gops Posted February 7, 2010 Posted February 7, 2010 [quote name='Greven']Współczuję Ci, bo pomyśl, że ona może zacząć odwiedzać także Twoje ulubione polany :diabloti:[/QUOTE] malo prawdopobne na szczescie ;D ja mam bardzo blisko a park kawal drogi stamtad na poalach znamy sie wszyscy i wiekszasc psow moja suka akceptuje wiec jest naprawde okey , chyba zostalam skazana na to miejsce heh Quote
mat33 Posted February 7, 2010 Posted February 7, 2010 gops współczuję bo przez jakiś czas też byłem w podobnej sytuacji ale ostatnio jest corz lepiej już nie muszę chodzic z psem po krzakach, toleryje podbiegaczy którzy się nie rzucają od razu z zębami, jestem w stanie go na tyle uspokoić głosem podczas spotkania że wiem iż nie zaatakuje nawet psa agresywnie nastawionego, a był już taki okres ze po kilku atakach zacza rzucać sie na każdego dużego samca. Cóż praca z psem nie poszła w las, ale ile to razy jakiś nieodpowiedzialny właściciel wszystko zniszczył puszczając do nas swojego agresora. Dobrze że Max stał się trochę bardziej odporny psychicznie, nie wiem czy to efekt mojej pracy z nim, czy tego że jest starszy i bardziej doświadczony, ale teraz spacery nareszcie stały się czystą przyjemnością dla mnie i psa. Nawet dzisiaj była sytuacja że staranował nas bokser, duży samiec średnio przyjażnie nastawiony, ale Max był opanowany, kłapnął tylko zebami paręrazy gdy tamten pies usilni próbował położyć my łape na karku, nawet się chwile pobawili. Teraz z powodu dużej ilosci śniegu jesteśmy zmuszei częściej chodzic po mieście i jest dużo lpiej niz kiedyś. Muszę jednakl przyznac że "nasze łąki" nadal są najlepszym terenem spacerowym i tam się czujemy najlepiej. Quote
AngelsDream Posted February 7, 2010 Posted February 7, 2010 Ja się zastanawiam nad spacerem na Pole Mokotowskie. Dotąd wracałam z tego miejsca bardzo zmęczona i wkurzona ludźmi, ale ostatnio nawet osiedlowe spacery albo mnie cieszą (zachowanie moich psów), albo śmieszą (zachowanie ludzi i w większości ich psów), więc mogłabym przetestować swoją pracę, ale to może w bardziej sprzyjającej pogodzie. :) Jak tam Baaj wybierze koziołek i mnie, to chyba na moment będę mogła odetchnąć, a potem znów wrócić do ćwiczenia siadania. ;) Quote
puchu Posted February 8, 2010 Posted February 8, 2010 Nie chamstwo, a głupota. Ciśnienie mi się dzisiaj na spacerze podniosło. Wieczorem tj ok.18 miałam wyjść z Bazylem. Jako, że pogoda całkiem ładna, wzięłam i Arię. Na oba psiaki używam jednej przepinanej, długiej smyczy. Zazwyczaj Bazyl idzie na smyczy a Ariuch luzem. Dzisiaj coś mnie tknęło i Aria też była na smyczy. Dochodzimy do polanki za blokami, gdzie psiaki mogą pohasać. Jeszcze tylko przejść ulicę. I w tym momencie podbiega rudy spanielek. Oczywiście hormony szaleją (na osiedlu kilka suczek ma cieczkę) i próbuje się dobrać do Arii. Opędzić się od niego nie mogę, Bazyl zaczyna się to burzy, co próbować go przelecieć. Właściciela oczywiście ni widu, ni słychu. Złapałam spaniela, zapierałam na smycz i przeszłam się kawałek czy nikt go nie szuka. Żadnych nawoływań też nie ma (na osiedlu jest niesamowite echo, więc było by słychać). Psiaka też ze spacerów nie kojarzę. Dzwonię na SM. Przyjęli, po 20 minutach przyjechali. I też problem, bo panowie ani klatki nie mieli ani smyczy i