Bian Posted February 18, 2010 Posted February 18, 2010 Mam 4,5 miesięcznego mieszańca alaskan malamute z owczarkiem niemieckim. Piesek jest zatem dość spory jak na szczeniaka, ale bardzo towarzyski, z każdym psem chce się przywitać chociaż. Jakiś miesiąc temu (miał 3 miesiące) wyszliśmy na poranny spacer, a przed drugą klatką (nawet nie wychodząc na śnieg) stała pani, a jej suczka (mały szczekliwy kundelek) biegała po śniegu. Więc mój Idefix chciał się przywitać, a sunia od razu do niego z jazgotem i zębami. I wtedy pani do mnie wypaliła, że mam zabrać psa, bo jeszcze pogryzie jej sunię. Na co ja, że nikogo nie pogryzie, bo to szczeniak, a dwa, że jest na smyczy. Na co babka, że powinien mieć kaganiec (sic!), bo to duża rasa. Ręce mi opadły. Nie dość, że jej sunia była bez smyczy i kagańca, naskoczyła na mojego malucha, to jeszcze mi się oberwało. Na odchodne zapytałam tylko, który weterynarz powiedział tej pani, że 3-miesięczne szczeniaki powinny nosić kaganiec... i poszliśmy. Ale ciśnienie mi się podniosło. Quote
Greven Posted February 18, 2010 Posted February 18, 2010 Weterynarz autorytetem w tych sprawach nie jest - lepiej następnym razem zacytuj przepisy obowiązujące dla terenu Twojego miasta. Zazwyczaj jest tak, że w przypadku psów z poza "listy" to albo smycz, albo kaganiec (chyba właśnie od 3 mies. życia). Quote
Bian Posted February 18, 2010 Posted February 18, 2010 Wiem, wiem, że powinnam o tych przepisach powiedzieć. Ale zaskoczyła mnie ta sytuacja, że zarówno suka, jak i pani zareagowały na takiego malucha agresją :/ Dodam, że zawsze jak chodzę po osiedlu to Idefix jest na smyczy. Obok osiedla mam taką drogę działkową (Auto jedzie raz na godzinę) i wtedy go spuszczam, a jak widzę, że ktoś idzie to przywołuję i zapinam. W końcu nie wiem czy ten ktoś sobie życzy powitania ze strony mojego psa. Quote
isabelle30 Posted February 18, 2010 Posted February 18, 2010 Bian, z niektorymi nie warto dyskutowac. Ja codziennie spotykam ludzi z malymi "szczurami" - tak na nie mowie ja i juz pol parku. To dwa szelciaki. Wychodza kilka razy dziennie do parku na jakies 15-20 minut. Slychac je na pol osiedla. Dra mordy na wszystko co sie rusza - psy, dzieci, ludzi. Ale ich wlasciciele nie widza w tym nic zlego, bo to przeciez male niegrozne pieski. Przez ponad rok tak sie darly na mojego psa - najpierw szczeniora, potem podrostka. A on patrzyl na nie obojetnie i nawet nie mial ochoty podejsc choc zwykle chetnie sie wita z napotkanymi psami. Az ktoregos wieczora nerwy mu puscily, skonczyl sie zakres tolerancji i przekroczony zostal prog cierpliwosci. Akurat bawil sie ze swoja kumpela, rodezjanka. Ganiali po sniegu. Moj latal z tasma ciagnac ja za soba - 20m. I akurat jak wyskakiwali z parkowego basenu wyskoczyli wprost na te dwa szczury - one rozdarly jape i Brutusik pogonil jednego z nich. Facet zlapal za linke i go zatrzymal. Zanim podbieglam postanowil sie wyzyc na moim psie - chcial sobie nim poszarpac - ale sie przeliczyl, niemal 40kilogramowym stworem nie da sie szarpac. Nawet mialam ochote przeprosic za zajscie - nikomu nic sie nie stalo, ale jak zobaczylam co jest grane to wyrwalam bezceremonialnie smycz z reki - razem z jego smyczami- i zaczelam mu grezcznie jeszcze tlumaczyc na czym polega niewlasciwosc jego czynu. Pies siedzial spokojnie przy mojej nodze. Baba zamachnela sie i sprzedala mojemu siedzacemu psu kopa. Tu przekroczony zostal moj prog cierpliwosci - wydarlam sie na nia i miala wielkie szczescie ze sama nie oberwala