Krystak Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Tak samo kiedyś.Starsza babka idzie z 2 niewyżytymi labradorami oczywiście spuszczonymi.Odwilż akurat była,błoto,mokro a ten jeden cap! mojego psa a ta leży na ziemi.Po krótkiej wymianie zdań stwierdziłem że mogła sobie kupić pekińczyka lub yorka a nie 2 niewyżyte krowy :D Quote
zmierzchnica Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 [quote name='sachma']jeśli nie ma miejsca to jakoś przejść trzeba (ja sobie nie wyobrażam czekania aż ktoś zapanuje nad swoim psem - jak nie potrafi to niech nie chodzi po wąskich chodnikach, nie wyobrażam sobie też uciekania ze swoim bo ktoś w mieście wychodzi ze zwierzęciem nad którym nie chce/nie potrafi zapanować) - nie mówię o pani z pieskiem luzem tylko pani z pieskiem na smyczy która również chciała przejść tą drogą. i tu mózgu powinna użyć właścicielka problematycznego i powstrzymać psa zanim się rozkręcił, stanąć miedzy psem a przechodniami, no cokolwiek, a nie czekać aż wszyscy wkoło uciekną, zmienią kierunek, ale zatrzymają się. myślenie że mój pies jest najważniejszy i to co się z nim aktualnie dzieje jest najważniejsze na świecie jest dziecinne i egoistyczne - trzeba przewidywać takie sytuacje. Rzeczywiście, według Ciebie powinnam była iść wprost na spotkanie psa luzem, żeby Frotek mógł sobie nim porzucać? Albo zawrócić, żeby wpadł prosto na tego psa z tyłu? Czy może przejść na drugą stronę - prosto pod auta? Nie no, masz rację - następnym razem przed spacerem wynajmę jasnowidza. Przewidzi, że akurat wtedy i w tym miejscu wyjdzie pies luzem i kobieta, która nie zwraca uwagi na otoczenie. I grzecznie zmienię trasę (na tą, gdzie biega luzem spaniel i rzuca się na mojego psa... Albo na tą, gdzie są puszczane luzem trzy kundle i terroryzują okolicę :)) A poza tym, myślisz, że było moim marzeniem, posiadanie psa problematycznego, rzucającego się na inne? Nie prosiłam gromady labradorów, spanieli, astów, kundli i tym podobnych, żeby rzucały się na mojego psa, szarpały nim i go gryzły. Ich właściciele nawet nie mieli smyczy (jeżeli w ogóle byli w pobliżu), żeby nad swoimi nieco bardziej niebezpiecznymi psami zapanować, kiedy te atakowały mojego... Ja robię co mogę, ściągam psa, czekam, aż piesek luzem pójdzie (choć wierz mi, że mam czasem wredną i egoistyczną ochotę puścić mojego i zobaczyć, co się stanie i czy piesek dalej będzie wesołym podbiegaczem po tym spotkaniu). Kobieta z psem powinna była zauważyć, co się dzieje. Nie wymagam od niej omijania mnie na kilka metrów (choć sama tak robię z moimi "nieproblematycznymi" sukami, gdy mijam "problematycznego" psa, bo zdarza mi się też myśleć o innych, a nie tylko o własnym zadku), ale jeżeli sytuacja jest niebezpieczna dla obu stron, to PO CO się pchać na siłę? Żeby zamanifestować, jaki to mój ułożony, a ten drugi głupi? Poza tym, jeżeli chcesz - mogę Ci dać mojego psa na tydzień - popracujesz nad nim, ułożysz go, zapanujesz nad nim (bo na pewno potrafisz, przecież to taka prosta sprawa!) :) Najlepiej u mnie w mieście, gdzie pełno pieseczków luzem lubi sobie popróbować zębów na psach na smyczy. Zdarza się, że mam totalnie dość. Wiecznie omijam ludzi, wstydzę się, pracuję z psem, co potem jest niweczone przez puszczane luzem laby (od tego zaczęła się agresja Frotka) czy asty (ostatni atak, który go totalnie przeraził). Mam kilka terenów spacerowych, żeby omijać kochane pieseczki niefrasobliwych właścicieli, ale na te tereny wychodzi coraz więcej... niefrasobliwych właścicieli z kochanymi pieseczkami - luzem oczywiście, przecież są takie mądre i