Soema Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 [quote name='Darianna']Soema - obawiam się, że nie... Przynajmniej to nie brzmi jak żarty... :splat: Strzałka, chyba każdy musi przejść taki chrzest bojowy...:roll: gdzie matka tego chłopca ma wyobraźnie.. Jaka tu na nich rada, psa zabrać - nie, bo gdzie.. Mandat - za co? Jak pies na smyczy i/lub w kagańcu.. Wieku odpowiedniego do wyprowadzania psa nie ma... Ja się nie naprawdę nie dziwię, że wkoło tyle tragedii..:shake: Quote
mat33 Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 Sorry za masę literowek,ale mam jakieś problemy z klawiaturą.. Quote
strzalka44 Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 [quote name='Soema']:splat: Strzałka, chyba każdy musi przejść taki chrzest bojowy...:roll: gdzie matka tego chłopca ma wyobraźnie.. Jaka tu na nich rada, psa zabrać - nie, bo gdzie.. Mandat - za co? Jak pies na smyczy i/lub w kagańcu.. Wieku odpowiedniego do wyprowadzania psa nie ma... Ja się nie naprawdę nie dziwię, że wkoło tyle tragedii..:shake:[/QUOTE] Dobre określenie ten 'chrzest bojowy ' :/ Dobrze że ten dzieciak nie wpadł pod samochód bo wtedy pewnie pies by był winien nie rodzice:/ Quote
Bogarka Posted December 8, 2009 Posted December 8, 2009 Mieszka w sasiedniej klatve czarna suka której własciciele pozwalaja podbiegac do kazdego psa. w lecoe podbiegła do agresywnego amstaffa naszych sasiadów z pietra - pan mówił ze spuscił swojego psa, bo myslał, ze nikogo nie ma, i nagle podbiegła ta suka - który ja wygonił na ulice grzie wpadła pd samochód. Wypadek był w lecoe ale niedawno jej wyjeli druty z łapy która miała złamana strasznie duzo tych drutów miała w tej łapie. ale takiej połamanej zadrutowanej tez pozwalali jej podbiegac do psów. Mnie zdziwiło ze krótko po tym wypadku pozwolili jej podbiec do Hadara duzo wiekszego od niej, ale zawsze sie spotykalismy koło bloku gdzie Hadar nie spusczam a oni wiedza ze Hadar by sie z nia bawił. Ja bym chciała zeby Hadar miał kontakt psami i nawet pozwalałam, zeby sie powachai, ale potem wolałam zaraz isc bo to nie jest spacer ze sie Hadar miota na smyczy, pod blokiem go nie spuszcze (szczególnie jesli drugi pies jest połamany - chyba nie najlepiej jak pies wzazcy prawiew 4 razy wiecej go skotłuje wczasie zabawy, ale jest tez ruchliwa ulica blisko) a juz sie zdazyło, ze mu sie wysuneła głowa z obrozy. Niedawno mama wyszła na spacer ze szczeniakiem mojej siostry, i do Ajty tez tak podbiegła ta suka. Ajta sie jej przestraszyła i chciała juz isc do domu a ta dziewczyna zaczeła pouczac mame ze Ajta powinna sie do innych psów przezwyczajac. Pewnie ze sie powinien szczeniak socjalizowac, ale czy to jest odpowiednia metoda na spcjalizacje ze sie pozwala na podbieganie do niego psa wiekszego od niego? (chyba kolejny raz tez pozwoliła swojej suce podbiec wiedzac ze Ajta sie jej boi). Quote
Martens Posted December 8, 2009 Posted December 8, 2009 [quote name='Claudia_Jazz']A mój Jazz liże się po ch... nie dokończę. pomiędzy tylnym łapami. nie wiem czemu, czy on to lubi, czy go swędzi, ale to drażni. Najpierw liże się TAM a potem cię po twarzy... łeee... Raz moja mama na spacerze z Jazzem poszła na plac zabaw i go tam spuściła. Podeszła do niej jakaś babka i powiedziała że to plac zabaw dla dzieci, nie psów. A mama "A gdyby pani zobaczyła tutaj meneli pijących piwo miałaby pani odwagę im zwrócić odwagę??". I to się nazywa, a nie, że ci byle kto