Martens Posted January 3, 2010 Posted January 3, 2010 Łańcuchem często wystarczy rzucić przed psem o ziemię, pod jego nogi - paradoksalnie to działa lepiej i bardziej zbija go z tropu niż rzucenie w samego psa. Quote
Greven Posted January 3, 2010 Posted January 3, 2010 gops napisał(a):do czego to doszlo .. Po tylu spotkaniach z durnymi podbiegaczami i z prawdziwymi agresorami, odechciało mi się analizować problem. Też noszę gaz, tylko w zamieszaniu trudno sięgnąć go z kieszeni, a jak już sięgnę, to precyzyjnie wycelować - w każdej ręce smycz. Najczęściej mam ochotę prysnąć nie psa, a jego właściciela... o ile jakikolwiek znajduje się w zasięgu wzroku, lub słuchu... lub innych zmysłów, no nie wiem - telepatii? Albo nakopać idiocie, choćby za to, że jego pies od nas oberwał. Quote
Diora Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 Parę dni temu mój szwagier wyszedł na spacer ze swoim psiakiem. Młody był oczywiście na smyczy, wąchał coś sobie, gdy nagle pobiegł amstaffowaty pies i rzucił mu się prosto do gardła. Szwagier zdążył tylko odciągnąć Małego, zakryć mu szyję ręką i szybko wziąć go na ręce. Tamto bydle cały czas się rzucało i skakało. Niedaleko leżał duży kij... Jak tylko szwagier próbował nim uderzyć agresora, tamten wystraszył się i uciekł. Na szczęscie skończyło się na zdartej z szyjki obroży i rozszarpanej rękawiczce (grubej, ocieplonej i skórzanej). Quote
kendo-lee Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 To miał szczęście.Niestety idiotów nie brakuje.U mnie 2 bloki dalej panienka ma 2 amstaffki.Jedna chodzi na smyczy,druga luzem.Ta latająca luzem pogryzła już kilka psów na osiedlu,w tym moją suczę ugryzła gdy ta miała 9 mies.Zrąbałam panienkę,mojej nic się nie stało więc sobie poszłam .Dopiero kilka dni później dowiedziałam się od znajomej,która ma labkę,że ta amstaffka już kilka psów pogryzła.Gdybym wiedziała o tym wcześniej to inaczej bym to załatwiła.Ale cóż mądry Polak po szkodzie.Teraz jak ją przyfiluję w parku z psem luzem to zaraz dzwonię na SM.Oni w naszym mieście bardzo się przykładają do pracy i szybko przyjeżdżają,już to sprawdziłam kilka razy. Quote
Juliusz(ka) Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 Bii biiii biii biiiii bibibibibibibibibibibibi biiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!!!!!!!!!!!! :-(:-(:-(:angryy: W zasadzie na tym mogłabym skończyć, bo wielomiesięczna robota poszła się pierdo**ć po jednym niedzielnym spacerze:angryy:. A tak już było pięknie, tak ładnie, z coraz rzadszymi wyskokami, mijaliśmy psy różnej maści, wielkości, płci i wieku... Pies sam z siebie na mnie zerkał(!!!), smaki żarł(!!!). Po tyyylu miesiącach zaczynałam się odprężać na spacerach; czułam i widziałam jak duże postępy zrobiliśmy... Jak ja mam psa uspokoić, jak skacze koło nas radosny pieseczek - podbiega, odbiega, już już się wydaje, że odpuścił, ale nie - zwrotka i w koło Macieju. Za co ja mam psa karać?! Za to, że sobie nie życzy? Ja też sobie nie życzę, więc 'śpiewam'(żeby swojego psa nie podkręcać) do właścicieli, że zaraz smycz odepnę i na obiadku zaoszczędzimy, a ludzie co? NIC. Przypadek kolejny - jeden z właścicieli próbuje zwierzaka odwołać, a drugi: 'zostaw, sam przyjdzie w końcu'... Sporą część trasy zrobiliśmy za kobietą z psem flatkowym jakby - zwierzak luzem, oszczekiwał ludzi, do niektórych nawet ze szczekiem podbiegał; babka zero stersu, luzik kompletny. A ja, jak ta głupia - psa zatrzymuję komedą, jak rowerzyści jadą, siadać każę kiedy 'wchodzi' w nas grupa ludzi, z dzieckiem na sankach oswajam... Do du*y taka robota! Kur**** i ch***** zaczynam rzucać, będę straszyć co zrobię właścicielowi i psu; chamowi w życiu łatwiej, a jak się Ciebie ludzie boją, to i szansa na kontakt mniejsza. Jestem tak potwornie rozgoryczona, że aż się wszystkiego odechciewa...:( Quote