kochane. Co to znaczy "powstrzymać psa zanim się rozkręcił"? Przykro mi, ale nie jestem na etapie, gdy powiem psu "siad" i oleje podbiegające psy, wskakujące mu na grzbiet, włażące prosto pod łapy, gdy dodatkowo jest zestresowany. Mój pies to nie automat. Frotek to pies impulsywny, nie znam jego przeszłości, nie wiem co jest powodem jego nadmiernych reakcji na psy. Staram się jak mogę, uciekam, omijam, zawracam, zdarza się, że rezygnuję ze spaceru, jak za dużo psów chodzi - ale nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego, daru jasnowidzenia nie mam niestety. A stwierdzenia w stylu "to nie chodź wąskimi ulicami" są śmieszne. Tak jak stwierdzenia "masz problem to go rozwiąż", "twój pies się rzuca to nad nim panuj", "boli cię to się wylecz". Zupełnie nieżyciowe - bo u mnie jest pełno wąskich ulic i trzeba wciąż się stykać z ludźmi, psami, mijać się. I niestety bez odrobiny świadomości i życzliwości to może się zmienić w piekło, bo przecież nie ja jedna mam problematycznego psa (ale ja jedna coś z tym robię, a nie puszczam go luzem, bo jest głupi to niech se ucieka). Gabryjella - no właśnie, ja też nie potrafię myśleć tylko o swoim psie, swojej wygodzie, wbrew temu co pisze sachma. Także spotykam się ze świadomością i życzliwością... Ktoś poczeka, czasem ja poczekam, ktoś przejdzie pierwszy albo zawróci itd. Można przecież. A u mnie yorków najwięcej - i to niestety podbiegające i luzem. evl - dzięki za wsparcie ;) Najgorsze jest to, że ja się tym wszystkim potem strasznie przejmuję, wstydzę się, czuję idiotycznie. A innym to zwisa wszystko... Greven - no właśnie - ja też staram się odpuszczać jak mogę, a kiedy widzę kiepską sytuację, to zawracam albo czekam. Nie pcham się na chama, bo po co denerwować swojego i czyjegoś psa? Mam także psy, które można nazwać "normalnymi" ;) i z nimi także staram się jak mogę omijać, nie prowokować, przeczekiwać, przepuszczać, mimo że w sumie mogłabym iść gdzie chcę i mieć w uchu to, że czyjś pies np na moje się rzuca i ktoś ma problem, bo moje nie zareagują. Ale akurat w tamtej sytuacji po prostu nie miałam wyjścia, a tamta pani miała, mogła chwilę poczekać (kobieta na dole już usiłowała złapać swojego psa i pójść do domu). Przecież sekunda życzliwej cierpliwości by jej nie zaszkodziła... Quote
corrida Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Tu już nawet nie chodzi, o to kto miał pierwszeństwo na tym wiadukcie, ale o choćby odrobinkę pomyślunku, którą ta Pani z puchatym się raczej nie wykazała. Wąskie przejście, psiak "robiący cyrk", pędzące samochody - o nieszczęście nie trudno. Trzeba być bezmyślnym żeby prowokować takie sytuacje :shake: Quote
Kiłi Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 sachma napisał(a):myślenie że mój pies jest najważniejszy i to co się z nim aktualnie dzieje jest najważniejsze na świecie jest dziecinne i egoistyczne - trzeba przewidywać takie sytuacje. No to ja jestem dziecinną egoistką w taki razie, bo mój pies jest dla mnie najważniejszy. W doopie mam inne psy i ich właścicieli, dla mnie się liczy mój pies i już... Quote
zmierzchnica Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Ech, no nie ma co roztrząsać sytuacji. Sachma mi trochę nadepnęła na odcisk, bo faktycznie czuję się głupio z tak "cyrkującym psem" i staram się jak mogę go naprostować... Jako ciekawostkę dodam, że ta kobieta od puchatego psa nieodmiennie mnie zadziwia - chodzi zawsze tym samym tempem, zawsze tą samą trasą, nigdy nie zwraca uwagi ani na psa ani na otoczenie. W sumie to jej problem i mi to wsio ;) Tylko raz spotkałam ją jak akurat szłam ze swoim tymczasem (szczylkiem). Znam ją trochę, więc wiedziałam, że to ja muszę ją ominąć - ale na drodze leżało rozbite szkło. Powiedziałam do niej: "ojej, uwaga, tutaj pełno szkła!". Nie zwróciła uwagi, nie raczyła odpowiedzieć - razem z psem przeszli po tym szkle i poszli dalej tą samą trasą co zawsze... Quote
