Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Moja Shirkę przed świętami zaatakował Onek i pogryzł...
On był bez smyczy Shirka na smyczy ( na całe szczęście bo nie potrafiła się obronic miała wówczas 7 miesięcy i pierwszy raz spotkał ją atak ze strony psa.)

Odpychałam psa do "przylotu właściciela" jak długo sie dało a cała sytuacja skończyła się dziurą nad prawą łapą szwami wewnetrznymi i zewnętrznymi, dość rozległym skaleczeniem na klatce piersiowej i małym tuż pod okiem wł. nawet nie mm od oka. Wet powiedział że miała dużo szczęścia że kły nie trafiły w mięśnie tylko pomiedzy i że nie uszkodziły oka...

Gościu był na tyle fer że opłacił weta i przyznał się do winy. Nie widuje go już w tym miejscu (dwa razy psa widziałam ale z rodzicami gościa i zawsze na smyczy)

a WKURZONA! jestem sytuacja sprzed godziny:/

A powiem Wam ze wkurzył mnie gościu normalnie. Wróciłam z kumpelą i Shirą ze spacerku i stałyśmy jeszcze pod blokiem i sobie gadałyśmy i mija nas młody facet.
Obraca sie pare kroków ode mnie i do mnie z oburzeniem " a przepraszam, gdzie ten pies ma kaganiec?"
A kumpela (córka policjanta posiadajaca labradora i wiedząca jak ma sie rzecz), nie ma bo ma smycz...

A gościu pyskówka, że kaganiec tez musi mieć. Więc my mu walimy, że pies musi chodzić na smyczy a gdy jest spuszczany ze smyczy wówczas w kagańcu.
A facet że na pewno nie! i za chwilę to możemy załatwić inaczej Spojrzałysmy sie na siebie uśmiechłysmy i powiedziałysmy "a prosze bardzo"

I odchodził i cos tam mruczał pod nosem ale nie zrozumiałam co i z nerwów rzekłam: a idx już gościu bo głupoty gadasz.

Kurcze jak ludzie tacy mnie wkurzają... niech zajmie się swoja moralnością i niech on zacznie przestrzegać prawa a nie "umoralnia" obcych ludzi na ulicy i to jeszcze z takim tonem jak by mój pies mu dziecko zagryzł:/
Wrrr

[SIZE=2]"we Wrześni obowiązuje właścicieli i opiekunów psów przepis, że prowadzenie psa jest dozwolone w miejscu publicznym tylko na smyczy. Regulamin utrzymania czystości i porządku na terenie miasta i gminy Września stanowczo mówi, iż zwolnienie psa ze smyczy, wyłącznie z nałożnym kagańcem, jest dozwolone jedynie w miejscach mało uczęszczanych przez ludzi i tylko w sytuacji, gdy posiadacz ma możliwość sprawowania kontroli nad jego zachowaniem."

Jest napisane jak byk, że albo smycz albo kaganiec. Chyba że ja to źle rozumiem...?

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Jest napisane jak byk, że albo smycz albo kaganiec. Chyba że ja to źle rozumiem...?

