Okamia Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 ***kas napisał(a):napisałam na wątku spacerowym, może się coś urodzi z tego ;) Okamia, wieeelkie dzięki za posunięcie pomysłu:loveu: Nie ma za co :cool3: jak się powiedzie to wisisz piffko :eviltong: Quote
***kas Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 Okamia napisał(a):Nie ma za co :cool3: jak się powiedzie to wisisz piffko :eviltong: to już chyba nawet nie jedno ino 2 :eviltong: tylko czy Ty małolato możesz być deprawowana przeze mnie? :diabloti: Quote
Okamia Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 [quote name='***kas']to już chyba nawet nie jedno ino 2 :eviltong: tylko czy Ty małolato możesz być deprawowana przeze mnie? :diabloti: Ja tylko tak młodo wyglądam :evil_lol: ta... zgorszonego nic nie zgorszy :P Po za tym jak byś ty była taka stara :obrazic: Quote
AngelsDream Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 A ja się zastanawiam... Mamy z Baajem treningi indywidualne na Polach. Niestety lub stety wszystko rozbija się o ignorowanie psów, więc siłą rzeczy trener zabiera nas tam, gdzie tych psów jest dużo. Baaj jest wyłącznie na smyczy, jutro być może na lince, ale na razie na pewno pod totalną kontrolą. Dziś nawet dodatkowo w kagańcu, bo to pierwszy trening. O co mi chodzi? O to, że dziś kilkakrotnie widziałam, jak właściciele w panice zabierali swoje psy biegające luzem, bo odwołanie nie skutkowało. Widziałam psa, który miał zupełnie w nosie, co się do niego mówi. Zostaliśmy też obszczekani przez uroczego szelciaka i być może tylko mi się zdawało, ale jego właścicielka ciskała w nas gromy, jakby to, że przechodzimy przez tę łąkę i nie ulatniamy się z niej szybko, tylko stajemy i każemy Baajowi stać, było zbrodnią. Podkreślam, że Baaj nie kontaktował się z tymi psami. Miał tylko przy ich bliskiej obecności wykonywać polecenia. Suka onka zaatakowała nas od tyłu, potem mijaliśmy ją dwukrotnie, kiedy była już na smyczy - podziękowałam za możliwość pracy. I tak sobie myślę, czy to jest ok? Ja bym się nie wkurzyła za coś takiego, ale może to faktycznie nie do końca grzeczne? Z drugiej strony park jest publiczny, a Baaj pod stałą kontrolą i jeśli ktoś ma problem ze swoim psem luzem, to no właśnie - jego kłopot? Quote
zerduszko Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 No prosze Cie, chodzisz ze swoim wilkiem, denerwujesz małe peseczki i jeszcze pytasz czy to ok? Na stos z Tobą :angryy: Najłatwiej jest zwalić winę na kogoś - ludzie nie przyznają się, ze ich pies to świr czy kompletnie olali jego wychowania, lepiej szukać milion powodów, zamaist zakasać rekawy :lol: i choćby zapiąć psa na smycz :razz: Także miłego ćwiczenia. Tez już słyszałam, ze jestem bezczelna, bo omijam obcego psa, przez co on rekę właścicielowi prawie wyrwał - nie dogodzisz ;) Quote
badmasi Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 AngelsDream napisał(a):A ja się zastanawiam... Mamy z Baajem treningi indywidualne na Polach. Niestety lub stety wszystko rozbija się o ignorowanie psów, więc siłą rzeczy trener zabiera nas tam, gdzie tych psów jest dużo. Baaj jest wyłącznie na smyczy, jutro być może na lince, ale na razie na pewno pod totalną kontrolą. Dziś nawet dodatkowo w kagańcu, bo to pierwszy trening. O co mi chodzi? O to, że dziś kilkakrotnie widziałam, jak właściciele w panice zabierali swoje psy biegające luzem, bo odwołanie nie skutkowało. Widziałam psa, który miał zupełnie w nosie, co się do niego mówi. Zostaliśmy też obszczekani przez uroczego szelciaka i być może tylko mi się zdawało, ale jego właścicielka ciskała w nas gromy, jakby to, że przechodzimy przez tę łąkę i nie ulatniamy się z niej szybko, tylko stajemy i każemy Baajowi stać, było zbrodnią. Podkreślam, że Baaj nie kontaktował się z tymi psami. Miał tylko przy ich bliskiej obecności wykonywać polecenia. Suka onka zaatakowała nas od tyłu, potem mijaliśmy ją dwukrotnie, kiedy była