Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Liwus, ależ ja odpowiadałam Greven :)

A fakt faktem, Mikra biega za mną luzem, gdyż w okolicy, gdzie chodzę z nią na "toaletowe" spacerki daaawno nie widziałam agresywnego psa. Poza tym, Młoda się boi innych psów i nie zaczepia ich. Kiedyś chętnie atakowała ludzi (pół roku temu, kiedy ją przygarnęłam), biegała w kagańcu. Teraz takie ataki zdarzają się jej sporadycznie, a ja reaguję natychmiast. Przecież nie musi się komukolwiek podobać, jak 5 kilo psa doskakuje do niego... Ale zostawiam ją bez smyczy, tylko w obroży z adresówką właśnie po to, żeby uczyła się, że nie ma powodu nikogo atakować. Jeśli widzę natomiast, że może coś się wydarzyć - krótka piłka - przywołanie, które ładnie opanowała i albo smycz, albo na ręce. To mój pies i to ja jestem za niego odpowiedzialna. Poza tym, nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe...

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Dla mnie nie ma znaczenia, czy ktoś ma psa na smyczy, czy na słowo honoru. Bo jednemu ani smycz, ani kolczatka nie pomoże w opanowaniu zwierzęcia, a inny odwoła choćby gestem. Czego Wam i sobie życzę ;)

Posted

Mój znajomy, który zawsze zbierał kupki po swoim psiaku... dzisiaj stwierdził, że już tego nie będzie robił, bo jeśli po kupke swojego psa ma nurkować w odchodach zostawionych przez innych właścicieli to on dziękuje za takie coś. Powiedział, że będzie zbierał tylko w ekstremalnych przypadkach, kiedy psiak zrobi to w takim miejscu jak chodnik, klatka schodowa etc.
Z tego co mówił to spotykał się z kpiącymi spojrzeniami ludzi, którzy wyprowadzają swoje psy i bynajmniej nie dbają o czystość wokół.

Poza tym zadziałała na niego jakaś kampania społeczna, twierdząca, że nie warto sprzątać po pupilach. Hmmm, ciekawe.

Posted

Enigmatyczny napisał(a):
Z tego co mówił to spotykał się z kpiącymi spojrzeniami ludzi, którzy wyprowadzają swoje psy i bynajmniej nie dbają o czystość wokół.

A ze spojrzeniami matek z dziećmi - jak tego kupasa zostawia na trawie - to się nie spotkał? Widać, patrzy wtedy gdzie indziej...

Posted

Ja sprzątam (chyba, że idziemy w pola) jako jedna z może dwóch osób na osiedlu, na którym chwilowo mieszkam i jakoś korona mi z głowy nie spadła. No i jakby to powiedzieć - Enigmatyczny, Twój znajomy to mięczak :roll: Uwierz, jak muszę myć swoje buty i swojego psa z odchodów innych zwierząt to też mi się na wymioty zbiera, ale nie przeszło mi przez myśl, żeby nie sprzątać, bo to najgorsze chamstwo psiarzy, które odbija się na wszystkich wokół.

Posted

[quote name='"zmierzchnica"']Biegam z psem. Wychodzę już z pól na wieś, obok działki z ogrodzeniem z 1,2m. Na działce wielki pies (coś w typie bernardyno-kaukaza), którego nie zauważyłam. Byłam przy ogrodzeniu, pies rusza dziko, Fro dostaje siad. I przeszłabym spokojnie, gdyby nie człowiek - który jął wołać psa, a jak to nic nie dało - walnął psa łopatą. Potem drugi raz. Pies nic. Pytam grzecznie: "A może pan siebie by tą łopatą w łeb uderzył?" Na co on, wielce zdziwiony: "Ale że siebie?". Odpowiedziałam, że raczej siebie, bo przecież nie psa. Koleś na to, że "ale on wyskoczy", co mnie trochę zmroziło, bo pies zaczął się szykować do skoku... Pan podbiegł, złapał psa, malowniczo, niczym wielki żuk, wywalił się na plecy trzymając psa za sierść na zadzie. Powiedziałam Fro, żeby pooglądał jak to ludzie nie umieją sobie poradzić z psem i zaczęłam odchodzić, dając mu smaki za spokój. Człowiek leżał z tym psem dobre 10 minut, co usiłował się podnieść, to pies wyrywał, a on go znowu łapał za sierść na tyłku lub ogonie... i leżał. Doszłam do drogi, przeszłam na drugą stronę ulicy..
Czy ja dobrze zrozumiałam, ze pies przewrócił własciciela i nie pozwolił mu wstac?