dobrze rozumiesz;)
Ja ostatnio dosyć często spotykam się z opinią że nie stać mnie na ubranko a biedny jolecek marźnie i jaka to ze mnie niedobra pańcia bo karze psu chodzić na własnych łapkach i to jeszcze po zimnym śniegu.:crazyeye: Okrucieństwo no nie? Słyszałam też że nie stać mnie na fryzjera bo mój pies nie jest ogolony na łyso jak inne albo że powinnam oddać tego psa bo nie umiem się nim opiekować no bo jak to możliwe żeby jolcek na własnych łapkach chodził?:mad:
Jakiś tydzień temu w kauflandzie przy kasie Odie sprowokował rozmowę o yorkach i bardzo dużo żecy się dowiedziałam np. że jorczek pani A jest bardzo niedobry, sika w domu, biega po meblach i ucieka jak tylko ktoś otwoży drzwi i że chyba go odda. Dodam jeszcze że pieseczek wychodzi na dwór 2 razy dziennie.
Na to pani B odpowiedziała że musi pieskowi kupić maty do siusiania, wsadzać nosek w kałuże jak zrobi gdzie indziej i zanosić na tą mate. A jak pieseczek ucieknie z domku to musi dostać w tyłeczek a jej pies to wogule nie wychodzi z domu bo raz jak był szczeniaczkiem (zimą) wyszła znim i się przeziębił i od tej pory nie wychodzi:angryy: a ma już 3 lata. W pseudohodowli z której go kupiła psiaki też nie wychodziły na dwór tylko na ręcznik w łazience robiły
Jeszcze wcześniej latem yoreczka mini mniejsza nawet od mojego wtedy a miał dopiero 3,5 miesiąca w sukienusi idzie sobie z pańcią. Ja przechodzę ze swoim psem o ona do niego z paszczą, pańcia doniej muwi no przecież tak nie wolno i drapie za uszkiem. Szczeniak się do niej wyrywa, cuda na kiju odstawia ale smycz za krótka żeby do psinki podejść więc zaczął piszczeć, wzięłam go na ręce i zaczęła się rozmowa. Dowiedziałam się od pańci że sunia ma 1,5 roku i JUŻ[SIZE=2] [SIZE=3]zaczęła
siusiać na dwoże i zeskakiwać z łużka :-o

Posted

Na prawdę jesteś okropna, jak mozesz psu nie zakłądać kubraczka w zimę i bucików! :evil_lol: zaraz do TOZ-u zadzwonie i będzie :diabloti:

Ale kurczę jakto pies nie wychodził przez 3 lata, matko boska :crazyeye:


Ja ostatnio też spotkałam się z chamstwem
Wyszłam z Nuką na dwór i ją pusciłam, a że Nuka nie podchodzi do ludzi i ich olewa to jeszcze lepiej, więc pusciłam ją za blokiem, ona się załatwiła pobawiła trochę ze mną, porzucałam jej kijej. Jak Nuka chce już do domu bo czuję, że w łapki jej trochę zimno to zawsze biegnie pod kaltkę, stoi i czeka, aż do niej nie dojdę i sie z tamtąd nie ruszy. No to jak Nuka już pobiegła i czekała sobie, aż dojdę, patrzę a z kaltki wychodzą dwie babki jedna to stary może ok 65 lat moher, a druga taka może po 40, nie widziałam dokładnie bo była już godz. 18 więc widno nie było. Nuka stoi grzecznie, ja patrzę a baba moher centralnie nad głową Nuki specjalnie wymachiwała jakąś reklamówką z ciężkimi zakupami :-o Nuka się strasznie wkurzyła i pogoniła mohera z głośnym warkotem i zaraz wróciła do mnie. Babka jak zaczęła mi słać, że takiego psa nie powinnam trzymać bo jest zagrożeniem dla ludzi, no to ja wkurzona odpowiedziałam, że jakby nie zaczęła prowokować mojego psa i nie wymachiwała tą reklamówką to by Nuka jej nie pogoniła :angryy: A tamta znowu swoje, że powinnam ją uśpić itd. Mówię jej, ze skoro ją sprowokowała to Nuka sie wkurzyła i jest nauczona tego, zeby bronić i mnie i siebie w nagłych sytuacjach :diabloti: Nie moja wina, że mohery to ludzie nie myślące. :diabloti:

Posted

kurde, i ty sie jeszcze dziwisz ze ludzie się denerwują?
Ja od zawsze walcze z tym,że przy bloku każdy pies nawet najmniejszy pimpek musi byc na smyczy !!
Ja zawsze wyprowadzam i wprowadzam swojego psa na smyczy z klatki- i tego oczekuje od innych, i nie chce zeby mnie pod blokiem straszyl jakis pies .. takie moje zdanie