skacze![/QUOTE] A jest tyle naukowych określeń tego co pies ma między nogami, cóż widać niektórzy znają tylko te na ch, prosto z rynsztoka :roll: Btw z mamusi niezła chamka, bo taka prawda - plac zabaw jest dla dzieci, jedne są uczulone, inne mogą się bać, a piaskownica to nie psia ubikacja. I przez takich właśnie ludzi właściciele psów mają opinię chamów i brudasów. Tu nie ma się czym chwalić. Żal :shake: [quote name='mat33']Wtobraż sobie sytuacje kiedy jesteś w szczerym polu, kilomwtr os najblizszego domu, jest listopad, brak jkiejklolwiek perspektywy pomocy ze strony przypadkowego przechodnia, a na twojego psa szarżuje agresor wielkości kaukaza, który zerwał się z łańcucha w jakimś gospodarstwie.[/QUOTE] Miałam właśnie taką sytuację... Ze składu złomu w szczerym polu wydostało się coś w typie kaukaza i sobie na nas zaszarżowało. Ja akurat nie miałam przy sobie kompletnie NIC, byłam sama z suką, a uratował nas przypadek... Poszedł za nami nieduży bezdomny kundelek. Właściwie go odpędzałam, nie chciałam żeby szedł za nami tak daleko od miasta. I to nas uratowało, bo kundelek się spłoszył i kaukaz rzucił się w pogoń za nim, a nie na mojego psa. Mały był bardzo szybki, kaukaz ciężki i na pewno go nie dogonił, a my zyskałyśmy czas na ewakuację :roll: Quote
badmasi Posted December 9, 2009 Posted December 9, 2009 Dzisiaj ja się okazałam wielkim chamem. Wezwana do mnie straż miejska ochoczo przyjechała, zarządano dowodu i okazania woreczków na odchody. A dlaczego? Stałam opodal szkoły córki i czekałam na nią z psami. Stoję tam zawsze, od 6 lat dwa razy w tygodniu i tylko zimą jak jest ciemno, bo córka kończy późno zajęcia. Psy siedziały grzecznie przypięte do barierki z dala od wejścia do szkoły aby nie przeszkadzały wychodzącym dzieciom. Dostałam zezwolenie od szkoły na stanie tam ponieważ wszyscy wiedzą, że moje psy łagodne i że w razie wpadki sprzątnę jak coś narobią, a nie robią bo mają swoje miejsce pod koszem na odchody. Dodatkowo collie miała kaganiec choć nie potrzebuje. Jednak komuś to przeszkadzało, zadzwonił i straż pojawiła się bardzo szybko.Powiedzieli, że stoję na terenie szkoły (opodal boiska) i przyszli mnie upomnieć i obejrzeć moje worki na odchody, których nie miałam bo zużyłam wcześniej jak psy się załatwiały, zapasowy też poszedł na ponadprogramową kupę.Powiedziałam, że mogę okazać kupy w pobliskim koszu i testami DNA udowodnić, że należą do moich psów. Przeszkadzał im też mały dołek, który szelciak wykopał z nudów gdy obok stali, który zresztą zakopałam, powiedzieli, że niszczę mienie szkoły (która zresztą cała wysprejowana przez oczywiście nieuchwytnych wandali).Zapytałam dlaczego nie przyjechali tak ochoczo jak dzwoniłam w sprawie ataku rottweilera lub samochodów zastawiających notorycznie przejście dla pieszych pod szkołą (moja córka oraz koleżanka zostały prawie potrącone w zeszłym tygodniu)? Czy nie uważają swojej interwencji w sprawie dwóch łagodnych psów za stratę czasu? Odpowiedzi nie uzyskałam. Świadkami tej upokarzającej sceny byli rodzice oraz dzieci, którzy się za nami wstawili, gyby nie to dostałabym pewno oprócz upomnienia mandat. Chyba zaczął się kolejny "czarny tydzień" a mnie dopadła taka migrena, że ledwo się ruszam. Może jeszcze jak będę jechała jutro do pracy to ktoś ostrzela "mój" autobus? Czasami może warto być chamem, który luzem puszcza rozbrykane psy, nie zbiera kup-wtedy przynamniej wiadomo, że kara słuszna. Quote
