Soema Posted December 16, 2009 Posted December 16, 2009 Ty Kas, to stąd idź już :obrazic: taka miejscówa, taka cisza.....:placz: a wiecie, że u mnie nie ma żadnego laba w okolicy :shock: za to te wszelkiego rodzaju burki dostarczają nam emocji... Oczywiście Deni ma zawiechę na piłkę, chyba że widzi boksia, ale te starsze kobieciny nie raz są przeciągnięte przez schody.. Wczoraj wracaliśmy z wizyty przed :hmmmm: adopcyjnej DT :eviltong: i w autobusie jechaliśmy z Denim, zdjęłam mu kaganiec :oops: bo bidny, pierwszy raz autobusem i jeszcze w kagańcu i się ocierał o wszystkich.:roll: Żeby pomiziali, żeby uratowali.. I akurat ujawnił się z konspirki pan kontroler.... Bilety mieliśmy, mam do marca:cool1:, ale zapytał, z groźną miną, czego kaganiec w ręce mam... I mówię, że ten to przed ślinieniem chroni bardziej i Denis się bardziej ociera o ludzi nim... a pan na to uśmiech i "wiem, wiem też mam psa, nie trzeba zakładać" :mdleje: ale chyba mi więcej emocji takich nie trzeba.. Quote
Bogarka Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 A jak kiedys w kolejce zostałam objechana przez inna pasazerke ze Hadar nie ma kaganca. Hadar miał wtedy 3 albo 4 miesiace. Quote
isabelle30 Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 ja nie mam nic przeciwko labkom. ale to jakas zaleznosc jest. Brutus tez ich nie darzy miloscia. nigdy taki go nie rozdeptal bo nie dalby rady - Brutek jest wiekszy, ale jak widzi laba to dostaje piany na pysku i staje sie zupelnie nieodwolywalny (od innych wrogów jakoś go mozna slownie odciagnac gdy spotkamy takiego znienacka a maly jest luzem). wrecz urzadza sobie polowanie w parku na laby....dopasc i powalic na plecy.... ale to nie wina psow. po prostu paru idiotow tzw znawcow kynologow w roznych artykulach i ksiazkach opisalo te psy jako istne anioly, i teraz mamy stada wlascicieli ktorzy kompletnie nic nie wiedzac o psach nie potrafia w zaden sposob zapanowac nad swoimi super grzecznymi i boskimi pod kazdym wzgledem labami. a to wcale nie sa takie latwe psy. o goldenach tez sie mowi ze to istna kraina lagodnosci. suki moze tak, ale nie znam samca goldka ktory jest az tak wyrozumialy dla innych samcow. owzszem poklady cierpliwosci w nich sa wielkie i w stosunku do dzieci i do psow, szczegolnie do szczeniorow. ale inny samiec paszczyc moze tylko do czasu... Quote
Bogarka Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 Na naszym osiedlu sa ze trzy labki ale one sa grzeczne, jeden golden chodzi na ten sam wybieg i on tez jest raczej grzeczny. Natomiast na szkolenie przyszła kiedys matka z synem i z dwoma goldenami, pies podczas czekania na zajecia cały czas warczał, a suka sie wszystkiego bała. Na zajeciach pies zaatakował whippeta, który potem bał sie tam pójsc z powrotem. Juz nie chodza, dobrze ze pomysleli o szkoleniu. le to nie wina psow. po prostu paru idiotow tzw znawcow kynologow w roznych artykulach i ksiazkach opisalo te psy jako istne anioly, i teraz mamy stada wlascicieli ktorzy kompletnie nic nie wiedzac o psach nie potrafia w zaden sposob zapanowac nad swoimi super grzecznymi i boskimi pod kazdym wzgledem labami. a to wcale nie sa takie latwe psy. o goldenach tez sie mowi ze to istna kraina lagodnosci. Chyba juz oisałam ze zaczełam kiedys czytac rady p. Mrzewinskiej z onetu, i pełno było listów o agresywnych labach Quote
