Martens Posted November 26, 2009 Posted November 26, 2009 Soema napisał(a): No i powiedziała, że ona nigdy nie bierze zabawek na spacer, ani nie rzuca psom, bo się bardzo gryzą między sobą.. I nie pomyślała, że Twój też może się pogryźć o zabawkę? :roll:? Moja suka też by broniła piłki czy kija i jakoś nie zrobiło by jej różnicy, czy to pies czy suka podbiegła. Eh, tak to jest - puszcza się psa do obcych, a potem lament, że coś się stało :p Przyzwyczajaj się :evil_lol: Quote
Soema Posted November 26, 2009 Posted November 26, 2009 Nie podoba mi się, że Denis się tak zachował, ale jak go odciągnęłam on siadł przy nodze i na te psy nie patrzył w ogóle.. Wiele razy się wącha z psami, ale to ja mu pozwalam jak w psyku brak zabawki, bo on się wącha, dopóki tamten zabawki nie trąci.. Ehh.. dziwni ci ludzie :niewiem: za to w nocy mieliśmy caaalutki park dla siebie. Puściutko było i mój TŻ zaczął być nawet konsekwetny, a Denis chętniej zabawkę oddawał :loveu: za to ja od wcześniejszego darcia głos straciłam. Ale my się kochamy:diabloti: i jest po mojemu,:evil_lol: Quote
kasiek12 Posted November 26, 2009 Posted November 26, 2009 mat33 napisał(a): Potem zaczęły się gadki że pies musi się mnie bac bo inaczej nie będzie się słuchał, ale postanowiłem że nie będę wyciągac pochopnych wniosków, bo facety cały czas mówił że psa się nie bije ( ale jak póżniej się okazało szarpie na kolczatce, oczywiiście na to nie pozwoliłem!!) mat33 musisz mieszkać w mojej okolicy, bo ja usłyszałam dokładnie to samo!! Szukałam jakiejś szkółki, żeby ktoś pomógł mi okiełznać mojego 1,5 rocznego haszczaka. Generalnie to facet szkoli owczarki niemieckie, ale za dodatkową opłatą zgodził się nas przyjąć. Oczywiście kolczatki obowiązkowe, co od razu wzbudziło mój niesmak - facet powiedział, że jeżeli psa nie zaboli to on nie zrozumie, że coś robi źle. I ten sam tekst - pies żeby był posłuszny MUSI się bać!! Ja mu na to, że nie chcę żeby mój pies się mnie bał, bo to mój przyjaciel i on ma mnie lubić, a nie się bać. Uciekliśmy stamtąd prędko, bo facet wg mnie był nienormalny. A co gorsza słyszałam, że ludzie sobie chwalą jego szkołę. Ja bym mu psa za żadne skarby świata nie powierzyła. Co to za metody w ogóle?? Średniowieczne jakieś... Quote
mat33 Posted November 26, 2009 Posted November 26, 2009 Napisał mat33 Potem zaczęły się gadki że pies musi się mnie bac bo inaczej nie będzie się słuchał, ale postanowiłem że nie będę wyciągac pochopnych wniosków, bo facety cały czas mówił że psa się nie bije ( ale jak póżniej się okazało szarpie na kolczatce, oczywiiście na to nie pozwoliłem!!) mat33 musisz mieszkać w mojej okolicy, bo ja usłyszałam dokładnie to samo!! Szukałam jakiejś szkółki, żeby ktoś pomógł mi okiełznać mojego 1,5 rocznego haszczaka. Generalnie to facet szkoli owczarki niemieckie, ale za dodatkową opłatą zgodził się nas przyjąć. Oczywiście kolczatki obowiązkowe, co od razu wzbudziło mój niesmak - facet powiedział, że jeżeli psa nie zaboli to on nie zrozumie, że coś robi źle. I ten sam tekst - pies żeby był posłuszny MUSI się bać!! Ja mu na to, że nie chcę żeby mój pies się mnie bał, bo to mój przyjaciel i on ma mnie lubić, a nie się bać. Uciekliśmy stamtąd prędko, bo facet wg mnie był nienormalny. A co gorsza słyszałam, że ludzie sobie chwalą jego szkołę. Ja bym mu psa za żadne skarby świata nie powierzyła. Co to za metody w ogóle?? Średniowieczne jakieś... No chyba w twojej okolicy nie mieszkam ( Radomsko w województwie