Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='Greven']

Te zasady to:

- sprzątanie psich kup i kłaków
- wysikiwanie psów niekoniecznie tuż pod czyimś oknem, na koło samochodu, albo w windzie
- ograniczenie do niezbędnego minimum ujadania psa w ogrodzie, czy na balkonie
- kontrolowanie psa podczas spaceru, czy to za pomocą komend, czy na smyczy
- nienarzucanie się ze swoim psem innemu psu
- nienarzucanie się ze swoim psem innym ludziom
- kontaktowanie psa z psami i ludźmi, którzy sobie tego kontaktu życzą

Wyobrażacie sobie, jaka sielanka by zapanowała? ;)QUOTE]

Popieram i przestrzegam tych zasad . Masz rację w 100 % ,psiarze nie byliby wtedy obiektem ataków .

Posted

Od kilku godzin nie mogę się otrząsnąć z szoku...
Pozytywnego:diabloti:.
Zaczynamy spacer, wchodzimy do lasku. Kawałek przed nami (ku wyjściu z lasku) biegnie mały rudy piesek, właściciel idzie daleko za nim. No cudów nie ma, minąć się musimy. Schodzę z Pycholem na bok ścieżki i zajmuję smakołykami. Piesek porzuca gigantyczny kij, który niósł(fajnie to wyglądało, btw;)) i wykazuje zainteresowanie nami. Ciśnienie mi rośnie... A tu nagle, Pan - szeptem chyba - coś pieskowi przekazuje, ten totalnie nas olewa, łapie co zgubił i mija nas spokojnie cudnie!:loveu: Pan mnie dodatkowo uspokaja, żebym się nie denerwowała, uśmiecha się. No bajka po prostu! Mój zbój nawet się nie zjeżył(!!!).
Mały piesek, luzem, nieszczekliwy, reagujący na szept. Zazdrość mnie żre:evil_lol:.

BTW, rano dogo czytałam i chyba te kłaki za mną na spacer poszły:mad:. Bleeeee:shake:.

Greven - zawsze znajdą się tacy, którym 'coś' przeszkadzać będzie.
Jakiś czas temu, na spacerze, ćwiczyłam z moim psem luzem(ma wtedy przypiętą treningówkę 30cm do szelek - wygląda, jakby jej nie było:evil_lol:). W naszą stronę szła alejką kobieta, więc przywołałam Pychola do siebie i trzymam za wspomnianą linkę. A kobieta z odległości kilku metrów do mnie z pretensjami, że psu smycz mam zapiąć. Pokazuję, że ma. To słyszę, że to nie jest smycz.
I co?;)

Posted

Greven napisał(a):
Tak z ciekawości - Wy przestrzegacie, lub staracie się przestrzegać wymienionych przeze mnie zasad?


Aha :) Tylko mam wrażenie że na całym osiedlu jest takich osób jak ja... może ze trzy... :roll:

Posted

Staram się tych zasad przestrzegać. Można by to gdzieś opublikować pod nazwą "Septalog posiadacza psa".

P.S. Septem (łac) - siedem:)

Dzisiaj opieprzyłam kolegę. Smarkacz to jeszcze;), ale mnie zdenerwował. Jest to syn znajomych moich rodziców. Mają psa - pudla z giełdy, który wygląda jak sznaucer;) Teoretycznie Mikra była z tym psem zaznajamiana, ale jak to ona, boi się go. Na co kolega bardzo uprzejmie: "Maksiu, zobacz, kto idzie, pogoń sobie!" Moja zwiewa, gdzie pieprz rośnie (ćwiczyłyśmy przychodzenie na zawołanie bez smyczy), ja już dostaję ciśnienia... Sytuacja ogólnie niefajna, na szczęście było to w okolicy domu, młoda zwiała pod klatkę. Powiedziałam, co myślę na temat takiego braku poszanowania cudzej pracy i psa. No bo ja tu się staram, uczę, że nie każdy pies to zagrożenie... I tak parę miesięcy mojej pracy poszło w kosmos... :/ Poza tym, co by było, gdybyśmy były np. w lesie? :/

