Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

E, ja miałam dziś cudowne przeżycie. Bawię się z psem na dość opuszczonej (kończącej się na torach) ścieżce, koło dwóch działek. Rzucałam psu piłkę, bo to jedno z niewielu miejsc, gdzie śnieg nie sięga Frotkowi do uszu. Nagle widzę, że w tą ścieżkę wjeżdża auto. Zdziwiłam się bardzo, no ale nic - chwytam taśmę, biorę psa na bok, każę siadać i czekamy. Przejeżdża auto - i zza niego wypada wielki, czarny pies. Chwyta Frotka, potrząsa nim i biegnie dalej za autem... Ja tylko odruchowo wpadłam między psy, a tamten bał się, że straci z oczu samochód i pobiegł. Z tyłu widziałam, że to pies z poważnymi problemami z tylnymi łapami, kulejący, wyglądał na starego. Frotek nawet nie zareagował, nie warknął, to było tak szybko... W ogóle się tego nie spodziewaliśmy. Potem słyszałam, jak pies szarpie się przez płot z innym, będącym akurat na działce.

Kto mądry puszcza wielkiego, starego, chorego psa, by biegł za autem? Nie wiem, szczyt okrucieństwa, chamstwa czy głupoty? Cóż, kolejny raz ktoś mi zwalił całą pracę z psem.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='rosa']W takim wypadku dobrze mieć aparat żeby foto pstryknąć, albo chociaż komórkę. Tylko musisz szybko biegać bo właściciel może chciec wybić z twojej głowy tego typu pomysły.

To jest moment, człowiek naprawdę wtedy o tym nie myśli. Ja też zawsze mówię, żeby zrobić foto itd, ale to wtedy, gdy widać już z dala psa, ale nie ma gdzie uciec albo gdy człowiek w miarę się tego spodziewa... W sytuacji ataku działa się instynktownie...

Wczoraj miałam jeszcze lepszą sytuację - na ulicy, koło banku i komisariatu, w środku miasta - zza rogu wyszedł nam ast. Fro zrobił wrau!, ja szybko go za obrożę i zawracamy... Okazało się, że ast był bez smyczy. Nie szczeknął, nie warknął, momentalnie przepuścił atak, celując w szyję. Na szczęście Fro zwinny, ast trafił mi w rękę, płytko, miałam bardzo grube rękawiczki, więc nic się nie stało. Odgradzałam go od mojego psa, wrzeszcząc. Po chwili przybiegł właściciel, złapał psa za obrożę, wywalił na środek ulicy i zaczął go kopać w brzuch, w końcu zapiął na smycz i poszedł.
Swoją reakcję pominę, ale zapewne słyszało mnie pół pobliskiego osiedla domków, jeżeli nie całe. Na moje wywrzeszczane pretensje kolo odparł "no sory, jezu!". Nie wiem co mnie bardziej zdenerwowało (użyłabym tu dosadniejszego słowa, ale to publiczne forum), ten atak, czy to, jak ten człowiek traktował swojego psa.

W każdym razie dziś ze spaceru wracałam czerwona ze wstydu, bo Frotek na widok psa dostał szajby, nie mogłam nawet złapać go za obrożę i zawrócić, bo skakał na tylnych nogach. W desperacji próbowałam go choć za skórę złapać i odwrócić łbem do domu, nie dało się. Suki od razu też się podekscytowały, skoro ten wariat tak świruje, to one też, a co. Jezu, ile to człowiek musi się najeść wstydu przez głupotę innych :( Zawsze winiłam siebie, że tak jest, ale co ja mogę, pracuję ile wlezie i cały czas takie coś...

Posted

Skoro posterunek policji obok, to dlaczego nie mozna bylo zglosic od razu?
Skoro pies nie do utrzymania (nie bardzo rozumiem, co oznacza, ze nie mozna bylo go zlapac za obroze, bez smyczy byl?), to po kiego grzyba nakrecac go jeszcze bardziej, wyprowadzajac z sukami, robiac sobie krecia robote - problem z utrzymaniem wszystkich, zagrozenie i zauczanie stada takiego zachowania?

Posted

Nie znałam kolesia, nie znałam psa, złapał go i poszedł - z czym bym poszła na policję? Z psem, któremu nic się nie stało? Myślisz, że ktoś by się przejął? Koleś wziął go na smycz, jak bym udowodniła, że był bez? Pod warunkiem, że by go znaleźli, ale zniknął tak szybko, jak tylko się pojawił.

