filodendron Posted March 25, 2010 Posted March 25, 2010 Enigmatyczny napisał(a):Być może nie dostrzegłaś, ale dzisiaj prawie wszystkie psy robią kupkę na trawniku i statystyczna większość ich nie zbiera, co przy okazji nie wywołuje żadnych reakcji u przechodzących, co wiąże się z ogólnym społecznym przyzwoleniem. Więc czemu miałby widzieć takie spojrzenia? No dobrze, mówiłam we własnym imieniu. Dawno, dawno temu, gdy nie miałam psa, a miałam małe dziecko, konieczność wydłubywania psich kup z "traktorków" dziecięcych bucików wywoływała u mnie niezmiennie chęć powywieszania wszystkich psiarzy na okolicznych latarniach. I myślę (a nawet wiem na pewno), że ta chęć mordu była doskonale widoczna :) Ja nie wiem, gdzie Wy mieszkacie, ale mimo wszystko trudno mi uwierzyć, że pampersów i dzieci załatwiających się na trawniku jest tyle samo, ba - połowa - a co tam - jedna czwarta - co psich kup. Quote
kajkoowa Posted March 25, 2010 Posted March 25, 2010 Ja tak sobie czytam, i aż mnie bierze :angryy: Dziś spotkałam się z takim przypadkiem. Wracam z długiego spaceru. Stan: 6 osób i 6 psów( 3 yorki, dalmat, ONek i taka mała kundlica;)) . Podbiega do nas mix labradora. Nie jest jakoś agresywnie nastawiony, ale mój pies nie lubi w swoim "stadzie" intruzów, toteż zawołałam go i trzymam. Pies biega, bez obroży, właściciela. Wokół pełno krzyków bo pies zaczyna nerwowo obchodzić się z jednym z yorków. Po 5 minutach pojawia się właściciel. Daleeeko od Nas. I nie ma zamiaru podejść.Drze się do psa, który nie raczy przyjść, ba, po co przychodzić, jak ma się tu kilka psów do zabawy? Idziemy w stronę kobiety, która stoi w miejscu i wrzeszczy. W końcu kilka osób z naszego grona też zaczęło krzyczeć., m.in. : ,, Niech pani zabierze tego psa. , ,, Kto takiego psa puszcza bez żadnej obroży i smyczy" Na co facetka, że jak podbiega, to trzeba kopnąć albo uderzyć.:angryy::angryy: Na to koleżanka, że co, jak wybiegnie na ulicę i coś go potrąci? I w odpowiedzi usłyszeliśmy, ze niech go potrąci, to tylko pies:angryy: W końcu pies podbiega do pani, ale jak dostał parę razy i to mocno po zadku to ucieka znów. Złapaliśmy go, idzie dziewczyna z kolczatką. Najpierw 5 minut, żeby założyć a potem ciągną na silę do domu piszczącego psa:-( Więc znowu rozległy się krzyki, żeby facetka tak nie traktowała psa, żeby za przyjście dała mu nagrodę. A pies uciekł, bo była otwarta brama i to ze dwie godziny, bo jak zaczynaliśmy spacer, to pies już biegał. Quote
canis_16 Posted March 26, 2010 Posted March 26, 2010 facet zrobił mi awanture za to ,że zwróciłam mu uwagę by nie bił psa (pies dostał 3 czy 4 razy smyczą po grzbiecie dlatego że zabawiony z moją suczka nie zareagował na komende) Koles wydarł się ,że mam się nie wtrącac jak wychowuje psa i że pies powinien bezwzględnie słuchać właściciela:angryy::angryy:. Aż miałam chęć go smyczą walnąć:mad: ,bo raczej wiekszośc z nas maiała kiedyś tak że ich pies zabawiony z innym nie zareagował za pierwszym razem na komende. Znam tego psa i wiem że jest bardzo grzeczny.. Quote