Posted

Niedawno, jak wracałam z Orionem do domu (był na smyczy), to z jakiegoś podwórka wyleciały dwa psy, nic nam nie zrobiły poza ujadaniem i tym, że nie mogłam ich odgonić. Od początku, od kiedy Ori się u nas pojawił, ćwiczyłam z nim, żeby ignorował inne psy i dzięki temu spotkaniu, wszystko poszło na marne... muszę zaczynać wszystko od początku :(
Tamte psy odeszły dopiero gdy właściciel ryknął na nie (po zwykłe przywołania nic nie dawały :shake: ), oczywiście powiedziałam co o tym myślę, ale teraz jestem załamana, bo praktycznie nigdzie nie mogę z psem iść, bo nie mogę go utrzymać, tzn utrzymuję ale rękę mi wyrywa... Orion nie jest agresywny tylko z każdym chce się przywitać. Ręce opadają...

Posted

Greven napisał(a):
Pomyślcie, jak fajnie by było, gdyby posiadacze psów przestrzegali dosłownie kilku zasad...

Jak przyjemna byłaby koegzystencja z psiarzami zarówno tych, którzy mają psy i je lubią, jak i tych, którzy psów nie mają, nie lubią, boją się. Jak mało byłoby konfliktów sąsiedzkich i ogólnie międzyludzkich. Jak na plus zmieniłby się krajobraz miasta - skwerki, trawniki, parki. O ile wzrosłaby higienia i bezpieczeństwo. Tych zasad jest dosłownie kilka, a ich przestrzeganie jest praktycznie niekłopotliwe i kosztuje minimum wysiłku.

Te zasady to:

- sprzątanie psich kup i kłaków
- wysikiwanie psów niekoniecznie tuż pod czyimś oknem, na koło samochodu, albo w windzie
- ograniczenie do niezbędnego minimum ujadania psa w ogrodzie, czy na balkonie
- kontrolowanie psa podczas spaceru, czy to za pomocą komend, czy na smyczy
- nienarzucanie się ze swoim psem innemu psu
- nienarzucanie się ze swoim psem innym ludziom
- kontaktowanie psa z psami i ludźmi, którzy sobie tego kontaktu życzą

Wyobrażacie sobie, jaka sielanka by zapanowała? ;)

Tak z ciekawości - Wy przestrzegacie, lub staracie się przestrzegać wymienionych przeze mnie zasad?

-kupy zbieram, czeszę psy w domu lub jak jestem na wsi to trochę puchu zostawiam ptakom w ogrodzie jak budują gniazda z czego chętnie korzystają
-moje suki mają kilka miejsc na trawce do sikania ale musi to być duży trawnik
-w ogrodzie szczekają razem ze wszystkimi psami we wsi ale jak nie chcę to nie szczekają, w Warszawie nie szczekają na balkonie, mała ujada jak bawi się z psami lub biega za frisbee-chodzimy na psią łączkę, pod oknami nie pozwalam na jazgot
-w Warszawie duża chodzi na smyczy (wyjątkiem jest jak ćwiczy frisbee lub łapanie piłki, ćwiczymy tylko w parku, nigdy na osiedlu) a mała często luzem-obie mają dobre przywołanie, obie potrafią chodzić przy nodze z kontaktem, duża ma dodatkowo kaganiec, który nosi przypięty do szelek
-nikomu się nie narzucamy, staram się omijać z zapasem osoby które nie życzą sobie/boją się kontaktu, przy dzieciach i wózkach psy dostają "równaj", psy agresywne mijamy szerokim łukiem na smyczy (na osiedlu są tylko cztery więc nie ma problemu)
Konkluzja-z niektórych zasad się delikatnie wyłamuję ale pod kontrolą:cool1:

Posted

Greven napisał(a):
Pomyślcie, jak fajnie by było, gdyby posiadacze psów przestrzegali dosłownie kilku zasad...
Przestrzegam owych zasad i jeszcze kilku dodatkowo np. Sama nie narzucam się innemu psu cmokając, nawołując, głaskając ... ale co to daje? Nic! Bo notorycznie mam oblewane koła od samochodu, codziennie o 7 rano słyszę ujadanie psa przywiązanego pod piekarnią i muszę wiać od małych dzieci które muszą poglaskać "blabladorka".
Uważam, że ludzie są egoistami i niestety takimi pozostaną. Widać to wszędzie, nawet na skrzyżowaniu... tak długo szukają jedynki w skrzyni biegów, że przez skrzyżowanie przejadą tylko oni, a niech reszta sobie czeka na kolejne zielone.

Posted

Ja też dziś chciałam sobie wyjść na spokojny spacerek po łąkach i moim osiedlu. Na początku tak było przez ok 30 min, idę sobie chodnikiem patrzę a tu leci w moją stronę takie coś strasznie podobne do owczarka szkockiego krótkowłosego tricolor tylko zamiast czarnego miał kolor niebieski/szarawy jasny, za cholerę odgonić tego nie mogłam, latało mi między nogami, zaplątało się później w smycz Nuki. Nuka próbowała go ignorować, ale po pewnym czasie wyszła z siebie bo ten ciągle jej pod ogon zaglądał i w końcu go przygniotła do ziemi za to, ale nic mu nie zrobiła tylko go przytrzymała przy ziemi. Widziałam, że furtka od domu tego psa była otwarta, ale właścicieli nie było nigdzie. Dopiero jak poszłam do domu i weszłam do klatki to gdzieś pobiegł pewnie do siebie

Posted

Ja się obroniłam przed chamstwem wczoraj :diabloti: Znowu te same trzy kundle od głupiej baby (btw. dyrektorki szkoły:cool1:) zaatakowały Frotka. Celnie rzucona butelka pełna wody pomogła :loveu: Nie, nie w psy - prosto pod łapy. Kurzyło się za nimi aż miło.

I cóż zrobić, skoro jedyna reakcja kobiety, to wychylenie głowy z auta i flegmatyczne "Rookseet... Roookset...". Kobieta już nawet nie próbuje ze mną dyskutować :diabloti: Bo do koleżanki miała pretensje, że tupie na te psy (które były zajęte gryzieniem jej sznupa :roll:).

Posted

Ach jak ja kocham wiejskich właścicieli piesków :loveu:
Często jeżdżę na wieś do siostry ze swoją suką, raj dla mojego psa. Wczoraj też byłam, fajna pogoda była więc siedzieliśmy - ja z Moli na smyczy, siostra i Kacper jej synek w wózku, siedzieliśmy przed domem, nie ma ogrodzenia, jest tylko ładna, świeżo posadzona trawka (btw. trawka na której notorycznie sra pies sąsiadów, bo ma akurat taką ochotę :roll:). Siedzimy, rozkoszując się pogodą, z sąsiedniego domu wychodzi sąsiadka z wózkiem i psem na spacerek. Piesek wystartował do mojego, ja moją wycofałam za siebie, bo piesek miał nieokreślone zamiary, na co pani "Dinuś, Dinuś", a głos miała taki jakby się spowiadała w konfesjonale i bałaby się że ktoś ją podsłucha :shake: Oczywiście Dinuś nie posłuchał, więc miła pani, pieska zostawiła i poszła sobie dalej :angryy: piesek poczuł zew natury i zaczął obsikiwać wózek Kacpra :angryy: ile tylko miał moczu w pęcherzu tyle szczał po wózku, tyle dobrze że był mały i zaledwie dostawał do kół, bo w innym przypadku obsikałby dziecko :razz: Chciałam wygonić psa, ale na "sio" "wynocha" nie reagował w ogóle, rzut kamieniem pod nogi też go nie ruszył :roll: Dopiero siostra zawołała na właścicielkę, to ta zawróciła i łaskawie wołała pieska, który naturalnie rzecz biorąc ją olał, więc ta bez psa skierowała się w stronę domu :angryy::angryy: pies poszedł dopiero jak mu się znudziło obsikiwanie wózka :angryy:

Posted

zmierzchnica napisał(a):
Ja się obroniłam przed chamstwem wczoraj :diabloti: Znowu te same trzy kundle od głupiej baby (btw. dyrektorki szkoły:cool1:) zaatakowały Frotka. Celnie rzucona butelka pełna wody pomogła :loveu: Nie, nie w psy - prosto pod łapy. Kurzyło się za nimi aż miło.

A można poznać szczegóły uzbrojenia? Plastikowa, zakręcona, odkręcona?
No, bo ja noszę ze sobą butelkę z wodą, ale jeszcze nie wpadłam na takie jej zastosowanie.

Posted

smallpati napisał(a):
Ach jak ja kocham wiejskich właścicieli piesków :loveu:
Często jeżdżę na wieś do siostry ze swoją suką, raj dla mojego psa. Wczoraj też byłam, fajna pogoda była więc siedzieliśmy - ja z Moli na smyczy, siostra i Kacper jej synek w wózku, siedzieliśmy przed domem, nie ma ogrodzenia, jest tylko ładna, świeżo posadzona trawka (btw. trawka na której notorycznie sra pies sąsiadów, bo ma akurat taką ochotę :roll:). Siedzimy, rozkoszując się pogodą, z sąsiedniego domu wychodzi sąsiadka z wózkiem i psem na spacerek. Piesek wystartował do mojego, ja moją wycofałam za siebie, bo piesek miał nieokreślone zamiary, na co pani "Dinuś, Dinuś", a głos miała taki jakby się spowiadała w konfesjonale i bałaby się że ktoś ją podsłucha :shake: Oczywiście Dinuś nie posłuchał, więc miła pani, pieska zostawiła i poszła sobie dalej :angryy: piesek poczuł zew natury i zaczął obsikiwać wózek Kacpra :angryy: ile tylko miał moczu w pęcherzu tyle szczał po wózku, tyle dobrze że był mały i zaledwie dostawał do kół, bo w innym przypadku obsikałby dziecko :razz: Chciałam wygonić psa, ale na "sio" "wynocha" nie reagował w ogóle, rzut kamieniem pod nogi też go nie ruszył :roll: Dopiero siostra zawołała na właścicielkę, to ta zawróciła i łaskawie wołała pieska, który naturalnie rzecz biorąc ją olał, więc ta bez psa skierowała się w stronę domu :angryy::angryy: pies poszedł dopiero jak mu się znudziło obsikiwanie wózka :angryy:


Trzeba było Dinusia w dupsko kopnąć aż by doleciał do pani... Niepojęte jest dla mnie to, że właściciel pozwala swojemu psu na takie zachowanie :roll:

Posted

gops dławika nie posiadam w ogóle :p

Gdybym swojej młodej na smyczy nie miała, to bym pewnie do tamtego podeszła i bardziej skutecznie go straszyła, ale Moli ma problemy jeśli chodzi o socjalizację, nie chciałam więc jej nakręcać na psa.
Może i bym babie nagadała ale siostra mnie powstrzymała, bo u niej we wsi to normalnie jest patologia jeśli chodzi o sąsiadów i sołtysa. Ostatnio jak tam byłam to przybłąkała się mała suka i latała po wsi, miała ruje i zapylały ją wszystkie okoliczne psy :roll: zadzwoniłyśmy do schroniska w Oświęcimiu, ale nie mieli miejsca kazali dzwonić do sołtysa żeby przekazał psa do schroniska w Bielsku, sołtys najpierw nie chciał przyjechać, ale nie dałyśmy za wygraną, w końcu przyjechał i stwierdził że taki mały pies to różnicy nie robi, a jemu szkoda gminnej kasy żeby go wywozić :angryy::angryy: mnie wtedy nie było, bo bym mu nagadała i to zdrowo, suka w każdym bądź razie po tyg. zniknęła, ale zapewne będzie miała szczeniaki które będą się po wsi plątać jak ona :shake:

Nawet jakby chciała zgłosić że psy biegają, szczają i srają gdzie popadnie to sołtys pewnie stwierdzi że to nic takiego, ach ta kochana wieś :angryy:

Posted

A ja się pochwalę. Miałam miłe spotkanie z sąsiadką.

