Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Moja akurat stety,albo niestety należy do tych 10%,które kochają wszystko i wszystkich,a ma już trzy lata.Podejrzewam,że sie nie zmieni,taka poprostu jest.Ale to nie znaczy,że pozwalam jej wszystkich i wszystko obskakiwać,oblizywać itp.Troche mi to zajęło,żeby ją nauczyć nie reagować,szczególnie na dzieci,ale się udało.Wystarczy,że zobaczę dziecko na horyzoncie i już jest "komenda"Nie witamy się!Wtedy moja suka niechętnie ,ale przechodząc odwraca głowę i patrzy na mnie z pretensją,ale spokojnie idzie dalej.Zdaję sobie sprawę,że nie każdy uwielbia psy lub inne zwierzęta i nie życzy sobie,zeby obcy pies wylewnie traktował ich,bądź ich potomstwo.To samo tyczy się mojego syna.Wie doskonale,ze inne psy,to obce psy,których nie znamy i nie głaszczemy ich, nie cmokamy,nie wyciągamy do nich rąk.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

gops napisał(a):
nie wiem czy do labradorkow cmoka sie bardziej niz do malych pudelkow
ale u nas to byla norma
"oo jaki piekny pudelek tititt " " owieczka! " wszyscy nawet dorosli! lecieli do mizianai bez pytani bo przeciez taki slodki
kiedys mi to nie pzreszkadzalo , ale po jakims czasie pudels z racji wieku pzrestal byc taki kochany i potrafil juz warknac
cala sytuacja zmeinila sie drametialnie gdy do domu przybyla suka
kundel sredniej wielksoci
wychodzac gdzies "na maisto " gdzie zawsze najwiecej bylo titania :) wystarczy ze wezme ze soba suke ,kaganiec na pysk ,krotko trzymam i nagle ludzie nie titaja ;D
cieszy mnie to bardzo
a jak znajdzie sie jakis smialek, to zostanie obwarkniety i sie poddaje



U nas cmokanie i titanie na suczydło zależy od tego,w co jest "ubrana".Jeśli ma na grzbiecie szeroką,skórzaną obrożę nabijaną kolcami i podobne szelki,a przy moim pasku dynda kaganiec,to jest "bydlakiem","tym psem mordercą","gdzie ten pies ma kaganiec?!!!!"itp.Natomiast gdy założę jej szelki policyjne z odblaskami i napisami,albo taką samą obrożę,to jest"ładnym i mądrym pieskiem","Maciuś,zobacz jaki ładny piesek,idź pogłaskać","Sandruniu zapytaj się pani czy możemy zrobić ci zdjęcie z pieskiem?" :diabloti:itp.A moje suczydło niestety jest bardzo podatne na cmokanie i cieszy się jak głupie.Jest to jedyne jej "nieposłuszeństwo",które jest mi ciężko wyplenić i dosłownie dostaję spazmów.:placz:

Posted

Ehh oj tak cmokanie jest denerwujące i spacerujący właściciele z psami po lesie bez smyczy ( psy nie słuchają się właściciela) i jak któryś podbiega to muszę brać swojego na ręce żeby nie było spięcia ;/ ehh gorzej jak jestem z trzema wtedy ciężko jest mi je utrzymać. W takich sytuacjach po prostu ochrzaniam

Posted

evl napisał(a):
Marti, chyba bierzesz za bardzo na serio to wszystko ;) Owszem, dzieci są coraz bardziej rozwydrzone, czy tego chcesz czy nie, "bezstresowe wychowanie" robi swoje...