Łódzkim), ale było dokładnie tak samo jak w twoim opisie. Chwalony i polecany przez wszystkich trener od Onków, za doplatą zgodzil się nas przyjąć. Odniosłem takie samo wrażenie jak ty, ze jest nienormalny i na tm zakończyliśmy współpracę... Dzisiaj miałem bardzo stresującą sytuację na spacerze, która związana jest nie tyle z chamstwem, ale z bezmyślnością. Poszliśmy dziś na spacer do miasta ( a nie jak zwykle w pola) bo wyszliśmy póżniej niż zwyklle, a po ciemku na polach zabardzo nie da się spacerować. Na śodku jednego z mijanych osiedli jest taka duża łąka gdzie większość okolicznych psów i ich właścicieli się pojawia od czsu do czasu przynajmniej. Zagęszczenie psow jest tam bardzo duże ( chyba z powodu braku parkow dla psów w moim mieście) więc wiele osób chodzi tam socjalizować swoich pupili ( ja czasem też, bo na polach spotykamy bardzo niewiele psów i zwykle są to te same zwierzaki). Znajduje się tam też taki pagórek mający jakieś 6-7 metrów wysokości, gdzie zimą dzieci je żdżą na sankach. Zawsze tam chodzimy z Maxem bo on uwielbia obserwować z góry okolicę no i oczywiście wbiegać, a chyba jeszcze4 bardziej zbiegać z tej górki. Jedno zbocze tego pagorka jest bardzo łagodne, a drugie strome, prawie pionowe. Dzisiaj wbiegliśmy po łagodnym zboczu i widzę w dole panią z dużym rudym psem na smyczy, ktory się w nas wpatruje i drugim mały, białym w łatki, jak wtedy myślałem szczeniakiem luzem. Gdy ich zobaczyłem pani akurat brała na ręce tego małego, odwrócona do mnie tyłem i nie widziałem dokładnie. Ruszyła w naszą stronę wzdłuż zbocza i będąc na naszej wysokości spojżała w górę i, stawiając na ziemi pupilka, powiedziała " patrz Kitek jaki duży pies". A mi serce podskoczyło do gardła, to był kot!!!!! Max nie nawidzi kotów i właściwie nie da się w nim tego zwalczyć bo on p[o prostu na nie poluje!!!! A ja stałem z nim na szczycie osiedlowej górki, nad prawie pionowym zboczem, siedem metrow nad ziemią. Kitek też stał nireuchomo patrząc na nas, obojętny na wołania właścicielki, Max wpatrywał się w niwgo zjeżony, jak wydałem komendę siad i zostań cały czas uspokajając psa. To były dla mnie prawdziwe chwile grozy. Takie napięcie nie towarzyszyło nigdy nawet sytuacji kiedy Max gryzł się z innym psem, nie raz Max dał popis niemal wyryrając mi rękę ze stawu bo nagle zobaczył kotka. Nie byłem do końca pewny jego reakcji, bo choć jest dość posłuszny to "na polowaniu" zazwyczaj po prostu głuchnie i bywa nieprzewidywalny. Na szczęście tym razem posłuchał i co chwilę na mnie zerkał by się upewnić czy jestem z niego zadowolony, ale gdyby jednak nie posłuchał to wole nie nyśleć co by się stało.... A kitek po jakichś 15 minutach oczekiwania wreszcie zareagował na beztroskie wołania swojej pani. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu dla jej bezmyślności. Quote
Soema Posted November 26, 2009 Posted November 26, 2009 Chyba pani "Kitka" nie kocha...... Ale gratuluję zachowania psiaka :) Quote