Kiedyś, na początku naszej wspólnej przygody, moja Mikra pokazała sąsiadce zęby. Niestety, sąsiadka od tego momentu się jej boi. Dzisiaj już stałam przy drzwiach do mieszkania, widzę, że wchodzi owa pani. Mówi: "Czy może pani zabrać psa?" Bez jakiejkolwiek agresji, z uśmiechem i "Dzień dobry". Oczywiście, że tak miło poproszona nie mogłam psa nie wziąć na ręce. Można miło i kulturalnie, a nie krzykiem? Można! Aż miło się z takimi ludźmi rozmawia:) Pani sama zresztą mówi, że ma psa, ale się boi. Oczywiście, że zrobię wszystko, aby już nie musiała się bać. Pracuję z psem, ale wiem, i widzę, że owa Pani też wie, że niektóre rzeczy nie dzieją się ot tak. Rozumiem jej strach... Jest mi przykro z tego powodu, więc staram się jak mogę... Mam nadzieję, że będzie lepiej.

Posted

Litterka napisał(a):
A ja się pochwalę. Miałam miłe spotkanie z sąsiadką.

Kiedyś, na początku naszej wspólnej przygody, moja Mikra pokazała sąsiadce zęby. Niestety, sąsiadka od tego momentu się jej boi. Dzisiaj już stałam przy drzwiach do mieszkania, widzę, że wchodzi owa pani. Mówi: "Czy może pani zabrać psa?" Bez jakiejkolwiek agresji, z uśmiechem i "Dzień dobry". Oczywiście, że tak miło poproszona nie mogłam psa nie wziąć na ręce. Można miło i kulturalnie, a nie krzykiem? Można! Aż miło się z takimi ludźmi rozmawia:) Pani sama zresztą mówi, że ma psa, ale się boi. Oczywiście, że zrobię wszystko, aby już nie musiała się bać. Pracuję z psem, ale wiem, i widzę, że owa Pani też wie, że niektóre rzeczy nie dzieją się ot tak. Rozumiem jej strach... Jest mi przykro z tego powodu, więc staram się jak mogę... Mam nadzieję, że będzie lepiej.

No i wystarczy zrobić takie założenie a priori wobec każdego, kto reaguje trochę nerwowo na widok psa i już jest bardziej z górki i bliżej sielanki ;)

Posted

Od kilku dni przymierzałam się do napisania odmiennego postu-na temat tego że istnieja również miejsca w Polsce gdzie z chamstwem psiarzy się nie styka na codzień.Dzisiaj bym ten post odszczekała;)Od miesiąca mieszkamy z poczwarem w DG,gdzie 90% właścicieli nie dość że wyprowadza swoje psy na smyczach,to jeszcze sprząta psie kupki(broń boże,nie jest to zasługa odmiennego powietrza lecz skutecznego terroru straży miejskiej,patrolującej nasze osiedle przynamniej 4 razy dziennie:evil_lol:).Dzisiaj niestety spotkałam się z właścicielką prawiepudelka-HUGO-która należy niestety do tych 10%niereformowalnych. HUGO biega radośnie obszczekując rowerzystów,pędzi w stronę ganiających za piłką dzieciaków,a jego młodziutka właścicielka równie beztrosko z nosem w wyświetlaczu pisze smsy.Wszystko byłoby ok,gdyby nagle HUGO nie zmienił kierunku biegu i z dzikim wrzaskiem nie wystartował na Paco...Młody na smyczy i w kantarku zdecydowanie zasygnalizował że chętnie spełni samobójcze myśli kudłacza i że nikt pyskować mu bez powodu nie będzie:roll: Poczwar usadzony na dupsku,HUGO to podlatuje,to odskakuje ciągle pyskując.Właścicielka nadal wpatrzona w wyświetlacz,między jedną spacją a drugą wydaje z siebie coś na kształt"chodz tu","no Hugo"?W końcu ja zapytałam czy jeszcze długo mam czekać na zabranie pieska?Odpowiedz-"ale on nic przeciez nie robi":crazyeye:Ręce opadają...Zapytałam więc czy podbieganie do innego psa z dzikim jazgotem to "nic"?Odpowiedz:ale on nie lubi dużych psów...Idąc tym samym tokiem powiedzialam że mój Paco nie lubi małych jazgotów więc rozumiem że owa pani nie ma nic przeciwko temu żeby nasze pieski pogoniły się po osiedlu?:evil_lol:Smycz błyskawicznie się znalazła,Hugo został odciągniety(za ogon:shake:)a my ruszyliśmy dalej. A miałobyć tak pięknie...:-(