isabelle30 Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 one sa z natury lagodne i cierpliwe i przyjazne. ale to wulkany energii. spacerek 3 razy dziennie po 15 minut to dla nich zdecydowanie zbyt malo. one potrzebuja ruchu, pracy z czlowiekiem, kontaktu z innymi psami. ludzie o tym nie mysla. kupuja fajnego psiaczka bo napisali ze on taki nieskomplikowany i pies trzymany w domu sam wiele godzin + malo spaceru czyli zero ruchu+ zero szkolenia czy wychowywania bo jak taki idealny to sam sie wychowa i nauczy wszystkiego. do tego zaczynaja sie problemy na spacerach. bo jak szczeniaczek to wlasciciel boi sie go puscic ze smyczy bo ucieknie. do psow nie wolno bo jakis mu krzywde zrobi. no i po paru miesiacach wyrasta pies szaleniec.... znam to niestety z obserwacji....wielu takich wlascicieli nie tylko labow w okolicy.... szkoda psow i tyle Quote
Martens Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 Moja osiedlowa labka-taran po powrocie domowników (zwykle dzieci ze szkoły) jest po prostu puszczana luzem pzred blokiem, gdzie w ataku głupawki biega dookoła i od psa do psa, jeśli akurat taki przechodzi. Unikam okolic tego bloku jak ognia, kiedyś szłam tamtedy sama na szczęście i widziałam jak labka stratowała malego kundelka - gdybym była z suką, pewnie skończyło by się niezłą awanturą :roll: A wystarczyłoby ruszyć tyłek i zabrać psa na łąki, pobawić się. Ale po co, łatwiej postać kwadrans przed klatką, a piesek niech się sam rozładuje na przechodniach... Quote
filodendron Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 isabelle30 napisał(a): bo jak szczeniaczek to wlasciciel boi sie go puscic ze smyczy bo ucieknie. do psow nie wolno bo jakis mu krzywde zrobi. no i po paru miesiacach wyrasta pies szaleniec.... No coś Ty, labki z definicji chadzają bez smyczy. A jeżeli smycz, to taka smycz służy do ciągnięcia właściciela. Mam na osiedlu taką panią z labradorką, ktora nas dosłownie osacza. Ja przechodzę na drugą stronę, ona za mną, ja schodzę z chodnika na trawnik - byle dalej - ona za mną. Nawet nie to, że pies ją fizycznie ciągnie - ona ma jakiś psychiczny przymus, żeby za nim podążać. Przynajmniej jedno z nich jest przewodnikiem ;) Quote
isabelle30 Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 ona ma psychiczny przymus podazania za psem jak moja tesciowa...hehe. Brutus ktory chodzi na smyczy bardzo ladnie, bez ciagniecia i szrpania, a gdy moja corka (6.5roku) go trzyma to krok obok niej sam z siebie byle tylko nie pociagnac i jej nie wywalic, no wiec ten kochany Brucio orze moja tesciowa trawniki....doslownoe tak to wyglada, ona nie potrafi sie mu przeciwstawic, a on nie zwraca uwagi na ten maly szczegolik ktory mu na drugim koncu smyczy dynda. po prostu wie komu na ile da sie na glowe wejsc. dobrze ze ona taki spacer zalicza baaardzo rzadko... Quote
Martens Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 W sumie u mnie podobnie jest z babcią ;) W ogóle zauważyłam, że starsze osoby często mają taki właśnie nawyk chodzenia za pieskiem tam gdzie chce, zeby sobie powąchał - tylko mi to się bardziej kojarzy z pasieniem kozy niż wyprowadzaniem psa :) Quote
Yorkomanka Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 a co myślicie o wypuszczaniu dziecka z psem którego nie może utrzymać i jest ciągnięte do karzdego psa? Quote
zmierzchnica Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 Yorkomanka napisał(a):a co myślicie o wypuszczaniu dziecka z psem którego nie może utrzymać i jest ciągnięte do karzdego psa? Domyśl się ;) Quote
