zmierzchnica Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 NatiiMar napisał(a):Też mocne. Macie jeszcze o tyle łatwiej, że z psami wychodza ludzie. U mnie psy biegają same...i weź tu ćwicz z agresywnym psem akupianie uwagi, jak co chwilę albo kot, albo pies, albo dzieciak na rowerze... Dokładnie. Jeszcze koty, dzieci na rowerze jakoś da się przeżyć. Kot ucieknie, jak hukniesz na dziecko to da spokój. Ale psy luzem to zmora... Mój pies ze strachu szaleje, a taki mu włazi pod tyłek i ma za nic ostrzegawcze warczenie. Zwykle w dodatku jest większy niż Frotek, więc i ja umieram ze strachu... Sytuacja z wczoraj - sąsiedzi sobie kupili psa, niby mieszankę ona z labem, ale wyrosło to naprawdę wielkie. Oczywiście przestali nad nim panować. Kobieta, która z nim wychodzi, nie utrzymuje go, facet bije psa smyczą. Pies mimo to ma fajny charakter... Jeszcze. W każdym razie ostatnio wracam już rano z psami, widzę, że zza rogu, po drugiej stronie ulicy wychodzi kobieta z tym psem. Zajmuję Frotka, on troszkę powarkuje, ale da się jeszcze to opanować - więc robi obrót, hop, siad i tak dalej, za to nagrody - i odchodzimy już stamtąd w drugą stronę. Kobieta puszcza swojego psa, stoi i gapi się na mojego. Jej pies nigdy do psów nie podbiegał, więc oczywiście nawet nie próbuje go czymś zająć. No cóż, dla większości ludzi oczywiste jest, że znudzony pies zainteresuje się innym - plus jeszcze właścicielka patrzy się na tego innego, no to musi być coś fajnego... Dla kobiety widać to nie było oczywiste - miała wybitnie zaskoczony wyraz twarzy, gdy jej pies przebiegł przez drogę (auta musiały się zatrzymywać, żeby psa nie uderzyć), podbiegł do Frotka, Frotek zaczął go odganiać warkotem, on podkulał ogon i odskakiwał - na drogę. Właścicielka zareagowała dopiero po kilku minutach mojej szarpaniny z Fro i jej psem... Przepraszam nie usłyszałam oczywiście. Miałam serce w gardle, całe szczęście, że ten pies to młodziak i nie postawił się na Frotka, tylko odskakiwał. W innym przypadku byłoby krucho - jest 3 razy większy od mojego psa... Quote
Patyś_ Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 Bogarka napisał(a):To swietnie, ze sie ma lepiej:lol: Tak sie zastanawiałam, jesli dobrze znosi kołnierz na szyji to czy by wpłyneło na włascicieli podbiegaczy gdyby go miała na sobie na spacerze albo jakbys czyms białym jej owineła brzuch na spacer? Mała chodzi na spacerki w ubranku żabce - takim zielonym wdzianku kupionym u Weta :) Szaleje już, gdybym jej pozwoliła latała by bez końca :) I to ubranko zostało oczywiście potępione. Spacer z dwoma Sukowcami. Gaja- duża w kagańcu, bo ostatnio jakaś drażliwa się zrobiła, mała - Volta w swoim ubranku. Podchodzi pani z mieszanką spaniela - Jak pani może tak psy krzywdzić ! Kaganiec! A tej co pani zrobiła? - najpierw mnie wryło. Ale po chwili, gdy pani zaczeła podnosić głos... - Mogę zdjąć suni kaganiec. Jeszcze dziś nie jadła... Ile może ważyć pani piesek? - kobieta złapał psa na ręce i uciekła w te pędy. Niestety z z nią to już kolejne moje starcie zawsze się przyczepia o pierdoły, a to irytuje -.-... Quote