Greven Posted March 30, 2010 Posted March 30, 2010 Gabryjella napisał(a):Coraz mniej dziwię się ludziom, którym przeszkadzają psy. Ja się nie dziwię w ogóle. - tony gówna na trawnikach - psy upierdliwe bez kontroli właścicieli - psy agresywne bez kontroli właścicieli - psy ujadające całą dobę zza płotu/w mieszkaniu Oszaleć można, nawet gdy jest się miłośnikiem psów... Quote
Iza. Posted March 30, 2010 Posted March 30, 2010 Greven napisał(a):Ja się nie dziwię w ogóle. - tony gówna na trawnikach - psy upierdliwe bez kontroli właścicieli - psy agresywne bez kontroli właścicieli - psy ujadające całą dobę zza płotu/w mieszkaniu Oszaleć można, nawet gdy jest się miłośnikiem psów... Dokładnie tak... Ludzie kupują psy nie mając o nich podstawowej wiedzy, a poxniej to wszystko tak wygląda. Co do gówna, to ja mam tego serdecznie dośc, chyba sama też przestane sprzątać jak i tak gówna jest tyyyyyle :roll: Quote
Amber Posted March 30, 2010 Posted March 30, 2010 Greven napisał(a):- psy ujadające całą dobę zza płotu To mnie przeraża. Jako mieszczuch od dzieciństwa, zawsze jakoś dobrze trafiałam i u mnie na klatce nie było ujadających psów... Teraz tylko lekko wyje husky sąsiadów z góry, ale spokojnie da się to wytrzymać ;). Mam się natomiast przeprowadzić na obrzeże miasta do domku wolno-stojącego. Wydawało by się super, w końcu dom z ogrodem itp. ale niestety większość okolicznych mieszkańców wyznaje zasady ze średniowiecza (Warszawa!) czyli pies przy budzie na łańcuchu, kojcu bądź po prostu wolno latający i... wyje i szczeka to wszystko w wniebogłosy. Nie da się po cichu przejść chodnikiem, nie mówiąc o tym, żeby przejść tam z psami... Nie irytuje to tylko mnie, lecz moje psy także, gdyż są zupełnie nie przyzwyczajone do takiego zachowania, że co kilka metrów jakiś pies prawie nie wyłamuje sobie zębów gryząc kraty ogrodzenia. W nocy to ujadanie słychać w całej okolicy... Mnie to przeszkadza, to dlaczego nie przeszkadza to tym ludziom, którzy trzymają te burki na podwórku? Ja osobiście dostałabym cholery, gdyby pies ujadałby mi dzień i noc pod oknem... No cóż, może jak ktoś się wychował przy tym od kołyski to ma większą tolerancję. Natomiast absolutnym "hitem" jest kojec z owczarkiem mieszczący się przy naszym ogrodzeniu. Kojec jest porządny, nie powiem, kryty, porządna buda, ale oprócz tej budy jest tam tyle miejsca , że ten owczarek może się tam ledwo obrócić. Na nieszczęście akurat w tym końcu ogrodu mieści się też miejsce w którym mogą kopać moje jamniki (górka ziemi), wygląda to tak, że jamniki kopią, a ten pies ujada mi w ucho, kręcąc się w kojcu, przy czym jest mi go cholernie żal, że ma takie nędzne życie. Oprócz tego wywołuje to niezły kontrast, moje psice norują zadowolone, spełniając się psychicznie i ten sfiksowany owczarek zza krat, który nigdy, nie miał spełnionej żadnej zachcianki psychicznej. Widziałam kilka razy jak wygląda jego "spacer", gościu wypuszcza go na dosłownie 5 min. przy czym non-stop na niego wrzeszczy, że biega (sic!) po trawie, następnie pakuje go do kojca na następne 24 h. I nic nie mogę zrobić, bo oprócz tego pies ma zawsze w kojcu wodę, nie ma odchodów, buda porządna, oprócz nieco sfilcowanej