wziąć go nie chcieli. Pytam się czy mam go w takim razie puścić. Też źle. W końcu stwierdzili, że powinnam poczekać na eco patrol. Ile? Ok. godziny. Panów wyśmiałam. W końcu stwierdzili, że go wezmą. Tylko bali się go wsadzić do samochodu, więc ja musiałam... Pojechali, a my poszliśmy dalej na spacer. Akurat była jeszcze znajoma ze swoim CTR (urocze stworzenie ). Ona kojarzyła psa. Podobno już kiedyś synowi właścicielki uciekł. Stawiałyśmy, że ten syn to góra w wieku licealnym, a może nawet podstawówka i nie wiedział jak sobie w zaistniałej sytuacji poradzić. Nic to. SM już pojechała. Po jakiś 20-30 minutach idzie kobieta i się pyta, czy nie widziałyśmy spaniela. Owszem, SM zabrała. Kobieta myślała, że to żart. Oburzona poszła, ale się jeszcze wróciła po numer straży. Chodzimy sobie dalej, mija kolejne 20 min i pojawia się młodzian 25, a nawet bliżej 30 lat. Też szuka spaniela, bo nie chciało mu się wierzyć, że SM go zabrała. Matka stała kawałek dalej, wrócił do niej. Po chwili znowu nas gonią, bo podobno SM nie przyjęła takiego zgłoszenia (niech ich szlag ). Całe szczęście zapamiętałam numery boczne wozu i psiak się znalazł. Na odchodnym kobieta rzuciła, że nie życzy mi takich przeżyć, an co jej odpowiedziałam,że ja swoich psów pilnuję. Jeszcze coś po marudziła i w końcu poszli. Owszem szkoda mi i psa i tej kobiety, ale co miałam robić? Psiak nie miał adresówki. Nie był to jeden z tamtejszych niegroźnych samowyprowadzaczy. Obok ulica i tory. Nikt go nie szukał. Stwierdziłam, że pewnie się zagalopował za cieczkami, a jak się właścicielowi dupy nie chce ruszać z mieszkania, to może się czegoś nauczy. Jak pies zginie, to od razu się go szuka, a nie po ponad pól godzinie spacerkiem. Przecież psiak mógł pobiec gdziekolwiek i na sporą odległość w tym czasie! I jeszcze pretensje, że SM wezwałam. Gdyby któryś z psów pod moją opieką zginą (tfu! tfu!), to byłabym wdzięczna, za telefon do SM, przynajmniej wiedziałabym gdzie szukać. Quote
bonsai_88 Posted February 8, 2010 Posted February 8, 2010 Puchu ludzie faktycznie czasami są bezmyślni... ja z właścicieli wszystkich moich "znajd" [psy znajdywane na osiedlu, odsyłane w większość do schroniska - większość to uciekinierzy, którzy po paru dniach wracali do domu] najmilej wspominam właścicielkę jamnik znalezionego w środku nocy... dziewczyna dzwoniła do mnie podziękować za odesłanie psa do schroniska - dzięki temu już na 2 dzień go znalazła i zabrała do domu [pies na spacerze zrzucił obrożę, na 2 dzień o 10 rano oplakatowane było całe miasto]... Quote
puchu Posted February 8, 2010 Posted February 8, 2010 Najbardziej mnie zdziwiły i w sumie zraniły pretensje, o to, że tego psa złapałam. Psiak mógł pobiec w stronę trzech różnych dzielnic. Niedaleko pola i inne chaszcze. Obok dwa, albo trzy torowiska i ulica po której zazwyczaj jeżdżą jak wariaci. Żeby oni go chociaż od razu szukali. Chłopak się jeszcze upierał, że psa szukał. Doprawdy trudno było nas nie zauważyć... Quote
aniaijaga Posted February 8, 2010 Posted February 8, 2010 [quote name='gops']moja suka latala spuszczona za patykiem wszystko fajnie, ale widzac psy zapinalam ja poniewaz reaguje agresja prawie na wszystkie [/QUOTE] Gops a co zrobisz jak na czas nie zdązysz zapiąć psa, wysmyknie Ci się, albo nagle inny pies pojawi się niepostrzeżenie- przecież to bedzie dramat. Jeśli masz agreysywnego psa wogle go nie puszczaj - okaż troche empatii Quote