Karjo, może nie wszystko napisałam. Utrzymałam psa bez problemu, ale nie umiałam go wybić z amoku pt "rzucam się". Szedł na tylnych łapach, trzymałam go na smyczy, nie puszczam psa luzem nigdy. Nie dało się złapać za obrożę, tj. wywijał się tak, że nie umiałam go odwrócić łbem w stronę domu.
Nie wychodzę sama z całą trójką, suki trzymała mama. A nie zawsze mam czas i jestem w stanie wyjść z nimi osobno. "Stado" zwykle tak nie reaguje (odchodzę z Frotkiem jak tylko widzę psa, mama przechodzi z sukami normalnie, ja odwracam uwagę psa). Po tym ataku asta pierwszy raz zareagował aż tak bardzo, wcześniej może i darł mordę, ale nie był aż tak zaślepiony.

Posted

Hmm, jestem zwolennikiem zglaszania takich zajsc, bo tylko to potrafi otworzyc niektorym oczki ;).
Skoro pies rusza w takim amoku, to jak rozumiem idiotyczna sytuacje w Polsce, gdzie bezkarnych podbiegaczy i bezmyslnych wlascicieli jest masa, tak moze czas na sensowne szkolenie ? Bo nie powinno byc tak, ze nie kontrolujesz psa, jego reakcji na sam widok innego zwierzecia.
I nie sadze, by zabawa w "pozytywne" oduczanie cokolwiek dala...

Posted

karjo2 napisał(a):
Hmm, jestem zwolennikiem zglaszania takich zajsc, bo tylko to potrafi otworzyc niektorym oczki ;).
Skoro pies rusza w takim amoku, to jak rozumiem idiotyczna sytuacje w Polsce, gdzie bezkarnych podbiegaczy i bezmyslnych wlascicieli jest masa, tak moze czas na sensowne szkolenie ? Bo nie powinno byc tak, ze nie kontrolujesz psa, jego reakcji na sam widok innego zwierzecia.
I nie sadze, by zabawa w "pozytywne" oduczanie cokolwiek dala...


Tak, ja też uważam, że należy zgłaszać - tylko, że nie miałam co zgłosić. Że piesek był bez smyczy? A to mało piesków bez smyczy lata? Pogryzł? No ale pani pies niepogryziony, cały i zdrowy, więc o co chodzi? I tak dalej. Gdybym to nagrała albo chociaż znała kolesia, to od razu bym leciała. Chociaż u nas to nic nie daje, koleś ma tu amstafa, który pogryzł 4 psy i nic... Pies raz na czas ucieknie, gryzie, potem znów jak tępa maszynka chodzi na kolcach (zachowuje się jak automat wtedy, a bez smyczy - rzuca się na cokolwiek, co się rusza) i tyle...

Sensowne szkolenie będzie, jak tylko znajdę w okolicy kogoś, kto się na tym zna - a niestety w opolskim naprawdę mało takich osób. Głównie geniusze w stylu "jedz przed psem i szarpnij jak warczy" albo totalnie pozytywni, dla których szarpnięcie to już koniec świata i zarwanie poczucia bezpieczeństwa psa (a z doświadczenia wiem, że akurat u mojego wariata próby pozytywnego załatwienia sprawy są jak przyzwolenie na atak). Ja już raz z nim wypracowałam ignorowanie innych psów... Potem był atak trzech kundli, zawalił mi wszystko. Bawiłam się od nowa, było już o niebo lepiej - do wczoraj. Obawiam się, że żaden szkoleniowiec tutaj nie poradzi mi nic nowego, bo wypracowanie tego to kwestia ciągłej pracy i cierpliwości, która (jak sprawdziłam) daje efekty. Tylko że efekty nie zdążą się nigdy utrwalić... Oczywiście, mimo to szukam jakiegoś specjalisty, na miarę moich finansów i możliwości (studentka+brak auta = spore ograniczenia). Pisałam też na forum pozytywnym, to dostałam rady opisujące dokładnie to, co robię. Znów mnie czeka praca nad Frotkiem i tyle... W nim jest to dobre, że nie rzuca się, żeby pogryźć, tylko żeby odstraszyć. Wiele hałasu i mało treści. Wstyd straszny, ale przy tym nie jest to niebezpieczne..

