kendo-lee Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Badmasi,bardzo współczuję to dosłownie jakaś masakra,aż mi się nie chce wierzyć,że tyle incydentów z tym psem i nikt nie reaguje.I to się dzieję w stolicy.Tak jak wszyscy tu radzą napisz pismo do swojego komisariatu,jeśli to nic nie da napisz do komendy glównej.Na broń gazową i paralizator trzeba mieć zezwolenie,na broń na naboje śrutowe zasilena nabojem gazowym Co2 nie trzeba zezwolenia i na gaz też nie trzeba.Na moje psy gaz nie dzieła na tego rotka też może nie podziałać więc broń gazowa nic nie da.Podziała za to na pewno pistolet hukowy,na który nie potrzeba zezwolenia.98%psów boi się wystrzałów i petard,a ten pistolet robi duży halas,więc jeśli masz w coś inwetować to wlaśnie w to.Ja jeszcze zadzwoniłabym do jakiegoś poczytnego brukowca i sprzedała im historyjkę o krwawej bestii siejącej postrach na dzielnicy,oni się lubują w takich tematach,może wtedy władze ruszą swoje dupska i coś zrobią. Quote
Soema Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Ale ten hukowy podziała i na własne psy.... A co do gazety, to bardzo dobry pomysł. Quote
Ewa&Duffel Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 badmasi napisał(a):Ewa, a do której szkoły? Do liceum J.W.Goethego (przy Joliot Curie). Quote
Martens Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Ja już dawno myślałam o pistolecie gazowym, bo wiatrówka TZ taka deko nieporęczna:cool1:; tylko pech taki, że moja suka przy strzale z tak bliskiej odległości dostałaby małpiego rozumu... Ostatnio znowu mieliśmy niemalże przykry incydent z kolejnym bokserem, suką w dodatku... Nie wiem, co za pecha mamy do tej rasy - suka zaczęła wyprężona wędrować w naszą stronę, a pańcia bezskutecznie darła się, żeby wróciła. Szybko odeszłam, bo moja psica jak to przy bokserze już się wystraszyła, spięła się i powarkiwała... Quote
kendo-lee Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Owszem,jest taka opcja,ale najważniejsze,że przegoni napastnika.Myślę,że pies atakowany przez agresora poniesie mniejszy uszczerbek na zdrowiu psychicznym i fizycznym jeśli tylko wystraszy się huku,a nam uda się odpędzić w ten sposób agresora. Quote
badmasi Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Ewa, to gratuluję-to bardzo dobre liceum kendo-lee, tak właśnie myślałam i dlatego wolalabym nie mieć broni, która jest w pewnym sensie nielegalna, to piętrzenie dodatkowych problemów. Quote
Martens Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 kendo-lee napisał(a):Owszem,jest taka opcja,ale najważniejsze,że przegoni napastnika.Myślę,że pies atakowany przez agresora poniesie mniejszy uszczerbek na zdrowiu psychicznym i fizycznym jeśli tylko wystraszy się huku,a nam uda się odpędzić w ten sposób agresora. U nas to nie opcja tylko pewność - wystarczy petarda rzucona pół km dalej, a pies warczy i chowa się do kąta, na spacerze ciągnie w stronę domu, wpada dosłownie w trans, a później mamy 2-3 dni obgryzania łap z nerwów :( Więc jak już mam się bronić przed agresorem, to wolę cichsze metody - takie też sa, tylko wymagają trochę siły i odwagi. Quote
Equus Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Jeśli paralizator tak drogi to nie wchodzi w grę ale pistolet gazowy za 145-czemu nie? Taki mały drobiazg pod choinkę... Zwykły paralizator nie jest taki drogi, bardzo drogie są te działające na odległość. Najgorsze jest to, że te psy są często niczemu niewinne tylko mają głupich i nieodpowiedzialnych właścicieli i to im by się należało potraktowanie tym gazem albo paralizatorem a nie psom:roll: Quote
Martens Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Myślę, że wszyscy tu o tym wiedzą, ale w momencie, kiedy duży, silny pies atakuje, bardziej będę martwić się o zdrowie mojego niż owego agresora. Quote
zerduszko Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Martens napisał(a): Więc jak już mam się bronić przed agresorem, to wolę cichsze metody - takie też sa, tylko wymagają trochę siły i odwagi. Jakie? :roll: Quote
