Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Skoro mówicie o reagowaniu, bądź też niereagowaniu, miałam nieco inną historię jakiś 2 lata temu.
Szłam sobie, jako 16 latka z psami na dużą łąkę. Specjalnie zaplanowałam tę 'wyprawę', gdyż w pobliżu takich pięknych miejsc nie mam. Doszliśmy na miejsce, psy biegały, lato, ja i ludzie na ławkach, spacerujący, biegający, itd. W pewnej chwili usłyszałam pisk zwierzęcia. Pisków było coraz więcej, w większym nasileniu, nie ustępowały. Rozglądałam się przerażona i dorwałam wzrokiem faceta, który katował szczeniaczka... Psiak miał może niecałe 2 miesiące, był maleńki, kudłaty, 'prowadzony' na smyczy automatycznej. Ten psychopata kopał go, podrzucał, kręcił w powietrzu, bił, ciągnął jak szalony. Pies cierpiał ogromnie... Wydarłam się na tego idiotę z zapytaniem 'co robi temu zwierzęciu, że ono też czuje, itp, itd' Facet odezwał się tylko jednym zdaniem: 'g*wno cię to obchodzi!' Oczywiście ludzie na ławkach, w pobliżu zero reakcji!!! NORMALKA W NASZYM SPOŁECZEŃSTWIE! Bałam się człowieka ogromnie. Facet duży, wkurzony. Ja mała, bezradna, moje małe dwa psiaki, wielka łąka i zero ludzi, którzy by współpracować mieli ochotę... Nie czekając ni chwili zadzwoniłam po znajomych sąsiadów (dogomaniaków). Przyjechał w mig sąsiad, jednak facet uciekł z psem... Długo szukaliśmy zwłok malucha w trawie. Byłam pewna, że maluch połamany, albo nieżywy będzie gdzieś leżał. Nie znaleźliśmy. Wypytywaliśmy ludzi, biegaliśmy po osiedlu, jeździliśmy. NIC. Wezwaliśmy policję. Policja o dziwo zajęła się sprawą. Przyjechali. Opisałam im wygląd gościa. Nawet rysopis próbowałam sporządzić. Niestety ślad zaginął. Na drugi dzień z rana również poszukiwania trwały. (NIE ODPUSZCZĘ PSYCHOPACIE!). UDAŁO SIĘ! Facet poznał mnie, jak siedziałam w samochodzie, ja jego także, bez wahania. Zaczął głaskać szczeniaczka, udając idiotę! Okazało się, że jeszcze jedna osoba była świadkiem, jak facet wyżywał się na psiaku. Jednak bała się cokolwiek z tym zrobić... ;[ Objechaliśmy blok i facet zniknął. Zerkałam na dziesiątki okien i szczególną moją uwagę zwróciły żółte rolety. Okazało się, że się nie mylę. Facet tam przebywał. Policja go dorwała. Okazało się, że pies jest jego dziewczyny, która o niczym nie wie. Sąsiedzi mieli nakaz obserwowania faceta. Tyle w całej sprawie. Byłam gotowa zgłosić sprawę do sądu. Jednak z rodzicami i sąsiadami doszliśmy do wnisku, że to nie ma sensu. Za wszelką cenę chciałam odkupić szczeniaka. Tylko na tym mi zależało, żeby go odebrać. Niestety nie udało się. Jestem ogromnie wściekła, że nie mogłam zrobić nic więcej. Dziś mam tylko nadzieję, że pies żyje, ma się dobrze, że facet nie ma kontaktu z nim. A na tę łąkę do teraz nie mogę spojrzeć...
KOSZMAR PRZEPOTWORNY! Bezradność, brak pomocy ze strony wyluzowanych, szczęśliwych, radosnych ludzi na ławce... Grrr... Na samą myśl mi się gotuje.
Nikomu nie życzę takiego widoku. Jak ten psiak krzyczał z przerażenia, z bólu... Nigdy tego nie zapomnę... ;(

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Niestety takich ludzi jest masę...
Parę lat temu, za bajtla, koleżance urodziły się szczniaki, nie dopilnowali ludzie suczki.
Szukałyśmy młodym dobrych domków, i większość ma się do teraz dobrze b mieszkają w pobliżu, a jednego musiałyśmy odbierać siłą... w sumie to go ukradłyśmy. Pies był bity kablem, kopany wrzeszczano na niego...Policja w tej sprawie nie zrobiła nic, SM też nic...w końcu porwałyśmy małego z pod sklepu...właściciele nawet słówkiem nie pisnęli że pies się stracił i że mieszka z powrotem u owej dziewczynki. To było już jakie 9 lat temu mialam wtedy 11 lat :P
Ale nikt nam nie chciał pomoc a pies chodził obolały i w strupkach :/
Teraz jest juz troche sendziwy ale radosny...nadal nei nawidzi męzczyzn, obszczekuje obwarkuje, grozi strasznie. Kobiety za to uwielbia :)
2 lata temu na pierwszym stawie u nas znalazłam utopione 3 szczenięta, w zeszłym roku dwa uratowałam które miały być utopione...
Jedna wielka masakra :/

