Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja to sie zawsze napatocze na jakiś psycholi. Byłam z B. w lasku, mało ludzi jak na taką pogodę, może dlatego, że gorąco było. Wracamy ścieżką i kierujemy sie na parking, zza rogu wychodzi facet z jakiś rudym psem na smyczy (wielkości owczarka belgijskiego), który obsikiwał każde drzewo po drodze. Jak sie potem okazało to była suka, siusiająca jak pies... ale to tak w ramach dygresji. Zwolniłam kroku i powoli szłam za nimi, niestety oni szli tak wolno i tak często sie zatrzymywali, że w końcu psy sie zauważyły. Stanęłam więc i czekałam aż pan w końcu ruszy się, ale jednak myliłam się, bo nie miał zamiaru iśc dalej. Pomyślałam, trudno, miniemy sie jakoś, zrobiłam krok w przód a wtedy tamta suka zaczęła sie pieklić i wyrwać na smyczy, Pan był uradowany jakby wygrał w totka gruby melon. Stał i śmiał sie do rozpuku...:stupid: B. ma cierpliwość, ale do czasu, a ja nie chciałam żeby i ona zaczęła sie pultać. Kombinowałam żeby ich minąć, no ale sie nie dało!!! :angryy: W końcu poprosiłam Pana czy mógłby nas przepuścić... "Nie, po co? Pieski są się zaprzyjaźnić" :crazyeye: Nie ryzykowałam i weszłam w las, zawróciłam, tak żeby zejść im z drogi... jednak Pan miał inny pomysł i postanowił iść na za nami! :diabloti: No co, bo fajnie jest jak psy sie na siebie plują, nie ?
Dotarłam do samochodu, Pan za nami... okazało się, że zaparkował obok nas.
I wyjaśnijcie mi, o co chodziło? Nie można było iść przed siebie i nie zawadzać drogi ? Boshh i ja mam takie akcje codziennie!

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Niestety nie tylko w Poznaniu tacy się trafiają. Po drugiej stronie ulicy, przy której mieszkam jest duże pole, łąka. Wokół domy. Pole ma ze 3 hektary, na nim 2 pagórki.
Siedzę ja sobie z TŻ na jednym z nich i rzucamy naszym 3 bestiom (2 labki i bokserka) piłki. To typowe pracoholiki i żaden pies ich nie odciągnie, gdy mamy w ręku piłę.

Babsztyl, który mieszka kawał od pola przyszedł na spacer i zobaczył nas, jak dopiero na to pole wkraczała. Specjalnie przeszła przez całe ze swoimi 2 małymi pieskami na smyczy, żeby nam powiedzieć, że
"Znowu przyszliśmy na występy gościnne (że niby to pole po jej stronie ulicy należy do niej i sąsiadów, hehe). Żebyśmy chodzili koło siebie, bo ona ze swoimi nie chodzi pod nasz dom (chodzi, ale co tam). I skoro znowu przyszliśmy, to trzymajmy psy na smyczy, bo ona zrobi nam zdjęcie i rozwiesi w okolicy. I kupy żebyśmy sprzątali po psach (sprzątamy)". Po czym 100 m dalej jej psiór zrobił kupona, a ona nie sprzątnęła i pognała do domu.:angryy:
Odpowiadanie jej do niczego nie prowadzi, bo baba jest szurnięta i odpowiada coś od czapy. Choć nie ukrywam, że ja choleryczka jestem, ale skopał mnie TŻ po kostkach, że odpowiadaniem tylko taki typ nakręcam.

To taki typ babsztyla, któremu przeszkadza, że kogoś innego psy są wychowane, przychodzą na każde zawołanie, są zsocjalizowane i uwielbiaja zabawy z właścicielem. Do tego frustracja z powodu - braku chłopa, pracy, kasy czy cokolwiek innnego przejawia sie w zaczepianiu ludzi, co do ktorych ma pewność, że jej w pysk nie dadzą. I czuje się ważna, bo komuś coś powiedziała, że "aż mu w pięty poszło"

Nigdy nie widziałam, żeby zaczepiała gości z owczarkami niemieckimi czy sznaucerami olbrzymimi, amstaffami... Wpieniające to jednak.
Niestety takich ludzi jest dużo, np te wszystkie trolle w sieci ...