Bogarka Posted November 26, 2009 Posted November 26, 2009 "mat33" napisał(a):Dzisiaj wbiegliśmy po łagodnym zboczu i widzę w dole panią z dużym rudym psem na smyczy, ktory się w nas wpatruje i drugim mały, białym w łatki, jak wtedy myślałem szczeniakiem luzem. Gdy ich zobaczyłem pani akurat brała na ręce tego małego, odwrócona do mnie tyłem i nie widziałem dokładnie. Ruszyła w naszą stronę wzdłuż zbocza i będąc na naszej wysokości spojżała w górę i, stawiając na ziemi pupilka, powiedziała " patrz Kitek jaki duży pies". A mi serce podskoczyło do gardła, to był kot!!!!! Max nie nawidzi kotów i właściwie nie da się w nim tego zwalczyć bo on p[o prostu na nie poluje!!!! A ja stałem z nim na szczycie osiedlowej górki, nad prawie pionowym zboczem, siedem metrow nad ziemią. Kitek też stał nireuchomo patrząc na nas, obojętny na wołania właścicielki, Max wpatrywał się w niwgo zjeżony, jak wydałem komendę siad i zostań cały czas uspokajając psa. To były dla mnie prawdziwe chwile grozy. Takie napięcie nie towarzyszyło nigdy nawet sytuacji kiedy Max gryzł się z innym psem, nie raz Max dał popis niemal wyryrając mi rękę ze stawu bo nagle zobaczył kotka. Nie byłem do końca pewny jego reakcji, bo choć jest dość posłuszny to "na polowaniu" zazwyczaj po prostu głuchnie i bywa nieprzewidywalny. Na szczęście tym razem posłuchał i co chwilę na mnie zerkał by się upewnić czy jestem z niego zadowolony, ale gdyby jednak nie posłuchał to wole nie nyśleć co by się stało.... Myslała ze to owczarek, a nie pies mysliwski wiec nie bedzie na jej kota polował? Skas ja to znam, Hadar tez chce polowac na koty Quote
kasiek12 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Nie no mat wybacz, ale uśmiałam się do łez " patrz Kitek jaki duży pies" - dobrze, że Twój Max nie był ostatnią rzeczą jaką Kitek w życiu zobaczył. Ach te koty... Quote
karola&gacek Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Kitek miał szczęście :evil_lol: Gacek na koty reaguje tylko na działce, gdzie moi dziadkowie go nauczyli przeganiać koty z naszego terenu. A tak np. na osiedlu (jest pare kotów luzem chodzących i jeden na smyczy) to powącha na odległość i dalej pójdzie ;) Jak tak czytam wasze opowieści to Opole wydaje się oazą spokoju :lol: Albo ja trafiam tylko na normalnych. Quote
łamAga Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 mój Neron na bank by "kitka" zjadł , tej pani na prawdę gratuluję wyobraźni i bezmyślności :shake: ja Nerona nauczyłam sporo , nie reaguje już na inne psy i na komendę "fe" spuszcza głowę i przechodzi obok z napięciem ale bez ataku no ale jak widzi kota to nie ma zmiłuj , już nie raz mnie przeciągnął przez całe osiedle za kotem a raz "wyrwał" mi rękę i strasznie nadwyrężył prawy bok , chyba przez miesiąc mnie bolało , i nikt go agresji do kotów nie uczył , tak po prostu już ma od szczeniaka .... Quote
mat33 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 No coż, ajk by na to nie patrzeć to sytuacja była niebezpieczna dla obydwu stron. Ale jestem dumny z Maxa. Quote
mat33 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 dOgLoV jednocześnie wysłałiśmy posty. W łaśnie Max ma inentycznie jak twoj Neron. Nikt go nie uczył agresji do kotów, od kąd do mnie trafil ( miał 4,5 miesiąca) polował na koty. Quote
filodendron Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 No ale jak to mat33, miałeś psa na smyczy i bałeś się, że wyrwie Ci rękę i zeżre kota? Tak serio, serio? To u mnie już dawno chodziłbyś bez obu rąk - tyle jest kotów bezdomniaczków i nie tylko - jest kilka kotów regularnie wyprowadzanych na spacer na smyczy. Za te drugie to nie tylko groziłby brak rąk ale i grzywna w sądzie :cool3: Quote
