Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

ale się dziś wkurzyłam <wściekła>
ide sobie z nuką po mieście i za mną idzie jakiś pijany, ledwo trzymający się na nogach facet :O no i nuka się na niego spojrzała (a jeszcze szłam z koleżanką) i ona na niego szczeknęła bo tamten ręką zaczął machać i jak nuka szczeknęła to on do niej
-zamknij morde ku*wo
to ja do niego
-żebym ja ci ku*wa zaraz nie przypie*doliła!
-no dawaj, dawaj!
nuka już cała wściekła, zęby wyszczerzyła i zaczęła na faceta z zębami iść
-facet się cofnął i coś tam dalej sobie pon nosem szemrzał ledwo idąc

jezu no myślałam, że na serio albo nuke puszcze albo ja mu cos zrobie ://

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Ehh, facet był pijany, coś tam sobie chrzanił, bo Twój pies go obszczekał - i co..? Będziesz go biła? Małym pieskiem poszczujesz, żeby go kopnął i przetrącił...?
Takich ludzi się olewa i idzie w inną stronę, a nie stawia siebie samą na takim samym poziomie.

Posted

Soema napisał(a):
ludzie z szarpiącymi się na smyczach psami, patrzyli na nas złowrogo


A to akurat mnie zupełnie nie dziwi :roll:
O ile ze starsza suką nie mam pod tym względem żadnych problemów, to jeżeli ktoś biegałby przed nosem mojego szczeniaka - dostałbym szału. I tak mamy ogromne problemy ze skupianiem, a przy innych psach mały głupieje kompletnie.
Park jakby nie było to miejsce publiczne i przychodzi tam mnóstwo ludzi w najróżniejszych celach, a nie każdy jest na tyle odważny żeby zwrócić Ci uwagę ;)


vege* napisał(a):

-żebym ja ci ku*wa zaraz nie przypie*doliła!


:roll::roll:
No świetnie odpowiedziałaś :roll:

Posted

Iza. napisał(a):
A to akurat mnie zupełnie nie dziwi :roll:
O ile ze starsza suką nie mam pod tym względem żadnych problemów, to jeżeli ktoś biegałby przed nosem mojego szczeniaka - dostałbym szału. I tak mamy ogromne problemy ze skupianiem, a przy innych psach mały głupieje kompletnie.
Park jakby nie było to miejsce publiczne i przychodzi tam mnóstwo ludzi w najróżniejszych celach, a nie każdy jest na tyle odważny żeby zwrócić Ci uwagę ;)


HeloU? Przecież Soema nie biega z bokserem komuś przed nosem chyba, nie? Park to park, można psu piłkę porzucać jeśli pies nie podbiega do innych (a z wcześniejszych postów wychodzi na to, że ma wszystko w nosie, oprócz piłki w gębie :evil_lol:). A jak ktoś nie umie opanować swojego psa to gratulacje.

A tekst, żeby nie chodzić komuś pod balkonem, bo ktoś nie umie uciszyć własnych psów - pff. Co za ludzie... :roll:

Posted

No ładnie, to moja suka za jedno głośne dziamgnięcie na balkonie otrzymuje "zaproszenie" do domu, bo mi wstyd...
Współczuję przygód z naokiennymi staruszkami - przykre to, u mnie na szczęście nie jest tak źle, bo to małe miasto, bloków kilkanaście i tylko 4 piętra, i nie ma takiego zagęszczenia psów, ale też miałam kilka przypadków - no ale to kilka na 10 lat, nie wyobrażam sobie czyichś codizennych bluzgów z parapetu pod moim adresem :roll:

Posted

Iza, tak jak pisze evl, unikam miejsc, gdzie ktoś się bawi z psem, czy spaceruje. Nie mam w zwyczaju drażnić innych, wprost przeciwnie. Chodziło mi o psy gdzieś dalej, co na widok drugiego dostają nerwicy.. Większość jest po prostu niewybiegana i spragniona kontaktu z innymi. Nie spotkaliśmy psa, oprócz buldożka i kundelka, które byłyby złowrogo nastawione. Jak ktoś przechodzi z psem, Denisa wołam, siada obok i patrzy na moją rękę, jakby tu ją odgryźć z zabawką.. :hmmmm:
miałam na DT różne psy, swojej 'domowej' suki w życiu nie puszczę w parku, (szarpiemy się:) ) ale akurat Deni jest taki, że mogę i wygłupiamy się, ku uciesze spacerujących dzieci i ich rodziców. Moja pierdoła :loveu:

Posted

[quote name='Soema']Iza, tak jak pisze evl, unikam miejsc, gdzie ktoś się bawi z psem, czy spaceruje. Nie mam w zwyczaju drażnić innych, wprost przeciwnie. Chodziło mi o psy gdzieś dalej, co na widok drugiego dostają nerwicy.. Większość jest po prostu niewybiegana i spragniona kontaktu z innymi. Nie spotkaliśmy psa, oprócz buldożka i kundelka, które byłyby złowrogo nastawione. Jak ktoś przechodzi z psem, Denisa wołam, siada obok i patrzy na moją rękę, jakby tu ją odgryźć z zabawką.. :hmmmm:
miałam na DT różne psy, swojej 'domowej' suki w życiu nie puszczę w parku, (szarpiemy się:) ) ale akurat Deni jest taki, że mogę i wygłupiamy się, ku uciesze spacerujących dzieci i ich rodziców. Moja pierdoła :loveu:

W takim razie przepraszam ; ) troszkę inaczej zrozumiałam :cool1:

A jak ktoś nie umie opanować swojego psa to gratulacje.


Dzięki :cool1:
Jeśli nie miałaś nigdy problemów ze skupianiem u szczeniaka, którego interesuje wszystko to gratuluję, ja aż tak zdolna nie jestem.

Posted

Ja się nie gniewam :) ale nie rozumiem ludzi, którzy podchodzą z psami do nas i próbują odwrócić uwagę Denisa.. co im to daje, satysfakcje? Przed chwilą pani z Akitą tak właśnie podchodziła, aż Deni puścił zabawkę na chwilę. Ale w końcu pani dała za wygraną i sobie poszli...

Posted

Iza. napisał(a):
Dzięki :cool1:
Jeśli nie miałaś nigdy problemów ze skupianiem u szczeniaka, którego interesuje wszystko to gratuluję, ja aż tak zdolna nie jestem.


Nie mówię o szczeniaku. Mówię o spotykanych przeze mnie od czasu do czasu psiarzach drących się z daleka "proszę odejść, bo go/jej nie utrzymam!". No ludzie, to po co komu pies (dorosły, nie szczenię!), nad którym ma się zero kontroli? :niewiem:

Posted

Soema napisał(a):
Ja się nie gniewam :) ale nie rozumiem ludzi, którzy podchodzą z psami do nas i próbują odwrócić uwagę Denisa.. co im to daje, satysfakcje? Przed chwilą pani z Akitą tak właśnie podchodziła, aż Deni puścił zabawkę na chwilę. Ale w końcu pani dała za wygraną i sobie poszli...


I ja tego nie rozumiem. Choć u mnie to częściej zdarza się, że ludzie podchodzą do pewnej odległości (jak dobrze jest mieć duuuzego psa:evil_lol:), ale ostatnio jak byłam z psami na łączce, bawiłam się rzucałam piłeczkę to chłopak normalnie na mnie i psy wjechał motorem :roll:Na szczęście mam takie, a nie inne psy i się nie przestraszyły, bo różnie by to mogło być :roll:

evl napisał(a):
Nie mówię o szczeniaku. Mówię o spotykanych przeze mnie od czasu do czasu psiarzach drących się z daleka "proszę odejść, bo go/jej nie utrzymam!". No ludzie, to po co komu pies (dorosły, nie szczenię!), nad którym ma się zero kontroli? :niewiem:



Staram się nie oceniać takich ludzi, ale jak dla mnie to totalna nieodpowiedzialność wychodzić z psem nad którym się nie ma kontroli :shake: Nie rozumiem jak można mieć z psem takie problemy i nic z nimi nie robić.