Greven Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Znów musiałam trafić na idiotę. Wracam niedawno z sukami z wieczorengo wybiegania (na linkach), idę przez parking, zza samochdów widze jakiegoś łepka... zdążyłam pomyśleć "dobrze, że bez psa", gdy zza najbliższego auta wychodzi suka TTB na bardzo długich łapach i z bardzo nieładnym irokezem na karku. Warknęłam na moje psy, że nie wolno, bo już zaczęły się buzować, a łepek anemicznym głosem - Lejdi, Lejdi (a może Dejzi, nie ważne). TTB ma go w głębokim poważaniu, skradającym się krokiem zbliża ku nam, jedna moja suka zaczęła z nerwów szczekać, a druga aż się trzęsła, czekając aż tamta wejdzie w zasięg smyczy... No to ja do łepka - WEŹ PSA! A on podszedł i zaczął okładać swoją sukę kolczatką przypiętą do smyczy. Ona odskoczyła, ale zaraz doskoczyła z powrotem, moje wpadły w amok, wydarłam się - ZABIERZ JĄ DO K* NĘDZY!!!! Na co on w końcu chwycił Dejzi / Lejdi za kark i z niemałym trudem odciągnął, a potem stłukł kolczatką, wyzywając ją od głupich, głuchych kundli... i poszedł w swoją stronę. Ja już nie mam siły, nawet komentować nie mam siły. Quote
zmierzchnica Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Masakra :roll: Biedna ta jego suczka... Cóż, miałam podobną sytuację z TTB, tylko koleś psa zaczął kopać po brzuchu, a nie tłuc kolczatką... Biedne te psy, przyciągają kretynów jak magnes :roll: Quote
gops Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 ja raz widizalam fasceta kolo 50-stki wiec dorosly czlowiek z amstafem , amstaf nawarczal na moja suke a facet wyjal z samochodu kij i zaczal psa nim bic nie wiem co to mialo na celu , ale wydarlam sie na neigo zeby pzrestal oczywiscie bez skutku teraz wiem z epowinnam spisac numery rejestracyjne i zadzwonic po policje ale wtedy nie pomysllam za duzo jest takich ludzi ;/ Quote
Bian Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 Niestety takich ludzi jest pełno, wydaje mi się, że jak zbiją psa za agresję to on będzie inaczej reagował, a nie zastanowią się, że to właśnie taką agresję wzmaga. Kiedyś wieczorem wyszliśmy z Idefixem na spacer. Jako, że miał wtedy trochę ponad 3 miesiące, to oczywiście chciał się z każdym psem przywitać. Zauważył dorosłą sukę (dość duży mieszaniec), podeszliśmy na bezpieczną odległość, właścicielka tej suni zapytała tylko czy nasz jest agresywny, ale jak zobaczyła, że to szczeniak to nie miała nic przeciwko żeby się przywitał. Wszystko było ok, ale po chwili suka rzuciła się na Idefixa i próbowała go ugryźć. Więc my go szybko wzięliśmy, a pani zaczęła się drzeć na sunię i bić ją smyczą. A wystarczyło przecież wziąć ją na smycz i wydać komendę, rozeszlibyśmy się w swoją stronę i po krzyku. A tu babka na suni wyżyła, więc jej tylko powiedziałam na odchodne, że nie trzeba psa bić, bo ona broniła swojej przestrzeni, że nie potraktowała Idefixa jak szczeniaka. Ale pani tylko stwierdziła, że jej sunia jest głupia i wariatka :/ Szkoda takich piesków, które płacą za błędy w wychowaniu swoich właścicieli. Quote