łamAga Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 [quote name='mat33']dOgLoV jednocześnie wysłałiśmy posty. To sie nazywa wyczucie :diabloti: [QUOTE] filodendron No ale jak to mat33, miałeś psa na smyczy i bałeś się, że wyrwie Ci rękę i zeżre kota? Tak serio, serio? To u mnie już dawno chodziłbyś bez obu rąk - tyle jest kotów bezdomniaczków i nie tylko - jest kilka kotów regularnie wyprowadzanych na spacer na smyczy. Za te drugie to nie tylko groziłby brak rąk ale i grzywna w sądzie /QUOTE] To wcale nie jest śmieszne , bo jak pies ma agresje do kotów to jest na prawdę niebezpieczne , mnie Neron kiedys wciagnal prawie ze pod samochod , koleś zdazyl zahamować ale ja mialam juz serce w gardle i tez szlam sobie spokojnie z Neronem , on ladnie kolo nogi spokojny i ni z tego ni z owego wybiegl na chodnik kot i wtedy Neron za nim ja za Neronem a przed nami samochod :crazyeye: i tak jest za kazdym razem jak zobaczy kota , nawet w domu jak patrzy przez okno i widzi kota to chce szybe rozwalić a tak to bardzo lagodny psiak kochajacy dzieci .... jedyny ratunek to kaganiec , kaganiec i jeszcze raz kaganiec .... i liczyć na to ze sie rąk kiedys nie straci :evil_lol: Quote
evel Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 [quote name='dOgLoV']To wcale nie jest śmieszne , bo jak pies ma agresje do kotów to jest na prawdę niebezpieczne , mnie Neron kiedys wciagnal prawie ze pod samochod , koleś zdazyl zahamować ale ja mialam juz serce w gardle i tez szlam sobie spokojnie z Neronem , on ladnie kolo nogi spokojny i ni z tego ni z owego wybiegl na chodnik kot i wtedy Neron za nim ja za Neronem a przed nami samochod :crazyeye: i tak jest za kazdym razem jak zobaczy kota , nawet w domu jak patrzy przez okno i widzi kota to chce szybe rozwalić a tak to bardzo lagodny psiak kochajacy dzieci .... jedyny ratunek to kaganiec , kaganiec i jeszcze raz kaganiec .... i liczyć na to ze sie rąk kiedys nie straci :evil_lol: A co Ci da kaganiec przy bezpośredniej konfrontacji pies-kot? Jedynym wyjściem jest szkolenie a nie kagańcowanie psa :roll: Quote
filodendron Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 dOgLoV napisał(a):To wcale nie jest śmieszne , bo jak pies ma agresje do kotów to jest na prawdę niebezpieczne To był uśmiech przez łzy. W mojej klatce mieszka ośmioletnia dziewczynka, która wychodzi ze swoim kotem, nosi go na ręku. Nie wyobrażam sobie, co by się stało gdyby dopadł ich duży pies, choćby i w kagańcu. Wiem jednak, że gdyby doszło do czegoś, to prawo stałoby po stronie dziewczynki i jej rodziców. Nie ma zakazu wychodzenia z kotem. Na szczęście dla zasady, na nieszczęście dla pechowców. Quote
badmasi Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Z kotami to ciężka sprawa....Ja mam oprócz psów także kota. Kot był pierwszy więc ma posłuch u psów i żyje z nimi w przyjaźni. Bywa, że towarzystwo zaczyna się ganiać ale zawsze pilnuję aby zabawa nie zaszła zbyt daleko. Co innego z obcymi kotami, muszę pilnować psów. Nie twierdzę, że jakby dorwały to by zagryzły ale nie chcę aby straszyły. Z drugiej strony to koty dzikie doskonale potrafią się bronić lub w ostateczności wskoczą na drzewo. Moje osiedlowe, dzikie koty psów się nie boją a wręcz je prowokują. Myślę jednak, że nie odważyłabym się wyjść ze swoim kotem domowym na smyczy na dwór. Biega tyle psów luzem a smycz bardzo ogranicza kota, nie daje szansy na ucieczkę. Co do owczarków szkockich to ciągle pokutuje mit, że jako pies pasterski nie powinien atakować zwierząt domowych. Collie to dość silny i szybki pies, nie uczony że nie wolno gonić zwierząt będzie bardzo chętnie to robił a i krzywdę zrobić potrafi. Większą wyrozumiałość w tym względzie można safundować sobie w przypadku sheltie. Szelciak zagania delikatniej i jest bardziej pokojowo nastawiony. Moja collie, choć bezrodowodowa to pochodzi w prostej linii od psów pracujących w stadninie a nie na ringach, jej instynkty są wyjątkowo silne i chęć do samowolki także więc sztuka odwołania to rzecz priorytetowa. Paszcza collie jest silna i całkiem spora choć wygląda tak słodko, nawet przypadkowe chapnięcie jak się mogłam ostatnio przekonać gdy suka omyłkowo zamiast frisbee capnęła moje ramię może się skończyć całkiem rozległym siniakiem. Quote