Posted

U nas jest taki staw, głębokość 11 metrów, taki sztuczny zbiornik jeszcze dla straży pożarnej. Teraz juz go nie czyszczą, ale ciąglę ktoś tam coś topił . ... Tylko worki wypływały, jeden pijany burak , chciał utopić tam szczeniaki jeg o 'wilczura' (ok. 10 lat temu. Babcia opowiadała) wrzucił szczenięta (:angryy: ) potknał sie o fundamenty i sam sie utopił. Nikt go jakoś nie opłakiwał. i DZIĘKI CI BOŻE! od tego czasu takich sytuacji jest coraz mniej. Ale kiedys na brzeg wypłynęła czaszka konia .... ... :| Z całego serca chciałabym, żeby tacy ludzie pozdychali.

Posted

Powiedzcie mi, jak to jest, że śnieg wyzwala w ludziach głupotę, idiotyzm, totalną bezmyślność i brak jakiegokolwiek przewidywania?
Dwa spacery, najpierw z Fro, potem z sukami.
Pierwszy - idę sobie na spacer ULICAMI, żeby nie napatoczyć się na dzieci na sankach, psy bawiące się na śniegu luzem i tak dalej. Oczywiście, tak dobrze to nie jest - ulice oblodzone, mijam dwóch rozmawiających ze sobą kolesi, idę dalej... I nagle od tyłu na tyłek Frotka napada rozbawiona weimarka. Frotek oczywiście dostaje szału, wrzeszczy panicznie, suka nic, pcha mu się pod pysk dalej. Nie mogłam nic zrobić, trzymałam go tylko mocno i czekałam, aż weimar kapnie się, że Fro NIE chce się bawić. Koleś (ten, co go mijałam) mnie przeprosił, bo nie zauważył, no spoko - ale kto puszcza psa młodego, nieodwoływalnego LUZEM na oblodzonych, uczęszczanych ulicach? Skoro ta suka w ogóle nie myśli i leci na oślep, to byłaby sekunda, żeby zabiło ją auto.
Ten sam spacer, już wściekła wracam pędem do domu... I co? Suczka z cieczką, pcha się koniecznie Frotkowi pod nos. Frotka nie obchodzi cieczka, nie obchodzi suczka, warczy dziko, żeby spadała, czego suczka oczywiście nie rozumie. Szła w stronę naszego domu, więc musiałam ją jakoś minąć z wściekłym psem. Oczywiście przy tym mijałam ludzi, więc musiałam się najeść wstydu, że mam tak durnego psa.
Drugi spacer z sukami - schodzę schodami z niebezpiecznego wiaduktu, za mną babka z wózkiem. W połowie schodów zauważam, że z pobliskich krzaków wychodzi... Babcia z CAO na flexi i rottką luzem (psy te same co denerwowały się kiedyś na Frotka, ale były z facetem wcześniej). W panice każę sukom usiąść, wpycham im szynkę do pyska, modlę się, żeby nie puściły im nerwy. CAO się zdenerwowała. Babcia wrzeszczy "Rozaaa ksenaaa rozaaa ksenaa, chodź no chodź!", szarpie suką, suka jeszcze bardziej się denerwuje, rottka rusza w naszą stronę, babcia znowu wrzeszczy, rottka zawraca, CAO się denerwuje, babka ślizga się po oblodzonej drodze... Trwało to z 10 minut, zanim babka minęła nas i zawróciła do domu, nic się nie stało chyba tylko dzięki temu, że zasłoniłam sobą swoje suki, a one nawet się nie poruszyły z pozycji siedzącej. W życiu się nie najadłam tyle strachu, a przez babkę z wózkiem z tyłu nie mogłam nawet zawrócić. Nie wiem, co w tą kobietę wstąpiło, że wyszła z takimi psami, bez panowania nad nimi, na ulicę (!), przecież to zwyczajnie nienormalne i nielogiczne...
No i na domiar złego, już nie psie chamstwo, ale ludzka głupota - wyszłam na oblodzoną, dziurawą drogę za miastem z nadzieją, że tam będzie spokój. Przeszłyśmy się z sukami wzdłuż niej, wracamy - i widzę auto stoi. Mijamy je... A z tyłu koleś wiąże do auta sanki, jego (na oko 7-8 letnie) dzieci ubrane w kombinezony się przepychają, które pierwsze jedzie czy coś. Zatkało mnie. Koleś zauważył, że się "bezczelnie" gapię i przerwał wiązanie sanek, minęłam ich, odwracam się - widzę, że stoi na środku drogi i patrzy jak odchodzę, po czym wrócił do wiązania ich... Dodam, że droga jak diabli niebezpieczna, oblodzona, auta tam pędzą jak szalone, bo to za miastem... Nie wiem, nie lubi swoich dzieci, czy co?