Posted

A moze jednak warto sie wybrac na dwa, trzy zajecia do dobrego szkoleniowca, by pokazal jak ustawic psa? Odezwij sie do An1a, Juliusz(ka), one maja sporo doswiadczenia z takimi zachowaniami, moga kogos sensownego polecic.
Co do sytuacji z amstafowatym, sam widok zgloszenia na policje daje czesto efekty, podobnie jak z tym, kogo znacie - do bolu SM i policja, pogryzienie psa to jedno, zagrozenie czlowieka idacego z psem, to troche inaczej sie kwalifikuje.

Posted

Fakt, tyle, że kolo tak szybko się zmył, że by tego zgłoszenia nie zobaczył ;)

Chcę tak zrobić. Tylko tak jak pisałam, moim głównym ograniczeniem jest miejsce zamieszkania. To musiało by być opolskie, a tu nikogo stąd nie ma, żeby mi doradzić... Wymienione przez Ciebie osoby znam z wątku o agresji ;) Na poważnie za to wezmę się dopiero po sesji, bo teraz cierpię na chroniczny brak czasu, ale na pewno nie zostawię tego tak o, bez niczego.

Posted

Ja miałam kiedfyś taka sytuację;


szłam z moją przyjaciółką z psami
[ ona ze swoim, ja ze swoim]
obydwoje byli na zapięci na smyczy.
Szła jakaś pani z dogiem niemieckim i poszła w dół lasu,
my też tam poszłyśmy, bo chciałyśmy iść na łąke koło kościoła, a tamtędy była najszybsza droga.
no i poszłyśmy za ta panią, swobodnie rozmawiając i nagle pani odeszła troche na bok i trzymała mocno psa [ drobna to była kobitka, a dog niemiecki no wiadomo najmneijszy nie jest :)]
starałyśmy przejść szybciej, bo piesek wyraźnie się burzył. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie reakcja tej pani.

' specjalnie za mną poszłyście, wiedziałyście , że on jest agresywny, zaraz go spuszcze, to zobaczycie, pozagryza was, bedziecie miały!'

spojrzałam na nią zdziwiona i mówię

' nie zrobiłyśmy tego specjalnie, psy mamy na smyczy, zaraz znikamy'

a ta swoje
'pozabijam wam te kundle ***** '

na ogół nie dam sobie w kasze dmuchać, ale ta pani tak mnie zdziwiła i jej reakcja [ do 13 letnich dziewczynek przeklinac, grozić i wygrażać rękami.. o.o ]

odeszłyśmy czym prędzej, no i po wszystkim ..

grr

Posted

Sallcia napisał(a):
ale ta pani tak mnie zdziwiła i jej reakcja [ do 13 letnich dziewczynek przeklinac, grozić i wygrażać rękami.. o.o ]

Pomijając kontekst, to krzyk i wymachiwanie rękami, gdy ma się faktycznie agresywnego psa na smyczy, jest najgłupszym, co można zrobić... no chyba, że chce się podkręcić emocje do maksimum i sprowokować własne zwierzę do ataku.

  • 2 weeks later...
Posted

Opisałam już pewną sytuację na innym wątku, ale wkleję również tutaj:

Poczytując historie wypełniające wątek "Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy..." cieszyłam się, że mnie i moim psom (aktualnie mam drugiego psiaka, pierwszy za TM) bardzo rzadko zdarzają się ciężkie momenty we współżyciu z innymi właścicielami czworonogów...
Otóż niestety w ostatnią sobotę musiałam te odczucia szybko zweryfikować.
Była wczesna godzina ranna, co koło 7.40. Wyszliśmy z Sajanem na spacer, zabrałam wyrzutnię, piłeczki, żeby go wybiegać. Przeszliśmy przez park na pola. W drodze powrotnej postanowiłam, że zrobimy również kółko przez park. O takiej porze i w taką pogodę w parku zero ruchu, poza psiarzami właśnie. Sajan szedł spuszczony, już wymęczony aportowaniem piłeczki. Widziałam z daleka, że idzie ktoś z psem, więc zapięłam Sajka na smycz, żeby przejść spokojnie. Przez zalegający śnieg nie było możliwości odejść na bezpieczną odległość...
Pies podbiegł do nas, oczywiście facet nawet palcem nie kiwnął.
Sajan dostał komendę "stój", tamten cały naprężony, futro na grzbiecie nastroszone, ogon napięty, uniesiony w górę, głowa opuszczona - nikt mi nie powie, że pies idzie w przyjaznych zamiarach. Pan nadal niestety nie zwracał na psa uwagi - podziwiał piękno przyrody chyba...
Pies podszedł i rzucił się na mojego, ale tak, że mnie przewrócił (był jakimś mixem amstafopodobnego z boxerem), więc leżę na śniegu, a nade mną stoi agresywne psisko, nie byłam pewna, czy z zamiarem rzucenia się ponownie na mojego psa, czy może na mnie?, drę się do kolesia, żeby zabierał psa, a on wolnym kroczkiem jakby nigdy nic się nie stało do nas zmierza...
Kiedy już łaskawie zapiął psa, zezwałam go tak, jak mu się należało, że ma psa na smyczy prowadzić i w kagańcu, skoro agresywny, bo to już druga taka sytuacja (jakieś 3 mce temu udało mi się skurczybyka pogonić).
Ale zgadnijcie, co koleś wymyślił...
Że:
1. Zasłaniałam się psem... Nie skomentuję, bo to żałosne
2. Albo że swojego psa biję... również brak komentarza...
3. I że powinnam psa puścić i odejść, pozwalając psom załatwić to między sobą... Żałość

Do domu wróciłam tak roztrzęsiona, że lepiej nie mówić.
I pytam, co ma zrobić nie daj Boże takie 15-letnie dziecko w sytuacji, jak wyżej?
Sama leżałam jak kłoda na śniegu, obserwowana przez gotowego do ataku psa (nieważne, czy chcącego zaatakować mnie, czy mojego psa), bojąc się wykonać jakikolwiek ruch...

Gaz pieprzowy raczej by tu nie zdał egzaminu...

Posted

Ja się wczoraj wkurzyłam, jak byłam na spacerze z dzieckiem i psem w nowym miejscu - pojechaliśmy odwiedzić dogomaniacka znajomą z Rybnika ;). Ponieważ okolicznych psiaków nie znałam, to na widok każdego wypytywalam się co to za pies [czy agresywny itp]. Wkurzyłam się w momencie jak jeden pies podbiegł do mojego dziecka [2,5 roczku] i je przewrócił! Właściciele nie zareagowali na to, a ja w pierwszej chwili nawet nie miałam jak podejść do leżącego Smoka - musiałam trzymać Birmę, bo młoda mogła by pogryźć tamtą sukę [Birma niecierpi labradoropodobnych psów]...
Na szczeście po za tym spacer był dość miły

Posted

[quote name='rosa']Po takiej reakcji faceta trzeba było puścić psa i sprzedać mu kopa w wiadome miejsce. I jeszcze powiedzieć, że jako odpowiedzialna właścicielka masz obowiązek bronić swojego psa przed debilami niezależnie od tego jakiego gatunku by byli. ;)
A tak poważnie to jeśli widzisz z oddali agresywnego psa to poproś właściciela, żeby go zabrał ewenyualnie możesz dodać że twój pies jest chory . Jeżeli brak reakcji powiedz że zaraz zadzwonisz na SM jeżeli nadal brak reakcji wyciągasz tel. lub coś co go przypomina robisz fotę lub udajesz że robisz i dzwonisz pod właściwy numer.[/QUOTE]

Rosa, ja to wszystko wiem... Niestety facet był na tyle bezczelny, że nie reagował na prośby, potem żądania zabrania psa.:angryy:
A jeśli chodzi o telefon do SM, teraz po fakcie wiem, że powinnam zadzwonić, ale byłam w takich nerwach, że nie myślałam o tym...

