isabelle30 Posted December 4, 2009 Posted December 4, 2009 pogryzienia i male rany to w tym przypadku male piwo. suczka zostala poturbowana przez wielkie cielsko, jest w szoku, moze nie reagowac na bol, ona mogla doznac jakichs wewnetrznych obrazen... badmasi, trzymaj reke na pulsie. masz blisko weta calodobowego? Quote
mat33 Posted December 4, 2009 Posted December 4, 2009 Współczuję i mam nadzieję że wszystko będzie dobrze. Ja juz nie mam sił do takich ludzi !!! Sam niedawno miałem podobną sytuację, idąc na spacer z moim collie. Pies w typie asta ( ale większy na oko z 60 parę kilo) masakrycznie agresywny i na dodatek albo luzem z właścicielem, albo na smyczy z właścicielką, która nie potrafi go utrzymać. Państwo po sześćdziesiątce. Moja mama szła rano na spacer z Maxem i z bardzo dużej odległości ( mama mówiła że był poza zasięgiem jej wzroku) ten pies ich wypatrzył. Dobiegł i zaatakował Maxa, dobrze że Max się odwinął i nie został przez tego psa przygnieciony do ziemi. Od razu zaczął uciekać ( dobrze że mama wzięła długą linkę). Dobiegł właściciel i zaczął się głupio tłumaczyć że mu się pies wyrwał, tylko że smycz wyciągał z kieszeni, ale nie łapał go bo się bał własnego psa... Na szczęście udało mu się go jakoś złapać. Max wyszedł z tego cało, ale jego psychika nie. Kiedyś lubił wszystkie psy, teraz tylko mniejsze od niego. Duże budzą w nim lęk, do tego stopnia że jest w stanie zaatakować nawet duże psy z którymi przed tym zdarzeniem się bawił... Ciężko to teraz odkręcić... Przez jednego idiotę Max stał się z psa nieustraszonego, psem lękliwym... Quote
wojtito Posted December 4, 2009 Posted December 4, 2009 Rozmowy z dyspozytorami są nagrywane....w takiej sytuacji powinni przyjąć wezwanie, przepraszam za wyrażenie, ale to ich zasrany obowiązek. Moim zdaniem powinnaś wybrac się na komende, zgłosić sprawe, zarówno faktu pogryzienia, jak i nie przyjęcia wezwania przez funkcjonariuszy straży miejskiej. Nie ma na co czekać, dzisiaj poturbował Twojego collie, jutro zagryzie czyjegoś setera, a pojutrze rozniesie dzecko. Niedawno na moich oczach amstaff bez smyczy, rzucił się do gardła drugiemu psu, i go zabił. Nie była to wina psa, raczej nieodpowiedzialnego własciciela tak jak w tym wypadku, i wlaściciel powinien natychmiast zostać ukarany. Quote
badmasi Posted December 4, 2009 Posted December 4, 2009 Nie wiem jak to się dzieje ale właściciele tego rottweilera są bezkarni. Od lat walczą z nimi sąsiedzi aby nie puszczali psa luzem na klatce schodowej bo jak wybiega za drzwi to atakuje wszystko co się rusza. Przez okrągły rok pies ujada zamknięty na balkonie, właściciele na spacerach jak pies jest na smyczy specjalnie przechodzą blisko ludzi z psami strasząc ich rzucającym się rotkiem. Wielokrotnie musiałam schodzić im z drogi, za każdym razem jak tam przechodzę to sprawdzam czy droga wolna.....Tym razem pies wyczuł nas z dużej odległości, zapolował. Nie był prowokowany przez moje psy szczekaniem, czymkolwiek, one go nie widziały. Nauczyłam je zresztą aby go ignorowały i nie odpowiadały na zaczepki. Wlaściciele nie tylko sa nieodpowiedzialni ale wręcz specjalnie prowokują niebezpieczne sytuacje, sprawia im to przyjemność. Dziwne bo to starsze małżeństwo z ok.40 letnim synem. To nie są szalone wyrostki tylko dorośli ludzie. Dzwoniłam do dzielnicowego, w poniedzaiałek mam się zgłosić na komendę. mat33-nie na darmo mówi się że collie to wrażliwe psy, jeden przykry incydent niestety potrefi złamać ich psychikę, odwrócenie tego to trudna sprawa, trzeba stać się psim trenerem i psychologiem w jednym aby naprawić