Wybaczcie wypracowanie, ale musiałam się wyżalić. Wyszłam z domu z nastawieniem, że nie mogę się denerwować, że nie ma sensu się wściekać na świry Frotka, że trzeba z dystansem itd. A skończyło się na tym, że musiałam bać się o życie innych psów, o życie swoich psów, i jeszcze - o życie czyichś dzieci. Paranoja!

Posted

Nie wiem co śnieg wyzwala w ludziach, ale wiem, że idiotów nie brakuje. Na szczęście, pomna wielu ciekawych doświadczeń, do parku wzięłam tylko Baaja. Kilkakrotnie zaczepiały nas różne psy, tylko jeden został zapięty na smycz i minął nas jak przykazało. Coś w typie jamnika zwiedzało park samopas, bo właściciele na górce i sankach, ale jak się wydarłam Fe, co przy okazji hamuje też mojego cudaka, pies spasował. Chyba się mnie wystraszył, ale mam to gdzieś. Jednej pani udało się od nas odwołać swojego psa luzem i pełen podziw dla niej za to - nawet mi nie przeszkadzało, że darł japę z daleka, ale ważne, że nie podszedł. Moja w tym głowa, żeby Baaj na takie występy wokalne nie reagował, ale to, co zobaczyłam pod blokiem kompletnie - TOTALNIE - mnie zabiło. Idą dwie panie z małymi pieskami, przecinają nam drogę, więc sadzam Baaja i czekam. Jedna bierze swojego na ręce, drugą holuje 5 kilo psa. Pies ciągnął póki przed przejściem nie dostał kopa, ale uznałam, że mógł to być przypadek. Też mi się zdarza potknąć szczególnie o Celara, więc tylko obserwowałam. Panie przeszły przez ulicę, ja poczekałam jeszcze aż przez chodnik przejdzie inna kobieta z psem na flexi. Cały czas widzę, że mały, czarny kundelek jest szarpany i mam burzę mózgu - jak podejść, żeby Baaj nie zrobił harmidru - on nie znosi agresji. Baaj patrzy na mnie, widać, że zaczyna wyczuwać, ze coś jest ze mną nie tak, więc daje mu jeszcze kilka komend i nagle słyszę skowyt - mały piesek kuleje, a laska go wlecze. Zamurowało mnie, przeprowadzam Baaja przez jezdnię i patrzę. Serce mi się wyrywa, ale wiem, że Baaj przestraszy pieska. I tu wkracza pani z psem na flexi - widzę, że nagle zawraca, więc każę B. warować. Podchodzi do panienek, bo oczywiście koleżanka nic nie widzi złego w znęcaniu się nad psem! Słyszę, że pani każe się małolacie leczyć, że jak nie umie się zająć psem, to niech go komuś odda - zerkam na swojego, skupiony, zmęczony łażeniem w śniegu po pas, bieganiem też, więc trochę mogę zrobić - klaszczę i krzyczę, że brawo dla tej pani, że dziękuję jej za to, że zrobiła, bo mentalną gównażerię należy wychowywać i odeszłam. Jedno mnie martwi - co ten mały pies przeżywa w domu.

A na deser sytuacja ze spaceru z Celarem i Bezą szetlandką. Idziemy sobie spokojnie chodnikiem. Postanowiłam popracować nad mijaniem psów, bo Celar każdego chciałby obejrzeć i powąchać - mijamy panie z luzem puszczonymi psami - obok ulica. Psy lecą do nas, Beza "kasuje" spaniela, bo to jej Celar, Celar zawisa mi czterema łapami na łydce - nie, nie ze strachu. W dłoni mam smakołyk, a on ma taki tryb, że koniecznie musi mi udowodnić, że zasłużył na niego, więc skoro psy wlazły mu na pupę tak, że nie mógł iść, wskoczył mi na stopę... Panie się śmieją, obok jadą samochody, a ja zastanawiam się, czy bardzo smutno by mi było, gdyby słodkie stadko wbiegło już na jezdnię i dało mi spokój. Mijanie z cane corso nie skomentuję - pies na smyczy w kolczatce, ale właściciel pozwala psu na "namierzenie" nie daje sygnałów, nie robi nic, żeby złapać z psem kontakt oprócz nieszczęsnego napięcia smyczy, ale przechodzimy bezpieczni, bo ani Beza, ani Celar nie reagują na zachowanie - pięknego skądinąd - psa.