aniyae Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Może to nie chamstwo psiarzy, ale dość dziwne zachowanie i częste. Nie wiem też za bardzo, czemu ma służyć... Wielokrotnie zdarza się, ze gdy z moim TŻ bawię się z naszą trojką psiaków na polu - ktoś podchodzi ze swoim psem. Trzyma go na smyczy i podchodzi bardzo blisko, po czym staje i sie gapi. Nie puszza swojego psa, nie da mu się pobawić. Pies sie wyrywa i skomle do zabawy widząc, jaką frajdę maja nasze łobuziaki ganiając za piłkami i frisbie. Nie wiem, czemu to ma służyc? Przeświadzenie, że jak podejdą, to ich psom będzie się wydawać, że sie pobawiły z naszymi, choć de facto cały czas były na krotkiej smyczy? Czy może to jakaś forma sprawdzania - podejde blisko i sprawdzę, czy te psy są naprawdę takie posłuszne i nie podbiegną do mojego, nie reagując na ich komendy...A może forma drażnienia naszych psow z zawiści, że ich nie potrafią się bawić? Quote
zmierzchnica Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 [quote name='dOgLoV']To sie nazywa wyczucie :diabloti: filodendron No ale jak to mat33, miałeś psa na smyczy i bałeś się, że wyrwie Ci rękę i zeżre kota? Tak serio, serio? To u mnie już dawno chodziłbyś bez obu rąk - tyle jest kotów bezdomniaczków i nie tylko - jest kilka kotów regularnie wyprowadzanych na spacer na smyczy. Za te drugie to nie tylko groziłby brak rąk ale i grzywna w sądzie /QUOTE] To wcale nie jest śmieszne , bo jak pies ma agresje do kotów to jest na prawdę niebezpieczne , mnie Neron kiedys wciagnal prawie ze pod samochod , koleś zdazyl zahamować ale ja mialam juz serce w gardle i tez szlam sobie spokojnie z Neronem , on ladnie kolo nogi spokojny i ni z tego ni z owego wybiegl na chodnik kot i wtedy Neron za nim ja za Neronem a przed nami samochod :crazyeye: i tak jest za kazdym razem jak zobaczy kota , nawet w domu jak patrzy przez okno i widzi kota to chce szybe rozwalić a tak to bardzo lagodny psiak kochajacy dzieci .... jedyny ratunek to kaganiec , kaganiec i jeszcze raz kaganiec .... i liczyć na to ze sie rąk kiedys nie straci :evil_lol: Ale chwila moment... Kot nie może wyjść na spacer, nie ma prawa chodzić po podwórku, bo Twój pies potrafi Cię za takim przeciorać? To dość przerażające. Ja rozumiem, że macie problemy jeśli chodzi o koty (ja też je mam z psem, suki koty ignorują, ostatecznie powąchają i tyle), ale to akurat nie jest wina kotów czy ich właścicieli, tylko ogólny problem właścicieli i ich psów. Oczywiście, jeśli chodzi o sytuacje na polskich podwórkach, to rzeczywiście wyjście z kotem to samobójstwo, ale trudno za to winić kociarzy - że po co wychodzą. To raczej paranoja, że psy latają luzem, albo mają właścicieli, którzy nie umieją ich utrzymać... Ja widziałam dziewczynkę z kotkiem na smyczy, chodziła sobie z nim, brała na ręce. I ma przecież do tego prawo, trudno jej mówić, że jest bezmyślna, bo z nim wychodzi. Bezmyślni to są właściciele psów, którzy nie potrafią ich zwyczajnie, fizycznie utrzymać... Kaganiec za dużo nie da, jeśli pies komuś się wyrwie, skoczy na dziecko, spłoszy kota. Dziecko będzie miało traumę, kot może nie wrócić, wpaść pod auto itd... Mi też ciężko psa opanować psychicznie, wyrywa się, wyłamuje siadanie, koty strasznie go "rajcują". Ale zawsze go utrzymam, nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie pies wciąga mnie pod auto albo wyrywa mi się, bo zobaczył kotka... Quote