to co zostało zepsute. Tak jak moja collie zmarkotniała po dzisiejszym wypadku tak szelciak wogóle się nie przejął, trochę tylko na wieczornym spacerze obchodził psy łukiem ale bez specjalnego lęku. Co będzie z collie teraz to nie wiem....? Wzieliśmy ją do naszego domu na wieś aby trochę się zrelaksowała, niestety może się okazać że w szkoleniu po tym incydencie wrócę do punktu wyjścia, czyli trzy lata do tyłu. A już było tak fajnie, ostatnio tak się dobrze zachowywała że zastanawiałam się nad agility w grupie zmierzchnica-pies na ciele cały i zdrowy, obejrzałam dokładnie, może również dzięki temu że suka się nie broniła tylko rozpłaszczyła na ziemi, aż się dziwię że się tak zachowała, musiała być ostro przerażona, pewno instynkt samozachowawczy się włączył a i właściciel dosyć szybko przybiegł po rotka i zdzielił go kijem. Jak z psychiką to się okaże na spacerach. Quote
Soema Posted December 4, 2009 Posted December 4, 2009 Ostatnio jakiś debil rzucał w nas petardami z okna, zadzwoniłam na policję... Potem po jakimś czasie drugi raz, przyjechali po ok. pół godzinie i gdybym nie poczekała na nich i nie pokazała palcem co i jak, to by odjechali. Nie byłam z nimi w mieszkaniu, więc nie wiem czy weszli tam.. Ale z każdego wezwania, które są nagrywane, muszą się rozliczać. Ja bym nie odpuszczała... Sama się bałam, że Ci studenci mogą mnie dopaść kiedyś w nocy, ale nie dam się zastraszyć, tym bardziej jeśli chodzi o moje i psiaka bezpieczeństwo. Stanie się tragedia i potem będzie lament w tv i innych mediach, 'dlaczego nikt nic nie zrobił?'..... Quote
gops Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 w nas tez wczoraj rzucali petardami! jacys chlopacy miejwiecej 14 lat , jak spytalam czy mam psa puscic (rzucala sie na nich bo machali rekami i krzyczeli do nas) to uciekli , ale i tak psa puscilam jest odwolywalna i chwile ich pogonila i wrocila , mysle ze drugi raz nie beda rzucac w ludzi zpsami co do zdarzenia z rottkiem , bardzo mi przykro , wiem jakie to przezycie mialam podobne na mnie i moje psy rzucil sie mix asta suka byla zszywana i niestety jej psychika bardzo ucierpiala teraz nie ma mowy zeby ominac psa tej rasy bez rzucania sie, jak widac debili nie brakuje nigdzie ehh Quote
Bogarka Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Badmasi, twój collie po przejsciach był jak go wziełas? A jak sie czuje teraz? Jak sie odgrazał ten facet(jeszcze miał czelnosc)? Przykro mi z opwodu sytuacji, szkoda mi psa. A sasiadzi włäscicieli roittka nie narzekaja na ujadanie na balkonie? Quote
Martens Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Ja jestem w szoku, że takie sytuacje mają miejsce bezkarnie, w dodatku w dużym mieście... Quote
badmasi Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Bogarka - mój pies nie jest po przejściach ale ma nieprawidłową psychikę, genetyczną lękliwość. Jest takim trochę odpadem produkcyjnym, pochodzi z grupy psów pracujących do zaganiania bydła, wzięłam go ze wsi od ludzi którym lękliwość przeszkadzała w pracy ze zwierzętami aczkolwiek ciągle ma ciągoty do zaganiania. Jak wpadł kiedyś na pastwisko na wsi to zaprowadził wszystkie krowy sąsiadowi do domu. Wszyscy narzekaja na szczekanie rotka ale mają pretensje do ludzi, którzy przechodzą pod blokiem a mniej do właścicieli psa. Ten człowiek odgrażał się, że jak będę tam chodzić to puści psa, wymachiwał do mnie pięścią. Nie wiem jak ja mam tam nie chodzić? Jego blok stoi obok szkoły mojej córki i opodal naszego domu, chodnik należy do wszystkich. Zresztą tym razem przechodziłam wcale nie pod tym blokiem tylko daleko, po drugiej stronie ulicy. Moja sąsiadka mi powiedziała, że oni wychodzą z tym rotkiem na spacery głównie o 5 rano, bo pies ma już na koncie pogryzienia, nawet jak był na smyczy więc się trochę obawiają kolejnych incydentów. Warszawa duże miasto ale cywilizacja jeszcze tu nie dotarła. Quote