Posted

evl napisał(a):
Nie mówię o szczeniaku. Mówię o spotykanych przeze mnie od czasu do czasu psiarzach drących się z daleka "proszę odejść, bo go/jej nie utrzymam!". No ludzie, to po co komu pies (dorosły, nie szczenię!), nad którym ma się zero kontroli? :niewiem:

Ja nad swoim dwu letnim mam małą dosłownie malutką kontrolę :( Fakt ćwiczę z nim na każdym spacerze jakieś proste ćwiczenia ,ale on łatwo się rozprasza i jak tylko jest na dworze to tylko rozgląda się za kotem/psem bo się boi wszystkiego co chodzi po ziemi w tym typie:( Dzisiaj naprzykład wracałam już do klatki Bingo świetnie się spisał i nagle zza rogu wykleciały dwa wolno biegające psy i zamiast uciec czy coś to podbegały na zmianę z zamiarem gryzieniai tak prawie do samej klatki ,a odgonić nie miałam szans ,bo bym straciła równowagę przy tym równocześnie walcząc z psem na smyczy :// Jeszcze dłuuga droga przed nami....

Posted

paulina2904 napisał(a):
Ja nad swoim dwu letnim mam małą dosłownie malutką kontrolę :( Fakt ćwiczę z nim na każdym spacerze jakieś proste ćwiczenia ,ale on łatwo się rozprasza i jak tylko jest na dworze to tylko rozgląda się za kotem/psem bo się boi wszystkiego co chodzi po ziemi w tym typie:( Dzisiaj naprzykład wracałam już do klatki Bingo świetnie się spisał i nagle zza rogu wykleciały dwa wolno biegające psy i zamiast uciec czy coś to podbegały na zmianę z zamiarem gryzieniai tak prawie do samej klatki ,a odgonić nie miałam szans ,bo bym straciła równowagę przy tym równocześnie walcząc z psem na smyczy :// Jeszcze dłuuga droga przed nami....


Ale przynajmniej coś robisz z Bingiem! A nie przyjmujesz, że "on tak już ma" i się nie da tego naprawić. C'nie? ;)

Posted

evl napisał(a):
Ale przynajmniej coś robisz z Bingiem! A nie przyjmujesz, że "on tak już ma" i się nie da tego naprawić. C'nie? ;)

W sumie tak ,ale już byłam blisko takiego stwierdzenia i zosdtawienia go w spokoju ,ale wolę poćwiczyć i mieć w miarę spokojne spacery ;)

Posted

[quote name='paulina2904']Ja nad swoim dwu letnim mam małą dosłownie malutką kontrolę :( Fakt ćwiczę z nim na każdym spacerze jakieś proste ćwiczenia ,ale on łatwo się rozprasza i jak tylko jest na dworze to tylko rozgląda się za kotem/psem bo się boi wszystkiego co chodzi po ziemi w tym typie:( Dzisiaj naprzykład wracałam już do klatki Bingo świetnie się spisał i nagle zza rogu wykleciały dwa wolno biegające psy i zamiast uciec czy coś to podbegały na zmianę z zamiarem gryzieniai tak prawie do samej klatki ,a odgonić nie miałam szans ,bo bym straciła równowagę przy tym równocześnie walcząc z psem na smyczy :// Jeszcze dłuuga droga przed nami....

Ja też ćwiczę i ćwiczę i ćwiczę i cały czas popadamy z Frotem od jednego dołka do drugiego. Okej, już nie usiłuje głowy z obroży wyciągnąć i rzucić się na psa, to teraz ryczy na pół ulicy. Miniemy pięknie trzy psy, a potem zobaczy jakiegoś goldenowatego z daleka i wrzaaaask, mimo że pies odwrócony do niego zadem, z fatalną dysplazją i ledwo chodzi. Wiem jak to trudno pracować z psem nie dość, że agresywnym, to jeszcze i impulsywnym... Ale najważniejsze się nie poddawać, bo praca owocuje zwykle po jakimś czasie dopiero. (Mówię to też sobie, bo aktualnie mam kryzys i najchętniej Frotka wysłałabym na Księżyc :P)

Mówię o spotykanych przeze mnie od czasu do czasu psiarzach drących się z daleka "proszę odejść, bo go/jej nie utrzymam!". No ludzie, to po co komu pies (dorosły, nie szczenię!), nad którym ma się zero kontroli?