kopa - butem trekingowym. Facet skoczyl do mnie, na co moj spokojny nieziemsko pies okazal prawdziwe granice swojej cierpliwosci - poczulam tylko drzenie smyczy, facet stanal jak wryty w pol kroku, a jak spojrzalam na swojego psa to wargi laczyly mu sie na grzbiecie pyska. To co rozleglo mu sie z gardla mozna chyba tylko porownac z rykiem rozjuszonego dzikiego zwierza. Na odchodnym pogrozili mi ze go otryja albo zaciukaja. a nastepnego dnia rozpoczeli nagonke - zaczeli opowiadac kazdemu w parku jaki moj pies jest wsciekly, jaki niebezpieczny - zostal bestia. Problem - ich problem- lezy w tym ze wszyscy parkowi psiarze znaja Brutusa, ich psy bawia sie z nim, jest lubiany, ma tylko 3 wrogow z ktorymi sie mijamy na odleglosc i zawsze na smyczy zeby nie bylo klopotow. Zostali wiec uznani za idiotow i osmieszaja sie sami a ich niezrownowazone psy dostaly miano "szczury". Malo tego, moj pies juz ich nie lubi, balam sie ze zacznie sie agresja do ludzi ale nie, nadal ludzi lubi i nie ma nic przeciwko nim choc juz wiem ze nie musze sie bac w parku wieczorem. Mijamy sie z nimi przynajmniej raz dziennie. Zawsze widzac na maja mozliwosc pojscia inna alejka, ja usadzam psa i karmie go smakami a on nie zwraca uwagi na tamte psy, zaczyna sie awantura od nowa. Przy czym wrzeszca tylko oni i ich psy. I co? mam im odwarkiwac i pyskowac za kazdym razem? Po kiego grzyba? Aczkolwiek przyznam ze na ich widok zawsze wzrasta mi cisnienie. ps. moj pies to golden, haha Quote
badmasi Posted February 18, 2010 Posted February 18, 2010 isabelle30 napisał(a):Bian, z niektorymi nie warto dyskutowac. Ja codziennie spotykam ludzi z malymi "szczurami" - tak na nie mowie ja i juz pol parku. To dwa szelciaki. Wychodza kilka razy dziennie do parku na jakies 15-20 minut. Slychac je na pol osiedla. Dra mordy na wszystko co sie rusza - psy, dzieci, ludzi. Ale ich wlasciciele nie widza w tym nic zlego, bo to przeciez male niegrozne pieski. Iabelle 30-jesteś z Warszawy? Jeśli tak to ciekawa jestem co to za ludzie. Siłą rzeczy jako właścicielka już drugiego szetlanda znam sporo szelciarzy. Quote
isabelle30 Posted February 18, 2010 Posted February 18, 2010 Tak z wawy, na jednego wolaja dżesi lub bardzo podobnie, malzenstwo raczej starsze ale nie stare, jeden - dżesi jest czarny z jasniejszym spodem, drugi ciemno rudy. babka niska a facet wysoki. uchodza za dziwakow... a psy raczej utuczone i chyba rozmnazane Quote
hecia13 Posted February 18, 2010 Posted February 18, 2010 Ja miałam kiedyś przejścia z moim poprzednim psem - wyżłem. Miał w okolicy wrogów - dwa owczarki collie i małego pudlowatego czarnego pokurcza. Wychodziła z nimi kobieta bez smyczy, kagańców, latały luzem. Mój zawsze na smyczy i w kagańcu. Akcja wyglądała tak, że mały kurdupel zaczynał ujadać, a kolaki leciały i rzucały się na mojego. Pani kompletnie nad nimi nie panowała (jak wychodziły z panem nie było problemu, pana słuchały). Któregoś dnia nie wytrzymałam, jak podbiegły, zdjęłam psu kaganiec i puściłam ze smyczy. Kolaki stanęły jak wryte, zrobiły w tył zwrot i uciekły jak zmyte. Mój pogonił za nimi do przerażonej pani i... wrócił. Od tamtej pory jeden chodził na smyczy, a drugi w kagańcu. Zniknęły już dawno, jeszcze wcześniej niż mój Bandos ( a jego nie ma już od prawie 10 lat)... Quote