Martens Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Moja rada - wszystkie skargi na piśmie, za potwierdzeniem odbioru. Jak nie pomaga, to pismo do komendy głównej z xero poprzednich pism na miejscu, z pieczatkami odbioru. To skandal żeby coś takiego miało miejsce. Powiem z przykrego doświadczenia, że skargi telefoniczne i mailowe są olewane, dopiero pismo z potwierdzeniem przyjęcia plus groźba skargi "wyżej" pobudza panów do działania. Quote
zmierzchnica Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Pewnie gaz pieprzowy nic by w obronie przed nim nie dał...? Choćby doraźnie, zanim ktoś na serio zajmie się tym psem i jego właścicielami.. Quote
Equus Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 No właśnie miałam bliskie spotkanie z chamami z psami:angryy: Chodzę sobie z moimi psami, a tu z przeciwka idzie rodzina z psami, które lecą do moich psów. Właściciele oczywiście zero reakcji. Mój pies odgonił tego, który na mnie skakał a tamten pies zaczął podbiegać i odbiegać cały zachwycony i gonić się wokół mnie z ich drugim psem. W końcu jeden z ich psów wpadł na mnie i prawie mnie przewrócił. Wrzeszczę do właścicieli żeby wzieli wreszcie te psy, a oni "a bo co". Ja na to "bo właśnie wpadł na mnie z rozpędu i mnie uderzył", a tamci na to w śmiech... I co robić w takiej sytuacji? Normalnie szlag mnie trafił:mad: Quote
Soema Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Ja po czytaniu tego wszystkiego, wiem że w większości spraw, nie ma co rozmawiać z właścicielami, bo są bez wyobraźni - jak większość ludzi. Dlatego trzeba powiadamiać SM i policję, do skutku. Nie ma co czekać, trzeba reagować w takich sprawach.. Nie będę się czuła winna, gdy dojdzie do tragedii i zlecą się media. Najbardziej zawsze to mnie irytuje, to głupie tłumaczenie się ludzi po fakcie.. Że tylko pies przestraszył, że on tylko tak gryzł, bo się bał.. etc.. Jakby Denis wtedy tą petardę złapał, w czasie gdy ja rozmawiałam z dyspozytorką (zadarłam się jej w słuchawkę i ona przy okazji słyszała wybuch) to bym rozszarpała tego faceta i miała traumę chyba do końca życia... Quote
badmasi Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Zmierzchnica-nie wiem czy gaz zadziałałby odpowiednio, może strumieniowy to tak. TZ chce mi coś sprawić do samoobrony, myślał o paralizatorze ale nie wiem czy to dobry pomysł. Muszę przyznac że jak widziałam tego biegnącego do mnie psa to byłam przerażona. Ten pies biegnąc wydawał dźwięki bojowe i dawał sygnały do ataku. Wszystko działo się jak na zwolnionym filmie, cały czas zastanawiałam się co mam robić-czy uciekać czy stać w miejscu. Nie miałam nic do obrony, ani gazu ani kija, nic....Ręce zajęte przez dwie smycze, za plecami parkan szkoły a przed sobą barierki i tylko wąski chodnik czyli brak możliwości wycofania się. Nie wiedziałam którego z psów ten rotek zaatakuje. Jakby padło na szelciaka, który ma 37 cm to byłby placek z psa. Postanowiłam zostać w miejscu bo rotek i tak by nas dopadł a ucieczka mogłaby go jeszcze bardziej rozdrażnić. Nie wiedziałm czy puszczać atakowaną sukę czy trzymać smycz, w rezultacie trzymałam aby móc wyciagnąc ją spod rotka. W pobliżu nie było ludzi, świadków, kogoś kto mógłby pomóc, tyko kierowca który mało a by potrącił przebiegającego ulicę rotka. Nie ukrywam, że myślałam że to koniec z moim psem, że nie damy rady. Wiele osób mówiło na dogo aby kopać podbiegającego psa czy rzucac w jego stronę przedmioty ale jak się ma do czynienia z atakującym, potężnym rottweilerem to dopada człowieka starch. Nie ma co ukrywac, bałam sie że zostanę pogryziona, dawno temu pogryzł mnie ONek i mam lekką traumę. Quote