Migori Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 Greven napisał(a):Chamstwo do kwadratu - nieduży pies wypuszczony na balkon, najlepiej na conajmniej trzecim piętrze, aby głos pięknie niósł się po osiedlu wśród bloków, piskliwie jazgoczący bez przerwy przez 20, 30, 40 minut. I zadowolony właściciel w tle. O tak tak tak !!!! Mam to codziennie tyle że nie na balkonie a pod sklepem - piekarnią, o 7 rano! Piskliwe jazgotanie przywiązanego do płotu psa, sznaucera średniego ! podczas zakupów pańci. Równe, bite 30min!!! Można oszaleć! Te małe jazgoczące futra nie trzeba szkolić ? Co do labów... Sama mam labradora-sukę- też czarną i też nie raz odczuwam próby socjalizacji na siłę mojej suki i innym napalonym labopodobnym samcem... "Bo takie ładne dzieci bedą"...bosh Quote
kajkoowa Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 Magda25 napisał(a):O tak tak tak !!!! Mam to codziennie tyle że nie na balkonie a pod sklepem - piekarnią, o 7 rano! Piskliwe jazgotanie przywiązanego do płotu psa, sznaucera średniego ! podczas zakupów pańci. Równe, bite 30min!!! Można oszaleć! Te małe jazgoczące futra nie trzeba szkolić ? Co do labów... Sama mam labradora-sukę- też czarną i też nie raz odczuwam próby socjalizacji na siłę mojej suki i innym napalonym labopodobnym samcem... "Bo takie ładne dzieci bedą"...bosh U Nas w bloku kiedyś był zamykany na balkonie shih tzu, który ciągle jazgotał.:shake: Od jakiejś 6 rano nawet do popołudnia... Miałam kiedyś propozycję, żeby mojego psa ( "dalmatyńczyk") dopuścić "borderki" :shake: Quote
Migori Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 Wczoraj sympatyczna Pani, matka trójki dzieci uznała mnie za osobę bez serca ponieważ poinformowałam ją, że moja suka jest wysterylizowana... Bo przecież ona chciała szczeniaczka takiego jak Bora...Niestety nie rozumiała, że takich kochanych psów jak moja Bora są tysiące w schroniskach... Kiedy mam zły dzień, uaktywnia mi się "chęć obrony mojej przestrzeni osobistej" i wręcz do szału doprowadza mnie cmokanie, głaskanie, zaczepianie mojego psa... Dziś mam taki dzień właśnie... Quote
Yorkomanka Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 Kiedy mam zły dzień, uaktywnia mi się "chęć obrony mojej przestrzeni osobistej" i wręcz do szału doprowadza mnie cmokanie, głaskanie, zaczepianie mojego psa... Dziś mam taki dzień właśnie... Wież mi ja mam taki dzień 7 dni w tygodniu:diabloti: Idę sobie spokojnie chodnikiem a tu ciągle ktoś po 2 stronie ulicy ciamka do mojego psa co zdarza się średnio co 1 minute :mad: Quote
sator_k_ Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 Też zastanawiam się po co ludzie gwizdają, ciamkają do psa? Jeśli chcą pogłaskać to niech podejdą i zapytają się. Swoją drogą czasami mam ochcotę puścić mojego On-ka z mokrym pyskiem i łapami po kąpieli w kałużo-jeziorko-sadzawce. Ciekawa jestm czy wtedy też by tak cmokali i wołali psa. :D Quote
*kleo* Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 Mnie też cmokanie i inne takie doprowadzają do szału, a już w ogóle jak coś z psem ćwiczę, idę po drugiej stronie ulicy bądź też w przeciwnym kierunku... :roll: No cóż, uroki posiadania yorasów... Quote