Borówka16 Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 Mnie jako właścicielkę yorka irytuje owczarek niemiecki sąsiada ! Pies ma 5 lat ( o 1 rok starszy od mojego) chodzi bez kagańca i bez smyczy,nie widziałabym w tym nic złego,gdyby nie był agresywny do innych psów ! Dzisiaj rano miałam codzienną sutuację... Wyszłam z moim Luckym jak zawsze na smyczy,spacerowałam obok bloku ,a tu nagle jego onek dobiega i chce rzucić się na mojego !!! Szybko podniosłam mojego Luckusia ,a onek skoczył na mnie !!! Zirytowało mnie to ,wydarłam się na dziada ,żeby własnego psa na smyczy ,albo chociaż w kagańcu trzymał ! On mi na to odpowiedział ,że jego pies musi się wybiegać ,i że jest łagodny !!! OK , dla ludzi łagodny jest ,ale dla psów nie ! Dodam jeszcze ,że od mojego bloku ok.200m jest pole ,gdzie dużo psiarzy z dużymi psami tam chodzi ,a on nie raczy !!! Quote
isabelle30 Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 Borowka, zadam jedno proste pytanie....pozwolisz? skoro Onek jest agresywny i rzucil sie na twojego psa trzymanego na twoich rekach, skakal na ciebie, to jakim cudem wyszlas ty i twoj pies z tego calo? troche tu brakuje logiki z twojego opisu wynika raczej ze Onek po prostu podbiegl bo chcial powachac jako zwykly podbiegacz, nie mial zamiaru pozerac twojego psa zywcem, ty natomiast zachowalas sie jak "typowy wlasciciel yorka" ktory na widok innego psa podnosi swojego za szelki do gory i chowa do kieszenia, efekt pojawia sie szybko, wsciekle paszczacy maly piesek drazniacy wszystkie psy w okolicy, nie potrafiacy przejsc kolo zadnego psa normalnie, ani normalnie zareagowac, stwarzajacy wielki problem i niebezpieczenstwo dla siebie, swojego wlasciciela i wnerwiajacy wszystko co sie rusza w promieniu 1km. i taka sytuacje znam z autopsji, mam kolezanke majaca dwa takie male szczylki, wrzeszczace na cala okolice, bo nigdy im nie wolno bylo spotkac sie z wiekszym psem. w efekcie tych psow niecierpia wszystkie inne na tym terenie. wlascicielka tylko wymaga od innych, sama nie raczy z psami nic zrobic, wychowac, pouczyc bo malych pieskow nie trzeba ani uczyc a ni wychowywac, bo przeciez sa niegrozne. no i przyszedl taki dzien kiedy jej 12 letni syn wyszedl z gowniarzami na spacer, wracajac spotkal na klatce schodowej Onka na smyczy, zlapal maluchy na rece, tamtemu wystarczylo 15 cm snyczy (wlasciciel zaskoczony zza rogu nie zdarzyl zlapac za obroze), skoczyl i zamiast zlapac psa, trafil zebami w reke dzieciaka. 10 szwow, rozszarpana dlon, krew, placz, strach. i kto byl winien bardziej? na mojej klatce schodowej mieszka york, ma normalnych wlascicieli, pozwalaja mu na kontakty z duzymi psami, naprawde duzymi, tyle ze gdy widza obcego psa to najpierw pytaja czy bedzie bezpiecznie. maluch jest swietnie zsocjalizowany, ma wspaniale wypracowane Csy. cudny slodki malutki puchatek, zawsze wesoly, odwazny, zawsze skory do zabawy. niegdy nie wrzeszczy, nie zaczepia Quote
zmierzchnica Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 Borówka16 napisał(a):Mnie jako właścicielkę yorka irytuje owczarek niemiecki sąsiada ! Pies ma 5 lat ( o 1 rok starszy od mojego) chodzi bez kagańca i bez smyczy,nie widziałabym w tym nic złego,gdyby nie był agresywny do innych psów ! Dzisiaj rano miałam codzienną sutuację... Wyszłam z moim Luckym jak zawsze na smyczy,spacerowałam obok bloku ,a tu nagle jego onek dobiega i chce rzucić się na mojego !!! Szybko podniosłam mojego Luckusia ,a onek skoczył na mnie !!! Zirytowało mnie to ,wydarłam się na dziada ,żeby własnego psa na smyczy ,albo chociaż w kagańcu trzymał ! On mi na to odpowiedział ,że jego pies musi się wybiegać ,i że jest łagodny !!! OK , dla ludzi łagodny jest ,ale dla psów nie ! Dodam jeszcze ,że od mojego bloku ok.200m jest pole ,gdzie dużo psiarzy z dużymi psami tam chodzi ,a on nie