Posted

No dobra może i powinnam ją już mieć na smyczy przed klatką, ale Nuka nawet do tej baby nie podeszła, to ta baba moher do niej polazła i zaczęła torbą wymachiwać nad głową mojego psa, a jeśli by niechcący ją w tą głowę trafiła to bym inaczej 'porozmawiała' :angryy:

Posted

[quote name='vege*']No dobra może i powinnam ją już mieć na smyczy przed klatką, ale Nuka nawet do tej baby nie podeszła, to ta baba moher do niej polazła i zaczęła torbą wymachiwać nad głową mojego psa, a jeśli by niechcący ją w tą głowę trafiła to bym inaczej 'porozmawiała' :angryy:[/QUOTE]

NO i masz odpowiedz, gdybyś miala swojego psa na smyczy po pierwsze nie doprowadziłabys do kontaktu z kobietą, a po drugie ta nie miała by możliwości wymachwiać niczym przy jego glowie.

Posted

Ech, ja już nie mogę na chamstwo mojego sąsiada z pseudohuskym. Fakt - moja suka się rzuca na tego psa. Fakt nr 2 - rzuca się po tym, jak syneczek owego człowieka ją poszczuł tym "haszczakiem". Ale spoko, wychodząc z zasady - to mój pies się rzuca, więc muszę uważać, wiecznie schodziłam człowiekowi z drogi itd. To się koleś nauczył, że może mi dosłownie nas...ć na głowę i nic nie zrobię. Dziś suki były luzem na terenie spacerowym dla psów - rzucałam im piłki. Widzę, że idzie ktoś z psem, z daleka, więc wołam suki, biorę smycze w ręce... Ktoś idzie szybkim krokiem i dopiero zauważam, że to ten "husky", nie zdążyłabym obu suk zapiąć na smycze (musiałabym jedną puścić i wtedy mogłoby nie być wesoło, na 90% zareagowałyby na komendę "zostań", ale po co ryzykować). Więc usunęłam się trochę na bok, kucnęłam obok suk i złapałam je za obroże, wydałam komendę oprzyj się (oparły się o moje kolana).
Co zrobiłby każdy myślący człowiek? Ominąłby mnie, no nie? Po co psuć swojemu psu psychikę, po co prowokować czyjeś psy... Nie, ten człowiek nie może! Wszedł prosto na mnie, moje suki zaczęły się denerwować dopiero jak zauważyły, że suka-wróg "włazi" na nas bez żadnych CSów, gapiąc się otwarcie pół metra od nich i zaczyna szarpać. Koleś oczywiście rogal. Zapytałam, czy go to bawi? Więc się dowiedziałam: że mam durne psy, że to mój problem, że o co mi w ogóle chodzi, że on mnie omijać nie będzie. Odpowiedziałam, że jak synek poszczuł psem, to tak to teraz wygląda - "jego pies nikogo nigdy nie ugryzł!". Jasne, chyba niewiele o swoim psie wie - ostatnio zostawił go przed sklepem i "husky" rzucił się na moją mamę... Głównie odstraszająco, ale to nie jest mały pies, moja mama nie zauważyła jej i się wystraszyła. Poza tym - nie każę kolesiowi zmieniać trasy, omijać mnie z daleka itd, ale do jasnej anielki!, przecież chyba nie boli go przejście po łuku i nieprowokowanie moich psów? Ale on to robi specjalnie - pod moim ogrodzeniem też zawsze psa szczuje na moje... Masakra z takimi ludźmi - nie wiem jak z nimi rozmawiać. W sumie nie warto, ale muszę choć minimalnie chronić moje psy przed idiotami...:shake:

Inna sytuacja - akurat byłam z Frotkiem. Babcie z dwoma kundelkami luzem. Naprzeciwko dzieci z kundelkiem luzem. Schodzę z Fro na bok, Fro się wścieka (psy luzem to nasza największa zmora). Kundelki zaczynają szczekać i warczeć na Frotka. Zauważają psa od dzieci (skądinąd bardzo fajnego, zapatrzonego w te dzieciaki) - i pogoniły go przez pół parku z ujadaniem, wrzaskiem.. Frotek oczywiście do głowy mało nie dostał, babcie olały sprawę i poszły dalej, dzieci potem swojego psa szukały i wołały, bo psy-agresorzy wróciły, a ich psiak nie... Z jednej strony dobrze, że byłam z Frotkiem i nie mogłam podejść, bo chyba bym nie była miła ani pełna szacunku dla starszych osób. Co za chora bezmyślność, w dodatku za jednym agresorem ciągnęła się smycz - wygląda na to, że staruszka specjalnie psa puściła :crazyeye:

Posted

Spacer - koszmar.

Trzy duże psy na smyczach, śnieg, ślisko, źle się idzie. Wchodzimy w jedną drogę (osiedle domków), żeby dostać się do lasu, a tam matka z córką i owczarkiem, odganiają innego owczarka, który próbuje za nimi iść. Zatrzymałam się, czekamy. Owczarek namierzył nas i ruszył w naszą stronę, więc ja robię odwrót. Kawałek przez osiedle i w kolejną drogę, tym razem wzdłóż bloków. Daleko nie zaszliśmy, z naprzeciwka leci mały bezsmyczowy podbiegacz. Odwrót. Jeszcze dwie możliwości. Albo droga na osiedle, gdzie może być więcej podbiegaczy, albo między domki jednorodzinne. Wybrałam drugą opcję. Psy podminowane, ja spocona i wkurzona - mimo, że spacer trwa dopiero z pięć minut, jak nie krócej - nagle czuję, że jedna suka dostaje "długich łap" i wszystkie psy zaczynają oglądać się do tyłu. Patrzę i ja... Wielki samiec w typie CAO, kolczatka i kółko jak od łańcucha. Szybkim krokiem kieruje się prosto na nas. Miałam już totalnie dość, bo w którą stronę bym się nie ewakuowała, wyjdę prosto na któregoś z wcześniej widzianych psów. Podniosłam zmrożoną bryłę śniegu i rzuciłam w CAO (i trafiłam, co jest niezłym wyczynem z trzema podnieconymi psami na smyczach). Zrezygnował, odbiegł w innym kierunku. Odetchnęłam z ulgą, psy zaczęły spuszczać parę (chociaż nadal "łapy wysokie" i zjeżone karki), a tu zza zakrętu wypadają ujadając dwa małe podbiegacze i lecą prosto na nas... Jeden dał się odpędzić głosem, drugi musiał oberwać śniegiem, żeby zrozumieć, o co proszę.

Cały spacer trwał może 10 minut i był jednym z najbardziej stresujących, jakie pamiętam.

Posted

Tak sobie podczytywałam i zastanawiałam się kiedy kiedy sama się tu dopisze...
Psa mamy od 2 miesięcy i dopiero (a może już) dzisiaj mnie na prawdę trafiło. Generalnie pasuje pod poruszony tu już temat labradorów luzem.
Pierwsze spotkanie z takim "słodziakiem" miałam jakiś czas temu w parku w Bydgoszcz. Wieczór, ciemno a z pomiedzy drzew wybiega na nas czarny labrador. Koniecznie chciał się z naszą Azją pobawić, tylko że ona w tedy była zupełnie małą (szczeniak, ważyła ok 5 kg) to nie bardzo nam to pasowało. Rozglądam się i na ścieżce zauważyłam właścicielkę, która niemrawo próbuje psa przywołać. No to my Azję na ręce i kierujemy się w jej stronę co by zgubę oddać, a baba jak gdyby nigdy zaczyna się od nas oddalać. Ruszyło ją dopiera jak zaczęliśmy iść w przeciwnym kierunku a pies wolał iść za nami. Na szczęście usłyszał niemrawe wołanie i wrócił do siebie.
Drugie spotkanie miałam jakieś 2 tygodnie temu. Wychodzimy z Azją z polnej drogi a zza garaży wylatuje na nas czarny labek. Również przyjacielsko nastawiony (Azja nadal za mała na zabawę) i z równie niemrawym właścicielem.
Ale zagotowało mnie dopiero dzisiaj. Wychodzę z psem z klatki a zza bloku wybiega, tym razem biszkoptowy, labrador z obrożą na szyi. Tylko że ty razem właściciela nie widu ni słychu. Pieski się chwilę potarmosiły, no ale ponieważ plany miałam inne to biorę swoją na ręce i chcę odejść. Tylko że on lezie za mną. Myślę może się odczepi jak przejdziemy trochę dalej. Nic z tego. Przy ulicy stwierdziłam że to już robi się niebezpieczne bo pies może nie mój ale szkoda by było żeby wpadł pod samochód. No to telefon w dłoń i dzwonię do straży miejskiej.Niestety przez 20 minut nie udało się im dojechać, a pies się znudził i poszedł w głąb osiedla, a ja w swoją stronę. Szkoda że tak to się skończyło bo może jakby durny właściciel zapłacił mandat, albo szukał psa po schronach to by się czegoś nauczył.