Equus Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Martens napisał(a):ale w momencie, kiedy duży, silny pies atakuje, bardziej będę martwić się o zdrowie mojego niż owego agresora. A to jasna sprawa, całkowicie się zgadzam! Tylko kurcze właściciel powinien odpowiadać za swoje zachowanie, a jak wynika z tego tematu prawo wcale nie jest po stronie ofiar i takim kretynom się prawie zawsze upiecze:shake: Quote
Martens Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 zerduszko napisał(a):Jakie? :roll: Brutalne :roll: Quote
zerduszko Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 No to musisz mieć kope siły, że jesteś w stanie fizycznie dać radę psy typu rotek. Quote
Martens Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Nikt nie mówi, że gołymi rękami :roll: a rottek, choć duży i silny, pancerza jednak nie ma. Nie będę stała i patrzyła, jak mi coś zagryza psa - choć tak drastyczne działania to dla mnie ostateczność, nie zdarzyła mi się taka potrzeba i mam nadzieję, że nie zdarzy nigdy. Narzędzia do obrony nauczyłam się nosić po tym, jak nachodził mnie i groził mi facet-kryminalista, któremu z TZ odebraliśmy psa, którego zostawił na ulicy podczas 3-miesięcznego wyjazdu za granicę :roll: Jakoś od tamtej pory na wieczorne spacery chodzę z pełnymi kieszeniami. Quote
badmasi Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Ja jako nastolatka nosiłam sprężynowca w kieszeni, uratował mi życie (no może co innego) jak napadł mnie zbok w nocy. Oczywiście go nie zadźgałam tylko postraszyłam, zdałam sobie jednak sprawę z tego że nie jest łatwo użyć takiego przedmiotu z wielu względów.....Nosiłam też potem gaz ale z nim czułam się mniej pewnie. Od wielu lat nie noszę nic ale jak widac popełniam błąd, bo jak sam sobie nie pomożesz to nikt ci nie pomoże. Myślę, że czas podjąć decyzję Quote
mat33 Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Ja tam nie zastanawiam się nad konsekwencjami, kiedy mojego psa atakuje na serio duży silny pies. Często się zdaża że nie mam nic do obrony. Zazwyczaj kiedy widzę że na Maxa szarzuje jakiś duży agresor to w ostatniej chwili wyskakuję z krzykiem psa. Zwykle to dezorientuje na chwile napastnika, ktory odbiega by ponowic atak. Niestety to działa góra 2 - 3 razy, ale jak pies jest z właścicielem to zwykle udaje mi się tym sposobem uniemożliwic na chwilę atak, aż właściciel zdaży dobiec. Wtedy jest już łatwiej. Jeśli natomiast pies jest bez właściciela to nie ma wyboru i przechodzimy do rekoczynów. Mój kolak zazwyczj podczas ataku kompletnie sie blokuje, więc kiedy agresor gryzie go lub probuje ugryżc to ja przekierowuję atak na siebie ( np. kopiąc napastnika), wtedy moj pies momentalnie załącza i atakuje agresora w mojej obronie. Kilkukrotnie dzięki wzajemnemu zaufaniu i dla tego że każdy z nas chce bronic za wszelką cenę drugiego udało nam się zniechęcić i zdezorientowac napastnika tak że opduścił i wszyscy uniknęli poważniejszych obrażeń. No ale to tylko w skrajnych przypadkach, kiedy nie ma innego wyjscia, bo agresor jrst duży, nieustępliwy i atakuje na serio. No ale to wymaga silnej więzi psa i opiekuna oraz wzajemnego zaufania. Jak ja jstem z psem to zwyklle sobie jakos radzimy, niestety tym razem kiedy atak złamał psychike Maxa była z nim moja mama... Quote
Diora Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 [quote name='Martens'] wystarczy petarda rzucona pół km dalej, a pies warczy i chowa się do kąta, na spacerze ciągnie w stronę domu, wpada dosłownie w trans, a później mamy 2-3 dni obgryzania łap z nerwów :( Skąd ja to znam... Z moją mam to samo. Co robisz jak gryzie łapki? Moja od tygodnia chodzi w kołnierzu, bo już prawie rany ma rozlizane :( Quote
badmasi Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 mat 33-ja krzyczałam na tego psa ale go to nic a nic nie ruszyło, rotki to psy o silnej psychice i mało co jest w stanie je wystraszyć. Myślę też, że rottweilera lepiej nie kopać bo można stracić nogę. Ja się ciesze, że moja collie się nie broniła tylko poddała, to ją prawdopodobnie uchroniło od pogryzień. Wolałam mieć psa rozpłaszczonego na chodniku niż martwego. Zaręczam ci że collie i to jeszcze suka nie ma najmniejszych szans w starciu z rottweilerem, nieuzbrojony człowiek również. Ja osobiścię nie chcę aby pies mnie bronił bo można tym sposobem zabrnąć w ślepą uliczkę. Moja suka zna komendy zachęcające do ataku, wyuczone przez