karjo2 Posted March 17, 2010 Posted March 17, 2010 Greven napisał(a):Zgłosiła do straży miejskiej. Akurat to niewiele da, zglaszajcie do policji, jedynie oni sensowniej reaguja na takie historie. Oczywiscie z wymaganiem podania danych osoby przyjmujacej zgloszenie. Uzgodnijcie (jesli to mozliwe) pomoc swiadkow, namiary na nich. Quote
zmierzchnica Posted March 17, 2010 Posted March 17, 2010 Greven napisał(a): Junior zachował się wspaniale. Jestem z niego dumna, jak cholera. I nie dziwię się, powinnaś być :p Gratuluję świetnej socjalizacji i wychowania Juniora. Też uważam, że powinniście zgłaszać to aż do skutku. Bo Junior obronił swoją panią, ale inny pies może tego nie zrobić i suka w końcu kogoś pogryzie...:roll: Quote
Diora Posted March 17, 2010 Posted March 17, 2010 Racja, SM nie zrobi wiele. Jedynie policja. Oni w ogóle przyjęli zgłoszenie? Quote
gops Posted March 18, 2010 Posted March 18, 2010 Greven super pies sie wam trafil!! a sytuacja rzeczywiscie trageiczna ;/ cos powaznego stalo sie Juniorowi? Quote
Bogarka Posted March 18, 2010 Posted March 18, 2010 Greven, zrobiła cos straz miejska? A ja kiedys spotkałam jakichs ludzi ze szczeniakiem. Szczeniak na mnie naszczekał, a oni go...pochwalili . Quote
Pies Pustyni Posted March 18, 2010 Posted March 18, 2010 Z wczoraj: Pod moim oknem widuje jedna kobiete,wyprowadzajaca psy.Nie wiem czy jest wlascicielka czy "walkerka" ,ale psy zawsze te same,mopsy i dalmatynka.Mieszkam na poczatku ulicy i tu jest polmetek ich spaceru.Juz sam ten "spacer" to jakas masakra - facetka idzie szybkim krokiem do skrzyzowania,gdzie najczesciej co najmniej jeden mops wali kupe,ktora ona zbiera w kawalek gazety i rzuca pod stojace auta,kolo kraweznika i wraca.Dlugosc trasy ok.200m.Ale do rzeczy.Mieszkam obecnie w Angli,gdzie sprzatanie po psach jest norma,a tu wsiadajac do auta musze patrzec pod nogi...Spotkalem ja wczoraj i mowie grzecznie,zeby przestala to robic.Nie skonczylem jeszcze zdania,a pani ostrym tonem mowi,ze to nie ona,ze inni tez tu chodza z psami.Ja na to(grzecznie),ze widzialem jak to robi,dlatego wlasnie z nia rozmawiam.Pani na to :"**** off! Pilnuj swoich spraw" :) .Skoro tak,to mowie,ze nastepnym razem zadzwonie na policje - ona znowu cos tam burknela(juz sie oddalala).Zaznaczam,ze kobieta sprawiala wrazenie niezbyt normalnej. Jak na razie wyglada,ze zmienila trase,ale pewnosci nie mam. Quote
badmasi Posted March 18, 2010 Posted March 18, 2010 Ja raz pewną panią grzecznie poprosiłam aby sprzątnęła po psach szczególnie, że regularnie przychodzi pod specjalny kosz na psie odchody więc nie ma daleko, jej psy zawsze tam robią kupę. Nie robiłam awantury, nie krzyczałam, grzecznie poprosiłam. Moje psy też tam robią kupę i zbierając ją zawsze w coś wdepnę i mnie to wkurza. Owa pani jednak uciekła i teraz na mój widok też natychmiast zmienia trasę. Zastanawiam się po co jej ten stres, dużo mniejszym jest posprzątanie kupy i święty spokój. Dużo się teraz w Warszawie mówi o psich kupach i niestety ludzie, którzy regularnie sprzątają po psach zaczynają czuć się lekko nieswojo gdyż oni również, choć niczemu niewinni są pod obstrzałem. Atmosfera jest tak kwaśna, że aż się dziwię jak ktoś miło zerknie na moje psy. Na forum GW, która codziennie zamieszcza w Stołecznej artykuł o psich odchodach pojawiają się skandaliczne pomysły aby psy truć lub wogóle zakazać trzymania psów w mieście. Quote