isabelle30 Posted February 18, 2010 Posted February 18, 2010 Ja wole nie dopuszcac do sytuacji spotkan z "wrogami" bo jaksie maly nakreca to zaczyna wariowac a to dziala jak narkotyk, ponadto gdyby dopadl kiedys tego szelciaka w obecnej chwili to nawet patchworka by z niego zrobic nie mogli, musze Brutusa po tej akcji najpierw odczulic na "szczury". Ci glupi ludzie nawet nie zdaja sobie sprawy z tego co robia i jakie niebezpieczenstwo na swoje psy i na siebie sciagaja zachowujac sie tak a nie inaczej. byliby normalni to bym przeprosila i nadal bysmy sie mijali normalnie a ja bym Brutusa zachecala do polubienia tych pieskow. Szkoda ich. Kiedys dopadnie ich jakis stafik i bedzie dramat bo facet bedzie bezradny jak mu rece pourywa a potem rozszarpie jednym klapnieciem psy po kolei.... Quote
corrida Posted February 18, 2010 Posted February 18, 2010 Nie wiedziałam, że staffiki są aż tak żądne ludzkiej krwi :lol:... o astach i pitach to już słyszałam, ale o staffikach? Mnie o kaganiec nikt się nie czepia. Ludzie są raczej pozytywnie nastawieni do młodej, choć ta z wyglądu szczeniaka już niewiele przypomina. Inna sprawa, że u mnie w okolicy standardem jest to, że psy biegają sobie zupełnie luzem - bez kagańca i bez smyczy - zwłaszcza te mikrusy. Młoda kocha wszystkie pieski, ale z racji szczenięcego nieumiarkowania w zabawie wolę jej do maleństw nie puszczać. Niestety nie wszyscy to rozumieją i często taka pańcia pcha wręcz na siłę do nas swojego pupila radośnie mówiąc "idź się pobaw ze szczeniaczkiem". O ile problem kagańca (lub raczej jego braku) u nas nie istnieje, o tyle ze dwa razy usłyszałam (od okolicznego dresa i od właściciela yorka), że powinnam młodej kupić kolczatkę, bo TAKIE psy to tylko w kolczatce powinny chodzić. Quote
isabelle30 Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Nie sa zadne krwi, ale napewno nie dadza sobie skakac po ....kregoslupie - w przenosni, i raczej nie wykaza tyle cierpliwosci gdy najpierw beda prowokowane paszczeniem 'szczura', potem szarpane i na koniec kopane przez zupelnie obcego czlowieka. i o ile te dobrze wychowane i nalezycie prowadzone (wychowawczo) zareaguja na odwolanie, o tyle ci ludzie nie moga miec pewnosci ze kazdy napotkany taki wlasnie bedzie, a chodzi ich po parku kilka conajmniej i wciaz przybywa bo sa w modzie Quote
opuncja Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Z własnego doświadczenia wiem że jest tylko jeden w pełni skuteczny sposób - wynieść się z miasta. Normalny opiekun stykając się z przejawem chamstwa, złośliwości lub beznadziejnej bezmyślności - przegra zawsze. Po prostu jest na z góry przegranej pozycji - martwi się o dwa psiaki. Tamten natomiast uważa że takie zachowanie innych wręcz - jemu (i jego "pupilowi) - się należy. :( Quote
isabelle30 Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Ten drugi moze uwaza ze jemu sie nalezy, ale do czasu, bo zawsze przychodzi kiedys taka chwila ze oto jemu sie nie nalezy nic czego sam nie wypracowal. I jest to zapewne bardzo przykre doswiadczenie dla takiego wlasciciela, a wrecz tragiczny koniec dla jego niczemu nie winnych psiakow.... Quote
Bogarka Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Na jednej wystawie zainteresowałam sie jakims psem, dotad nie znanej przez mnie rasy (wyzeł bourbonski) Okazało sie ze to była wyzlica na dodatek tuz przed cieczka (albo juz wczasie cieczki?)Ö a facet który ja trzymał trzemał jeszcze whippeta samca a ja Hadara. Hadar sie zaczał suka interesowac i sie prawie pogryzły z whippetem ale facet jeszcze tam stał i gadał mimo ze mówił przedtem ze w samochopdzie nie moze suki zostawic bo tam jest jeden jego samiec. Na innej wystawie na której nie byłam tylko czytałam na forum ze borzoj zaatakował wyzlice przewracajac dziecko włascicielki wyzlicy. Wszyscy psioczyli na włascicielke borzoja, a jedna osoba napisała ze bójke spowodował...spaniel biegajacy luzem po wystawie. Kto spuszcza psa na terenie wystawy? Quote
