engelina_88 Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Wczoraj wieczorem jak wracałyśmy ze spaceru podbiegł do nas taki mały łaciaty pimpek. Rozglądam się za właścicielem- nie ma. Ale widzę, ze moja mała nie zwraca większej uwagi więc idziemy dalej, pimpek za nami. Słyszę za plecami -Psota!- jest właściciel, ale Psota ma go w głębokim poważaniu. Idę dalej, żeby wykorzystać to, że moja sucz nie zwraca uwagi. Myślę, może Psota wróci do właściciela. -PSOTA!- słyszę nieco głośniej, ale ta nadal nic, tylko idzie za Bajką. Mała rozgląda się, ale idzie dalej. Aż tu nagle -NO NIECHŻE PANI SIĘ ZATRZYMA, NIE WIDZI PANI, ŻE MÓJ PIES ZA PANI KUNDLEM IDZIE?! ŚLEPA, CZY CO? Ja wryta, Baja aż się zatrzymała i usiadła. Szybka analiza tego, co Pan do mnie wykrzyknął i odp -Ani ślepa ani głupia i smyczą potrafię się posługiwać.- Odwrót na pięcie i do domu. Pan coś jeszcze wykrzykiwał o głupich kur*** i gówniarach, ale cóż zrobić w tej sytuacji :roll: Quote
Darianna Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Mi się zdarzało GRZECZNIE prosić przechodzących ludzi, do których na wybiegu podleciał mój szczeniak i zafascynowany szedł za nimi, żeby się zatrzymali i tym ułatwili mi złapanie go. Wiadomo, mój psi obowiązek pilnować swojego psa, jednak to szczeniak który wszystkich kocha to raz, dwa - niektórzy go jeszcze przywabiają bo taki słodki i chcą pogłaskać, a trzy- zwykła ludzka życzliwość... Nie zawsze w porę odwrócę uwagę młodzieniaszka, usilnie nad tym jednak pracuję... Taki wiek, starszy wyrósł, młodszy też wyrośnie. Inna sytuacja, gdy prosze o zatrzymanie to ludzi z suką w cieczce, którzy postanowili sie przejść obok nas na wybiegu. Wiadomo, cieczka nie choroba, suczka połazić musi, ale na litośc boską nie niemal włażąc w gromadę psów...Wtedy też PROSZĘ o zatrzymanie się na chwilę, żebym mogła złapać swojego amanta... Tak, wiem, powinni być idealnie odwoływani... Quote
Migori Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Miałam podobną sytuację, tyle że to moja suka wyrwała do psa, w lesie, mój błąd, zagapiłam się. Włascicielka tamtego psa, suki goldena, szła bardzo szybkim krokiem, energicznie wymachując rękoma, za nią biegły, genialnie sie bawiąc oba psy: jej własny i moja suka. Ja krzyczałam za moją suką, wołałam, ale była tak nakręcona na zabawę, że po prostu mnie nie słyszała. Oddalała się ode mnie w bardzo szybkim tempie, więc nie widząc innego rozwiązania pobiegłam za nimi, wołając. A tamta pani co kilka kroków oglądała sie za mną i przyspieszała kroku. W końcu, po 300m dopadłam moją sukę... I teraz powiedz Debova, co za problem był zatrzymać się i pozwolić, żebym złapała mojego psa i przeprosiła za zaistniałą sytuację ? Co za problem ? Moja suka młoda, jeszcze "głupkowata" więc wyłamała komendę "do mnie". Może ja jestem jakaś głupia, ale w Twojej sytuacji stanęłabym, usadziła psa i pozwoliła właścicielowi psa zapiać, Korona mi z głowy nie spadnie. Quote
asiunia Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Magda25 napisał(a):I teraz powiedz Debova, co za problem był zatrzymać się i pozwolić, żebym złapała mojego psa i przeprosiła za zaistniałą sytuację ? Co za problem ? Moja suka młoda, jeszcze "głupkowata" więc wyłamała komendę "do mnie". Może ja jestem jakaś głupia, ale w Twojej sytuacji stanęłabym, usadziła psa i pozwoliła właścicielowi psa zapiać, Korona mi z głowy nie spadnie. Przypuszczam(jeżeli źle,Debova popraw mnie;)),że w całej sytuacji nie chodzi o to że wymagano od Debovej