Posted

[quote name='szd51'](...) albo szukał psa po schronach to by się czegoś nauczył.[/QUOTE]
Przy założeniu, że w ogóle będzie szukał ;) Ja kilka dni temu znalazłam biszkoptowego labka i kolejną dobę zajęło mi znalezienie jego właścicieli. Oni nie szukali psa w ogóle, zero zgłoszenia do schroniska, TOZu, na portale lokalne. W odpowiedzi na pytanie "dlaczego", usłyszałam że "on już uciekł kilka razy i zawsze jakoś wracał".....

Posted

No to ja też pojadę po labkach. Co jakiś czas ląduje w boku obok czarna labka. Była w wakacje i teraz w ferie-pewno jest podrzucana do rodziny. Moja collie jej nie cierpi bo labka nie ma dla niej respektu i nie umie się grzecznie przywitać. Podbiega i się ciska, więc collie drze na nią ryja w odwecie. Labka w kolczatce i zawsze luzem. Facet wie że moja suka się nie zaprzyjaźni a mimo wszystko próbuje. Dzisiaj wieczorem znowu ją do nas puścił, moja suka na smyczy ale dodatkowo wrzuciłam kaganiec aby labki nie kąsnęła (smycz zawsze może puścić). Tym razem jednak labka nie dość że obszczekała to dodatkowo rzuciła się na moją sukę w kagańcu. Całe szczęście miałam w ręku drugą smycz mojego szeltika więc labka dostała w ryj i tyle......Facet podchodzi do mnie i mówi, po co się pani denerwuje przecież się nie pogryzą bo pani suka ma kaganiec a moja młoda. No to zdjęłam kaganiec i powiedziałam że już nie ma i co on na to? Chyba nie spodobał mu się mój pomysł bo dał drapaka. Facet ma trochę chyba nierówno pod sufitem, czy tak trudno pojąć że niektóre suki nie zakumplują się ze sobą? Jak widzę, że suka ma odpowiedni zestaw sygnałów to się nie boję bo collie chętnie się zapozna a nawet pofika trochę tak jak z naszymi osiedlowymi, młodocianymi amstaffkami ale labki chyba są jakoś genetycznie zmienione bo z tym sygnałami to u niektórych krucho.

Posted

Ech ja jakiś rok temu znalazłam biszkoptowego labka z obrożą i tatuażem...:/
Błagałam na kolanach mame żeby u nas został na czas szukania domku i w końcu się zgodziła. Jednak gdy go przyprowadziłam do domu zaczeła się ostra wojna z moim psem i niestety trzeba było go oddać do schronu:/
Pan powiedzial że zabierze go do siebie do domu i jak go nikt nie zgłosi to zatrzyma:p. Nikt nie zgłosił, pies na stałe zamieszkał na wsi u pana "schroniskowego", aż tu nagle... :D

