu chowając się za matkę. Mój pies przechodzi spokojnie, nawet na dzieci nie patrzy, nie reaguje na piski (ma perfekcyjnie wyuczone chodzenie przy nodze z kontaktem wzrokowym), no i zmęczony upałem marzy tylko o misce z wodą. Ja nie podejmję wyzwania wzrokowego, odchodzac czuję jeszcze na plecach złe spojrzenie i słyszę oburzone prychanie. Zastanawiam się dlaczego ludzie tak reagują, co nimi kieruje, dlaczego uczą swoje dzieci tak panicznego lęku przed psem w końcu spokojnym i na smyczy? Odniosłam wrażenie, że ta kobieta wymagała abym wyniosła się z chodnika, na którym ona stoi, wskoczyła w krzaki... Evl- w ostatnim odcinku "zaklinacza psów" Cesar powiedział interesującą rzecz-niektóre psy mają tendencję do atakowania innych okazujących strach, strach wyzwala agresję. Zastanowiło mnie to, bo odnoszę wrażenie, że właśnie pewno dlatego strachliwy pies ujada aby ukryć lękliwość która może stać się przyczyną ataku. Być może dlatego na niektóre psy nasz strachliwiec będzie ujadał podskórnie czując, że za podkulony ogon może mu się oberwać. Tylko problem-jak ujada to się broni przed atakiem, jak pozwalamy na ujadanie to może stac się przewrażliwiony, jak nie ujada to może oberwać i co dalej...? Najlepiej sprawić aby przestał się bać ale to już nie takie proste. O boże . ! . Niech ktoś mnie trzyma .. jaka ta matka musi być por#bana .. jak tak się boi psa .. to po h*ja łazi po dworze ? . Niech siedzi w domu z dziećmi i pilnuję -.- Quote
badmasi Posted May 12, 2010 Posted May 12, 2010 Evl-No właśnie co robić? W przypadku takiego strachliwca jak moja collie odwrażliwianie nie było/nie jest takie bardzo trudne bo choć do odważnych nie należy to nie ma traumy schroniskowej za sobą i nigdy nie została pogryziona (tylko zaatakowana). Twoja Zu jak sama pisałaś ma liczne ślady po ugryzieniach więc jej ciężko będzie się podźwignąć. Ja myślę, że dobrze by było abyś zasłaniała sobą psa w sytucjach stresowych, tak aby poczuł, że nic mu się już więcej nie stanie. Ja, jak mam wątpliwości to chowam psy za plecy i prowadzę tak aby nie miały kontaktu wzrokowego z przechodzącym opodal czy podbiegającym. To, że agresywne psy powinny być pilnowane nie podlega wątpliwości lecz jak wiesz różnie to w Polsce bywa. U mnie na osiedlu nikt się już nie pitoli, do wszelkiej maści agresorów wzywana jest straż miejska. Robi to wielu ludzi a skutek jest taki, że przynajmniej pod blok można wyjść spokojnie. Niepokoi mnie tylko to, że niektóre agresywne psy zostały zakute w kagańce i dalej biegają luzem co przy zerowym odwołaniu przynosi opłakane skutki. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.