raczy !!! To bezsprzeczny fakt, że pies nie powinien być luzem, a tym bardziej na Ciebie skakać. Drugi fakt - nie dość, że wzięłaś swojego psa na ręce, uniemożliwiając mu normalną komunikację, dając mu sygnał "duże psy są złe" i budując złe skojarzenie - duży pies = branie na ręce (a wbrew pozorom tego psy zwyczajnie nie lubią, nikt nie chce być z zaskoczenia podnoszony), to jeszcze wydarłaś się na właściciela - co już zupełnie przekazuje Twojemu psu, że takie sytuacje są strasznie stresujące i złe. Następnym razem na widok ONka zacznie drzeć się, rzucać i sprowokuje tym razem prawdziwy atak... Mój pies jest agresywny lękowo po kilku atakach. Zaczął się drzeć na psy w celu ich odstraszania - co oczywiście skutkuje jeszcze większą ilością ataków oraz prowokuje inne psy do darcia się na niego. Błędne koło... Nie wpadaj w nie, bo to nie ma sensu, jako właścicielka małego yorka jesteś na z góry przegranej pozycji w razie prawdziwych starć i napotkania psa naprawdę agresywnego. Jeżeli drugi pies nie ma irokeza na grzbiecie, nie wpatruje się uporczywie, nie stoi sztywno - czyli jeśli nie ma złych zamiarów, a zwyczajnie jest zaciekawiony, to poluzuj smycz swojemu i spokojnie poproś właściciela o wzięcie psa. Nawet jeśli się boisz, to jakiekolwiek wrzaski, krzyk tylko przekazują Twojemu i temu drugiemu psu, że coś się złego dzieje... Po co? Wiadomo, czasem nerwy puszczają, zdarza się, ale jeśli się da, lepiej łagodzić takie sytuacje, po co sobie psa psuć... Quote
isabelle30 Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 to vco napisala Zmierzchnica to swiete slowa, zeby piesek nie wiem jak byl malutki nalezy mu dawac przekaz ze duzy nie znaczy wrog, najczesciej duzy podbiegnie, zatrzyma sie o metr przed maluchem i tylko wyciagnie nos a nastepnie machnie ogonem i pojdzie precz ku wyraznej rozpaczy malego. niedopuszczalne jest podnoszenie glosu ani krzyki nawet jak juz psy zaczynaja sie gryzc - to dziala jak doping i tylko "podgrzewa atmosfere" , niedopuszczalne w kontaktach z psami jest odciaganie na sile na smyczy czy podnoszenie psa do gory bo nie dajemy mu innego mozliwosci honorowego , godnego i pokojowego zalatwienia sprawy. zeby nie wiem jak czlowiek byl spieniony i wnerwiony nalezy spokojnie wspolpracowac z psem i drugim wlascicielem. znam to doskonale z autopsji. to jedyna metoda. psy naprawde nie zyj i nie chodza po swiecie tylko po to zeby walczyc ze soba, majac wybor zawsze wola sprawe zalatwic pokojowo Quote
Iza. Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 isabelle30 napisał(a): psy naprawde nie zyj i nie chodza po swiecie tylko po to zeby walczyc ze soba, majac wybor zawsze wola sprawe zalatwic pokojowo Patrząc na niektóre psy odnoszę zupełnie inne wrażenie... Quote
isabelle30 Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 bo niektore psy maja wlascicieli ktorzy conajwyzej mogliby miec pluszaka jako jedyne zwierzatko, bo zostaly pozbawione nauczenia sie zycia wsrod spoleczenstwa psiego a czesto i ludzkiego. pamietajmy ze pies dorosly zachowuje sie tak jak tego go nauczono jako mlodego szczylka. mlody pies wiele miesiecy odciagany od wszelkich psow, izolowany od kontaktow z nimi nie bedzie potrafil zalatwiac psich spraw insaczej niz tylko agresja na tle lekowym najlepszym przykladem jest Frotek Zmierzchnicy. ona nie wie jak wygladalo zycie jej psa wtedy gdy dorastal, teraz walczy z blednym kolem, i jest to praca bardzo ciezka. przepraszam Zmierzchnica ze podaje twojego psa jako przyklad ale mysle ze moze on pomoc niektorym zrozumiec swoje bledy i dostrzec konsekwencje ktore nastapia w pzryszlosci Quote