Posted

Eh współczuję Wam tych historii. Ja wczoraj wieczorem wyszłam na spacer tylko z Sarą. Biegała, ćwiczyliśmy, bawiliśmy się, itp, itd. Przyszła koleżanka Sary - Sara nr. II. :D I się bawiły. Nagle przybiega duży, młody pies bez obroży, szelek, czegokolwiek! Facet ze sporej odległości, zza ULICY :O gwiżdże, krzyczy, woła. Pies nic. Mnie osobiście psiak nie przeszkadzał. Sara miała okazję pobiegać. Ale gdzież tu rozum ludzki?! Pies młody - ok. 10 miesięcy. Nie nauczony kompletnie niczego! A co, gdyby zamiast Sary i Sary nr. II był tam agresywny pies? Co, jeśli byłby ktoś inny niż ja i nie życzyłby sobie, by ten pies podbiegał? Facet zero pomyślunku! Ale to nie koniec. W końcu udało mu się odwołać psa po kilku minutach. O dziwo! Udawał, że ucieka i pies poleciał za nim, podbiegł do właściciela uradowany. Ale... facet na niego nakrzyczał, zbił, poszarpał i zabrał do domu. Czemu tacy ludzie mają się za tak inteligentne istoty, skoro takimi nie są?! Czy to jest tak bardzo skomplikowane, by pojął, że ukarał psa za przyjście? Ale czego się spodziewać, skoro facet nie wie nawet, że istnieje coś takiego jak smycz, obroża... Eh... :(

I jeszcze jedna wczorajsza akcja. Podbiega do mnie pies w typie doga niemieckiego. Znałam z widzenia jego właścicieli. Wiem, że nie dawno mieli psa, kundelka. Pies miał kilka miesięcy, kiedy w tajemniczych okolicznościach znikł. Po prostu nie widywałam go na spacerach, za to jego właścicieli z szczeniakiem mix doga, owszem. I zagadałam do właścicielki doga na temat poprzedniego psa. Bardzo nieśmiało odpowiedziała, że mąż wywiózł go na wieś, bo nikt nie chciał z nim wychodzić...!:-o Pytam więc: to z dogiem ma kto wychodzić? Kobitka odpowiedziała tylko, że już nie, tylko ona wyprowadza psa. Byłam w szoku! Zaczęłam oczywiście uświadamiać jej, że pies ma uczucia i nie można go w ten sposób traktować! Kupić, oddać. Starałam się jej wpoić, że jest nieodpowiedzialna, oczywiście wszystko w spokojnej rozmowie. Na koniec upewniłam się, że poprzedni pies nie trafił na łańcuch. Kobieta za to oznajmiła mi, że ona nie chciała doga, tylko YORKA dla dziecka. Szczęka mi odpadła!!! Nie nawidzę ludzi potysiąckrotnie! :angryy: Wiecie już, co za kilka miesięcy stanie się z dogiem? Zostanie wymieniony na Yorka. Dla dziecka w dodatku...

Posted

zmierzchnica napisał(a):

No i na domiar złego, już nie psie chamstwo, ale ludzka głupota - wyszłam na oblodzoną, dziurawą drogę za miastem z nadzieją, że tam będzie spokój. Przeszłyśmy się z sukami wzdłuż niej, wracamy - i widzę auto stoi. Mijamy je... A z tyłu koleś wiąże do auta sanki, jego (na oko 7-8 letnie) dzieci ubrane w kombinezony się przepychają, które pierwsze jedzie czy coś. Zatkało mnie. Koleś zauważył, że się "bezczelnie" gapię i przerwał wiązanie sanek, minęłam ich, odwracam się - widzę, że stoi na środku drogi i patrzy jak odchodzę, po czym wrócił do wiązania ich... Dodam, że droga jak diabli niebezpieczna, oblodzona, auta tam pędzą jak szalone, bo to za miastem... Nie wiem, nie lubi swoich dzieci, czy co?

Trzeba będzie zapamiętać na wypadek, jakby mnie Smoku porządnie wkurzył....

A na poważnie to z gościa jest zwykły idiota... ok, miał ochotę sobie pojeździć [i narazić się na wypadek, bo w takich warunkach o to bardzo łatwo], ale że dzieci narażał?!

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Trzeba będzie zapamiętać na wypadek, jakby mnie Smoku porządnie wkurzył....

A na poważnie to z gościa jest zwykły idiota... ok, miał ochotę sobie pojeździć [i narazić się na wypadek, bo w takich warunkach o to bardzo łatwo], ale że dzieci narażał?!

Przecież on chciał dzieciom tylko przyjemność sprawić, trochę rozrywki. Tak jak puszczający swoje psy do każdego... niech się bawią, a co!

