Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

zmierzchnica napisał(a):
Dokładnie :cool3: Tylko u mnie w mieście akurat na terenach dla dzieci nikt psów nie wyprowadza, ten zakaz jest szanowany. Szkoda, że to na odwrót nie działa. Nie chodzi mi o zakaz dzieci, tam gdzie psy :diabloti:, tylko o zrozumienie, że psy także mają prawo sobie pobiegać, pobawić się z właścicielem, a nie tylko zrobić rundkę na smyczy, bo akurat dzieciaczki sobie biegają lub uczą się jeździć na rowerze/motorowerze(to już w ogóle horror).


Dokładnie, niestety wymaga się wiele od właścicieli psów, ale od rodziców już niewiele.. Dzieci zaczepiają psy, konieczie chca podejść, ale jak pies zwróci na nie uwagę, podejdzie, nie daj Boże skoczy - to już jest wina właściciela i wielki wrzask.. We Wrocławiu brakuje takich terenów, w zasadzie tylko na łące wzdłóż odry w okolicach zoo mozna liczyć na kawałek placu do wybiegania się.. Chociaż moje burki kochają wode, a teren jest okupowany przez wędkarzy, którzy oczywiście krzywią się na widok psa.. Sami zaś zostawiają po sobie straszny syf, resztki po wypatroszonych rybach, butelki i śmieci i to nie ma prawa nikomu przeszkadzać.. :mad:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

nateenanu napisał(a):
Dokładnie, niestety wymaga się wiele od właścicieli psów, ale od rodziców już niewiele.. Dzieci zaczepiają psy, konieczie chca podejść, ale jak pies zwróci na nie uwagę, podejdzie, nie daj Boże skoczy - to już jest wina właściciela i wielki wrzask..

Tu już tak nie do końca mogę się zgodzić, bo jednak codzienna praktyka pokazuje, że właściciele psów - statystycznie rzecz ujmując - zasługują na dość paskudną opinię. Głównym problemem są psie odchody, no i psy biegające bez smyczy. Także może się i wiele wymaga, ale nie widać, żeby "psiarze" się tym przejmowali w stopniu statystycznie zauważalnym na przeciętnym polskim osiedlu. To oczywiście nie usprawiedliwia napaści dzieci na cudze psy, ale zaryzykowałabym stwierdzenie, że taka niefrasobliwość rodziców zdarza się dużo rzadziej niż podbiegające i kupkające pieski.

Posted

nateenanu napisał(a):
Dokładnie, niestety wymaga się wiele od właścicieli psów, ale od rodziców już niewiele.. Dzieci zaczepiają psy, konieczie chca podejść, ale jak pies zwróci na nie uwagę, podejdzie, nie daj Boże skoczy - to już jest wina właściciela i wielki wrzask.. We Wrocławiu brakuje takich terenów, w zasadzie tylko na łące wzdłóż odry w okolicach zoo mozna liczyć na kawałek placu do wybiegania się.. Chociaż moje burki kochają wode, a teren jest okupowany przez wędkarzy, którzy oczywiście krzywią się na widok psa.. Sami zaś zostawiają po sobie straszny syf, resztki po wypatroszonych rybach, butelki i śmieci i to nie ma prawa nikomu przeszkadzać.. :mad:


U mnie w ogóle nie ma miejsc gdzie można by wyprowadzić psa żeby się spokojnie załatwił a co dopiero żeby sobie pobiegał , co gorsza moje miasto w ogóle nie ejst przystosowane do posiadania psa :placz: zero jakichkolwiek specjalnych miejsc do wyrzucania psich kupek :placz: i teraz jest pytanie czy kiedyś mandatu nie dostane za wyrzucanie odchodów do zwykłych śmietników :shake: no ale niby gdzie to mam wyrzucić ehhhhhh no i problem wędkarzy , pełno ich się "nalęgło" ostatnimi czasy i niedosyć że pies nie może sie popluskać to jescze jest ryzyko że się czegoś nażre bo przecież taki jeden z drugim nie posprząta po sobie :angryy::angryy::angryy::angryy:

Posted

nateenanu napisał(a):
Uważam również, że branie psa w celu wyleczenia fobii mija się z celem.. No bo co jak się okaże, że strach jest nie do przezyciężenia? Psa się oddaje? Uważam, że najlepiej stopniowo i powoli obdarzać zaufaniem i przyzwyczajać się do jakiegoś spokojnego psa przyjaciół... Ale absolutnie nie wolno eksperymentować biorąc psa! Tymbardziej, że fobii nie da się leczyć samemu, co najwyżej paniczny strach..