sierści pies wygląda dobrze. To Polska właśnie. A, że pies jest psychicznym wrakiem to już nikogo nie obchodzi. Reszta tych psów wiszących na łańcuchach też, a męczą się wszyscy... Tj. ja i psy, bo tych zaściankowych betonów nie ruszy nawet trzęsienie ziemi. Często wydaje mi się, że psy z bloków, mimo ogólnej mitycznej opinii, że "pies w mieszkaniu się męczy" są szczęśliwsze niż te z domów wolno-stojących. Przynajmniej te które widuje na spacerach u mnie, bo tam, na spacer poza ogród wychodzi dosłownie jeden facet z dalmatem, reszta siedzi w kojcach/na łańcuchach. Ja na myśl o spacerach tam dostaje zimnych dreszczy. Quote
Bogarka Posted March 31, 2010 Posted March 31, 2010 - psy ujadające całą dobę zza płotu/w mieszkaniu Niektórzy biora psa a nie moga sie z róznych powodów nim zajmowac a sasiedzi słuchaja jak wyje. Quote
vege* Posted March 31, 2010 Posted March 31, 2010 Greven napisał(a): - psy upierdliwe bez kontroli właścicieli - psy agresywne bez kontroli właścicieli Jeśli mowa o tych psa wczoraj jak szłam z Nuką spokojnie zaatakował ją zapasiony do granic możliwości jamnik :mad: Nie wiem gdzie była właścicielka jamnika, ale na szczęście Nuce się nic nie stało bo go zębami postraszyła i łapą walnęła Quote
evel Posted March 31, 2010 Posted March 31, 2010 Jestem sfrustrowana. Moja suka nie lubi innych psów. Nie lubi ich, nie lubi jak po niej skaczą tudzież tratują albo włażą w tyłek albo kicają bez żadnego psiego przywitania. Zamiast zabawy z psami woli sobie biegać sama albo ćwiczyć ze mną. Zu lubi psy, które potrafią się ładnie przywitać, po-CS-ować itd. Na każdym, absolutnie każdym spacerze zdarza się, że wbiega w nas: a) rozpędzony słodki szczeniaczek, któremu Zu ma ochotę urwać berecik, bo zatrzymuje się w jej paszczy tudzież na jej głowie albo grzbiecie i nie reaguje na ostrzeżenia b) radosny blabladolek (za każdym razem inny! ha!), lekko licząc ze 4 razy cięższy od mojej suki c) zjeżony ONek, którego moja suka się strasznie boi ("On chce się tylko pobawić!") d) wszelkiej maści napalone osiedlowe rozpłodowce, którym umknęło, że Zu NIE MA CIECZKi, więc i tak chcą ją zgwałcić d) ostatnio hit - dwa pekińczyki, otaczające nas warcząc, bez właściciela na horyzoncie... A mówią, że na wsi to cisza i spokój... :roll: Quote
badmasi Posted March 31, 2010 Posted March 31, 2010 Evl-bywają takie dni, że się już nie może...Ja w takie dni zabieram ze sobą mini lakier do włosów, wyciągam z kieszeni i mówię że mam gaz i nie zawaham się go użyć. Ewentualnie udaję, że sięgam do karabińczyka aby puścić sukę. Nie wiem jakiego masz psa, mój większy to tylko colak ale na właścicieli małych pokurczów lub średniaków działa bo mówię, że to agresywna wariatka (choć w rzeczywistości tchórz). Lakier w mojej dłoni na tyle działa, że nawet z zacieczkowaną suką idę po osiedlu jak baronowa a wszyscy w popłochu łapią samce. Zaczęłam siać terror osiedlowy, a niech się boją...przynajmniej mam spokój. Quote