*Monia* Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 A mnie zupełnie nie rusza cmokanie, gwizdanie i wołanie moich psów - jak im się nudzi to niech sobie zaczepiają, bo i tak psy to oleją ;). Dopiero wyciąganie rąk do zupełnie nie zainteresowanych kontaktem psów jest mnie w stanie wkurzyć. Moje kundlice nie lubią spoufalania się i nawet ludzie cmokający im niemalże do ucha najczęściej nie są w stanie zwrócić ich uwagi. Co do szczekania psów na balkonie to mieliśmy w bloku 3, a czasem 4 takie rozdarciuchy - super relaks po szkole/pracy przy takim jazgocie zbiorowym :shake:. Później urodziło się dziecko córce właścicieli jednej najczęściej się drącej suczki i mieli wielkie pretensje jak którykolwiek pies zaszczekał. A nie pamiętali już jak ich pieseczek nie dawał sąsiadom nawet telewizji pooglądać, nie mówiąc o posiedzeniu w ciszy :angryy:. Hexolina szczekać nie chciała i nawet jak bym bardzo chciała to się nawet na złość nie dało zrobić sąsiadom jak dzieci spały (tak, złośliwiec ze mnie, ale ja kiedyś z bólem głowy leżałam i za nic się przysnąć nie dało bo piesek ujadał :mad:). Quote
*kleo* Posted April 16, 2010 Posted April 16, 2010 Słuchajcie, czy jak sąsiedzi mają psa, którego puszczają samopas, a ten potem wraca i drze mordę na klatce bitą godzinę żeby mu otworzyli drzwi, to straż miejska się tym zajmie czy mnie oleją? Dosłownie wychodzę z siebie już :angryy::angryy::angryy: Kiedyś już pisałam o tym psie na PwP, i już wtedy chciałam dzwonić, ale się uspokoiło i nawet na smyczy go widziałam, więc odpuściłam. Ale teraz chyba w coś popadnę... :mad: Quote
Bogarka Posted April 16, 2010 Posted April 16, 2010 A co myslicie o psiarzu, który - majac mozliwosc pójscia gdzie indziej - spaceruje tuz przed klatka gdzie mieszka pies który chce sie notorycznie rzucac na jego psa? Quote
engelina_88 Posted April 16, 2010 Posted April 16, 2010 Witajcie. Zaczynam właśnie pisać swojego pierwszego posta. (Nie znalazłam powitalni ani nic takiego, więc przywituję się tu. Wybrałam ten temat, bo śledzę go od jakiegoś czasu i nadziwić się nie mogę, jak wiele historii znam z własnego doświadczenia). Od trzech miesięcy jestem szczęśliwą właścicielką bardzo wielorasowego kundelka (co to z tego wyrośnie, to nawet wet nie wie). I tak nawiązując do zostawiania psów pod sklepem: U mnie w mieście praktycznie nie ma sklepów do których można wejść z psem, dlatego jak już zakupy z śierściuszkiem to tylko na osiedlu (i to bardzo drobne i szybkie). Wczoraj zrobiłam wyjątek i gorzko pożałowałam. Weszłam do zoologicznego po ciasteczka dla Baji (wspomniany już czworonóg) i żwirek do kuwety dla Leona (Leon to kot a nie york). Zostawiłam małą dosłownie na dwie minuty. Wracam i co widzę? Psiak odwiązany siedzi sobie zadowolony, że już jestem i stado uciekających smarkaczy. Całe szczęście Baja to mądre szczenie. Zaczepiała ludzi co prawda (jak to szczenie), ale nigdzie się nie oddaliła. Za to ja do tej pory pluję sobie w brode :/ Komentarze na temat Bajki? "Jak można takiego małego pieska na smyczy prowadzić??!! TO przecież na rączki trzeba wziąźć, pod kurtkę schować, bo się przeziębi" (Baja była wtedy wielkości dorosłego ch.grzywacza) Quote
Bogarka Posted April 16, 2010 Posted April 16, 2010 "debova47909" napisał(a):Wracam i co widzę? Psiak odwiązany siedzi sobie zadowolony, że już jestem i stado uciekających smarkaczy. Te dzieci by ja zabrały gdybys nie wyszła? Quote