Uwierz mi , że nie biorę...:)
Brałabym jesli ktoś powiedział by tak do mojego dziecka...;)
Wypowiedziałam swoje zdanie...gdyz nie zgadzam z się z formą wypowiedzi Juliusz(ka)...staram się zwrócić waszą uwagę na małe 'ale'...gdyby (jak zresztą wczesniej pisałam) większość psiarzy i ogólnie ludzi(matek także) starało się w danej sytuacji postawić po drugiej stronie barykady..postarać sie rozwiązać problem w danej sytuacji inaczej...może byłoby mniej konfliktów...tak naprawdę wszystkie konflikty są przez bezmyślne zachowanie:spuszczanie psów ze smyczy na osiedlach bez kagańca...zachowywanie się jakby teren parku czy ulica był 'prywatnym podwórkiem'....pozwalanie dzieciom na takie a nie inne zachowanie...na małej przestrzeni typowego blokowiska warszawskiego żyję ogromna ilość osób i zwierząt...ja też mam do czynienia z takimi ludźmi co rano wypuszczają psy jak na prywatnej posesji...otwiera drzwi od klatki i sio...potem może ktoś wpuści psa spowrotem...szczunie psa na inne...normalka....na moje szczęście mam zazwyczaj duże rasy..ale byłam świadkiem jak dwóch podlotków miało wielkiego rudego w typie rhodezjana i szczuli go na wszystkie mniejsze psy...co gorsze pies ten nie był odwoływany i możecie sobie wyobrazić co działo się z innym psiakiem...mam do czynienia ze staruszkami które uważają że ich małe szczekate nic nie zrobi i może biegac gdzie che i jak chce...byłam świadkiem zabawy kilkuletnich dzieci...
bezdomnej suni nakładali torbę foliowa na głowę i sprawdzali jak długo wytrzyma....:( na jej szczęście wracałam ze spaceru..i gwarantuję nie byłam wtedy miłą osobą...a co gorsze przeraziło mnie zachowanie ich matek ,które wręcz uważały że się nic nie stało...
byłam świadkiem jak nastolatka związała psa koleżanki drutem i zrzuciła go z dachu 12pietrowego bloku...a chcecie poznać powód...bo się pokłóciły...oczywiście pies nie przeżył...
na codzień widzę jak 'damy'wychodzą z psami na spacer....pies biega gdzie i jak chce a Pani rozmawia cały czas przez telefon...
A najgorsze jest wtedy jak zakupią psa dla podniesienia własnej wartości....rotek..stafik...itp.wtedy Pan i władca wychodzi na podwórko bez smyczy i kagańca i wszyscy musza się podstosować... z takimi też miałam do czynienia...nie raz wracałam do domu z trzęsącymi rękoma...a jeśli chcecie zobaczyć jeszcze więcej zapraszam na warszawskie bródno....:(

Dlatego powiedziałam jako matka i włascicielka psów...staram się być odpowiedzialna...i pamiętać że oprócz mnie i mojej gromadki są inni...na moje szczęscie w miejscu gdzie teraz mieszkam wszyscy sa zyczliwi i staramy się dbać o nasze otoczenie i święty spokój...podejrzewam że to 'uciekinierzy' z typowych blokowisk...:)

Posted

[quote name='marti14']Zimny chów...nie planuj...szkoda dziecka...;)
Na szczęście w mojej okolicy mieszkają ludzie którzy lubią duże rasy...i dziwnym trafem moja suki jest chyba wiecznie 'rozemocjonowana'..ale wywołuję to raczej uśmiech innych psiarzy...a wielka juz jest...i nikt po za znawcą rasy nie dojrzy w niej szczeniaka...także już bym miała pozamiatane...jak to ładnie ujęłaś...
Tylko widzisz różnica pomiędzy nami jest taka...że ja swoją sukę zabieram na spacery po za osiedle...gdzie może się spokojnie wybiegać,wyszczekać etc.etc ,
nie 'socjalizuję' jej z 'placem zabaw' ,po pierwsze z tego są tylko konflikty...po drugie mam ciszę i czas żeby zająć się psami...i wolną przestrzeń bez zbędnych nerwów...a zapewniam cię że psy sa fantastycznymi odbiornikami naszych emocji....ale zapewne to też już wiesz;)
Przytoczenie słów"zjadał" ludzi...było metaforą...taką malutką przenośnią:)....90% psów w momencie dojrzewania psychicznego przestaje kochać świat....ciekawe...a nie jest tak że psy jak i dzieci wychowujemy my ludzie...i tak jak dziecku kształtujesz charakter to i psu....myślę że jest....i tak naprawdę to my jesteśmy w bardzo dużej mierze odpowiedzialni za to jaki będzie nasz pies...czy będzie towarzyszem,agresorem...itp.:)
W momencie tzw.dojrzewania psychicznego wystarczy prawidłowo pokierować psem...i tyle...
A szczerze mówiąc zastanowiło mnie to co napisałaś...90%...ciekawa statystyka...to ja chyba żyję na innej planecie(na szczęście:))bo większość psów ,które znam i znałam wyglądały na bardzo kochające świat...:):)
..... psy ze schronisk...po tylu cierpieniach jakie przeszły i przechodzą nadal kochają ludzi....a ludzie to też Świat??Prawda...??
Dość rozpuszczonych jak dziadowski bicz dzieciaczków się ostatnimi czasy po świecie rozłazi.... grubo przesadzasz i myślę że nie powinnaś wyrażać sie w ten sposób....obrażasz wiele osób...podejrzewam że także na tym forum...
Pamietaj o jednym ty także bylaś dzieckiem mniej czy bardziej rozpieszczanym nie ma znaczenia...ale twoja mama także się o ciebie denerwowała...Ludzki odruch....
Ja z wielką przyjemnością będę dalej rozpieszczała swoją córkę i wychowywała na mądrego i dobrego człowieka...żeby Broń Boże...nigdy nie miała w sobie tyle złości co ty...i żeby nigdy w życiu z jej ust nie wyszły słowa...Zimny Chów...brrrrrr...nigdy w życiu takiego określenia nie użyłabym mówiąc o wychowywaniu psów..a co dopiero do dziecka....
Gratuluję 'podejścia' do świata...już wiem skąd masz te 90%...;)