Greven Posted March 18, 2010 Posted March 18, 2010 karjo2 napisał(a):Akurat to niewiele da, zglaszajcie do policji, jedynie oni sensowniej reaguja na takie historie. Oczywiscie z wymaganiem podania danych osoby przyjmujacej zgloszenie. Uzgodnijcie (jesli to mozliwe) pomoc swiadkow, namiary na nich. Straż miejska przyjęła zgłoszenie, chcieli przyjechać od razu, ale Mama powiedziała, że jedzie z Niuńkiem do weterynarza i nie wie, o której wróci, więc umówili się na dzisiaj. Świadkowie są. Przy poprzednim ataku ONki na Mamę i jej psa byli świadkowie z sąsiedztwa, którzy obiecali "wszystko powiedzieć" ;) a przed wczorajszym atakiem na Juniora, suka rzuciła się na collie sąsiadów - starszą, niedużą suńkę. Syn sąsiadów przy tym był i obiecał zeznać. zmierzchnica napisał(a):I nie dziwię się, powinnaś być Gratuluję świetnej socjalizacji i wychowania Juniora. Dziękuję w imieniu swoim i Mamy :loveu: Diora napisał(a):Racja, SM nie zrobi wiele. Jedynie policja. Oni w ogóle przyjęli zgłoszenie? Oczywiście, że przyjęli. Taki mają obowiązek. gops napisał(a):cos powaznego stalo sie Juniorowi? Na szczęście nie, ma tylko skaleczenia. Oko nie jest uszkodzone, mimo że suka prawdopodobnie udeżyła go zębem, albo pazurem. Mama najbardziej się martwiła, że po tym zajściu Junior może nabrać złego nastawienia dla psów. Na szczęście na razie zachowuje się ok, kocha swoich kolegów, z obcymi przyjaznymi chce się bawić, a wszelkich agresorów i zza-furtkowych obszczekiwaczy pięknie ignoruje. Quote
ania10512 Posted March 19, 2010 Posted March 19, 2010 No wiec oblazlam ja wiele watkow offowalam bez wyjatkow zostawilam informacje i czekamy na reakcje na gremialne odwiedziny i wizyty od rodziny Drogie ciotki przybywajcie i deklaracje skladajcie Pieski czakaja na karme inaczej ich zycie marne Brzuszki puste\, zimno w pupcie Ciotki szybko cos z tym zrobcie Kazdy wujaszek niech kaske wplaci nawet jak mialby wyjsc bez gaci http://www.dogomania.pl/threads/181890-BA-AGAMY-O-WORECZEK-KARMY-DLA-MALUSZKA-W-Tylko-6-przeA-yA-o-zimAE-2-za-TM/page24 Quote
Bogarka Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 Przedwczoraj wyszłam z Vértesem na spacer, i spotkalismy mame z synkiem i z ich kilkunastoletnim ale bedacym w swietnej formie psem w typie ONa. Ich pies był luzem, a Vértes na smyczy. Mama i dziecko nie bardzo zwracali na psa uwage tylko ze soba rozmawiali a pies zobaczył Vértesa i zaczał sie do niego zblizac kłusem i sie nastroszył. Vértes, który nie lubi podbiegaczy, jak go zobaczył zaczał warczec. Szarpnełam go krzyczac "fuj" a poniewaz nie przestał warzec zrobiłam to po raz drugi. Pies nie przestał sie zblizac natomiast dziecko włascicielki w miedzyczasie zobaczyło Vértesa i zaczeło pedzic w nasza strone zeby go pogłaskac. Vértes warczał, pies sie zblizał, dziecko sie zblizało trzeba było cos zrobic. Dziecko było blizej niz jego mama, a poza tym pomyslałam, ze nie jest to juz takie malutkie dziecko niech sie poczuje jak duzy chłopiec wiec jemu powiedziałam - bez checi obrazenia, i bez złosci ale dosyc stanowczo (i poniewaz nie był tak blisko mnie krzyknełam): -Pilnuj lepiej swojego psa! Mama (która chyba w dalszym ciagu nie patrzyła co ich pies robi) usłyszawszy to krzykneła na mnie obrazonym tonem: -Co jest? Skrzywdziłam cie? Powiedziałam ze przepraszam ale Vértes warczy a ona nadal obrazona: -Ale mozna normalnie mówic do dziecka! Zastanawiałam sie pózniej czy nie powinnam była powiedziec ze nastepnym razem pozwole zeby psy sie zjadły Quote