już na smyczy - podziękowałam za możliwość pracy. I tak sobie myślę, czy to jest ok? Ja bym się nie wkurzyła za coś takiego, ale może to faktycznie nie do końca grzeczne? Z drugiej strony park jest publiczny, a Baaj pod stałą kontrolą i jeśli ktoś ma problem ze swoim psem luzem, to no właśnie - jego kłopot? Właścicielką uroczego szelciaka jestem ja i właśnie ćwiczyłam z nim aporty i frisbee. Byłam też -nie wiem czy zauważyłaś z dość płochliwą suką collie, która dodatkowo reaguje agresją lękową w stosunku do psów podobnych do ON(była przez takowego kilkukrotnie zaatakowana). Również trenuję z nią frisbee i staram się znaleźć miejsca stosunkowo odległe od psów gdyż w innych warunkach pies się rozprasza a frisbee to dla niej także forma tererapii. Suka była luzem i uważam za trochę nieprzemyślaną decyzję podchodzenia nagle z psem w kagańcu i krótkiej smyczy na ok 2m. od nas, stanie i wpatrywanie się(też nie wiedziałam o co chodzi). Nie dziw się, że psy zareagowały szczekaniem(i tak niezbyt intensywnym jak na ich możliwości). Następnym razem radzę się zapytać zanim "wyskoczysz" zza krzaka. Chętnie zgodzę się na socjalizację pod warunkiem, że odbędzie się to za zgodą obydwu stron (nawet bardzo chętnie, staramy się spotykać z cierpliwymi ONkami no wilczakami też nie pogardzę). Nie dziw się że psy i ludzie nie chcą być materiałem eksperymentalym dla twojego psa i jego trenera-szczególnie że ktoś może przyszedł akurat w innym celu tak jak ja czyli na frisbee. Park jest dla wszystkich zgadzam się ale zasady obowiązują jakieś......chyba? A szczekający szelciak to chyba nic nadzwyczajnego?Widziałaś kiedyś milczącego?On szczeka cały czas:evil_lol: Quote
AngelsDream Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 Domyślałam się tego. Nawet powiedziałam, że to specyfika rasy i nie dziwi mnie szczekanie. Z drugiej strony - popatrz jak to wyglądało z naszej strony - rzadka możliwość na dogo w tym temacie. Nasz pies chodzi na smyczy i w kagańcu, trenuje, nagle zaczyna go obszczekiwać mały pies, a właścicielka wydaje się nie do końca nad nim panować. Ponieważ twoje psy kojarzę, po temu nie wzięłam tego do siebie, ale mogłam, prawda? Ty trenujesz frisbee - super. Ja posłuszeństwo, a niestety nikt nie ma na czole etykietki, że jego pies jest lękliwy, płochliwy, czy jeszcze jakiś inny. Baaj jest tak zabezpieczony, żeby nie mógł, gdyby chciał, zrobić nic złego, twoje psy były luzem. W tej chwili mam przykaz reagować tak na większość mijanych psów, zatrzymać się, patrzeć przed siebie i uspokajać psa. Jeśli to możliwe odzywać się tylko do niego. Chętnie pytałabym każdą mijaną osobę, czy mi wolno, ale to średnio wykonalne. PS. Mam nadzieję, że to było oczywiste, że urokliwy szelciak to nie była ironia. Śliczny jest, serio. Quote
moon_light Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 haha, fajnie że odezwała się 'druga strona' opowieści. :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Quote
AngelsDream Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 Liczyłam na to, że się odezwie. Też po to, żeby pokazać, jak jedna, teoretycznie ta sama, sytuacja wygląda dla dwóch stron. Po co? Po to, że w tym temacie często zwala się winę na jedną stronę - na drugą. A to nie takie proste. Dla mnie mój pies nic złego nie robił - stał i się nie ruszał, był na smyczy i w kagańcu. Patrzył się, bo ma koleżankę sheltie, która go strasznie gnębi, a Baaj ją kocha miłością wielką, a myśmy stali i się patrzyli, bo się uczymy. Ale dla drugiej strony byliśmy poniekąd intruzami w pracy i bynajmniej rozumiem, że mogło to badmasi nie pasować, ale... park jest miejscem publicznym, ogólnodostępnym i pewne zgrzyty będą się zdarzać zawsze. Pochyliłabym głowę w pokorze, gdyby mój pies/moje psy były luzem i wpadły między cudze, ale na tym forum niekiedy oczekuje się cudów. Nie zawsze i nie każdy. Mi się też to oczywiście zdarza. Kto by nie chciał, żeby każdy swojego psa pilnował? Nie puszczał luzem? Nie dał podbiegać? Ale jak widać pies na smyczy też może zawadzać i teraz pytanie - co z tym zrobić? Quote