Dziś znów mój ukochany golden pogonił mi sucz, szkoda, ze drugiej nie było! owy golden wpadła na mnie z furą śniegu.... usłyszałam przepraszam. To jest dziwne, jak owy golden terroryzuje swoją masa moją niespełna 8,5 kg sucz, to jest ok, a jak potraci mnie cięższą od niego, to włwaścicielka czuje że coś jest nei tak... Alr to tylko pies, nie?

Posted

Ostatnio spędzam trochę czasu w mieście, uczę się więc jak TO się robi :diabloti:

Najpierw trzeba wyjrzeć przez okno, czy jakieś burki nie latają po osiedlu. To, że żadnego nie widać, nie oznacza, że nie latają, ale już daje jakiś margines bezpieczeństwa. Następnie należy ubrać swoje psy do spaceru i wyjrzeć na korytarz, bardzo ostrożnie. Jeśli pali się światło, to może oznaczać, że ktoś z wyższego piętra idze z psam, bez smyczy zazwyczaj, a więc my czekamy na progu. Jeśli światło się nie pali, to... trzeba przez chwilę nasłuchiwać. Niektórzy lubią przemieszczać się schodami po ciemku. Jak już uda się wyrwać z klatki schodowej, to nadal może się okazać, że jakiś pies, albo mała sfora, lata sobie luzem. I będzie judzić, szczekać, warczeć, podbiegać, wąchać. Niektóre psy luzem mają gdzieś w tle właściciela. Właściciel albo zupełnie nie widzi potrzeby psa zapiąć na smycz, albo nie może tego zrobić, ponieważ pies go nie słucha i jest kompletnie nieodwoływalny, albo zwyczajnie wiek stępił mu słuch i na moją prośbę o wzięcie psa na smycz, odpowiada "o dzień dobry, a tu dwa psiaczki mamy, jakie ładne".....

Dobrze, że mieszkam na wsi. Blokowisko to koszmar.

Posted

Greven, ujelas to wspaniale po prostu....wielkie brawa

ja wlasnie wrocilam po bardzo udanym dlugim wieczornym spacerku choc poczatek przebiegl pod znakiem skaczacego Brutusowi do gardla malego terierka ktorego niestety brutusik szarpnal co nieco (coraz mniejszy ma zakres cierpliwosci warkotnik jeden)
ale po poludniu masakra jakas, co chwila przypinanie na smycz bo watachy Onkow luzem, tudziez pare innych fajnych egzemplarzy

Posted

Greven napisał(a):
Ostatnio spędzam trochę czasu w mieście, uczę się więc jak TO się robi :diabloti:

Najpierw trzeba wyjrzeć przez okno, czy jakieś burki nie latają po osiedlu. To, że żadnego nie widać, nie oznacza, że nie latają, ale już daje jakiś margines bezpieczeństwa. Następnie należy ubrać swoje psy do spaceru i wyjrzeć na korytarz, bardzo ostrożnie. Jeśli pali się światło, to może oznaczać, że ktoś z wyższego piętra idze z psam, bez smyczy zazwyczaj, a więc my czekamy na progu. Jeśli światło się nie pali, to... trzeba przez chwilę nasłuchiwać. Niektórzy lubią przemieszczać się schodami po ciemku. Jak już uda się wyrwać z klatki schodowej, to nadal może się okazać, że jakiś pies, albo mała sfora, lata sobie luzem. I będzie judzić, szczekać, warczeć, podbiegać, wąchać. Niektóre psy luzem mają gdzieś w tle właściciela. Właściciel albo zupełnie nie widzi potrzeby psa zapiąć na smycz, albo nie może tego zrobić, ponieważ pies go nie słucha i jest kompletnie nieodwoływalny, albo zwyczajnie wiek stępił mu słuch i na moją prośbę o wzięcie psa na smycz, odpowiada "o dzień dobry, a tu dwa psiaczki mamy, jakie ładne".....

Dobrze, że mieszkam na wsi. Blokowisko to koszmar.

brawo!
dokladnie tak jest jak napisalas
ja niesttey mieszkam an blokowisku ;/ duzo bym dala za domek na wsi ehh marzenie

Posted

zmierzchnica napisał(a):

No i na domiar złego, już nie psie chamstwo, ale ludzka głupota - wyszłam na oblodzoną, dziurawą drogę za miastem z nadzieją, że tam będzie spokój. Przeszłyśmy się z sukami wzdłuż niej, wracamy - i widzę auto stoi. Mijamy je... A z tyłu koleś wiąże do auta sanki, jego (na oko 7-8 letnie) dzieci ubrane w kombinezony się przepychają, które pierwsze jedzie czy coś. Zatkało mnie. Koleś zauważył, że się "bezczelnie" gapię i przerwał wiązanie sanek, minęłam ich, odwracam się - widzę, że stoi na środku drogi i patrzy jak odchodzę, po czym wrócił do wiązania ich... Dodam, że droga jak diabli niebezpieczna, oblodzona, auta tam pędzą jak szalone, bo to za miastem... Nie wiem, nie lubi swoich dzieci, czy co?