bonsai_88 Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 Juliuszka strasznie mi żal waszej zmarnowanej pracy - sama aż za dobrze wiem, jak to potrafi człowieka wkurzyć... na pocieszenie mogę tylko powiedzieć, że u nas po każdym cofnięciu powrót do poprzedniego stanu był łatwiejszy niż na poczatku. Quote
isabelle30 Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 Juliuszka, pokrzycz sobie i pomysl sobie ze jutro bedzie lepszy nowy dzien krzycz do woli, tu nikt ci sie nie odszczeka, tu sami rozumiejacy... Quote
Juliusz(ka) Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 Popełniłam długi post, ale nowiutka dogomania postanowiła go zeżreć nieodwracalnie:mad:. bonsai - krótko i zwięźle(w związku z powyższym;)): mi też:(. A jeszcze z grypą walczę, więc spacerów długaśnych póki co niet... Im dalej w las, tym straszniej mi wyjść będzie pewnikiem... Co robić w takich sytuacjach? Rzecz jasna, jeśli ktoś prowadzi psa na smyczy, a mój diabeł postanawia sobie podymić - jest błyskawicznie i brutalnie uświadamiany, że absolutnie nie warto. Ale taki podbiegacz? No nie będę psa szarpać, przyciągać do siebie, bo obcy zwierz jak postanowił podejść, to będzie próbował do skutku... Usiąść też nie ma jak, bo jak wyżej - mój pies sobie kontaktu nie życzy, a jak siedzi, to piesek tym bardziej podejdzie. Wczoraj i tak, w sumie, było nieźle, bo Pychol się trochę porzucał na tej smyczy(przypiętej do szelek, a nie do kolcy - to zostawiam do kulturalnych mijanek i 'tłumaczenia' psu JAK się BĘDZIEMY z pieskami mijać), ale to zdecydowanie nie był ten szał, co kiedyś, raczej chłopak nie wiedział na ile może sobie pozwolić i się wstrzymywał. Na tym spacerze byliśmy z moją rodzicielką, która w opcjach z podbiegaczami 'zastawia' mnie z psem przed natrętem - często skutkuje, jest czas na odwołanie przez właściciela, wiele zwierzaków się wycofuje po prostu. Ale tym razem wsie psy omijały 'przeszkodę' i dawaj! Hulaj dusza... :shake: Quote
karjo2 Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 isabelle30 napisał(a):Juliuszka, pokrzycz sobie i pomysl sobie ze jutro bedzie lepszy nowy dzien krzycz do woli, tu nikt ci sie nie odszczeka, tu sami rozumiejacy... Hehe i kto to pisze :evil_lol:.. Juliuszka, wspolczucie, wlasciwie jedyne, co mozna doradzic, to unikac najbardziej zapsionych terenow i ladnej pogody, wtedy wylega cale zapsione towarzystwo. Quote
Greven Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 [quote name='karjo2']wtedy wylega cale zapsione towarzystwo. Wylega, a nawet wylęga się. Jak myszy z brudnego siennika. My trzeci dzień z sankami i trzeci dzień obrywam tymi cholernymi sankami po nogach, bo: czarny agresor, mały płowy podbiegacz, dwa shih tzu bez smyczy, dwa yorki bez smyczy, jeden mały kundelek bez smyczy i jego przygłucha opiekunka, dwa duże psy które wyraźnie wyleciały przypadkiem z jakiejś posesji, ale na szczęście po sygnałach moich suk zrezygnowały z podłażenia i pobiegły dalej, w lesie golden którego nie mógł odwołać właściciel......... LUDZIE, TO BYŁ GODZINNY SPACER!!!!! Quote