Kompletnie mnie nie obchodzi, co podejrzewasz :D.
Ja piszę wprost. Drugiego/trzeciego/dziesiątego dna doszukiwać się będą osoby z pudełeczka: 'uderz w stół...' ;).

Złości piszesz?
Oj, już nie.
Złość to była kiedyś, podążała za bezsilnością, bo chciałam zrozumieć innych. Efekt? Na głowę włazić próbowali wszyscy niemalże. Z własnymi 'najlepszejszymi' na całym świecie racjami.
Teraz wszystko na zimno, na uśmiechniętego chama. Dużo bardziej czytelnie jest.
A jak się zdarzy uprzejmy psiarz/rowerzysta/matka z dzieckiem, to przez pół lasu potrafię się drzeć... W podziękowaniach:D.

Za moich czasów to nie dzieci biły nauczyciela, tylko nauczyciel urwisa za ucho targał. Albo w kącie stawiał. Uwaga w dzienniczku = stres, wstyd i tydzień bez telewizora(w najlepszym razie).
Za moich czasów dzieciak, który pchał łapy do obcego psa, jeszcze od własnego ojca w 4litery dostawał, za głupotę, bo tłumaczyło się RAZ.
A teraz?
Kłaść świat u stóp własnego dziecka też trzeba umieć.
Postawa roszczeniowa, wcześniej czy później, roztrzaska sobie pysk o bardzo twardy mur.

Będziemy się licytować kto psa w fajniejsze miejsca prowadza? ;)
Nie ma sprawy. Odpadniesz w przedbiegach. Tylko po co to?:crazyeye:

Pod plac zabaw chodziłam z psem/chodzę bo bozia wyobraźnię dała. Dzieci nie mam, a jak wiemy, wspomniane są wszędzie i pies MUSI wiedzieć co to. Od psa wymaga się idealnego zachowania w (choćby) niechcianym towarzystwie dziecka - krzyczącego, tupiącego, wyjącego. Psu nie wolno nawet szczeknąć. Dziecku wolno wszystko.

evl, Darianna - kamień z serca!:oops: Jednak ktoś zrozumiał:D.

Posted

Juliusz(ka),też się z Tobą zgadzam jako matka i właścicielka mordulców.Niestety taka jest rzeczywistość,większość matek uwarza,że ich dzieci to "święte krowy"i mogą robić co chcą.Wczoraj byłam na cytadeli z Kendo,moją córcią i siostrzeńcem.Masakra,całą drogę byłam cierpliwa i grzeczna,pieski podbiegały,dzieciaczki rzucały patykami w stronę suczydła i takie podobne incydenty,olewałam.Ale wracając już,przy rosarium nie wytrzymałam i zjechałam dwie moherowe babcie.Idziemy,dzieci 3 kroki przedemną,ja z kundlicą na smyczy za nimi.Siedza 2 babcie na ławce a w koło gania upasiony mini sznaucer bez smyczy oczywiście.Dałam psicy komendę noga i idziemy,oczywiście mały potwór wydarł do niej z zębami,Kendo się najeżyła bo idą jej dzieci a tu coś zaczyna atak,ale idzie cicho,nawet nie warknęła.I pewnie pszłabym dalej gdyby babcie nie zaczęły się cieszyć jaki to piesek dzielny,jak przegania z parku duże psy.Nie wytrzymałam,dałam psa siostrzeńcowi na komendzie waruj,zostań i poszłam "pogawędzić" z moherami.Cała alejka mnie słyszała bo głośno mówiłam na temat ich głupoty i radości jaką okazują,na końcu zapytałam czy mam moją kundlicę odpiąć ze smyczy aby mogła sobie radośnie z warkotem poganiać ich pieseczka i niech zobaczą jak to jest miło.Na początku zaczęły coś mamrotać,że ona nic nie chciała zrobić,ta sznaucerka,że tak się bawi,ale poległy bo przechodnie jeszcze po nich pojechali,że to park,ludzie,dzieci,psy i jak się ma durnego kundla to na smyczy się prowadza,a jak lata z zębami do psów to kaganiec powinien mieć.I że o pitach ludzie mówią,że mordercy a ten taki wychowani siedzi i nawet dziecko go trzyma i się nie ruszy do durnego kundla,który lata i warczy.Poszłam sobie a ludzie jeszcze babciom wykład dawali.Czasem naprawdę można dostać cholery widząc takie durnoty.