badmasi Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 AngelsDream napisał(a):Domyślałam się tego. Nawet powiedziałam, że to specyfika rasy i nie dziwi mnie szczekanie. Z drugiej strony - popatrz jak to wyglądało z naszej strony - rzadka możliwość na dogo w tym temacie. Nasz pies chodzi na smyczy i w kagańcu, trenuje, nagle zaczyna go obszczekiwać mały pies, a właścicielka wydaje się nie do końca nad nim panować. Ponieważ twoje psy kojarzę, po temu nie wzięłam tego do siebie, ale mogłam prawda. Ty trenujesz frisbee - super. Ja posłuszeństwo, a niestety nikt nie ma na czole etykietki, że jego pies jest lękliwy, płochliwy, czy jeszcze jakiś inny. Baaj jest tak zabezpieczony, żeby nie mógł, gdyby chciał, zrobić nic złego, twoje psy były luzem. W tej chwili mam przykaz reagować tak na większość mijanych psów, zatrzymać się, patrzeć przed siebie i uspokajać psa. Jeśli to możliwe odzywać się tylko do niego. Chętnie pytałabym każdą mijaną osobę, czy mi wolno, ale to średnio wykonalne. To nie ja podeszłam do ciebie tylko ty do mnie i nie mam obowiązku odwoływać psa gdy ktoś podchodzi na 2m. staje i wpatruje się widząc, że mam inne zajęcie niż bratanie się a mój pies spokojnie biega za aportem.Następnym razem nie sprawdzaj na ile panuję nad swoim psem, bo nikt cię o to nie prosi. Jak sobie wyobrażasz łapanie frisbee-na smyczy, na linie:-o Właśnie dlatego odeszłam tam gdzie nie było innych psów aby moje nikomu nie przeszkadzały. Moje psy nie muszą być cały czas zabezpieczone, w kagańcach i na napiętej do granic możliwości smyczy. Jeśli mają zajęcie to biegają po parku luzem, jak nie to chodzą na smyczy. Dlaczego uważasz pytanie się jako średnio wykonalne. Jakoś miałaś czas stać na uboczu i gawędzić ze swoim chłopakiem?Gdybyś podeszła i się zapytała chętnie bym się zgodziła.Mijam w parku wiele osób, które coś robią z psem i staram się nie wchodzić im w paradę. Pomyśl jak to wylądało z mojej strony. Podchodzi do mnie facet z wielkim psem w kagańcu i ściągniętej smyczy. Stoi i się patrzy nic nie mówi, pies wpatruje się w moje-nie wykazuje przyjaznych zamiarów, nie macha ogonem, jest cały spięty. Co mam sobie myśleć, no co? Obawiałam się, że wymusi bliższy kontakt-już tak kiedyś miałam i skończyło się awanturą ale o dziwo ze strony tego psa w kagańcu. Byłam z córką i dwoma psami oraz mnóstwem gratów.Normalnie to bym się zawinęła na pięcie i sobie poszła. Tym razem wolałam przeczekać. Oczywiście, że psy nie mają wypisane na czole jakie są, ale wyobraźnia nie boli. Quote
AngelsDream Posted August 25, 2009 Posted August 25, 2009 Pies nie był na napiętej smyczy, był na luźnej. To, co uważasz za gawędzenie było komentowaniem reakcji Baaja, trenera i twoich psów, więc nie robiłam sobie tego dla rozrywki. Żeby zapytać się o zgodę musiałabym, albo się wydzierać i przekrzykiwać twojego psa, albo podejść do ciebie bliżej i prowokować obie strony do dziwnych zachowań. Jeśli już się wyliczamy - nie widziałam, że masz cokolwiek w ręku. Wcale nie było to tak blisko. I to twój pies wymuszał kontakt, bo podchodził. A mój nie robił nic - ani nie atakował, ani nie zachęcał do podejścia. Rozważał to, co chce zrobić pod kątem tego, co wolno mu było zrobić. Mam wrażenie, że unosisz się jednak cokolwiek bezzasadnie. I po to był mój wpis w tym temacie. Spodziewałam się właśnie takiej reakcji. Ty ćwiczysz z psami, ty masz dziecko, ty masz rzeczy, a mój zły, niedobry, mylnie wyglądający pies ci przeszkadzał. Na polance w parku... Do czego zmierzam? Do tego, że jak widać można z psem pracować, panować nad nim w pełni - mimo że nie jest to konieczne, a i tak znajdzie się ktoś, komu to przeszkadza i kto najchętniej zaszlachtowałby nas za sam fakt istnienia. Wybacz, ale nie zamierzam pytać każdej mijanej osoby, czy wolno mi