zerduszko Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 badmasi napisał(a):Wiele osób mówiło na dogo aby kopać podbiegającego psa czy rzucac w jego stronę przedmioty ale jak się ma do czynienia z atakującym, potężnym rottweilerem to dopada człowieka starch. Te rady to chyba głównie dotyczą podbiegających małych ujadaczy :cool1: Kiedyś w naszą stronę biegł przerośnięty onek, miałam ze sobą tylko małą sukę, którą wzięłam na ręce i odwróciłam się twarzą do najblizego ogrodzenia. Pies przewrócił nas obie, nie miałam kompletnie szans, bo to był silny, młody pies, a moje kopy robiły na nim takie wrażenie, jak ukąszenie komara :eviltong: Quote
Equus Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 badmasi napisał(a):Zmierzchnica-nie wiem czy gaz zadziałałby odpowiednio, może strumieniowy to tak. TZ chce mi coś sprawić do samoobrony, myślał o paralizatorze ale nie wiem czy to dobry pomysł. Najlepszy byłby paralizator który wystrzeliwuje elektrody w kierunku napastnika, takie coś a'la pistolet ale to wydatek rzędu kilku tysięcy :( Ale jak patrzę na takich idiotów jak dziś to się zaczynam poważnie zastanawiać nad tym, żeby sobie coś jednak sprawić jakiś sprzęt na spacery... Quote
zmierzchnica Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Mój brat kupił dziewczynie pistolet gazowy za 145 zł. Jest lepszy niż spray na pewno, nie trafi przy okazji w użytkownika i jego psy, tylko w napastnika. A paralizator to już faktycznie duży wydatek, choć myślę, że bardziej skuteczny... Nie dziwię się, badmasi, że się bałaś... Co innego, jak pies jest może i duży, ale łagodny i tylko upierdliwy, albo na tyle mały, że kop go odstraszy... Ale obawiam się, że wściekłego rotka - a to przecież psy silne psychicznie, byle co ich nie wystraszy - żadne łańcuchy rzucane pod łapy czy gazety by nie ruszyły. W takim momencie i psy i człowiek jest zupełnie bezbronny... Gdyby to była Twoja córka z szelciakiem to byłaby masakra :( Piszesz, że to nie pierwszy raz, że były już pogryzienia - może warto dotrzeć do tych poszkodowanych ludzi i wspólnie złożyć skargę? Jakoś udokumentować to, co się dzieje, poprosić niezapsionych sąsiadów, żeby zrobili psu luzem ukradkiem zdjęcia czy nagrali jego zachowanie? Bo na pewno nikt z psem nie będzie ryzykował spotkania z tym rotem... Cholera, że też SM nie zareagowało, to nienormalne! :/ Quote
Kiłi Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 badmasi, współczuje zajścia, a najbardziej współczuje psu, bo pewnie mocno to przeżył... Odkopnąć dużego no niestety się nie da... nie wiem nawet co można w takiej sytuacji zrobić (nie mając gazu itp) :( Z poprzednim psem na szczęście nie musiałam się co martwić, bo był na tyle silny, że jakby co sam mógłby się obronić, u obecnej suczy wystarczało ostrzegawcze dziabnięcie podbiegacza... ostatnio podbiegł do mnie mix rottweilera chyba z owczarkiem, wielki pies zanim się spostrzegłam sucz wyszła przede mnie i dziab w pysk tamtego i całe szczęście odszedł, jakby próbował atakować dalej to by było słabo... a jakbym była sama z małym psem to nie wiem... chyba że psa zasłonić sobą... A czy ja dobrze przeczytałam? Właściciel się coś burzył?? Quote