Posted

Mieszkam w blokowisku i mam podobny problem z małymi szczekaczami bez smyczy sama mam dwa ONki , które na osiedlu zawsze prowadzę na smyczy. Zwykle wywożę je na spacer nad rzekę więc nie często chodzimy po osiedlu ale jak już jesteśmy w okolicy bloku to prawie za każdym razem spotykamy Panią z rozwrzeszczanym jamnikiem !!! Początkowo nie odzywałam się ani słowem jak jamnik podbiegał do nas na odległość ok. 2 m i szczekał bez opamiętania pierwszy raz odezwałam się jakieś dwa miesiące temu mówiąc , że jest bardzo ślisko i obawiam się , że mogę nie utrzymać psów i jeżeli nie będzie prowadzała swojego pupila na smyczy to może to się źle skończyć . Nie odpowiedziała ani słowa zawołała tylko psa , który i tak nie reagował na jej wołanie , a mi jakoś udało się uspokoić swoje psy i odejść. Od tamtej pory nic się nie zmieniło omijam ją szerokim łukiem ale wczoraj wlazła na mnie dosłownie i to samo co zwykle jamnik szczeka moje psy się wściekają i mówię do BABY obiecuję Pani , że dziś ostatni raz trzymam psy następnym razem jak tylko zobaczę Panią z tym psem bez smyczy na horyzoncie puszczę swoje i niech się dzieje wola nieba. Przypuszczam , że jeden z moich psów ( 3 letni nadpobudliwy DON) nie pozostawiłby jamnika w jednym kawałku. Baba dalej nic woła psa i odchodzi , a pies ma daleko w d..... jej wołanie.
Masakra po prostu!!!!!
Zaczęłam się już zastanawiać czy może baba chce się pozbyć swojego psa ? po jej zachowaniu można wyciągnąć takie właśnie wnioski. Postępuje tak jakby jej wcale na psie nie zależało.:shake:

Posted

Ja z chamstwem spotykam się na osiedlu na co dzień. Mam 15-miesięcznego siberian husky, którego spuszczam bardzo rzadko, zwykle jak chcę żeby się pobawił z innym psami i wyganiał to biorę 20-metrową linkę ( Tamlin to typowy haszczy uciekinier ) . Najbardziej drażnią mnie te wszystkie małe pieski co to idą bez smyczy kilkanaście metrów od właściciela a jak zobaczą mojego psa to podbiegają, jazgoczą i gryzą go po kostkach. Co najlepsze Tamlin te małe pieski lubi i zwykle mu to nie przeszkadza ale właściciele? Najpierw kobieta 3 minuty woła psiaczka do siebie i nic nie robi. Teatr zaczyna się gdy Tamlin z tym maleństwem próbuje się bawić, wtedy jest wrzask, baka podbiega, chwyta maleństwo na ręce i zaczyna się drzeć. Bo to przecież husky one są ( ponoć) agresywne, on zje jej psiurka, takie psy powinny nosić kaganiec i kolczatkę ...itd. Gdy mówię że to jej pies jest bez smyczy i też ma zęby to słyszę tekst ...ale on jest mały...no coments. Jedna starsza pani ( bez psa) powiedziała mi nawet wprost że jestem nienormalna żeby sobie ''wilka'' hodować ...niektórzy ludzie są naprawdę prymitywni.

Posted

Głupota ludzka nie zna granic
Idę sobie spokojnie z piesem, dochodzimy do lasu stoi tam kilka domków z ogródkami i oczywiście w każdym jest pies
Patrze a tu biegnie na nas jakieś psisko - duży samiec w typie rodka. Z ogródeczka wychodzi sobie pan i bardzo powoli idzie w naszą stronę wołając groźnym głosem BONO!!! TY GŁUPI KUNDLU! GDZIE JEST TWOJE MIEJSCE?! No na pewno bym do takiego pana podeszła tym bardziej że miał coś w ręku jakby bat?
Psisko na szczęście było przyjaźnie nastawione i chciało się z Dusiakiem bawić ale zbyt delikatny mi się nie wydawał a ja nie chciałabym żeby mój pies został rozgnieciony łapą więc wzięłam go na ręce. Bono na mnie wskoczył w celu powąchania szczeniaka i przy okazji pobrudzenia mi kurtki więc go z siebie ściągnęłam i przy okazji zdarłam sobie skórę o jego kolczatkę:angryy: potem złapałam siurka i poprowadziłam w stronę pana który nalegał żebym psa piepszła w łep:-o. Puściłam go kawałek obok jego pana który psa zaczął tym batem bić:-(. Potem zaciągnął go do ogródka tak że przednie łapki nie dotykały ziemi dusił się:-( a potem przypiął go do budy i znowu zaczął bić:angryy: Pies się próbował stawiać warczał i gryzł ale chyba nie robił tego mocno
Niedługo pewnie znowu będzie że zły rodek który bez powodu zaatakował:shake:

Posted

[quote name='Yorkomanka']Głupota ludzka nie zna granic
Idę sobie spokojnie z piesem, dochodzimy do lasu stoi tam kilka domków z ogródkami i oczywiście w każdym jest pies
Patrze a tu biegnie na nas jakieś psisko - duży samiec w typie rodka. Z ogródeczka wychodzi sobie pan i bardzo powoli idzie w naszą stronę wołając groźnym głosem BONO!!! TY GŁUPI KUNDLU! GDZIE JEST TWOJE MIEJSCE?! No na pewno bym do takiego pana podeszła tym bardziej że miał coś w ręku jakby bat?
Psisko na szczęście było przyjaźnie nastawione i chciało się z Dusiakiem bawić ale zbyt delikatny mi się nie wydawał a ja nie chciałabym żeby mój pies został rozgnieciony łapą więc wzięłam go na ręce. Bono na mnie wskoczył w celu powąchania szczeniaka i przy okazji pobrudzenia mi kurtki więc go z siebie ściągnęłam i przy okazji zdarłam sobie skórę o jego kolczatkę:angryy: potem złapałam siurka i poprowadziłam w stronę pana który nalegał żebym psa piepszła w łep:-o. Puściłam go kawałek obok jego pana który psa zaczął tym batem bić:-(. Potem zaciągnął go do ogródka tak że przednie łapki nie dotykały ziemi dusił się:-( a potem przypiął go do budy i znowu zaczął bić:angryy: Pies się próbował stawiać warczał i gryzł ale chyba nie robił tego mocno
Niedługo pewnie znowu będzie że zły rodek który bez powodu zaatakował:shake:

A może by tak potraktować tego faceta tak jak on potraktował swojego psa:angryy:. Właśnie stąd biorą się agresywne psy, właściciel nie potrafi odpowiednio zareagować...biedne psisko :(

Posted

Yorkomanka napisał(a):
Puściłam go kawałek obok jego pana który psa zaczął tym batem bić. Potem zaciągnął go do ogródka tak że przednie łapki nie dotykały ziemi dusił się a potem przypiął go do budy i znowu zaczął bić

Poinformowałaś właściciela, że znęcanie się nad psem jest karalne i może podlegać zgłoszeniu do odpowiednich służb? Może zdecydowana postawa "postronnych" da mu do myślenia, zanim zmarnuje psa...

Ja miałam dziś równie przykrą sytuację na spacerze. Szłam z Tangą, a z naprzeciwka facet z potężnym amstaffem. Pies jest wielki, ale często go widzę i zaobserwowałam, że jest też bardzo spokojny i pozytwnie nastawiony do otoczenia. Zaczął popiskiwać do Tangi i ciągnąć w naszym kierunku, a właściciel poluzował mu smycz. Tanga zareagowała wyjątkowo pozytywnie, więc też poluzowałam smycz.

Psy były w odległości ok mtera od siebie, gdy ten debil - inaczej nie mogę go nazwać - z taką siłą ściągnął smycz, że prawie przykucnął. Pies zaskowytał i zarył brzuchem o asfalt. Dodam, że nieszczęsny ast był na KOLCZATCE. Tanga od razu się nakręciła, bo skoro mamy w zasięgu ofiarę, to z nią kończymy. Powiedziałam debilowi, co o nim myślę, a on coś tam burkał pod nieświeżym wąsem...

Wiecie co, nie chciało mi się kontynuować dialogu, zainteresowałam Tangę ćwiczeniami i poszłam w swoją stronę. Tylko tego amstaffa cholernie szkoda.