Bogarka Posted December 10, 2009 Posted December 10, 2009 Nasza była sasiadka spusciła kiedys swojego psa pod brama jak ja i mama wychodziłysmy z Bogarem (na smyczy), z ktorym sie nie lubili i sie prawie pogryzły. Mama powiedziała uprzejmie tej pani, zeby nie spuszczała tego psa pod brama, tylko dalej a wtedy jej kilkuletnie wnuk powiedział na moja mame głupia. Nie słyszałam, zeby babcia zwróciła mu uwage. Quote
zmierzchnica Posted December 10, 2009 Posted December 10, 2009 badmasi - ależ pecha masz ostatnio, masakra... Niestety, zwykle jak coś się wydarzy to potem lawinowo sypią się kolejne takie sprawy. Ale cholera bierze człowieka, jak pies agresywny atakuje to mają to gdzieś, ale dwa spokojne psy Z WŁAŚCICIELKĄ, którą przecież bez problemu mogą znaleźć i zjechać, to już "wielce problem". U mnie podobnie - psy latają luzem, teraz stadami, bo cieczki się zaczęły i nic. Ale do świetnie wychowanego boksera na smyczy już wylecieli z mordą, że ten "agresywny" nie ma kagańca... Niech ta straż miejska i policjanci w końcu się douczą, zaczną robić coś konkretnego, bo to już nudne. Swoją drogą, ktoś musi być bardzo "życzliwy" skoro dzwoni na SM od razu tylko dlatego, że stoisz przy szkole z psami... Quote
filodendron Posted December 11, 2009 Posted December 11, 2009 [B]Badmasi[/B], przykro mi, niemiła sprawa. Tyle razy chodziłam z psem po córkę do szkoły i nigdy mi nie przyszło do głowy, że ktoś może mieć o to pretensje. Quote
isabelle30 Posted December 11, 2009 Posted December 11, 2009 badmasi kanal. wspolczuje ci. ale to prawda, pojedyncza kobiete z psem zawsze zgnoja, do faceta nie podejda. przekonalam sie o tym jakies 3 lata temu, a moze 2? stracilam rachube. w kazdym razie nie mialam jeszcze Brutusa.... to bylo zaraz po swietach. kolezanka kupila wlasnie psa, 3 miesiecznego charta rosyjskiego. suczka chodzila jak koza, bala sie odejsc od nog na 10cm. stalysmy z dziecmi w parku, rozmawialysmy a dzieci probowaly zabawiac szczeniora, fakt duzego szczeniora. w calym parku nie bylo prawie nikogo. podszedl patrol i koniecznie chcieli wlepic mandat za psa bez smyczy. wkurzylysmy sie straszliwie, wrecz sie zapienilysmy - obie bylysmy swiezutko po rozwodach i tacy "panowie" wyjatkowo dzialali nam na nerwy. wykazalysmy sie chamstwem pierwsza klasa. poslalysmy panow policjantow na szczaw. na nasz wywod ze do samotnych kobiet z malymi dziecmi i szczeniakiem sa tacy odwazni, a do faceta z amstaffem kawalek na gorce bez smyczy i kaganca to juz sie boja podejsc po zapewne wpie....l dostana, a otoz sa w bledzie bo od nas tez moga dostac, bo kobieta ktora wlasnie spuscila meza na szczaw jest do takiego kroku zdolna a my jestesmy dwie, wiec dalej jazda stad i swoje obowiazki wypelniac bo jak nie to dzwonimy natychmiast do komendy glownej....poszli jak zmyci, ze spuszczonymi glowkami.... wiem, duzym ryzykiem to bylo...mogli nam powlepiac mandaty i co tam jeszcze ale sie udalo niestety taka prawda. do kobiety ochoczo rusza.... niestey sprawdza sie stara prawda, na chama po chamsku. smutne to raczej... Quote
zmierzchnica Posted December 11, 2009 Posted December 11, 2009 Zależy na jakiego chama i w jakiej sytuacji ;) Ja staram się na chamstwo nie reagować, jeżeli to tylko gadki, jakieś komentarze, dziwne zachowanie. Ale odpowiadam chamstwem na chamstwo, jeżeli ktoś zaczyna zagrażać mi/psom... Ale nie robię tego świadomie, zwykle potem się wstydzę, że powiedziałam o kilka słów za dużo. W każdym razie te kilka słów zwykle wystarcza, żeby mieć spokój... Quote