Masz rację - ja nie mówiłam w sumie o fobii tylko zwykłym, uzasadnionym czymś lęku.
I oczywiście nie może to wyglądać tak, że psa bierze sobie "na żywioł" ta osoba, która boi się psów - samotna w ogóle czy też osamotniona w rodzinie przy opiece nad psem, bo faktycznie może się to zakończyć porażką. Musi być w domu ktoś, kto tymi relacjami pokieruje, zna się na psach i jest w stanie pomóc w obowiazkach przy psie, szczególnie tych jakże relaksujących w polskich warunkach spacerach :cool1:


A ja juz w przyszłym tygodniu się przeprowadzam :cool3: Co zdążyłam na razie zauważyć w nowym otoczeniu, to duże zagęszczenie biegających wszędzie szczekających yorczków i ich państwa rozpartego wygodnie na ławkach :cool1: Ale z dwojga złego wolę już to niż szarże na moją sukę w wykonianiu dalmatów, labów czy ONków ;)

Posted

Moja mama bała się psów (nie fobia, ale lęk po ugryzieniu) i odkąd mamy Hexolinę mamuśka zaczęła nawet głaskać łagodne obce psiaki. Ale jak Hexa miala cieczkę to niestety, ale spacery mama miala ograniczone, bo z obcymi amantami nie dałwała sobie rady. A właściciele zrozumieć nie mogli, że jak suka cieczkę ma to ich piesek traci słuch i raz w skarpetkach leciałam rano jak mamę i Hexę napadł napaleniec. Mama wrzasku na całe osiedle narobiła (ochrzaniała właściciela), a właściciel spacerkiem wędrował. Ostrzegałam go żeby psa pilnował, bo nie każdy jest tak spokojny jak ja, ale on oczywiście mial to gdzieś :angryy:.

Mieszkam chwilowo w bloku i korzystam z uroków miejskich. Mówiąc szczerze podobają mi się spacery z innymi psiarzami i chyba mi tego brakowało trochę :roll:. Tu większość psów się zna, Hexa jest nowa ale jakoś trochę znajomych sobie znalazła. Osobiście nie mam pretensji do podbiegających psów o ile mi szczeniaka nie próbują z rąk ściągać i nie rzucają się do Hexy z zębami. W ciągu 2 tygodni żaden pies z agresją nie wyskoczył (a spotkałyśmy ich kilkanaście) i z kilkoma nawet Hexa się pobawiła. Mój wiejski burek się nawet odrobinkę ucywilizował, bo już nie zjada piesków jak ma kijek czy jak daję ciacho, same plusy poprostu :cool3:

Posted

filodendron napisał(a):
Tu już tak nie do końca mogę się zgodzić, bo jednak codzienna praktyka pokazuje, że właściciele psów - statystycznie rzecz ujmując - zasługują na dość paskudną opinię. Głównym problemem są psie odchody, no i psy biegające bez smyczy. Także może się i wiele wymaga, ale nie widać, żeby "psiarze" się tym przejmowali w stopniu statystycznie zauważalnym na przeciętnym polskim osiedlu. To oczywiście nie usprawiedliwia napaści dzieci na cudze psy, ale zaryzykowałabym stwierdzenie, że taka niefrasobliwość rodziców zdarza się dużo rzadziej niż podbiegające i kupkające pieski.

Jak ktos jest nieodpowiedzialny, to i psy i dzieci robią co chcą. Kobitka w okolicy - młoda, a te młode sa najgorsze :diabloti: - sprząta po swoim psie, zawsze zapina na smycz jak nas widzi itd. i jako jedyna powiedziała do dziecka "nie podchodz do piesków".... Cała reszta nie zwraca uwagi, ze dzieciaki wchodzą psom na łapy czy pod łapy.... nie wiem czy tak ciężko nauczyc dzieci, ze jak ktoś idzie z przeciwka, to się schodzi na druga stronę chodnika :shake: a nei tańcuje machajac kijem :roll: I takie oto mamusie mają pieski, które s*ają przy placu zabaw... i to jets OK.

Posted

Dzisiaj pani pokazywala swojemu dziecku Hexę i szczeniaka, więc się zatrzymałam, żeby maluch sobie popatrzył (dziecko małe w wózku siedziało). Pani mówila do dziecka jakie ładne pieski, pokazywała, tłumaczyła, itp. a na koniec powiedziała mi "dziękuje". Szczerze mówiąc byłam zdziwiona, ale się uśmiechnęłam i poszłyśmy w swoją stronę. Aż się miło robi jak się takich ludzi spotyka :).

Posted

*Monia* napisał(a):
Dzisiaj pani pokazywala swojemu dziecku Hexę i szczeniaka, więc się zatrzymałam, żeby maluch sobie popatrzył (dziecko małe w wózku siedziało). Pani mówila do dziecka jakie ładne pieski, pokazywała, tłumaczyła, itp. a na koniec powiedziała mi "dziękuje". Szczerze mówiąc byłam zdziwiona, ale się uśmiechnęłam i poszłyśmy w swoją stronę. Aż się miło robi jak się takich ludzi spotyka :).