zatrzymać się na trawie, czy chodniku. Bo w istocie to właśnie zrobiliśmy. Gdyby chodziło mi o zapoznawanie się z innymi psami, ok - wtedy bym pytała. Baaj w tej chwili jest w stanie ustać na komedzie nawet wtedy, kiedy inny pies podchodzi do niego nos w nos - o to nam chodzi, o to walczymy. A to psują nam między innymi, puszczane luzem i obszczekujące go psy. Czy powinnam w takim razie zgodnie z modłą tego tematu udawać, że wcale cię nie znam i nawypisywać jaka to byłaś chamska i zła, niedobra,a twoje psy głupie? Mam wrażenie, że i tak większość osób nie zrozumie, co naprawdę mam na myśli, roztrząsając tę sytuację. Ale jednak chcę to zrobić. Powinnam skopać chłopca, który podszedł i z wielkimi oczami zapytał, czy może pogłaskać mojego psa i jak to wielkie futro się wabi. Powinnam, bo przecież wyszedł na nas zza krzaka, podszedł do psa od tyłu. Tymczasem ciepło mi się na serduchu zrobiło, bo była to jedna z niewielu osób, która nie kierowała się pozorami. A Baaj był przezachwycony, że ktoś go mizia. Pomijam, że z trzech dorosłych osób tylko ja [czyżby płeć?] zrozumiała, co mówił pięciolatek. Kiedyś sporo pisałam w tym temacie, wszystko mnie drażniło. Potem wzięłam sobie ogólny urlop od dogo. A kiedy wróciłam, już tu nie pisałam, oprócz totalnie skrajnych sytuacji, ale po dzisiaj, kiedy stosy psów nas oszczekały, obwarczały, zaczepiały od tyłu i robiły inne dziwne rzeczy, a tylko kilka było na smyczy lub naprawdę posłusznych, już wiem, że jedna sytuacja z dwóch stron wygląda naprawdę o niebo inaczej. Sprawa do przemyślenia dla osób czesto się tu udzielających i mających pretensje, że są inne psy na osiedly, w parku, na łące. Pod rozwagę radzę wziąć pomysł przeprowadzki na Księżyc, bo chyba tylko tam nic i nikt nie będzie nikomu wadził i przeszkadzał. Quote
asiunia Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 [quote name='badmasi']To nie ja podeszłam do ciebie tylko ty do mnie i nie mam obowiązku odwoływać psa gdy ktoś podchodzi na 2m. staje i wpatruje się widząc, że mam inne zajęcie niż bratanie się a mój pies spokojnie biega za aportem.Następnym razem nie sprawdzaj na ile panuję nad swoim psem, bo nikt cię o to nie prosi. Rozumiem,że część parku o której mowa należy do Ciebie i stąd brak obowiązku odwołania psa kiedy ktoś przechodzi a Twój szelciak wylatuje z ryjkiem obszczekując?Nie? To proponuje zapoznać się z przepisami W-wyi wtedy dyskutować o obowiązku czy też jego braku. Dla mnie-nawet nie wiedząc że AngelsDream szkoli psa-reakcja naturalną na kogoś kto przechodzi z psem na smyczy i w kagańcu(samej smyczy również),przystajacym i wpatrujacym się we mnie było by natychmiast złapanie mojego psa.Sama wielokrotnietak właśnie (kiedy idę ze swoim szczeniakiem na smyczy,przystaje się i wpatruje w właściciela czworonoga który biega luzem)mobilizuje Pana/Panią do zapięcia pupila na smycz. I wiele ludzi tak postępuje. Nie wiesz na jakiego psa i właściciela trafisz a w ten sposób narażasz swojego psa na niebezpieczeństwo. [quote name='badmasi']Jak sobie wyobrażasz łapanie frisbee-na smyczy, na linie:-o Idąc Twoim tokiem,a jak sobie wyobrażasz naukę ignorowania innych psów? Na pluszowych czy gumowych zabawkach? [quote name='badmasi']Właśnie dlatego odeszłam tam gdzie nie było innych psów aby moje nikomu nie przeszkadzały. Moje psy nie muszą być cały czas zabezpieczone, w kagańcach i na napiętej do granic możliwości smyczy. Jeśli mają zajęcie to biegają po parku luzem, jak nie to chodzą na smyczy. Będąc w parku,miejscu publicznym trzeba się liczyć z tym że takich "pustych"miejsc po prostu nie ma. Jeżeli nie wymagają zabezpieczenia(chociaż pies któy wylatuje ze szczekaniem w strone innego a właścicielka uważa że nie ma obowiazku go odwołać to bym się spierała)to elementem kultury było by chociaż chwilowe zapięcie psa wymusi bliższy kontakt-już tak kiedyś miałam i skończyło się awanturą ale o dziwo ze strony tego psa w kagańcu. gdyby obie strony miały psy pod kontolą to do żadnej awantury by nie doszło Oczywiście, że psy nie mają wypisane na czole jakie są, ale wyobraźnia nie boli. otóż to... Quote