mala_czarna Posted March 31, 2010 Posted March 31, 2010 [quote name='badmasi']Evl-bywają takie dni, że się już nie może...Ja w takie dni zabieram ze sobą mini lakier do włosów, wyciągam z kieszeni i mówię że mam gaz i nie zawaham się go użyć. Ewentualnie udaję, że sięgam do karabińczyka aby puścić sukę. Nie wiem jakiego masz psa, mój większy to tylko colak ale na właścicieli małych pokurczów lub średniaków działa bo mówię, że to agresywna wariatka (choć w rzeczywistości tchórz). Lakier w mojej dłoni na tyle działa, że nawet z zacieczkowaną suką idę po osiedlu jak baronowa a wszyscy w popłochu łapią samce. Zaczęłam siać terror osiedlowy, a niech się boją...przynajmniej mam spokój.[/QUOTE] Ciotka, Ty z Wawki jak widzę jesteś? Skocz no do mnie na Wolę :) Quote
badmasi Posted March 31, 2010 Posted March 31, 2010 [quote name='Greven']Czemu lakier, a nie gaz?[/QUOTE] Gaz będę miała-strumieniowy ale ciągle mam opory i nie wiem czy będę nosić w mieście. Na wsi, tam gdzie kilka lat temu kupiłam dom będę nosić na 100% bo jest niestety dużo agresywnych psów luzem i bramy rozwarte na oścież. Nie chciałabym użyć broni jaką jest gaz bezzasadnie a tak może się zdarzyć gdy człowieka poniesie. Lakier wygląda jak gaz i zazwyczaj wyjęcie go z kieszeni działa jak kubeł zimnej wody na opornych właścicieli rozochoconych psów. Byłam tylko raz w takiej sytucaji, że sięgnięcie po gaz byłoby w pełni uzasadnione lecz biorąc pod uwagę rasę i gabaryty agresora nie mam pewności czy by zadziałał prawidłowo. Quote
Greven Posted March 31, 2010 Posted March 31, 2010 Gdyby moja Mama nosiła lakier, zamiast gazu, to kto wie, jak by się skończyło jej i jej psa spotkanie z agresywną ONką sąsiadów. Ja na szczęście jeszcze nie musiałam używać gazu na psa (wystarcza odstraszanie, a w ostateczności but), ale lepiej mieć i nie wyjmować z kieszeni, niż nie mieć, a potrzebować ;) BTW, u mnie na wsi spokój i sielanka, a dopiero w mieście partyzantka na całego. Quote
badmasi Posted March 31, 2010 Posted March 31, 2010 U mnie na osiedlu nie ma jakiś szczególnie agresywnych psów-raczej namolne. Na wsi zaś jedyna droga do miasteczka wiedzie wzdłuż ogrodzeń a z drugiej strony dróżki płynie rzeczka. Czasami ktoś zostawi uchyloną bramę no i umarł w butach... Quote
evel Posted April 1, 2010 Posted April 1, 2010 No Zu niestety jest wielkość tylko - powiedzmy - samca sheltie... Więc wszyscy radośnie i wesoło puszczają swoje pieski, bo na pewno się zaprzyjaźnią :multi: No i zonk... Co ja mam powiedzieć właścicielom (na oko) 1,5 miesięcznego labradorka, który jak tylko widzi moją sukę puszcza się do niej biegiem nawet przez ulicę (sic!) a moja suka już z daleka na niego warczy i mu pokazuje zęby, bo skacze jej po głowie? Że mają mózgi w d... nie pilnując swojego szczeniaka? Że jak Zu nim w końcu telepnie to mu zrobi krzywdę a ja nie będę jej hamować, bo już też mam dość? Że w końcu mu jakiś inny pies urwie mordę? Bezmyślność ludzi jest porażająca :roll: Quote