Posted

Juliusz(ka) napisał(a):

A jak się zdarzy uprzejmy psiarz/rowerzysta/matka z dzieckiem, to przez pół lasu potrafię się drzeć... W podziękowaniach:D.

Potwierdzam ;)

Jest jeszcze jeden malutki problem... Żeby sie nie stresować spaceruję z psem w miejscach gdzie dzieci i ludzi nie ma, albo wybieram takie kosmiczne godziny, żeby sie na nikogo nie napatoczyć... Tylko do owego miejsca muszę jakoś dość... czyż nie? Czyli wyjść z osiedla, iść ulicą ... a tam kto ? Wrzeszczące dzieci, podbiegające małe jazgoty...
Teraz już jeżdżę samochodem, bo szału dostawałam.
Dziecko może wszystko, pies nic. Taka prawda

Posted

Hm. Szukamy ostatnio miejsca na wakacje nad morzem, przyjaznego psom no i niezbyt zaludnionego, żeby można byo z wariatką wyjść nie powodując stresu obopólnego. Dość ciężka sprawa, ale próbujemy ;) Jakież było moje zdziwienie, gdy na jednej ze stron o kwaterach przeczytałam informację, że "pieski powinny być małe, nieagresywne, wyprowadzane tylko na smyczach" blablabla, "bo dzieci naszych klientów..." blablabla "oczywiście, nie dotyczy to ras labrador i golden, które są stworzone dla dzieci! i NIGDY nie zrobią im krzywdy!" (przed oczami mam od razu rozpędzonego labradora skaczącego np. na pięciolatka - ubaw po pachy, na pewno mu nie zrobi krzywdy :cool3:) - w tym momencie mi wszystko opadło - dopisek z któregoś tam dnia - "oczywiście wyjątek dotyczy wszystkich retrieverów, bo jak wiadomo to takie fajne psy, sratatata..." czyli jak kiedyś zrealizuję plany dotyczące dobermana to sobie będę chyba namiot w puszczy mogła rozbić co najwyżej :lol: Wiadomo, labradory i podobne mogą sobie hasać do woli, inne psy można zgładzić z powierzchni ziemi, ponieważ są ZUE :diabloti:

Czy to nie jest chamstwo i dyskryminacja?

Posted

My jesli morze to Piaski - mla miescina , z psami nas zawsze przyjmowali - duzo lasow wiec mozna polazic, plaze niezbyt zaludnione i mozna znalezc kawalek dla siebie. Jedyny problem to dziki ktore sie notorycznie spotyka na spacerach - oswojone dziki:)

Posted

Ja mam Goldka, ale mnie na prawdę denerwuje gdy mój pis jest faworyzowany ze względu na to "pis do dzieci" wrr. Może to dlatego, że jestem miłośniczką wszystkich psów i wszystkie stawiam na równi bez względu na rasę?