badmasi Posted February 8, 2010 Posted February 8, 2010 Nie wiem jak gops ma dopracowane odwołanie i w jakich warunkach jej pies jest agresywny ale jeśli nie biegnie na oślep i nie atakuje wszystkiego co popadnie to czemu ma nie biegać za patykiem? Nie wiem na ile pies gops się słucha ale widziałam już nie raz psy ze skłonnościami do agresji z takim odwołaniem, że mucha nie siada. Skoro gops udało się zapiąć psa na smycz kiedy chciała to chyba nie jest aż tak tragicznie. Taki pies, który pojawi się niepostrzeżenie a pies gops będzie na smyczy i założymy że gops średnio nad swoim panuje to i tak podbiegacz może zostać kąśnięty. No ale to tylko takie rozważania, nie znam gops i nie wiem na ile jej pies jest wyszkolony. Quote
AngelsDream Posted February 8, 2010 Posted February 8, 2010 Na jednym spacerze dziś widziałam rottkę bez smyczy i odwołania, ale olewającą psy, a przynajmniej Baaja. Małego psa podnoszonego przez właścicielkę za skórę na plecach, bo piesek jest wredny [maluch skowyczał], staruszkę ze sforą psów, nad którą nie panowała, luzem puszczonego psa bez żadnego dozoru i małego podbiegaczo-oszczekiwacza (tego najbardziej nie lubię). Na dokładkę jedna pani wydarła mi się na psa, że biega po śniegu: zrobił kupę, zbierałam ją - widząc tą panią, na wszelki wypadek zawołałam psa na "trawnik" (teraz to bardziej śnieżnik) - jak widać podjęłam słuszną decyzję, bo potem byłoby, że pies agresywny a chodnik za wąski jak w tendencyjnym artykule z innego psiego serwisu, a na parterze jeden z lokatorów kłócił się z windykatorem/komornikiem... Nie wiem jak Baaj to zniósł, ale z całego bajzlu zareagował jakkolwiek (szczeknięcie, kiedy gwałtownie został wybity z trybu pracy) jedynie na panią, która spytała najpierw jedną osobę o to, gdzie są tramwaje, a potem powtórzyła pytanie do mnie, stosując taktykę przyczajonej staruszki, ukrytego za krzakiem smoka... Kiedyś potrzebowałabym godziny, żeby dojść do siebie po takim spacerze, dziś się cieszyłam, bo to taki mniej przewidywalny, ale jednak plac szkoleniowy. A wieczorem mijaliśmy młodego labradora, który został odwołany i zapięty na smycz! :) Krzepiący widok. Co do SM - ja podziwiam wezwanie i uważam, że taką postawę należy chwalić, a to, że ludzki debilizm jest nieskończony nie powinno nikogo zniechęcać. Ile razy już słyszałam, że pies sam wróci, że tak ma, że to... * * - tu wstawić nazwę rasy Czasami ręce kompletnie opadają, a czasem serce rośnie. Ot, życie. Quote
badmasi Posted February 8, 2010 Posted February 8, 2010 A moje ramię zostało dziś zgwałcone przez tajemniczego, psiego adoratora. Usiadłam sobie na ławce (a jakże na Polach Mokotowskich) a tu chyc, chyc i ani się spostrzegłam...Strząchnęłam czym prędzej kawalera i po sprawie. No ale wniosek-trzeba uważać nie tylko w Zielonej Górze... Quote
AngelsDream Posted February 8, 2010 Posted February 8, 2010 Z dwojga złego lepsze to niż zostanie obsikanym. Mi na PM pieski próbowały już obsikać nogę, a raz skutecznie załatwiły plecak przy radosnej aprobacie właścicielek - za czwartym podejściem do obsikania pies oberwał w zadek i przestało to ludzi bawić, niesamowite... Quote