zatrzymania się,a o formę tego w jaki sposób owa pani o to "poprosiła":roll:.Korona z głowy i owszem nie spadnie ale niby z jakiej paki mam obrywać za nieposłuszeństwo czyjegoś psa?Zamiast wykrzykiwać kilkakrotnie imię psa(bez żadnego efektu tak czy siak)lepiej grzecznie poprosić o zatrzymanie się osoby za któą pies podąża i samemu podejść po swojego pupila. W w/w sytaucji przypuszczam zrobiłabym to samo co Debova(chyba że grzecznie by mnie poproszono o zatrzymanie się-wtedy co innego)bo tylko i wyłącznie moją DOBRĄ WOLĄ jest to czy się zatrzymam czy nie,w końcu to nie ja musze wychowuje czyjeś psy. Quote
engelina_88 Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 asiunia napisał(a):Przypuszczam(jeżeli źle,Debova popraw mnie;)),że w całej sytuacji nie chodzi o to że wymagano od Debovej zatrzymania się,a o formę tego w jaki sposób owa pani o to "poprosiła":roll:.Korona z głowy i owszem nie spadnie ale niby z jakiej paki mam obrywać za nieposłuszeństwo czyjegoś psa?Zamiast wykrzykiwać kilkakrotnie imię psa(bez żadnego efektu tak czy siak)lepiej grzecznie poprosić o zatrzymanie się osoby za któą pies podąża i samemu podejść po swojego pupila. . Otóż to- po pierwsze (z tym, że był to pan a nie pani) ;) Po drugie: Magda25, przynajmniej ruszyłaś się po swojego psa. Ale skoro ze strony tego Pana nie widziałam, żadnej chęci złapania psa (po prostu stał i wołał), to dlaczego miałabym się zatrzymać. I co? Tak sobie byśmy razem stali, ony by stał i wołał, ja bym stała i czekała, aż on przestanie stać, mój pies by stał, bo ja stoję a Psota by stała niezdecydowana, czy iść do właściciela czy do Bajki. I proszę mniej uszczypliwości ;) ed. Sama mam jeszcze szczenie, więc wiem jak to jest jak czasem da nogę, ale nikomu nie ubliżam, z tego powodu. Quote
Migori Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 debova47909 napisał(a):Otóż to- po pierwsze (z tym, że był to pan a nie pani) ;) Po drugie: Magda25, przynajmniej ruszyłaś się po swojego psa. Ale skoro ze strony tego Pana nie widziałam, żadnej chęci złapania psa (po prostu stał i wołał), to dlaczego miałabym się zatrzymać. I co? Tak sobie byśmy razem stali, ony by stał i wołał, ja bym stała i czekała, aż on przestanie stać, mój pies by stał, bo ja stoję a Psota by stała niezdecydowana, czy iść do właściciela czy do Bajki. I proszę mniej uszczypliwości ;) ed. Sama mam jeszcze szczenie, więc wiem jak to jest jak czasem da nogę, ale nikomu nie ubliżam, z tego powodu. W mojej wypowiedzi nie było uszczypliwości. tak "ruszyłam" się bo nie mogłam psa odwołać. Daję głowę, że gdyby owa pani stanęła, chwyciła/usadziła swoją goldenkę, moja suka gnałaby do mnie. Podobnie byłoby w przypadku Psotki. Ale prawda taka, że język w gębie mam i w owej sytuacji bym go po prostu użyła, a nie nadąsana i naburmuszona szła dalej. Po prostu widać inaczej podchodzimy do pewnych spraw, a szkoda, bo gdyby wśród ludzi było więcej serdeczności, to żyłoby sie lepiej. Spotykam na spacerach mase psów i ich włascicieli i nie wiem dlaczego, ale mam takie wrażenie, że im więcej właściciel z psem ćwiczy/robi/szkoli tym sam jest bardziej opryskliwy i niemiły. Quote