*Monia* Posted April 1, 2010 Posted April 1, 2010 Wczoraj byłam na miłym wieczornym spacerku, zero psów samowyprowadzających się (od soboty ani jednego psa nie spotkałam, a młoda ma cieczkę) i zobaczyłam faceta z labkiem. No to przeszłam na drugą stronę ulicy i stwierdziłam że skoro facet psa nie łapie to nie podejdzie. Oczywiście się pomyliłam i pies ruszył do nas. Złapałam suczydła krótko , a pan do mnie cudowny tekst - "ale on nic nie zrobi" :cool1:. Jak mu odpowiedziałam, że moja mała ma cieczkę to dziwnym trafem momentalnie znalazł się przy psie i szarpiąc się z nim przeprosił. Po czym dodał, że pies nie wie o co chodzi bo jeszcze za głupi. No to się pytam ile psiak ma. 3 lata :-o. Powiedziałam panu, że w tym wieku na pewno już wie o co chodzi a pan na to "a skąd się niby miał dowiedzieć? z telewizorni?" :crazyeye:. Rączki mi opadły :mdleje: Quote
Juliusz(ka) Posted April 1, 2010 Posted April 1, 2010 Wiosna. Ten, tego, Panie, chole*a jasna, a nich to szlag trafi... Proszę mnie źle nie zrozumieć - mało się ze szczęścia nie popłakałam na widok tego bezchmurnego, iście kreskówkowego nieba za oknem. To był pierwszy odruch. No cóż, jestem idiotką... Wyległy stada psów, piesków i pieseczków, które zimą miały jeno zady a okno chyba wystawiane. Panie Boże/Siło Wyższa(niepotrzebne skreślić): dzięki Ci, żeś mnie uczynił/a niskociśnieniowcem. Może mnie ta krew tak całkiem i na amen nie zaleje. Żel pieprzowy wymieniony. Łańcuch przewędrował z plecaka do kieszenie. Odświeżam słownik wyrazów powszechnie uważanych za wyjątkowo obelżywe. Do boju! Tfu! Na spacer idziemy;). Quote
Greven Posted April 1, 2010 Posted April 1, 2010 [quote name='evl']Że w końcu mu jakiś inny pies urwie mordę? Bezmyślność ludzi jest porażająca[/QUOTE] E tam, raz wysupłali 300 zł, to przeboleją stratę i wysupłają za jakiś czas drugi raz. I będzie nowy sweetaśny blabladorek, co się martwisz. Oni się nie martwią, ale jak im labiszona pies zagryzie, albo auto przejedzie, to może następnego będą nawet prowadzać na smyczy? [quote name='Juliusz(ka)']Wyległy stada psów, piesków i pieseczków, które zimą miały jeno zady a okno chyba wystawiane. [/QUOTE] Mnie też zdumiewa ilość psów na osiedlach. Zimą chodziłam z moimi dzień w dzień, kilkoma różnymi trasami i widywałam dosłownie parenaście osób z psami, które robiły rundkę dookoła bloku, a w porywach spacer wzdłóż ogrodzenia szkolnego boiska. W pobliskim lesie praktycznie nikogo nie spotykałam, a brak nowych śladów na śniegu wskazywał, że nie było tam też nikogo, w czasie, gdy mnie tam nie było ;) A teraz... ło matko! dziesiątki psów, najróżniejszych, o każdej porze dnia i nawet bardzo późno w nocy. W lesie wciąż się na kogoś natykam - owczarki, labradory, husky, rottweilery, bigle, spaniele, kundelki... Niech mi ktoś powie, GDZIE TE PSY BYŁY ZIMĄ???? :lol: Quote
Juliusz(ka) Posted April 1, 2010 Posted April 1, 2010 [quote name='Greven'](...)Niech mi ktoś powie, GDZIE TE PSY BYŁY ZIMĄ???? :lol:[/QUOTE] Jak to gdzie?! Tam, gdzie każdy porządny wlaściciel trzyma psa zimą - W DOMU. A teraz lecą w świat odreagowywać miesiące zamknięcia:angryy:. Odwaliłam tej zimy ciężką robotę z moim psem. Wczoraj w lecznicy leżał 1metr(słownie: jeden) od doga de bordoux, samca. Fakt - tamten pies był otumaniony znieczuleniem, co nie zmienia faktu, że ja się zainteresowałam co jest za progiem drzwi do gabinetu(siedziałam do nich bokiem) dopiero kiedy Pychol przechylił głowę, bo tamten pies westchnął. Myślałam, że zejdę z zaskoczenia. Nie zeszłam:P. Postępy mamy spore i niech no ktoś mi je złośliwie(podkeślam! bo ja jednak odróżniam przypadki/wypadki, czy nawet głupotę ale z natychmiastową reakcją właściciela od 'a mam Cię w doopie') spieprzy...:angryy: Quote