badmasi Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Mimo wszystko i tak wczorajszy dzień uważam za udany. Angels, trochę przesadzasz, demonizujesz całą sytuację, gdyby nie twój wpis na forum to wogóle nie pamiętałabm o tobie i twoim psie. Wydaje ci się może, że jesteś bardzo charakterystyczna-tutaj na forum być może ale w realu niesamowicie banalna i pozbawiona podstaw kultury. Następnym razem w ramach treningów proponuję podchodzić do ludzi na kocykach opalających się z pieskami i próbować cierpliwości lub wchodzić do mieszkań. Psy na Polach biegają i szczekają, niektóre tylko leżą i odpoczywają-rozumiem, że po klkudziesięciu latach tych zwyczajów wszystkie powinny wylądować na smyczy i w kagańcach tak jak twój aby "królowa" mogła przejść. Twój pies też nie ma wypisane na czole jaki jest, jego właścicielka i trener też nie. Możecie być wszyscy razem do kupy wzięci agresywni i nieobliczalni i co? Dalej uważam że wtrynianie się bez słowa -dzieńdobry, przepraszam między bawiące się psy jest totalną głupotą a nawet chamstwem. Kurcze i przestań gadać głupstwa, że mój pies cię oszczekał, dziamgnęły kilka razy i skończyły historię.Kontakt ty wymusiłaś bo ty podeszłaś i przestań się wybielać i użalać nad sobą. Tak wogóle nie wiem czemu się czepnęłaś, miałaś pewno kilka gorszych przygód w życiu niż dostanie zje..ki wzrokowej i wysłuchanie kilku szczeknięć obcych psów? Powtarzam raz jeszcze nie chcę być obiektem eksperymentu dla ciebie i twojego psa. Wymagam kultury i odpowiednich zachowań jeśli tego nie rozumiesz to trzymaj się z daleka i tyle..... Twój pies był na napiętej smyczy i nie wyglądał na luzaka, o nie....Moje psy nic nie zepsuły, wygląda na to że sknociłaś coś sama i teraz szukasz winnych. A ty asiunia nie podniecaj się tak bo nie widziałaś i nie wiesz..... Quote
zerduszko Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Moje Panie - a o jakiej odl. mówicie? :razz: badmasi - a gdyby kto tamtędy po prostu przechodził, to tez mu nie wolno? Zatrzymał się by wyciągnąć tel. Moim zdaniem mój nienormalny pies, to mój problem i to ja proszę ludzi żeby nie podchodzili czy odchodzę z psem, a nie oni maja się mnie pytać czy mogą przejść obok - nie podejść do mnie. Na lince pies spokojnie może biegać za piłką czy talerzami (a jeszcze lepiej moze wracać an wołanie :razz: ), a miejsce można wybrać takie, żeby widzieć wszystko. Ale chyba to wszyscy znamy - on musi się wybiegać, on nic nie zrobi, tylko szczeka :evil_lol: Pozdrawiam i więcej luzu, wymyślanie komuś od "banalnych" ulgi Ci nie da ;) Quote
shin Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 badmasi, ale po co te wycieczki osobiste? Skoro Baaj byl na smyczy i w kagancu, nie przejawiajac zachowan agresywnych, to o co chodzi? Rozumiem, ze twoje byly luzem, oszczekaly go i zostawily w spokoju? No coz... ona nad swoim panowala, chociazby fizycznie, a ty nad swoimi nie do konca... Moze kisiel przyniose i sobie wytlumaczycie recznie? :evil_lol: [SIZE="1"]Btw, podeszli na 2m? Troche ciezko w to uwierzyc - 2m to mniej wiecej dlugosc lozka. A jezeli rzeczywiscie byla to taka odleglosc - czesciowo zwracam honor, na taka odleglosc to juz wypada sie spytac. Quote