engelina_88 Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Magda25 napisał(a): I teraz powiedz Debova, co za problem był zatrzymać się i pozwolić, żebym złapała mojego psa i przeprosiła za zaistniałą sytuację ? Co za problem ? Moja suka młoda, jeszcze "głupkowata" więc wyłamała komendę "do mnie". Może ja jestem jakaś głupia, ale w Twojej sytuacji stanęłabym, usadziła psa i pozwoliła właścicielowi psa zapiać, Korona mi z głowy nie spadnie. Sugerowanie, że mam problem, czy uważam cię za głupią, to uszczypliwość. Widzisz, Ty poszłaś po swojego psa, ja też bym poszła i pewnie większość osób tutaj też by poszła, żeby swojego psa złapać. Ale ten pan nie poszedł, więc bez sensu z mojej strony było zatrzymywanie się i czekanie nie wiadomo na co. Tym bardziej, jak widziałam jak reaguje moje sucza (ona boi się psów, więc tym bardziej cieszyło mnie to, że spokojnie idzie nie zwracając większej uwagi). Po czym wnosisz, że byłam nadąsana? (Oczywiście po tym jak ktoś się na mnie wydziera, pewnie tak jest, ale to po fakcie). Podobnie jak Ty, też bym chciała, aby ludzie byli bardziej życzliwi dla siebie, ale nie rozumiem dlaczego oczekujesz ode mnie żebym była miła dla kogoś kto nie jest wobec mnie. Przecież gdybym usłyszała za sobą prośbę to bez problemu poczekałabym na właściciela pieska. Nie usłyszałam. Druga sprawa: Dlaczego uważasz, że w przypadku Psotki tak właśnie by było? Nie widziałaś jak dumnie olewała wołanie. I wierz mi, że ani myślała wracać gdy w końcu się zatrzymałyśmy. Quote
*Monia* Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Ja miałam kilka razy sytuację, że pies za nami szedł i nie chciała wrócić do właściciela. Zawsze starałam się stanąć i poczekać aż właściciel podejdzie i zabierze psa. Ale jak ja sobie stoję, właściciel stoi kilkanaście metrów dalej i niechętnie (albo z wściekłością) przywołuje psa to ileż ja mam stać? Jak właściciel nie wyraża chęci współpracy to ja również nie będę prosić żeby raczył dupę ruszyć bo ja nie będę czekać nie wiadomo ile. W takiej sytuacji zaczynam się oddalać i albo pies wróci do właściciela albo właściciel będzie musiał ganiać psa jak się w końcu zorientuje że dupsko trzeba ruszyć bo pies sam nie zajarzy że trzeba już wrócić. Magda25 napisał(a):Spotykam na spacerach mase psów i ich włascicieli i nie wiem dlaczego, ale mam takie wrażenie, że im więcej właściciel z psem ćwiczy/robi/szkoli tym sam jest bardziej opryskliwy i niemiły. Ja w młodą wkładam kupę pracy ostatnio i jak mi raz, drugi, trzeci radosny pies po niej poskacze to traci koncentrację i jak się nie wkurzyć? Niemiła raczej nie jestem, musi mnie ktoś na prawdę wkurzyć żeby mnie z równowagi wyprowadzić. A wkurza mnie jak właściciel patrzy zadowolony jak ja się szarpię ze swoim i jego psem, który próbuje zgwałcić młodą :mad:. Jak pies i właściciel kulturalni to wybaczę nawet wcięcie się w ćwiczenie czegokolwiek i dam się psiakom przywitać/pobawić (nie mam nic przeciwko psim zabawom). Tylko młoda nie jest zbytnio chętna na kontakty z psami jak coś ze mną robi i często pies bywa potraktowany zębami, więc staram się unikać sytuacji kiedy może się wnerwić na psa. Quote
Bogarka Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Dzisiaj jak szłam do pracy widziałam pania z bichonem havanaise (pies) na smyczy, do którego podbiegła sznaucerka miniaturka. Własciciel stał w oddali i ja wołał ale ona go miała w nosie, postanowiła najpierw tego bichona zobaczyc. Moja siostra tez miała kiedys taka sytuacje z mopsem jak była ze swoimi psami. Właciciel mopsa gdzies daleko i woła, siostra musiała sie starac tak wejsc przez brame zeby ten mops z nia nie wszedł. Co do sznaucerki to była suka i podbiegła do psa ale gdyby to były dwa psy albo dwie suki to jak ma własciciel podbiegacza zareagowac? Bo np. Hadar wtedy zaczyna bójke jak ja podejde i zaczne go odciagac (staram sie nieznane mi psy omijac ale zdaza sie ze np. tamten podbiegnie do spuszczonego Hadara który akurat nie stoi tuz przy mnie) Flexi: Mój pierwszy chart raz był wyprowadzony na flexi a potem juz nigdy. Był bardzo lekliwy i jak kiedys sie wyrwał, to to trzymadełko od flexi jechało za nim po asfalcie, a pies sie wystraszył tego głos,u i tym bardziej uciekał Quote