Posted

ja po kilku pogryzieniach mojej suki jak ide na spacer to w pelni przygotowana
dlawik w kieszeni , jakby co to rzucam czy tez bije psa atakujacego
szeroka 3cm obroza na mojej suce najlepiej z kolcami jakby jakis chcial ja zagryzc
na nogach porzadne adidasy zeby kopac w miare potrzeby
gaz pieprzowy w kieszeni i sol na wszelki wypadek
sporo osob sie ze mnie smieje , ale niestety przez moje doswiadczenia nie zmienie tego
nie pozwole zeby mojej suce znowu sie cos stalo , wystraczajaco sie wycierpiala przez nieodpowiedzialnych wlascieili
gdybym wtedy miala takie uzbrojenie moja suka nie byla by szyta, nie dostala by kroplowek i wogole nie dowioedzila by weta i nie cierpiala no i nie byla by taka agresywan jak jest teraz
planowalam kupic pistolet na kulki ale chyba juz przesadzam
jak narazie dzieki tym wszystkim rzecza udalo nam sie uniknac pogryzienia powaznego 3 razy !
tak wiec dziala ;)

Posted

czytam te Wasze historie i aż mam ciarki..
nie wyobrażam sobie co mogłabym zrobić gdybym była w takiej sytuacji jak Czekunia.
Przecież nie spuszczę swojego 4 kg psa, żeby sam się bronił, prędzej tamten by go chyba zjadł.
a na moim osiedlu często spotyka się luzem biegające pieski bez niczyjej opieki, właściwie to prawie codziennie takie spotykam.. większość już znam, ale przykladowo, sytuacja sprzed kilku dni:
Wracałyśmy wieczorem z 2 kol. do mnie do domu i na sąsiedniej drodze, którą musiałyśmy przejść, zobaczyłyśmy jakiegoś dużego, czarnego psa, który siedział na środku drogi (to takie wioskowate osiedle, na tej ulicy rzadko jeżdzą samochody). Wolałyśmy uniknąć spotkania, więc poszłyśmy skrótem. Byłyśmy już prawie na mojej ulicy, kiedy wyskoczył na nas inny pies, wyglądem podobny do widzianego wcześniej. Stanął przed nami i zaczął szczekać, my silnie przestraszone w tył zwrot i spokojnie się wycofujemy. Zdecydowałyśmy przejść koło tego siedzącego na ulicy, ten na szczęście nie zwrócił na nas większej uwagi. Jestem na 10000% pewna, że gdybym wtedy była ze swoim psem, żaden z nich by nas nie zignorował, a każdy z nich był co najmniej 10 razy większy od mojego psa.. i jak ja mam się nie bać? do tej pory nic z tym nie robiliśmy, ale chyba naprawdę trzeba będzie dzwonić na straż miejską, bo tu chyba panuje jakieś dziwne przekonanie, że z psem nie trzeba wychodzić, tylko wystarczy otworzyć bramę i niech piesek sam się wyprowadzi..

Posted

Niestety, tak jest, że jak naszego psa jakiś zaatakuje, to nasz zaczyna się też denerwować na widok psów, więc prowokuje do jeszcze większej ilości ataków, a po kolejnej liczbie zaczyna być naprawdę agresywny, co dalej prowokuje do ataków itd... To błędne koło i ciężko z niego wyjść. Do mojej 11kg suki podbiegła ostatnio inna suka - zaopatrzona w solidny, metalowy kaganiec, na oko 30-40 kg. Właściciel rozmawiał przez telefon, potem poszedł do sklepu... A suka postanowiła moją postraszyć i łaziła za nią nastroszona jak kogut, sztywna, Luka tylko ogon pod siebie, a ja ją próbowałam jak najspokojniej odgrodzić od wrogiej suki. Podbiegała do nas kilka razy, za każdym razem na tyle daleko od właściciela, że nie mogłam mu nic wypomnieć, a jakbym się zaczęła drzeć to mogłabym sprowokować jatkę... No i co z tego, że pies miał kaganiec? Równie dobrze mogła Lukę tym kagańcem zabić. A gdybym była z Frotkiem to byłaby jatka totalna, na całego - suka wyraźnie szukała z nudów zaczepki, Luka próbowała pojednawczo merdać ogonem, ale tamta nic, cała jej postawa wyrażała groźbę...