Posted

A ja dzisiaj zostałam poszczuta biglą :diabloti:
Idę z sukami. Widzę, koleś, wesoły działkowicz-grilowicz z jorkiem i biglą na smyczy zmierza w stronę wąchającego trawę starego kundelka (pies od pijaków, wielkości może pinczera miniatury, zawsze luzem i spokojny). Nagle szczuje biglą tego biednego psa, biegnie za nim, pies ucieka gdzie nogi poniosą, widownia w postaci przygłupich panienek wiwatuje. Oczywiście zapytałam kolesia, czy uważa, że to śmieszne, bo mnie to za cholerę nie bawi. Dowiedziałam się, że mam się odwalić od tego co robi :cool1: No, wyszła wymiana zdań, po której koleś stwierdził "bo ja cię poszczuję psem, chcesz?!" - roześmiałam się, że może mnie biglą spróbować poszczuć, zobaczymy co z tego wyniknie. Dał sobie spokój, tylko potem na mnie najeżdżał przy panienkach. Przynajmniej zepsułam mu dobry humor i dwa razy się zastanowi, zanim jeszcze raz coś takiego zrobi (mam taką nadzieję) :cool3:

To jest jedna z rzeczy, której najbardziej na świecie nie znoszę. Straszenie, dręczenie zwierzęcia bez właściciela, bez możliwości obrony, bez wsparcia. Chamstwo do sześcianu :angryy:

Posted

zmierzchnica napisał(a):

To jest jedna z rzeczy, której najbardziej na świecie nie znoszę. Straszenie, dręczenie zwierzęcia bez właściciela, bez możliwości obrony, bez wsparcia. Chamstwo do sześcianu :angryy:

Dokładnie. Bogu ducha winne zwierzę, nikomu nie przeszkadza, często jest przerażone, głodne, zmarznięte, a tu jeszcze mu koniecznie muszą ból sprawić :/. Jakby to komuś było potrzebne! Nie dość, że chamstwo, to w moich oczach jeszcze taki człowiek się poniża, jest słaby psychicznie, być może o zaniżonym poczuciu wartości, bo tylko ktoś taki ma zabawę ze znęcania się nad kimś, kto nie ma szans się obronić...

Posted

To może opowiem o sytuacji z majowego weekendu, bo do tej pory siedzi mi w głowie :/
Otóż idę z Bają przez miasto, podlatuje do nas kundelek identyczny jak moja mała, tylko z ciemniejszą sierścią. Widać, ze to tak samo młodziutkie i szalone. Rozglądam się, właściciela nie ma. Myślę sobie, że ok, w najgorszym wypadku wezmę ze sobą, znajdziemy dom. Ale za chwilę idzie dwóch chłoposzków tak może z 14 lat i mówią, ze to pies ich koleżanki. Poprosiłam, żeby pokazali mi gdzie mieszka i odprowadziłam Dejzi (tak miał na imię ten mały podlotek). Oddałam ja dziewczynie stojącej pod klatką- właścicielce, tłumacząc, żeby pilnowała pieska, bo wpadnie pod auto. Zabrazał małą ode mnie bez słowa i postawiła na ziemi trzymając tylko za obrożę, dopóki się z Bajką nie oddaliłyśmy.:shake: Zdążyłyśmy dojść do ulicy i przejść na drugą stronę, a tu nagle słyszę za sobą pisk opon (no i oczywiście...) Odwracam się a tam Dejzi pod samochodem się turla :( :crazyeye: Myslałam, ze zawału dostanę, i nawet chyba coś powiedziałam głośno... Na szczęście suczka szybko się podniosła i pobiegła dalej, może nic poważnego jej się nie stało. Pomyślałam, że skoro właścicielka ma ją w głebokim poważaniu to wezmę ją ze sobą, ale uciekła ile sił w małych nóżkach i już jej nie znalazłam :( A tą gówniarę to miałam ochotę zagryźć!:angryy:

Posted

To może ja nawiążę do tematu dzieci.Nie dalej jak wczoraj był u nas znajomy z dwuletnim synkiem.Moja Lila kocha dzieci,więc byłam pewna ,że wszystko będzie ok.I było.Ze strony psa.Nadmienię tylko,że maluszek był u nas w domu pierwszy raz.Po przestąpieniu progu i mojej komendzie"Nie witamy się!!!!'Lila obwąchała małego,liznęła dwa razy i zaczęła się witać z dorosłym.Tańce ,skoki ,lizanie ,ogólna radocha.Mały po dosłownie pieciu minutach znał juz cały dom,zdążył 3 razy wejść na antresolę mojego syna,rozwalić stateczek znad morza i zbliżył się do Lili ze słowami:"pes?"Na to ja:"Pes,pes,fajny??'Na to on-trzy cepy z pięści w nos i jeden kop!!!!!!!!!!!!???????Na to ja:'NIE WOLNO BIĆ PSA ,BO BĘDZIE PŁAKAŁ!!!!"Na to moja Lila-wielkie gały,pełen pretensji wzrok na mnie i dłuuuga!Ale po chwili(ma jakieś swoje fanaberie i łazi i pilnuje dzieci)polazła za malusim do mojego syna pokoju.Ja już czujna za nią.Bynajmniej nie bałam się o dziecko,tylko nie chciałam żeby znowu ją prasnął.Obyło się bez prawych sierpowych.Jeszcze raz pokazałam psa i powiedziałam,że nie wolno pesia bić,bo go to boli i będzie pła\kał.Ok.Ponad godzina spokoju.Lila położyła się pod barem i przysnęła.Mały podszedł usiadł na nią i bawił się jakimś autkiem.Ja szczęśliwa,że dzidzia zrozumiała,że psa nie wolno krzywdzić odetchnęłam.Mały wstał i.....znowu kop!!!:(Nie wytrzymałam i podeszłam wzięłam małego na ręce i groźnie mówię:'Nie wolno psa bić!A jakby Ciebie ktoś zbił,fajnie by było??!!!!"Na to tata małego"Ale co ty się produkujesz ,on mi wczoraj kokulę(yorka)na samej obroży przyniósł do kuchni!"??????????????? Odkąd mój syn miał półtora roku.zagościły u nas psy.I moje dziecko wie,że pies tak samo jak człowiek czuje,cieszy się smuci,boli go,obraża się i może się złościć!Kiedy moje dziecko szaleje z psem cały czas ich obserwuję mająć na oku,nie psa!Mojego syna.Mimo tego,ze od małego miał wpajane,ze pies to też istota!Nie wyobrażam sobie,jakie zycie ma ten york.U mnie sprawy są postawione jasno.Pies nie ma prawa nawet warknąć na dziecko,a dziecko nie ma prawa krzywdzić psa.I moja suka jest do tego przyzwyczajona.Szczerze mówiąc będąc na jej miejscu mściwie zrzuciłabym chociaż małego z grzbietu.Na szczęście psy nie wiedzą co to złośliwość i wredota::))

Posted

Nie wiem, czy bym temu dziecku na oczach rodziców nie wsypała pokazowych tzw. trzech szybkich na d... Nie tak, żeby bolało, ale żeby jednak pokazać, że to przyjemne nie jest...

Posted

O matko... masakryczne dziecko, masakryczny tatuś. Ja ostatnio sprzedałam szczeniaka, w jego nowym domu jest chłopiec 7 lat i dziewczynka 4 lata. Mają zakaz od mamy brania psa na ręce - profilaktycznie. Bawią się z nim tylko na podłodze. Szczeniak się wyrwie, dziecko nie utrzyma i nieszczęście gotowe, jednak mama dzieci stanęła na wysokości zadania :)
A w Wielkanoc miałam w gościnie dziewczynkę nie nauczoną życia ze zwierzętami i może to chamskie z mojej strony, ale ucieszyłam się, gdy mój na co dzień baaaardzo cierpliwy kot w końcu ją ugryzł :diabloti: Ma nauczkę, trudno. Do psów w ogóle nie wpuściłam...