Mnie to przeraża... Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo niebezpieczny potrafi być pies. Wiadomo, to cudowne i kochane zwierzaki, ale bez żartów, także niebezpieczne, szczególnie w rękach tak skrajnie nieodpowiedzialnych ludzi!

Posted

[FONT=Arial]Po długim okresie spokoju znowu udało się ludziom mnie zdenerwować. :angryy: Wczoraj korzystając z pięknej pogody zabrałam moje dziewuchy do parku. Dziewuchy posłuszne i chętne do współpracy, spacer byłby w 100 % udany gdyby nie 3 sytuacje.[/FONT]
[FONT=Arial]
[/FONT]
[FONT=Arial]Sytuacja 1:[/FONT]
[FONT=Arial]Idziemy wąską ścieżką, z przeciwka starszy facet z psem w kagańcu, ale bez smyczy. Możliwości wyminięcia nie ma, więc moje lądują na smyczach, Tinę skupiam na sobie i wołam z bezpiecznej odległości do faceta:[/FONT]
[FONT=Arial]Ja: Czy mógłby pan zapiąć psa?[/FONT]
[FONT=Arial]Facet: Ale po co?[/FONT]
[FONT=Arial]J: Moja może się rzucać.[/FONT]
[FONT=Arial]F: Nieee, nie trzeba.[/FONT]
[FONT=Arial]J: Proszę zapiąć psa, chociaż na chwilę.[/FONT]
[FONT=Arial]F: Nieee, mówię pani, że nic nie będzie.[/FONT]
[FONT=Arial]No i by nie było, gdyby jego suka nie postanowiła podejść do Tiny. Szczęście, że moja była na smyczy, a tamta w kagańcu, ale zanim Tinę odciągnęłam i tak zdążyły się czapnąć, a Gracja jazgotu jeszcze narobiła widząc, że Tina się ciska. Facet dostał duże oczy i skwitował: „Łoooo, agresywna cholera”. No i po co ja Tinę uczę, żeby olewała inne psy, po co staram się naprostować jej kojcową psychikę, skoro jak już mamy nikłe postępy od razu znajduje się dziad, któremu ciężko psa przytrzymać?[/FONT]
[FONT=Arial] [/FONT]
[FONT=Arial]Sytuacja 2:[/FONT]
[FONT=Arial]Kawałek dalej, moje nadal na smyczach. Z przeciwka idzie facet z pseudosznaucerem. Moje olały, ale pies się do nich wyrywał, więc po chwili Tina się spięła, gotowa żeby dziabnąć. A facet wpadł na genialny pomysł, żeby swojego psa puścić. No przecież niech się pobawią, a co tam… Widząc ruch w stronę obroży z góry uprzedziłam, że Tina się rzuca. I znowu zdziwiona mina i komentarz: „No nieeee, takie małe a gryzą?”. Na szczęście jednak uwierzył i poszedł dalej.[/FONT]
[FONT=Arial] [/FONT]
[FONT=Arial]Sytuacja 3:[/FONT]
[FONT=Arial]Wracamy powoli do domu, w tym samym kierunku idzie kobieta z dwójką dzieci. Dziewczynka ok. 8-9 lat prowadzi szczeniaka na smyczy i co chwila podbiega nam dosłownie pod nogi. Tym razem Tina olała, za to Gracji zebrało się na zabawę. Szybko więc wymusiłam na niej skupienie na mnie i przyspieszyłam, żeby się oddalić, ale dziewczynka nadal co chwila podbiegała. Pozwoliłabym się moim dziewczynom pobawić ze szczylem, ale na moje oko był wątpliwego zdrowia i zadbania, więc wolałam nie ryzykować. Matka oczywiście nie zwracała uwagi na to, że jej córka mi przeszkadza, więc w końcu powiedziałam małej, żeby nie podchodziła tak blisko, bo moje psy gryzą. Dopiero po tej antyreklamie mogłyśmy dalej iść spokojnie.[/FONT]
[FONT=Arial] [/FONT]
[FONT=Arial]Na szczęście spacer miał też swoje plusy, miałam okazję poćwiczyć z dziewuchami skupianie, no i spotkaliśmy sympatyczne starsze małżeństwo, które zachwycało się, że pieski takie posłuszne, ładne, spokojne i tak ładnie się razem bawią. :p[/FONT]