Diora Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Gaz pieprzowy niewiele pomoże... Moja suczka jako szczeniak wyjęła mi z kieszeni kurtki takowy i przegryzła opakowanie. Jak się zorientowałam, że coś się dzieje i wybiegłam do przedpokoju - zobaczyłam szczeniora w "oparach". Oczywiście dumna z siebie biegała koło "syczącego" pojemniczka i chiałą się bawić. Ja prawie się udusiłam i zapłakałam na śmierć. Futrzaka w ogóle zaistniała sytuacja nie obeszła. Nawet nie kichnęła. Ja pomio kilkakrotnego wyprania chodnika miałam kaszel przez tydzień podczas sznurowania butów... Quote
Ewa&Duffel Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Kurczę, aż trudno mi uwierzyć, że takie rzeczy się dzieją... Czytam ten wątek i myślę, ze mam duże szczęście,bo w ciągu 2 lat mojego życia z psem nie spotkała nas żadna niemiła sytuacja. No,może tylko raz, kiedy rzucił się na Duffla amstaff, ale właściciel zaraz podbiegł i go odciągnął. Bardzo współczuję przeżyć :( Collie to wrażliwe psy, wiem coś o tym. Mojego collaka zaatakowały kiedyś 2 owczarki,był poważnie poturbowany i potem panicznie bał się psów, omijał je szerokim łukiem. Mam nadzieję, że u was nie będzie aż tak źle... Badmasi, w jakiej dzielnicy Wawy mieszkasz ? Quote
badmasi Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Ewa-mieszkam na górnym Mokotowie, na granicy Starego Mokotowa i Wierzbna Zrobiłam wywiad a propo's tych ludzi. Nikt nie pójdzie ze skargą bo wszyscy się ich boją, okazalo się że całe towarzystwo to recydywa-zarówno właściciel psa jak i synalek. Fakt, obydwoje mają po 2 metry wzrostu i wszędzie dziary, także na twarzy. Podobno były już interwencje policji w ich sprawie ale nic to nie dało, wręcz zlośliwie zaczęli puszczać psa luzem i bez kagańca. Jeśli paralizator tak drogi to nie wchodzi w grę ale pistolet gazowy za 145-czemu nie? Taki mały drobiazg pod choinkę... Bedę musiała się wywiedzieć jaki model będzie w miarę mały i prosty w obsłudze. Jutro przewertuję internet. Czy posiadanie takiej broni jest legalne? Quote
Soema Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 Badmasi, uważaj na siebie. I na rodzinę. Ja bym tego nie zostawiała tak.. Pisała pisma do tych "wyżej".. Może się stać tragedia, jak nie Wam, to komuś innemu, kto nie będzie miał tyle szczęścia, nie będzie szedł z dużym psem, tylko małym, kto nie będzie się miał jak bronić... Taki pies u takich ludzi to bomba zegarowa... Sama mam dom rodzinny w .. niezbyt bezpiecznej dzielnicy. Delikatnie to nazwę.. Policja na zgłoszenie przyjeżdża po kilkudziesięciu minutach, bo wie że już "po wszystkim".. Ale dla spokoju sumienia, pisz skargi i postaraj się coś z tym zrobić, nie możemy dawać się zastraszyć i czekać na rozwój, albo że inni coś zrobią.... Quote
Ewa&Duffel Posted December 5, 2009 Posted December 5, 2009 badmasi napisał(a):Ewa-mieszkam na górnym Mokotowie, na granicy Starego Mokotowa i Wierzbna Kurczę, to ja tam do szkoły chodzę... Naprawdę współczuję :( Quote
badmasi Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Ewa, a do której szkoły? Ja niestety mieszkam w kwadracie dosyć niebezpiecznym, ale mieszkam tu od urodzenia więc się specjalnie nie boję. Elementu tu sporo bo po wojnie część lokali została zajęta pod kwaterunek a wiekszość mieszkań przeznaczono dla policji i UB a ci są najgorsi, teraz dorastają ich wnuki-co pokolenie to większa degrengolada. Quote
jotpeg Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Badmasi, musisz miec przy sobie cos do obrony. Idz do sklepu i kup gaz, ale zaznacz ze ma dzialac na psa. Ja mam taki w zelu (podobno najnowszy wynalazek). Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.