Greven Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 edit Zanim wyszłam z moimi, przeczekałam kolejne dwa shih tzu (chyba ta rasa robi się niebezpiecznie modna, taki yorkII) i jednego onkowatego młodzika, bo nie chciałam robić dymów. No io jeszcze pan z huskym... utrzymał, to fakt, ale na kolcach i z trudem. A gdyby nie utrzymał? Ja już chyba nie chcę, żeby moje psy ciągnęły sanki... Quote
Juliusz(ka) Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 karjo2 napisał(a):Hehe i kto to pisze :evil_lol:.. Juliuszka, wspolczucie, wlasciwie jedyne, co mozna doradzic, to unikac najbardziej zapsionych terenow i ladnej pogody, wtedy wylega cale zapsione towarzystwo. Ha! Tydzień temu, w tym samym miejscu, ludzi było chyba z 5razy więcej, a i psów mijaliśmy od groma! Wszystkie albo na smyczy, albo zero zainteresowania obcymi. Dlaczego? Bo w tłoku łatwiej o zadymę. W lasku koło naszego domu najprzyjemniej spaceruje się w weekendy - maaasa spacerowiczów, rowerzystów, biegaczy, matek z wózkami i ludzi z psami... na smyczach, bo inaczej byłby raban na cały las:D. Mój pies przed wyjściem 'w teren' ma jakieś 30minut intensywnej roboty w ogrodzie - aportowanie/posłuszeństwo/szukanie przedmiotów. Uchodzi z niego pierwsza 'para' i ruszamy. Lubię z nim spacerować w zatłoczonych miejscach. Lubię oswajać go z nowościami - wczoraj np. z maksymalnie opatulonym malutkim dzieckiem na sankach - ooo!ale dziw - przystanęliśmy w rozsądnej odległości, Jagulec najpierw lekko spięty, uspokajany głosem zeżarł porcję smakołyków, rodzice dziecku o piesku poopowiadali, pożegnaliśmy się i spotykane później sanki były już mijane z lekkim tylko zaiteresowaniem:). No, ale te sanki mi na psa nie napadały;). Nie ma co ukrywać - fajnie, kiedy luzem puszczony pies wraca do mnie i mija grupę ludzi przy nodze, a za plecami słyszę: 'o!ale wychowany pies'. Pracuję ze swoim zwierzakiem, staram się jak mogę... Co mogę zrobić w sytuacji, kiedy ktoś na mnie coś wymusza? Kiedy 'na chama' ktoś postanawia mieć mnie w du...szy? Mam psa za to karać? Dlaczego...?:( Quote
zmierzchnica Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 O, to nie jestem sama. Teraz zaliczam kolejnego puszczanego luzem szczeniaka onka z labem, który łazi po "moich" (dotychczas bezludnych i bezpsich) terenach - więc z normalnych, w miarę odprężających spacerów nici, bo muszę kombinować jak tego psa omijać, jak tam nie dojść... No i puszczać Frotka na lince już niet, bo nie wiem czy to radosne coś nie podleci i nie będzie draki. Nawet nie mam gdzie go wybiegać, heh... To jest przerażające, naprawdę. Albo wszyscy jesteśmy skazani na łagodne labradorki, którym nie przeszkadza skakanie po głowie (oczywiście to przesada, bo nawet lab się zdenerwuje kiedyś), albo ... nie wiem, może trzeba się wyprowadzić gdzieś na jakieś bezludzie? Bo inaczej z trudnymi psami się nie da. Juliusz(ka), pewnie nie pocieszy Cię to, co napiszę, ale jestem w dokładnie tej samej sytuacji - 3 kundle zaatakowały ostatnio mojego psa, i cała moja praca (już ostrzegał, a nie rzucał się na oślep! słuchał się mnie przy podbiegaczach, zwracał na mnie uwagę) poszła w ... daleko. Teraz znowu mam agresora świrującego na widok psa na horyzoncie :( Quote