W pare miesięcy później poszłam na praktykę zawodową do ZUSu i wywiązała się rozmowa z jedną kobitką o psach.
No i po długiej rozmowie doszłyśmy że znaleziony labek "sam sobie otworzył dzrzwi i zwiał cioci".
A ja pytam dlaczego go nie zgłosili, nie szukali, i że ja jak głupek po całym mieście łaziłam z nim w nadziei że ktoś go wypatrzy i od drzwi do drzwi po znajomych właścicielach labów.Co się okazało...
Kobitki ciotka na drugi dzień stwierdziła, że się znajdzie sam a z resztą "nie chce go już bo może trafił do kogoś złego i stał się agresywny":/

Posted

[quote name='sunshine']
No i po długiej rozmowie doszłyśmy że znaleziony labek "sam sobie otworzył dzrzwi i zwiał cioci".
A ja pytam dlaczego go nie zgłosili, nie szukali, i że ja jak głupek po całym mieście łaziłam z nim w nadziei że ktoś go wypatrzy i od drzwi do drzwi po znajomych właścicielach labów.Co się okazało...
Kobitki ciotka na drugi dzień stwierdziła, że się znajdzie sam a z resztą "nie chce go już bo może trafił do kogoś złego i stał się agresywny":/[/QUOTE]

Ograniczenie ludzi nie zna granic :roll: moze i lepiej ze ten labek trafił do tego pana ''schroniskowego'' niz dalej żyłby z kimś tak ograniczonym:shake:

Posted

Idziemy z koleżanką i jej psem, po 21. Nagle z klatki wypada na nas coś małego pręgowanego i heja na sukę. Pani w panice woła "Azja, Azja, wracaj!" i biega za szczeniakiem dookoła nas, w końcu łapie, zapina na smycz, uff. Ja tak się tylko zastanawiam, co pani zrobi, jak trafi na psa, który nie będzie tak spokojny jak suka koleżanki a będzie miał charakter np. akitowego... Gdyby szczenię bez przywitania zrobiło ŁUBUDU panowi akicie, to pani mogłaby sobie co najwyżej wziąć szufelkę i pozbierać to, co zostałoby ze szczyla... Gdzie tacy ludzie mają mózgi???

Posted

A ja powoli widzę efekty całego wypruwania sobie flaków w zeszłym roku. Ten wilczak, którego teoretycznie powinnam wyprowadzać w drewnianej skrzynce na kółkach, bo drażni innym pieski i je straszy, dziś minął na wąziutkim chodniku ONka i równał. Równał z głową zwróconą w kierunku przewodnika, skupiony i jednocześnie rozluźniony - nie wpływał na niego nawet fakt, że ja szłam z tyłu z nową znajomą i jej malamutką - tryb pracy był tak pełny, że Baaj zignorował fakt, iż ONek wskoczył mu na plecy! Pan nie mógł utrzymać psa niestety, ale ten nie był agresywny, raczej nakręcony, choć dla wielu psiaków to by było o wiele za dużo. Drobne rozproszenie nastąpiło wtedy, kiedy ONek minął mnie i odciął mi drogę, ale nawet wtedy pies reagował na komendy, nie napinał smyczy, nie warczał, nie stroszył sierści, pisnął zaniepokojony i piszę o tym ku pokrzepieniu serc wszystkich, którym czasem już się nie chce, mają dość ludzi i ich psów. Da się. Wiadomo, że będzie jeszcze milion potknięć, setki osób z pretensjami z kosmosu czy właścicieli, którzy puszczają swoje psy luzem i pozwalają im podbiegać i oszczekiwać Wasze psy [sytuacja również z dziś], ale moment, kiedy Wasze cudo wybiera pracę wynagradza wszelkie idiotyzmy ludzkie i nie wolno się poddawać.