łamAga Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 zmierzchnica napisał(a):[quote name='dOgLoV']To sie nazywa wyczucie :diabloti: Ale chwila moment... Kot nie może wyjść na spacer, nie ma prawa chodzić po podwórku, bo Twój pies potrafi Cię za takim przeciorać? To dość przerażające. Ja rozumiem, że macie problemy jeśli chodzi o koty (ja też je mam z psem, suki koty ignorują, ostatecznie powąchają i tyle), ale to akurat nie jest wina kotów czy ich właścicieli, tylko ogólny problem właścicieli i ich psów. Oczywiście, jeśli chodzi o sytuacje na polskich podwórkach, to rzeczywiście wyjście z kotem to samobójstwo, ale trudno za to winić kociarzy - że po co wychodzą. To raczej paranoja, że psy latają luzem, albo mają właścicieli, którzy nie umieją ich utrzymać... Ja widziałam dziewczynkę z kotkiem na smyczy, chodziła sobie z nim, brała na ręce. I ma przecież do tego prawo, trudno jej mówić, że jest bezmyślna, bo z nim wychodzi. Bezmyślni to są właściciele psów, którzy nie potrafią ich zwyczajnie, fizycznie utrzymać... Kaganiec za dużo nie da, jeśli pies komuś się wyrwie, skoczy na dziecko, spłoszy kota. Dziecko będzie miało traumę, kot może nie wrócić, wpaść pod auto itd... Mi też ciężko psa opanować psychicznie, wyrywa się, wyłamuje siadanie, koty strasznie go "rajcują". Ale zawsze go utrzymam, nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie pies wciąga mnie pod auto albo wyrywa mi się, bo zobaczył kotka... Nigdzie nie napisałam że kociarze nie maja prawa chodzić z kotami , oczywiście że maja i nic do tego nie mam , bezmyslnością i brakiem wyobrażni skwitowałam owa panią która pokazywała kociakowi jaki to duży piesek tam stoi a to już niestety ale jest prowokacja , bo ok może i ona ma niewinne mało groźne stworznie ale to tez nie jest powod żeby prowokowala psa do ataku bo pozniej oczywiscie pies i wlasciciel bedą winni :angryy: u mnie nie ma ludzi wychodzących z kotami a nawet gdyby takie osobvy były to po prostu omijala bym je wielkim lukiem a jak koty chodza same to juz nie moja wina ja tez nie bede psa trzymala w domu zeby tylko na dworze kota nie zaatakowal .... Quote
kendo-lee Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Dokladnie,Zmierzchnica ma rację.Każdy ma prawo ze swoim zwierzakiem wyjść na dwór.Moje psy też chętnie pogoniłyby kota ale wiedzą,że nie wolno.Na komendę "zostaw" idą dalej choć czasem jeszcze oglądają się za kotem.Nie wyobrażam sobie sytuacji aby suka czy pies wyrywała mi rękę czy przeciągała na drugą stronę ulicy bo zobaczy koteczka.A ttb są znacznie silniejsze niż Onki.Nie ma nawet opcji,żeby zrobiły to z zaskoczenia bo ja nie zauważyłam kota pierwsza. Quote