***kas Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 Juliusz(ka)- Twój to zadymiarz, a moje Rude- agresja na tle lękowym. Nigdy, jak Bóg mi świadkiem, nigdy więcej spaceru po Cytadeli. To jakiś spacerowy koszmar jest! Tak było dobrze, tak fajnie, już psy były całkiem fajne, a tu labek, golden, onek, jamniczek i kilka innych piesków, co się chcą bawić, bo "pani tak ją meczy i męczy, a ona taka ładna, niech sobie pobiegają!" Kocham ludzi, którzy wiedzą lepiej ode mnie co dobre dla moich psów... Quote
badmasi Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 No i jeszcze oprócz smyczy można rozdawać piłki, frisbee, klikery, smaki i inne zabawki i "pomoce naukowe". Mnie to już cholera bierze jak znudzone swoim właścicielem psy próbują mi zgwałcić suki a potem zabrać zabawki. Teraz puszczam dużą z liny jak coś dorwie jej piłkę czy frisbee i mówię że nie będzie mi szkoda zabawek jak przy okazji zeżre natręta. Ostatnio na Polach mogłam sobie spokojnie zabrać do domu retrivera i grzywacza-psy nie reagowały na wołania właścicieli gdyż przeżywały fascynację moimi sukami o więc właściciele sobie poszli licząc że psy za nimi pobiegną, a tu nic z tego. Natręty musiały być intensywnie "otupane" aby zawinęły się w swoją stronę. Ja parki odwiedzam tylko rano od godzin rannych do maks 13-potem to już katastrofa...Ostatnio przeżyłam taką wtopę jak Juliuszka bo się "zasiedziałam" do 15 Quote
bonsai_88 Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 Badmasi grzywka to bym sobie wzięła chętnie ;). Quote
Juliusz(ka) Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 ***kas napisał(a):Juliusz(ka)- Twój to zadymiarz, a moje Rude- agresja na tle lękowym. Nigdy, jak Bóg mi świadkiem, nigdy więcej spaceru po Cytadeli. To jakiś spacerowy koszmar jest! Tak było dobrze, tak fajnie, już psy były całkiem fajne, a tu labek, golden, onek, jamniczek i kilka innych piesków, co się chcą bawić, bo "pani tak ją meczy i męczy, a ona taka ładna, niech sobie pobiegają!" Kocham ludzi, którzy wiedzą lepiej ode mnie co dobre dla moich psów... Ja długo myślałam, że agresja Jaga jest na tle lękowym. Do dziś nie wykluczam, że u niego się zazębia zadymiarstwo z lękówką... Ale silne bodźce bólowe zaczęły do niego docierać - co pomaga 'chwycić' moment na przekierowanie - więc chyba więcej w tym 'krew nie woda'. Ponoć przy agresji lękowej silna awersja nie skutkuje(?). O mamo... czyli Cytadela znów 'kwitnie' głupotą? Czekam na roztopy... Na ten piękny czas, kiedy 80% posiadaczy psów wystawia je przed klatkę i do domciu, bo pieseczek się pobrudzi, ojej! A my się będziemy taplać w błotku ile wlezie:D. A później, rzecz jasna, marudzić przy praniu futrzaka, ale... coś za coś:evil_lol:. Quote
Iza. Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 bonsai_88 napisał(a):Badmasi grzywka to bym sobie wzięła chętnie ;). I prawidłowo :loveu::evil_lol: Quote
Greven Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 badmasi napisał(a):No i jeszcze oprócz smyczy można rozdawać piłki, frisbee, klikery, smaki i inne zabawki i "pomoce naukowe". Ja bym naprawdę rozdawała, gdyby tylko ktoś chciał brać. Psy by się nacieszyły, bo wiele z nich w życiu zabawki nie widziało, chyba że znalazły zgubioną przez innego psa na łące. Kości, gryzaki... to jakiś kosmos. Smycz też kosmos. Wleci pod auto, to wleci, bo jak mnie koleżanka uświadomiła "zawsze będze suka, co urodzi nowe". Quote