Posted

[quote name='zmierzchnica']Niestety, tak jest, że jak naszego psa jakiś zaatakuje, to nasz zaczyna się też denerwować na widok psów, więc prowokuje do jeszcze większej ilości ataków, a po kolejnej liczbie zaczyna być naprawdę agresywny, co dalej prowokuje do ataków itd... To błędne koło i ciężko z niego wyjśale tamta nic,QUOTE]
dokladnie
teraz moja suka to agresor ,ale zawsze jest pod konrola
robie wszystko zeby nie stanowila zadnego zagrozenia
np moze komus pomoge przy okazji :), taka zwykla wizyta u weterynarza , niestey najczesciej kolejki , oczywiscie inne psy , wiec zeby poradzic sobie z ciagle rzucajaca sie moja suka zakladam pod kaganiec kantarek , i calkowicie panuje nad jej glowa , nie moze nawet w zadnego psa kagacem uderzac wtedy, polecam ten sposob
mi sie wydaje ze psy po kilku pogryzieniach jak np moja sa agresywne bo chca sie bronic , wkoncu najlepsza obrona jest atak

Posted

Szłam chodnikiem - zwały śniegu z chodników uczyniły wąskie ścieżki - z dużym, ale bardzo łagodnym psem. Miejscowe podbiegacze już mnie znają z widzenia :diabloti: więc jak warknę "poszet!", to w większości grzecznie zmieniają trajektorię lotu, ale idę i widzę, że na środku chodnika siedzi coś średniego, kudłatego i bardzo napalonego na konfrontację z moim psem.

Pies swobodnie przy lewej nodze, skoncentrowany na mnie, bo mnie kocha :loveu: a kudłaty zjeżony i z zębami na wierzchu, cały spięty, już czeka. Dla świętego spokoju gdzieś bym skręciła, ale nie było gdzie, hałdy śniegu, na jezdnię przecież nie wyjdę, samochód za samochodem. Musiałam minąć. Mój po lewej, tamten po prawej. Rzucił się. I oberwał torbą ekologiczną z zakupami. Nawet nie mocno, ale skowyt był na pół dzielnicy.

I wtedy za moimi plecami, z balkonu w bloku (3-4 piętro) rozległ się wrzask osobnika płci żeńskiej: ty k*** ty taka a owaka pier*** dziwko, jeba****na szmato *******o**** suko dziwko !!!@##$$$%^&*** itd. itp. jeszcze raz go ruszysz to.... (i tu cała opowieść, jak to ona nie wezwie policji, straży miejskiej, a jej mąż nie zejdzie na dół i mi nie nastuka). Oglądam się z zamiarem wejścia w polemikę :diabloti: ale balkony puste, okna pozamykane... eh, nie dają człowiekowi szansy edukować.

Posted

[quote name='gops']mi sie wydaje ze psy po kilku pogryzieniach jak np moja sa agresywne bo chca sie bronic , wkoncu najlepsza obrona jest atak[/QUOTE]

A to jest dla mnie wielką tajemnicą, bo mój pierwszy pies rzeczywiście mniej więcej po pierwszym pogryzieniu zaczął reagować agresywnie na wszelkie czworonogi, ale już mój obecny psiak jest zaprzeczeniem tej reguły. To dogomaniacki pies, który trafił do mnie po ciężkim pogryzieniu w przytulisku, wcześniej był już tam poszarpany parę razy. Podczas pobytu u nas jakiś czas temu za sprawą historii idealnie pasującej do tego działu przeżył kolejny atak spowodowany dosyć typowym zestawem "nieodpowiedzialny właściciel + amstaff". Pomyślałam, że teraz to już musi się mojemu psisku w główce przestawić :roll: A tu miła niespodzianka - nic. Nadal pięknie toleruje wszystko co się rusza i nadal kocha bullowate (chociaż to jest akurat u niego samobójcza miłość, bo jest mały, nie najmłodszy i delikatny, ale za to jaki kochany ;)).
Tak więc nie wiem, czy te "traumy" to po części nie wina właścicieli, ich zachowania podczas i po ataku, a także później na widok kolejnego, potencjalnie zagrażającego psa. Myślę, że psy wyczuwają po prostu nasz strach lub zaniepokojenie.

Posted

[quote name='Greven']Szłam chodnikiem - zwały śniegu z chodników uczyniły wąskie ścieżki - z dużym, ale bardzo łagodnym psem. Miejscowe podbiegacze już mnie znają z widzenia :diabloti: więc jak warknę "poszet!", to w większości grzecznie zmieniają trajektorię lotu, ale idę i widzę, że na środku chodnika siedzi coś średniego, kudłatego i bardzo napalonego na konfrontację z moim psem.