mat33 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 No niestety agresja do kotów jest nie lada problemem. Cóż staram sie z Maxem pracować i jak widać na przykladzie opisanego przezemnie zdarzenia efekty są całkiem niezłe, ale w jego przypadku kot to talk silny bodziec że nie mam nigdy całkowitej pewności że posłucha ( ach, jak ja bym chciał tę pewność mieć). Osiedlowe dzikie koty to dla nas nie jest taki wielki problem bo większość dobrze wie jak zachowuje się mój pies i zawczasu oddala się na bezpieczną odleglość ( wkońcu to jedyny collie w okolicy). Największy problem stanowią koty wyprowadzane na spacery, bo one zwykle nie boją się psów. Jest na mojej ulicy taka jedna pani która chadza z całą gromadką kotow luzem i na dodatek warczy na Maxa. No ale ogolnie jak niespodziewanie na chodnik, nie wiadomo skąd, wyskoczy kot to nie mam problemu Maxa utrzymać, ale wtedy stojąc na gorce nie byłem juz tego taki pewny... wogóle Max zanim do mnie trafił nie miał kontaktu z innymi zwierzętami i nie był w żaden sposób z nimi socjalizowany, po zapoznaniu toleruje większość zwierząt, o ile nie uciekają przed nim w popłochu ( bo wtedy odzywa się instynkt). Nie ma jednak litości dla kotów, lisów, kun, łasic i innych małych drapieżników. Nie mam pewności że jak by dorwał to zagryzie, ale wolę tego niesprawdzać, tym bardziej że może się to zakończyć np. potrąceniem przez samochod. Raz nawet udało mi się Maxa zapoznać z kotem somsiadki mojej cioci, ale tylko przez kraty, a innych nadal nie toleruje. Natomiast jeśli chodzi o ppodprowadzanie blisko psow na smyczach, ktore chcą się bawić, skamlą i piszczą, to strasznie mnie to wkórza bo żal mi tych biednych, zflustrowanych piesków. Wogóle nie wiem jaki jest cel takich zachowań, bo jeśli chodzi o drażnienie to na mojego psa i tak to nie działa. Quote
zmierzchnica Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 dOgLoV napisał(a):[quote name='zmierzchnica'] Nigdzie nie napisałam że kociarze nie maja prawa chodzić z kotami , oczywiście że maja i nic do tego nie mam , bezmyslnością i brakiem wyobrażni skwitowałam owa panią która pokazywała kociakowi jaki to duży piesek tam stoi a to już niestety ale jest prowokacja , bo ok może i ona ma niewinne mało groźne stworznie ale to tez nie jest powod żeby prowokowala psa do ataku bo pozniej oczywiscie pies i wlasciciel bedą winni :angryy: u mnie nie ma ludzi wychodzących z kotami a nawet gdyby takie osobvy były to po prostu omijala bym je wielkim lukiem a jak koty chodza same to juz nie moja wina ja tez nie bede psa trzymala w domu zeby tylko na dworze kota nie zaatakowal .... Ech, prowokacje to niestety część życia. Mojego psa cały czas prowokuje kobitka z yorkiem, który wisi na końcu flexi i drze mordkę, a pani do niego grucha i nawet go nie woła - bo mój jest w kagańcu, jak jeszcze kagańca nie miał, to mnie omijała z daleka. Niestety, z Fro nie jesteśmy na etapie "ignorowanie psów" tylko "posłuchanie, kiedy pani mówi, że nie wolno się rzucać, ale jeśli jest możliwość to chętnie", więc dla mnie to duże utrudnienie życia... Ale cóż zrobić. Tym bardziej nie wyobrażam sobie posiadania psa, którego nie umiem utrzymać... mat33 - no, niestety praca nad agresją jest ciężka, wiem coś o tym. Mój pies nie popuści niczemu, co przed nim ucieka, dlatego linka, ćwiczenie posłuszeństwa do znudzenia, a i tak nie ufam mu pod tym względem.. Jest u mnie pół roku, a nadal poluje na świnkę :roll: To w ogóle wariat straszny, makabrycznie impulsywny pies. Gdybym była w Twojej sytuacji, tam na górce, to jestem pewna, że mój pies by się nie zawahał i by skoczył w tą przepaść :evil_lol: Serio. To ten typ psa, któremu jak mówisz: "oprzyj się" wskazując na drzewo, to na nie wskakuje. (Ściąganie go zajęło mi trochę czasu...:cool1:) Ale on nie jest duży, jakieś 22-25 kg, tyle dobrze. Podnoszę go jedną ręką w razie czego :diabloti: Quote