evel Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Magda25 napisał(a):Spotykam na spacerach mase psów i ich włascicieli i nie wiem dlaczego, ale mam takie wrażenie, że im więcej właściciel z psem ćwiczy/robi/szkoli tym sam jest bardziej opryskliwy i niemiły. A wiesz dlaczego? To ja Ci powiem, że mam dość, jak robię cokolwiek z suką i wbiega na nas pies, pan/pani drze się z daleka: "Łon nic nie zrooooobi!" tudzież jakiś inny wyświechtany super-tekścik, typu "ona kocha pieski", "jest młody i durny, dopiero 4 lata ma" i takie tam. Moja suka była przez pół roku gryziona przez psy w schronisku, teraz jest już o niebo lepiej, bo na początku rzucała się na każdego psa z zębami na wierzchu. Jak ja mam mieć normalnego psa, gdy co chwilę coś do nas podbiega? Jeszcze pół biedy, jak podbiega do nas mały pies (no chyba, że to napalony samczyk - nie, Zu nie ma cieczki) ale jak wali prosto na nas labek cz ONek, żeby nachalnie obwąchać i przekotłować moją sukę, bo to taka fajna mała zabweczka przecież, to mam ochotę urwać właścicielowi głowę z korzeniami. Ani razu nie usłyszałam w takiej sytuacji (tj. jak jakiś pies biegał po mojej suce) "przepraszam". Quote
Migori Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 debova47909 napisał(a):Sugerowanie, że mam problem, czy uważam cię za głupią, to uszczypliwość.(...) Druga sprawa: Dlaczego uważasz, że w przypadku Psotki tak właśnie by było? Nie widziałaś jak dumnie olewała wołanie. I wierz mi, że ani myślała wracać gdy w końcu się zatrzymałyśmy. Niewłaściwie to interpretujesz. A uważam dlatego, że zwykle pies który nie odpowiada na zaczepki innego, olewa go jednym słowem i siedzi na tyłku jest po prostu nudny i nieciekawy. Też ciężko pracuję z psem, mam sukę lękliwą i agresywną, i wierzcie mi, staram sie jak mogę unikać kontaktu z niewychowanymi psami i ludźmi, ale często sie po prostu nie da. Nie uważam jednak żeby opryskliwość była drogą do sukcesu. Krzykiem niewiele zdziałamy (mam na myśli psiarzy) a zaczynamy być postrzegani jako niekulturalnych ludzi, dla których pies jest pępkiem świata. Quote
filodendron Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Magda25 napisał(a): Też ciężko pracuję z psem, mam sukę lękliwą i agresywną, i wierzcie mi, staram sie jak mogę unikać kontaktu z niewychowanymi psami i ludźmi, ale często sie po prostu nie da. Nie uważam jednak żeby opryskliwość była drogą do sukcesu. Krzykiem niewiele zdziałamy (mam na myśli psiarzy) a zaczynamy być postrzegani jako niekulturalnych ludzi, dla których pies jest pępkiem świata. Też mi się tak kiedyś wydawało i właściwie teoretycznie to jest racja. Tyle że zupełnie nie sprawdza się w praktyce. Próby kulturalnej rozmowy z tłumaczeniem, dlaczego nie życzę sobie bezpośredniego kontaktu z psem zawsze kończą się tak samo - przekonywaniem mnie, że nie mam racji, że się totalnie mylę, że nie znam swojego własnego psa i w ramach tego przekonywania podchodzący pies już pakuje się na mojego. Jedynie szybka i gwałtowna reakcja robi wrażenie ale też nie na wszystkich, bo niestety niektórzy właściciele labradorów zachowują się tak, jakby mieli specjalną licencję na chodzenie z luźno biegającym i nieodwoływalnym psem. Za każdym razem muszę wybrać - albo kolejny pies "pobawi" się z moim mimo, ze jest cztery razy cięższy, albo spróbuję zachować się na tyle konkretnie, że właściciel tego psa nie zechce w ogóle wdawać się ze mną w dyskusję. Opcje pośrednie mi się nie zdarzyły - kiedy staram się być kulturalna zostaję po prostu olana przez właściciela takiego licencjonowanego labradora. I tak już czwarty rok. Quote