vege* Posted December 11, 2009 Posted December 11, 2009 Ja niestety jestem strasznym cholerykiem :eviltong: i na chamstwo odpowiadam również chamstwem i również robię to czasem nie świadomie i dopiero później zdaje sobie sprawę co tak na prawdę powiedziałam, no ale trudno taka już jestem :evil_lol: Quote
mat33 Posted December 11, 2009 Posted December 11, 2009 [B]badmasi [/B]- współczuję widzę że ostatnio masz strasznego pecha, ale tak to juz zwykle jest że wszystko co złe się kumuluje w jednym czasie, na szczęście zazwyczaj ten czas szybko mija. Co do strazy miejskiej to u mnie wlepiają mandaty tylko ludziom z małymi psami. U nas się chowaja w krzakach i jak sie pies załatwia albo luzem jest to odrazu wyskakuja, ale zwykle do małych. Kiedys na nas też tak wyskoczyli, ale jak byli jeszcze dośc daleko to Max ich zauważył, a że było ciemno ( on w nocy jest niesamowicie czujny i ostrozny) to szczeknął parę razy i odbili w bok, omijając nas ( Max był na długiej cienkiej lince ale nie widzieli bo było ciemno, a byli jeszcze daleko od nas). Raz nawte byłem ciekaw co się stanie, spuściłem na chwilę Maxa do zabawy ze znajomym psem ( też luzem) kilkanaście metrów od wozu Sm Psy nzachowywały się dość głośno i przebiegały tuz obok samochodu. Obserwowali prze szybę i nic nie zrobili, a jak szła babcia z jamnikiem to od razu ją upomnieli że nie może być luzem. Tylko w jednym miejscu w miescie naprawdę pilnują czy psy nie biegają luzem, bo było kilka pogryzień. Quote
Bogarka Posted December 12, 2009 Posted December 12, 2009 [quote name='"isabelle30"']do samotnych kobiet z malymi dziecmi i szczeniakiem sa tacy odwazni, a do faceta z amstaffem kawalek na gorce bez smyczy i kaganca to juz sie boja podejsc [/QUOTE] To ja kiedys na spacerze spotkałam znajoma starsza pania ze stara suka w typie labradora bardzo łagodna do ludzi. Własnie została objechana przez faceta jakiegos ze spusciła suke. Było to na drodze prowadzacej na psi wybieg gdzie rzadko ktos idzie albo cos jezdzi wtedy akurat była pusta, ale ta suka była łagodna nikomu by nic nie zrobiła. Jak podeszłam z Bogarem to sie odczepił od niej a ja powiedziałam niby do tej pani ale specjalnie bardzo głosno ze gdyby na jej miejscu był jakis zbudowany facet z trzema pitbulami to by najwyrzej z okna krzyczał. Rano siostra była ze swoimi psami na spacerze, jej psy były spuszczone ale ona potrafi nad nimi zapanowac, i nie ona podeszła do tych dwóch "przemiłych" oan z rotweilerem i agresywna duza kundelka, tylko one sie nagle za jej plecami zjawiły oba osy były luzem ale wzieły je na smycz. Te dwie baby objechali moja siostre za to ze jej psy (nie zajmujacy sie ich psami) sa spuszczone. Kiedysiostra im odpowiedziała ze ich posy tez były spuszczone to na nia wyjechały zeby nie kłamała. A co do włäscicielki suki : suka jest strasznie spasiona a pani kiedys sie zapytała siostry (wiedzac ze ona jest weterynarz) czy ona naprawde jest gruba bo ktos tak na nia powiedział. A kiedy sie dowiedziała ze mogłaby ja odchudzic to sie obraziła. Quote