Juliusz(ka) Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Poczytuję i myślę intensywnie, która strona 'mocy':diabloti: ma rację... Tak dla zasady; staram się postawić w sytuacji jednej i drugiej przewodniczki. Sama mam psa problemowego(agresja w kierunku innych czterołapych). NIGDY nie wymuszam kontaktu z obcymi zwierzętami - to ja mam problem i jeśli chcę poodczulać Jaga, uważam, że mam obowiązek ustalić to wcześniej z drugą stroną(na spacery generalnie chodzę z psem sama, więc łatwe to nie jest, ale da się;)) (Przykład: spacer, dwoje ludzi z 3ma sukami Airedale terrier(kapitalne:loveu:!) - pogadanka(przesympatyczni ludzie, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś na nich trafimy...), zwierzaki w bezpieczenej odległości, pod kontrolą - Jago zaliczył kilka korekt, kilka pochwał-mówiłam otwarcie o naszych problemach.) Czym innym - w moim odczuciu - jest minięcie się z jakimś zwierzakiem, kiedy innego wyjścia nie ma, a czym innym twarde zmierzanie na, np., środek polany, gdzie ktoś się bawi/ćwiczy ze swoim psem... Angels - nie masz trochę stracha? Poważnie pytam, bez złośliwości - odczulasz Baaja, więc chyba średnim pomysłem jest podchodzenie do psów, których nie znasz(nie wiesz, jak na Was zareagują... można sobie w ten sposób spiep*zyć robotę, na własne życzenie:shake:). Quote
asiunia Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 badmasi napisał(a):A ty asiunia nie podniecaj się tak bo nie widziałaś i nie wiesz..... Takie epitety zachowaj dla siebie,sama nie zwracam się do Ciebie w taki sposób i nie życzę sobie abyś Ty do mnie się tak zwracała. Odrobinę kultury... Quote
AngelsDream Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Jakby to były dwa metry, to by badmasi mogła swojego psa złapać, bo stałby metr od niej. Baaj ma 1,5 metrową smycz, więc to na pewno było więcej niż dwa. To było minimum 8 metrów między Baajem, a collie i o jakieś 4 mniej od szetlanda, bo podleciał i szczekał. Ja stałam jeszcze kawałek w bok. Możesz sobie pisać i uważać o mnie co chcesz i jak chcesz. Ja będę podchodzić tam, gdzie uważam i jak uważam. Póki mój pies jest na smyczy, a twój luzem, to prawo i racja są po mojej stronie. Nie widziałam, że pracujesz z psami, bo siedziałaś na trawie. Zresztą tak, jak wspomniałam, kiedy mijałam psa na smyczy, który się podnerwował spytaliśmy i podziękowaliśmy. Teraz pomyśl czemu. Odziamgały nas na tyle, że nie słyszałaś, jak mówię, że szczekanie to specyfika rasy, a widziałam, że się irytujesz na swojego psa i starałam się złagodzić sytuację, skoro już wystąpił problem. Juliuszka, nie podchodzę na metr do psów. Większość psów, z którymi mieliśmy wczoraj bliski kontakt biegało luzem i nie były odwołane. Kiedy miajaliśmy aportującego ONka, to była to odległość 15 metrów. Kiedy jakiś pies aportował z wody, Baaj stał za murkiem i schodkami. A badmasi chciałaby, żeby każdy jej schodził z drogi - trudno, ja nie zamierzam. Tak uprzedzam, jakby co. Bo jak na razie nie widzę powodu. Ale chętnie poczytam wszelkie uwagi. Quote
badmasi Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Shin- to było 2m, pies Angels był napięty i wpatrywał się w moje, wcale ci ludzie nie przechodzili tylko podeszli i stali bez słowa, moim zdaniem to nienaturalne zachowanie, wręcz prowokujące psy. Ja i córka siedziałyśmy na ziemi nasze psy przyszły właśnie za aportami i co zastały-dużego psa w kagańcu i napiętej smyczy, dużego faceta, pies Angels dodatkowo się gotował (bulgotał dziwnie). Moje psy przychodzą na wołanie a na linie nie będą ćwiczyć frisbee bo to niebezpieczne. Zerduszko-przechodziło sporo ludzi i odwiedziło nas kilka psów. Jak idą ludzie to nie rzucam w ich stronę aportów a psy które podeszły zachowywały się normalnie-wysyłały przyjazne sygnały wąchały się z moimi i sobie szły Jeszcze raz powtarzam pies Angels nie przeszedł obok mnie, on celowo tam stanął z tym pseudotrenerem. Nie widzę powodów dla których miałabym zbierać swoje zabawki z ziemi, picie i torby .....przecież oni i tak by tam nie zostali bo nie chodziło wcale o polanę tylko o moje psy. Tak mój szetland szczeka, jak wiele innych psów tej rasy, komunikuje w ten sposób dużo rzeczy, nie szczeka agresywnie i jest oazą łagodności. Jest uciszany kiedy trzeba a to nie była ta sytuacja.Był raz zaatakowany to wcale nie wtedy kiedy szczekał lecz szedł na smyczy na spacer. Zaatakowała go duża suka luzem całkowicie bezgłośnie i dorwała się natychmiast do gardła. Juliuszka-myślę, że jak na teraz