Ale, żeby już nie narzekać miałam ostatnio w porządku sytuację. Wchodziłam do lasu ścieżką, była dość obszerna. Widzę 2 panie idące z 3 bokserami. Jedna z nich trzymała w rękach 2 na raz, jeden staruszek drugi dorosły, a druga pani trzymała jednego. Zbliżając się złapałam psa za szelki jak to zawsze robię (nie mam pewności jak zareaguje drugi pies, więc gdy moja sunia biega luzem łapie ją i dopiero podchodzę do psa) i idziemy w ich stronę, Dwa bokserki przyjazne, powąchały się, trzeci był w trakcie szkolenia, pani oduczała go agresji w stosunku do innych psów. Dostał komendę stój, kiedy zaczęłam się zbliżać (zamierzałam po prostu przejść obok, bo widać było, że rwie się do walki) i piesek zaczął przeraźliwie szczekać, nie zwróciłam na niego uwagi przeszłam obok, zaczął się rwać, ale dostał ponownie komendę stój. Kiedy oddaliłam się kawałek pani z agresywnym pieskiem grzecznie podziękowała, ja problemu nie miałam. I da się przyjaźnie z agresywnym psem? Da się ;D

Posted

A teraz a propos dzieci i bezstresowego wychowania. Stoimy sobie dziś z forumową Kroook i jej nowo adoptowaną dobermanką na Podzamczu w Lublinie. Stoimy na uboczu, pies jest trzymany krótko. Nagle tuż obok pojawia się matka z 4letnim dzieckiem, które bez żadnego pytania podchodzi do psa i zaczyna go klepać po łbie, uszach i grzebać w faflach... Obie byłyśmy tak zaszokowane, że po prostu nas zatkało. A matka - stoi i się cieszy. Weszłam między psa i dziecko, odpychając i jedno, i drugie - matka wielce obrażona dopiero teraz woła dziecko i sobie idzie. Teraz pomyślcie - czyja byłaby wina, jeśli pies by zawarczał albo ugryzł? Oczywiście - psa, bo dziecku wolno, a nawet jest za to chwalone.

Posted

A ja zmienię temat - powkurzam się na tych, co rozbijają szkło! I niech ich trafi i niech im będzie itd itp - mój pies ma po raz 5 bandaż na łapie - a żyje niespełna trzy lata, ile razy jeszcze będzie miał łapy w bandażach przez ***xyz ***??? raz nawet miał szytą , bo tak głęboko rozorał! szlag mnie dziś trafia - po cudownym weekendzie w plenerze, w przestrzeni, w prawdziwie pięknym otoczeniu przyrody na ścieżce powrotnej co? Szkło! o innych śmieciach nie wspomnę :(

Posted

Z tym szkłem to mam wrażenie, że niektórzy tłuką je celowo i podrzucają w miejsca, gdzie trudno zauważyć, ale łatwo nadepnąć. Zbieram takie szkło, jak natrafię.
Co do urazów wywołanych przez porzucone śmieci, to jeden z moich psów biegnąc pociął sobie wszystkie 4 łapy, na czym? Na ukrytych w śniegu kawałach potłuczonego sedesu. Konieczna była skomplikowana operacja ścięgien.

Posted

A ja się przyszłam poskarżyć na chamstwo psiarzy z mojego osiedla. Zmieniłam prosze ja Was specjalnie godziny spacerów, co by więcej psów na łąkach spotykać i z suczą trenować w ich obecności, a tu nagle pustki, zero null, ani jednego psa w godzinach szczytu i czekam ja tu 10min, 20, godzine i nic, no chamstwo normalnie, zaczęłam podejrzewać, że może jakieś radary sobie sprawili, żeby mnie nie spotykać:angryy::mad:

Posted

Basia1244 napisał(a):
A ja zmienię temat - powkurzam się na tych, co rozbijają szkło! I niech ich trafi i niech im będzie itd itp - mój pies ma po raz 5 bandaż na łapie - a żyje niespełna trzy lata, ile razy jeszcze będzie miał łapy w bandażach przez ***xyz ***??? raz nawet miał szytą , bo tak głęboko rozorał! szlag mnie dziś trafia - po cudownym weekendzie w plenerze, w przestrzeni, w prawdziwie pięknym otoczeniu przyrody na ścieżce powrotnej co? Szkło! o innych śmieciach nie wspomnę :(



a wyobraź sobie ,że może będzie lepiej jednak. Ostatnio ze znajomym rozmawialismy ze mimo ,iz ,,nasz" psi wąwóz pelen szkiel niestetey ani moje ,ani jego psy od roku - dwóch nie mialy zadnego skaleczenia . Doszlismy do wniosku ze po prostu z wiekiem stwardnialy im opuszki i sa odporniejsze na te swinstwa . nasze psy maja 5-8 lat . Takze będzie lepiej !!!