isabelle30 Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 przepraszam za off topa ale co to mi sie przyplatalao do mojego posta? co to za bannerek? mozna to usunac , bo to nie moje? (chodzi o post nr2341) Quote
sachma Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 isabelle30, to jakaś reklama, pojawia się w każdym temacie, na każdej stronie w pierwszym poście od góry - tyle z moich obserwacji. nie sądzę żeby dało się to usunąć, bo pewnie forum pobiera opłatę za wystawianie takich reklam.. Quote
zmierzchnica Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Ja nie rozumiem, dlaczego ludzie stawiają swoje psy w fatalnej sytuacji tylko ze względu na swoją wygodę albo nie wiem - może to bezmyślność? Dziś miałam kiepski początek spaceru - weszłam na wiadukt (który zwykle przechodzę pędem, niebezpieczny jest jak diabli)... A na ulicy poniżej wiaduktu biega luzem piesek. Właścicielka obok, totalny luz. Piesek widzi Frotka, idzie do góry, Frotek zaczyna się nakręcać (ale jestem z niego dumna, nie wpadł w amok, choć się przestraszył i zaczął warczeć na przemian z piszczeniem i lekko szarpać). Zwalniam, zajmuję psa komendami, nagradzam za ich wykonanie... I nagle patrzę, za mną idzie starsza kobieta z puchatym psem. Frotek zaczyna się już bardzo denerwować (pies luzem z przodu i pies z tyłu, gdy on nie może się "bronić"). Próbuję przyspieszyć kroku, ale pies na dole chce podejść... W momencie krytycznym (Frotek zaczyna się szarpać, staje na dwóch łapach), cudownie inteligentna kobieta próbuje przejść koło mnie, dodatkowo trzymając psa od strony Frotka :roll: Frotek się szarpie, kobieta mija mnie twardo, jej biedny pies przestraszony, po ulicy pędzą auta i ciężarówki, więc gdyby chciał odskoczyć - kiepsko by było... A na moje pytanie, czy nie widzi co się dzieje, i czy nie mogłaby trochę zwolnić, dostałam: "A co ty się tak wleczesz, trzeba szybciej z psem chodzić! Szybciej idź!". :-o Nie wiem, to jakiś wymóg? Warknęłam na nią, że szybciej nie mogę, bo na dole pies luzem lata i że musi poczekać, coś odpowiedziała, ale już nie słuchałam, została z tyłu przynajmniej... Wiem, że mój agresywny (a raczej robiący cyrk) pies to mój problem, ale kurczę, w momencie kiedy jest tak niebezpiecznie, a sytuacja jest wyraźnie problematyczna, to czy naprawdę wzgląd "chcę odwalić spacer z psem i iść do domu" musi być ważniejszy niż bezpieczeństwo psów? Po co robić sobie i innym problemy? Normalnie bym przyspieszyła albo zeszła, ale się nie dało.. Trochę ludzkiej życzliwości i o ile fajniej by było na świecie :roll: Quote
badmasi Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Dokładnie Zmierzchnica-ja osobiście uważam, że warto a nawet trzeba iść na rękę innym psiarzom jeśli trzeba. Jak widzę, że ktoś ma problem z psem i stara się jak może to nie utrudniam mu sytuacji...idę w inną stronę, zwalniam czy przyspieszam, zależy od sytuacji. Staram się nie wchodzić w paradę, nie eksperymentować posłuszeństwa moich na innych psach, nie drażnić, nie denerwować, nie przeszkadzać w zabawie. Może nie z czystej życzliwości dla ludzi lecz hmm...raczej dla psów. Taka już zgorzkniała baba jestem, że zaczynam bardziej lubić zwierzęta niż ludzi. Quote