evel Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 W ramach wprowadzenia: od tygodnia mam w domu Zuzankę, sunię z adopcji. Zu była gryziona przez ponad pół roku w schronisku, była najniżej w hierarchii. Później leczona na kaszel kennelowy nie miała kontaktów z innymi psami, żeby ich nie zarazić. Teraz powolutku wychodzimy na prostą i chociaż suka ma tendencje do oszczekiwania innych psów ze strachu, pracujemy nad tym i idzie nam coraz lepiej - potrafimy minąć psa, który się nie interesuje nami, z korektą mijamy psa, który wykazuje średnie zainteresowanie no ale... Właśnie "ale". Całą pracę partaczą nam podbiegacze. Jak ja mam nauczyć sukę, że inne psy się olewa, jak co chwilę Zu ma jakiegoś w d... - i to niestety dosłownie? :roll: Dalmatyńczyk, całe stado małych burków, pekińczyki (które chyba mają dyspensę na chodzenie bez smyczy, bo żadnego nie widziałam na uwięzi w ciągu tygodnia), spaniel, sznaucer i wiele, wiele innych. Hit na dziś: szczenię ONka, na nasz widok podciągnięte na kolcach (a niech się gówniarz uczy moresu od małego, a co!), na napiętej smyczy, pan cały sztywny, gnojek się na nas rozrył i oczywiście Zuzanka nie pozostała dłużna :roll: Chyba jak pana spotkamy następnym razem to mu powiem co o nim myślę - dzisiaj już nic nie powiedziałam, bo po prostu się nie spodziewałam czegoś takiego po szczenięciu... I jego bezmózgim właścicielu :shake: Quote
filodendron Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 evl napisał(a): Właśnie "ale". Całą pracę partaczą nam podbiegacze. Jak ja mam nauczyć sukę, że inne psy się olewa, jak co chwilę Zu ma jakiegoś w d... - i to niestety dosłownie? :roll: Na to nie ma lekarstwa. Nic się nie da z tym zrobić - trzeba zagryźć zęby i próbować się nie denerwować, bo jedyny skutek jaki można osiągnąć, to podniesione ciśnienie. Moją zmorą są labradory z licencją na skakanie po każdym grzbiecie, jaki się nawinie - i ja już straciłam nadzieję. Ostatnio wzorem Greven chciałam panu podarować smycz, ale powiedział, że ma własną - jakoś nie zobaczyłam jej do końca. Quote
Greven Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 filodendron napisał(a):Ostatnio wzorem Greven chciałam panu podarować smycz, ale powiedział, że ma własną - jakoś nie zobaczyłam jej do końca. Następnym razem poproś, żeby pokazał, czy umie ją przypinać do obroży :diabloti: U nas spokojnie, jak na wojnie. Wchodzę do sklepu osiedlowego, przy ladzie stoi kobieta, a do mnie z przeraźliwym jazgotem i garniturem zębów na wierzchu startuje małe czarne coś. Stanęłam w miejscu i stanowczo poprosiłam, żeby zabrała psa. Ona do mnie, że mam się nie bać, jej Pusia/Srusia/Milusia nie gryzie. Odpowiedziałam, że nie boję się, tylko nie życzę sobie, aby jakikolwiek pies bez kontroli właściciela mnie obszczekiwał. Z wielką łaską podeszła, chwyciła małą na ręce i