tylko ty zrozumiałaś w czym rzecz Miałam już kiedyś podobną, wymuszoną próbę wytrzymałości. Pies był też na smyczy i w kagańcu, niestety przewodnik go nie utrzymał jak pies się zabulgotał i pies poranił moją nogę i moją collie na smyczy. Tym razem też wzięłam collie na smycz, szeltikowi zostawiłam wolność na wszelki wypadek. Powtarzam nie znam Angels, jej psa, który wyglądał na agresywnego, jej historii, nie wiem kim jest i jak się zachowuje i nie muszę cierpliwie znosić jej nieprzemślanych pomysłów. Dopiero po przeczytaniu jej wynurzeń w tym temacie skojarzyłam sytuację z osobą co też nie oznacza że będę królikiem doświadczalnym dla wirtualnych osób z "jednym płomyczkiem". Quote
AngelsDream Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Policja się ucieszy, że mają pseudopsy, skoro są trenowane przez pseudotrenerów. Wszystko jasne. I nie, to nie były dwa metry. Pies stał na luźnej smyczy przy nodze pana Jerzego. Na komendzie. Nie szarpał się, nie szczekał, nie unosił ogona, nie jeżył się - patrzył, ale jak widać dogoparanoja jest równie wielka, co i dogomiłosierdzie. Póki sytuacje dotyczą anonimowych ludzi z osiedli, parków i łąk wszystko jest dozwolone. Szarpanie, kopanie, czasem nawet szczucie. Nie mogłam podejść i się zapytać, bo wtedy sprowokowałabym twoje psy i dodatkowo własnego, a jak już wspomniałam - nie słyszałaś, jak mówiłam do ciebie. Wiesz jak to wyglądało z innym psem? Aport został rzucony w inną stronę, pies nawet nie widział, że inny stoi i obserwuje. Pomyśl proszę na spokój, czy nie powinnaś móc odwołać swoich psów, czy rzucić im aportów w przeciwną stronę? Rozumiem, że miałaś nieprzyjemne przejścia, ale nie oceniaj każdego psa pod tym kątem, bo tylko negatywnie nastawiasz się do świata - niepotrzebnie. Ja nikogo nie obrażam. Rzuciłam konkretną sytuacją, żeby część osób przemyślała sobie, czy nie zaczyna to być absurdalne, co się dzieje na dogo i w niektórych tematach. Wychodzi na to, że nie można się zatrzymywać na trawie, jeśli ktoś na niej już jest. A przy ludziach na kocach też ćwiczył i będzie ćwiczył nadal - nie było problemu. Większość osób docenia, że na Polach zdarzają się też psy zasmyczowane i okresowo zakagańcowane. Jak chcę mieć spokój, to jadę w pustkowia. Polecam zamiast parków. Moża się lepiej odprężyć. :) Quote
Juliusz(ka) Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Wersje tak różne, że trudno się ustosunkować...:shake: Nie wiem, jak duża ta 'Wasza' polana/łąka(?), a dla mnie to ma znaczenie - jeśli widzę, że ktoś się ze swoim psem/psami bawi kawał ode mnie, to nie wchodzę w paradę, no ale to ja;). W drugą stronę rzadko spotykam się z podobnym zachowaniem - to my musimy się w 9 przypadkach na 10 ewakuować i to w podskokach:mad:. Tak czy siak - odczulanie za zgodą obu stron, tak ja to widzę;); dość mam niekontrolowanych 'atrakcji':angryy:, więc jeśli chcę poćwiczyć - niech to ma ręce i nogi... BTW - zła jestem okrutnie, jak jakiś pies narusza naszą 'przestrzeń', więc trzymam się 'nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe'. Quote
AngelsDream Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Ale ja większość osób pytałam, o ile ich psy były na smyczy i nie szczekały - nie mogę krzyczeć, bo to powoduje, że Baaj się pobudza i w ten sposób robię gorzej nie tylko sobie. Pomijam, że mogłabym komuś psa poschizować - nie wiem, jak cudzy, obszczekujący mnie pies zareaguje, jak do niego podejdę i jeszcze będę mówić głośno, tak? Baaj nie zaczepia, nie atakuje. Tak, my podchodzimy, bo on się musi tego nauczyć, a ćwiczenia w grupie to nie to, bo dla niego jego grupa, to jakaś forma stada i na takowe psy on się tak nie nakręca. Mam psa, który dorasta, któremu wbijam do głowy bardzo ważne rzeczy w tej chwili. Gdybym tłumaczyła się jego rasą, latałby luzem, bez odwołania i tłamsił całe otoczenie. Bo to wilczak. One tak mają. Bez kontroli i pracy, na pewno. A teraz ciekawostka na deser. Mijały