gops Posted February 9, 2010 Posted February 9, 2010 [quote name='aniaijaga']Gops a co zrobisz jak na czas nie zdązysz zapiąć psa, wysmyknie Ci się, albo nagle inny pies pojawi się niepostrzeżenie- przecież to bedzie dramat. Jeśli masz agreysywnego psa wogle go nie puszczaj - okaż troche empatii[/QUOTE] nie bylo takiej sytuacji :) raz jak jescze suke mialam dosc krotko bo moze z meisiac to wzielam ja na rece jak atakowal nas jamnik , nei chcialam zeby mu krzywde zrobila uwazasz ze powinnam non stop trzymac psa na smyczy ? moge tak zrobic i po 2 dniach dac Ci ja do domu , odrazu zauwazysz jaki jest wtedy problem ( niszczy i wariuje) to mloda ,2 letnia bardzo energiczna suka, trenuje z nia bardzo duzo i moze to glupio zabrzmi ale to bardzo nam pomaga z jej agresja , ciagniecie opon i ciagnieciu roweru jest swietnie wyszkolona jesli chodzi o komendy nie sztuczki :) typu zostaw, pusc,do mnie,spokoj wszystko idealnie zna i zrobi nie mam zamairu trzymac jej na smyczy cale zycie [quote name='badmasi']Nie wiem jak gops ma dopracowane odwołanie i w jakich warunkach jej pies jest agresywny ale jeśli nie biegnie na oślep i nie atakuje wszystkiego co popadnie to czemu ma nie biegać za patykiem? Nie wiem na ile pies gops się słucha ale widziałam już nie raz psy ze skłonnościami do agresji z takim odwołaniem, że mucha nie siada. Skoro gops udało się zapiąć psa na smycz kiedy chciała to chyba nie jest aż tak tragicznie. Taki pies, który pojawi się niepostrzeżenie a pies gops będzie na smyczy i założymy że gops średnio nad swoim panuje to i tak podbiegacz może zostać kąśnięty. No ale to tylko takie rozważania, nie znam gops i nie wiem na ile jej pies jest wyszkolony.[/QUOTE] moja suka jest odwolywalna w 99% ten 1 % to tylko wtedy gdy poluje, nie na psy :) tylko na zajace,sarny itp , wtedy jej nie odwolam juz, ale po kilku takich incydentach chodze na polany na 20m lince napewno sama pierwsza nie podbiegnie do pierwszego lepszego psa i sie na niego nie rzuci Quote
zmierzchnica Posted February 9, 2010 Posted February 9, 2010 [quote name='aniaijaga']Gops a co zrobisz jak na czas nie zdązysz zapiąć psa, wysmyknie Ci się, albo nagle inny pies pojawi się niepostrzeżenie- przecież to bedzie dramat. Jeśli masz agreysywnego psa wogle go nie puszczaj - okaż troche empatii[/QUOTE] Większość psów agresywnych jest niebezpieczna głównie na smyczy, a bez niej nie dążą do konfrontacji - wiem po swoim. Mój wariat jak jest na 2m smyczy to wrzeszczy na każdego psa (pracujemy nad tym, ostatnio pracę zwalił mi ast próbujący zagryźć mojego), na 5m taśmie na widok psa co najwyżej zrobi "hauhau" i wraca do piłeczki, luzem jest świetnie nakręcony na mnie i nie obawia się psów (ale raczej to "luzem" się nie zdarza ze względu na nieprzewidywalnych właścicieli totalnie niewychowanych psów). Szczerze mówiąc, kiedy idę z psem, to wolę spotkać psy uznane za agresywne (zwykle po prostu odstraszające) niż te uznane za "kochane pieseczki, które lubią wszystko i wszystkich"... Takie psy siłą rzeczy są lepiej kontrolowane, przynajmniej w większości przypadków. A te kochane blabladorki, goldenki i jorecki to dla mnie największa zmora (prócz CAO na flexi). Quote