wróciła do lady. Za to ja nie mogła się zbliżyć, bo jazgot na rękach wpadł w furię, wychylał się kobiecie zza ramienia, wyrywał i wściekle ujadał. Gdy w końcu kobieta skierowała się do wyjścia, spokojnie poprosiłam o zapięcia psa na smycz, bo za drzwiami jest mój pies. Ona jak głucha - puściła małe czarne na podłogę i otwiera drzwi. Podniosłam głos "tam jest mój pies, on gryzie!!!", usłyszałam jazgot, pisk przerażenia tej kobiety... zamachnęła się reklamówką z zakupami i odrzuciła swojego psa startującego do mojego. I poszła, jakby nigdy nic, a jazgot dla odmiany zaczął podlatywać do przechodniów. Zapytałam sprzedawcę, czemu nie raguje na takie zachowanie klientki, przecież to jego własny sklep. Na co on bezradnie "ta pani bardzo kocha swojego pieska, mówi że nawet z nim śpi". Odparłam, że ja też śpię ze swoimi psami (na co zrobił wielkie oczy ;) ), ale to nie znaczy, że kompletnie ich nie kontroluję, jak ta kobieta. Kolejne "miłe" spotkanie. Wieczór, ze znajomymi stoimy przy ich aucie na parkingu osiedlowym i rozmawiamy - odprowadzałam ich z psami. Kolega trzyma Łapę, ja Tangę. To była akurat pora wyprowadzania psów, więc sporo osób nas minęło. Dziewczyny spokojne, bo gdy zbliżał się jakiś człowiek z psem, to kolega odwracał uwagę Łapy zabawą (słynne w wykonaniu Łay "hop na rączki"), a ja kazałam Tandze wykonywać komendy i nagradzałam. Już z daleka widziałam moją ulubioną parę - starszy pan z małym obszczekiwaczem, który w ogóle nie używa smyczy (gdy moja Mama, poirytowana że obcy pies skacze jej na płaszcz, zapytała, czemu jest bez smyczy, usłyszała rozbrajającą odpowiedź "bo to dama do towarzystwa") oraz starsza kobieta, właścicielka średniej wielkości czarnego kundelka, uwielbiająca spuszczać go ze smyczy na boisku szkolnym, żeby się piesio w spokoju wysikał i wykupkał (zresztą pan od "damy do towarzystwa" robi dokładnie to samo). Z babą miałam już spięcie, bo raz jej zwróciłam uwagę, że jej pies walnął kupę dokładnie pod samą bramką na boisku do piłki nożnej i usłyszałam parę agresywnych tekstów pod adresem moich i moich psów, a drugim razem z daleka zawołałam, żeby wzięła go na smycz, bo chcę spokojnie przejść z psami i się dowiedziałam, że "takie wielkie psy" to się trzyma na podrórku. No więc ja ich widzę, oni zajęci wielce gestykulowaną rozmową - nie. Wyłapałam, że dyskutują na temat "tych wielkich psów, co tu wszędzie srają" (no bo przecież jak mały zrobi kupkę, to problemu nikt nie widzi)... Wyszli zza samochodów, pies tej kobiety zobaczył moje psy i jak nie zaczął jazgotać, najpierw odskoczywszy, a potem atak na smyczy w naszą stronę. "Dama do towarzystwa" poszła w jego ślady. Łapa się odszczeknęła, kolega zaczął odwracać jej uwagę, Tanga nie odedzwała się, chociaż była cała nabuzowana, a baba w ryk: OOOOO!!!! I TU WŁAŚNIE JEST PIES POGRZEBANY!!!! Bez zbędnej uprzejmości odpowiedziałam, że jeśli nie opanują psów, to faktycznie zaraz któryś będzie pogrzebany. To baba dalej się wydziera, że mamy trzymać psy na smyczy. Ja na to, naprawdę zdziwiona, że przecież mamy je na smyczach, nie widzi, czy co? Oddalając się, odgrażali jeszcze policją, strażą miejską i że "już oni tu porządek zrobią!". Ha, no i po co to wszystko? Po co? Dziś natomiast widziałam kobietę idącą z czarnym (chyba?) spanielem. Piesek wesoły, energiczny. Przeszła z nim przez ulicę i natychmiast puściła go ze smyczy, mimo że z parku wychodziła matka z ok 4 letnim dzieckiem. Piesek galopem do dziecka i zaczyna je obskakiwać. Dziecko w płacz i próbuje się schować za matkę. Matka woła do kobiety "proszę go zabrać", a ona co na to.... no nie zgadniecie, jaki nieśmiertelny tekst wygłosiła, nie zgadniecie na pewno :diabloti: Quote