Diora Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 Kiłi napisał(a): W doopie mam inne psy i ich właścicieli, dla mnie się liczy mój pies i już... Albo jesteś baardzo młodziutka, albo zwyczajnie brak Ci klasy... Quote
gops Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 Diora napisał(a):Albo jesteś baardzo młodziutka, albo zwyczajnie brak Ci klasy... czasami mysle podobnie do Kiłi, choc zadnemu bym krzywdy nie zrobila ale jestem pewna ze dla Ciebie tez na pierwszym miejscu jest Twoj pies a dopiero pozniej jakis podbiegacz lub poporstu obcy Quote
isabelle30 Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 To normlne ze dla nas najwazniejszy jest nasz pies, ale o innych takze choc troche nalezy myslec i starac sie nie narazac ich na niebezpieczenstwo Quote
badmasi Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 Dziewczyny-nie wydaje mi się, że psy mogą skakać po ludziach tylko dlatego, że ktoś trzyma innego psa na rękach. ONek agresywny-wzbudza strach, czasami zachowania właścicieli są irracjonalne. Każdy podbiegający pies, jeśli ktoś sobie tego nie życzy powinien być odwołany. Zgodzę się, że psów nie wolno brać na ręce ale nie ze względu na csowanie ale ze względu na własne bezpieczeństwo. Pies na smyczy i tak nie będzie wysyłał prawidłowych sygnałów tylko rozpaczliwie zataczał kręgi wokół nóg właściciela. Dopuszczanie własnych, mniejszych psów do kontaktów z osobnikami agresywnymi to totalna głupota. Maluchy mają się socjalizować ale z okazami łagodnymi i zrównoważonymi a nie przypadkowymi, przygłupiastymi bysiorami. Przykro mi ale jeśli ktoś zamierzałby swojego agresora konfrontować z moim szelciakiem, a kilku takich głupków się już znalazło to może mieć nielada problem... Quote
Diora Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 gops napisał(a):czasami mysle podobnie do Kiłi, choc zadnemu bym krzywdy nie zrobila ale jestem pewna ze dla Ciebie tez na pierwszym miejscu jest Twoj pies a dopiero pozniej jakis podbiegacz lub poporstu obcy Rzecz jasna, że mój pies jest dla mnie na pierwszym miejscu i nic tego nie zmieni. Mi jedynie chodzi o kulturalne i cywilizowane wyrażanie swoich opinii Quote
zmierzchnica Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 isabelle30 napisał(a): najlepszym przykladem jest Frotek Zmierzchnicy. ona nie wie jak wygladalo zycie jej psa wtedy gdy dorastal, teraz walczy z blednym kolem, i jest to praca bardzo ciezka. przepraszam Zmierzchnica ze podaje twojego psa jako przyklad ale mysle ze moze on pomoc niektorym zrozumiec swoje bledy i dostrzec konsekwencje ktore nastapia w pzryszlosci Ależ nie ma za co, on jest sztampowym przykładem kiepskiej socjalizacji i agresji na tle lękowym. To widać też na tle moich dwóch suk - Chibi (wychowana na działkach z psami) i Luka (wychowana wśród ludzi z minimalnym kontaktem z psami) mają swoje odpały. Dla Chibi nieważne czy pies się rzucił, ugryzł ją - następnego dnia, jeżeli będzie merdał ogonem i chciał się witać, ona będzie dla niego pozytywna. Jeśli jednak przestraszy ją człowiek, zapamięta ten typ ludzi do końca życia.. Luka na odwrót - jakiś pies się rzuci, nienawidzi takich psów (np. husky), ale nawet jak postraszy ją człowiek (np "dla żartów" tupnie) to nie "chowa urazy" wobec tego i podobnych ludzi. Frotek jest "połączeniem" ich charakterów w najgorszym przypadku - fatalny socjal i z ludźmi i z psami... badmasi - oczywiście, dziewczyna mogłaby wymachiwać nawet swoim psem nad głową, śpiewając na całe gardło piosenkę i ten onkowaty pies nie miałby prawa do niej podejść ;) Tylko branie psa na ręce nakręca konflikt i tak jak napisałaś - zagraża naszemu bezpieczeństwu. Konfrontacja małego psa z agresorem to głupota, tylko że mi się nie wydaje, by ten pies był naprawdę agresywny (w końcu skoczył na dziewczynę z yorkiem i nie zrobił ani jej ani psu krzywdy, a gdyby naprawdę chciał, mogłoby się to bardzo źle skończyć...). Co i tak nie znaczy, że nie jest to stresujące, takie sytuacje są zwyczajnie niedopuszczalne - z Luką (wielkości sheltie właśnie) ostatnio "witała się" najeżona jak diabli suka w metalowym kagańcu, wyraźnie szukająca zaczepki. Tak jak piszesz, Luka łaziła wokół moich nóg, przestraszona, a ja tylko starałam się rozładować sytuację mówiąc głupoty miłym głosem... Choć drżały mi kolana. Właściciel psa był w sklepie 100m dalej. Tylko gdybym wzięła Lukę na ręce... Nie chcę myśleć co by się stało, bo pies był wyraźnie nastawiony na drakę. Quote
isabelle30 Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 A ilez to razy ja trzymajac mojego na smyczy luzowalam specjalnie te smycz, majac ugiete kolana jak widzialam malego zawadiake ktory lazl najezony z zebami na wierzchu, szukal wrazen odwazny glupiec. musialam pozwolic mojemu psu postraszyc swoja postawa tego malucha bo wiem ze napiecie smyczy w takiej sytuacji skonczyloby sie tragiocznie dla malego napastnika, bo na napietej smyczy Brutus runalby na tego drugiego bez wachania a ze swoja wage ma nie ma mowy o braniu na rece. a ile razy widzac duzego psa szukajacego zwady rzucalam smycz na ziemie i odchodzilam choc kolana mi drzaly jak obserwowalam pioruny w oczach i pelna gotowosc bojowa obu samcow, wlasnie tylko po to by dac im szanse na pogadanie sobie i rozejscie sie, w zupelnym milczeniu wiedzac ze jedno moje slowo lub krok do przodu da Brutusowi plecy, poparcie stada, tak samo drugi wlasciciel. czasem zdarza sie tak ze wychodza naprzeciw siebie dwa psy z charakterkiem zza rogu, zza krzakow. najgorsze co mozna zrobic to zaczac krzyczec lub rzucac sie do lapania psow. bo najczesciej nawet jak skocza do siebie to na odleglosc, kazdy broni tylow, klapna zebami, zarycza i juz, koniec zwady Quote
bonsai_88 Posted February 20, 2010 Posted February 20, 2010 Isabelle z tym zachowaniem na smyczy to też różnie jest ;). Mojej suce to wszystko jedno czy z psem się zapoznaje na smyczy czy bez [ale ona dopiero teraz - w wieku prawie 3 lat - powoli uczy się CS-ów... również prawie ich nie wysyła], dlatego staram się mieć ją zawsze przy poznawaniu nowych psiaków. Tak na wszelki wypadek, jakby coś było nie tak... Co prawda mi to już dużej różnicy nie robi [Birma bez smyczy jest równie usłuchana jak i ze smyczą], ale już dawno zauważyłam, że właściciele wtedy częściej zabierają swoje psy przed zębami młodej. Jak Birma jest luzem to boją się jej zębów [wcale im się nie dziwię - po trafieniu do mnie młoda była bardzo agresywna i część ludzi pamięta to nadal]. Zmierzchnica zobaczysz, Frotek jeszcze wyjdzie z tej agresji tak jak moja Mucha ;). Skoro nawet moja babcia przestała się jej bać i stwierdziła, że "nawet by ją polubiła, gdyby nie to że nie lubi zwierząt" to w Birmie musiała zajść olbrzymia zmiana :) Quote
Kiłi Posted February 21, 2010 Posted February 21, 2010 Diora napisał(a):Albo jesteś baardzo młodziutka, albo zwyczajnie brak Ci klasy... Diora napisał(a):Rzecz jasna, że mój pies jest dla mnie na pierwszym miejscu i nic tego nie zmieni. Mi jedynie chodzi o kulturalne i cywilizowane wyrażanie swoich opinii No to najwyraźniej brak mi klasy... life is brutal:boom: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.