***kas Posted January 5, 2010 Posted January 5, 2010 No ja z moją Rudą to nie mam co bodzców bólowych używać, bo dla niej podniesiony głos wystarcza- taka wrażliwa panienka. Moje wydarcie paszczy na "nie!" skutkuje w 99%. Cytadela to jedno. Kolejną masakre spacerowa zaliczam w Lasku Marcelińskim. Zrobili wybieg dla psów- ogrodzony, są jakies pniaczki, krzaczki - do miodzio. Natomiast to co tam sie dzieje- to jest jedna wieeelka masakra. Ja sobie obserwowałam z poza wybiegu, rzucajac młodej piłke- ogromne zdziwienie psiarzy, że nie dołączyłam, i ze jeszcze głupia psa na lince trzymam. ;) Pomijam już, wchodzenie w grupę psów z agresorem- standard, a potem wielkie zdziwienie, że się pieski niepolubiły. grupa psów, będąca tam od dłuższego czasu. duży golden zmolestował juz wszystko co do zmolestowania było- jest jakas tam hierarchia. Wchodzi pani z ze szczylem jalis blabladorek. No i jaki ubaw, jakie smiechy, "jak sie pieski slicznie bawia", a tymczasem, cała grupa goniła tego malca do upadłęgo podgryzając, szczypiąc taranując. Maluch z podkulonym ogonem, cały się trząsł, w końcu nie wytrzymałam. takie dręczenie słabszego to było. Baaardzo typowe na psich łączkach... Ruda została z TZtem a ja poszłam i zapytałam właścicielke, czy chce miec psa spaczonego na przyszłość, bo jak chce to ja zapraszam do Rudej pokaże jej czym to grozi. Wielkie zdziwienie, że się ta głupia czepia, wyjaśniłam w czym rzecz, to usłyszałam " niech sie hartuje za szczeniaka!":roll: Quote
Juliusz(ka) Posted January 5, 2010 Posted January 5, 2010 [quote name='***kas']No ja z moją Rudą to nie mam co bodzców bólowych używać, bo dla niej podniesiony głos wystarcza- taka wrażliwa panienka. Moje wydarcie paszczy na "nie!" skutkuje w 99%. Cytadela to jedno. Kolejną masakre spacerowa zaliczam w Lasku Marcelińskim. Zrobili wybieg dla psów- ogrodzony, są jakies pniaczki, krzaczki - do miodzio. Natomiast to co tam sie dzieje- to jest jedna wieeelka masakra. Ja sobie obserwowałam z poza wybiegu, rzucajac młodej piłke- ogromne zdziwienie psiarzy, że nie dołączyłam, i ze jeszcze głupia psa na lince trzymam. ;) Pomijam już, wchodzenie w grupę psów z agresorem- standard, a potem wielkie zdziwienie, że się pieski niepolubiły. grupa psów, będąca tam od dłuższego czasu. duży golden zmolestował juz wszystko co do zmolestowania było- jest jakas tam hierarchia. Wchodzi pani z ze szczylem jalis blabladorek. No i jaki ubaw, jakie smiechy, "jak sie pieski slicznie bawia", a tymczasem, cała grupa goniła tego malca do upadłęgo podgryzając, szczypiąc taranując. Maluch z podkulonym ogonem, cały się trząsł, w końcu nie wytrzymałam. takie dręczenie słabszego to było. Baaardzo typowe na psich łączkach... Ruda została z TZtem a ja poszłam i zapytałam właścicielke, czy chce miec psa spaczonego na przyszłość, bo jak chce to ja zapraszam do Rudej pokaże jej czym to grozi. Wielkie zdziwienie, że się ta głupia czepia, wyjaśniłam w czym rzecz, to usłyszałam " niech sie hartuje za szczeniaka!":roll: ***kas - ależ ten wybieg w lasku to zbawienie - dla mnie przynajmniej:diabloti:. Właśnie dzięki niemu ludzie zaczęli psy smyczować, bo raban się robił, że jak wybieg jest, to tylko tam mają psy luzem biegać:D. A my sobie często gęsto pod wybieg podchodzimy - piękny socjal, bo siatka jest, więc 'kocham, Cię, kocham Cię, sponiewieram Cię!' nie do zrobienia(odpukać!), a chłopak psy widzi i uczy się skupiania na mnie :). Ale masz rację - po drugiej stronie siatki bywa niewesoło... Ludzie wchodząc na wybieg i odpinając smycz wyłączają myślenie zupełnie:shake:. Quote