Pies swobodnie przy lewej nodze, skoncentrowany na mnie, bo mnie kocha :loveu: a kudłaty zjeżony i z zębami na wierzchu, cały spięty, już czeka. Dla świętego spokoju gdzieś bym skręciła, ale nie było gdzie, hałdy śniegu, na jezdnię przecież nie wyjdę, samochód za samochodem. Musiałam minąć. Mój po lewej, tamten po prawej. Rzucił się. I oberwał torbą ekologiczną z zakupami. Nawet nie mocno, ale skowyt był na pół dzielnicy.

I wtedy za moimi plecami, z balkonu w bloku (3-4 piętro) rozległ się wrzask osobnika płci żeńskiej: ty k*** ty taka a owaka pier*** dziwko, jeba****na szmato *******o**** suko dziwko !!!@##$$$%^&*** itd. itp. jeszcze raz go ruszysz to.... (i tu cała opowieść, jak to ona nie wezwie policji, straży miejskiej, a jej mąż nie zejdzie na dół i mi nie nastuka). Oglądam się z zamiarem wejścia w polemikę :diabloti: ale balkony puste, okna pozamykane... eh, nie dają człowiekowi szansy edukować.[/QUOTE]
hahah ;D
tacy cwani ze nie chcieli sie ujawniac gdzie mieszkaja

ja wlasnie raz mialam taka sytuacje ale byl to tzw pimpek siegajacy moze do lydki
odepchnelam go noga jak chcial zjesc moja suke (nie kopnelam! tylko lekko odepchnelam) a z okna nawyzywala mnie jakas babka , oczywiscie schowala sie i nie zdazylam zobaczyc gdzie mieszka
przywiazalm moja suke zlapalam malego pieska i zadzwonil na sm ;D
przyjechali ,popytali sasiadow czyj to pies i pani dostala mandat za psa luzem biegajacego
teraz pies zawsze jest z wlascielka, rowniez bez smyczy ale chociaz z wlascielem :)

Posted

Ja mialam ostatnio przygode niemiłą z moim Bingasem ,a mianowicie wyszłam z nim i moj tam sobie coś wącha spokojnie a tu nagle z daleka słysze szczekanie odwaracam sie i patrze a to leci mala suka z klatki obok (mix z pudlem ? homo nie wiadomo) i zamiast zatrzymac sie czy cos to od razu w szyje sie wgryza a raczej próbuje. Mój szybko się ogarnął złapał tą za kark i rzucił w strone właścicielki i go odciągnełam.A ze to nie pierwsza przygoda z tą luźnie puszczoną suką (to był 6 raz) i oczywiście była właścicielka niedaleko i nic nie zrobila po za cichym przywolanie ''terry terry nno chodź'':angryy: wygarnałam tej dziewczynie jak to prowadzi bez kaganica i smyczy. postanowilam sobie ze nie bede mojemu juz wiecej kubelka zakladac to moze inni sie opamietają nie beda agresywnych psów puszczac:roll: bo ja nad swoim umiem zapanowac ale w tej sytuacji z ''malym'' opuźnieniem to zrobilam by na przyszlosc ten pies mial smycz przynajmniej:angryy: głupota ludzka nie zna granic ,bo przez takie niedojdy deikatnie mowiąc mam dalej problemy z moim psiurem (z jego lękiem do innych psów i kotów):roll:

Posted

Widze nie tylko ja mam jakies halo z wlasciecielami innych psow;/ moja niunka nie cierpi boksero i haskow ( chociaz w 1/4 jest haskiem ) cos jej sie ubzduralo i jak widzi boksera a to najczesciej sie zdaza to zaraz drze pape na boksia. Ja juz sie wyczulilam na jej reakacje i wiem do ktorych psow moge podejsc a od ktorych odchodzic. Ale na dzielnicy mam takiego " fajnego" pana z bokserka ze szkoda slow:mad:.. Ja swojej nigdy nie puszczam ze smyczy chyba ze wiem ze nikogo na podworku nie ma, a na ulicy zawsze na smyczy. Niestety ten pan niedosc ze psa ma bez smyczy to i bez kaganca, a dobrze wie ze moja z tamta sie nie nawidza. Nie raz mu mowilam bierz pan tego psa bo sie nie cierpia, a on no przeciez sie lubia... Jezu takiego to tylko:snipersm: mozna trabic i trabic do niego, ktoregos dnia dojdzie wkoncu do nieszczescia jak jej nie zdazy zlapac:angryy:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...