Posted

A ja wrocilam dzis wściekła z wieczornego spaceru...
Agresywny pies sąsiadow znowu lata luzem po ulicy, bez kaganca, bez niczyjej kontroli...Juz z rok byl spokoj, zbudowali mu kojec i nie puszczali nigdzie, a tu prosze dzis niespodzianka, stanal nam na drodze i warczal na nas...
My szybko w tył zwrot i wracamy, na szczęście nie gonił nas, ale jak jutro znowu go spotkamy, to dzwonię po straż miejską i tyle. Nie mam zamiaru bać sie o siebie i psa, ktory nawet by sie nie mial jak obronic, bo chodzi w kagancu.

Posted

A my jakieś 1,5 tygodnia temu byliśmy na spacerze między blokami.. no i jakiś inteligent rzucił petardę.. Potem drugą i trzecią. Zadzwoniłam na policję, podczas rozmowy zrzucił 4, po pół godzinie przyjechali młodzi policjanci, spisali moje dane i nie wiem, co im powiedzieli, bo poszli sami na górę.
Ale to raczej studenci, nie jakaś starsza osoba.

Posted

Ja też miewam problemy z psem który na spacery chadza co prawda zawsze z właścicielami ale ci kompletnie nad nim nie panują. To czarny pseudo labek, którego wyprowadzają na zmianę wszyscy członkowie rodziny. Pies nikogo nie slucha a panuje nad nim fizycznie tylko prawowity własciciel. niestety z nim pies wiecznie chadza luzem i przewaga fizyczna na nic się zdaje. Pozatym wychodzi też z jego ojcem którego holuje od krzaczka do krzaczka ( nie ważne że ten drugi krzaczek jest po drugiej stronie ulicy...), a także do innych psów które atakuje. Ale ostatnioto już całkiem przegięli, psa prowadziła dziewzyna brata właściciela, kiedy zobaczyl on mojego psa z wściekłym warkotem i wyszczerzonymi zębami ruszył przez ulicę ciągnąc ją za sobą, prawie potrąciło by ją auto. Zatrzymał się dopiero pół metra od nas bo wtedy dobiegł jej ch łopak i złapał smycz. Co za bezmyślność! A co by było gdyby on nie dobiegł lub dziewczynę potrącił samochod!!?? Przecież można byuło tego uniknąć, wystarczyło bu że psa prowadzilby ten facet, a nie jego dziewczyna. Na dodatek niczego to zdarzenie ich nie nauczyło, bo wczoraj widziałem podobną sytuację, tyle że z udziałem innego psa i bez samochodów na szczęście.
Cóż ta sytuacja podniosła mi nieżle ciśnienie ( a i tak mam nadciśnienie),ale przynajmniej mam powód do dumy, bo mój narwany agresor (miał trudne dzieciństwo) , podczas całego zajścia grzecznie stał koło mojej nogi, ze zjeżoną sierścią ale stał i się nie szarpał, nie warczał, nie szczekał. Cieszę się że moja praca z nim nie idzie w las. Jeszcze pól roku temu by nie wytrzymał...

Posted

mat33 napisał(a):
Ja też miewam problemy z psem który na spacery chadza co prawda zawsze z właścicielami ale ci kompletnie nad nim nie panują. To czarny pseudo labek, którego wyprowadzają na zmianę wszyscy członkowie rodziny. Pies nikogo nie slucha a panuje nad nim fizycznie tylko prawowity własciciel. niestety z nim pies wiecznie chadza luzem i przewaga fizyczna na nic się zdaje. Pozatym wychodzi też z jego ojcem którego holuje od krzaczka do krzaczka ( nie ważne że ten drugi krzaczek jest po drugiej stronie ulicy...), a także do innych psów które atakuje. Ale ostatnioto już całkiem przegięli, psa prowadziła dziewzyna brata właściciela, kiedy zobaczyl on mojego psa z wściekłym warkotem i wyszczerzonymi zębami ruszył przez ulicę ciągnąc ją za sobą, prawie potrąciło by ją auto. Zatrzymał się dopiero pół metra od nas bo wtedy dobiegł jej ch łopak i złapał smycz. Co za bezmyślność! A co by było gdyby on nie dobiegł lub dziewczynę potrącił samochod!!?? Przecież można byuło tego uniknąć, wystarczyło bu że psa prowadzilby ten facet, a nie jego dziewczyna. Na dodatek niczego to zdarzenie ich nie nauczyło, bo wczoraj widziałem podobną sytuację, tyle że z udziałem innego psa i bez samochodów na szczęście.
Cóż ta sytuacja podniosła mi nieżle ciśnienie ( a i tak mam nadciśnienie),ale przynajmniej mam powód do dumy, bo mój narwany agresor (miał trudne dzieciństwo) , podczas całego zajścia grzecznie stał koło mojej nogi, ze zjeżoną sierścią ale stał i się nie szarpał, nie warczał, nie szczekał. Cieszę się że moja praca z nim nie idzie w las. Jeszcze pól roku temu by nie wytrzymał...