***kas Posted January 5, 2010 Posted January 5, 2010 a to prawda- ilość psów samopas drastycznie zmalała ;) Chociaż jeden Seterek bardzo chciał się z moim rudzielcem poznać i sobie bramkę otworzył sam... Zaskakuje mnie tylko fakt, że jak jestem tam z Joko i Diegiem, to żaden piesek nie chce się z nami bliżej zapoznać:hmmmm:, albo raczej właściciela pieska nie pozwalają :razz: Quote
badmasi Posted January 5, 2010 Posted January 5, 2010 Ja też widzę pewną prawidłowość. Jak jestem z szeltikiem to wszyscy na hura spuszczają do niej swoje psy - a niech się pobawią. Ona chętnie się bawi ale z psami raczej nastawionymi tylko na zabawę a nie na stłamszenie. Nawet ostatnio na spotkaniu szetlandziarzy koleżanka ze szczeniaczkiem zauważyła że mój pies jest genialny do zabawy z maluchami-nie podgryza, nie naskakuje nie przewraca...Inaczej już sprawy się przedstawiają gdy idę z collie-tutataj każdy dziesięć razy zastanowi się zanim puści psa do nieskrępowanej zabawy, jeszcze jak collie idzie na smyczy to wydaje im się że psiuńcio bezpieczny, choć jak zobaczą przypięty do szelek kaganiec to mina trochę rzednie. Niezły mam ubaw jak udaję, że sięgam do karabińczyka aby odpiąć-wywołuje to ogólny popłoch i nerwowe próby odwołania psa. Moja collie nie będzie się bawić z sukami, ciężko to niektórym pojąć-jej zabawa jak ktoś chce spróbować to będzie przeturlanie delikwentki po glebie aż do całkowitego unieruchomienia, jak ktoś lubi takie "zabawy"......no coż Fajnie jak ktoś najpierw puszcza swoje suki a jak już podbiegną do collie to dopiero się pyta czy nie ugryzie, ostatnio jak odpowiedziałam że nie ugryzie ale upie....li to reakja była błyskawiczna. Ja tylko wiem, że to jej straszenie niegroźne ale nie widzę powodu aby ciągle się odganiać od cudzych psów. Quote
gops Posted January 5, 2010 Posted January 5, 2010 dzisiaj jak zwykle w poludnie poszlam z suka na polany widze na pierwszej polanie przez ktora musze przejsc zeby dojsc na dalsze biegjace 2 amstafy z wlascielami zapielam suke na smycz , tamci wlasciele zapinaja swoje psy , niby w szystko cacy ale gdy ich mijalam w odleglosci 15m krzycza do mnie "pies czy suka" mowie "suka ale gryzie ,prosze nie puszczac psow" oczywiscie co zrobili ? puscili ..leca na nas 2 amstafy ,suka szaleje- rzuca sie , wlasciele kapneli sie ze nie zartuje troche za pozno i na prozno probuja wolac swoje psy wiem ze jak sie na nia rzuca to ja zagryza, wiec nie wiele myslac polozylam sie na nia, tzn kucnelam tak ze zakrywalam ja prawie cala soba co nie jest super latwe bo suka chciala sie gryzc asmtafy podbiegly z warczenie nas obeszly ,jeden zlapal mnie za reke oczywiscie mialam kurtke gruba wiec nic mi nie zrobil ,szarpnal mnie z dwa razy wlasciele dolecieli zabrali psy przeprosili ale jak wracalam znowu widze te psy ,oni mnie nie widza ale psy owszem znowu leca na mnie 2 amstafy ,suka wariuje rzuca sie ,nie mam czasu zeby zrobic to co wtedy , wyjmuje gaz jak sa z 5 m od nas zwalniaja ja psikam , strasze je tym nawarczaly na nie, jeden podszedl blizej dostal gazem po oczach pisnal i uciekl do wlasciela drugi poszedl za nim wlasnieceil amstafa jescze na mnie nawrzeszczal ze moglam mu psa zabic ..taaa powiedzailam mu ze od jutra nosze waitrowke i napewno ja uzyje jak bedzie tzreba przeprosil :) !! i nikomu nic sie nie stalo, ale mysle ze dalo im to do myslenia i beda pilnowac bardziej swoich psow Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.