Posted

Angels - łał, jestem pod wrażeniem, gratuluję! Dałabym dużo, żeby być już w takim momencie jak wy... Na razie jestem w czarnej dziurze, bo mój wariat znowu reaguje dziko na wszystkie psy. Ile ja bym dała, żeby mieć go od szczeniaka, móc go zsocjalizować od nowa... To byłby taki cudowny, nakręcony na człowieka pies. A teraz cały czas męczę się z jego agresją (a raczej odstraszaniem wszystkich psów za pomocą wrzasku) i powoli mam dosyć... Dziś znów do zawału by mnie doprowadziła kobieta z yorkiem luzem i CAO na flexi tego yorka... No przecież to jest do 10 kg, CAO ma 5x więcej, czy oni rozumu nie mają? Naprawdę, ludzka bezmyślność mnie przerasta.

Posted

Mój pies jest niewidomy. Przed kastracją był bardzo agresywny, prawdopodobnie ze strachu przed psami, których nie widział. Na oślep kłapał zębami na wszystko: psy, suki, szczeniaczki. Ze względu na swoją ślepotę nie jest spuszczany ze smyczy. I był wieczny problem bezsmyczowych podbiegaczy. I wiecznie ten sam komentarz - mój nic nie zrobi, on nie gryzie... to suczka... to szczeniak, on się chce bawić. Czy tym ludziom mózgi wyżarło? Nie dociera, że ten drugi pies może być agresywny? Ja wtedy ostrzegałam, że mój może ugryźć, że jest agresywny. A że to bokser, na ogół w popłochu zabierali swoje swoje psy. Na szczęście po kastracji przestał w ogóle prawie zwracać uwagę na inne psy, a nawet łaskawie daje się obwąchać :D

Posted

dzisiaj popoludniu poslzismy do parku
nie robie tego zbyt czesto(mamy swoje ulubione polany blisko domu gdzie znamy wszystkich i nas tez znaja ) wlasnie z obawy na inne psy ale dzis piekna pogoda wiec postanowilam isc
moja suka latala spuszczona za patykiem wszystko fajnie, ale widzac psy zapinalam ja poniewaz reaguje agresja prawie na wszystkie
szlam juz w strone wyjscia z parku jak widze z naprzeciwka moze 100m przed nami wchodzi do parku dziewczyna na oko 18lat z labem, odrazu spuszcza go a pies radosnie podbiega do wsysztkich mijanych psow i chce sie z nimi bawic
nie mialam jak ich ominac ale postanowilam poczekac ze moze bede miala troche sczescia i oni skreca
ale nie, pies nas zauwazyl
moja suka siedzi przy nodze ale juz warczy
lab podbiega zaczyna sie ...
moja suka sie rzuca, a lab probuje jej oddac!!
zlapalam moja za obroze, tamtego odsuwam noga, ale on dalej chce moja ugryzc, wiec zamachnelam sie i dostal pozradnego kopa, nie widzialam innego wyjscia poneiwaz wlasicelka miala to w d***
dziewczyna z 20m dalej krzyczy do mnie ze jej psa kopie!!
i mowi ze jej sie chcial przywitac
zrobilam jej maly wyklad ze nie kazdy pies ma ochote na zabawe i moglaby swojego agersywnego laba na smyczy trzymac
a ze dziewczyna nie wiele mlodsza ode mnie byla to niezle sie pozarlysmy
jescze chwila i doszlo by do rekoczynow
zlapala psa i poszla, 10m dalej znowu go puscila i lab znowu zaliczal wszystkie pieski w parku pokolei , radosnie je taranujac

i juz wiem ze nigdy wiecej do parku nie pojde

Posted

[quote name='gops']
i juz wiem ze nigdy wiecej do parku nie pojde[/QUOTE]
Współczuję Ci, bo pomyśl, że ona może zacząć odwiedzać także Twoje ulubione polany :diabloti:

Posted

Ja po porannym zlocie szetlandziarzy czuję się po prostu bosko. Nieskrępowana zabawa, szelciakowy jazgot, piłeczki, patyki.....Czasami fajnie odpuścić sobie szkolenie, osiedlowe potyczki i dać się ponieść kompletnej głupawce.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...