Posted

debova47909 napisał(a):
To może opowiem o sytuacji z majowego weekendu, bo do tej pory siedzi mi w głowie :/
Otóż idę z Bają przez miasto, podlatuje do nas kundelek identyczny jak moja mała, tylko z ciemniejszą sierścią. Widać, ze to tak samo młodziutkie i szalone. Rozglądam się, właściciela nie ma. Myślę sobie, że ok, w najgorszym wypadku wezmę ze sobą, znajdziemy dom. Ale za chwilę idzie dwóch chłoposzków tak może z 14 lat i mówią, ze to pies ich koleżanki. Poprosiłam, żeby pokazali mi gdzie mieszka i odprowadziłam Dejzi (tak miał na imię ten mały podlotek). Oddałam ja dziewczynie stojącej pod klatką- właścicielce, tłumacząc, żeby pilnowała pieska, bo wpadnie pod auto. Zabrazał małą ode mnie bez słowa i postawiła na ziemi trzymając tylko za obrożę, dopóki się z Bajką nie oddaliłyśmy.:shake: Zdążyłyśmy dojść do ulicy i przejść na drugą stronę, a tu nagle słyszę za sobą pisk opon (no i oczywiście...) Odwracam się a tam Dejzi pod samochodem się turla :( :crazyeye: Myslałam, ze zawału dostanę, i nawet chyba coś powiedziałam głośno... Na szczęście suczka szybko się podniosła i pobiegła dalej, może nic poważnego jej się nie stało. Pomyślałam, że skoro właścicielka ma ją w głebokim poważaniu to wezmę ją ze sobą, ale uciekła ile sił w małych nóżkach i już jej nie znalazłam :( A tą gówniarę to miałam ochotę zagryźć!:angryy:


Ja miałam taką sytuację w kwietniu.. byłam u TZ mieszka na osiedlu, koło 23 wyszliśmy z bloku, staneliśmy przy samochodzie i ja jeszcze jak zawsze zapaliłam fajkę, stoimy i gadamy.. i tu nagle jakieś małe białe do nas podchodzi.. nie widać opiekuna, przy klatce stała grupka młodzieży, ale pies przyszedł z zupełnie innej strony osiedla.., nie ma obroży, jak to my - łapy wyciągamy, jak się kręci przy nodze to chociaż pogłaskać można ;) psisko stało z nami przez prawie godzinę, siedziało mi na nodze i co chwile domagało się głaskania.. myśle sobie, zabieram do domu, porobi się foty i ogłoszenie rozwiesi, przecież szczeniaka w środku nocy przy ruchliwej ulicy nie zostawię.. jeszcze chwile pogadaliśmy i nagle pod klatkę podchodzi jakiś pan i do jednej z dziewczyn "a gdzie pies?!" a ona "no tu..." i szok bo psa "tu" już od ponad godziny nie ma! oczywiście dziewczynka nawet na krok się spod klatki nie ruszyła tylko ojciec zaczął latać po parkingu i psa szukać.. zawołaliśmy go że tu takie małe białe przyszło czy może nie jego.. no i tatuś szczęsliwy że psine znalazł, zaraz na ręce wycałował, podziękował i poszedł a jak już dotarł pod klatkę to taką awanturę zrobił panience że się tylko zgarbiła i poszła za nim - jeszcze jak wchodzili do klatki się na nią wydzierał :D
Dla mnie to nie pojęte, ja nie spuszczam z oczu Lennego, boję się że coś mu się może stać, a ta przez ponad godzinę nie zauważyła że psa nie ma w pobliżu! w tym czasie kilka razy mógł ją potrącić samochód...