nas cztery psy luzem. Na pewno bokser, jeden duży i brązowy, ale widziałam tylko jego tył. Trzeci obszedł nas łukiem, czwarty podszedł do Baaja na odległość faktycznie dwóch metrów i teraz ciekawostka. Niby samce, a było dużo spokojniej, niż z jakąkolwiek suką, która była wczoraj luzem. Trener w pełni panuje nad Baajem. Nie wstydzę się powiedzieć, że dużo lepiej ode mnie. On go świetnie wyczuł. Ja, jeśli nie będę miała pewności podobnego efektu, na pewno będę wybierać łatwiejsze sytuacje. Nie jestem typem osoby, którą kręci agresja psa. Przeciwnie. Gaszę w zarodku wszelkie, nawet delikatne, przejawy złych zachowań. Zresztą, gdyby tak nie było, nie trenowałabym z nim tuż przed kastracją. To, co teraz się utrwali będzie rzutowało w okresie, kiedy jego hormony będą się stabilizować. Quote
pituophis Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Zastanawiam się, co takiego musiałby robić sheltie, żeby Baaj był przy nim spięty. Chyba nie mógłby to być już sheltie... :diabloti: Zainwestuj w klatkę na kółkach, ale koniecznie z kratą o oczkach mniejszych niż 1 x 1 cm, żeby spojrzenia wilczaka były mniej przerażające. Quote
zmierzchnica Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 Cóż, wydaje mi się, że badmasi ma problem ze swoimi psami i wyładowuje go na innych. Ostatnio, kiedy napisałam, że denerwuje mnie, kiedy jakiś pies stanie kilka metrów od mojego aportującego i na niego szczeka (bez reakcji właściciela) to dostałam odpowiedź, że "dużo pracy przede mną, inne psy to pewnie powinny 10 m dalej od moich przechodzić" itd. Rozumiem, że napisałaś tak, badmasi, bo Twój szelciak jest (naturalnie;)) szczekliwy i pewnie mu się zdarza inne zajęte sobą psy obszczekać? Nie rozumiem jednak, dlaczego teraz uważasz, że AngelsDream postąpiła chamsko, zatrzymując się (tj, trener ;)) z zasmyczowanym psem blisko Ciebie, skoro uważasz, że ja przesadzam, denerwując się, że jakiś pies szczeka na moje aportujące? Sytuacja jakże podobna, tylko tutaj Baaj nie reagował, a ja pisałam o psie drącym się na moje. Cóż, jak zawsze, z dwóch stron wszystko wygląda inaczej... (Sypnęłabym cytatem, ale to było dawno, możliwe że jeszcze w pierwszej odsłonie tematu, a mi się szukać nie chce.) Quote
AngelsDream Posted August 26, 2009 Posted August 26, 2009 zmierzchnica, ano właśnie. Inne, zajęte aportami i właścicielami psami w ogóle nie reagowały na to, że Baaj gdzieś tam stoi i patrzy. Jego to uczy cierpliwości i mnie też. Wcale nie jest prosto. Na pustym placu to my wymiatamy. Zresztą pies został pochwalony za podstawy i za wybitnie stabilne usposobienie. Tylko teraz muszę mu powieki zaszyć, bo się patrzy i prowadzać luzem i bez kagańca, bo widać smycz i kaganiec wprowadzają niepotrzebne podejrzenia, że pies jest z lasu albo zoo i mieszkał w ciemnej komórce bez socjalizacji. Tylko wiecie myk jest taki, że on jest bez smyczy i komuś to wadzi, nie podchodzi do psów źle, podchodzi źle, przygląda się też źle. Zawsze komuś źle, a ja naprawdę robię dużo, żeby przynajmniej ogółowi nie przeszkadzać. Tylko proszę nie wymagać cudów. Niech ktoś mi zaproponuje, jak miałam podejść do osoby z dwoma psami, z których jeden właśnie mnie oszczekuje, a podejrzewam, że drugi to ten strachliwy i nieufny... Przy tym mój pies stoi z trenerem, którego zna kilkadziesiąt minut i wiem, że jak szelciak nieopatrznie mnie odetnie od mojego psa, to wtedy może być rozróba - zresztą uzasadniona, ale niepożądana. Nie wiem, do ćwiczącego Baaja psy podchodziły na 3 metry, na pięć, na dziesięć i nie mordowałam ich wzrokiem, bo nie widzę sensu utwierdzania swojego psa, że atak i agresja, to świetny pomysł, oprócz zupełnie skrajnych sytuacji. PS. Ktoś tu kiedyś pisał, że osoby pracujące wyłącznie na nagrody i ignorwanie, wyładowują frustrację na cudzych psach... Nie da się ukryć, że to przykry stereotyp, ale jest w nim ziarenko prawdy. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.