A skoro to narzekalnia to sobie z rana ponarzekam , w weekend wiecej czasu mialam na obserwacje okołobalkonowe.
No i jest b.blisko tego,ze bedę czatowac i opierd.....c ile wlezie , a kogo ? A 3-4 wlascicieli malych psow jazgotów , którym to absolutnie nie zabraniają ,nie korygują , doskakiwania ze szczekiem do naszego balkonu ( parter) .Zauwazylam ze nawet gdy nie ma tam moich psow ,psiaki te są juz przyzwyczajone ze do tego balkonu biegniemy pedem z pianą i szczekiem ,bedzie super zabawa . Nawet moja sąsiadka ( nie psiara) wczoraj zwrócila na to uwage . Takze mamy na celowniku trzy cosie kudlate i jajnika, a raczej ich wlascicieli . Najpierw będe pytac czy dobrze się bawią , potem czy sądzą ze moje psy mają nerwy ze stali ,a potem juz nie wiem , wiadro z wodą postawię na balkonie ?

Posted

Ja mam z kolei odwrotne doświadczenie z ogródkami okołobalkonowymi-takie małe na parterach z ogrodzeniem z siatki. Ludzie traktują je jak wybiegi dla psów. Ostatnio ktoś sobie zakupił owczarka i coś amstaffowego do takiego "ogródka". Obok przebiega chodnik, którym porusza się mnóstwo ludzi oraz jest przystanek autobusowy. Jak ktoś przechodzi z psem to ON z koleżanką wyskakują przez drzwi balkonowe, biegną do siatki i ujadają jak cholera. Większość ludzi ucieka z przerażeniem a ja perfidnie chodzę tam codziennie i uczę sobie psy spokojnego przechodzenia obok szczekaczy. Nie stoję bezpośrednio pod siatką tylko po drugiej stronie uliczki. Trenujemy też sobie siady, warowanie a te diabły ujadają. Nie powiem, bardzo dobra pomoc szkoleniowa:diabloti:
Ogródek tych ludzi zamienił się w klepisko, drzwi balkonowe w ruinę a sąsiedzi chyba ogłuchli od tego jazgotu.

Posted

moje psy tez nie reaguja na psy strózujące na podwórkach czy balkonach . takze nie musze ich douczac w tym wzgledzie . ale kiedys przezylam traume prawie ,gdy musialam przejsc wąską uliczką ,zabudowa szeregowców , nie wiem czy przepisy wymagają czy taka moda , ogrodzenia o wysokosci 1 -1,2 m ,i co drugie podworko spory strózujący pies , a ja dusza na ramieniu bo kazdy z palcem w ... mógl wyskoczyc do nas . omijam z daleka juz to miejsce .

Posted

A ja wrócę do matek z dziećmi... Poszłam dzisiaj z Mikrą na spacerek. Jakoś tak szłyśmy, a że akurat po drodze był sklep odzieżowy, to po pytaniu, czy możemy wejść z psem i zgodzie sprzedawcy weszłyśmy sobie do sklepu. Oglądam ciuszki, a tu podchodzi do nas na oko 4-letni dzieciak i wrzeszczy "O, jaki ładny piesek!!!!!!!!" Mikra dzieci nie lubi, więc dość ostro na niego warknęła. Była na smyczy, więc została jeszcze bardziej skrócona, padła komenda "Nie wolno!". Przeprosiłam chłopca, uwiązałam psa na pół sekundy przed sklepem i poszłam odwiesić bluzkę, którą oglądałam. (Tak, w tej sytuacji wzięłam ze sobą bluzkę na wieszaku z nerwów;)). Odwieszam bluzkę, idę do psa, akurat wychodził dzieciak z mamą, więc przepraszam, idę przodem, żeby pies nie miał możliwości ponownie warczeć na dziecko. Na co babka: "Co, boi się pani, że mój synek zje pani psa?" Odpowiedziałam tylko: "Boję się, żeby nie było na odwrót". Matka chyba w ogóle nie zauważyła całej wcześniejszej sytuacji! Tak była zajęta ubraniami...