isabelle30 Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 Martens, moja tesciowa jeszcze nie taka stara staruszka... i kawal kobity nie zadna ususzona szkapa...i ona nie chodzi za Brutusem, ona za nim leci 5cm nad ziemia albo orze butami trawnik ....kumpel z klatki obok ostatnio za nia lecial zeby ja zatrzymac bo Brutek ruszyl biegiem do jego suczki, swojej wielkiej kumpelki... namowil ja jakos zeby go na chwile puscila zeby sobie psy pobiegaly na "boisku", hehe ale moja mama lubi z nim chodzic bo jak powiedziala"to taki byczek Fernando, chodzi po trwaniku i kwiatki wacha" maluszek, slonik jeden Quote
mat33 Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 Coś z tymi labami jest. Mój Max tezr się jeży na ich widok, ale to z powodu naszych wcześniejszych doswiadczeń z tą rasą. Wszyscy pieszecie że labki w napadach spacerowej głupawki taranuja inne psy, u nas jest inaczej. 99% labków to narwane agresory juz nawet nie da sie zliczyc ile razy mnie i Maxa przyatakował labrador. Największe problemy mam z dwoma sztuami. . Pierwszy ma na imia Rufus i jest wyprowadzany albo luzem, albo na smyczy ale przez rodziców wlaściciela lub jego dziewczynę ktorzy są przez psa holowani w dowolne miejsce ( już kiedyś gdzieś pisałem jak przeciągnął tą dziewczynę przez ulice zeby zaatakowac Maxa). To wróg numer jeden mojego psa, zaatakował go na jednym z pierwszych spacerów i od tej pory ataki powtarzają się regularnie. Choc nauczyłem Maxa już nie zwracac uwagi na tego psa, to problem jest bo pies chodzi luzem po blokowisku i można na niego niechcąco wpaść, a właściciele nad nim nie panują w żaden sposób. Drugi nazywa się Spajk, ten z kolei jest czekoladowy. Wychodzi z panią która puszcza go luzem i sobie jogginguje, a pies biega i atakuje inne czworonogi, albo prowadza go na flexi, ktora nadawała by sie conajwyżej dla małego yorka lub kota. Na dodatek od dwóch lat właścicielka tego psa co ją spotkamy psa pyta mnie czy mój Max to pies czy suka ( juz by mogła zapamietać), a jak mówię że pies to ona że jej jest łagodny i sie pobawią, podczas gdy my odpieramy jego szarrze. Na aprośbę zabrania psa reaguje tak że daje psu siad ( jedyna komenda jaka umie - mówiła mi i była z tego dumna) i mówi na przów a pies znów atakuje i tak w kólko. Na szczęście zwykle udaje mi się ja zobaczyć z daleka i ominąć. Ale ten labek potrafi nas czasem wypatrzec z dużejk odległości i atakować. Poza tym ta właścicielka naprawdę jest nawiedzona, chodzi po osiedlu i się drze żeby łapac psy na smycz bo ona idzie ze swoim, ludzie już się nawet nie kłócą z nią, zresztą ja też juz nie, bo mam dość jej wywodów o tym że labki to taka spokojna rasa i że nigdy żaden lab nikogo nie ugryzł i że ani kagańca ani smyczy im nie potrzeba bo tak jej powiedziała straż miejska. I co tu się potem dziwić, że wszystkie psy w okolicy majhą alergię na laby... Na szczęście goldeny w naszej okolicy jak narazie są jeszcze całkiem normalne. Quote
isabelle30 Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 jaka fajna straz miejska macie w okolicy... tylko pozazdroscic, aczkolwiek jak do tej pory nie zaatakowal nas zaden patrol. a Brutek biega spuszczony ze smyczy. rozgladam sie wokol bo ich dobrze widac w tych kolorowych kubrakach ale czasem natykamy sie zupelnie znienacka "zza krzakow" na jakas parke straznikow albo policji i wtedy nic nie pozostaje jak udawac ze sie z psem wlasnie pracuje. a Brutus spryciarz jeden od razu wyczuwa ze cos teges bo robi sie grzeczny jak pies po nie wiadomo jakim szkoleniu....az milo popatrzec... a wracajac do