Merenwen Posted April 16, 2010 Posted April 16, 2010 Ostatnio szłam sobie spokojnie z Chapsiowatą po łączce wokół stawu i patrzę, z naprzeciwka idzie jakiś pies, dość duży, w typie dobermana. Bez smyczy. To na wszelki wypadek zwolniłyśmy i trochę zboczyłyśmy ze ścieżki. Ale tak z odległości dziesięciu metrów ten pies zaczął Chapsi grozić. Co prawda jeszcze nie atakował, ale to wystarczyło, żeby zazwyczaj pewna siebie Chapsia chowała się za moimi nogami i popiskiwała. Panika się włączyła, co robić! Kobieta smyczy chyba nie miała, pies latał w kolczatce, a jeśli mojego zapnę, to nie będzie się miała jak w razie czego bronić. I właściwie było już za późno. Coś wielkiego przeleciało obok mnie i słyszałam tylko pisk. Chapsia wiała jak mogła najszybciej, chowała ogon (gdyby nie to, to pewnie by go już nie miała), atakujący pies warczał i kłapał zębami, a ja stoję i nie bardzo wiem, co mam robić. A ta kobieta stwierdziła tylko: "Niech się pani nie boi, ona tylko chce się bawić!". No ja dziękuję za taką zabawę! Myślałam, że się tam wywalę, po prostu kopnę w kalendarz! Jak można aż tak nie znać własnego psa?! Chapsi się na szczęście nic nie stało, bo to chodzący fart jest :D Chociaż przestraszona była nieźle... No i ta kobita, normalnie zatłuc takich ludzi! Quote
evel Posted April 16, 2010 Posted April 16, 2010 Merenwen napisał(a):Ostatnio szłam sobie spokojnie z Chapsiowatą po łączce wokół stawu i patrzę, z naprzeciwka idzie jakiś pies, dość duży, w typie dobermana. Bez smyczy. To na wszelki wypadek zwolniłyśmy i trochę zboczyłyśmy ze ścieżki. Ale tak z odległości dziesięciu metrów ten pies zaczął Chapsi grozić. Co prawda jeszcze nie atakował, ale to wystarczyło, żeby zazwyczaj pewna siebie Chapsia chowała się za moimi nogami i popiskiwała. Panika się włączyła, co robić! Kobieta smyczy chyba nie miała, pies latał w kolczatce, a jeśli mojego zapnę, to nie będzie się miała jak w razie czego bronić. I właściwie było już za późno. Coś wielkiego przeleciało obok mnie i słyszałam tylko pisk. Chapsia wiała jak mogła najszybciej, chowała ogon (gdyby nie to, to pewnie by go już nie miała), atakujący pies warczał i kłapał zębami, a ja stoję i nie bardzo wiem, co mam robić. A ta kobieta stwierdziła tylko: "Niech się pani nie boi, ona tylko chce się bawić!". No ja dziękuję za taką zabawę! Myślałam, że się tam wywalę, po prostu kopnę w kalendarz! Jak można aż tak nie znać własnego psa?! Chapsi się na szczęście nic nie stało, bo to chodzący fart jest :D Chociaż przestraszona była nieźle... No i ta kobita, normalnie zatłuc takich ludzi! Powiedziałaś jej coś albo w ogóle jakoś zareagowałaś? Ja bym chyba na policję dzwoniła, albo nie wiem na co, SM u mnie nie ma... :roll: Nie wyobrażam sobie, żeby coś polowało a mojego psa a ja miałabym stać i nic nie robić... Quote
engelina_88 Posted April 16, 2010 Posted April 16, 2010 Bogarka napisał(a):Te dzieci by ja zabrały gdybys nie wyszła? Nie wiem jakie miały naprawdę zamiary. Być może jakbym spędziła w sklepie jeszcze chwilę, to już bym psa nie znalazła. Czip i adresówka co prawda jest, ale jakby jej ktoś zrobił krzywdę... Quote