evel Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 Greven napisał(a):Dziś natomiast widziałam kobietę idącą z czarnym (chyba?) spanielem. Piesek wesoły, energiczny. Przeszła z nim przez ulicę i natychmiast puściła go ze smyczy, mimo że z parku wychodziła matka z ok 4 letnim dzieckiem. Piesek galopem do dziecka i zaczyna je obskakiwać. Dziecko w płacz i próbuje się schować za matkę. Matka woła do kobiety "proszę go zabrać", a ona co na to.... no nie zgadniecie, jaki nieśmiertelny tekst wygłosiła, nie zgadniecie na pewno :diabloti: "Aleeeż proooooszę się nie baaaać, on nic nie zroooobi!" :splat: Quote
Greven Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 evl napisał(a):"Aleeeż proooooszę się nie baaaać, on nic nie zroooobi!" Blisko, bardzo blisko... Quote
filodendron Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 Greven napisał(a):Następnym razem poproś, żeby pokazał, czy umie ją przypinać do obroży :diabloti: Prosiłam na sto różnych sposobów. Generalnie ciężko było, bo gość nie mógł pojąć, jak to możliwe, że dorosły pies może się wkurzać na młodą suczkę - jego zdaniem taka opcja nie wchodziła w grę, więc to trwało i trwało bez końca. A może się wkurzać i wkurza się na każde nieodwoływalne trzy razy cięższe, które skacze mu po grzbiecie i łomocze łapskami - niezależnie od wieku i płci. Straszyłam strażą, gazem łzawiącym, obiecywałam, że kopnę psicę (żal mi jej było, bo młode to i głupie jeszcze), prosiłam wielokrotnie, żeby zabrał psa, łącznie z pytaniem czy równie lekce by sobie ważył taką sytuację, gdybym tam stała z amstafem a nie z małym dupelkiem (Boże, jak ja czasem zazdroszczę właścicielom TTB - ich rzadziej spotykają takie sytuacje). W zamian dostałam wykład kynologiczny pt. "pies nigdy nie ugryzie suki" oraz pokaz praktyczny dominowania psa - dociskanie trzymanej za gardło suki do ziemi aż do skowytu z bólu z cedzonym przez zęby "masz się słuchać". No i sama o mało nie zostałam chapnięta, gdy próbowałam złapać ją za obrożę i przytrzymać z dala od swojego psa. Czy ten nieśmiertelny tekst to było "on się chce tylko przywitać/pobawić"? Quote
Greven Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 filodendron napisał(a):jak ja czasem zazdroszczę właścicielom TTB - ich rzadziej spotykają takie sytuacje Jako właściciel TTB zapewniam Cię, że nie ma czego zazdrościć ;) filodendron napisał(a):Czy ten nieśmiertelny tekst to było "on się chce tylko przywitać/pobawić"? Ciepło, ciepło... Quote
Greven Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 [quote name='Darianna']"On uwielbia dzieci" ? Ciepło, cieplutko ale... [quote name='Litterka']"Ale on nie gryzie"? ... THE WINNER IS............. Litterka :lol: Litterka, wygrałaś vip-owskie zaproszenie na nasze bazarki, do kupiena będzie piękna torba z Solaru. Już niedługo je otrzymasz :cool: Quote