Byłam świadkiem bardzo podobnej sytuacji, dziewczynka na oko 10 letnia wyszła z psem, pseudo labem oczywiście :roll: a jak na pseudo laba przystało pies duuzo wyższy i cięższy :roll: Piesek zobaczył kotka i dziewczynkę pociągnął przez pół osiedla, po ulicy, między samochodami :roll: Dziewczynka 2 razy lżejsza o psa nie miała nawet szans utrzymac się na nogach, więc przez kilka metrów jechałą brzuchem po ziemi :roll:
Sama byłam z psem, więc nawet nie miałam jej jak pomóc, ale kurcze gdzie sa rodzice w takich wypadkach ? Przecież to moze się tragicznie skończyć :shake:

Posted

Iza. napisał(a):
Byłam świadkiem bardzo podobnej sytuacji, dziewczynka na oko 10 letnia wyszła z psem, pseudo labem oczywiście :roll: a jak na pseudo laba przystało pies duuzo wyższy i cięższy :roll: Piesek zobaczył kotka i dziewczynkę pociągnął przez pół osiedla, po ulicy, między samochodami :roll:


Epidemia jakaś? :evil_lol:
U mnie takie sytuacje to norma, o dziwo bohaterowie to zazwyczaj właśnie lab plus dziecko lub starsza pani. Bo ludzie się naoglądali reklam velvetu i filmopw disneya i jakoś przeoczyli fakt, że to cholernie silny pies... Aczkolwiek dziewczynka od labki na którą narzekałam znalazła sposób - teraz wychodzi z psem luzem i na oko 40 kilowy taran gania jak szalony po trawniku dziko wypatrując obiektów do obskakania, a ja z suką chowam się po krzakach :p

Posted

Może nie ten temat, może powinien się pojawić w dziale szkolenia.....ale nurtuje mnie pewna sprawa, sprawa szkółek w parkach. Kolejny raz stałam się materiałem szkoleniowym dla innych psów, nie wiem czy to jakś epidemia? Nawet nie o to chodzi, że mnie to szczególnie denerwuje ale trochę dziwi. W parku odbywa się szkolenie, ja w dużej odległości od szkolonych psów bawię się ze swoimi, utrwalam komendy ćwiczę frisbee. Obieram sobie pewien promień, zasięg rzutów aby nie wykraczał ponad granicę bezpiecznego kontaktu z innymi psami i ludźmi. Wszystko na nic. Co i rusz ze "szkółki" podbiegają do nas psy chcące się "przywitać", "pobawić" no i nie wiem co jeszcze...? Moje grzecznie, w tym jeden zabezpieczony dodatkowo w długą linę odwracają się od podbiegaczy i wracają do nogi, za każdym razem zbieram zabawki aby nie było afery o dyski. Pytanie. Jaki sens ma to szkolenie, psy za podbiegnięcie do moich i powrót są nagradzane, zero kontroli, zero zabezpieczenia. W grupie panuje ogólna radość, we mnie się lekko gotuje. Teoretycznie moje psy nie zaprotestują jak coś im capnie dysk (co najwyżej mogą obszczekać), ale szkoleniowiec nie powinien polegać na mnie i moich psach w takiej kwestii. Czy to jest szkolenie? jaki ono ma sens jeśli brak kontroli. Po szkoleniu psy biegają gdzie chcą, znowu lecą do mnie.....słuchają się średnio. Biegną w stronę frisbiarzy trenujących rzuty i ich psów, znowu pojawia się bezwład. Trochę szkoda kasy na takie szkolenie.
Dużo lepiej radzi sobie samotna dziewczyna trenująca u bordera posłuszeństwo, robi to na linie w odpowiedniej odległości. Też wykorzystuje obecność moich psów ale z głową. Kurcze, bez szkoleniowca, mądrze i efekt murowany.