sachma Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 chwila, to wszyscy mają się zatrzymywać czy uciekać bo ty nie umiesz zapanować nad psem? nie przesadzajmy, sama nie jesteś i to twój problem że nie panujesz nad zwierzęciem. rozumiem, pani mogła iść między swoim psem a twoim, żeby zrobić większy dystans, ale ja nie widzę żadnego powodu dla którego miała by stanąć - chodniki są dla wszystkich i jakoś ona potrafiła nad psem zapanować i to twoje uwagi były nie na miejscu - wydaje mi się że bardziej wkurzył cię pies, niż ta pani, ale przecież trzeba na kogoś zwalić ;) Quote
evel Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 sachma napisał(a):chwila, to wszyscy mają się zatrzymywać czy uciekać bo ty nie umiesz zapanować nad psem? nie przesadzajmy, sama nie jesteś i to twój problem że nie panujesz nad zwierzęciem. rozumiem, pani mogła iść między swoim psem a twoim, żeby zrobić większy dystans, ale ja nie widzę żadnego powodu dla którego miała by stanąć - chodniki są dla wszystkich i jakoś ona potrafiła nad psem zapanować i to twoje uwagi były nie na miejscu - wydaje mi się że bardziej wkurzył cię pies, niż ta pani, ale przecież trzeba na kogoś zwalić ;) Yyy...? Jakoś nie sądzę, że to, że zmierzchnica ma problemy ze swoim psem (z którym zresztą ostro pracuje) zwalnia wszystkich innych do używania mózgu. Przecież jak widzimy, że czyjś pies ie lubi innych psów i manifestuje to całym sobą to nie trzeba przechodzić ze swoim milimetry od tego właśnie psa, prawda? A przynajmniej tak nakazywałoby odrobina wyrozumiałości względem innych ludzi. A pani z pieskiem luzem w okolicy diabelnie ruchliwej ulicy - w ogóle czad, nie? Quote
sachma Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 jeśli nie ma miejsca to jakoś przejść trzeba (ja sobie nie wyobrażam czekania aż ktoś zapanuje nad swoim psem - jak nie potrafi to niech nie chodzi po wąskich chodnikach, nie wyobrażam sobie też uciekania ze swoim bo ktoś w mieście wychodzi ze zwierzęciem nad którym nie chce/nie potrafi zapanować) - nie mówię o pani z pieskiem luzem tylko pani z pieskiem na smyczy która również chciała przejść tą drogą. i tu mózgu powinna użyć właścicielka problematycznego i powstrzymać psa zanim się rozkręcił, stanąć miedzy psem a przechodniami, no cokolwiek, a nie czekać aż wszyscy wkoło uciekną, zmienią kierunek, ale zatrzymają się. myślenie że mój pies jest najważniejszy i to co się z nim aktualnie dzieje jest najważniejsze na świecie jest dziecinne i egoistyczne - trzeba przewidywać takie sytuacje. Quote
evel Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 sachma napisał(a):jeśli nie ma miejsca to jakoś przejść trzeba (ja sobie nie wyobrażam czekania aż ktoś zapanuje nad swoim psem - jak nie potrafi to niech nie chodzi po wąskich chodnikach, nie wyobrażam sobie też uciekania ze swoim bo ktoś w mieście wychodzi ze zwierzęciem nad którym nie chce/nie potrafi zapanować) - nie mówię o pani z pieskiem luzem tylko pani z pieskiem na smyczy która również chciała przejść tą drogą. i tu mózgu powinna użyć właścicielka problematycznego i powstrzymać psa zanim się rozkręcił, stanąć miedzy psem a przechodniami, no cokolwiek, a nie czekać aż wszyscy wkoło uciekną, zmienią kierunek, ale zatrzymają się. myślenie że mój pies jest najważniejszy i to co się z nim aktualnie dzieje jest najważniejsze na świecie jest dziecinne i egoistyczne - trzeba przewidywać takie sytuacje. To co Twoim zdaniem miała zrobić zmierzchnica? Teleportować się? A może w ogóle zakażemy ludziom z psami problematycznymi wychodzenia z domów? Znalazła