sator_k_ Posted April 17, 2010 Posted April 17, 2010 Merenwen napisał(a):Ostatnio szłam sobie spokojnie z Chapsiowatą po łączce wokół stawu i patrzę, z naprzeciwka idzie jakiś pies, dość duży, w typie dobermana. Bez smyczy. To na wszelki wypadek zwolniłyśmy i trochę zboczyłyśmy ze ścieżki. Ale tak z odległości dziesięciu metrów ten pies zaczął Chapsi grozić. Co prawda jeszcze nie atakował, ale to wystarczyło, żeby zazwyczaj pewna siebie Chapsia chowała się za moimi nogami i popiskiwała. Panika się włączyła, co robić! Kobieta smyczy chyba nie miała, pies latał w kolczatce, a jeśli mojego zapnę, to nie będzie się miała jak w razie czego bronić. I właściwie było już za późno. Coś wielkiego przeleciało obok mnie i słyszałam tylko pisk. Chapsia wiała jak mogła najszybciej, chowała ogon (gdyby nie to, to pewnie by go już nie miała), atakujący pies warczał i kłapał zębami, a ja stoję i nie bardzo wiem, co mam robić. A ta kobieta stwierdziła tylko: "Niech się pani nie boi, ona tylko chce się bawić!". No ja dziękuję za taką zabawę! Myślałam, że się tam wywalę, po prostu kopnę w kalendarz! Jak można aż tak nie znać własnego psa?! Chapsi się na szczęście nic nie stało, bo to chodzący fart jest :D Chociaż przestraszona była nieźle... No i ta kobita, normalnie zatłuc takich ludzi! Ja też miałam podbną sytuację. Szłam sobie z moim Satorem (On-ek) chodnikiem, kiedy zobaczyłam dużego czarnego włochacza, który uweilbia obszczekiwać nas przez płot. Więc zeszłam szybko na drugą stronę, przyspieszyłam kroku i już prawie udało mi się minąć psa bez rzadnego zainteresowania, kiedy włochacz odrócił się i nas zobaczył. Podbiegł do nas powoli. Pomyślałam, że powąchają się i do widzenia, kiedy czarny złapał Satora za kark i zaczął nim na prawdę porządnie szarbać. Sator nie miał się nawet jak bronić, bo był w kagańcu, dopiero późnie zsunął mu się, ale i tak nie miał się jak odwrócić, żeby się bronić. Czarny rzucił Stora na ulicę i wtedy wybiegł jego właściciel i właścicielka. Zaczeli mówić do psa "puść" "zostaw", ale pies miał ich pod ogonem. W końcu pani stwierdziła, że ona nie wie co robić i poszła sobie, a pan próbował swojego pieska odciągnąć. W końcu jakoś udało mu sięwyrwać Satora z jego mordy. Sator aż usiadł sobie z wrażenia. Zadnych obrażen na szczęście nie doznał, ale ja trzęsłam się jeszcze jakieś 15 min. po przyjściu do domu. A i bardzo mi się podobało jak włąścicielka karciła swojego psa po tym jak już zamknęli og na podwórku: "jak ty się zachowujesz?! nie pójdziesz na żaden spacer!". Jakby pies to zrozumiał... Właścieil co prawda przeprosił i zapytał się czy nic się nie stało, ale nie zmienia to faktu, że mogliby nie puszczać swpojego pupilka samego. Quote
Merenwen Posted April 17, 2010 Posted April 17, 2010 evl napisał(a):Powiedziałaś jej coś albo w ogóle jakoś zareagowałaś? Ja bym chyba na policję dzwoniła, albo nie wiem na co, SM u mnie nie ma... :roll: Nie wyobrażam sobie, żeby coś polowało a mojego psa a ja miałabym stać i nic nie robić... Nie, żebym stała i nic nie robiła, ale byłam zbyt zajęta obmyślaniem planu ratunku dla psa i właściwie zupełnie w takiej sytuacji nie pomyślałam, żeby coś jej powiedzieć chociaż. A jak ten pies sobie dał spokój, to jedyne co, to poczyniłam ewakuację natychmiastową, bo smyczy i tak dla niego nie było nawet, a nie chciałam, żeby przypadkiem atakował znowu... Cóż, teraz żałuję, że jej nie ochrzaniłam albo co, ale już po ptokach. Sator - dobrze chociaż, że się właściciel zreflektował. Mnie jedynie przeraża to, że ta baba naprawdę sądziła, że jej pies chce się "tylko bawić" :| A świstak siedzi i zawija w sreberka... Quote