filodendron Posted February 9, 2010 Posted February 9, 2010 A my mamy nowego naturszczyka na osiedlu. Zjeżony ON podchodzi na wprost do naszego pimpka, zamiary ma bliżej nieokreślone ale na pewno nie zabawowe, a jego właściciel na hasło "albo smycz, albo kaganiec" odpowiada: "te głupoty to ludzie wymyślili, pies ma biegać na wolności!" No i polegałam :boom: Szkoda, że zza winkla nie dało się jakiegoś tygrysa wyciągnąć, żeby sobie pobiegał na wolności. Quote
sleepingbyday Posted February 9, 2010 Posted February 9, 2010 ale przez cao na flexi to cały dzień chichotałam :-) Quote
zmierzchnica Posted February 9, 2010 Posted February 9, 2010 sleepingbyday napisał(a):ale przez cao na flexi to cały dzień chichotałam :-) Haha, cieszę się, że moja zmora mogła się przydać na poprawę humoru :evil_lol: Jakbym nie musiała przed nim codziennie uciekać, też bym się pewnie śmiała :cool3: Quote
mat33 Posted February 9, 2010 Posted February 9, 2010 Napisał sleepingbyday ale przez cao na flexi to cały dzień chichotałam Haha, cieszę się, że moja zmora mogła się przydać na poprawę humoru Jakbym nie musiała przed nim codziennie uciekać, też bym się pewnie śmiała Ja też pewnie bym się śmiał gdyby nie fakt ze ciągle spotykam agresywnego laba na flexi dla yorka i na dodatek z nienormalną właścicielką która , choć widzi nas średnio co 2 dni to zawsze pyta " Czy to pies czy suczka?", a jak mówię ze pies to ona że to nic bo jej to labrador i nie ugryzie, podczas gdy pies juz biegnie w nasza strone wściekle warcząc, bo oczywiscie właścicielka puściła go mimo wszystko ( bo jeszcze by smycz zerwał), całe szczęście ze mozna go odstraszyć wrzaskiem, ale jak nas zaskoczy z nienacka to bywa nieciekawie. Ale ostatnio jakoś coraz żadziej ją spotykamy, chyba zmieniła tereny spacerowe... i całe szczęście! Quote
bonsai_88 Posted February 13, 2010 Posted February 13, 2010 Gabryjella ja niestety też zdążyłam się bardzo do labków zrazić... na szczęście mam przynajmniej parę wychowanych labradorów w okolicy, które trzymają mnie na duchu ;). Szkoda tylko, że mojej suki z nimi puścić nie mogę - dzięki "radosnemu" puszczaniu labków moja Birma nieznosi psów tej rasy. Kiedyś musiałam stać na jednej nodze z Birmą [20 kg suka!] na rękach, a drugą nogą odganiałam radosnego szczeniaka labka którego właścicielka złapać nie umiała - uraz Birmy jest na tyle silny, że najchętniej by tego szczeniora przegoniła przez całą okolicę. Zrobiła to parę miesięcy później jak dziewczynie nie chciało się odwoływać psa od nas - wychodzę z założenia, że jak ktoś PRÓBUJE zabrać/odwołać psa to pomogę... jak nie to niech się modli o humor mój i Birmy. Quote
Yorkomanka Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 a ja chyba naprawde w innym kraju żyje, może dlaego że mam małego, kochaniutkiego jolecka;) Quote
bonsai_88 Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Yorkomanka szczerze mówiąc większość yorków to ja mam ochotę odstrzelić - atakują moją sukę [oczywiście są na smyczy - flexi 5 m], drą się bez przerwy, a właściciele jeszcze je za to chwalą... Co ciekawe odkąd się spytałam, czy mam spuścić moją sukę, żeby też mogła być "dzielna" i atakować yoreczka to już mi zabierają te psy sprzed oczu. No i znowu na pocieszenie mam w bloku jednego [z chyba pięciu] spokojnego yorka - po prostu on gania cały dzień na smyczy i nie ma potrzeby wyładowywania się drąc pysk. Swoją drogą moja suka to jego największa miłość - odjazdowo wyglądają, jak się razem bawią Quote