poprzednich właścicieli ale ja je wygasiłam. Uczę psa równowagi i niereagowania na zaczepki oraz współpracy z innymi psami ponieważ marzą się mi sporty w grupie. Od kilku lat trenujemy solo ale to zbyt mało. Nie byłam jeszcze w sytuacji aby zaatakował nas pies bez właściciela dlatego myślę, że najwyższy czas dozbroić się na taką ewentualność. Ja przez jakiś czas trenowalam sztuki walki, nigdy nie próbowałam ich stosować poza ringiem, raz że to niezgodne z kodeksem a dwa, że można przecenic swoje umiejętności i drogo za to zapłacić. To samo można powiedzieć o bronieniu się przed dużym psem mając do dyspozycji własne kończyny i swojego, mniejszego psa. Dla mnie silna więź i zaufanie między psem a przewodnikiem powinna się realizowac we współpracy sportowej a nie w walce. Wyłączając tu oczywiście psy szkolone do obrony, użytkowe np. policyjne. Quote
Martens Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 Diora napisał(a):Skąd ja to znam... Z moją mam to samo. Co robisz jak gryzie łapki? Moja od tygodnia chodzi w kołnierzu, bo już prawie rany ma rozlizane :( U nas nigdy nie dochodziło do zmian na skórze, co najwyżej sierść trochę ciemnieje od lizania. Ja przede wszystkim staram się miec ją na oku i za każdym razem, kiedy zabiera sie do łap, odwracam uwagę np. zabawkami, przekierowuję uwagę na coś innego. Generalnie zmęczenie psa fizycznie i psychicznie wycisza takie objawy. Quote
Claudia_Jazz Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 A mój Jazz liże się po ch... nie dokończę. pomiędzy tylnym łapami. nie wiem czemu, czy on to lubi, czy go swędzi, ale to drażni. Najpierw liże się TAM a potem cię po twarzy... łeee... Raz moja mama na spacerze z Jazzem poszła na plac zabaw i go tam spuściła. Podeszła do niej jakaś babka i powiedziała że to plac zabaw dla dzieci, nie psów. A mama "A gdyby pani zobaczyła tutaj meneli pijących piwo miałaby pani odwagę im zwrócić odwagę??". I to się nazywa, a nie, że ci byle kto skacze! Quote
Darianna Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 Soema - obawiam się, że nie... Przynajmniej to nie brzmi jak żarty... Quote
strzalka44 Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 Jeszcze nie wypowiadałam się na tym forum, do tej pory czytałam tylko te straszne historie i cieszyłam się że nigdy coś takiego mi się nie przytrafiło... do czasu! W sobotę wybrałam się z mamą i z moim psem (shih tzu - w typie bo bez papierów) na pobliski ryneczek. Przechodząc obok sklepu stanęłyśmy przy wystawie już chwile wcześniej przemknął mi przed oczami jakiś chłopaczek w wieku góra 10 lat miotajacy się z psem w typie Husky ale był po drugiej stronie... nagle odwracam się a tu dzieciak po jednej stronie pasów a pies po drugiej oczywiście na smyczce typu flexy. Przeciągnoł dzieciaka na drugą stronę i kieruję się na nas, to ja Tobiego na ręcę i odwróciłam się do do muru... no i nagle psiak wskakuje mi na plecy i warczy. Jakimś cudem zachowałam zimną krew i odepchnęłam psa co nie było do końca bezpieczne, dzieciakowi udało się go odciągnąć oczywiście uśmiech nie schodził mu z ust:/ co ciekawsze wydażyło się to na ruchliwej ulicy ... Reakcja ludzi znikoma dopiero później jakieś Panie zaczęły krzyczeć "Gdzie on ma kaganiec?" ale w sumie co się dziwić jak mamę która stała obok, kompletnie sparaliżowało... Quote
mat33 Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 mat 33-ja krzyczałam na tego psa ale go to nic a nic nie ruszyło, rotki to psy o silnej psychice i mało co jest w stanie je wystraszyć. Myślę też, że rottweilera lepiej nie kopać bo można stracić nogę. Ja się ciesze, że moja collie się nie broniła tylko poddała, to ją prawdopodobnie uchroniło od pogryzień. Wolałam mieć psa rozpłaszczonego na chodniku niż martwego. Zaręczam ci że collie i to jeszcze suka nie ma najmniejszych szans w starciu z rottweilerem, nieuzbrojony człowiek również. Ja osobiścię nie chcę aby pies mnie bronił bo można tym sposobem zabrnąć w ślepą uliczkę. Moja suka zna komendy zachęcające do ataku, wyuczone przez poprzednich właścicieli ale ja je wygasiłam. Uczę psa równowagi i niereagowania na zaczepki oraz współpracy z innymi psami ponieważ marzą się mi sporty w grupie. Od kilku lat trenujemy solo ale