Posted

No to może u mnie historia taka:
Mam DONkę ( pies ułożony) ale jej nie ufam do końca. Pewnie powiecie mi że co ze mnie właścicielka jak jej nie ufam? No cóż ....
wrogami mojej suki sa wszystkie labladory( jak moja była w wieku szczenięcym to wszystkie do niej się zlatywały i ją tgj napastowały) niestety leci do nich z japą ( na szczęscie tylko straszy) ale puszczam ją luzem na polach koło lasu. No i zawsze mam kontrolę nad nią ( potrafię odwołać ) Ale dojdzie na silniejszego to zobaczymy ..
Tak więc kiedyś było spotkanie z takim labladorem a tu u mojej niespodzianka. Zero reakcji . Więc ja dumna idę z psem dalej a tu z za krzaków wylatuje jakiś małe co nie co typu sarenka latrelek i rzuca się do mojej tak że pogryzł ją za portki .
Zapytałam się czy nie można wziąść na smycz tego psa bo jak ja spuszczę swoją to moze być źle. A ta pani powiedziała że ten piesek to ze strachu tak robi bo kiedyś się wilk na niego rzucił ...... więc ja gdrzecznie powiedziałam że spuszczę moją ze smyczy neich weźmie psa bo za swoją nie ręczę . Pani wzięła psa i wyzwała mnie od wariatek. Po czym udała się w innym kierunku. Traf chciał że mijaliśmy się na polach po 10 min i akcjia taka sama.

Niestety jak widac nie tylko duże psy są groźne ale równiez małe wypierdki...

Posted

filodendron napisał(a):
A można poznać szczegóły uzbrojenia? Plastikowa, zakręcona, odkręcona?
No, bo ja noszę ze sobą butelkę z wodą, ale jeszcze nie wpadłam na takie jej zastosowanie.


Plastikowa, zakręcona, pełna wody :) Taka 0,33ml. Też bym nie wpadła, ale jak zobaczyłam te pędzące ujadacze, to szybko szukałam czegoś ciężkiego do rzutu i padło na butelkę. Huku narobiła, więc dodatkowo kundle przeraziła ;) I przynajmniej mi nie zniszczyły miesięcy pracy z Frotkiem...

Posted

A ja dziś jak wyszłam z Nuką na spacer byłam bardzo mile zaskoczona. Idę sobie po łące i widzę w oddali idzie pan z czymś malutkim koło siebie na początku myślałam, że to króliczek, podeszłam bliżej patrzę a tam nie króliczek a chihuahua długowłosa (stałam od niej z Nuką jakieś 10m) była bez smyczy, ale bardzo grzeczna, ani nie szczeknęła, ani nie podeszła do mnie i mojego psa tylko na chwileczkę ustała popatrzyła na Nukę i poszła dalej z panem na spacerek, więcej takich właścicieli by się przydało i jak widać małego psa też mozna wychować? jasne, ze można ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...