zmierzchnica Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Ech, niby to tylko stereotypy ale jakże prawdziwe... Także nie znoszę labkowatych i yorkowatych. Ale to dlatego, że ANI JEDNEGO normalnego nie znam. Nie przekreślam każdego nowo zobaczonego czy poznanego laba/yorka ;) Ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby taki pies okazał się wychowany i posłuszny. Yorki to moja zmora, bo ostatnio wszyscy w okolicy chyba się zmówili i zaczęli z nimi bez smyczy chodzić... Fro + psy bez smyczy = masakra. Jeszcze do tego drące japę i brane na ręce ze słowami "no już nie bój się tego obrzydliwego psa, malutki"... Ha. Quote
Mada:) Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Ja co prawda, nie przepadam za yorkami i innymi rasowymi z powodu takiego, iż to nie moje typy psów. Zdecydowanie wolę przygarnięte kundelki, jednak nie lubię takiego generalizowania. York, mimo wszystko też jest psem i znam sporo yorków lub yorkopodobnych psiaków, bardzo zrównoważonych, wysyłających syganły, odchodzących, kiedy jakiś psiak nie życzy sobie kontaktu z takim yorczym towarzyszem. To nie zależy od rasy, tylko od sposobu w jaki pies jest traktowany przez właścicieli, bo jeśli taki jolecek będzie brany na ręce przy byle psie, będzie ciągnięty na smyczy bez możliwości przywitania się z innym psiakiem, itp, itd. to wyrasta z niego takie 'coś' rozwścieczone, rozczochrane, przemieszczające się z prędkością bliżej nie określoną i zaczepiajace wszelkie, szczególnie te duże psy. I to samo bywa z labradorami, goldenami. Znam takie, które stoją grzecznie, pięknie się porozumiewają, kiedy z oddali nadchodzi psiak, bardzo spokojnie się przywitają i odchodzą. I mimo, iż spotykam również dużą grupę psów goldenów, labków, yorków i innych, które nie mają pojęcia o kulturalnym obcowaniu z psami, uważam że nie można generalizowac i wszelkiego yorka uważac za jakąs nieszkodliwą krwiożerczą bestię, bo gdybym była właścicielką takiego zrównoważonego, bardzo przyjaznego yorka, czy labka, zrobiłoby mi się bardzo przykro po przeczytaniu Waszych postów. Reasumując, wpływ na temperament danej rasy (nie pojedynczego psa) mają ludzie! Yorki - prawdziwe z krwi i kości terriery zostały 'przerobione' na podręczne maskotki i tutaj tkwi problem ich zaczepnych, wrednych skłonności. York to pies, jak każdy inny i powinien wiedziec co to jest smycz, obroża i przyjazne przywitanie z obcymi psami, oczywiście za zgodą właścicieli tychże psów. Ale tu trzeba uczyc ludzi, i poprzez nich dotrzec do problemów psich. Quote
*kleo* Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Mnie też drażnią niektórzy właściciele yorków, chociaż sama mam psa tej rasy. Puszczam ją luzem tylko jeśli nie ma żadnych psów w pobliżu, a jeśli jakiś się pojawi, to od razu młoda ląduje na smyczy. Tylko co z tego, skoro inny yorkowy właściciel nie kwapi się, aby zapiąć i swojego, przecież "to ta sama rasa, na pewno się dogadają"... Moja suka nie lubi się spoufalać, nie lubi chamskich zabaw ze skakaniem po głowie, nie jest jazgotliwa i potrzebuje trochę czasu żeby się rozkręcić, ale niestety z reguły z zabawy nici, bo inny pies zdąży ją skutecznie zniechęcić. A laby to też koszmar, ludzie jakoś nie potrafią zrozumieć, że moja mała waży 2,5 kg, a ich co najmniej 10 razy więcej i może zrobić jej krzywdę nawet niechcący, jak będzie chciał się z nią witać zbyt entuzjastycznie. Szczęście w nieszczęściu, że jest zimno + młoda w ciąży, więc nie urządzamy długich spacerów i mamy chwilowy spokój od denerwujących sytuacji :) Quote