Dokładnie;).
Ja ostatnio na deptaku pod Rossmanem czekałam na koleżankę.I szła pani z dwiema córkami(6-7 lat) i mężem.I podeszła do mnie i Shiry i zapytała czy może pogłaskać. Powiedziałam że tak że nie gryzie ale nie ręcze że nie podskoczy na kolana bo jest jeszcze młoda i się uczy dopiero. Na to Pani powiedziała że nic nie szkodzi że rozumie bo sami mają w domu 3 huskie:evil_lol:. I nie mogła się oprzeć żeby nie wygłaskać Shirki:cool3:. To było również miłe doświadczenie:lol:

Posted

Żeby dzień nie był za miły to na ostatnim spacerze spotkałam rodzinkę z 2 westowymi psiakami i dziewczynką ok. 5-letnią. Pa zachwycał się szczeniakiem, a dziewczynka w tym czasie biegała wokół Hexy krzycząć i machając rękoma. Czekałam kiedy się Hexa w końcu wścieknie albo pani zabierze dziecko i się doczekałam - Hexi doskoczyla z warkotem i dziewczynka w końcu się odczepiła od niej, ale się nie przestraszyła. Nie było pretensji, tylko pani powiedziała dziecku, że się w końcu doczekało ;). Hexę znam na tyle, że wiem jak zareaguje w danym momencie i dzieci na nią działają tak jak upierdliwe szczeniaki, karci je również w ten sam sposob - skok ze szczekiem/warkotem, zero użycia zębów.

Posted

Właśnie mnie jakaś pani spytała, czy jestem nienormalna :diabloti: A czemu? A temu, że się ośmieliłam - uwaga - TUPNĄĆ i wrzasnąć na jej kudłacza lecącego prosto do moich nóg, gdy na ramieniu miałam Ninę bawiącą się w syrenę alarmową :cool1: Mówię, że ten pies już za nami drugi dzień biega i mam dość... A pani do mnie z wyrzutem, że to żaden on, tylko to suczka! :obrazic: To znaczy, że może nie używać smyczy na środku osiedla i podlatywać do wszystkich? :niewiem:

Co robić w takiej sytuacji? Równie dobrze mogłabym puścić Ninę, żeby obcej suce parę kłaków z tyłka wyrwała ale po co mam sobie i przyszłemu właścicielowi psuć psa? :roll:

I niech mi ktoś powie, że sterylizacja to zło a cieczki są przyjemne i bezproblemowe :cool1:

Posted

Tak kochanie, ale suka mi się przyplątała i natychmiast dostała pierwszej cieczki :p Więc będzie cięta dopiero w odpowiednim czasie.

Posted

A ja dzisiaj idąc z moimi psami na spacer mijałam dziewczynę ze szczeniakiem husky, na oko 5 - cio miesięcznym. Szczeniak na lince, wpatrzony w dziewczynę i wykonujący wszystkie polecenia. Dziewczyna cierpliwa, uzbrojona w smakołyki uczyła szczeniaka podstawowych komend. Był tak skupiony, że nawet nie spojrzał na moje burki :p Aż się ciepło na sercu robi widząc, że jednak są tacy ludzie :multi::multi:

Posted

*kleo* napisał(a):
A ja dzisiaj idąc z moimi psami na spacer mijałam dziewczynę ze szczeniakiem husky, na oko 5 - cio miesięcznym. Szczeniak na lince, wpatrzony w dziewczynę i wykonujący wszystkie polecenia. Dziewczyna cierpliwa, uzbrojona w smakołyki uczyła szczeniaka podstawowych komend. Był tak skupiony, że nawet nie spojrzał na moje burki :p Aż się ciepło na sercu robi widząc, że jednak są tacy ludzie :multi::multi:


U mnie w mieście widziałam tylko jednego faceta który szkolił psa , poza mną oczywiście ja też szkolę ale raczej na odludziu jak na razie ;)

Posted

Wróciłam ze spaceru..Siedział sobie pan z małym kundelkiem;)
on-chodz puszczę cie!
i puścił i pies odrazu zaatakował franka który oczywiście był na smyczy.Na szczęście zanim doszło do poważnego pogryzienia szybko wziełam Franka na szelkach do góry:-(Jednak co pisął to pisnął
i mówię do dziada-niech pan weżnie tego psa na smycz!
On-Oj nic się nie stało
Ja-Ten pies ugryzł mojego.Psy które gryzą nie powinny być puszczane luzem!
On-ale ona nie gryzie...
ja-to nawet było przed chwilą widać
on-przesz nie gryzie
Wziełam Franka na ręce i poszlam bo z takim człowiekiem nie ma co dyskutować:cool1:

Posted

Wtrącę się do wątku:diabloti: dosłownie 5 min. temu wróciłam ze spacerku z Bingsem i wracając przez trochę błotnistą drogę koło bloku wyszła mi zza sklepu kobieta (jak się okazało ''lekko'' wstawiona) z psem trochę mniejszym od mojego i bez smyczy. Mój ze swoją agresją smyczową zaczął trochę szczekaci baba chcąc nie chcąc musiala mnie minąc i specjalnie usunełam się maksymalnie z drogi i kiedy przeszła to zaczeła do mnie''Ty cholero! Przez ciebie weszłam w kałużę! Prowadzisz sobie damulko tego kundla w ciapy......bla...bla..'' Machnełam ręką i poszłam ,bo jej wywody przeszły w bełkot :shake:

Posted

paulina2904 napisał(a):
Wtrącę się do wątku:diabloti: dosłownie 5 min. temu wróciłam ze spacerku z Bingsem i wracając przez trochę błotnistą drogę koło bloku wyszła mi zza sklepu kobieta (jak się okazało ''lekko'' wstawiona) z psem trochę mniejszym od mojego i bez smyczy. Mój ze swoją agresją smyczową zaczął trochę szczekaci baba chcąc nie chcąc musiala mnie minąc i specjalnie usunełam się maksymalnie z drogi i kiedy przeszła to zaczeła do mnie''Ty cholero! Przez ciebie weszłam w kałużę! Prowadzisz sobie damulko tego kundla w ciapy......bla...bla..'' Machnełam ręką i poszłam ,bo jej wywody przeszły w bełkot :shake:



:roflt::roflt::roflt::roflt: dobre

Posted

ech,ludziom to się przetłumaczyć nie da...jak się zaczną nakręcać to końca nie ma:wallbash: Pies Franka do krwi nie ugryzł ale piszczał,znaczy,że go zabolało:-(A do pana nie dociera jeszcze się śmieje i wgaduje mi , że suczka nie gryzie.No aż się we mnie gotuje:angryy::angryy::angryy:Po prostu uwielbiam psy bez smyczy podlatujące do Franka i atakujące.Jeden psiur już go kiedyś do krwi ugryzł:placz::mad:

Posted

Ja niestety nie mam cierpliwości do ludzi i mam czasem ochotę wynieść się do lasu i mieszkać w namiocie.

Zaczynając od samego początku

budzę się o 5 bo sąsiadka z klatki obok nie potrafi wyegzekwować od psa wychodzenia z domu - nie szczekając - więc o 5 huczy cały blok.

O 6 zaczyna szczekać piesek prosząc o wpuszczenie do domu. Szczeka do 7-8 potem nie ma sił. Wpuszczają go o 9.

O 7 wychodzę ze swoimi psami więc muszę uciekać na ulicę, bo chodnikiem idą małe zajadliwe pieski sąsiadki bez smyczy i szczekające w niebogłosy budząc sąsiadów mających do pracy na 9. O przejściu piesków koło siebie na smyczy nie ma mowy bo przecież Pani nie wezmie swoich maluszków na smycz.

Już nie mówie nawet o sprzataniu kup itp.

O ile ja się staram zadbać o szacunek i ciszę dla innych wypoczywających w mieszkaniu sąsiadów to inni psiarze pracują na to by rozżaleni ludzie z krzykiem reagowali na kupy na trawniku, szczekanie pod oknem, psy bez smyczy itp. itp. zwłaszcza ze 15 minut od osiedla jest las i park .... ehhh a wszyscy kumulują się na osiedlu drażniąc i kłócąc ...

Posted

Wczoraj byłam z psem na spacerze. Spotkaliśmy takiego pana z rottweilerem, więc przystanęliśmy przy moście i rozmawialiśmy, a nasze psy chodziły obok i zbierały patyczki ;)

W pewnym momencie nadszedł pan (około 30 lat, elegancko ubrany) z owczarkiem szkockim na smyczy. Mój Ringo jak to szczeniak od razu wypruł w jego stronę, a ja powiedziałam od tak sobie: "O... popatrz mały, znalazłeś kolegę".

Nie potrafię w słowa ująć jak facet spiorunował mnie spojrzeniem...jakby chciał mnie zabić... i jak cholernie mocno szarpnął swojego psa, prawie mu kark skręcił... Ominął nas szerokim łukiem, coś tam mamrotając pod nosem :/

Posted

Tonacja,ja tak mam z właścicielami szczeniaków,ubierają je w szelki(!) i podnoszą na wyskosc swojego żołądka jak ktoś podchodzi żeby chcoiaż powiedzieć (o jaki słodziak).

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...