liwus Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 Właśnie to jest paranoja. Mimo że jestem właścicielką psa od niedawna ale jest to duży psiak bo ok. 60 cm wysokości i masywny coś a la golden retriever to oczywiście wszyscy na jego widok drżą. Wkurza mnie że jak idę z psem do parku to wszystkie małe psy biegają luzem i to jest spoko i normalne a jak ja spuszczę swojego to jest wielkie halo. Ciekawe z jakiej racji moje"maleństwo" ma biegać w kagańcu a wszystkie inne jamniki , małe kundelki czy jorki luzem? Chyba prawo przestrzegania tego że pies puszczony luzem ma być w kagańcu dotyczy wszystkich. Dlatego mój pies biega od jakiegoś czasu w kagańcu żeby nie było czepialskich ale mimo wszystko jest to nie sprawiedliwe. Quote
Litterka Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 Wielkie dzięki! Czuję się zaszczycona jak nie wiem co! Quote
zmierzchnica Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 Ja dzisiaj uznałam, że mieszkam w wariatkowie. Biegam z psem. Wychodzę już z pól na wieś, obok działki z ogrodzeniem z 1,2m. Na działce wielki pies (coś w typie bernardyno-kaukaza), którego nie zauważyłam. Byłam przy ogrodzeniu, pies rusza dziko, Fro dostaje siad. I przeszłabym spokojnie, gdyby nie człowiek - który jął wołać psa, a jak to nic nie dało - walnął psa łopatą. Potem drugi raz. Pies nic. Pytam grzecznie: "A może pan siebie by tą łopatą w łeb uderzył?" Na co on, wielce zdziwiony: "Ale że siebie?". Odpowiedziałam, że raczej siebie, bo przecież nie psa. Koleś na to, że "ale on wyskoczy", co mnie trochę zmroziło, bo pies zaczął się szykować do skoku... Pan podbiegł, złapał psa, malowniczo, niczym wielki żuk, wywalił się na plecy trzymając psa za sierść na zadzie. Powiedziałam Fro, żeby pooglądał jak to ludzie nie umieją sobie poradzić z psem :cool1: i zaczęłam odchodzić, dając mu smaki za spokój. Człowiek leżał z tym psem dobre 10 minut, co usiłował się podnieść, to pies wyrywał, a on go znowu łapał za sierść na tyłku lub ogonie... i leżał. Doszłam do drogi, przeszłam na drugą stronę ulicy.. I co? I wtedy koleś wstał i wyszedł ze swojej działki i sobie poszedł, zostawiając furtkę otwartą, pieseczek wyszedł luzem za nim, cały czas nastroszony, oglądając się na nas (ale byliśmy odgrodzeni sznurem samochodów). Szybko odeszłam. No ktoś mi powie, że głupota ludzka ma granice, to go wyśmieję :cool1: Quote
Litterka Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 O żesz... Toż to nie tylko pod dręczenie zwierzęcia podpada, ale też pod stwarzanie zagrożenia dla ludzi... Dobrze, że Wam się nic nie stało... Quote
liwus Posted March 22, 2010 Posted March 22, 2010 [quote name='Litterka']Wielkie dzięki! Czuję się zaszczycona jak nie wiem co! Litterka , nie chciałam Cię urazić ani Twojego pupila ale po prostu wkurzają mnie takie sytuacje bo tak naprawdę prawdopodobieństwo ugryzienia przez psa jest takie same przy mały i przy dużym psie. Tylko przy dużym psie jest to bardziej nagłośnione. A to że wszytko zależy od wychowania a tym samym ludzkiego pomyślunku to już inna sprawa. zmierzchnica dobrze że tak to się skończyło bo tak jak napisała Litterka to podchodzi pod zagrożenie życia.. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.