evel Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 A ja się zastanawiam czy pseudo-laby mają jakieś zmiany w swoich móżdżkach, że ani nie wysyłają ni nie odbierają sygnałów wysyłanych przez inne psy? Jak drugi pies stoi sztywny i zjeżony to znaczy, że nie chce się bawić ze słodziaczkiem z reklamy velvetu. Quote
zmierzchnica Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 [quote name='*kleo*']Mnie też drażnią niektórzy właściciele yorków, chociaż sama mam psa tej rasy. Puszczam ją luzem tylko jeśli nie ma żadnych psów w pobliżu, a jeśli jakiś się pojawi, to od razu młoda ląduje na smyczy. Tylko co z tego, skoro inny yorkowy właściciel nie kwapi się, aby zapiąć i swojego, przecież "to ta sama rasa, na pewno się dogadają"... Moja suka nie lubi się spoufalać, nie lubi chamskich zabaw ze skakaniem po głowie, nie jest jazgotliwa i potrzebuje trochę czasu żeby się rozkręcić, ale niestety z reguły z zabawy nici, bo inny pies zdąży ją skutecznie zniechęcić. A laby to też koszmar, ludzie jakoś nie potrafią zrozumieć, że moja mała waży 2,5 kg, a ich co najmniej 10 razy więcej i może zrobić jej krzywdę nawet niechcący, jak będzie chciał się z nią witać zbyt entuzjastycznie. Szczęście w nieszczęściu, że jest zimno + młoda w ciąży, więc nie urządzamy długich spacerów i mamy chwilowy spokój od denerwujących sytuacji :) Nooo i Twojego yorka chętnie bym spotkała ;) Pewnie, że to zależy od właścicieli. Dlatego napisałam - ja nie znam normalnych yorków. Nie twierdzę, że takowe nie istnieją, a wbrew pozorom nie uważam ich za "małe szczury" itd, bo ogólnie mi się podobają. Nie chciałabym mieć, ale nie mam wobec nich takiej niechęci (irracjonalnej) jak wobec np. spanieli. Tylko niestety, ich gabaryty sprawiają, że kupują je naprawdę ludzie ... nieodpowiedzialni, żeby nie powiedzieć - głupi. I traktują je jak nadpsy - moje kundle muszą być na smyczy, moje kundle nie mają prawa szczekać, bo są durnymi kundlami, a yorecek może wyjść na środek ulicy i dziamać na "tego brzydkiego psa", bo... jest małym yorkiem i "boi się potwora" ;) Oczywiście przesadzam trochę, ale nie spotkałam jeszcze yorka, który nie rzucił by się na moje psy na dzień dobry. Oprócz yorka sąsiadki, który jednak teraz od 2 miesięcy nie wychodzi i załatwia się w kuwecie, bo .. jest zimno. Biedny pies, młodziutki, bardzo lubi spacery. A potem nagle wyjdzie z domu i wszystko go przerazi :roll: evl - wydaje mi się, że to kwestia nadmiaru energii, braku wychowania i dużych gabarytów tych psów. Niewybiegane i nigdy nie męczone psychicznie psy na widok innych szaleją, a że nikt nich nie nauczył nawet głupiego "siad", to potem nie da się ich opanować. Są spore, więc niewiele jest psów, które zdołają im dobitnie pokazać, że NIE chcą się TAK bawić. Moje suki labowatych nie lubią, ale nigdy tego nie okazują, bo są na widok takiego słodziaka luzem zbyt przerażone ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.