isabelle30 Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 po naszym parku chodza dwie kobiety z beaglami. jeden jest zupelnie bezproblemowy za to drugi.... juz kilka osob opowiadalo mi jak to ten pies rzucil sie na innego psa i jeszcze czlowieka dziabnal....dwoje z tych wlascicieli znam osobiscie. beagle biegaja sobie luzem. Brutus nie zwraca szczegolnej uwagi na malych ujadaczy czy warkotnikow i dobrze. ale tak sobie mysle jak obserwuje postawe tych dwoch pan i owego pieska (pies wyraznie wyzywa do ataku a panie nie zwracaja na to wiekszej uwagi, to inni biora swojego psa na smycz i albo zdaza albo nie i wtedy jeszcze przy probie rozdzielenia zostaja pogryzieni). co bedzie gdy bede szla z corka? moj pies nie toleruje zadnego psa ktory przejdzie metr od niej. albo co bedzie gdy tamten zawarczy przy mnie - tego moj pies tez nie toleruje, ... juz raz zwracalam uwage owym paniom ze nastepnym razem nie bede stawac na uszach zeby zajac swojego psa czymkolwiek zeby uniknac konfliktu. one na to wogole nie reaguja. jak Brutus dopadnie owego beagla to reka noga mozg na scianie, a ja wiedzac ze tamten gryzie czlowieka nie zamierzam nawet reki wyciagnac.... ze tez takich nieodpowiedzialnych ziemia nosi.... dziwi mnie tez ze nikt jak dotad nie zglosil faktu pogryzienia na policje szczegolnie gdy widzi ze pies nadal bez smyczy, a panie nadal zachowuja jakby zadnego problemu nie bylo Quote
mare Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 A ja mam historyjkę z dzisiaj - w nieco bardziej zabawnym tonie:) Krakowianie na pewno kojarzą trasę prowadzącą z okolic kopca w stronę Lasku Wolskiego. Niespecjalnie szeroka alejka, po bokach trawa, krzaki i ławki...1,5h temu wracamy z wyprawy, która zaczęła się w okolicach 7 rano...Wędrowaliśmy przez pół Krakowa, przez Błonia, następnie po lesie...Trochę ćwicząc, ale raczej pozwalając psu się wyłączyć, nacieszyć naturą, pozabijać patyki ;) No i wracamy alejką, od której zaczęłam historyjkę...Nasz (choć nie nasz, opiekujemy się nim od 4 miesięcy i niedługo wraca do domu) owczarek niesie rękawiczkę. Patrzę, a z naprzeciwka biegnie para, joggingowy duecik z postawnym haszczakiem. Zeszłam z alejki na bok, odbieram psu rękawiczkę, podaję mu w zamian smaka...I stoimy. Po prostu. Spokojnie. Państwo przebiegają, słyszę, jak do zainteresowanego naszym psem haszczaka kobieta mówi "zostawiamy". A za chwilę w naszą stronę leci komentarz ze strony faceta: "A nie lepiej sobie psa wychować, niż chować się z nim po krzakach!!!" Odpsykowałam, by sam się schował w krzaki. I jestem pod wrażeniem. Dużym;) Quote
marmara_19 Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 Wrrrr. Uwielbiam nieodpowiedzialnych wlascicieli! Dzisiaj facet byl na polach z suka husky. Suka bez smyczy.. Przypolowac z daleka chciala na moja suke mala..- wiec wystawilam Cekina! Dobrze, z ebyl na flexi.. bo mialam kontrole nad tym co sie dzialo..- suka z cieczka.. dni plodne czy cus bo sie nadstawiala pieknie! Dobrze, ze smycz byla i "siad" dzialalo.. Quote
mat33 Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 Ja też ostatnio mam to samo co rusz trafiamy na suke w cieczce puszczoną luzem. Czy to naprawde tak wielki problem chociaż przez te kilka dni prowadzić ją na smyczy?! Ludzie wogóle nie myślą, bo co z tego ze ja mam psa na lince jak suka podbiega i się nadstawia, a jej właściciel ma jeszcze do mnie pretensje.... Quote