Saite Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Niestety, ale kulturalne zachowanie i rzeczowa argumentacja w takich sytuacjach najczęściej odbierane są jako słabość osoby proszącej o zabranie psa i niewiele dają. Quote
Juliusz(ka) Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Spacer. Przystanek na ćwiczenia/frisbee. Na środku szerokiej leśnej ścieżki. Tak lubię, bo pies się uczy, że jak ludzie idą/jadą na rowerach to luz, a jednocześnie ludzie widzą, że z psem ćwiczę i (generalnie;)) przychylnie patrzą. No. Młoda rodzinka z młodym PRT idzie. Psa swojego odławiam i schodzę z nim na bok, żeby spinki nie było. Przy samej ścieżce zostaje mój plecak i Pycholowa miseczka z wodą. PRT bez smyczy. Myślę sobie - no, jak bez, nie odowołują/odławiają, znaczy - wychowany, zdarza się;). A doopa. Za mało wyraźny sygnał optyczny dałam, ewidentnie na bok się usuwając. Piesek biegnie. Ja się drzeć nie mogę, bo mi pies wybuchnie i szlag mnie trafi na miejscu, będę ogniem przypalać... Więc proszę, żeby piesek nie podchodził. Wołanko. Piesek nie słyszy. Ja to moje bydlę uspokajam, bo podjarane. Piesek se krąży. Rodzinka idzie dalej. Piesek do naszego plecaka. Rodzinka nic. Piesek do naszej miski. Rodzinka: nie wolno. A co nie wolno, przecież już wiemy, że piesek głuchy, może nie? Ja chyba coś tam rzuciłam, nie pamiętam już co, ciśnienie mi rosło. Jest próba odłowienia pieseczka. Piesek robi uniki. Jest! Na rączki i... odstawienie na ziemię po kilku krokach. Co robi piesek? No? Kto zgadnie? Zawraca do nas! Szczęście - bezpośrednio do nas nie podszedł, chyba sygnały odczytał odpowiednio, ale plecak go bardzo interesował, a mój pies ze skóry wyłaził, bo w plecaku jego skarb największy schowany przed chwilą - frisbee. Koniec końców piesek postanowił jednak za rodziną pobiec. Jakieś 20 metrów od nas już byli, szli sobie, a co, przecież w końcu piesek pobiegnie za nimi, prawda?:D Położyłam mojego psa, smakołykami nakarmiłam, wyciszyłam i wychwaliłam, że dał radę bez wybuchu. Dla mnie w sumie pozytyw. Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja nieciekawa. Pogadałam do mojego psa bardzo głośno, ćwierkającym głosem, o tym, jak to durni ludzie pozwalają małym pieskom na wszystko, a pózniej się dziwią, że małemu pieskowi się krzywda dzieje. Oj, obracali się, obracali... Quote
evel Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 filodendron napisał(a):Próby kulturalnej rozmowy z tłumaczeniem, dlaczego nie życzę sobie bezpośredniego kontaktu z psem zawsze kończą się tak samo - przekonywaniem mnie, że nie mam racji, że się totalnie mylę, że nie znam swojego własnego psa i w ramach tego przekonywania podchodzący pies już pakuje się na mojego. Otóż to. Jak zaczęłam panu od ONka mówić, że ona ze schroniska i się panicznie boi, to pan chyba uznał, że misją jego życia zostanie socjalizowanie swojego bydlaczka z moją suką :grab: I teraz muszę wiać jak tylko go zobaczę na horyzoncie... :roll: Quote