filodendron Posted April 18, 2010 Posted April 18, 2010 debova47909 napisał(a):Nie wiem jakie miały naprawdę zamiary. Być może jakbym spędziła w sklepie jeszcze chwilę, to już bym psa nie znalazła. Czip i adresówka co prawda jest, ale jakby jej ktoś zrobił krzywdę... Trzeba bardzo uważać. U mnie na osiedlu tuż przed świętami pojawiły się ogłoszenia o zaginionym piesku - zostawiono go pod sklepem i ktoś go sobie zabrał - pewnie na świąteczny prezent. Quote
*Monia* Posted April 18, 2010 Posted April 18, 2010 Dzisiaj powiedziałam sobie, że koniec bycia miłym dla ludzi radośnie puszczających swoje psy i będę po prostu je do nich odprowadzać jak w inny sposób się ich nie da odgonić. Szłam z Shiną, ćwiczyłyśmy skupianie i chodzenie przy nodze bez smyczy jak podbiegł foksterier i zaczął ją napastować. Shina zwiewała, kłapała zębami, a ten nie chciał się odczepić. Poszłam więc w krzaki i jakoś pies odpuścił (właściciel spacerkiem wędrował w naszą stronę i psa zawołał może raz). Później bawiłyśmy się piłką, Shina akurat była przy mnie i dawałam jej smaki kiedy ten pies znów się pojawił, jeszcze bardziej napalony. Shinę jakoś ogarnęłam żeby nie ganiała w kółko, w końcu usiadła na tyłku (którego musiała bronić przed adoratorem) a tan zaczął ją gwałcić :angryy:. Miarka się przebrała - złapałam psa za obrożę, musiałam go podwiesić bo się wyrywał do Shiny, młodą złapałam drugą ręką i ruszyłam do zupełnie nie zainteresowanego właściciela. Jak ten zobaczył co ja z psem wyprawiam i co miłego mam mu do powiedzenia to w końcu kroku przyspieszył i psa ode mnie odebrał ze słowami "Widocznie mu się spodobała" :mdleje:. Powiedziałam, że jak widać jej się wcale nie podoba, to pan stwierdził, że widocznie za brzydki jest. Byłam tak zła, że już nie miałam ochoty na dalszą rozmowę i poszłam. Może pan się nauczy używać albo smyczy albo rozumu :mad:. Pewnie znowu plota po osiedlu pójdzie, że jestem przewrażliwiona na puncie swojego psa :evil_lol:. Wiosna w pełni i ludzie wylegają na spacery, a w zimę tak pusto było nad rzeką... Quote
Migori Posted April 18, 2010 Posted April 18, 2010 *Monia* napisał(a):Wiosna w pełni i ludzie wylegają na spacery, a w zimę tak pusto było nad rzeką... Taaa ta cała stonka, która zimą, jesienią siedziała z tymi pikusiami w domu, teraz szlaja sie po lesie i irytuje normalnych ludzi. Dziś poszłam do lasu, przez własną głupotę, bo nie skojarzyłam że słońce+niedziela = stonka w lesie... Tak jak weszłam w las tak wyszłam, bo nie dało sie normalnie spacerować... Trzeba bedzie chodzić o kosmicznych porach np. 8 rano Quote
badmasi Posted April 18, 2010 Posted April 18, 2010 Ja wczoraj wogóle musiałam zrezygnować ze spaceru. Podczepił się pies puszczony luzem i powędrował za mną w stronę parku. Pomyślałam sobie, że mam do przejścia trzy duże ulice więc psa prawdopodobnie coś trzepnie no i niechętnie zawróciłam i odprowadziłam delikwenta na osiedle. Moja suka nie ma cieczki ale mają inne więc napalonemu samcowi prawdopodobnie było już zupełnie obojętne co pokryje. Szkoda, że trafiło na moją bo pogoda była piękna a plecak pełen zabawek. Spędziłam godzinę kręcąc się po nudnym osiedlu ze znudzoną suką i psem uczepionym jej tyłka:angryy: Jeszcze skubaniec powarkiwał na mnie ale ostudziłam jego zapędy zimną wodą z butelki. Quote