GameBoy Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 mat33 napisał(a):Ja też ostatnio mam to samo co rusz trafiamy na suke w cieczce puszczoną luzem. Czy to naprawde tak wielki problem chociaż przez te kilka dni prowadzić ją na smyczy?! Ludzie wogóle nie myślą, bo co z tego ze ja mam psa na lince jak suka podbiega i się nadstawia, a jej właściciel ma jeszcze do mnie pretensje.... jako, ze moja suka ma teraz cieczke to Ci odpowiem.... to nie jest kilka dni a prawie 3-4 tygodnie, jak sie ma suke z temperamentem to mozna miec nie lada problem... sucz w domu po parapetach chodzi, oczywiscie nie puszczam jej w parku miejskim, tylko w odludnych miejscach na 20 m lince, nie dlatego, ze ona ucieka, teraz ma dni plodne i ani jej w glowie takie akcje, poprostu ludzie nie umieja upilnowac psow... moja suka ma pierwsza cieczke, 2 mce po zostanie ciachnieta, uwazam, ze wszystkie zwierzeta poza tymi ktore maja repa czy status suki hod. powinny byc obligatoryjnie kastrowane! ograniczyloby to nie tylko problem bezdomnosci i przepelnionych schronisk ale wiele innych.... Quote
isabelle30 Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 GameBoy, to ja jako wlascicielka psa ci odpowiem. kastrowanie psa czy suki bez wskazan zdrowotnych przynosi jeden tylko plus - nie ma problemu z cieczka czy ucieczkami za sukami. za to niestety moze spowodowac wiele innych minusow, niestety kastracja czyli pozbawienie psa hormonow plciowych to nie tylko ograniczenie popedu plciowego, to bardzo powazna ingerencja i zaburzenie, glupie zaburzenie bardzo delikatnej rownowagi organizmu. nie wykastruje swojego psa bo wlasciciel suki puszcza ja na dlugiej lince lub luzem....trudno. raz juz sciagalam swojego psa z takiej suki ktora nieodpowiedzialna pancia puscila, wiecej razy tego nie zrobie. nie widze powodu zebym to ja miala pilnowac psa bo wlasciciel suki dokonujac wyboru plci, swiadomie w koncu, godzac sie na problem z cieczkami dwa razy do roku, nie potrafi przyjac ze puszczanie swojej pupilki moze miec konsekwencje... i uwierz mi nie tylko twoja suka chodzi po parapetach, okoliczne psy robia to samo...po prostu takie zycie, i trzeba sie z tym pogodzic i jakos funkcjonowac wsrod innych ludzi i ich psow, i zachowywac sie odpowiedzialnie. masz suke...masz psi obowiazek jej pilnowac. masz ja trzymac na smyczy, i pozwalac jej sie wybiegac bladym switem albo pozno w nocy kiedy jest pusto. ja mam psa i mam psi obowiazek nie pozwalac mu na kontakty z suka z cieczka. i tylko w takim ukladzie wszystko ma szanse funkcjonowac w jako takiej harmonii Quote
aniaijaga Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 ja równiez mam suke i w czasie cieczki też na spacerach do suki po prostu nic nie docieka. I nie wyobrżam sobie, żeby biegała luzem w tym czasie. Wszystkie spacery na lince - nie ma innej rady, to są tylko 2-3 tyg. trzeba przecierpieć. Quote
mat33 Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 jako, ze moja suka ma teraz cieczke to Ci odpowiem.... to nie jest kilka dni a prawie 3-4 tygodnie, jak sie ma suke z temperamentem to mozna miec nie lada problem... sucz w domu po parapetach chodzi, oczywiscie nie puszczam jej w parku miejskim, tylko w odludnych miejscach na 20 m lince, nie dlatego, ze ona ucieka, teraz ma dni plodne i ani jej w glowie takie akcje, poprostu ludzie nie umieja upilnowac psow... moja suka ma pierwsza cieczke, 2 mce po zostanie ciachnieta, uwazam, ze wszystkie zwierzeta poza tymi ktore maja repa czy status suki hod. powinny byc obligatoryjnie kastrowane! ograniczyloby to nie tylko problem bezdomnosci i przepelnionych schronisk ale wiele innych.... Nie no wiem, że cieczka trwa dłużej ale zwykle suczki takie akcje jak opisałem wyzej odstawiaja tylko w dniach