Posted

Wam to trudno dogodzić z tymi dziećmi ;) Podchodzą, bo chcą psa pogłaskać - źle. Uciekają, bo się go boją - źle. Matki zagadują - źle. Nie zagadują - też niedobrze (bo pewnie psa nie widzą wcale) ;) Trzeba jakiś postulat napisać o tym, że dziecko w obecności psa ma stać jak kołek i już. I może rozesłać - nie wiem - po szkołach rodzenia? W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie... :D

Posted

A ja to dzisiaj prawie załamania nerwowego dostałam jak byłam z Tamlinem w parku :( Pies grzecznie idzie przy mojej nodze na smyczy, co chwilę spotykamy przyjaciółó Tamlina więc radości co nie miara :). Po 30 minutach spotkałam ukochaną Tamlinka, border collie Blankę, no to go spuściłam. Jest super, biegają sobie gdy tu nagle na ławce przy stawie siadają napakowany koleś z dziewczyną i rottweilerem. Facet odpina smycz a pies rzuca się na mojego :( . Blanka zaczęła ujadać (może chciała bronić kolegę), Tamlin próbował się bronić (ma scharatany nos) a rottweiler zagonił go w końcu do stawu. Właścicielka Blanki i ja krzyczymy wściekłe do faceta aby zapiął psa i czy jest on zaszczepiony.
Reakcja właściciela była taka: zapiął psa, usiadł na ławce i powiedział że jak ten husky wyjdzie z wody i go ochlapie ''to ma kopa w dupe''!!! :( Znajoma zaczęła mnie uspokajać, Tamlin wyszedł ze stawu ( niestety nie ochlapał faceta, bo życzę mu żeby spróbował kopnąć mojego psa to narobiłabym mu niezłych kłopotów). Poszłam z Tamlinem do domu, już nie miał ochoty na zabawę, zresztą trudno mu się dziwić :( :(

Posted

filodendron napisał(a):
Wam to trudno dogodzić z tymi dziećmi ;) Podchodzą, bo chcą psa pogłaskać - źle. Uciekają, bo się go boją - źle. Matki zagadują - źle. Nie zagadują - też niedobrze (bo pewnie psa nie widzą wcale) ;) Trzeba jakiś postulat napisać o tym, że dziecko w obecności psa ma stać jak kołek i już. I może rozesłać - nie wiem - po szkołach rodzenia? W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie... :D

Nie o to chodzi, że chcą psa pogłaskać. A proszę bardzo, niech głaszczą, ale niech najpierw chociaż spytają, czy wolno. Gdyby jakiś dzieciak do mojej Chapsi z łapami wystartował, to nie gwarantuję, że w którymś momencie po prostu by nie wytrzymała. I wtedy czyja by była wina? Moja, bo mam groźnego psa i powinnam go w kagańcu prowadzić. Albo psa, bo nie rozumie, że zębów się nie używa.
Jeśli uciekają, no to już trudno, nie ich wina, że się boją, ale nie sądzisz, że rodzic powinien chociaż powiedzieć, jak ma się dziecko zachować przy psie? (a tak na marginesie - kto coś wspominał o uciekających dzieciach?).
Matki zagadują - w porządku, ale czy tekst "boi się pani, że mój synek zje pani psa" jest okej? Dla mnie nie. No a jak nie zagadują, to nikt chyba nie pisał, że jest źle.
I bynajmniej nie chodzi o pisanie jakichś postulatów, tylko o zwykły ludzki szacunek. Kto dał dzieciom prawo do głaskania psa? A co jeśli pies jest panicznie lękliwy albo miał właśnie zaaplikowane krople na kleszcze, albo chociażby coś go boli i nie podoba mu się klepiąca go ręka? Jeśli się i pies, i dziecko znają i nie ma żadnych przeciwwskazań co do ich kontaktu, to wszystko jest w porządku i nikt nie robi afery, dopóki dziecko nie połamie pieskowi łap, tak "dla zabawy".
Może nie po szkołach rodzenia, ale nikomu by się nic nie stało, jeśliby nauczyciele w pierwszych klasach podstawówki bodaj wbili trochę szacunku dla zwierzaka dzieciakom. Choć z drugiej strony szkoła szkołą, a co się dzieje w domu, tego już nikt nie kontroluje...