Posted

A na moim osiedlu wczoraj kot ( bez smyczy) zaatakowal yorka ( na smyczy) ,byla awantura mala poniewaz wlasciciel kota uwaza ze okolica jego bloku nie powinna byc kalana obecnoscią psow (na mnie tez sie kiedys wydzieral) bo mu sie koty nie mogą wyspacerowac .

Posted

"marta9494" napisał(a):
Nie wyobrażam sobie,jakie zycie ma ten york

Jak york wkoncu ugryzie dziecko to bedzie wina yorka a nie dziecka ani tatusia. Chyba ja tez bym mu dała lekkiego klapsa albo po łapach a tatusiowi bym powiedziała ze to on powinien był to zrobic i nie chce zeby mały dotykał mojego psa.
I nie wiem, czy bym na miejscu tatusia pozwoliła na wchodzenie w kazdy kat mieszkania, i dotykania rzeczy cudzych bez pytania.

Posted

A ja bym dziecku życzyła, żeby tej york go w końcu ugryzł. Ostatecznie lepiej, żeby york mu pokazał, że noszenie za obrożę nie jest fajne, niż żeby pies wielkości nowofundlanda się w którymś momencie nie wkurzył. Potem takie dzieci się uczą, że wszystkie psy można bezkarnie "głaskać"...

Posted

Wtedy pewnie york pójdzie do schroniska
A ja kiedys wsiadłam do autobusu i co widziałam? Siedzi facet na siedzeniu, a na siedzeniu na przeciwko jego siedzenia siedzi jego spaniel. Nie miał na sobie ani smyczy ani kaganca i nie był najczystszy. Od faceta czuc było alkoholem. Kiedy wysiadali siedzenie gdzie siedział pies zostało brudne facet sie nawet nie starał wyczyscic nie zobaczył nawet czy bardzo jest zabrudzone.

Posted

Znam takiego dzieciaka! Czterolatek mojej kuzynki. Na szczęście z moim psem nie ma kontaktu, ale zawsze jak przychodzili do mojej mamy, to kocice uciekały gdzie pieprz rośnie- tak że sama nie mogłam ich potem znaleźć. A jak któraś nie zdążyła, to biada... :( Jak drapnęła albo ugryzła to z ryjem na mnie, że mam koty niewychowane. Zawsze odpowiadałam wtedy, że moich kotów nawet nie trzeba wychowywać- same wiedzą, że do niewychowanych dzieci to z pazurami.
Swoją drogą ta sama kuzynka miała haskiego. Mieszkał biedak na 10m w pokoju, wyprowadzany na pół godziny dziennie :shake: Żeby tego było mało, to wzięła ze schronu kolejnego psa tej samej rasy, tylko szczeniaczka i potem sprzedała go na giełdzie.

ed. Bogarka a nie było żadnych starszych pań w busie? One zawsze chętnie zwracają uwagę ;)

Posted

A mnie trudno zrozumieć, jak można pozwolić psu na towarzyszenie dwulatkowi, który już raz go uderzył i skopał (obojętnie dlaczego - czy dlatego, że niewychowany /wychowanie dwulatka - hmmm/, czy ma ADHD, czy inne zaburzenie neurologiczne, czy może pierwszy raz w życiu widział dużego psa, może nie rozumie, że żywe) - to proszenie się o kłopoty. Pies do innego pokoju, dziecko do innego, nawet jeśli goście/pies mają się obrazić. Żadnego dwulatka nie wychowa się w pięć minut (pomijam możliwości percepcji, które w tym wieku mogą być bardzo różne i trudne do ocenienia ad hoc), za to wystarczy jedno karcące chapnięcie nawet najlepiej wychowanego psa i nieszczęście gotowe.