Sorry za offa, ale skojarzyło mi się ;-)
Kiedyś mieszkałam w takim miejscu na wsi, że po mojej drodze wyjazdowej dzieci sobie zjeżdżały na saneczkach z dużej górki, za zgodą rodziców... Nie było to ani bezpieczne ani zabawne, bo dróżka się kończyła na drodze przez wieś - "zauważalność" bajtla na sankach żadna... (kąt prosty do drogi i oba płoty zasłaniające widocznoś) jednym słowem - smierć w oczach...
Uwagi do dzieci nie skutkowały... I kiedyś mnie poniosło, (bo zwracałam uwagę rodzicom też)... dorwałam ojca i zapytałam się grzecznie:
"Panu to się chyba TE DZIECI znudziły i chce pan zrobić nowe, że im pan pozwala tu jeździć"....
Facet się na mnie obraził, ale dzieci już więcej z tej drogi nie zjeżdżały...

pozdrawiam
CHI & BBB

Posted

CHI napisał(a):
Sorry za offa, ale skojarzyło mi się ;-)
Kiedyś mieszkałam w takim miejscu na wsi, że po mojej drodze wyjazdowej dzieci sobie zjeżdżały na saneczkach z dużej górki, za zgodą rodziców... Nie było to ani bezpieczne ani zabawne, bo dróżka się kończyła na drodze przez wieś - "zauważalność" bajtla na sankach żadna... (kąt prosty do drogi i oba płoty zasłaniające widocznoś) jednym słowem - smierć w oczach...
Uwagi do dzieci nie skutkowały... I kiedyś mnie poniosło, (bo zwracałam uwagę rodzicom też)... dorwałam ojca i zapytałam się grzecznie:
"Panu to się chyba TE DZIECI znudziły i chce pan zrobić nowe, że im pan pozwala tu jeździć"....
Facet się na mnie obraził, ale dzieci już więcej z tej drogi nie zjeżdżały...

pozdrawiam
CHI & BBB


Brawo ;) Ja też chciałam coś powiedzieć, ale szczerze mówiąc... Przytkało mnie totalnie. Bo co mogłam powiedzieć? Dorosłemu facetowi?.. Masakra. A dzieci u nas z wiaduktu na drogę też zjeżdżają...

Posted

CHI napisał(a):
Sorry za offa, ale skojarzyło mi się ;-)
Kiedyś mieszkałam w takim miejscu na wsi, że po mojej drodze wyjazdowej dzieci sobie zjeżdżały na saneczkach z dużej górki, za zgodą rodziców... Nie było to ani bezpieczne ani zabawne, bo dróżka się kończyła na drodze przez wieś - "zauważalność" bajtla na sankach żadna... (kąt prosty do drogi i oba płoty zasłaniające widocznoś) jednym słowem - smierć w oczach...
Uwagi do dzieci nie skutkowały... I kiedyś mnie poniosło, (bo zwracałam uwagę rodzicom też)... dorwałam ojca i zapytałam się grzecznie:
"Panu to się chyba TE DZIECI znudziły i chce pan zrobić nowe, że im pan pozwala tu jeździć"....
Facet się na mnie obraził, ale dzieci już więcej z tej drogi nie zjeżdżały...

pozdrawiam
CHI & BBB

U nas tez podobna sytuacja. Jest za naszym blokiem wiadukt prowadzacy nad dwiema ruchliwymi ulicami i torami kolejki. Mozna na niego wejsc po schodach albo serpentynie ale długo był znak drogowy przy serpentynie ze z rowerów trzeba zsiasc i prowadzic rower. Oczywiscie rowerzysci tego nie oprzestrzegali a jak sie im rwróciło uwage to odpowiadali brzydko. Őrzy jednym koncu wiaduktu prostopadle na serpentyne była ulice i kiedys sie zdazyło ze chłopiec jadacy w dół na rowerze zderzył sie z samochodem, na szczescie samochód stał, bo czekał az bedzie mógł wjechac w druda bardziej ruchliwa ulice nad która prowadził wiadukt. A kiedys widziałam ze jakis facet ztacza sie na rowerze po tej serpentynie, a z tyłu na bagazniku siedziało dziecko ok. roku.
"zmierzchnica" napisał(a):
No i na domiar złego, już nie psie chamstwo, ale ludzka głupota - wyszłam na oblodzoną, dziurawą drogę za miastem z nadzieją, że tam będzie spokój. Przeszłyśmy się z sukami wzdłuż niej, wracamy - i widzę auto stoi. Mijamy je... A z tyłu koleś wiąże do auta sanki, jego (na oko 7-8 letnie) dzieci ubrane w kombinezony się przepychają, które pierwsze jedzie czy coś. Zatkało mnie. Koleś zauważył, że się "bezczelnie" gapię i przerwał wiązanie sanek, minęłam ich, odwracam się - widzę, że stoi na środku drogi i patrzy jak odchodzę, po czym wrócił do wiązania ich... Dodam, że droga jak diabli niebezpieczna, oblodzona, auta tam pędzą jak szalone, bo to za miastem... Nie wiem, nie lubi swoich dzieci, czy co?