Posted

filodendron napisał(a):
Wam to trudno dogodzić z tymi dziećmi ;) Podchodzą, bo chcą psa pogłaskać - źle. Uciekają, bo się go boją - źle. Matki zagadują - źle. Nie zagadują - też niedobrze (bo pewnie psa nie widzą wcale) ;) Trzeba jakiś postulat napisać o tym, że dziecko w obecności psa ma stać jak kołek i już. I może rozesłać - nie wiem - po szkołach rodzenia? W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie... :D

Ja bym chciała aby moja collie nie reagowała nerwowo w obecności dzieci i nad tym pracuję. Dopuszczam do siebie myśl, że jakieś dziecko może nieoczekiwanie podejść i nie chciałabym aby wydarzył się wypadek. Moim marzeniem nie są nie podbiegające dzieci ale spokojny pies reagujący na komendy. Collie nie przepada za krzykiem i nerwowymi ruchami dlatego moja w tym głowa aby tak pokierować sprawę aby nie odbierała zachowań dzieci jako zagrożenia. Ja osobiście wolę zagadujących rodziców niż nerwowo chowających się po kątach. Zazwyczaj są to miłe rozmowy, pytanie o rasę, jakie ma wymagania, jak się zajmować psem itp.Moim zdaniem, ja jako właścicielka psa tak go muszę wychować aby nie stanowił zagrożenia.
Jedyne na co się nigdy nie zgodzę to na bicie psa przez dziecko, a niestety miałam taki wypadek że chłopiec podbiegł i uderzył sukę kijem. Od tego momentu dziewczyna ma mały problem z odbiorem szczególnie chłopców biegających z kijami. Trenujemy jednak na dzieciaku znajomych i postępy są.
Ja -jako matka nauczyłam dziecko, że zanim się podejdzie do psa to trzeba zapytać właściciela czy można oraz jak się zachować gdy obcy pies podbiega, jakie może mieć zamiary i gdzie głaskać.
Uważam, że jeśli ma się agresywnego psa, który może zrobić krzywdę to niestety powinien on chodzić w kagańcu aż się nie nauczy prawidłowych zachowań. Ja zawsze zakładam kaganiec jak mam obawy co do reakcji psa.
Drugi mój pies nie reaguje na dzieci, co najwyżej szczeka ostrzegawczo co jest dla mnie dopuszczalne a zarazem zniechęca do głaskania.Jednak jakby się ktoś uparł to i tak ją może przytulić, nawet szczekającą.
Pies np. na wystawy musi być tak wychowany aby dawał się dotykać, ustawiać obcym osobom. Za okazanie agresji może być odesłany do domu.

Posted

Ja mam to szczęście,że mój pies dzieci kocha,a mój syn doskonale wie,że nie głaszcze się obcych psów,chocby był najpiękniejszy i najmniejszy na świecie.Merrick,ja nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu,bo nerwowa jestem.Miałam kiedyś dalmatynkę 8 lat temu,wychodziłam po koleżankę i przy okazji wyrzucałam smieci.Psa oczywiście wzięłam ze sobą.Mieszkanie,które wynajmowaliśmy mieściło się przy podwórku,przez które często przechodzili ludzie wysiadający z autobusu.Poprostu mieli przez to podwórko na skróty.Suka miała z 6 mies.wzięłam ja bez smyczy,bo wkoło podwórka płot i ona jako szczeniak co rusz musiała latać na siku,więc przy okazji opróżniania kosza,wzięłam Larę.A śmietnik, taki spory kubełek metalowy.Więc idę sobie,ona obok mnie,lezie kark w kapturze.Lara wysikała sie i poleciała obwąchać krzaki,zawołałam ją i wracając przebiegała obok tego gnoma.On w tył zwrot...i jak nie zapali kopa mojemu psu!!!Jego pech,ze blisko mnie się akurat znajdował.Z nerwów niewiele myśląc jak mu nie przy.....lę tym kubłem w łeb i w krzyk ,że z tego podwórka,to on żywy nie wyjdzie,a jak wyjdzie,to i tak go znajdę i z jeleniej,to się będzie musiał w trybie natychmiasowym wyprowadzać!!Oczywiście wyrażałam się w mniej kulturalny sposób.A jak jeszcze usłyszał,ze drę japę do męża żeby JUŻ!!!NATYCHMIAST ZŁAZIŁ !!!To niewiele myśląc poprostu uciekł.Zamurowało mnie.Myslałam,że przynajmniej i ja na kopa się załapię za to "wiadrem w łeb"i byłam na to nawet przygotowana,ale on uciekał jakbym była z trzy razy większa od niego.Do tej pory jak to sobie przypomnę,to z jednej strony złość mnie sraszna ogarnia,a z drugiej uśmiecham się jak sobie tylko przypomnę jego plecy,kaptur,i plecak taki mały na plecach jak mi znika z oczu::))

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...