Posted

Wiem ze to co teraz napiszę wydaję się bardzo drastycznym rozwiązaniem, ale uważam że z takimi idiotami jakimi zdarzyło mi się spotkać na psich spacerach trzeba drastycznie!:mad:
Polecam wszystkim pieprz w spray'u!:p Najlepsza metoda na agresywnego, i bezczelnego psa jak i jego właściciela. Tzn. ja jeszcze nigdy nie miałem aż tak drastycznej sytuacji w której musiałbym użyć sprayu na właścicielu psa, ale raz zdarzyło się że byłem zmuszony ratować swoją,i mojej suni skórę.

Na mojej ulicy mieszka 3-letni mieszaniec (pitbull+amstaff !) który jest bardzo agresywny, i w ogóle nie przystosowany do życia wśród ludzi! O takim czymś jak "socjalizacja" nigdy nie słyszał.. Jego właściciele nigdy nie wypuszczają psa z podwórka, w ogóle nie wychodzi na spacery!
Jakie było moje zdziwienie jak pewnego dnia na środku łaki (byłem na spacerze z moją 4-letnią Nowofundlandką) spotkałem tego psa!!!:crazyeye: Pędził na mnie i Axe z zębami na wierzchu!!!
Gdyby nie to ze miałem przy sobie właśnie pieprz w sprayu to nie wiem co by z nami było :shake:
Pies dobiegł.... a ja wtedy wycelowałem prosto w pysk..... i pach!!!
Pies oszołomiony, zdezorientowany, oślepiony.... uciekał z podkulonym ogonem gdzie pieprz rośnie! :mad:
Po tej sytuacji.... nie ruszam się bez tego sprayu ;)

Posted

filodendron napisał(a):
/wychowanie dwulatka - hmmm/,

Dwuletnie dziecko potrafi już pewne rzeczy zrozumieć, zwłaszcza tak proste, że pieska, kotka, innego dziecka nie wolno bić. Zwłaszcza jeśli przebywa z psem pod jednym dachem. O ADHD raczej nie było tu mowy, a zdrowe pod względem neurologicznym dwuletnie dziecko widząc pierwszy raz dużego psa raczej się go boi, jest ostrożne, a nie atakuje.
Ale co racja to racja , ja tez nie pozwoliłabym małemu zbliżyć się do psa po tym jak mi go uderzył.

Posted

debova47909 napisał(a):
O ADHD raczej nie było tu mowy, a zdrowe pod względem neurologicznym dwuletnie dziecko widząc pierwszy raz dużego psa raczej się go boi, jest ostrożne, a nie atakuje.


Różnie. Dzieci reagują bardzo różnie na nieznane "obiekty"... Mimo wszystko jednak nie wyobrażam sobie pozostawienia agresywnego dwulatka z dużym jakby nie było psem w jednym pomieszczeniu albo biegających swobodnie po domu... :roll:

Posted

debova47909 napisał(a):
Dwuletnie dziecko potrafi już pewne rzeczy zrozumieć, zwłaszcza tak proste, że pieska, kotka, innego dziecka nie wolno bić.

Tym bardziej, jeśli wziąć pod uwagę, że pies ma rozwinięty umysł mniej więcej na poziomie dwuletniego dziecka i psu potrafimy wytłumaczyć, że atakowanie jest złe ;). Może do dzieci podchodzi się trochę za bardzo jak do jajek - cicianie, titanie i zero wychowania. "Jak chce, to niech się bawi"...

Posted

[quote name='debova47909']Znam takiego dzieciaka! Czterolatek mojej kuzynki.


u mnie w rodzinie też jest taka czterolatka , co raz wzięła rakietę do tenisa i zaczęła okłądac pieska swojej babci . ja wrzeszczałam "NIE BIJ PIEKA !! PIESKA TO BOLI !!". w końcu przestała okładac kundelka. eh..

Posted

W autobusie było duzo róznych ludzi, ale ten facet był duzej budowy i smierdział alkoholem to pewnie sie go bali, dopiero jak wysiadł i ktos chciał usiasc tam, gdzie pies siedział, to ktos zwrócił temu komus uwage ze tam jest brudno bo tam pies siedział. Wtedy dopiero sie ktos zaczał oburzac ze jak mozna psa sadzac na siedzenie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...