Nie dosc, ze niebezpieczne jeszcze sie dzieci nawdychały gazu. Pomysłowy facet. :angryy:

Posted

Nie wiem czy to już chamstwo, a może jeszcze głupota, ale na pewno naruszenie prawa.

Michał wyszedł z Baajem na spacer - na długim i szerokim chodniku M. zauważył psa, który się rzucił na człowieka - pies został przywiązany do latarni przez osobę, która robiła zakupy w pobliskiej Biedronce. Moja upierdliwość spowodowała, że pod samym dyskontem psów zostawiać nie wolno i często ochrona interweniuje, ale ludzie zawsze znajdą wyjście. W każdym razie, chłopie me uznało, że dobra okazja do ćwiczeń - tamten pies miał kaganiec, a Baaj już naprawdę dobrze sobie radzi, jeśli chodzi o psy. Wilczako skupione przeszło, a tu nagle trach! Tamtemu pieskowi smycz pękła i tu pełen szacun dla M, bo zareagował bardzo spokojnie i bez histerii. Baaj pieska przywitał z dwóch łap, wgnieceniem w glebę - pan piesek stracił cały animusz i obwąchał się z Baajem już na spokojnie. Michał odszedł spokojnie, Baaj trochę się oglądał na nowego kolegę, który za nim dreptał, ale już na luzie. Kiedy piesek [w typie amstaffa zresztą] uznał, że jest olewany, poleciał dalej w osiedla przez dwupasmową jezdnię. Brawa dla właściciela. Jeśli psisko mądre i ma trochę szczęścia, wróci do domu samo.

Dodam, że chodnik jest naprawdę szeroki, więc w teorii psy były poza swoim zasięgiem, a bydlątko, jak się urwało, wylądowało tuż przed Baajem.

Posted

Makabra... Dobrze, że się tak skończyło, ale co, jakby wyskoczył na np. dziecko z pieskiem? Wiem, że takie komentarze są irytujące i banalne ;) Ale u mnie pełno jest dzieci wychodzących z shih-tzu, yorkami itd. Mój pies ma do obcych psów agresora, więc unikam takich dzieciaków jak mogę - z doświadczenia wiem, że są bardzo bezmyślne. W stylu: upuszczą flexi i pies leci gdzie chce, nie odczytają sygnałów drugiego psa (nie mówiąc o sygnałach właściciela) i pozwalają na flexi podejść, mimo że drugi pies warczy itd. Podejście do takiego przywiązanego psa nie byłoby niczym dziwnym - a tu smycz by pękła i doszłoby do tragedii, bo cóż, że kaganiec, skoro pies silny, większy...

A poza tym, no jasny gwint, kto zostawia samego agresywnego psa? Co z tego, że w kagańcu? Pozostawienie zwierzęcia bez nadzoru jest idiotyczne samo w sobie, szczególnie niebezpiecznego...

Posted

zmierzchnica napisał(a):
unikam takich dzieciaków jak mogę - z doświadczenia wiem, że są bardzo bezmyślne. W stylu: upuszczą flexi i pies leci gdzie chce, nie odczytają sygnałów drugiego psa (nie mówiąc o sygnałach właściciela) i pozwalają na flexi podejść, mimo że drugi pies warczy itd.

U mnie odwrotnie - trafiam na wyjątkowo rozsądne dzieci ;)

Znacznie rozsądniejsze od dorosłych. Rozumieją, co to znaczy zapiąć psa na smycz, odwołać itd. No i nie stawiają się, gdy grzecznie o coś proszę. Zresztą obserwuję bardzo mało dzieci z psami, jak już to pod opieką dorosłych. Trochę jest za to nastolatek z yorkami i shih tzu, ale jak się odpowiednio ubierze myśli w słowa, to okazuje się, że jedna z drugą komórkę potrafi błyskawicznie schować do kieszeni i puścić się niezłym sprintem, żeby "uratować" piesecka :diabloti: Niestety, zauważyłam że płeć piękna przoduje w głupocie. Nastolatkowie rodzaju męskiego są znacznie bystrzejsi i nawet jeśli np. rodzice takiego jednego z drugim wypchnęli na spacer z "obciachowym" westem, pudlem albo spanielem - bez smyczy, oczywiście - to bez szemrania chwytają psa na ręce, albo za obrożę.