Posted

Mi jakoś ostatnio miłe sytuacje się zdarzają. Chociaż wkurzył mnie ochroniarz jak na mój widok zamknął drzwi od klatki praktycznie mi przed nosem :mad:. Ale dzisiaj się mu przyjrzałam i stwierdzam, że panikuje na widok psów (co w sumie do bezczelnego zamknięcia drzwi go nie uprawnia, bo mógł przytrzymać drzwi powiedzieć żebym zaczekała jak on pójdzie i dopiero weszła z psem; wie że mieszkam w tej klatce).
A dzisiaj na spacerze pani pomogła młodej pokonać lęk przed ogromnym psem (gigant prawie mi do pasa sięga) i uraz do czarnych psów (od Hexy się nauczyła takich się bać). Z czarną sunią się wyszalała, a przy okazji przebiegła kilka razy blisko wielkoluda. Pod koniec wielkopies już był niestraszny, a czarna sunia została świetną kumpelą. My sobie podyskutowałyśmy, psy poszalały i każda poszła w swoją stronę. Aż się chce na spacery wychodzić ;). Tylko ta ogromna ilość goowien nawet na ścieżkach jest dołująca...

Posted

*Monia* napisał(a):
wkurzył mnie ochroniarz jak na mój widok zamknął drzwi od klatki praktycznie mi przed nosem..

U mojej babci na osiedlu, gdzie czasem zatrzymuję się z psami, jest od kilku miesięcy naprawdę fajny... hm, jak to się mówi... gospodzarz bloku, a nawet dozorca :evil_lol: Sprzątacz brzmi nieładnie. Wcześniej była sfochowana na cały świat sprzątaczka, którą męczył sam fakt, że musi pokazać się w robocie. Nie mówiąc o tym, że miałaby - tfu, tfu - sprzątać. Na szczęście gościu jest w porządku, zawsze powie dzieńdobry i drzwi od klatki przytrzyma.

Szkoda, że na tym osiedlu jest pewien problem - ludzie wyprowadzją psy, żeby się wysrały i nie sprzątają. NIKT NIE SPRZĄTA PO SWOIM PSIE (oprócz mnie, ale coraz mniej mam ochotę paprać się w gównie). Pies zrobi kupę, a właściciel idzie dalej. Ostatnio pan sprzątacz dostał zadanie czyszczenia trawników. Współczuję mu. Wynisoł zgranione gówno wiadrami.

Druga sprawa to sikanie na klatce schowej. Na całą czteropiętrową klatkę są tylko dwa samce. Nie wiem, jak wyżej, ale od pierwszego piętra do parteru notorycznie znajduję obsikane narożniki, wycieraczki i donice z kwiatami. A potem słyszę, że to na pewno moje psy nabrudziły, chociaż to do jasnej cholery suki i niczego nie podleją, a nawet gdyby były fizycznie do tego zdolne, to na końcu smyczy jestem JA!

Posted

[quote name='Greven']U mojej babci na osiedlu, gdzie czasem zatrzymuję się z psami, jest od kilku miesięcy naprawdę fajny... hm, jak to się mówi... gospodzarz bloku, a nawet dozorca :evil_lol: Sprzątacz brzmi nieładnie. Wcześniej była sfochowana na cały świat sprzątaczka, którą męczył sam fakt, że musi pokazać się w robocie. Nie mówiąc o tym, że miałaby - tfu, tfu - sprzątać. Na szczęście gościu jest w porządku, zawsze powie dzieńdobry i drzwi od klatki przytrzyma.
Tam gdzie się zajmowałam psiakiem też był fajny (zwany przez nas) pan konserwator. Nawet nie zraził się po tym jak Resiak (ON) go parę razy obszczekał. Pani sprzątająca też w miarę w porządku i jak wycierałam psa przed wejściem do klatki zawsze mi coś miłego mówiła :).
U nas reszta ochroniarzy ok, mimo że moje kundle nietowarzyskie i starają się przekrzyczeć jak do mnie się odzywają. Jak jeden nie wie co ciekawego powiedzieć to po raz setny pyta czy go pies nie ugryzie, no bo co o pogodzie ma gadać :evil_lol:.