Bogarka Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Zdaza sie ze człowiek chce szkolic psa i komus znajomemu nie da sie wytłumaczyc zeby teraz nie pozwolił swojemu psu podbiegac bo on własnie cwiczy komende "zostan", bo tamten powtarza w kółko "ale one sie znaja". Ja juz sie nauczyłam ze nie malezy cwiczyc psa (nie umiejacego jeszcze dobrze jakiejs komendy) w takim miejscu zeby nic go nie rozpraszało (tam gdzie nie ma ani psów ani przechodniów ani samochodów). Quote
Migori Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Juliusz(ka) napisał(a):Spacer. Przystanek na ćwiczenia/frisbee. Na środku szerokiej leśnej ścieżki. Tak lubię, bo pies się uczy, że jak ludzie idą/jadą na rowerach to luz, a jednocześnie ludzie widzą, że z psem ćwiczę i (generalnie;)) przychylnie patrzą. No. Młoda rodzinka z młodym PRT idzie. Oooo widzę że spotkaliście tego samego pieseczka co my wczoraj. Słitaśny, nieodwołalny szczeniaczek. Moja sucz siedziała przy aucie, czekając aż otworzę drzwi, szczeniak sie nią zainteresował i podbiegł. Sucz energiczna, cieszyła sie że szczeniaczek ją wita, i jak to ona, na swój sposób delikatnie go zdeptała, zanim zdarzyłam ją złapać za obrożę i przytrzymać. A właścicieli pieseczka już nie było, poszli dalej ścieżką. Chore, jakbym chciała zapakowałabym małego do auta i tyle by z tego było. Sucz w aucie a to małe białe coś rysuje mi lakier łapkami, skacząc na drzwi... Macie rację... Nie raz kiedy kulturalnie prosiłam o nie podchodzenie do nas , ludzie zaczynali gadkę "a dlaczego", " a trzeba ją socjalizować" itd. To w takim razie jedynym sposobem jest wrzask, krzyk i wulgaryzmy ? Quote
Saite Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Magda, nie wiem czy od razu wrzask, krzyk i wulgaryzmy, ale na pewno głośny i nieznoszący sprzeciwu ton głosu. Quote
Ewa&Duffel Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Właśnie wróciliśmy z parku. Podchodzę z Dufflem na polankę, gdzie zazwyczaj zbiera się nasze zabawowe towarzystwo (młody nie ma kolegów do zabawy w okolicy, dlatego 1 czy 2 razy w tygodniu zabieram go do parku). Już z daleka słychać jakieś krzyki. Okazało się, że na polance zebrali się właściciele małych piesków, cudownych stworzonek latających po całym parku, drących mordę na wszystko i kopulujących inne psy, ale przecież im wolno, bo są małe. Obok stoi pani z najlepszym kumplem Duffla, ONkiem Aresem. Właściciele maluchów każą jej natychmiast stąd odejść, bo jej pies jest duży i groźny i złamał żebro jednemu z psów. Oczywiście to rzecz wyssana z palca, jak niby miał to zrobić, skoro nigdy się z tym pimpkiem nie bawił. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że właściciele małych piesków mogą sobie nie życzyć kontaktu z większymi, rozumiem, mają do tego prawo. Ale można przecież o to grzecznie poprosić, a nie wymyślać jakieś głupoty.Później było jeszcze gorzej, panie zaczęły wrzeszczeć, że duże psy to powinny chodzić na smyczy i w kagańcu, a potem, że skoro pani z ONkiem nie jest stąd (w sensie, że dojeżdża do parku), to w ogóle nie powinna tu przychodzić. Zaczęło się wyzywanie, ja już stamtąd odeszłam, po co sobie nerwy psuć. To mnie właśnie najbardziej dziwi, wzajemne chamstwo psiarzy... Quote