Posted

AngelsDream napisał(a):
Nie wiem czy to już chamstwo, a może jeszcze głupota, ale na pewno naruszenie prawa.

Michał wyszedł z Baajem na spacer - na długim i szerokim chodniku M. zauważył psa, który się rzucił na człowieka - pies został przywiązany do latarni przez osobę, która robiła zakupy w pobliskiej Biedronce. Moja upierdliwość spowodowała, że pod samym dyskontem psów zostawiać nie wolno i często ochrona interweniuje, ale ludzie zawsze znajdą wyjście. W każdym razie, chłopie me uznało, że dobra okazja do ćwiczeń - tamten pies miał kaganiec, a Baaj już naprawdę dobrze sobie radzi, jeśli chodzi o psy. Wilczako skupione przeszło, a tu nagle trach! Tamtemu pieskowi smycz pękła i tu pełen szacun dla M, bo zareagował bardzo spokojnie i bez histerii. Baaj pieska przywitał z dwóch łap, wgnieceniem w glebę - pan piesek stracił cały animusz i obwąchał się z Baajem już na spokojnie. Michał odszedł spokojnie, Baaj trochę się oglądał na nowego kolegę, który za nim dreptał, ale już na luzie. Kiedy piesek [w typie amstaffa zresztą] uznał, że jest olewany, poleciał dalej w osiedla przez dwupasmową jezdnię. Brawa dla właściciela. Jeśli psisko mądre i ma trochę szczęścia, wróci do domu samo.

Dodam, że chodnik jest naprawdę szeroki, więc w teorii psy były poza swoim zasięgiem, a bydlątko, jak się urwało, wylądowało tuż przed Baajem.



czyżbyś mieszkał/a w okolicach Korotyńskiego? Czy pod każdą biedronką jest zakaz parkowania psów?

Posted

Mieszkam w okolicach Kondratowicza.

Nie wiem czy zakaz jest pod każdą Biedronką, ale pod tą na Wysockiego 10 jest na pewno i to ja się o niego upominałam. Jestem przeciwniczką zostawiania psów samopas pod sklepami nie tylko z powodu, że smycz nie zawsze jest dość mocna, a pies cierpliwy, ale przede wszystkim z powodu głupoty, złośliwości i okrucieństwa ludzi.

Pies mi nie wadzi - agresywny pewnie był ze stresu, do Baaja nawet nie burknął, ale kto wie, czy do domu wróci.

Posted

Dzisiaj po połdniu moja mama wysszła z Hadarem. Za naszymi blokami jest duzy trawnik, na koncu ktürego jest ogrodzony plac zabaw. Chodziła z nim po tym trawniku i nagle przyszła dziewczyna z psem w typie amstaffa. Pies zaczał agresywnie szczekacna Hadara a Hadar tylko spojrzał a potem sie przestał nim interesowac. Mama zaczeła z Hadarem oddalac sie od nich, ale ta dziewcyna zaczeła isc za nimi. Mama z Hadarem wkoncu doszła do placu zabaw i poszła za plac zabaw myslała ze dziewczyna z tym psem bedzie sobie spacerowac na trawniku przed place zabaw. Ale gdzie, jak mama przeszła obok placu zabaw za nim i zza niego wyszła to zza drugoej strony placu zabaw wyszła ta dziewczyna z tym psem

Posted

Bogarka napisał(a):
jak mama przeszła obok placu zabaw za nim i zza niego wyszła to zza drugoej strony placu zabaw wyszła ta dziewczyna z tym psem

........... i? ;)

Posted

Abrakadabra, proponuję Ci spojrzenie w lustro i sama odpowiesz sobie na swoje pytanie odnośnie różnych światłych teorii.

Ja nie zostawiam swojego psa "gdziebądź", a nie zawsze da się iść po krzakach - pomijam, że w tym wypadku to nic by nie zmieniło. Ta smycz mogła pęknąć w każdej chwili - z dwojga złego wolę, że trafiło na mojego partnera i tego konkretnego psa - wiele innych osób i zwierząt wyniosłoby z podobnej sytuacji nerwy i traumy, ale mniemam, że ktoś, kto wypowiada się na forum na takim poziomie tego nie pojmie.

PS Zgłosiłam moderacji Twój wpis. Dobranoc.


PS 2 Dziękuję Moderacji za reakcję. :)

Posted

Czasmi to az rece opadaja jak sie slucha takich ludzi. Raz mialam taka sutyacje, ze pies ktorego akurat wyprowadzalam( ze schroniska) zalatwial sie pod drzewkiem a pani ktora miala obok dom doszla do wniosku ze to jest jej drzewo( mimo ze bylo dosyc daleko od jej posesji i chciala nas wygonic z calego osiedla, bo jak stwierdzila, pies ten zaburzal jej porzadek...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...