labkow...jest taka jedna suczka, Pola. ma zwariowana pania. albo jak ma cieczke to wychodzi ze starsza pania ktora potrafi przewrocic jak widzi Brutusa i podstawia mu sie pod nos, (raz zerwala smycz i cudem psa z niej sciagnelam) albo wychodzi z taka jedna ktora na odleglosc wrzeszczy "oj Polcia chodz szybciutko bo idzie ten pies co cie zawsze gwalci..." ja pytam czy ma cieczke, ona ze nie wie....kiedys jej probowalam wytlumaczyc co to cieczka i ze jak jej nie ma to zaden pies szczeniakow nie "strzeli" a jak nie potrafi rozpoznac suczy z cieczka to niech ja wysterylizuje i po klopocie...teraz juz po prostu biore psa na smycz bo po co komentowac glupie zachowania. a sucz glupia jak malo ktory pies...albo zupelnie niczego nie nauczona... ale mamy tez takiego laba w okolicy ktorego tylko pozazdroscic, posluszny, wybiegany, zrownowazony jak malo ktory Quote
Martka-K Posted December 17, 2009 Posted December 17, 2009 mojego Czako jak miał 3 miesiące zaatakował włanie labek, i to tak na powaznie, wystartował ostro jak do dużego psa, dobrze, ze oba byly na smyczy i szybko zabralam swojego, a wlascicielka odciagnela labka, po prostu bylam w szoku, rzadko sie zdarza,z e dorosly osobnik atakuje takie psie dziecko. Ale wiadoma sprawa, wszystko zalezy od wychowania, jak juz ktos zauwazyl, wiekszosc ludzi uwaza, ze to takie spokojne psiaki, wiec nie trzeba z nimi pracowac i ich ukladac i pozniej sa wlasnie tego konsekwencje. Quote
Bogarka Posted December 18, 2009 Posted December 18, 2009 A ja pisałam wczoraj, ze "nasze" laby sa grzeczne. A dzisiaj widziałam, jak jeden z tych gzecznych labów zobaczył w oddali moja siostre z Vértesem na smyczy i zaczał pedzic w ich strone, i nie reagował na wołanie własciciela. Siostra mówiła ze lab nie był agresywny tylko Vértes nie lubi podbiegaczy. Quote
zmierzchnica Posted December 18, 2009 Posted December 18, 2009 Ja byłam szczęśliwa, że mam spokój ostatnio, zero chamstwa bezpośredniego. No i za długo to trwało. Wracam z Frotkiem, zimno jak diabli, chcę już iść do domu, spieszymy się. Zza rogu wychodzi rude, małe coś z jedną łapką w górę. Fro wściekły (podbiegaczy luzem to on niet :roll:), więc mówię mu "siad, zostaw". Fro aż się trzęsie, ale grzecznie wytrzymał. Zza rogu wychodzi właścicielka. Cała w uśmiechach, na widok mojego psa wydała z siebie jakieś "hihi... haha!!". Zatkało mnie. Suka podchodzi mimo frotkowego grożenia, Fro zrobił "wraaau". Kobieta z uśmiechem: "to pies czy suka?". Mówię, że nie ma znaczenia, nie lubi psów. Kobieta znowu: "ale pies czy suka?". Wołam, że pies, ale nie lubi psów! Kobieta wielkie oczy: "i suczek teeeż...?", wkurzona już mówię, czy kurdę nie widzi, że suczek też nie? (Fro już burczał wściekle). Kobieta skomentowała: "oj, biedny piesek, biedny..." i poszła dalej, nawet nie siląc się na wołanie swojego psa. Pech chciał że podleciał akurat spaniel "łapiący okazje", przywitał się z tą małą (na szczęście - nie podeszła do Fro) i postanowił podlecieć do mojego psa (szlag..). Fro znów wyskoczył z burczeniem, ale spaniel nie spasował, lazł za nami, podszedł Frotkowi pod pysk, oczywiście zero CSów, Fro się wściekł, spaniel uciekł i znowu to samo, chyba po 3 razach dał spokój. Byłam z Frotka dumna - warczał, ale nie usiłował tych psów zejść ani mi się wyrwać. Już nieco podburzona pędem wracam do domu, wychodzę zza kolejnego rogu - przede mną babka z pudlem mini na flexi. No spoko, idziemy za nią, Fro dostaje komendę na niejedzenie pudla i zajmujemy się