Szkoda, że na tym osiedlu jest pewien problem - ludzie wyprowadzją psy, żeby się wysrały i nie sprzątają. NIKT NIE SPRZĄTA PO SWOIM PSIE (oprócz mnie, ale coraz mniej mam ochotę paprać się w gównie). Pies zrobi kupę, a właściciel idzie dalej. Ostatnio pan sprzątacz dostał zadanie czyszczenia trawników. Współczuję mu. Wynisoł zgranione gówno wiadrami.
U nas też wszystko obsrane, ale akurat pod samym blokiem na szczęście niewiele (kamery jednak robią swoje i ludzie się krępują pieski wykupkiwać ;)). Przez zasrane trawniki mam problem z Shiną, bo ona się nie załatwi jak jej miejsce nie odpowiada. Potrafi nawet cały dzień trzymać (przy 4-5 spacerach) i dopiero wieczorem jak już nie wytrzyma to się załatwi łaskawie :roll:. Nie zawsze mam czas pójść z nią nad rzekę, więc głupol trzyma i obstaje przy tym że ona w goownach nic nie zrobi. Ten problem jest odkąd śnieg się roztopił i zrobiło się cieplej.

Druga sprawa to sikanie na klatce schowej. Na całą czteropiętrową klatkę są tylko dwa samce. Nie wiem, jak wyżej, ale od pierwszego piętra do parteru notorycznie znajduję obsikane narożniki, wycieraczki i donice z kwiatami. A potem słyszę, że to na pewno moje psy nabrudziły, chociaż to do jasnej cholery suki i niczego nie podleją, a nawet gdyby były fizycznie do tego zdolne, to na końcu smyczy jestem JA!
Pewnie każdy udaje że to nie jego pies :shake:. Mojej babci lał na drzwi i wycieraczkę jamnik sąsiadów z góry. Babcia zwróciła kilka razy uwagę i się skończyło. Na asta zrzucić nie mogli, bo by była większa kałuża :cool1:.
Moja Hexolina obsikuje czasem słupy i ogrodzenia i całkiem wysoko potrafi nalać ;)

Posted

[quote name='"*Monia*"']Chociaż wkurzył mnie ochroniarz jak na mój widok zamknął drzwi od klatki praktycznie mi przed nosem . Ale dzisiaj się mu przyjrzałam i stwierdzam, że panikuje na widok psów
:o
Myslałam, ze ochroniaze nie piwinni sie bac nawet psów

Posted

[quote name='Bogarka']
Myslałam, ze ochroniaze nie piwinni sie bac nawet psów
Osiedlowi ochroniarze nie muszą być wielce odważni. Głównie są to starsi panowie, którzy zbyt wiele nie zdziałają w razie czego :roll:.

Posted

Poinformowałaś właściciela, że znęcanie się nad psem jest karalne i może podlegać zgłoszeniu do odpowiednich służb? Może zdecydowana postawa "postronnych" da mu do myślenia, zanim zmarnuje psa...

wydarłsię tylko że to nie moja sprawa

Posted

filodendron napisał(a):
A ze spojrzeniami matek z dziećmi - jak tego kupasa zostawia na trawie - to się nie spotkał? Widać, patrzy wtedy gdzie indziej...


Być może nie dostrzegłaś, ale dzisiaj prawie wszystkie psy robią kupkę na trawniku i statystyczna większość ich nie zbiera, co przy okazji nie wywołuje żadnych reakcji u przechodzących, co wiąże się z ogólnym społecznym przyzwoleniem. Więc czemu miałby widzieć takie spojrzenia?

Posted

No ba, a te zużyte pampersy latające po osiedlach... miodzio...

Najgorzej jest latem nad rzeką, bo po co sprzątać jak dziecko się wykupka, tatuś się wykupka, wykupkany pampers schowamy w krzaczkach i wsio ok ?

Posted

Większość matek z dziećmi na moim osiedlu ma również psa, żadna po psie nie sprząta...Powiem szczerze, że mam już dość tej gloryfikacji pod tytułem "matka z dzieckiem", jak widzę okoliczne matki, ich dzieci, sposób wychowania (śmiecenie, plucie, przeklinanie) to nóż mi się w kieszeni otwiera.
Też jestem matką z dzieckiem i uważam, że osiedlowy trawnik to nie jest miejsce spacerowe, od tego są ogródki jordanowskie. Moje dziecko nie włazi na trawniki, nie brudzi butów w odchodach-czyżby było jakieś genialne?
Żeby nie było, po psach sprzątam ale fakt faktem jak zimą służby oczyszczania poległy, nie wywoziły przez kilka miesięcy śmieci, na koszach utworzyły się czapy z odpadków i śniegu to olałam sprawę-kupy do domu nosić nie będę i koniec. Wróciłam do sprzątania dopiero w momencie gdy śmietniki zostały opróżnione a trawniki uprzątnięte ze sterty psich odchodów. Teraz jest czyściutko i aż miło się sprząta.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...