Greven Posted April 1, 2010 Posted April 1, 2010 [quote name='Yorkomanka']Greven nie wiesz? w kuwetke sisi robiły[/QUOTE] No tak, nie pomyślałam. W tej kuwetce od razu mogły babki z piasku lepić, żeby zabić nudę, tunele kopać... no nie wiem, co jeszcze mogły robić, może z właścicielami grały w karty, albo oglądały telewizję? Moje psy są naprawdę nieszczęśliwe, gdy mają mało ruchu (jak nie mam dla nich czasu, to dzień-dwa wytrzymają, dużo śpią, ale potem rozpoczynają sparingi między sobą, w przerwach natomiast mordują moje skarpety i podkoszulki...co by robiły naprawdę znudzone i niewybiegane - nie wiem, nie sprawdzałam), a co dopiero rasy typowo pracujące: retrivery, owczarki, pierwotniaki, myśliwskie... Quote
*kleo* Posted April 1, 2010 Posted April 1, 2010 [quote name='Yorkomanka']Greven nie wiesz? w kuwetke sisi robiły[/QUOTE] A owszem, robiły (a właściwie tylko yorczyca robiła), ale mimo to kiedy pogoda pozwalała ruch też miały zimą zapewniony, jak się chce to można ;) Quote
Greven Posted April 1, 2010 Posted April 1, 2010 O ile mogę zrozumieć właścicieli yorków, wszelkich miniatur, nagich ras, że ich psy robią do kuwety, a spacery w najgorszy mróz są ograniczane do minimum (chyba, że ubranko pomaga), to zupełnie nie pojmuję, jak przez kilka miesięcy w roku wytrzymują w domu z psem niewybieganym właściciele psów dużych i aktywnych. Yorka, shihtzu, czy ciułałę można od biedy wybiegać rzucając piłeczkę po mieszkaniu, ale co z wymienionymi przeze mnie owczarkami, haszczakami itd.? Obedience w salonie? Praca zaprzęgowa pomiędzy przedpokojem, a kuchnią? P.S. Tej zimy widziałam na spacerach najwięcej yorków właśnie ;) Quote
Cortina Posted April 1, 2010 Posted April 1, 2010 [quote name='Juliusz(ka)']Wiosna. Ten, tego, Panie, chole*a jasna, a nich to szlag trafi... Proszę mnie źle nie zrozumieć - mało się ze szczęścia nie popłakałam na widok tego bezchmurnego, iście kreskówkowego nieba za oknem. To był pierwszy odruch. No cóż, jestem idiotką... Wyległy stada psów, piesków i pieseczków, które zimą miały jeno zady a okno chyba wystawiane. Panie Boże/Siło Wyższa(niepotrzebne skreślić): dzięki Ci, żeś mnie uczynił/a niskociśnieniowcem. Może mnie ta krew tak całkiem i na amen nie zaleje. Żel pieprzowy wymieniony. Łańcuch przewędrował z plecaka do kieszenie. Odświeżam słownik wyrazów powszechnie uważanych za wyjątkowo obelżywe. Do boju! Tfu! Na spacer idziemy;).[/QUOTE] jesuuu Kachna gdzie ty chodzisz na te spacery, Wega ma cieczke, chodzimy popołudniami na cytadele i rzadko kiedy podbiegnie jakiś pies, a jak podbiegnie to wrzasne na niego i wraca posłusznie do swojego pańcia. Fakt jest jeden że wszystkich teraz wszędzie pełno i dlatego właśnie wolę zimę z szybko zapadającymi ciemnościami :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.