obrotami, skokami przez nogę itd. Wychodzimy już i nagle widzę, że pudla dopadają dwa psy tej samej wielkości i go gryzą po szyi. Właścicielka przerażona, szarpie swojego psa... Pech chciał, że trzeci pies zauważył Frotka i dał sygnał do ataku na niego. Więc wszystkie 3 wyleciały na mojego i zaczęło się szarpanie, darcie mordy, zdążyłam wyjąć komórkę i nagrać końcówkę ataku i moje darcie się do właścicielki (którą znam bardzo dobrze - moje psy były atakowane przez jej kundle około 5 razy, a obszczekane, obwrzeszczane itd nie liczę już ile razy...). Właścicielka szybko zwiała za swoją bramę i na moje krzyki że ma tu podejść i pogadać tylko wołała "Rookset, rookset" (do najbardziej zajadłego psa). Więc z daleka wrzeszczę, że to już kolejny raz, że mam nagrane ileśtam ataków, że ma używać cholernych smyczy itd. To mi odwrzeszczała: "nie widzisz, że zamykam bramę?" :mdleje:Dodam, że wcześniej miała pretensje o to, że się "drę jak szmata" i "chodzę tam gdzie ona na spacery". No biedna kobieta, prześladuję ją, o ja wredna. A drę się zawsze, bo kobieta nigdy jeszcze do mnie nie podeszła i kiedy ja podchodzę, to ona... ucieka. Całe szczęście w tym,że byłam z Fro a nie z sukami i że Fro akurat nie miał kagańca ( w nim jest o wiele bardziej pobudzony, wścieka się bardziej, trudniej się nad nim panuje i takie ataki są bardziej traumatyczne, bo nawet się bronić nie może). No i Fro jest 2 razy większy niż te kundle, więc nie odważą się go na serio gryźć. Koleżanki sznupa mini pogryzły...:roll: I cała moja praca z Fro poszła w las. Czasem zastanawiam się, czy warto w ogóle pracować nad czymkolwiek, skoro takie wydarzenia przekreślają wszystko, co wypracujemy? :roll: Quote
isabelle30 Posted December 18, 2009 Posted December 18, 2009 praca nie poszla na marne. gdybys tej pracy nie odwalila to twoj pies wyrwalby do tamtych i fytro by fruwalo w promieniu kilometra.... niezaleznie od zachowan innych zawsze warto samemu miec swiadomosc wlasnego psa w miare dobrze wychowanego, bo nawet jak mu emocje pecznieja i zdarzy sie wypadek to jakos to mozna wytlumaczyc Quote
Greven Posted December 18, 2009 Posted December 18, 2009 Samochód nam się zepsuł i utknęłyśmy w mieście. Ja i moje dwie pitbulle. Dobrze, że mamy tylko jedną smycz (utknięcie było strasznie przypadkowe i nieprzewidziane, cały sprzęt został w domu), bo inaczej wychodziłabym dla wygody (i dla szybkości - mrozy są po minus piętnaście w nocy, wcale fajnie się nie spaceruje o 23 godz.) z obydwoma sukami na raz, a to na osiedlu grozi nie tylko stresem.... ale i czymś gorszym. Już na nas napadł jakiś czarny kudłacz a'la sznaucer olbrzym/terier moskiewski wlekący za sobą właścicielkę, po ruchliwej jezdni wymijałam z jedną z suk pana z nabuzowaną amstafką na flexi, na klatce schodowej cofałam się o całe piętro w dół, za drzwi od domofonu, bo z góry schodziła pani z pekinczykiem bez smyczy oczywiście - pies przodem i wprost na nas, a my na wstecznym. Suki nie mogą się spokojnie załatwić, bo ciągle podbiega jakiś mały kundel z rodzaju samowyrpwadzającychsięluzem, obszczekuje, doskakuje... No i pan z akitą (huskym? te rasy są już tak skundlone, że czasem nie wiadomo, co to), wydłużający smycz, mimo że z daleka mówię - grzecznie i z uśmiechem - że moja może zaatakować, nie będzie się witać, ani bawić. A pan na to "ale to pies, czy suka? bo mój pies, pani się nie boi, on suki nie ruszy." AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Quote