Nayantara Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Faktycznie, przecież każdy z nas tak samo kocha psy, więc po co te nerwy? Dziwnym trafem zauważyłam, że w mojej okolicy wszelakie małe pieski są bardzo szczekliwe, ja jak i moja sunia nie zwracamy na to uwagi, jedakże kiedy taki mały piesek boi się dużych i rzuca mu się do gardła a pan z pieskiem który próbował doskoczyć gardła mojej suni (swoją drogą bardzo komicznie to wyglądało) po mnie się drze, i woła pieska "Timonku, no choć tu do mnie słoneczko, proszę" jakby był zdany na łaskę psa, pies biega luzem, a wzrok właściela na mnie oznaczał mniej więcej wyrzut jakby to mój pis zaatakował jego "Timonka". Patrząc z innego punktu widzenia dochodzę do wniosku, że między właścicielami małych i dużych psów w moim mieście toczony jest pewien spór. I po co to komu? :shake: Quote
Saite Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Zdecydowana większość "psiarzy" jest miłośnikami jedynie tego swojego pieska, a nie psów w ogóle. Stąd takie cyrki i przekonanie, że mnie i mojemu psu wolno wszystko, a innym nic. Quote
engelina_88 Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Magda25 napisał(a): Macie rację... Nie raz kiedy kulturalnie prosiłam o nie podchodzenie do nas , ludzie zaczynali gadkę "a dlaczego", " a trzeba ją socjalizować" itd. To w takim razie jedynym sposobem jest wrzask, krzyk i wulgaryzmy ? Nie jedynym. Nie przeglądałam co prawda wszystkich 267 stron tematu, ale na tych, które przejrzałam wypowiedzi zawierały mnóstwo innych sposobów radzenia sobie z chamstwem innych psiarzy. Tylko dlaczego ktoś miałby pozwolić sobie (czy swojemu psu) ubliżać? Quote
Ewa&Duffel Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Saite napisał(a):Zdecydowana większość "psiarzy" jest miłośnikami jedynie tego swojego pieska, a nie psów w ogóle. Stąd takie cyrki i przekonanie, że mnie i mojemu psu wolno wszystko, a innym nic. Niestety muszę się z tym zgodzić... Quote
badmasi Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 CarolineS napisał(a):Patrząc z innego punktu widzenia dochodzę do wniosku, że między właścicielami małych i dużych psów w moim mieście toczony jest pewien spór. I po co to komu? :shake: A ja mam małego i dużego. Co tu zrobić? Chyba rozstrzygnę ten spór wewnętrznie:evil_lol: Tak na serio-mój mały szczekliwy, duży lękliwy więc sama czasami nie wiem co robić. Stosując się do wielu dogomaniackich obostrzeń powinnam zostać w domu i nie wychodzić. Mały może sprowokować dużego psa, duży może wystraszyć małego no i kłopot...Sytuacja patowa. Mimo, że walka na froncie trwa my ciągle żyjemy i mamy się dobrze. Quote
*Monia* Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Miałam w końcu miły spacer, bez żadnych zbędnych nerwów, spokojny, z zabawami z psami :razz:. Pierwsze były 2 znajome staffiki, młoda wykonała noga, nie wolno i zwolnienie z komendy zanim się staffiki przywitały. Właścicielkę jednego z nich znam, jak właściciele drugiego zobaczyli że nie mam nic przeciwko to dopiero swojego puścili. Psy się przywitały dopiero jak wszyscy byli chętni na kontakt. Później pani z foksterierką z którą Shina się nie lubi, więc obydwie na smyczy. Później bokserek i witanie za obustronną chęcią poganiania się psów. Można jakoś sobie radzić, tylko dwie strony muszą mieć chęć współpracy ;). A rano był pinczerek z którego właścicielką się przeszłyśmy kawałek, porozmawiałyśmy, ale psy tylko tyle co się powąchały i nie mogły pokicać, bo maluch bywa niemiły jak mu coś nie pasuje więc psiakom nie pozwoliłyśmy do siebie podchodzić i grzecznie zajęły się wąchaniem/patrzeniem na nas. W takiej atmosferze aż się chce spacerować. Ale chyba to wstrętne zimno i padający wcześniej deszcz tych luzaków z nieodwoływalnymi psiakami zatrzymały w domu. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.