płodnych ( choć z różnymi sukami, różnie to bywa, co świetnie widac po twojej). Wiedzac ile u mnie w mieście jest psow samowyprowadzajacych lub z właścicielami ale luzem i całkiem poza ich kontrolą szczerze wspołczuję właścicielom suczek w okresie cieczki. Mój pies nie podbiega do suczek w cieczce, bo jest na lince, a jak widzę jakieś psy to od razu go przywołuję i trzymam krótko, ale w ostatnim czasie kilkukrotnie spotkałem suczkę w cieczne która się nadstawiała mojemu psu, ku uciesze właściciela lub przy jego anemicznych nawoływaniach. Tego nie jestem w stanie zrozumieć, nie wiem czy ci ludzie tak bardzo chcą szczeniaków, czy sparwdzić na ile posłuszny jest mój pies ( jak mu się pręży przed nosem to niestety bodziec jest zbyt silny). Na dodatek niedaleko mnie jest samowyprowadzająca sie suczka która teraz ma cieczkę i już kilkukrotnie została pokryta przez bezpańmskie psy, na dodatek rzuca sie na inne suki, a jej właściciele udają że nic się nie dzieje i ona nie ma żadnej cieczki... Co do kastracji zwierząt niehodowlanych to też sie w 100 procentach zgadzam. Mój pies prawdopodobnie rownież przejdzie zabieg jak tylko będzie w lepszej formie, bo nie chce już dłużej patrzec jak sie męczy w okresie kiedy cieczki suk sa najbardziej nasilone. Quote
mat33 Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 niestety kastracja czyli pozbawienie psa hormonow plciowych to nie tylko ograniczenie popedu plciowego, to bardzo powazna ingerencja i zaburzenie, glupie zaburzenie bardzo delikatnej rownowagi organizmu. Dla tego właśnie napisałem "prawdopodobnie", muszę przyznać że troche się boje co będzie po zabiegu. Juz raz , kiedy wyjeżdżaliśmy do Bługarii i Max został u cioci przeszedł tzw. "chemiczną kastrację", bo podczas cieczek suk w pobliżu znacznie wzrasta u uniego poziom agresji, no i balem sie że jej może uciec. Niestety bardzo żle się to odbiło na jego zdrowiu... Quote
GameBoy Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 isabelle30 napisał(a):GameBoy, to ja jako wlascicielka psa ci odpowiem. kastrowanie psa czy suki bez wskazan zdrowotnych przynosi jeden tylko plus - nie ma problemu z cieczka czy ucieczkami za sukami. za to niestety moze spowodowac wiele innych minusow, niestety kastracja czyli pozbawienie psa hormonow plciowych to nie tylko ograniczenie popedu plciowego, to bardzo powazna ingerencja i zaburzenie, glupie zaburzenie bardzo delikatnej rownowagi organizmu. nie wykastruje swojego psa bo wlasciciel suki puszcza ja na dlugiej lince lub luzem....trudno. raz juz sciagalam swojego psa z takiej suki ktora nieodpowiedzialna pancia puscila, wiecej razy tego nie zrobie. nie widze powodu zebym to ja miala pilnowac psa bo wlasciciel suki dokonujac wyboru plci, swiadomie w koncu, godzac sie na problem z cieczkami dwa razy do roku, nie potrafi przyjac ze puszczanie swojej pupilki moze miec konsekwencje... i uwierz mi nie tylko twoja suka chodzi po parapetach, okoliczne psy robia to samo...po prostu takie zycie, i trzeba sie z tym pogodzic i jakos funkcjonowac wsrod innych ludzi i ich psow, i zachowywac sie odpowiedzialnie. masz suke...masz psi obowiazek jej pilnowac. masz ja trzymac na smyczy, i pozwalac jej sie wybiegac bladym switem albo pozno w nocy kiedy jest pusto. ja mam psa i mam psi obowiazek nie pozwalac mu na kontakty z suka z cieczka. i tylko w takim ukladzie wszystko ma szanse funkcjonowac w jako takiej harmonii moja suka chodzi po