Sylwia i Ares Posted April 18, 2010 Posted April 18, 2010 Jaka ja jestem szczęśliwa, że wyemigrowałam z miasta na wieś :multi: Jak sobie przypomnę jakie miałam przejścia ze swoją sąsiadką... Otóż jak miałam jeszcze swojego pierwszego psa Nerusia [*] to ciężkie było życie z pewną sąsiadką. Ten babsztyl (inaczej nazwać nie mogę) to była milicjantka. Zawsze miała psy. Zmieniała je tak raz na 2 lata (raczej żaden dłużej nie był u niej). Potem nie wiem co z nimi robiła. Psy wypuszczała samopas bez kagańca, a sama siedziała w domu. Psy latały 6-8 h.:angryy: Były najczęściej to psy agresywne wobec ludzi i zwierząt. Ja ze swoim psem wychodziłam na smyczy. Jej psy zazwyczaj były połowę wielkości mojego. Wystarczyło jak wyszłam z klatki to już jej pies leciał z zębami do mojego. To ja się darłam pod jej oknem, żeby psa zabrała. A ona co na to? "Spier.... z tym kundlem. " :lmaa:Byłam jeszcze za młoda, żeby wiedzieć jak się kłócić. Do pewnego czasu. Jak byłam starsza kupiłam spray na odstraszanie zwierząt i kilka razy zastosowałam. Był przez jakiś czas spokój. Teraz jak czasami przyjeżdżam do firmy siostry to ją widuję niestety. Ostatnio jej podbiegacz ugryzł mnie w nogę. Moja reakcja była natychmiastowa. Tel do SM. Złożyłam zawiadomienie na policji i okazałam orzeczenie lekarza. Efekt - porażający. Sąsiadka już nie wypuszcza psa na dwór tylko do piwnicy, żeby się załatwił. :mad::mad: I w tym miejscu powiem tylko jedno - jak ja się cieszę że wyemigrowałam na wieś. Dookoła mieszka tylko moja rodzina. Najbliższy sąsiad 300 m ode mnie, a wokół same pola. I przede wszystkim SPOKÓJ :cool3: Quote
*Monia* Posted April 18, 2010 Posted April 18, 2010 Magda25 napisał(a):Taaa ta cała stonka, która zimą, jesienią siedziała z tymi pikusiami w domu, teraz szlaja sie po lesie i irytuje normalnych ludzi. Dziś poszłam do lasu, przez własną głupotę, bo nie skojarzyłam że słońce+niedziela = stonka w lesie... Tak jak weszłam w las tak wyszłam, bo nie dało sie normalnie spacerować... Trzeba bedzie chodzić o kosmicznych porach np. 8 rano Właśnie większości tych psów w zimę nie widziałam, a teraz powróciły. Niestety znajome psy gdzieś indziej chyba spacerują, bo dawno ich nie widziałam i Shina swoje towarzyskie zapędy musi zaspokajać patrzeniem na mnie :p. U nas w lasku spokój, bo większość ludzi na wale i nad rzeką spaceruje. Jak byłam przy rzece, w miejscu gdzie najgorsze błoto ludzi spotkałam :-o (bez psa, chyba sobie piknik na bagienku chcieli urządzić :lol:). Zaraz spacer i mam nadzieję, że wszystkie napaleńce bez smyczy siedzą już w domach ;). Chyba się znowu na wiochę wyniosę. Zachciało się miasta... Chociaż i tutaj do tej pory nie narzekałam na większe problemy z psiarzami. Quote
Litterka Posted April 18, 2010 Posted April 18, 2010 Sylwia i Ares napisał(a): Efekt - porażający. Sąsiadka już nie wypuszcza psa na dwór tylko do piwnicy, żeby się załatwił. :mad::mad: Powiadom zarządcę budynku, że zanieczyszcza piwnice. I może jakąś Straż dla Zwierząt, bo to pod maltretowanie podpada Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.