zmierzchnica Posted December 18, 2009 Posted December 18, 2009 [quote name='Soema']Zmierzchnica, zgłaszałaś już to? Nie.. Nie mam za sobą nikogo :roll: Mama powtarza, że mam dać spokój, a pani z kundlami mieszka na takim osiedlu, że nikt na nikogo nic nie powie i jeśli ja wyskoczę, to będę tam znienawidzona, a tego mi nie trzeba... I tak mnie nie lubią, bo tam przechodzę z psami, które przecież srają (kij z tym, że zbieram) i w ogóle mam swoje podwórko (=nie mam prawa chodzić z psami poza nie), jestem nienormalna, bo mam trzy psy (przynajmniej dobrze wychowane), a poza tym jestem rozwydrzoną, pyskatą gówniarą (:cool1:). Nie wiem, czy ktoś przyjąłby na poważnie moje zgłoszenie, szczególnie, że u nas nie ma SM, a policja się "pierdołami" nie zajmuje :roll: Greven - ło. Opisałaś moją codzienność. Quote
Pestka Posted December 18, 2009 Posted December 18, 2009 Ja dzisiaj miałam dość nie przyjemną sytuacje, a mianowicie idę sobie na pole z Benkiem w zamiarze, że go spuszczę, porzucam piłkę itp. Ale patrze wyłania się jakaś babka koło 30 gdzies i widze, że ma psa, takiego do kolana gdzieś- oczywiście bez smyczy. Mówię nie ide, stanęłam i chciałam poczekac aż przejdą. Oczywiście jak tamten pies nas zobaczył od razu leci, leci i zatrzymal się kilka metrów od nas i się patrzy, ale już po postawie widze, że nie jest przyjaźnie nastawiony.. Ogon do góy, uszy naprzód i burczy. Benowy stoi sobie i nic, tylko się patrzy. Pani idzie sobie spokojnie.. Sobie mysle nie będe tak stać jak ten słup i chciałam już iść, a ten pies zaszedł nas od tyłu po łuku i do Benka wystartował i za kark go zaczał szarpać. Mój oczywiscie nie pozostał mu dłużny i też coś tam powarkiwał. Psy się kotłują, ja odciągam Benka, ale tamten i tak dobiega ciagle. Patrze babka leci cała przerażona, ja do niej " Jak się ma agresywnego psa to się go na smyczy trzyma", na co ona odpowiedziała "Ale on nie jest agresywny!". Widze, że próbuje podnieść tego psa na ręce, ale tamten się jej wymyka i nadal do Benka, ale wreszcie udaje się jej go złapac, ja już idę jak najszybciej stamtąd i tylko słyszę, że mówi do swojego psa teksty w stylu "No co Ty wyprawiasz ładnie to tak?". Ale kobieta się zmieszała widac było, moze tym, że jakas "gówniara" jej uwagę zwróciła, a moze tym, że kogokolwiek spotkała i jej pies wystartowal z zebami i ze to jej wina ta cała afera. Potem widziałam, że przez lasek cały niosła go na rękach... Quote
Greven Posted December 18, 2009 Posted December 18, 2009 Pestka napisał(a):Potem widziałam, że przez lasek cały niosła go na rękach... ...Robiąc z psa kalekę psychiczną. Ja od jakiegoś czasu rozdaję smycze. Albo inaczej - proponuję przyjęcie smyczy. Gdy jadę samochodem i coś mi pod koła wlatuje, a właściciel idzie sobie spokojnie poboczem/chodnikiem, albo w mieście... nienawidzę psów bez smyczy, poza kontrolą. Wiecie, ile smyczy rozdałam? Jedną. Taki starszy pan przyjął i nawet podziękował, zapiął psa. A reszta albo się zbrechta, albo rzuci bluzgiem przez ramię. Taka jestem mądra, a na dwa psy mam jedną smycz ;) Quote
Pestka Posted December 18, 2009 Posted December 18, 2009 Greven napisał(a):...Robiąc z psa kalekę psychiczną. Wiesz, szczerze mówiąc to już wolę żeby go niosła na tych rękach niż miałby znów podlecieć do mojego psa ;) Quote
Greven Posted December 18, 2009 Posted December 18, 2009 Z Twojego punktu widzenia to oczywiście lepiej, że go wzięła na ręce i w cholerę wyniosła. Mnie chodzi o całokształt. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.