Posted

Ja miałam odwrotna sytuacje, jak Hadar był szczeniakiem chodziłam z nim na szkolenie odbywajace sie w parku, i w tym samym miejscu spacerował ktos z afganami z których jeden ciagle do nas podbiegał i wtedy trzeba było przerywac zajecia zeby go odgonic.

Posted

badmasi napisał(a):
Może nie ten temat, może powinien się pojawić w dziale szkolenia.....ale nurtuje mnie pewna sprawa, sprawa szkółek w parkach. Kolejny raz stałam się materiałem szkoleniowym dla innych psów, nie wiem czy to jakś epidemia? Nawet nie o to chodzi, że mnie to szczególnie denerwuje ale trochę dziwi. W parku odbywa się szkolenie, ja w dużej odległości od szkolonych psów bawię się ze swoimi, utrwalam komendy ćwiczę frisbee. Obieram sobie pewien promień, zasięg rzutów aby nie wykraczał ponad granicę bezpiecznego kontaktu z innymi psami i ludźmi. Wszystko na nic. Co i rusz ze "szkółki" podbiegają do nas psy chcące się "przywitać", "pobawić" no i nie wiem co jeszcze...? Moje grzecznie, w tym jeden zabezpieczony dodatkowo w długą linę odwracają się od podbiegaczy i wracają do nogi, za każdym razem zbieram zabawki aby nie było afery o dyski. Pytanie. Jaki sens ma to szkolenie, psy za podbiegnięcie do moich i powrót są nagradzane, zero kontroli, zero zabezpieczenia. W grupie panuje ogólna radość, we mnie się lekko gotuje. Teoretycznie moje psy nie zaprotestują jak coś im capnie dysk (co najwyżej mogą obszczekać), ale szkoleniowiec nie powinien polegać na mnie i moich psach w takiej kwestii. Czy to jest szkolenie? jaki ono ma sens jeśli brak kontroli. Po szkoleniu psy biegają gdzie chcą, znowu lecą do mnie.....słuchają się średnio. Biegną w stronę frisbiarzy trenujących rzuty i ich psów, znowu pojawia się bezwład. Trochę szkoda kasy na takie szkolenie.
Dużo lepiej radzi sobie samotna dziewczyna trenująca u bordera posłuszeństwo, robi to na linie w odpowiedniej odległości. Też wykorzystuje obecność moich psów ale z głową. Kurcze, bez szkoleniowca, mądrze i efekt murowany.



My podobnie. Moje psy jezeli już są w mieście, to w kagancach i na smyczach- a od czasu do czasu funduje im powrót do poznania, co by mi nie zdziczały na wsi :diabloti:
No i nie da sie ukryć, że budzimy powszechne zainteresowanie. Standardem jest puszczanie pieska, zeby sie pobawił bo moje to takie grzeczne i na pewno sobie krzywdy nie zrobią...
Normalką jest reakcja typu, ja cwicze, a ktoś, że swoim rzucającym sie na prawo i lewo pieskiem stoi i sie gapi.
Codziennoscia też jest, próba sprowokowania moich kundli, do agresji, poprzez machanie przy nich rekami, krzyki i jakies inne mecyje.

Tyle, że ja sie ciesze z tego, bo dla mnie to okazja do pracy z psem w sytuacjach ekstremalnych, nikt inny nie zapewni mi takich rozpraszaczy jak poznaniacy :evil_lol:
Moje futra owszem zdziwione, ale jeszcze żadnemu nerwy nie puściły-nadal ja z piłeczką jestem ciekawsza i fajniejsza niż reszta swiata. :p
Niemniej jednak od czasu do czasu takie atrakcje zniose, gdyby się to miało powtarzac na każdym spacerze chyba bym ja zaczęla gryźć.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...