to zbyt mało. Nie byłam jeszcze w sytuacji aby zaatakował nas pies bez właściciela dlatego myślę, że najwyższy czas dozbroić się na taką ewentualność. Ja przez jakiś czas trenowalam sztuki walki, nigdy nie próbowałam ich stosować poza ringiem, raz że to niezgodne z kodeksem a dwa, że można przecenic swoje umiejętności i drogo za to zapłacić. To samo można powiedzieć o bronieniu się przed dużym psem mając do dyspozycji własne kończyny i swojego, mniejszego psa. Dla mnie silna więź i zaufanie między psem a przewodnikiem powinna się realizowac we współpracy sportowej a nie w walce. Wyłączając tu oczywiście psy szkolone do obrony, użytkowe np. policyjne. Ja cie świetnit rozumiem, collie nie ma szans w ztarciu z rottkiem i doskonale wiem że taki pies nie wystraszy się krzyków. Ja napisałem tylko ze wzglądy na fakt że wywiązała się tu lużna dyskusj na temat obrony przed dużymi psami. Ja rozumiem że w twojej sytuacji najlepiej było nic nie robic bo sunia przypłaszczyła sie do ziemi, a poza tym była perspektywa że zaraz pojawi się właściciel rottka. Ja pisałem o sytuacji kiedy mojego psa atakuje duży pies luzem, bez właściciela, tak sytuacja zda żyła mi się raptem może dwa razy. Wtobraż sobie sytuacje kiedy jesteś w szczerym polu, kilomwtr os najblizszego domu, jest listopad, brak jkiejklolwiek perspektywy pomocy ze strony przypadkowego przechodnia, a na twojego psa szarżuje agresor wielkości kaukaza, który zerwał się z łańcucha w jakimś gospodarstwie. Mimo twoich krzykow ten pies rzuca sie na twojego kolaka, wiesz że jak nie zadziałasz to twój pies nie przeżyje. W takich chwilach nie zastanawiasz się co się stanie tylko robisz co w twojej mocy. Wiem że to niebezpieczne, ale nie ma innego wyjścia. My mielismy w tych nieszczęsnych 2 przypoadkach sporo szczęścia bo udało nam sie wyjść tylko z lekkimi obrazeniami ( siniaki i dziury po kłach), ktoś inny mógłby nie mić tyle szczęścia. Nie chodzi mi broń Boże aby wzajemne zaufanie i więż psa z opiekunem miały być realizowane w walce, oczywiście ż pracuje z psem, biegamy, jeżdzimy rowerem, ćwiczymy posłuszeństwo itp i to buduje naszą więż. Mój pies nigdy nie był przez nikogo uczony komend do ataku ani nic w tym stylu. Po prostu w takim przypadku jak opisałem to nasza jedyna szansa na ratunek, wiem że jeśli nie skieruję ataku na siebie to Max nic nie zrobi i może się to dla niego skończyć tragicznie, ani pojedyńczy człowiek ani pies nie miał by wtedy szans. NIgdy nie robiłem tego celowo, to że Max zareaguje kiegy agresor mnie ugryzie wyszło podczas pierwszego ataku, a podczas drugiego już wiedziałem czego się spodziewać po nim. Nie mam na celu nikogo tutaj straszyć, w mieści taka sytuacja na pewno się nie przytrafi, ale ja z psem chodzę również daleko za miasto. Oba psy ktore nas atakowały były łańcuchowymi pseudo-kaukazami ( miały kawałki lańcuchów u szyi), wyskoczyły z nienacka z krzaków, nie było szans by je ominąć, wzieły sie niewiadomo skąd i atakowały na serio, nigdy więcej ich nie spotkałem i miejmy nadzieję, że nie spotkam. Zgadzam się z tobą że psa nie można pod żadnym pozorem szkolic do walki, to może robić tylko policja itp. Sam byłem oburzony jak sąsiad uczył swijego onka komend do ataku, podczas gdy pies nie był nawet odwoływalny. Chciałem tylko powiedziec że w ostatecznoiści trzeba bronić psa i tyle, nie ma innego wyjścia, przyjaciela nie zostawia się w biedzie. Oczywiście można sobie kupić np. paralizator, ale nigdy nie wiadomo czy atak nie zdaży się właśnie wtedy jak zapomnisz go wziąć... Quote
Diora Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 [quote name='Martens'] Ja przede wszystkim staram się miec ją na oku i za każdym razem, kiedy zabiera sie do łap, odwracam uwagę np. zabawkami, przekierowuję uwagę na coś innego. Generalnie zmęczenie psa fizycznie i psychicznie wycisza takie objawy. Wiem, ale u nas to działa tylko doraźnie... Odwrócę jej uwagę na moment, potem znów jesto to samo. Myślę nad psychologiem dla psów. Może uda nam się całkowicie to wyeliminować. Brdzo bym chciała. Najgorsze jest to, że jeden palant z drugim kompletnie się nie przejmują,że zwierzaki umieraja ze strachu przez petardy. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.