parapetach z niewybiegania, bo nie wiem czy sie zrozumialysmy tak, puszczam ja na 20 metrowej lince, ktorej koniec hakiem wbijam w ziemie i rzucam jej aport - co w tym zlego? ja jej pilnuje, nie puszczam bez nadzoru wychodzenie bladym switem i pozna noca nic nie da, na moim osiedlu mieszka ponad 1000 osob, tu ciagle ktos wchodzi z psem... puszczanie jej w nocy, gdy nic nie widac uwazasz za dobry pomysl? gratulacje pomijam fakt, ze ktos rowniez moze wyjsc z psem i nie zauwaze nawet jak do niej podbiegnie, dwa sa tez zwierzaki bezdomne nie wiem co oznacza termin "blady swit" na tak duzym osiedlu ruch spacerowy zaczyna sie o 4,30 ja jej nie pozwalam na kontakty z psami, trzymam ja na lince, jezeli czyjs pies podbiega to problem wlasciciela psa nie moj Quote
zmierzchnica Posted December 13, 2009 Posted December 13, 2009 Cóż, ja wypowiadam się z pozycji właścicielki i psa i suk. I proste: suki w cieczce na lince/smyczy puszczane raczej z dala od terenów, gdzie chodzi wiele psów (ale to nie znaczy, że koniecznie trzeba chodzić po ścianach i parapetach, żeby sucz nie zostawiła po sobie śladu, bez przesady - po prostu nie prowokować idąc z cieknącą suczką przez środek psiej łąki itd, bo to wredne w sumie no i proszenie się o "adoratorów"...). Psy w okresach cieczek także na lince, plus ćwiczenie posłuszeństwa, żeby jednak samowolnie do takiej suki nie wystartowały, a jeśli posłuszeństwo zawodzi to pies puszczany tylko na ogrodzonym terenie. Oczywiście utopią jest brak samowyprowadzajacych się psów - czy to cieknących suk czy to amantów. Po prostu wszystkie psy powinny być na smyczy lub całkowicie kontrolowane i problemów by nie było... A tak właściciele suk mają pretensje, że podniecone psy podbiegają i kopulują na suce, nawet jeśli ta nie ma cieczki (miałam tak - makabra, pies uwziął się na moją sunię, wtedy 4 miesięczną i nie dawał się odgonić, koczował przy moim domu - a szczenior przerażony nie wiedział co się dzieje!), wlaściciele psów, że suki podbiegają i się prężą i w ogóle jakim prawem chodzą tam gdzie oni z psami, skoro mają cieczkę... Ten problem wraca na dogo cyklicznie i zawsze wywiązuje się zażarta dyskusja między tymi od suk, a tymi od psów. Moim zdaniem rozwiązania są dwa: albo pilnowanie swojego psa, czy to suki czy psa i przyzwyczajenie się do natrętów/"nartętek" i chęci ucieczek albo kastracja. Ja postawiłam na to drugie i jestem bardzo zadowolona.Oczywiście, że zdarzają się powikłania i problemy po operacji, ale to zdarza się naprawdę rzadko. Moim zdaniem plusy przebijają minusy. Psy się nie frustrują, nie przeżywają wahań nastrojów. Szczególnie to ważne, gdy ma się kilka psów, bo w okresie cieczek i suki i psy mogą się nieźle pożreć, a wewnątrz stada to niefajna sprawa... Także warto to przemyśleć, pogadać z jakimś logicznym weterynarzem. Moim zdaniem jeśli ktoś wybiera życie z niekastrowanym psem na osiedlu, gdzie jest praktycznie pies na psie i pełno lata luzem, jest agresywna itd, to sam się prosi o problemy. To, że nie powinno tak być, nie zmienia faktu, że tak jest - jeśli chcesz walczyć o swoje, bo "moja suka ma prawo chodzić tu i tu", "mój pies ma prawo sobie polatać bez tych wszystkich suk", no to sam się prosisz o frustracje, złość i denerwowanie się. Kastracja to eliminuje, przy okazji wie się na pewno, że nasz pies nie przyczyni się do rozpłodu i kolejnych psich tragedii... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.