badmasi Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Może napiszę coś co większość z was uzna za herezję ale ja, jeśli ktoś podchodzi do mnie z psem na bliską odległość np. 2m a moje psy są luzem a są jak ćwiczymy frisbee, aporty czy coś tam jeszcze to ja wolę jak ten pies jest luzem a nie na smyczy. Mój pies luzem, tamten luzem i nie ma zadymy. Każdy z nich może się wycofać w razie problemów. Chyba, że ten pies, który podchodzi jest agresywny to lepiej żeby nie zbliżał się czy to na smyczy czy bez. Zazwyczaj w parku, tam gdzie chodzę psy puszczane luzem nie są agresywne zaś te agresywne raczej prowadzane przez właścicieli w dużej odległości od innych. Ja się przekonalam, że to podchodzenie to niestety czasami forma ćwiczeń posłuszeństwa dla tamtego psa (stoczyłam nawet krótką dyskusję tu na forum na ten temat) a czasami jedynie zainteresowanie co ja takiego z tymi swoimi psami wyprawiam-a co to frisbee, co to kliker, jak fajnie piesek za piłeczką biega... Quote
zmierzchnica Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Ale to fakt - jak jakiś pies ma podejść do moich suk, to rzeczywiście jest o wiele lepiej, gdy jest luzem... Na takie psy moje suki nigdy nie reagują agresją, jak coś to odstraszającym kłapaniem i tyle. A jeśli podejdzie właściciel z zasmyczowanym psem to może być zadyma, bo ludzie pozwalają swojemu psu podejść, ale trzymają go na napiętej smyczy, albo zaczynają psa odciągać jak tylko zwierzaki zaczynają się witać... Bardzo wiele spięć generują właściciele. Ja tego bardzo nie lubię, bo np moja starsza suka ma tendencje do ustawiania mniejszych od siebie psów. Nie chcę potem słyszeć pretensji, że tego czy owego jorczka moja suka ustawiła czy coś (co z tego że cudownie "wychowany" jorczek wskakuje jej na grzbiet i wali ją łapami po pysku? przecież on taki milusi i malusi...). Ale z Frotkiem jest inaczej, po kilku atakach największą agresją reaguje na jakiekolwiek psy luzem. Na te za płotem albo na smyczach już nie aż tak, ale wszelkie podbiegacze to dla mnie makabra... Jak zawsze, wszystko zależy od psa. Jak idę z sukami, to wolę spotykać psy luzem i nawet to lubię, jeśli takowe nie są natrętne albo pobudzone, przynajmniej moje suki mają normalny kontakt z psami. Psy z właścicielami mniej lubię, bo każdy zapatrzony w swoje pieseczki, jak moje kłapną, wystraszą się czy coś to od razu zadyma. A jak idę z Frotkiem to najchętniej bym nie spotykała żadnych psów ;) Ale w ten sposób niczego byśmy nie wypracowali... Quote
badmasi Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 U mnie wszystko zależy od sytuacji-jak jestem na terenie mojej suki czyli osiedlu (ona uważa że należy do niej) to zawsze trzymam ją na smyczy bo może zareagować niefajnie na psa zarówno luzem jak i na smyczy i nie ma to dla niej najmniejszego znaczenia w jakiej formie delikwent jest prowadzony. Ma kilka psów, które uwielbia i kilku wrogów no i tych wrogów muszę omijać szerokim kołem. Jednak poza jej terenem zachowuje się inaczej-wyluzowana, nie kłapie na psy, nie broni aportów, trzyma się blisko mnie. Jak psy podbiegają do nas w parku to odprawiają swój rytuał i szybko tracą sobą zainteresowanie. Pomijając mojego drugiego psa-szelciaka, który wprost uwielbia zabawy z psami i żaden pies bez smyczy nie odejdzie bez obowiązkowego kołowrotka wokół krzaka. Dzisiaj nakręcił ich chyba z tysiąc z uroczą spanielką. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.