się w patowej sytuacji - tu pies luzem, tu babka przechodząca ze swoim psem koniecznie i absolutnie obok Frotka, ciągnąca swojego przerażonego psa trzymająca od strony tegoż Frotka. Czasem trzeba się zatrzymać, ustąpić, przepuścić, tego wymaga podstawowa ilość kultury, a może się mylę? P.S. Czy to badziewne coś musi być na każdej stronie w pierwszym poście? Co to do jasnej anielki ma znaczyć w ogóle? :roll: Ja nie chcę czegoś reklamować a reklama pojawia się w moim poście jeśli akurat jest u góry, od reklam jest odpowiednie miejsce, kurza twarz! :angryy: Quote
badmasi Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 No właśnie niektórzy zapominają o czymś tak prostym jak empatia. Quote
Greven Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Ja - niezależnie od tego, czy mam akurat dwie swoje problematyczne suki, czy spokojnego i niekonfliktowego psa, czy całą trójkę na raz, czy jakiegokolwiek innego psa, bądź konfigurację psów - omijam, przepuszczam, zatrzymuję się, lub przyspieszam zależnie od sytuacji, a widząc jakieś zamieszanie zmieniam, w miarę możliwości, kierunek. Lubię spokojne i bezstresowe spacery i nikomu też nie chcę psuć jego spaceru, chyba że ma bezsmyczowego podbiegacza (czego nie toleruję). Dla mnie mijanie się z inną osobą prowadzącą psa, jest jak mijanie się z drugim samochodem na ulicy. Czasem trzeba przyhamować, zjechać lekko na bok, a nawet zatrzymać się i przepuścić. Innym razem ktoś dla mnie robi miejsce, więc podziękuję i jadę. O wiele to milsze i bezpieczniejsze, niż pchanie sią na chama, bo "należy mi się i już". Jak patrzę na psiarzy i kierowców, to dostrzegam podobieństwa ;) Quote
sachma Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 jeśli nie ma miejsca to jakoś przejść trzeba (ja sobie nie wyobrażam czekania aż ktoś zapanuje nad swoim psem - jak nie potrafi to niech nie chodzi po wąskich chodnikach, nie wyobrażam sobie też uciekania ze swoim bo ktoś w mieście wychodzi ze zwierzęciem nad którym nie chce/nie potrafi zapanować) - nie mówię o pani z pieskiem luzem tylko pani z pieskiem na smyczy która również chciała przejść tą drogą. i tu mózgu powinna użyć właścicielka problematycznego i powstrzymać psa zanim się rozkręcił, stanąć miedzy psem a przechodniami, no cokolwiek, a nie czekać aż wszyscy wkoło uciekną, zmienią kierunek, ale zatrzymają się. myślenie że mój pies jest najważniejszy i to co się z nim aktualnie dzieje jest najważniejsze na świecie jest dziecinne i egoistyczne - trzeba przewidywać takie sytuacje. Quote
Krystak Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Mnie denerwują równo "niby"labradory i "niby" Onki.O Bożżż Jak ja ich nie lubię.Mam dość małą sunie ok 8 kg.A że trochę boi się dużych nieznajomych piesków to zazwyczaj pofukuje z daleka i się jeży.Ale te chole*ne psy cały czas latają latają na około... Po prostu brak słów. Kiedyś wyszedłem z nią na spacer i jakiś strasznie napalony pudel biegnie za nami.No dobra niech se biegnie.Ale jak zaczął lizać,wąchać moją sunię to miałem dosyć i zacząłem tupać.Ten nawet się nie spojrzał i wskoczył na nią.A że moja ciapa była zajęta wąchaniem siuśków to nawet się nie kapnęła.No to ja tego psa za tyłek i odepchnąłem a pojawia sie babka i z krzykiem: Co ty robisz! Zostaw ! Co on ci zrobił!To ja grzecznie odpowiadam: A co pani sobie wyobraża.Wypuści sobie napaleńca i lata za sukami.Wykastrować a nie! No i nasza rozmowa się skończyła.Jeszcze tego psa nie spotkaliśmy :P Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.